samodzielna8
11.02.12, 22:08
Witam,
jestem z wami już od dawna,jeszcze jak byliśmy wszyscy razem, chyba miałam przeczucie ze i ja będę z małą sama,potem tak jak u was,zmieniło się ,chciał być szczęśliwy bo życie krótkie a jemu się należy, a ze dziecko...trudno jakoś to przeżyje,inne dzieci też tak żyją i nic im nie jest. Załamanie i cała reszta którą znamy,tylko by dziecko nie widziało...,tatuś zmienił nazwisko córce, z moją zgodą bo w sumie jeśli nie chce to niech ma mamy,zdążył po 2 miesiącach się zakochać i po 10 miesiącach postanowić się ożenić (my żyliśmy 6 lat bez ślubu), dziecko oczywiście nie istniało, potrafił udawać ze nas nie widzi jak szedł drugą stroną, nie było dla małej dnia dziecka,gwiazdki,urodzin ze strony ojca,odciął się, dodam tylko ze wspólnym znajomym wmawiał jak go pytali co u małej -ze jej matka ogranicza mu kontakty a on chce i wogóle nie ma pojęcia co z JEGO dzieckiem, i widuje je tylko raz w miesiącu ale chce więcej bla,bla,bla...ale naprawdę to w sumie podobna historia jakich wiele,chciałam was prośić o pomoc lub podpowiedź w sumie innej sprawie..
Po 1,5 roku postanowiłam wnieść o alimenty, dostałam w sumie szybko bo po pół roku jego walki,teraz mając alimenty w końcu postanowił ze chce kontaktów ale tylko w jego domu, ja powiedziałam ze mam tylko dwie prośby,podkreślam prośbę bo w sumie go prosiłam,nie chcę iść do sądu bo naprawdę adwokaci kosztują dużo,ten stres i poniżenie,słuchania słów które oczerniają,są tak nieprawdziwe ze poprostu ehhhale do wątku...zeby wyprowadził z domu (mieszka w 40 metrach) amstafa (40kg) bo mała uwielbia psy i się nie powstrzyma by go nie dotykać a to jest tylko zwierzę a ona ze swoimi 18 kg nie ma szans gdyby coś go zdenerwowało i zeby kontakty odbywały sié bez obecności jego narzeczonej -wspólni znajomi uprzejmie
donieśli co mówi o małej wśród koleżanek..).on powiedział ze nie mam prawa żądać i stawiać mu takich warunków,on chce i ma prawo a ja ryzykuje tak samo na codzień z jej bezpieczeństwem bo jeźdzę autem, a córa ze mną.argumentów czemu bez jej obecności nawet nie podawałam bo już kiedyś mi mówił ze tak wartościowej osoby jeszcze nie znał, czy mam prawo ?
Rozmawiałam z nim ze trzy razy na ten temat,prosiłam by zrozumiał i miał na względzie,ze to prośba ze nie mam nic przeciwko jej wizytom u niego, on tylko ze nie masz prawa i w takim razie złozy sprawę do sądu bo to jest głupie a on ma inne zdanie na temat psów i. Ie widzi powodów czemu dziecko ma nie być wprowadzone do jego nowej rodziny.
Czy moje argumenty dla was też są głupie???? Co ja mam zrobić,poprostu zyć mi się nie chce,czasami wydaje mi się ze jestem tak beznadziejna jak mi to wmówił.
Czy dla was jest to osiągalne w sądzie by zgodzić się na wizyty dziecka 4-letniego bez obecności amstafa w domu ,i aby kontakty odbywały się w obecności ojca i dziadków których mała nawet nie zna bo oni również zapomnieli ze mają wnuczkę choć tacy jak oni to podkreślają wykształceni i z klasą-ale to nieistotne.
samo napisanie tego wsystkiego bardzo pomaga....
Myślę ze dołącze do wątku, "złote myśli ex", ten mój egzemplarz to osoba w tut. mieście tzw.publiczna ,pan radny i dyrektor plus doradca w jednym i z tego powodu jego ego strasznie się rozdmuchało, zapomniałam ze kiedyś należał do bractwa rycerskiego...taki był fajny.teraz też fajnie wypowiada się w gazetach...o wolentariacie,o uczciwości, o lojalności,naprawdę...

Pozdrawiam was mocno,