Dlaczego nie można nam dogodzić?

01.07.12, 19:19
W wielu postach dziewczyny ubolewają nad tym, że ojciec nie chce się zainteresować dzieckiem. Ojciec mojego dziecka bardzo się interesuje. Co tydzień mała widzi go na Skype, słyszy (ja też słyszę), jak on ją kocha... Babcia ją widuje i też ją kocha i tak się zachwyca... Ale skoro mamusia była taka zła po porodzie, trzeba było za przyklaskiem babci ją zostawić, no bo przecież nie dziecko...

Nie chodzi o to, że on ją kocha, a mnie już nie. Ale o to, że mnie kochał gdy byłam cudowna, a jak zgłaszałam zastrzeżenia po porodzie to już nie. Mała jest mała i cudowna - a jak będzie nastolatką i miała fochy? To co?

Kasa to odrębna sprawa, oczywiście najlepiej by mała żyła powietrzem. Na wszelki wypadek tatuś wziął zabójczy kredyt i nie ma na dziecko więcej niż 1/12 swojej pensji (podniesione przez sąd a 1/8). Ale pal licho kasę. Zostawił 9-miesięczne dziecko, ale je kocha!!!

No to jak? Ktoś? Panowie?
    • elixa05 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 01.07.12, 20:37
      ...ale nie bardzo rozumiem o co masz pretensje... o to, że ciebie zostawił czy o to, że ma dobry kontakt z córką? A jeśli się odkochał z jakiś powodów, to się nie dziwię, że odszedł. Sama nie zostałabym z kimś tylko dlatego, że kocham dziecko... sorry...
      • danaide Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 01.07.12, 21:15
        Nie wiem czy pretensje. Jakiś lęk przed porzuceniem dziecka, gdy mu się odwidzi (że już niefajne). Wiem, że ona to zrozumiała gdy miała 9 miesięcy. Nie była płaczliwym dzieckiem, ale gdy tego dnia gdy odszedł kąpałam ją (jego jedyny stały obowiązek przy dziecku) i dałam jej do ręki żabkę, którą się z nią bawił - rozpłakała się tak, że nie mogłam jej żadnym cycem przez godzinę uspokoić. Potem łkała przez sen.
        Może czuję jakiś niesmak przed rzucaniem "kocham cię", bo łatwo gadać, a trudniej wstać gdy dziecko płacze.
        Dziecko postrzegane jako coś do przyjemności, ale nie do obowiązku.

        Nie musi zostawać jeśli nie kocha. Sama się odkochałam i mi ulżyło, że poszedł. Sorry, popijający, słabi lenie i pasożyty nie odcięte od mamusi nie są u mnie w cenie. A jak do tego doszło - inna historia. Ja ją znam.

        Może to pasożytnictwo tak mnie zniesmacza? Okropny mail, który mi wysłał po odejściu, z argumentami takiego sortu, jak cytowane przez dziewczyny na tym forum z rozpraw o alimenty.

        Nie chcecie krzywdzić dziecka mówiąc źle o ojcu, ale mi robi się niedobrze na samą myśl o nim. I jak tu mówić dobrze?
        • ona3010 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 01.07.12, 21:41

          mowic prawde.
          wiadom ze malemu dziecku nie powiesz tatus to sku*** ale ze nieopowiedzialny, leniwy itp można. Bynajmiej ja mam tak zamiar robic, a reszte czas pokaze.
          • oliwija Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 02.07.12, 05:51
            ex zostal wyp.... jak mala mila 3,5 roku z hukiem - była przy jeg hucznej wyprowadzce- skakał po meblach po jej zabawkach- zabrał te zabawki ,które jej kupił. Dlaczego była bo on si emusiła juz teraz wyprowadzić.
            Przez kilkanascie miesiecy mówiłam malej ze tatuś ja kocha... choć wiedziałm ze ma ja w d... i ze orzychodzi tylko dlatego ze ja mu karze. kiedy poznal druga zone przesał sie wogole pojawiac , dzwobnic. Dziecko sam doszło do wniosku ze tatus jej nie kocha podobnie jak i babcia.

            Dlaczego mam wmawiac ze tatus to kochajacy tatuis tylko prcuje , opiekuje sie babcia itd...? Dzieck głupie nie jest i samo skojarzy fakty.

            Jesli sie spotyka z dzieckiem to ok.... a jęsli ma je gdzieś w sadie gada ze 400 zl alimnetów na dziecko to masa pieniedzy i musi wystarczeć. Mozna dziecku w lumpeksie ubierać na zajecia poza szkolen nie musi chodzić, jeżyków nie musi znac. Bo to ż to nie są podstawowe potrzeby. I mozna tak pisac i pisac..... ale szkoda klepania w klawiature.
          • braktalentu Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 02.07.12, 19:29
            Leniwy, nieodpowiedzialny to oceny. Nie tak wulgarne jak sk-syn, ale nadal oceny. Jestem zwolenniczką mówienia dzieciom prawdy o drugim rodzicu, a nie sprzedawaniu im własnej oceny . Zamiast "tata to nieodpowiedzialny leń" można opisać sytuacje, które doprowadziły nas do takiej oceny taty i dać dziecku szansę na wyrobienie sobie własnej opinii.
            Mimo licznych możliwości tata nie zdecydował się na podjęcie pracy. Brakowało nam pieniędzy - to opis sytuacji.
    • gosiamamaeryka1 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 02.07.12, 08:28
      Jeśli ktoś chce być tatą, to ani rozstanie z mamą dziecka, ani brak miłości, ani żaden kataklizm w tym nie przeszkodzi. Faceci lubią sobie wymówki robić, że to eks im nie pozwala widywać dziecka, że to była teściowa zła itp. itd. Kto chce być tatą, to zawsze nic zostanie, nie ważne co by się działo.
      • danaide Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 02.07.12, 10:07
        To właśnie jest taki tatuś, który od lat chciał mieć dziecko tylko długo szukał materiału na mamusię. Propozycja padła z jego strony. Ale po porodzie mamusia była niedobra, zresztą może zawsze była. I won.

        Zostałam sama z dzieckiem. Samej sobie i mojej rodzinie zawdzięczam to, że finansowo daję radę. Ale czuję się potraktowana jak surogatka, jak nie wiem co - ta pani urodziła mi dziecko i niech ta pani mi opłaci jego wychowanie. Zero szacunku. Kontakt podtrzymuję tylko ze względu na dziecko. Dla mnie żadna przyjemność. Jego matka, kiedy raz przyjechała, nawet się do mnie odzywała, przez co córeczka co najmniej przez pierwsze dwa dni nie chciała się z nią bawić, wziąć za rękę.

        W dodatku nadal jestem ta zła. Dzieci upodabniają się do osób, z którymi spędzają najwięcej czasu. Moja córeczka do mnie. Neurony lustrzane. Natura. A skoro mamusia jest zła?... Mała będzie widziała jego brak akceptacji. Albo dojdzie co najmniej do jakiegoś kulturowego clashu. Na przykład: "Na placu zabaw musiałem ją popychać, by poszła do dzieci." "W restauracji wypluła mi jedzenie na podłogę!" (ok, pracujemy nad wypluciem w jakiś bardziej cywilizowany cel). Gdy pokazywałam jej jak działają puzzle (tatuś po prostu wskazywał właściwe miejsce, gdy tylko brała klocek do ręki): "Chcesz z niej zrobić geniusza?".

        A kontakt? Jest, Skype i wizyta co parę miesięcy. Ale mała nie zna jego języka, a on jej. Oczywiście najlepiej by było, żeby mamusia nauczyła, bo przecież szkoda kasy na zajęcia dodatkowe. Sam ojciec jest totalnie niejęzykowy, nie wie nawet jak rozmawiać z małą, żeby wpadały jej do głowy słówka. Mała w pół roku nauczyła się: "bęc", "grymas"... co jeszcze? Tata siedzi i najchętniej by ją oglądał, a ona niech się produkuje. Po polsku gada jak nakręcona. Ale mama ma inny system. Wiem, że kontakt to coś jeszcze. Czeka na niego i chętnie z nim wychodzi. Ale potem mówi, że tata za słabo buja=) Bo jak wytłumaczyć, że my chcemy wysoko, wysoko?

        Boję się co będzie, gdy mała zacznie do niego wyjeżdżać, nauczy się języka i nagle będzie słyszała jaka ta mama zła. Albo spotka się z krytyką odnośnie swojego sposobu bycia - jest takim radosnym bezhołowiem.

        Może w pełnych rodzinach te sprzeczne sygnały są cały czas? Często? Sama mam to ze strony rodziców do dziś. Ale dziś mogę po prostu odłożyć słuchawkę i pójść własną drogą.
        • lilith76 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 02.07.12, 11:04
          Przestałaś kochać dziecko, bo jego ojciec cię zranił i jego już nie kochasz?
          Nie.
          Dlaczego on ma kiedyś odpuścić, tak jak odpuścił łatwo relację z matką?

          Oczywiście, to model idealny, ale po cholerę dziś przejmować się tym, co będzie za kilka-kilkanaście lat???
          Za dużo myślisz wink

          Dzieci upodabniają się do osób, z którymi spędza
          > ją najwięcej czasu.

          Niekoniecznie. Moja córka to tatusiowata jest. I mam nadzieję, że przebywanie ze mną jej nie zepsuje, bo mojego charakteru nie lubię i nie życzę dziecku.
          • gazeta_mi_placi Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 02.07.12, 14:09
            Trudno życzyć niewinnemu dziecku charakteru ...... uganiającej się za żonatym i dzieciatym, rozbijającej cudzą rodzinę po to tylko by ledwie dwa lata po ślubie z odbitym innej kobiecie i matce mężem samej zostać na lodzie.
            • lilith76 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 02.07.12, 15:13
              Aaaa, pomyliłaś mnie z kimś innym tongue_out
              A jak tam twoi żonaci kochankowie?

              PS: Jestem przejęta, że mam swoją własną psychofankę. Nobilitujesz mnie kochana.
              • gazeta_mi_placi Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 02.07.12, 15:47
                Może faktycznie po prostu podobny nick, Twój eks gdy się zaczęłaś z nim spotykać (zdaje się ta sama praca) nie był mężem innej kobiety mającej córeczkę i do którego się dowalałaś (oczywiście oboje siebie warci) jeszcze za czasów jego małżeństwa przy czym uważałaś że owa żona źle nastawia córeczkę do Ciebie? big_grin
                Jeśli nie to przepraszam, zapewne nick był tylko podobny smile
                • lilith76 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 03.07.12, 11:43
                  Tamta szmata to nie ja smile
                  Ja podrywam żonatych, których małżonek nie znam, by zmniejszyć dysonans moralny big_grin

                  Poproszę o dystans do drugiego zdania inne uczestniczki forum.
                  • gazeta_mi_placi Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 04.07.12, 18:17
                    Aha, czyli obecnie zmieniłaś się o 180 stopni gdy zobaczyłaś jak to jest po tamtej stronie barykady z puszczającym się mężem i dzieckiem.
                    • lilith76 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 09.07.12, 11:54
                      Od wyciągania mądrych życiowych wniosków to ty tu jesteś.
                    • lilith76 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 09.07.12, 11:55
                      I moje dziecko się nie puszcza smile
                      Ale jak rozumiem studenciak na stażu nie musi umieć pisać po polsku big_grin
          • danaide Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 02.07.12, 22:34
            > Przestałaś kochać dziecko, bo jego ojciec cię zranił i jego już nie kochasz?
            > Nie.
            Nie, ale czuję jakiś wstręt, niesmak, pogardę (nomen omen, czytałam "Pogardę" Moravii podczas jednej z wizyt u "babci"). Skype w każdą niedzielę, ich słodkie tiu tiu tiu, mój odruch wymiotny. Żal, że mi się ktoś taki plącze po moim życiorysie. Rzyyygam kłamstwem, fałszem. Bo czym była ich relacja ze mną?

            > Za dużo myślisz wink
            Już to nie raz słyszałam wink
            • lilith76 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 03.07.12, 11:52
              Wracając do wcześniejszego wpisu.
              Dziecko nie przejmuje charakteru i temperamentu rodzica, ale przejmuje jego wartości, normy moralne, styl życia. Tu rodzic "codzienny" ma ogromną przewagę.
              • danaide Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 03.07.12, 12:20
                Moja córka ma własny (silny!) charakter, szanuję jej indywidualność.
                Ale rzeczywiście, oprócz wartości i norm są też nasze nawyki, które dzieci kopiują. I jeśli naszego partnera one wkurzały, to znajdzie je w dziecku i skrytykuje za nie dziecko. Czasami dostrzegam coś co robi moja córka i średnio mi się podoba. I pewnie mówię coś w tym stylu: No tak. Rzucasz rzeczy. Mama też rzuca, co? Mama nie powinna rzucać...
                Bo wiem, co ma po mniewink

                PS Psychofanki współczuję. Kto jest bez winy itd. Chłopa ustawiać, a nie matki i tak kopnięte.
                • madmaddie90 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 06.07.12, 22:14
                  no coż, nie obce mi są Twoje obawy i uważam, że są uzasadnione. W mojej ocenie osoba, która porzuca matkę swego 9-cio miesięcznego dziecka jest charakteropatą mającym jakiś problem ze sobą i ten problem może mieć odzwierciedlenie w jego kontaktach z dzieckiem. Ba, najprawdopodobniej będzie miał.
                  Najprościej po prostu zobaczyć czy eks ma z kimś głębokie więzi, ile ich jest i jakiego rodzaju one są. Bo jeśli ich nie ma albo ma więź tylko z matką, z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że z dzieckiem będzie podobnie.

                  Mój eks nie ma bliskiej więzi z nikim: ani z matką ani z braćmi ani też z dziećmi. Nasz związek jako tako funkcjonował do czasu pojawienia sie starszego syna. Potem nie rozumiał, że niestety pojawienie się dziecka oznacza więcej obowiązków i mniej przyjemności i nie chciał mieć z tym nic wspólnego. Robiąc dobrą minę do złej gry brałam coraz więcej na siebie, a on mi potem zarzucał, że byłam dla niego niemiła i ciągle coś chciałam. Ostatecznie jak byłam w ciąży z młodszym dzieckiem, znalazł sobie jedną babę, potem drugą, obie patrzące w niego jak w obraz i nie wymagające nic.

                  Ja też jestem za mówieniem dzieciom prawdy - czy raczej faktów jak one wyglądały. Moim zynom tłumaczę, że przyczyną wyprowadzki taty była jego decyzja. Nie dodaję, że znudziło mu się życie rodzinne, po co ich ranić. Mowię, że były miedzy nami nieporozumienia, bo tata mamie nie pomagał i nie można było na niego liczyć. Nie zapewniam, że tata kocha, bo wg mnie nie kocha, ale wg mnie miłość to zdolność poświęcenia jakiejś części siebie dla innej osoby. Ale nie mówię też, że nie kocha. I też obawiam sie mocno, że kiedyś kontakty z dziećmi mu się znudzą. Nie mam pojęcia, co wtedy powiem. Chyba o zaburzeniach osobowości.

                  Twoja sytuacja jest o tyle prostsza, ze zdaje sie, że Twój eks jest cudzoziemcem. Jeśli malutka nie będzie znała języka, to po jakimś czasie kontakt będzie coraz słabszy.
                  • danaide Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 07.07.12, 02:05
                    Dzięki madmaddie90smile

                    Ostatnio widziałam jakiegoś bobasa, spytałam o wiek, usłyszałam 9 miesięcy i odpadłam. Powstrzymałam się by nie powiedzieć coś w stylu: Moja miała tyle samo, gdy tata odszedł. Po prostu patrzyłam na to bezradne stworzonko - zostawić? JAK??? Z mamą, o której mówił, że jest w depresji?

                    To facet, który idzie do silnych kobiet. Kiwa głową, kiwa, wszystko ok, wszystko cacy, czasem coś nie ok, potem nic nie ok. Te silne kobiety go chronią. Jego koleżanka, która od początku ingerowała w nasz związek, twierdząc, że to nie dla nas - on milczał. Jego matka, która napadła na mnie podczas ostatniej wizyty, w trakcie której przyjechałam, mówiłam, że się sypie, że nie wiem jak nam pomóc - on milczał. Jego adwokat, też babka, w sądzie... On cacy, grzeczny, miły, spokojny, wypije na uspokojenie. A baby niech walczą.

                    Opowiadał mi o związkach jakie miał. O tym, że znajdował zwierzęta, a potem zostawiał te dziewczyny z tymi zwierzętami lub zwierzęta trafiały do matki. Moja wina, że ja nie potrafię interpretować takich zachowań.

                    Jego ojciec od lat w depresji, po wylewie. Jego matka, silna, przyczajona, odrzucona przez rodzinę, doprowadziła męża do zerwania kontaktów z niemal całym światem. Żyją sami. Najlepszym przyjacielem eks jest jego kumpel-schizofrenik. Cały czas mu potakuje, wpatrzony w niego jak w obrazek, a eks rośnie rośnie rośnie.

                    Boję się, że teraz gdy powoli wychylam głowę na powierzchnię i zaczynam się uśmiechać do siebie i świata znów coś walnie.
                  • lilith76 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 09.07.12, 11:58
                    W mojej ocenie
                    > osoba, która porzuca matkę swego 9-cio miesięcznego dziecka jest charakteropatą
                    > mającym jakiś problem ze sobą i ten problem może mieć odzwierciedlenie w jego
                    > kontaktach z dzieckiem. Ba, najprawdopodobniej będzie miał.
                    > Najprościej po prostu zobaczyć czy eks ma z kimś głębokie więzi, ile ich jest i
                    > jakiego rodzaju one są. Bo jeśli ich nie ma albo ma więź tylko z matką, z dużą
                    > dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że z dzieckiem będzie podobnie.


                    Czy to samo tyczy się kobiet?
                    Czy kobieta opuszczająca, z dzieckiem przy sobie, ojca swojego dziecka nie będzie potrafiła zbudować z dzieckiem więzi?

                    Odpuśćmy mądrości życiowe, że mężczyźni odchodzą z nudów i niedojrzałości, a kobiety po głębokim i wnikliwym rozpatrzeniu, że związku nie uda się uratować wink
                    • danaide Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 09.07.12, 13:28
                      > Czy to samo tyczy się kobiet?
                      > Czy kobieta opuszczająca, z dzieckiem przy sobie, ojca swojego dziecka nie będz
                      > ie potrafiła zbudować z dzieckiem więzi?

                      Sama napisałaś - z dzieckiem przy sobie. Nieważne kto kogo, ważne chyba kto odpuścił sobie dziecko (Mam znajomego, który od lat jest z żoną dla dziecka - inna sprawa, że jego żywiołem jest praca.) I co zrobił wcześniej, żeby jednak popracować nad związkiem. Albo nad sobą. Bo przyjście dziecka na świat to nie film w TV, można obejrzeć, można nie obejrzeć. Dziecko płacze - TRZEBA wstać. Tak mało - tak dużo. Tak naprawdę trzeba przemodelować sobie wiele rzeczy w głowie. Niektórym przychodzi to łatwiej innym wcale. Nie wiem z czego to wynika. Wiem, że facet, z którym byłam, tak samo postępował przed narodzinami dziecka i po. Oczywiście, wiele kobiet weźmie całkowicie na siebie dodatkowy ciężar. Moja wina zatem, że ja chciałam podziału.

                      Co do budowy więzi - mam obawy co do budowy więzi z kimś kogo się nie zna - bo się z nim nie przebywa. I zaczyna się tworzyć relację z dzieckiem wyimaginowanym. A prawdziwe może razić.

                      Czy może za bardzo filozofuję?
                      • madmaddie90 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 11.07.12, 16:12
                        danaide, dokładnie o to mi chodziło.
                        Jeśli ktoś po narodzinach dziecka, a wielu latach życia z kimś w małżeństwie nagle dochodzi do wniosku, że się pomylił, to najczęściej nie jest to problem związku ani tej kobiety tylko faceta. Ja uważam, że człowiek dojrzały najpierw stara się sytuację jakoś ratować, próbować wyleczyć, czasem sie zdarzy, że się nie uda, ale przynajmniej był jakiś wysiłek.

                        lilith, jeśli kobieta z dzieckiem odchodzi, to przynajmniej wiadomo, że kocha dziecko. Jeśli facet odchodzi, bo ma dość codziennego bycia ojcem, to znaczy, że jest niedojrzały. A dojzrałość rozumiem tak jak danaide - jako podział obowiązków. Jakikolwiek, byle podział, a nie zrzucanie wszystkiego na barki drugiej strony.

                        Danaide, mnie się też serce kraje, że moi synowie będą wychowywać się bez ojca i niejako na starcie są już po przejściach. Ale tak sobie myśle, że lepszy żaden ojciec niż byle jaki. Na szczęscie jestem w tej sytuacji, że mam dobry zawód, utrzymam się na niezłym poziomie i na to tyle lat pracowałam, żeby móc sobie pozwolić na looksus nie przebywania pod jednym dachem z osobnikiem toksycznym

                        Co do więzi na odległość - podzielam Twoje obawy. W głowie dziecka może sie stworzyć zupełnie nieprawdziwy obraz ojca, do tego tak na prawdę nie wiemy, kim ten facet stał się. BRR, okropna sytuacja
                        • danaide Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 11.07.12, 19:22
                          madmaddie90

                          Nad głową dziecka muszę pracować w ten sposób, by za wiele nie dziamgać na ojca. Zdarza się, niestety. Głównie, że sobie poszedł i mamusi teraz ciężko z nadążeniem za listą życzeń małej.

                          Gorzej z głową tatusia. Tak, żeby dziecko nie poczuło się nieakceptowane, bo coś robi nie tak, nie przystającego do jego widzimisię dobrych manier, grzecznych dzieci i coludziepowiedzą, bo to taki typ.

                          Byliśmy razem prawie dwa lata przed narodzeniem się dziecka. Jak mówiłam - moja wina, nie sądziłam, że gdy pojawi się dziecko, facet (35+), który w rzeczy samej bywał/był leniwy, nie ruszy głową i tyłkiem. Tu doszło jeszcze parę elementów, jak diametralna zmiana sytuacji zawodowej i emigracja (dla niego). To mieszanka wybuchowa dla faceta. Może wymiękł, ale nigdy się nie przyzna, a ja nie zamierzam drążyć jego motywacji. Mała kiedyś dorośnie i sama spyta. I niech się tłumaczy.
                        • lilith76 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 12.07.12, 09:17
                          > lilith, jeśli kobieta z dzieckiem odchodzi, to przynajmniej wiadomo, że kocha d
                          > ziecko.

                          Specjalnie dałam taki przykład, żeby nie robić z tej przykładowej kobiety oczywistego potwora.
                          No, nie bądźcie hipokrytkami - ilu ojców ma szansę odejść od żon zabierając dziecko??? Układ jest nierówny - kobieta ma prawo odejść, wyjść ze związku, bo nie łączy się to z rozdzieleniem od dziecka, dla mężczyzny w większości przypadków tak.

                          Ja uważam, że człowiek dojrzały najpierw st
                          > ara się sytuację jakoś ratować, próbować wyleczyć, czasem sie zdarzy, że się ni
                          > e uda, ale przynajmniej był jakiś wysiłek.

                          Ależ odchodzą też ze związku kobiety niedojrzałe - bo nie chciały ratować, wyleczyć, nie zdobyły się na wysiłek. Czy zostawić dziecko ojcu w takim przypadku?
                          Czy lepsza byle jaka matka, niż żadna matka?

                          Czy mąż mojej koleżanki, zawodowy kierowca, przebywający po kilka dni w trasie i 2-3 dni w domu, czyli raptem maks do 6 dni/ms z dziećmi, jest złym ojcem i dzieci dostaną jego nieprawdziwy, wyidealizowany obraz?

                          Czy też po prostu wy wewnętrznie nie chcecie się na to zgodzić - by dziecko, mimo mało intensywnych kontaktów myślało ciepło o ojcu, bo to mała prywatna zemsta za WASZE krzywdy?
                          • lilith76 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 12.07.12, 10:54
                            Uściślę. Nie przepadam za generalizacjami i kwantyfikatorami ogólnymi. Przekorna jestem wink
                            To tak jakby teraz wszystkie matki oceniać po przykładzie kobiet, które urodziły śp. Madzię oraz śp. Szymonka. Nawet jak nie ubiła, to na pewno jej się chce, dobrze to ukrywa wink
                            A wszystkie związki się rozpadły, mimo, że kobieta bardzo się starała naprawić, a mężczyzna to zlewał. Akurat. To margines. Najczęściej rozpadają się, bo obie strony mają jakieś swoje dysfunkcje.
                            Nie odbieram prawa do przykrych doświadczeń osobistych z panami i smutnych refleksji życiowych.
                          • danaide Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 12.07.12, 17:16
                            Nawet jeśli popadamy w generalizacje, to ostatecznie wracamy do siebie.

                            Może jest jakiś błąd w (moim) myśleniu odchodzi=nie kocha dziecka. Może odchodzi=nie dorósł do tacierzyństwa, jest leniwy, wygodny, słaby. A dziecko kocha nadal, możemy się sprzeczać o sens i jakość tej miłości, ale czas najlepiej pokaże czyje było na wierzchu.

                            > No, nie bądźcie hipokrytkami - ilu ojców ma szansę odejść od żon zabierając dzi
                            > ecko??? Układ jest nierówny - kobieta ma prawo odejść, wyjść ze związku, bo nie
                            > łączy się to z rozdzieleniem od dziecka, dla mężczyzny w większości przypadków
                            > tak.
                            Może dlatego, że tak ustawiła priorytety? Ja tak ustawiłam. Gdy na kilka dni przed jego odejściem powiedział coś co zasiało wątpliwości w mojej głowie, w panice pomyślałam tylko jedno: pilnuj małej i paszportów. Skoro taki jest schemat myślenia, także sądów, to przenosi on się na ludzi. Ze schematem trzeba walczyć. Mi było łatwo, bo tatuś odpuścił, w końcu takie małe dziecko musi być z mamą.

                            > Ależ odchodzą też ze związku kobiety niedojrzałe - bo nie chciały ratować, wyle
                            > czyć, nie zdobyły się na wysiłek. Czy zostawić dziecko ojcu w takim przypadku?
                            > Czy lepsza byle jaka matka, niż żadna matka?
                            Zostawić ojcu, matka na dochodne. Felicjańska powiedziała, że gdy odebrano jej dzieci czuje się lepszą matką. Ja ją rozumiem. Niektórzy nie potrafią działać w ramach OBOWIĄZKU, ale chętnie skorzystają ze swojego PRAWA. Life. Wymaga wysiłku.

                            > Czy mąż mojej koleżanki, zawodowy kierowca, przebywający po kilka dni w trasie
                            > i 2-3 dni w domu, czyli raptem maks do 6 dni/ms z dziećmi, jest złym ojcem i dz
                            > ieci dostaną jego nieprawdziwy, wyidealizowany obraz?
                            Nie chodzi o czas, ale o jakość tego czasu. Mój ojciec był kierowcą na TIR-ach. Zwolnił się jak miałam 10 lat. Więź budował z telewizorem, a potem z górki. Jego władza rodzicielska wygasła 20 lat temu i teraz chce bym go słuchała - SŁUCHAM???!!! Mój kumpel wyjeżdża non stop w delegacje, nawet do roku. Ale jak był w domu córkę z koleżankami potrafił na sankach zaprzężonych w psa wozić (małe dziewczynki, wielki pies, żadna patologia=). Emigracja po 2004 w UE doprowadziła do rozbicia wielu rodzin, ale dzieci marynarzy mają dobre wspomnienia (było w onecie czy polityce...). Nie chodzi o to ile czasu, ale co robiło się by więź podtrzymać, jak się ją pielęgnowało i co robiło się gdy się zrywało ze smyczy rodziny.

                            > Czy też po prostu wy wewnętrznie nie chcecie się na to zgodzić - by dziecko, mi
                            > mo mało intensywnych kontaktów myślało ciepło o ojcu, bo to mała prywatna zemst
                            > a za WASZE krzywdy?
                            Czasem mała powie coś negatywnego o ojcu. Może podświadomie chce mi się przypodobać? Ja wtedy protestuję. A skoro jesteśmy przy krzywdach: nie mam 20 lat, rzucałam, byłam rzucana, wielki aj waj. Ale z nikim wcześniej nie miałam dziecka. I jeśli komuś stała się krzywda, to przede wszystkim mojemu DZIECKU - chcę Cię, ale nie chcę obowiązków z Tobą związanych. Mamusia się wkurza non stop więc mamusia jest zła, ja przecież po tym piwku tylko śpię do 13-17stej codziennie, ale obiad zrobię, no czasem o 22giej ale zrobię. Mieć ciastko i zjeść ciastko. To jest dojrzałość?
                            • madmaddie90 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 12.07.12, 22:03
                              lilith, kobieta też człowiek smile

                              Ja jestem z moim eks w bardzo dobrych stosunkach, co nie oznacza, że nie potrafię ocenić sprawy realnie. Być może patrzysz przez pryzmat swoich doświadczeń. Mam żal o to, że przez lata wykorzystywał mnie na róznych frontach, a następnie nie udźwignął ojcostwa. Nie mam problemu żeby chlopcy o nim dobrze mówili, ba co więcej, sama osobiście i własną ręką wpisałam mu do porozumienia w sprawie opieki nad dziećmi nieograniczony kontakt. Z którego korzysta 4 godziny 2 razy w tygodniu. Niepilnowany natychmiast włącza telewizor lub kompa. Dlatego ojciec z niego żaden. Sytuacja z wczoraj: pozostawił 4 latka w wannie pełnej lodowatej wody (bo taką sobie dziecko pod jego okiem dopuściło) i udał się majestatycznie na balkon zapalić papierosa. Wiem zatem co mówię, jeśli mówię o nieodpowiedzialności.

                              Nieprawdziwy obraz ojca najczęsciej wiąże się z jakimś działaniem ze strony tego ostatniego. Tzn, jak na pierwszej randce, stroszy pióra i udaje. może też krytykować dziecko ("dlaczego on tak wrzeszczy?" czemu nie jest taki, śmaki, owaki?). Dodajmy dziecko samo ma tendencje do idealizowania nieobecnego (bo mama na codzień wymaga, zagania, ogranicza, a ojciec w czarnym wariancie wpada raz w tygodniu z wiadrem czekolad). Układ umówmy się taki sobie, bo nie dość, że ponosimy poważne konsekwencje czasowe, finansowe, towarzyskie i wszystkie inne, a wkońcu i tak jesteśmy czasami te złe (w zderzeniu z czekoladowym tatusiem).

                              Jeszcze w kwestii niedojrzałości: ja mam ogólną światopoglądową refleksję, że współcześnie ludzie, a zwłaszcza faceci (w moim środowisku statystycznie nie zdarzyło się, żeby to kobieta zawiodła jako żona i matka) za mało myślą głową, a za dużo d.... Co powoduje nieraz przykre konsekwencje, często również dla tego odchodzącego, ale przede wszystkim dla dzieci. Bo jak już pisałam, mnie najbardziej dzieci żal, bo dzieci kochają bezwarunkowo oboje rodziców i chciały by bardzo żyć w normalnej rodzinie. Gdyby tylko o mnie chodziło, nigdy nie uważałam że mój eks jest jedyną coca-colą na pustyni.
                              • to75 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 12.07.12, 23:04
                                madmaddie90 napisała:

                                > Jeszcze w kwestii niedojrzałości: ja mam ogólną światopoglądową refleksję, że w
                                > spółcześnie ludzie, a zwłaszcza faceci (w moim środowisku statystycznie nie zda
                                > rzyło się, żeby to kobieta zawiodła jako żona i matka) za mało myślą głową, a z
                                > a dużo d....

                                A jednak zdarza się... W tej kwestii zastanawia mnie punkt widzenia kobiet - pytanie postawię w nowym wątku.
      • oliwija Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 03.07.12, 07:02
        gosiamamaeryka1 napisała:

        > Jeśli ktoś chce być tatą, to ani rozstanie z mamą dziecka, ani brak miłości, an
        > i żaden kataklizm w tym nie przeszkodzi. Faceci lubią sobie wymówki robić, że t
        > o eks im nie pozwala widywać dziecka, że to była teściowa zła itp. itd. Kto chc
        > e być tatą, to zawsze nic zostanie, nie ważne co by się działo.




        gosia jesteś boska. Pieknie powiedziane. pozwolisz ze skopiuje soebie Twoj wpis i jak Tylko ex znowu sie do mnie odewie z pretensjami wysle mu Twóje słowa.
        • ona3010 Re: Dlaczego nie można nam dogodzić? 04.07.12, 09:08
          gazeta.... wszędzie namolna i monotematyczna big_grin
          a słyszałaś o tym że najlepszy facet to żonaty? tongue_out
Inne wątki na temat:
Pełna wersja