czy to utrudnianie kontaktów?

25.07.12, 22:58
Mam dość po dzisiejszym dniu...
Od kwietnia ciągnie się sprawa o podwyższenie alimentów, Ex robi wszystko, żeby ich nie podwyższyć...
Zarzuca, mi m.in. że utrudniam mu kontakty z dzieckiem...
W wyroku rozwodowym mamy zapisane, że mamy oboje władzę, ale dziecko mieszka ze mną i co do kontaktów mamy wspólnie się dogadywać.
W praktyce wyglada to tak, że bierze ją co drugi tydzień popołudniami w godzianach 15-16 zależy jak się zjawi i odprowadza o 19.30, bo taki postawiłam warunek, ponieważ jeszcze do nie dawna przyprowadzał ją o 20-21, ale z racji tego, że zmieniłam pracę Dziecko jest codziennie rano o 7 odprowadzane do Babci, dlatego też wiąże się to też z wczesniejszym wstawaniem- tylko i wyłącznie myślę tutaj o Dziecku. On za to uważa, że ograniczam mu prawa, bo tak szybko musi mi ją oddawać.
Po drugie jest oburzony, że nie pozwalam mu z Dzieckiem wyjechać na wakacje. Obudził się teraz w lipcu, że chce Dzieckiem w sierpniu jechać, gdzie dobrze wie, że w tym czasie dziecko jest na wakacjach u Dziadków na wsi ( tymi, u których codzień przebywa, kiedy ja jestem w pracy). Naj zwyczajnie się nie zgodziłam...
Nocowanie u Niego... w ubiegłym roku kilkakrotnie robiliśmy próby... kończyło się to tym, że o 1:30 w nocy jechałam po dziecko, innym razem tuż przed 24. Od tamtej pory na więcej prób nie wyraziłam zgody.
Co do weekendów to naprzemian umowilismy się, że w jednym tygodniu sobota, w drugi niedziela...
Dzisiaj po kolejnym fochu z jego strony, że nie pozwalam mu dziecka przyprowadzać po 20 i brakiem jakiej kolwiek mozliwosci dogadania sie ze mną wysłałam mu smsa, ze wiecej na jego wiadomosci nie bedę odpisywać i podałam mu e-maila do kontaktu ze mną. Po czym wysłałam e-maila z prośbą o rozpiskę kiedy, w jakich godzinach będzie zabierał Malutką w przeciwnym razie nie dojdzie do spotkania z Dzieckiem. Czy ma prawo przyjsc jutro popoludniu z Policją i zabrać dziecko?
Ma to rację bytu?
Ja naprawdę chcę tylko faceta zmobilizować do jakiegoś ładu tzn. konsekwecji w działaniu... nie docenia, że wszyscy idziemy mu na rękę i zabiera Dziecko kiedy ma na to ochotę niejednokrotnie zmieniając w ostatniej chwili plany na jego korzyść...
Dziecko ma 4,5 roku...
Proszę o obiektywną opinię...
    • klara_0204 Re: czy to utrudnianie kontaktów? 26.07.12, 06:20
      Obiektywnie, po latach spędzonych na sali sądowej (rodzinny) - tak, to jest utrudnianie kontaktów. Bezspornie to TY utrudniasz kontakty ojcu dziecka.
      1. Nie ma powodu by dziecko w tym wieku obligatoryjnie wracało do domu o 19.00
      2. Argumenty dot. wakacji - śmieszne.
      3. Sformułowania typu: "pozwoliłam mu" itp są po prostu żałosne.

      Moze nie to chcialabys przeczytać, ale sama prosiłaś o ocenę.
      • niunia19851 Re: czy to utrudnianie kontaktów? 26.07.12, 06:31
        Oprócz tego co zostało napisane wyżej chciałam dodać, że może inaczej na "noce bez matki" reaguje 3,5 latek a inaczej 4,5 latek. Więc braku zgody na nocki też nie rozumiem. Jeżeli dziadki mają małą na co dzień to nic się nie stanie jeżeli przez 1-2 tyg. w sierpniu jej nie będą widzieć ... (co innego gdyby mała miała zaplanowane kolonie, obóz itp ale dziadki ....).
    • wrzesniowamama07 Re: czy to utrudnianie kontaktów? 26.07.12, 07:20
      Też uważam że utrudniasz kontakty, niestety.

      Pytanie - czy w ogóle chcesz, żeby dziecko miało kontakt ze swoim ojcem. I jaki ten kontakt będzie. Bo to co robisz, prowadzi do tego że kontakt będzie taki se, jeśli w ogóle. Więź tworzy się przez przebywanie ze sobą.

      Dziecko 4,5 letnie może spać u taty. To, że źle reagowała kiedyś, nie znaczy że będzie teraz reagować źle, a w każdym razie - trzeba próbować. Mój syn pierwszy raz został na noc (i od razu na kilka nocy, bo to były wakacje) u ojca jak miał 4 lata. Pierwszy wieczór był trudny, ale dali radę - choć ja byłam nieopodal, jakby coś się działo megazłego, a potem było tylko lepiej. Rok później - czyli teraz - młody liczy dni do wakacji z tatą, a od tamtej pory nocował u taty już kilka razy (my sporadycznie pojawiamy się w okolicach miejsca zamieszkania taty, ale jak jesteśmy syn dwa dni u ojca spędza).

      Powrót na 19 to warunek z kosmosu. Pozwoliłabym na 20, nawet jeśli by to oznaczało, że po powrocie będzie tylko siusiu, mycie zębów i spać. Raz na dwa tygodnie może się nawet wieczorem nie myć, rano nadrobi.

      Wakacje powinna spędzać z ojcem, tyle ile się da. To i jego, i jej prawo.
      • akcagob Re: czy to utrudnianie kontaktów? 26.07.12, 08:12
        Zbeształyście mnie równo...ale tak naprawdę o taki obiektywizm mi chodziło..
        Tylko w niektórych momentach źle skonstruowałam wypowiedz i nie do końca jasno przekazałam to co chciałam przekazać.
        To na prawdę nie jest tak, że ja świadomie chcę mu te kontakty ograniczyć. Wy na prawdę nie odczuwacie jakiejkolwiek potrzeby poukładania?
        Ja nigdy nie wiem kiedy się zjawi, a kiedy nie ... Zdarzają się sytuację, że ma przyjsc o 15, gdzie dziecko stoi i czeka na Tatusia, a on o 17 daje znac, że nie przyjdzie...
        Inną kwestią jest to, że zabiera ją i oddaje pod opiekę Babci, a sam idzie spać... Czasami kiedy jest z nią sam o zgrozo On śpi, a dziecko bawi się na korytarzu. Nie mówiąc już o tym, że notorycznie dziecko przychodzi od Ojca głodne...
        Proszę, nie róbcie ze mnie jakiegoś babskiego potwora. Czy Wy oddając dziecko na spotkanie z Ojcem nie macie potrzeby poczucia jego odpowiedzialności?
        Poszłybyście do sądu? Mam ogromną nadzieję, że w końcu to zrobi... Wtedy przynajmniej będę miała czarno na białym kiedy i jak... bo w wakacje ubiegłego roku Ojciec dziecka też miał ją zabrać na wakacje. W dniu wyjazdu przyjechał, dał dziecku prezent i powiedział, że wyjeżdża sam choć dziecko było nastawione na wyjazd...- i to wbrew pozorom nie pod moim naciskiem użycia siły czy czego tak, bo pewnie takie insynuacje się pojawią...
        • lolcia-81 Re: czy to utrudnianie kontaktów? 26.07.12, 09:14
          akcagob, piszesz
          > Poszłybyście do sądu? Mam ogromną nadzieję, że w końcu to zrobi... Wtedy przyna
          > jmniej będę miała czarno na białym kiedy i jak...

          a czemu sama nie zlozysz wniosku do sądu?
          może to by rozwiązalo problem smile
        • lilith76 Re: czy to utrudnianie kontaktów? 26.07.12, 09:23
          Zaproponuj - NIE ZAGROŹ - ustalenie sądowne, lub u mediatora dni i godzin, kiedy dziecko będzie u ojca, terminów w wakacje, święta.
          Jeśli wtedy nie będzie się trzymał, będziesz miała argument, że jest do dupy.
          Masz potrzebę poukładania i pewnej kontroli nad grafikiem życiowym i ok.
          Z własnego podwórka - moje dziecko musi wstać przed 6:30, bym mogłam zostawić ją w żłobku i dotrzeć do pracy na 8:00. A teraz w sezonie letnim, z placu zabaw, wracamy do domu o 20:00. A mała jeszcze szaleje i zasypia mi dopiero po 22:00. I jakoś żyje smile Ze mną gorzej wink
        • wrzesniowamama07 Re: czy to utrudnianie kontaktów? 26.07.12, 11:36
          Nie trzeba żadnych insynuacji.

          Moja opinia jest taka - w 95 proc. o jakości kontaktów małego dziecka z ojcem decyduje matka, jej stosunek do ojca i to, jaką wagę przykłada do tworzenia więzi między ojcem a dzieckiem - i to zarówno w rodzinach pełnych, jak i wtedy gdy rodzice nie są razem (wtedy to już 100 proc.).

          Więzi buduje się po kawałku, stopniowo. Zarzucasz ojcu niesłowność, ale jednocześnie traktujesz go jak "dochodzącego" - dziecko ma być o 19 w domu i kropka. To on się zachowuje jak "dochodzący" - jest niesłowny, bo nie czuje się ojcem. Ja ojcu mojego dziecka mówię: - Przywieź go tak, żeby jeszcze nie spał w samochodzie, bo jak się rozbudzi będzie ryczał. I ostatnio przywiózł mi dziecko po 21.30, ale zatrzymał się na stacji benzynowej, obudził małego, trochę go "rozczmuchał", zagadał - dziecko przyjechało do domu uśmiechnięte i poszło spać. Jak był mniejszy, nie wyznaczałam godziny, tylko mówiłam, że o 20.00 syn już zwykle śpi. Godzina powrotu była na głowie ojca.

          Zaproponowałabym sądowe ustalenie terminów spotkań, ale na pewno już z wakacjami i nocowaniem u niego.
      • satelitka1 Re: czy to utrudnianie kontaktów? 27.07.12, 13:35
        co do nocowania: podpisuje się pod powyższym i dodam, że moim zdaniem - skoro ojciec chce by dziecko u niego spało, a następnie nie potrafi go uspokoić (bo malucg płacze i chce do domu wink ) to nie ty powinnaś jechać po nocy i odbierać pociechę - tylko albo tato sobie poradzi , albo odtransportuje ci pociechę do domu... Może perspektywa nocnej wycieczki skłoni go do wymyślenia sposobu jak dzieciaczka pocieszyć i nakłonić do spania?
    • bohaterka11 Re: czy to utrudnianie kontaktów? 26.07.12, 16:19
      no utrudniasz... zdecydowanie tak. ja mimo nienawiści jaką czuję do prawie ex nigdy bym w ten sposób nie wkraczala między te relacje a swoją rolę widzę jako wspierającą w kwestii kontaktów a nie banującą każdą najmniejszą inicjatywę

      wakacje - odpuść, ciesz się że chce z małą spędzić jakiś czas, powroty wieczorem - błagam 4.5 latek może iść spać po 20!!! szczególnie nie codziennie, noce poza domem - spróbuj zachęcić dziecie do tego a nie nastawiać "w razie czego mama przyjedzie" - na bank będzie telefon "przyjedź"
    • mirianaa Re: czy to utrudnianie kontaktów? 27.07.12, 14:08
      Tatuś traktuje jak przechowalnię dziecka do czasu, gdy znów bedzie miał fantazję zabrać gdzieś potomstwo. Co więcej! Szukając w necie jakiejś otuchy, bo już nawet nie porady - w końcu kazdy sam radzi sobie ze swą sytuacją - na każdym kroku spotyka się słowo 'utrudnianie'. Nie ma o naginaniu się, elastyczności, spełnianiu zachcianek, dostosowywaniu planów do tatusia grafiku. Oj nie ma...przechowalnia ma przyjąć i wydać kiedy klient chce.
      • wrzesniowamama07 Re: czy to utrudnianie kontaktów? 27.07.12, 16:55
        I ta przechowalnia dyktuje warunki, kiedy trzeba "towar" odstawić... Wyraża zgodę, się nie zgadza, określa godzinę i amen.
        • danaide Re: czy to utrudnianie kontaktów? 27.07.12, 22:43
          Super. Ach ja tępa nic nie zrozumiałam z dwóch poprzednich wypowiedzi.

          Ja rozumiem autorkę wątku. Każda z nas ocenia sprawę przez pryzmat swojego eks. Eks wrześniowejmamy "rozczmucha" czy coś tam dziecko, a mój powie, że wieczorem nie przyjdzie się spotkać z dzieckiem, bo wieczorem dzieci śpią, a to nie jest dla niego interesujące. Tu też mowa o tatusiu, co przyjdzie nie przyjdzie, skorzysta nie skorzysta, ale dziób o utrudnianiu kłapać będzie. Rozumiem jak to jest czekać w blokach startowych, na godzinę, czekamy czekamy, dziecko stęsknione marudzi, a tatuś - cóż, czym jest 45 minut wobec wieczności? Wiem też, co to znaczy mieć coś zaplanowane, ułożone i nie chcieć tego zmieniać, bo kogoś nagle naszła ułańska fantazja. To jest męęę cząąą ceee.

          Przemyślałabym priorytety i zobaczyła gdzie się da odpuścić, a gdzie nie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja