jak to wszystko bedzie...

21.07.04, 14:10
Witajcie dziewczyny.
Od jakiegoś czasu sledzę Wasze forum - teraz postanowilam do Was dolączyć.
Liczę na Waszą radę i wsparcie, ponieważ jestem o krok od decyzji, aby
zasilić szeregi "samodzielnych"... I tu zaczyna się mój problem, a raczej
moje dylematy...
Po przeczytaniu Waszych postów doszlam do wniosku, że większość z Was to
osoby, które wlaściwie zostaly "popchniete" w samodzielnośc przez Waszych
mężczyzn, z róznych powodów. A czy są wśród Was takie, które same zdecydowaly
się odejść, z dzieckiem, z normalnej rodziny dla swoich powodów?
Mój mąż jest zupelnie zwyczajny, myslę, że wiele z Was mogloby nawet go
pozazdrościć - kocha nade wszystko nasze dziecko, zajmuje sie nim z oddaniem
i... mówi, ze kocha mnie. Sielanka? Może... Ale ja już nie mogę, nie kocham
go, jest dla mnie zupelnie obcy, nie znoszę jak mnie dotyka. To trwa już
dlugo, bardzo dlugo. Byl taki moment, że postanowilam jakoś spróbować, nie
udalo się i teraz nie wytrzymuję już tego psychicznie. Chcę odejść.
Postanowilam. Ale... No wlasnie - tak cholernie sie boje - tego, co bedzie,
rzeczywistości, rachunków, tego jak dam sobie radę z dzieckiem w wynajetym
mieszkaniu (musialabym sie wyprowadzić od niego), mając stala pracę, w ktorej
jestem przez większość dnia.
Jak Wy poradzilyście sobie, co Was przerażalo, a potem okazalo sie nie takie
straszne (mam nadzieję, że byly takie sytuacje...), a co Was zaskoczylo, bo
tego nie przwidzialyście? Jak zorganizowalyście Wasze nowe życie?
Napiszcie proszę, mam nadzieję, że w jakiś sposób mi to pomoże - liczę na
Waszą życzliwośc i trzeźwość osądów.
Nana
    • tygrysica_krakow Re: jak to wszystko bedzie... 21.07.04, 15:08
      Ja odeszłam od mojego eks z własnej woli. Ale miałam ku temu powód. On znęcał
      się nade mną psychicznie - nie moglam zrobic nic bez jego pozwolenia. W moje
      nowe - samodzielne życie weszłam z radością. Odczułam ogromną ulgę, że wreszcie
      jestem sama nikt mi nic nie ,karze nikt mnie nie kontroluje. Najbardziej bałąm
      się tego, że nikt mnie już nie pokocha. Miałam przez eksa wyrobione bardzo
      niskie poczucie własnej wartości. Ale o ironio!! Byłam sama tylko 3 miesiące.
      Teraz jestem w szczęsliwym związku.
      Bałam sie też, że sobie nie poradze i do końca życia będę mieszkac z rodzicami.
      Boję się, że nigdy nie znajdę takiej pracy by mocno stanąć na nogach. Boję się,
      że moje dziecko będzie uważało mnie raczej za sostrę niż matkę z powodu
      mieszkania wspólnie z moimi rodzicami. Obawiam się, ze moi rodzice zawsze będa
      mi się we wszystko wtrącać, a najbardziej w wychowanie dziecka. To akurat
      okazało się równie straszne jak przewidziałam. Bardzo obawiałąm się też, ze eks
      nigdy nie da mi spokoju i będzie wiecznie ingerował i utrudniał mi zycie - ale
      na szczęście obawa ta była nieuzasadniona. Eks zapomniał o mnie i o dziecku -
      pojawia się u małej raz na pól roku.
      Mam pytanie. Dlaczego nie kochasz już męża??? Dlaczego nienawidzisz gdy Cię
      dotyka??
    • vialle Re: jak to wszystko bedzie... 21.07.04, 15:55
      ja odeszlam sama, objawy mialam podobne jak Ty tylko nie wiem czy przyczyny sa
      te same (pisalam o tym na "samotnej" w watku dlaczego my porzucamy). Jesli
      mialabym Ci cos radzic to powiem tak: zastanow sie co sie stalo z Twoim
      uczuciem. Zastanow sie czy zrobilam wszystko co mozesz zeby naprawic Twoj
      zwiazek. Zastanow sie czy - odrzucajac emocje - jestes pewna, ze nic sie nie da
      zrobic zebys znowu czula sie dobrze w tym zwiazku, chciala byc z tym
      czlowiekiem. W koncu kiedys chcialas i potem cos sie zmienilo - wazne pytanie
      brzmi "co?". Co sie stalo i czy jest to proces nieodwracalny. Odejsc bo jest
      trudno czy nie jest idealnie, bo minelo zakochanie etc - to nie jest wielka
      sztuka. Na pewno ulozylabys sobie zycie sama mimo wszystkich obaw ktore teraz
      masz (wiem cos o tym - mam to za soba, a kiedys mnie to tak przerazalo!). Ale
      macie dziecko i dla niego warto sie postarac. Twoje decyzje obciaza Twoje
      dziecko. Wiec jesli tylko jest szansa - jesli umiesz ja dostrzec, wykrzesac z
      siebie wole pracy nad Waszym zwiazkiem, to zachecam zebys podjela probe. Nie
      wiem jaki wynik Ci wyjdzie kiedy zrobisz taki rachunek sumienia - moze tak jak
      ja na pewnym etapie powiedz "tu nie ma nic do zrobienia. Nie kocham ojca mojego
      dziecka, nie jestem w stanie wykrzesac uczuc w sobie - z pomoca terapeuty czy
      bez niej - i nie umiem tez zapomniec o pragnieniu milosci i trwac w zwiazku by
      dziecko mialo "szczesliwa pelna rodzine". Ja tak sobie odpowiedzialam. I jestem
      w zgodzie ze soba, podjelam dobre decyzje. Ale one maja potworne konsekwencje,
      zwlaszcza jesli chodzi o mojego syna. Zrob rachunek - czy nie masz juz nic co
      mozesz zrobic, czy juz nie znajdziesz w sobie woli i checi. Nie spiesz sie.
    • nana_za Re: jak to wszystko bedzie... 22.07.04, 14:46
      Dziekuję za wypowiedzi.
      Vialle - chodzi o to, że ja już dzecyje podjęlam, trawalo to naprawdę dlugo,
      wiązalo się z mnóstwem przemysleń, analiz i wątpliwości. Byl nawet okres prób,
      ale to wszystko zaszlo już chyba za daleko - przyjamnniej dla mnie... Nie
      potrafię byc z czlowiekiem, którego nie kocham - to oszukiwanie wszystkich
      dokola, z nim na czele.
      Teraz tylko boje się bardzo tego, co będzie, czy sobie poradzę i dlatego
      napisalam swój poprzedni post - z rośbą o podzielenie się Waszymi poerwszymi
      miesiacami po rozstaniu.
      Jeżeli któraś moglaby coś mi napisać (albo odeslać do wątków o tej tematyce -
      jeżeli takie są) - będę bardzo wdzięczna...
      Nana
      • vialle Re: jak to wszystko bedzie... 22.07.04, 16:55
        chetnie Ci opowiem jak to u mnie wygladalo, mam dwukrotne doswiadczenie bo
        najpierw eks sie kiedys wyprowadzil na chyba 2 miesiace i wszystko zostalo na
        mojej glowie, a potem definitywnie sie rozstalismy. Ale to moze na priva Ci
        napisze?
        Generalnie powiem ze nie bylo tak zel choc nie mam rodzicow na miejscu i
        generalnie nijak mi nie pomagaja (nie ze nie dbaja tylko nie moga), ja bardzo
        dlugo pracuje i mam wymagajaca prace i to bylo najgorsze - pogodzenie godzin
        spedzanych w pracy z zalatwianiem wszystkiego a jednoczesnie staraniem zeby
        maluch mial jakies atrakcje poza jezdzeniem ze mna do sklepu. Z czasem sobie
        poukladalam, poza tym nauczylam sie prosic o pomoc przyjaciol. Drobne rzeczy a
        wiele stresu zdejmuja z glowy i przywracaja poczucie ze panujesz nad sytuacja.
        To sie daje przezyc, naprawde smile
        • nana_za Re: jak to wszystko bedzie... 23.07.04, 09:41
          Witaj Vialle, przeslalam Ci maila na priva.
          To na razie - jestem w pracy i czas zająć się czymś konkretnym...
          • darcia73 Re: jak to wszystko bedzie... 23.07.04, 22:44
            Droga Nano, przeraził mnie twój post. Jesteś na rozdrożu, ale zastanów się
            czego chcesz od życia? Nowej, fascynującej miłości, która zapiera dech w
            piersiach? Ucieczki od tego zwyczajnego, znienawidzonego męża?
            Wiele kobiet, które zostały porzucone przez swoich mężów, albo takie, których
            drodzy mężólkowie "wyrywają" panienki w pubach i na czatach, pozazdrościłoby Ci
            męża. Może sama nie doceniasz tego, co masz. Zastanów się poważnie, spróbuj
            może jakiejś terapii małżeńskiej. Swoim do końca nieprzemyślanym krokiem możesz
            zniszczyć zycie swojemu mężowi oraz dziecku. Czy chcesz budować swoje
            wyimaginowane szczęście na cudzym nieszczęściu?
            Jesteś takim damskim odpowiednikiem mężów, którzy porzucili swoje zony, bo
            przestali je kochać. I poczytaj sobie ile łez i cierpienia sprowadzili na swoje
            byłe partnerki. Jeżeli ktoś decyduje się na małżeństwo, to składa przysięgę, że
            będzie z druga osobą na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie. Jesteś w tych złych
            chwilach. Może porozmawiaj ze swoim mężem, powiedz mu co czujesz i ze
            zamierzasz go opuścić, może ta wiadomości w jakiś sposób go zmieni, może
            zacznie jeszcze bardziej się starać.
            A jak twoje późniejsze samodzielne zycie napisze nieciekawy scenariusz? Może
            zostaniesz sama, bo nikogo nie znajdziesz albo twój przyszły partner Cię
            opuści. Może juz nie będziesz mogła wrócić do swojego byłego męża, bo ten
            będzie miał nową zonę? A gdyby on miał inna kobietę nie byłabyś zazdrosna?
            A na koniec: myślę, ze rutyna nie jest wystarczającym powodem do rozstania, ani
            to, ze wydaje Ci się, ze nie kochasz swojego męża. Tę sytuację naprawdę można
            naprawić, ale potrzebna jest dobra wola i brak nastawienia, ze i tak sie nie
            uda. Wtedy każde najmniejsze potknięcie tej drugiej osoby utwierdzać cię będzie
            w błędnym przekonaniu, że masz rację. Bo wtedy żadna próba naprawienia związku
            się nie uda, a będzie to tylko takie usprawiedliwienie dla osoby, która chce
            odejść, ze przecież ja próbowałam. Próbowałaś? I Co z tego, ale z jakim
            nastawieniem. Musisz sobie szczerze odpowiedzieć na to pytanie, bo gra idzie o
            bardzo wysoka stawkę.

            --
            moj adres: daruncia@wp.pl / na "gazetowy" nic nie dochodzi sad
            • chalsia Mądrze Darciu napisałaś (n/txt) 23.07.04, 23:22

              • vialle Re: Mądrze Darciu napisałaś (n/txt) 27.07.04, 00:28
                dziewczyny, to brzmi jakbyscie zakladaly, ze nana dziala bezmyslnie, ze nie ma
                za soba miesiecy gryzienia sie i prob naprawiania zwiazku, jakby szukala nowej
                zabawki bo stara sie znudzila. A co jesli starala sie, probowala naprawiac
                zwiazek, szukala w sobie uczuc - i ich nie znalazla? To co wtedy? Trwac dla
                trwania? Naprawde wierzycie, ze bycie z ojcem dziecka jest absolutnym dobrem
                nadrzednym, o ile tylko nie katuje? Chciaybyscie zyc w zwiazku pozbawionym
                uczuc? Umialybyscie? Umialybyscie kochac sie z facetem bo to nalezy do
                obowiazkow zony? To sie juz zreszta nie powinno nazywac "kochaniem", skoro nie
                ma nic wspolnego z uczuciami.
                • darcia73 Re: Mądrze Darciu napisałaś (n/txt) 27.07.04, 20:18
                  vialle napisała:

                  > dziewczyny, to brzmi jakbyscie zakladaly, ze nana dziala bezmyslnie, ze nie
                  ma
                  > za soba miesiecy gryzienia sie i prob naprawiania zwiazku, jakby szukala
                  nowej
                  > zabawki bo stara sie znudzila. A co jesli starala sie, probowala naprawiac
                  > zwiazek, szukala w sobie uczuc - i ich nie znalazla? To co wtedy? Trwac dla
                  > trwania? Naprawde wierzycie, ze bycie z ojcem dziecka jest absolutnym dobrem
                  > nadrzednym, o ile tylko nie katuje? Chciaybyscie zyc w zwiazku pozbawionym
                  > uczuc? Umialybyscie? Umialybyscie kochac sie z facetem bo to nalezy do
                  > obowiazkow zony? To sie juz zreszta nie powinno nazywac "kochaniem", skoro
                  nie
                  > ma nic wspolnego z uczuciami.
                  >

                  Nigdy nie zmusiłabym się do seksu, gdybym nie miała na to ochoty. Tym bardziej,
                  kiedy umieraja uczucia lub czułabym się zraniona. W tej fazie związku w jakm
                  jest teraz Nana brak ochoty na kontakt fizyczny powinien byc dla jej mężą
                  wskazówką, ze cos jest nie tak a ona powinna mu uczciwie wytłumaczyć, że nic do
                  niego nie czuje. Ale to nie znaczy, ze dla takiego związku nie ma przyszłości.
                  Wszystko zalezy od woli małżonkow, ich nastawienia a czasami od okolicznośći
                  zewnętrznych na które nie mamy wpływu.
    • poziomka3 Re: jak to wszystko bedzie... 26.07.04, 02:45
      ja rozstalam się ze swoim mężem niedawno, jakis miesiąc temu, ale nasz związek
      to prawie od początku porażka. Mamy dwoje dzieci.
      Nie wiem z jakiego powodu ty chcesz odejsc- to o czym piszesz, ze juz go nie
      kochasz, ze nie znosisz, jak cie dotyka to skutek czegos. Mnie moj mąż po
      prostu zawiodl, nie moglam na niego liczyc, itd. Wiesz, w zasadzie
      wybor "odejsc czy nie odejsc" to jak wybor między- sorry za okreslenie-
      "sraczką a rozwolnieniem" smile( jak to kiedys okreslila moja
      przyjaciolka).Zresztą, powiem Ci, ze ja się tak na prawdę czuję , jakbym nie
      miala wyboru- po prostu nie umiem zyc z niekochanym człowiekiem,z kims, kto tak
      naprawde mnie tez nie kocha, nie chcę dawac takiego przykladu moim dzieciom.
      Teraz są male, ale przeciez kiedys zobaczylyby, jak sytuacja wyglada naprawde.
      Ja swojej decyzji jestem pewna. A po czym to poznaję? Bynajmniej nie po
      szczęśliwej swojej mince i dobrym samopoczuciu, o nie. Ja po prostu nie tęsknię
      za nim i wiem że nie będę tęsknić. Ale wiem też, ze będzie ciężko, smutno,
      samotnie.Chociaż wiesz co... a'propos zaskoczeń.Właściwie to zaskoczylo mnie
      to , ze nie jest AZ tak ciężko, jak myslalam , ze bedzie. Moze to wynika z
      calkowitego braku czasu? Ze nie mam po prostu kiedy poużalać się nad sobą?
      Podejrzewam jednak , ze cięzkie chcwile kiedys jednak nadejdą, nie wiem co
      wtedy.
      O nowym związku oczywiście nie myślę, zresztą nie oszukujmy się - raczej go nie
      będzie.
      Wiesz , mnie ratuje chyba to, ze ja lubię siebie, lubię ludzi, umiem byc sama
      ze sobą. Ale oczywiscie z kims tez lubię być...
      Powiedz, czy jestes pewna swojej decyzji? Bo jakos tak wyczułam wahanie w Twoim
      poście- może się mylę.Jeśli nie jestes pewna- to rozterki i wątpliwości po
      odejściu od męża mogą nie dac Ci spokoju.A mogę spytać , dlaczego przestałas go
      kochac? I kiedy sobie z tego zdalas sprawę? I czy on w ogóle wie oTwoim stanie
      uczuć?
      pozdrawiam Cię cieplutko
      poziomka
    • nana_za Re: jak to wszystko bedzie... 27.07.04, 09:19
      No wlaśnie - czego ja chcę od życia. Tak na pierwszym miejscu, to chyba mieć
      swoje miejsce na ziemi, dom, spokój, ścierkę w kratkę w kuchni przy piecu, i
      dziecko usmiechnięte obok mnie. Chcę się realizować jako kobieta, matka,
      przyjaciólka i kochanka. Chcę sączyć wieczorem wino przy Kydryńskim, a rano
      zmagać się z Urzedem Skarbowym.
      Chcę po prostu być szczęśliwa. Z kimś kogo kocham, komu jestem oddana, za kogo
      oddam ostatnią koszulę z grzbietu.
      Czy to naprawdę zbyt wiele?
      To co napisalaś Darciu jest na pewno bardzo mądre i przeczytalam Twój post z
      wielka uwagą, ale - odebralaś mnie jako kogoś, kto z lekkim srecem rzuca za
      siebie nieudany związek, pakuje wszystko w jedną walizkę i wychodzi biorąc
      dziecko za rękę. TAK NIE JEST. Muszę Ci powiedzieć, że Twoje slowa nie byly w
      zasadzie niczym nowym dla mnie - wszystkie te rozterki i wątpliwości sa moim
      udzialem, jestem świadoma swoich czynów i ich konsekwencji - gdyby tak nie bylo
      już dawno mieszkalabym sobie u mamusi (bo tak wygodniej) i nie siedzialabym
      godzinami czytając o Waszych doświadczeniach, żeby znaleźć jakieś wyjście z tej
      sytuacji żeby nie pokaleczyć wszystkich, którzy sa wokól mnie.
      Pytasz, czy nie bylabym zazdrosna, gdyby on sie z kimś spotykal - nie, na pewno
      nie. Ja po prostu go nie kocham, jest dla mnie obcy, drażni mnie jego smiech i
      nie interesuje mnie to, co mówi. I kladę się codziennie obok niego do naszego
      malżeńskiego lóżka i wyję w duchu z bezsilności i poczucia beznadziei. Wieć nie
      mów mi Darciu, że nie wiem, co to są kobiece lzy - po prostu kobiety placzą z
      różnych przyczyn. I nie jest tak, że te, kóre są porzucone przez mężów mają do
      nich większe prawo niż ja.
    • nana_za Re: jak to wszystko bedzie... 27.07.04, 10:25
      Poziomko,
      moje wahanie wynika z tego, że nie jestem pewna, czy MAM PRAWO to zrobić, bo
      konsekwencje odejści od męża ponisić bedziemy nie tylko we trójkę - ja, on i
      nasze dziecko, ale także moi i jego rodzice, jego rodzina, króta bardzo
      aktywnie bierze udzial w naszym życiu, nasi przyjaciele, którzy są wspólni, a
      którzy silą rzeczy wspólni być przestaną... Moje wahanie wynika z tego, że nie
      jestm pewna, na ile jestem indywidualną jednostką, a na ile integralną
      częścią "ukladu", który stworzyliśmy z mężem. Moje wahanie wynika z tego, że
      nie wiem, co odpowiem mojemu dziecku, jak mnie zapyta za kilka lat, dlaczego
      nie przytępuję z nią do kominii w kościele.
      Pytasz o przyczyny. Tak w skrócie - są związki, które dzięki przeciwnoścoim sa
      cementowane, problemy są ich motorem silą napędową, która napędza, ale której
      można podolać tylko we dwoje. U nas tak nie bylo. Nie jest. I jak masz pod
      górkę, a nie możesz liczyć na osobe, która jest obok - tracisz zaufanie,
      oparcie, poczucie bezpieczeństwa. I zaczyna się obojętność. To jest proces -
      traw miesiącami, latami, aż w końcu otwierasz oczy, patrzysz na twarz leżącą
      obok na poduszce i dochodzisz do wniosku, że twoje życie jest pomyką. Prowadzi
      Cię do nikąd.
    • asia9910 Re: jak to wszystko bedzie... 27.07.04, 11:15
      Witaj Nana,
      Pewnie nie jestem osobą, która może doradzić. Sama nie wiem, jak to będzie.
      Jestem w podobnej sytuacji jak Ty. Chcę odejść, bo dłuzej nie mogę znieść zycia
      z moim mężem.
      Przez 10 lat On zrobił bardzo wiele, aby wszystko, co dobre umarło miedzy nami.
      Zdecydowałam sie na rozwód, a on wtedy...doszedł do wniosku, że mnie kocha, że
      chce ratować rodzinę itd.
      Szarpiemy się tak od kilku miesięcy. Muszę odejść, bo dłuzej tego nie zniosę.

      Mam przyjaciółkę w Poznaniu. Jej sie udało. Ma to wszystko za sobą.

      Ja nie umiem doradzić, bo sama próbuję i nie potrafię odejsć. Pozew o rozwód
      napisany kilka miesiecy temu.
      Ciągla nie złożony.
      Mamy 7 letnia córeczkę. Dominisia bardzo kocha ojca.

      Nana jesli masz ochotę porozmawiać zapraszamsmile
      Dobrze, gdy ktoś ppotrafi zrozumieć

      Pozdrawiam
      Asia
    • darcia73 Re: jak to wszystko bedzie... 27.07.04, 20:09
      Droga Nano
      Zacytuję, co napisałaś o swoim mężu w pierwszym poscie:
      "Mój mąż jest zupelnie zwyczajny, myslę, że wiele z Was mogloby nawet go
      pozazdrościć - kocha nade wszystko nasze dziecko, zajmuje sie nim z oddaniem
      i... mówi, ze kocha mnie. Sielanka? Może... Ale ja już nie mogę, nie kocham
      go, jest dla mnie zupelnie obcy, nie znoszę jak mnie dotyka. (...)"

      Nie pisałaś, ze Cię zawiodł lub ciągle zawodzi, ze samotnie zmagasz się z
      problemami dnia codziennego. Z twoim słów raczej mozna było wywnioskować cos
      innego. Niestety nigdy nie potrafiłabym zrozumieć osoby, która ucieka od
      partnera, bo ten już się znudził, stary związek cuchnie rutyną a ona potrzebuje
      nowych wrażeń. Długo się zastanawiałam nad tym ,kiedy ja mogłabym odejść od
      męża i znalazłam kilka powodow:
      1) alkoholizm
      2) znęcanie się psychiczne
      3) znęcanie sie fizyczne
      4) notoryczne zdrady
      5) poważny brak zaufania do drugiej osoby spowodowany oczywistymi przyczynami,
      uniemozliwiający normalne funkcjonowanie w związku
      6) lekcewążący stosunek do mnie i dzieci, wyrażający sie totalnym brakiem
      pomocy i wsparcia oraz ignorowaniu potrzeb drugiej osoby (stadium bardzo
      powazne, nie majace szans na naprawę)
      7)beztroska finansowa polegajaca na uchylaniu się od pracy zarobkowej lub/i
      trwonieniu wspólnych pieniędzy (też stadium bardzo powazne, nie majace szans na
      naprawę).
      Jestem teraz w drugim związku i mam porownanie. Z mojego doświadczenia wynika,
      że jeżeli kiedyś dwoje ludzi się kochało, zawsze można te miłośc odbudować. Mój
      eks mąz był glupim gowniarzem, wiele razy mialam go dosyć, bo nigdy nie mogłam
      na niego liczyć. Właściwie ciągle mnie zawodził i wszystko było na mojej
      głowie. Był moment, kiedy wydawało mi się, ze go nie kocham, ale kiedy
      dowiedziałam się o zdradzie, to świat mi się zawalił. Myślę, ze gdyby wtedy eks
      wyciągnął wnioski ze swojego postępowania, mielibybysmy szansę byc całkiem
      udanym małżenstwem. Jednak w naszym przypadku wymagałoby to wiele pracy nad
      związkiem, ale jakieś perspektywy były. Ja dałam mu szansę, on jej nie
      wykorzystał. Fakt, ze teraz jestem bardzo szczęśliwą osobą, ale na każde
      szczęście trzeba zapracować.
      • griffon Re: jak to wszystko bedzie... 27.07.04, 20:27
        Ja wychodzę z założenia że Kto raz kocha szczerze drugi raz kochac nie umie.
        Dlatego tez sadzę że jesli teraz w drugim zwiazku jestes szczęśliwa to tak
        naprawdę nie kochałaś pierwszego męża. Nie chce go usprawiedliwiać bo nie jest
        to moim celem ale wina zawsze jest po obu stronach. Nie ma żon , mężów bez wad
        tylko że niektórzy nie potrafia naprawic swoich błedów i wybieraja inna drogę.
        Najłatwiej jest odejśc o wiele cieżej jest naprawic zwiazek. Ja nigdy nawet nie
        pomyslałem aby opuscić żone w dniu w którym urodziła mi pierwszego syna
        postanowiłem że jej nigdy nie opuszczę. Pomimo że odeszła porzucając mnie i
        dzieci dla kochanka nadal ma otwartą droge powrotu poniewaz rodzina jest
        najwazniejsza.
Pełna wersja