kontakty ojca z dzieckiem

11.02.12, 21:02
rozeszłam się z facetem(nie mężem).w tej chwili nasze relacje pogarszaja sie z dnia na dzien.on nachodzi mnie i kontroluje ,robi się w kontaktach ze mną coraz brutalniejszy tak ze zaczynam sie go obawiać .sądziłam że na poczatku to jakis objaw złości z powodu tego że zerwałam z nim ale robi się coraz mniej przyjemnie.
poza tym przychodzi do mnie kiedy chce i chce się widziec z dzieckiem.nie dzwoni wcześniej, nie pyta czy może zajść po prostu zjawia się pod drzwiami.nie utrudniam mu kontaktów i jak się ze mną dogada to bierze córke popołudniami a czasem na wekend ale denerwuje mnie że nie liczy się z moimi planami i moja prywatnością kiedy wpada kiedy mu się podoba.telefonuje też kilka razy dziennie.


chciałabym ustalic jakoś jego kontakty z córka ale wolałabym aby odbyło sie bez sądu(choc sadze ze to i tak w końcu będzie potrzebne).chciałam abyśmy sami spisali na pismie jakąś umowe kiedy i na ile będzie zabierał dziecko żeby on nie zjawiał się kidy chce a ja żebym tez mogła cos zaplanować ale z nim to raczej nie przejdzie.
czy moge mu odmówic widzenia z dzieckiem i pozwolic mu na to powiedzmy 2 razy w tygodniu i czasem na cały wekend żeby ją brał?tzn. czy moge sama decydowac kiedy on moze ja brać?sadzę ze np.policja nie zrobi z tym nic ale moge miec jakieś inne nieprzyjemności jeśli on gdzies zgłosi że nie pozwalam mu widywac córki kiedy on chce?
czy mam jednak iśc ustalic to sadownie?
    • annes67 Re: kontakty ojca z dzieckiem 11.02.12, 21:34
      wiesz ja zrobilam to tak ...napisalam email. :ze dlatego ,ze jest taki a taki...uwazam ze dobrze dla dziecka..itd, itp.

      .i teraz nie odbieram od niego tel.tylko dziecko odbiera jesli jest i chce.
      co na pismie to na pismie. w razie czego jest dowód.
      wyznacz granice swojego zycia póki nie jest za pózno.
      poczytaj jak zwykl e sa widywania i tez podobnie ustal.
    • altz Re: kontakty ojca z dzieckiem 12.02.12, 09:42
      Możesz wszystko, w końcu ty urodziłaś, a on nie. I to jest najgorsze, bo zazwyczaj w takich sytuacjach nie ma chęci uczciwego dogadania się. Mężczyźnie proponuje się wyłącznie kontakty, a sobie zostawia całą resztę.

      Co oznacza, że zrobił się brutalniejszy?
      Czy ojciec jest na tyle odpowiedzialny, że mógłby zabrać dziecko do siebie?
      Jeśli tak, to dobrze. Niech sam coś zaproponuje. Powiedz, że masz dość takiego przychodzenia, chcesz się dobrze czuć we własnym domu. Jeśli można, niech zabiera dziecko na sobotę i niedzielę z noclegiem i się nim nacieszy, co drugi tydzień i jakiś dzień w tygodniu i powinno być w porządku. Ale to ojciec dziecka powinien coś zaproponować.
      • annes67 Re: kontakty ojca z dzieckiem 12.02.12, 10:46


        altz napisał: Ale to ojciec dziecka pow
        > inien coś zaproponować.


        mówisz powaznie?

        moze ty taki jestes, al e jesli facet jest brutalny( chocby psychicznie) i uwaza ze bedzie przychodził kiedy chce i robicł co mu si e podoba, o widzenie pytac ni ebedzie bo dziecko za wsze ma miec ochote......no wybacz....jesli to jest jedyna jego propozycja....to cos trzeba z tym zrobic.
        wiec niech tatus nie ma pretensji ze mu sie cos narzuca, bo nic lepszego i madrzejszego ni e zaproponował.

        mówie to z mojego przykładu akurat.
        • d_dora Re: kontakty ojca z dzieckiem 12.02.12, 15:40
          altz, jesli chodzi o twoje pytania to odpowiadam że on wobec mnie jest brutalniejszy bo dwa raz chciał siła wejść do mojego domu o przy okazji mnie dośc powaznie poszarpał.w obu przypadkach ktoś mi pomógł to opanowac bo nie wiem co by mi zrobił w amoku.nigdy nie podniósł na mnie ręki i takie zachowanie było dla mnie szokiem.generalnie mam podstawy obawiac się go.nie robi tego przy dziecku ani przy nikim innym.
          cięzko mi tez uznac że on tak bardzo chce widywać naprawde dziecko-wydaje mi się że to wytłumaczenie żeby przyjśc i mnie zobaczyc i sprawdzić.przez te lata co żyliśmy razem nie wziął dziecka na spacer,nie kupił zabawki a teraz taki "tęskniący"?ale nie wnikam w to-on chce widzieć dziecko i dziecko chce byc z nim więc nie chcę stawac między nimi.jesli córka nie będzie chciała kontaktów to sama o tym zdecyduje jak podrośnie.

          na jego propozycje tez nie moge czekać bo on zmienia zdanie co 2 godziny więc nie można mu na słowo wierzyć.do tej pory zdazało sie że umawialiśmy sie na konkretna godzine ze przyjdzie a przychodzil 3 lub 4 godziny później nie majac żadnego wytłumaczenia spóźnienia ani nie informując wczesniej a ja przecież nie bedę na niego czekać cały dzień i zmieniac swoje plany bo on przyjdzie kiedy mu sie podoba
          • altz Re: kontakty ojca z dzieckiem 12.02.12, 16:47
            To są trudne sprawy i bardzo nerwowe kontakty między rodzicami.
            U mnie było tak, że pani miała długie ręce, potrafiła mnie szarpać, a po rozwodzie już tego nie ma. Nie umiemy i nie chcemy ze sobą rozmawiać, może za jakieś 10 lat to się zmieni?
            Byłem całkiem fajnym ojcem, a teraz się zupełnie odciąłem. Pani bywała wobec dzieci agresywna i stosowała wątpliwe metody, teraz się bardzo stara zmienić, chociaż przedtem uważała, że zawsze miała rację.
            Jak widać, może być różnie, emocje są jak po śmierci kogoś najbliższego. Ludzie się zmieniają.

            Trzeba się ostro postawić przeciwko najściom, szarpaniu czy ubliżaniu, samemu też się tego wystrzegać. Potem jakoś próbować się porozumieć i tego pilnować.
            Jeśli się nie dogadacie i będziecie się czuć pokrzywdzeni, to spełni się jeden z wariantów:
            1) facet się odetnie zupełnie - tak robi większość mężczyzn na przemoc ze strony kobiet (uniemożliwianie bez powodów szerokich spotkań z dzieckiem przez kobietę jest również przemocą),
            2) będziecie się ciągać latami po sądach i uprzykrzać sobie życie.
            Dlatego uważam jakieś mediacje za dobre rozwiązanie, choćby emocje były teraz tak wielkie, że wydają się niemożliwe.
        • annakate Re: kontakty ojca z dzieckiem 12.02.12, 15:40
          Spróbuj mediacji; to naprawdę działa. Kosztuje bardzo niewiele (niektóre NGO prowadzą bezpłatnie), nic nie tracisz, wiele możesz zyskać. Uzgodnienia zawarte przy innej osobie, spisane maja inny ciężar gatunkowy niz uczynione "na gębę" i w emocjach. Jesli sie nie uda - trudno, zostaje sąd
          stron o mediacji jest mnóstwo, poczytaj

          www.mediacja.com/index.php/Specyfika-mediacji-rodzinnych.html
          ms.gov.pl/pl/dzialalnosc/mediacje/
          • mozambique Re: kontakty ojca z dzieckiem 13.02.12, 14:24
            facet agresywny a matka chche mu bez wachania dawac córke pod opieke ?


            dziwne
            • d_dora Re: kontakty ojca z dzieckiem 13.02.12, 19:26
              nie jest agresywny w tym sensie.po prostu zdarzyło się że jakby siła chciał wejśc do domu.nie uderzył ani nic ale po tym ile razem przezylismy takie zachowanie mnie niepokoi.dziecku nie robi krzywdy ani nie zdarzyło się to tak żeby dziecko widziało więc nie obawiam sie o jej bezpieczeństwo.a skoro własciwie nie moge powiedziec ze nam zagraża to nie moge mu tez zabronic widywac dziecka.choć zagroziłam mu że jesli tak będzie nadal to nie będzie widywał córki.wiem jednak że nie mogę sama bez sądu czy policji decydować czy może zobaczyc się z dzieckiem czy nie.
            • annakate Re: kontakty ojca z dzieckiem 13.02.12, 19:51
              a czy ja , przepraszam, napisałam, że ma bez wahania dawać dziecko? ma spróbować cos uzgodnić - cos, co będzie do przyjęcia dla obu stron. Czasem są to spotaknia w miejscu publicznym - centrum handlowe, sala zabaw; czasem w obecności innych osób lub okreslonym miejscu (u dziadków, u cioci Krysi, w ośrodku adopcyjnym lub fundacji zajmujacej się dziećmi, w obecności kuratora, psychologa), czasem pomaga wykluczenie spotakń rodzicow (będzie po Zosię przyjeżdżała babcia) - ile rodzin, tyle czynników zapalnych i możliwości ich wyeliminowania tez zazwyczaj jest kilka, nie ma w rodzinie sytuacji zerojedynkowych
    • oolalalaaaa3 Re: kontakty ojca z dzieckiem 14.02.12, 08:49
      myślę, że nie masz innej możliwości jak ustalenie kontaktów poprzez sąd. nie może Ci ktoś dezorganizować życia. ja również chciałam by ojciec dziecka miał z nim jak najlepszy kontakt, ale...ustalenie takiego kalendarza na prawdę pomaga.
      • d_dora nadal mam problem... 20.02.12, 17:10
        moj były od czasu swego ostatniego wyskoku do mnie kiedy to chciał sila wejść do domu(teraz mówi że tak nie było a że wówczas aż drzwi z zawiasów wyrwał to mówi ze same(?!)wyszły)kontaktował się z dzieckiem raz telefonicznie po czym przez tydzień zero kontaktu.teraz zjawil sie gdy byłyśmy na spacerze i chciał ja zabrac do siebie.godzine wczesniej dzwonił do córki(5-latki) i kazał jej żeby to ze mną ustaliła bo on nie chce ze mna gadac.skoro więc nie mógł zachowac się jak dorosły i ustalić tego ze mną to powiedziałam ze nie może dziecka zabrać akurat w tej chwili kiedy on chce tylko niech mi wcześniej da znać.

        wogóle kwestia jakiegokolwiek ustalenia na pismie określonych dni jego wizyt została odrzucona przez niego bo "on nie będzie ze mną ustalał i moje zdanie na ten i inne tematy ma gdzies".zważywszy też że w tym miesiącu nie dał mi kasy na dziecko to powiedziłam że skoro nie daje dziecku praw do życia odmawiając jej chociaż drobnej sumy na przyjemności to nie będzie widywał dziecka.
        wiem ze takie moje groźby sa nie uzasadnione i właściwie nie zamierzam ich stosować ale wkurzył mnie po prostu.powiedział że będzie płacił jak ustalę alimenty-wniosek złożony w grudniu do sądu.
        ja jestem jakis czas bez pracy-utrzymuję się dzięki mamie i pożyczkom od kolezanki.on w wielkich bólach ale do tej pory dawał kasę(rozstaliśmy sie w listopadzie)tylko w tym miesiącu ani grosza ale tez od ponad miesiąca jest bez pracy(wątpię by szukał).jest na zasiłku więc zależałoby mi żeby dał mi chociaż na opłaty za przedszkole(100zł).
        zamierzam wnieść sprawę o ustalenie kontaktów do sądu.wiem jednak że obenie trzeba u nas czekac do 4 miesięcy na sprawę.nie zamierzam aż tyle czasu mu odmawiac widzenia z dzieckiem ale czy mam prawo decydowac kiedy i na jak długo on weźmie dziecko czy ma nieograniczone prawa do widzeń?

        wogóle wkurza mnie że on mnie zmusza do załatwienia wszystkiego przez sąd przy obcych ludziach zamiast dogadać się sami między sobą.

        a własciwie to jaki grafik widzeń może ustalić sąd?tzn.ja myślałam "wyznaczyć" mu jeden lub dwa dni tygodniu i co drugi weekend(do tego do podziału święta i wakacje)ale czy sąd może uznać że dziecko musi z nim spędzać połowe czasu a połowe ze mną?
        • altz Re: nadal mam problem... 20.02.12, 18:34
          Ale by się chciało przełożyć was oboje przez trzepak i solidnie złoić skórę, poza wzrokiem dziecka, oczywiście. Chore to wszystko.
          Jakoś powinniście się dogadać. Formalnie oboje macie teraz takie same prawa. Ojciec może wziąć dziecko na stałe i proponować Ci spotkania z dzieckiem dwa razy w tygodniu po godzinie. Miałabyś szansę znaleźć pracę! wink

          Takie rzeczy załatwia się tymczasowo w ramach zabezpieczenia alimentów na czas trwania procesu. Tak samo można wnosić o zabezpieczenie pobytu dziecka przy rodzicu.
          Może ktoś mógłby mediować między Wami?
          Załatw te tymczasowe alimenty tylko nie przeginaj z wysokością, nie ograniczaj ojcu spotkań z dzieckiem, sama coś zaproponuj. Może da się porozumieć przez internet? Choćby pisząc maile? Jeśli nie, to za pomocą SMS'ów? Domagaj się jakieś sensownej kwoty, nie wiem, na ile stać ojca, ale te 450 zł jest chyba dobry na początek. Ucinaj wszystkie inne tematy, pisz, że na razie chcesz rozmawiać tylko o terminarzu spotkań z dzieckiem i o pieniądzach na dziecko. Dziecko musi mieć za co żyć, ale też nie powinno czekać z nosem na szybie. Pozostałe tematy ucinaj, może z czasem będzie łatwiej?
          • d_dora Re: nadal mam problem... 20.02.12, 19:41
            ja już mu dałam do zrozumienia że nie ma co liczyć na jakieś "przyjacielskie"rozmówki miedzy nami bo gdy to wprowadzałam żeby jakoś to było między nami to on zaczynał liczyc że będziemy znow razem i wogóle robił sobie jakieś nadzieje.
            nie chcę mu utrudniać widzeń z dzieckiem.zgadzam się na to tylko żeby mógł mnie zawiadomic dzien wczesniej a nie pojawiac sie i myśleć że ja rzucę wszystko i zmienię plany bo mu pasuje akurat w tym momencie wziąć dziecko.a nie jest w takiej sytuacji żeby sobie czasu nie zaplanować.
            nie chcę teżbyc taką co chce tylko kasę ale na początek chciałabym żeby choć na to przedszkole dawał.dlaczego mam odmawiac dziecku często nawet ulubionych jogurtów czy płatków bo nie moge tak często kupić(a gdzież tu mówić o takich atrakcjach jak słodycze czy zabawki).ja dzięki mamie jakoś daję rade.ostatnio trochę pracowałam ale to nie było na stałe.niestety małe miasto małe moźliwości.ale nie o to chodzi bo można zaraz zacząć oceniać że pewnie mi się pracować nie chce i tylko kase chcę ciagnąć.a ja bym od niego ani złotówki nie brała żeby mu nic nie zawdzięczać ale to dziecku się należy.

            męczy mnie to że tak ciężko nam dojść do porozumienia choć z drugiej strony wiem że dla niego to nadal szok że zdecydowałam zerwać z nim.ja sobie to przemyślałam a do niego dopiero to dociera-choc juz 3 miesiące wcześniej mówiłam o rozstaniu więc nie było tak z dnia na dzień.ale w końcu jestesmy dorośli-on niedługo kończy 40 lat.mam wrażenie że on neguje wszystko o czym chce mówić żeby tylko byc przeciw mnie
            • altz Re: nadal mam problem... 20.02.12, 20:41
              Nie możesz tak działać. Musisz żądać sensownych pieniędzy. 100 zł to jest śmiech na sali.
              Tak to ustawiasz i tak masz, niepoważne traktowanie. Żądaj określenia się, kiedy zamierza przychodzić, nawet jeśli miałabyś przez miesiąc codziennie wysłać SMS przypominający o przesłaniu Ci planu. Przypominaj, że żądasz pieniędzy i ustal do kiedy, wtedy idź to załatwiać. Resztę tematów ucinaj w zarodku. Nie chcesz go, to trudno, jakoś to przeżyje, może popełni samobójstwo, ale nie sądzę, żeby to zrobił, z zachowania wynika, że ryzyko jest małe.
              • d_dora Re: nadal mam problem... 21.02.12, 20:07
                jeśli chodzi o kasę to na razie dam sobie spokój z gadaniem o tym.nie powiem że to bardzo by mi pomogło ale nie będe się prosic a potem słuchać komentarzy bo nie warto.poczekam na alimenty i tyle. a jesli chodzi o odwiedziny to postanowiłam odwiedzić z moja mamą jego i jego mamę(mieszkają razem)i razem o tym pogadac.wiem że rodzicom nic do tego ale myśle że przy nich on nie będzie taki wybuchowy i moze one mu do rozumu przemówią
                • altz Re: nadal mam problem... 21.02.12, 20:21
                  Rodziców i teściów warto urabiać, bo człowiek żyje w jakimś środowisku i musi się z oceną ludzi liczyć. Natomiast co do umawiania się na spotkania z dzieckiem czy na opiekę, myślę, że powinnaś sama to zorganizować i rozwiązać. Inaczej mąż nie będzie się z Tobą liczył, wygląda jakbyś poleciała do mamusi na skargę. Tak samo alimenty na dziecko się należą. Źle robisz, że się nie domagasz, czasami trzeba tupnąć nogą. Jedyny język, który wszyscy rozumieją, to język siły. Małżonek stosuje siłę wobec Ciebie i dziecka, a Ty się nie liczysz, ustępujesz i czekasz na cud. Na szacunek trzeba sobie zapracować.
                  • d_dora Re: nadal mam problem... 22.02.12, 10:18
                    nie lecę na skargę do mamusi ale obecnie każda próba jakiejkolwiek rozmowy z nim kończy się obrażaniem mnie i zaprzeczaniu wszystkiemu co proponuję.on po prostu nie chce rozwiązać spraw polubownie.obecność naszych mam ma pomóc tylko w tym żeby rozmowa miała odpowiedni tok.
                    bo ja mówiłam że załatwimy to polubownie między sobą albo w sądzie więc on mi kaze iść do sądu-tak dla przekory żeby nie robic tego co proponuje.prosiłam tez żeby dał znac dzień wczesniej że chce dziecko wziąć na popołudnie ale tego tez nie robi a to przeciez nie jest jakieś nie do zaplanowania.
                    • altz Re: nadal mam problem... 22.02.12, 15:38
                      Kiepsko to widzę. Strony się dogadują ze sobą, o ile dysponują taką samą siłę, wtedy się zazwyczaj szanują. Musisz coś z tym zrobić, bo nawet decyzja sądu Ci nie pomoże, nie możesz cały czas ulegać. Pokaż w końcu pazur! Inaczej będzie tak aż do pełnoletności dziecka i dłużej.
                      • oolalalaaaa3 Re: nadal mam problem... 22.02.12, 15:56
                        ciężko się dogadać niekiedy. np ja z moim mężem nie mogę. mamy mediację przez to. zwyczajnie mi robi na złość. nie myśli o dziecku. szkoda tylko jego - dziecka. mojego męża już mi nie żal.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja