Jestem świeżo po rozstaniu. Świeżo, bo dopiero 4 miesiące (przeprowadziłam
się z zupełnie innych przyczyn miesiąc wcześniej). Przez cały ten czas
starałam się utrzymywać porawne stusunki (hm) z Exem, nie tylko ze względu na
Alę. Wydawało mi się to naturalne, ponieważ zdawałam sobie sprawę, że nie
tylko on jest winny. Na początku nawet chciałam mu wybaczyć, ale nie dało
się - kochał inną.
Dwa miesiące temu powiedział mi przez gg, że jego obecna dostaje bardzo
obraźliwe smsy, wysyłane z komputera. Tydzień później oświadczył, iż ma
absolutną pewność, że to JA wysyłam te smsy. Powinnam przestać, przeprosiś
jego obecną, bo grozi mi prokurator.
Błagałam o wyjaśnienia, o to, skąd niby wie, że to ja (bo to przecież nie
ja!!!). On ograniczył się do poinformowania mnie, że sam pofatygował się
sprawdzić IP komputera, z którego były wysyłane smsy i okazało się, że to IP
mojego komputera.
Napisałam do niego 2 długaśne maile błagające o wyjaśnienia O CO CHODZI, o
pomoc, bo nawet obawiałam się, że może ktoś włamał mi się do kompa czy coś...
Zero odzewu. Mówił, żebym nie udawała idiotki i biednej dziewczynki, bo on
doskonale wie, że to JA grożę jego obecnej, wyzywam ją od najgorszych i nie
wiadomo co jeszcze. Miałam podobno mieć nawet jakiegoś wspólnika!!!
Martwiłam się dokładnie jeden dzień. Bałam się, że ktoś mi robi koło pióra i
mój Ex w to uwierzył

Bałam się prokuratora, oskarżenia o nękanie...
Potem poszperałam, popytałam, i już wiedziałam, że nic mi nie grozi, że cała
ta sprawa z smsami i IP jest wyssana z palca. Mniejsza o szczegóły
techniczne.
Mam teorię: Next rzeczywiście dostawała te smsy, oskarżyła mnie, bo byłam
najbardziej podejrzana. Ex to łyknął i aby mnie wystraszyć zabajerował coś o
IP. Mogła też wiedzieć kto wysyła te smsy (mógł to być jej mąż, którego
wyrzuciła niedawno z domu), ale postanowiła mnie wrobić i zabajerować mojego
Exa, że operator sieci udostępnił jej IP wysyłającego smsy (operator sieci
może je udostępnić, ale tylko prokuratorowi...), a mój Ex to łyknął.
Mniejsza z tym. Od tamtej pory Ex uważa mnie za skończoną szmatę. Krótko
mówiąc - nienawidzi mnie.
Generalnie by mi to zwisało, ale wiecie jak to jest. Odkąd zaczął mnie
nienawidzić, przestał też interesować się Alą.
Po tym jeszcze ze dwa razy próbowałam z nim gadać i wyjaśnić sytuację, bez
skutku.
Męczy mnie to, nie wiem o co chodzi, nie wiem co się dzieje... Mam jeszcze
dużo pokładów dobrej woli, marzę o tym, aby Ala miała ojca.
I naprawdę, wszystko wygląda absurdalnie - do sprawy smsów normalnie
gadaliśmy o naszym nieudanym związku, byliśmy w stanie przyznawać się przed
sobą do naszych wspólnych win, analizować itd, obiecywać poprawę dla dobra
nas samych i Ali. On powiedział, że nie chce nas stracić, ale kocha tamtą i
jeśli mu pomogę, to chce się od tamtego uczucia uwolnić. Ja się co prawda nie
zgodziłam, ale nadal normalnie rozmawialiśmy.
Aż do czasu sprawy z smsami, która spadła zupełnie nie wiadomo skąd,
wywracając stosunek Exa do mnie do góry nogami.
Na co Wam to wygląda?
Radzicie wyjaśnić sprawę, drążyć temat? On daje mi delikatnie do zrozumienia,
że nie życzy sobie korespondencji ode mnie
Pozdrawiam