pelaga
14.06.04, 11:47
Tak wiec mamy poniedzialek po dlugim weekendzie. Spedzilam go uroczo w
Jaroslawcu nad morzem, stad cala masa mojego optymizmu

)))) Ale tez i
przeprowadzilam z moim ksieciem z bajki powazne rozmowy, tak wiec nie tylko
zabawa byla mi w glowie

)))))))
Po przeczytaniu wielu postow tutaj i na "Macochach" gnebil mnie ostatnio
temat ukladu pomiedzy moim synkiem i moim ksieciem z bajki. No i odwazylam
sie i pogadalam z nim na ten temat. I dochodze do wniosku, ze nie jest zle w
naszym zwiazku, mimo, ze moj ksiaze nie deklaruje wielkich i wznioslych uczuc
milosci do mojego dziecka!!! On toleruje mojego syna i akceptuje moja
przeszlosc i ja uwazam, ze to bardzo duzo i narazie wystarczy.
Kilka dziewczyn wypowiadalo sie, ze nie zwiazaloby sie z facetami, ktorzy nie
pokochaliby ich dzieci. I ja tak myslalam dawniej i "szukalam" ojca dla
Malego, ale takie zwiazki na dluzsza mete nie mialy sensu, bo faceci
wyczuwaja takie rzeczy i staraja sie okazywac do dziecka sztuczne uczucia, a
my chcemy w to wierzyc i myslimy, ze skoro jest taki dobry dla dziecka, to
warto sprobowac. Bylam w takim zwiazku przez okolo 2 lata, kiedy bylo gorzej
on byl lepszy dla dziecka, kiedy tylko robilo sie lepiej, on robil sie mniej
cierpliwy. Kiedy sie rozstawalismy pytal, czy moze sie z Mlodym widywac!!!
Teraz zyjemy na plaszczyznie kolezenskiej, nie rzucamy za soba kamieniami,
wymieniamy grzecznosci, ale oczywiscie o rzekomych uczuciach do dziecka
zapomnial juz dawno.
Teraz, czy wlasciwie rok temu, spotkalam faceta, ktorego nie traktowalam jako
material na ojca dla mojego dziecka, izolowalam ich na poczatku, zeby Malego
nie przyzywyczajac, nie robic mu kolejnej hustawki uczuc. Zakochalam sie po
uszy

I on nie musi nic udawac, nie musi sie "sprawdzac" w roli ojca,
nawet na poczatku prosilam go zeby nie staral sie przekupowac Mlodego, zeby
mu prezentow nie robil, zeby nie staral sie bardziej niz to jest nam
wszystkim potrzebne.
Moja mama, jak teraz porownuje, to twierdzi, ze moj poprzedni facet byl
bardziej "czuly" dla Malego, przytulil go, wzial na kolana, ale nie widziala
wszystkich zachowan, tylko te na pokaz. Ja natomiast porownujac widze, ze
teraz Maly ma lepiej, bo nie ma miedzy nimi czulosci, ale jest stabilizacja.
Moj ksiaze to niespotykanie spokojny czlowiek, ktory nie krzyczy, a jak nawet
sie denerwuje, to nie daje tego odczuc Malemu. Bawi sie z nim, buduje zamki z
piasku, gra w badmingtona (tak to sie pisze???), maja swoje meskie sekrety,
ktorych mi nie zdradzaja. Nie przeszkadza mu obecnosc Mlodego, a ciagamy go
ze soba wszedzie!!! Wydaje na niego pieniadze, kiedy ja ich wydac nie moge i
nie wylicza, nie przelicza, mysle, ze spadkiem tez sie martwic nie bedzie,
choc to nie jego dziecko.
I choc sam przyznal mi szczerze, ze ciezko mu okreslic uczucia do mojego
dziecka, bo czasem jest to zlosc, czasem wstyd za jego zachowania, a czasem
rozczulenie, to ja jestem bardzo szczesliwa, ze znalalam takiego wlasnie
czlowieka, ktory potrafi zaakceptowac mnie i moje dziecko z naszymi zaletami
i wadami.
Tak wiec radze Wam dziewczyny nie patrzcie na potencjalnych facetow, jak
wylacznie na ojczymow dla swoich dzieci, bo to sie raczej nie sprawdza, bo
swojego zycia nie mozna zupelnie i w calosci poswiecic dla dziecka. Wam tez
sie cos od zycia nalezy!!! A jak spotkacie kogos, kogo pokochacie i on
zaakceptuje Was z calym Waszym bagazem doswiadczen i jak to mowi moj
kolega "dobrodziesjtwem inwentarza" (mam nadzieje, ze nikogo nie uraze tym
tekstem, strasznie mi sie spodobal, bo jest taki zartobliwy

, to reszta sie
sama pouklada.
Nie zachecam oczywiscie do wiazania sie z facetami, ktorzy nie potrafia
zaakceptowac Waszych dzieci, bo tolerancja i akceptacja to moim zdaniem
podstawa!!! Reszta uczuc moze pojawi sie pozniej??? A moze nie??? Moze w
takich zwiazkach wystarczy poczucie bezpieczenstwa i stabilizacja, ktora moze
zapewnic partner matki??? Nie wiem, ale jak sie dowiem to na pewno napisze
No i czytajac wypowiedzi niektorych dziewczyn nie zrozumiem nigdy
niektorych "ojcow", bo ja nie wyobrazam sobie, ze im nie przeszkadza brak
zrozumienia i akceptacji przeszlosci przez ich obecne zony. I nie oskarzam
nikogo, nie oceniam ze robi zle, czy dobrze. Po prostu nie rozumiem, bo ja
nie umialabym byc z kims, kto nie akceptowalby mojego dziecka i kogo nie
akceptowaloby moje dziecko, jest to jeden z "testow" ktory u mnie trzeba
zdac

No ale ja stoje po tej stronie barykady...
Pozdrawiam serrrrdecznie