dylemat

22.07.04, 19:08
Witajcie.
Dawno mnie tu nie było. Mój synek choruje, dlatego. A teraz mam poważny
dylemat, nie wiem, kogo się poradzić i padło na Wassmile
Niedawno, kiedy byłem u małego w przedszkolu - syn długo nie chodził,
chciałem wytłumaczyć, co się dzieje i kiedy orientacyjnie wróci - panie
wychowawczynie wyszły do mnie z pewną propozycją. Jonasz ma 5 lat, właśnie
skończył grupę 'średniaków' i od września powinien pójść do 'starszaków',
czyli pięciolatków, ale panie twierdzą, że mały tylko by się tam nudził i
powininen od razu iść do zerówki, a potem rok wcześniej do szkoły. Oczywiście
nie tak od razu, przed puszczeniem go do szkoły musielibyśmy pójść na badania
do poradni pedagogiczno-psychologicznej, gdzie potwierdziliby, że młody
rzeczywiście się do tego nadaje. Panie z przedszkola twierdzą, że nadaje się
jak najbardziej.
I tu jest właśnie mój dylemat: przyspieszyć mu edukację, czy nie
przyspieszać, bo oczywiście wszystko zależy ode mnie, jeśli nie będę chciał,
to młody pójdzie teraz normalnie do pięciolatków. Gdybym opierał się tylko na
tym, co ja wiem i czuję, to nawet bym się nie wahał - jak dla mnie rok zapasu
to świetna sprawa, ja poszedłem rok wcześniej do szkoły, a później w pewnych
okolicznościach rok straciłem i wyszedłem na zero. Poza tym sam nauczyłem go
czytać i liczyć, więc wiem, że doskonale daje sobie z tym radę,
wychowawczynie to potwierdzają. Z rozwojem społecznych problemów również nie
ma. Wszystko pięknie, ale gdzieś czytałem, że posyłanie dziecka rok wcześniej
do szkoły to zabieranie dzieciństwa, narażanie na stresy i większe
prawdopodobieństwo odrzucenia przez grupę rówieśniczą. Istnieje poza tym
dodatkowa kwestia - mianowicie jego choroby. Nie wiem, jak będzie z
leczeniem, ile to będzie w przyszłości zajmowało czasu, dni szkolnych. No i
jeszcze zastanawiam się, czy mam go pytać w tej sprawie i uznależniać decyzję
od jego opinii. Zazwyczaj biorę pod uwagę jego zdanie w kwestiach, które go
dotyczą, ale nie wiem, czy w tej sprawie również powininem.
Gdybyście, drogie mamy, mogły mi doradzić, byłbym bardzo wdzięczny. Wiem, że
należałoby pewnie pisać o tym na jakimś forum o wychowaniu, ale, szczerze
mówiąc, nie bardzo wiem, gdzie takie forum znaleźć, a poza tym Was trochę
(troszeczkę) znam i jakoś mi łatwiej.
Pozdrawiam. Dzielny-samodzielny tata Boryssmile
    • fringilla Re: dylemat 22.07.04, 19:33
      Ja jestem przeciwniczką posyłania dzieci wcześniej do szkoły. Jak juz człowiek
      wpadnie w kierat to tak do emerytury (zwłaszcza facet wink). Nie wiem dlaczego
      Młody miałby się nudzić w starszakach - przecież na tym etapie dzieciaki
      powinny się przede wszystkim bawić.
      Moja córka właśnie skończyła pierwszą klasę i, choć nie trafiła na szczególnie
      wymagającą panią, to różnica pomiędzy przedszkolem, nawet zerówką, a szkołą
      jest naprawę duża. Każda nieobecność to jakieś zaległości, które trzeba
      odrabiać, trzeba kontrolować co dziecko zrobiło w szkole (pani nie sprawdzi
      wszystkich) i sprawdzić pracę domową. Poza tym dzieciaki w szkole chodza już na
      całkiem sporo zajęć pozalekcyjnych, w przedszkolu wszystko odbywa się na
      miejscu, potem trzeba wozić prowadzać: na angielski, na tańce, na judo, czy
      cokolwiek tam jeszcze. I jeszcze jedna, bardzo ważna kwestia: czy Twój syn
      będzie chodził do świetlicy? Śiewtlica szkolna to nie to samo co przedszkole,
      tam dzieci w większym stopniu muszą zajmować się same sobą, mają kontakt za
      starszymi dziećmi (a to nie zawsze jest to miłe), nie w każdej świetlicy jest
      możliwość wyjścia na podwórko.
      Moja mama, która jest nauczycielem w kalsach 1-3 jest wielkim przeciwnikiem
      takiego "skracania dzieciństwa", a ona wie co mówi.
      A co do Młodego, to spytałabym jak on sie na to zapatruje. Może jego zdanie nie
      jest w tej kwestii najważniejsze, ale warto je znać. On oczywiście zupełnie nie
      zdaje sobie sprawy co to mogło by oznaczać, ale dobrze też przekonać się jak on
      to sobie wyobraża.
      Pozdr. Agata
    • virtual_moth Re: dylemat 22.07.04, 19:33
      Ja radziłabym może zrobić najpierw te badania, aby stwierdzić czy Twój synek
      może wcześniej iść do zerówki. Potem dopiero się zastanawiać, bo teraz to
      niewiele wiadomo, oprócz opinii przedszkolanek. Może potem powinieneś zasięgnąć
      fachowej porady, czyli psychologa dziecięcego (ale na własny rachunek).

      Jeśli chodzi o moje zdanie, to jestem za.

      Pozdrawiam
    • lideczka_27 Re: dylemat 22.07.04, 20:18
      Hej smile
      Ja nie posłałabym mojego malucha wcześniej. Uważam, że te 6 lat "luzu" dla
      dziecka to dobry czas. Nie rozumiem argumentu "będzie się nudzić". Gdzie? W
      dobrym przedszkolu? Z rówieśnikami? Z paniami przedszkolankami, które są
      wykwalifikowaną kadrą i potrafią nie tylko pracować z dziećmi „zwyczajnymi” ale
      i z tymi utalentowanymi, wybitnie zdolnymi? Jeśli nie potrafią, to zawsze mogą
      pójść na emeryturę lub się zwolnić i dać miejsce pracy komuś, komu jeszcze się
      CHCE. Taki chłopaczek to wyzwanie ale i radość - nie tylko dla rodziców, ale i
      dla pedagogów.
      „Zapas” jest jakimś argumentem, ale nie sądzę, by mu był do szczęścia
      potrzebny. A jak kiedyś w przyszłości nawet straciłby rok, to co się stanie? To
      chyba żadna tragedia…
      Borys, oczywiście to Twoja decyzja i oczywiście zrobisz, jak zechcesz. Ja nie
      dokładałabym dziecku obowiązków, na które ma jeszcze czas. Teraz pozwoliłabym
      na zabawę z rówieśnikami.
      Jako nauczyciel wyraziłam swoje zdanie, jestem przeciw.

      pozdrawiam
      lida
    • kamila77 Re: dylemat 22.07.04, 20:29
      Borysie, jakie "zapasy" czasowe ty mu chcesz robic? Spokojnie, jeszcze zdazy
      stanac do wyscigu szczurow. Nie watpie, ze poradzilby sobie "intelektualnie",
      ale pozostaje druga kwestia, ktora tez poruszasz - rozwoju spolecznego i
      integracji z grupa, no wlasnie - nie-rowiesnicza. Chociaz, z drugiej strony,
      piszesz, ze sam byles w podobnej sytuacji i nie bylo problemow. Pamietam jednak
      swoje dylematy, ktore przechodzilam "podwojnie", najpierw jako szesciolatka,
      ktora chciano poslac od razu do II klasy, pozniej jako matka rownie bystrego :-
      ) malca. Kiedy chodzilo o mnie, moi rodzice de facto pozostawili podjecie
      ostatecznej decyzji osobie najbardziej zainteresowanej, czyli mnie. Po
      badaniach w poradni wystawiono mi pozytywna 'cenzurke', zatem nic nie stalo na
      przeszkodzie, zebym edukacje podjela od razu jao drugoklasistka. Pamietam
      jednak,ze wtedy przerazeniem napawala mnie mysl, ze trafilabym do jakos juz
      zintegorwanej grupy, ze bylabym najmlodsza, najmniejsza, najslabsza. Rodzice
      uszanowali moje obawy i edukacja poszla normalnym torem.
      Dwa lata temu taka sama sytuacje mialam z moim synem. Jego wychowawczyni w
      zerowce zaproponowala mi, aby - rowniez po standardowych testach - poslac
      Jakuba od razu do II klasy. Ale obserwujac moje dziecko stwierdzilam, ze dla
      niego, w tym konkretnym przypadku, to jednak zdecydowanie za wczesnie. I tak w
      niemal kazdej grupie rowiesniczej, jako grudniowe dziecko, byl najmlodszy,
      najnizszy itp. W tym wieku ma to juz znaczenie dla "prawie męskiej" smile ambicji.

      Najoczywisciej w swiecie kazde dziecko jest inne, i to, co np. dla mnie samej
      byloby powodem do stresow i nieprzespanych nocy, dla ciebie bylo "swietna
      sprawą". Znasz Joszka najlepiej w swiecie, wiesz, jak sie zachowuje wsrod
      rowniesnikow, jak przebiega jego rozwoj. Sadze, ze wlasnie to powinno byc
      podstawa do podjecia ostatecznej decyzji.

      I, oczywscie, radzilabym ci pogadac z nim o calej sprawie. Moze niekoniecznie
      zrzucac na jego barki ciezar podjecia decyzji, ale jego zdanie winno byc
      decydujace. Tak czy siak, jego zycie.

      Pozdrawiam
    • chalsia Re: dylemat 22.07.04, 22:28
      Wszystko juz zostało napisane - jestem przeciw skracaniu dzieciństwa.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
    • domali Re: dylemat 22.07.04, 22:51
      U mnie w rodzinie i moje rodzeństwo, i ja mogliśmy bez problemu iść do szkoły
      rok wcześniej. Ale moi rodzice (mama - psycholog dziecięcy) zdecydowali, że nie
      ma ku temu powodów.
      I ja myślę, że 5-latek powinien się przede wszystkim bawić, a jednak zerówka to
      już jakieś pierwsze 'obowiązki' smile
    • omama Re: dylemat 22.07.04, 23:02
      No to dla równowagi będę przeciw dotychczasowym opiniom. Moim zdaniem nie ma
      dla ucznia nic gorszego niż nuda i brak wyzwań. Jeżeli dziecko przywyknie, że
      jest zawsze do przodu w stsunku do grupy, może mu się łątwo powinąć noga na
      późniejszym etapie. Więc ja byłabym za - tylko... musisz być na 150 procent
      pewien, że dziecko jest gotowe pod każdym względem z fizycznym rozwojem
      również. I jeżeli będziesz pewien, a mały będzie chciał - to czemu nie?
    • magee.7 Re: dylemat 22.07.04, 23:06
      Witaj Borys.

      Również jestem zdania - nie skracać dzieciństwa.
      Jeśli jednak Joszko jest szczególnie bystrym dzieciakiem to warto zastanowić
      się nad ciekawymi dodatkowymi zajęciami poza przedszkolem.
      Znam tą sytuację z autopsji - moi rodzice, również stanęli przed dylematem
      wysłania córki wcześniej do szkoły. Skończyło się jednak na pozostawieniu w
      grupie rówieśników i na pełnej gamie dodatkowych zajęć: było ognisko muzyczne,
      łyżwiarstwo figurowe, balet, angielski, kółko plastyczne ... zapewniam że się
      nie nudziłam smile
      Mnie co prawda nie zapytano o zdanie czy chciałabym wcześniej pójść do szkoły,
      ale jestem wdzięczna rodzicom, pomimo tego, za decyzję. Z dodatkowych
      zapoczątkowanych właśnie w przedszkolu zajęć pozostało trochę umiejętności do
      dziś wink

      Decyzja jednakże jest w Twoich rękach.

      Pozdrowienia,
      Magee
    • carlafehr Re: dylemat 23.07.04, 07:40
      Nie jestem specjalną ani zwolenniczka ani przeciwniczką wcześniejszego
      posyłania do szkoły ale sama raczej nie będę dążyć do przyspieszenia edukacji
      mojego synka. Chyba że sam b. by chciał (i się do tego nadawał). I tu jest
      właśnie pies pogrzebany: sądzę, że powinieneś swoją decyzję uzależnić właśnie
      od synka. Bo nawet jeśli jest intelektualnie i społecznie w stanie sprostać
      szkole rok wcześniej to może wcale nie chce, i wtedy na dobre nu to chyba nie
      wyjdzie.
      Napisz, co postanowiłeś.
      Pozdrawiam smile
      MonikaS
    • vialle Re: dylemat 23.07.04, 10:37
      jedna strona medalu to skracanie dziecinstwa, druga to spelnienie ambicji i
      checi dziecka. Ja w przedszkolu zostalam przeniesiona wyzej - przez rok bylam z
      grupie ze starszymi dziecmi, z mysla ze pojde rok wczesniej do szkoly. Po czym
      moja mama sie rozmyslila i uznala, ze jednak nie bedzie mi odbierac
      dziecinstwa. W efekcie "kiblowalam" ostatnia grupe w przedszkolu i to bylo
      najgorsze co sie moglo zdarzyc - po czesci dlatego ze trafilam do obcej zgranej
      grupy zamiast byc ze znanymi sobie dziecmi byc w jednej klasie, ale przede
      wszystkim dlatego, ze ja strasznie chcialam pojsc do szkoly wczesniej! Nie
      przerazalo mnie, ze bede najmniejsza i najmlodsza, bylam z tego strasznie dumna
      i czulam sie wyrozniona. A to "zostawienie mnie na drugi rok" bylo jak
      policzek. Naprawde - do tej pory to pamietam. Mama nie dala sie przekonac, ze
      nie stanie mi sie krzywda.
      Mysle ze decyzja zalezy od dziecka - takie pojscie do szkoly ze starszymi moze
      byc bardzo motywujace i mobilizujace.

      No chyba, ze to tylko ja bylam takim nadambitnym bachorem wink
    • maligne Re: dylemat 23.07.04, 10:52
      a ja jestem jak najbardziej ZA.
      rozne argumenty mozna miec przeciw oczywiscie ale powinno sie zapytac samych
      zainteresowanych. czyli osoby ktore "przez to przeszly" smile
      Zdaje sie ze poszedles rok wczesniej do skzoly, czy bardzo cierpiales z tego
      powodu ze skrocono Ci dziecinstwo?

      Inaczej, znam kilka osobo ktore tez poszly rok wczesniej i NIKT nie zalowal
      takiej decyzji swoich rodzicow. Sama poszlam rok wczesniej i i tak sie nudzilam
      na lekcjach (na marginesie nie jestem i nie bylam geniuszem). a rzeczywiscie
      jak ktos powiedzial nie ma nic gorszego niz sie nudzic na lekcjach.
      jedna uwaga do chlopcow, u dziewczynek wielkiej roznicy nie ma w rozwoju
      fizyczneym, ale u chlopcow, rok roznicy moze sie dac troche we znaki, (ale
      niekoniecznie) a wiesz, ze chlopcy lubia sobie w klasie imponowac
      umiejetnosciami sportowymi. ale wtedy najlepiej zadbac zeby nie pozostawal w
      tyle za innymi, czyli zeby cos trenowal, moze tenis, moze sporty walki, czy
      cokolwiek innego tak zeby nie czul sie gorszy pod tym wzgledem. zreszta moze
      niepotrzebnie to pisze bo moze Twoj synek nie ma z tym problemow.

      Ale powtarzam, jestem jak najbardziej ZA.
      mi nikt nie zabral dziecinstwa, naprawde, bylam zadowolona ze nareszcie cos
      innego sie dzieje, a taki rok w zapasie przydal mi sie tez na studiach, takze
      ja widze same plusy. Ale pogadaj z synkiem Borys, moze jest bardzo przywiazany
      do grupy rowiesniczej? Ale propozycja pan jest bdobra, on ma przeskoczyc
      starszakow zeby pojsc do zerowki, czyli jeszcze nie konkretnie do szkoly,
      jeszce bylby rok na adaptacje. i moglbys go obserwowac.

      Poza tym, to u nas szkola zaczyna sie od 7miu lat, no z obowiazkowa zerowka to
      od 6ciu, ale np. we Francji szkola podst. zaczyna sie od 6ciu lat normalnie,
      ale to nie znaczy ze zajecia sa od razu w lawkach i przez 45minut.
      ale fakt jest taki ze zdajac mature , mlodziez ma 18 lat, a broniac pierwszy
      dyplom na studiach (po2latach), ma 20 lat i moze wejsc na rynek pracy jako
      mloda osoba z dyplomem. a magistra mozna miec po 4 latach, czyli majac 22 lata.
      To niby nic rok czy dwa? ale jaka roznica w porownaniu z polska.. tam mlodzi
      ludzie maja wybor albo praca, albo inne studia za granicami, albo troche
      pojezdzic po swiecie itd itp..
      wiec ja uwazam ze wczesniejsze wejscie na rynek pracy nie wklada nas w kierat
      az do emerytury jak ktos tu ujal, ale wrecz przeciwnei , szybciej zdobywamy
      dyplom i mamy mozliwosc wyboru.
      no dobra , zeszlam z tematu,

      pozdrawiam
      maligne
    • kkokos a ja jestem za 23.07.04, 11:26
      zrobiłam dokładnie to, co panie w przedszkolu ci proponują: mój
      syn "przeskoczył" średniaki, poszedł jako 5-latek do zerówki i jako 6-latek do
      szkoły. Teraz skończył drugą klasę i wszystko jest w najlepszym porządku. Miał
      przez pierwsze półrocze pierwszej klasy pewien problem z systematycznością, z
      tym, że codziennie po lekcjach coś w domu trzeba odrobić. Ale się przyzwyczaił.
      Nie mamy problemów z "odstawaniem" od grupy rówieśniczej. W świetlicy są cztery
      grupy - klasy I, II, III i IV-VI. Kontakt ze starszymi ma na boisku,
      rzeczywiście nie wszystkie starsze dzieci są aniołkami - ale bez przesady z
      tym chowaniem pod kloszem, musi sobie jakoś radzić w życiu!
    • bei opowiem Ci:) 23.07.04, 15:01
      mój pierwszy syn Jakub- czytał w wieku 5 lat...liczył do 100...byl b.
      rozgarniety....nie poszedl wcześniej do szkoly- bo nie mieliśmy czasu na
      badaniasmile W szkole uczył się pięknie...ale od 4 klasy bez zapalu.....ładne
      świadectwa...później technikum ze srednią powyżej czterech i to bez nauki...do
      matury nic sie nie uczył- i zadał....na pierwszym roku informatyki-
      zawalił...bo się nadal nie uczyłsmilesmile...teraz zastanawia sie nad sobą...myślałam-
      jak dobrze, że go wczęsniej nie pusciłam do szkoly- bo to- co uwazalismy za
      super zdolności- to była taka podwyższona sredniosćsmile
      Drugi syn Jędrek- czytał i pisał na klawiaturze w wieku 3 lat....poszedł do
      szkoly o czasie....uczył sie świetnie....zawsze albo same wspaniałe- albo teraz
      szóstki....w podstawówce średnia 6.0, w gimnazjum- przenieśliśmy sie teraz do
      Krakowa- więc było dużo zmian- np tam nie miał niemieckiego- to mial...tam mial
      chemie tu fizyke, tam miał muzykę- tu plastykę na sztuce, tu doszła
      filozofia...wiec sie opuścił...i srednia 5,4.....ani on....ani ja nie mam
      wyrzutów- że nie poszedł wcześniej do szkoly.....jesli będzie miał checi cos
      osiągnąć- zdazy....a w dobrej szkole- jak nauczyciel widział- że dziecko nudzi
      sie na matematyce- to kupiłam mu inne ćwiczenia- robil cos
      trudniejszego...podobnie na innych przedmiotach nauczyciele pracowali z nim
      bardziej indywidualnie...dodam, że w naszej rodzinie dzieci mają skłonnosc do
      szybkiej nauki czytania- tzn...uczyliśmy się prawie sami...to tylko taka
      zdolność....w nauczaniu początkowym wyprzedzalismy rówieśników....później
      byliśmy już normalni- bez systematycznej pracy, bez obowiążkowosci- tylko
      Jakubowi udawalo sie laurować....my tyralismy na stopniesmile To tylko moja
      historia.....a Ty...zrobisz, jak Ci intuicja podpowiesmile Dodam, że ja...i moja
      mama szłyśmy szybciej do szkoly.....Mama- to całkiem inny material miala do
      opanowania...ja...jestem z czerwca...poszłam rok szybciej do szkoy....i w
      szostej klasie zrobiłam dwie klasy....w lo nie lubiłam sie uczyć....na studiach
      mało miałam czasu na naukę....żal mi straconego dzieciństwa.......i to
      bardzo....do tej pory czuję sie OKRADZIONA z dwóch latsmile
      • maligne Re: opowiem Ci:) 23.07.04, 20:56
        a wiesz bei, oczywiscie roznie to bywa, osobiscie uwazam ze lepiej miec dwa
        lata "w zapasie" w mlodosci czyli gdzies w okolicach studiow, niz w
        dziecinstwie, czyli szkole podstawowej, ale rozumiem Twoj zal.

        ale co do Twojego synka to nie chce byc domoroslym psychologiem, ale moze to co
        wzielas za przyczyne jest wlasnie skutkiem podjetych decyzji.... piszesz


        nie poszedl wcześniej do szkoly- bo nie mieliśmy czasu na
        > badaniasmile W szkole uczył się pięknie...ale od 4 klasy bez zapalu.....ładne
        > świadectwa...później technikum ze srednią powyżej czterech i to bez
        nauki...do
        > matury nic sie nie uczył- i zadał....na pierwszym roku informatyki-
        > zawalił...bo się nadal nie uczyłsmilesmile

        wiesz co, moze dlatego ze nigdy nie musial sie uczyc (bo byl zdolny i wszystko
        samo mu przychodzilo z latwoscia) po prostu nie poradzil sobie kiedy
        rzeczywiscie na trudnych studiach powinien byl troche przysiasc i pewnie wykuc,
        jak to czasem bywa do egzaminow.
        ale nie twierdze ze mam racje.
        jestem nauczycielem w liceum i wiecie ze b.czesto wlasnie zle/srednio ucza sie
        dzieci b. zdolne, ale bez problemow zdaja z klasy do klasy, chociaz juz gozrej
        na studia, bo tam juz trzeba miec wykuta konkretna wiedze. wg mnie czesto te
        dzieci sa przyzwyczajone ze sa na tyle inteligentne ze sobie poradza. tacy
        zagrozeni co na ostatni dzien wystawiania ocen naucza sie materialu z calego
        semestru i zdadza na czworke... i tak wlasnie czesto tak jest. a jaka szkoda ze
        nie moga swoich zdolnosci rozwinac naprawde sad no ale w naszych szkolach ...sad
        moze kiedys lekcje beda ciekawsze, szkola tez sie zmienia..

        a w dobrej szkole- jak nauczyciel widział- że dziecko nudzi
        > sie na matematyce- to kupiłam mu inne ćwiczenia- robil cos
        > trudniejszego...podobnie na innych przedmiotach nauczyciele pracowali z nim
        > bardziej indywidualnie...

        no wlasnie tak powinno byc, w szwecji w ogole dzieci sa traktowane
        indywidualnie, np. robia jedna klase dwa lata bo sobie nie radza, a potem robia
        inne dwie klasy w rok bo maja akurat lepszy okres w nauce,... albo jeden
        konkretnt przedmiot realizuja o wiele szybciej i na wyzszym poziomie. zreszta
        nie ma takiego dopasowania do klas, tylko do przedmiotow raczej... no ale o tym
        byloby dlugo....
        uwazam ze to genialne rozwiazanie. bo Ci co repetuja nie czuja sie gorsi a Ci
        co wyprzedzaja nie czuja sie lepsi, bo Ci gorsi moga byc z innych przedmiotow
        lepsi, itd...
        ale zamotalam
        pozdrawiam smile
        maligne
    • bubaska Re: dylemat 25.07.04, 14:13
      mysle, ze nie ma co przyspieszac, bo jesli rzeczywiscie jest inteligentny, to
      bezdzie zawsze najlepszy w swojej grupie wiekowie, jak go przyspieszysz, to
      zawsze bedzie najmniejszy, najmlodszy i niekoniecznie najlepszy, mimo wielu
      wysilkow. Mam wsrod znajomych takie przyspieszone dzieci (juz dorosle) i bardzo
      zaluja tego przyspieszonego dziecinstwa. I chyba z tego powodu nie zdecydowalam
      sie na podobna propozycje skierowana do mojego najstarszego syna - i nadal nie
      zaluj, ukonczyl pierwsza klase z wyroznieniem, jest chwalony za dojrzalosc
      emocjonalna i wiele inncyh pieknych cech. A jak by sie czul wsrod starszych o
      rok? Nie wiem, i nie chce wiedziec.
      Pozdrawiam Was obu.
    • carri Re: dylemat 26.07.04, 10:53
      Ja bym wogle nie miała dylematu, jeśli tylko dziecko wyrazi ochotę pójścia do
      szkoły. Mnie teź "sktócono dzieciństwo" i byłam z tego bardzo zadowolona. Fakt,
      że w moim przypadku to ja się uparłam, bo moje koleżanki były starsze.
      Później "straciłam rok", bo byłam w pięcioletniej szkole średniej, ale jeśli
      nie to, to mogłabym np. na rok wyjechać gdzieś podszkolić język itp. Nie miałam
      kłopotów z nauką i nie czułam, że ktoś wystawia mnie za wcześnie do wyścigu
      szczurów.
    • judytak Re: dylemat 26.07.04, 14:24
      nie musisz się teraz zdecydować o rozpoczęciu szkoły
      dzieci rozwijają się nierównomiernie, przez rok dużo może się zmienić
      z drugiej strony to nie jest automat - można powtarzać zerówkę w przedszkolu,
      można po zerówce w przedszkolu pójść do zerówki w szkole, i w ten
      sposób "wyrównać" czas, jeśli uznacie to za właściwe

      myślę, że jeśli wszystko wskazuje na to, że jest to dobre rozwiązanie, to
      zapisz dziecko do zerówki w przedszkolu,
      ale powiedz dziecku, jak też przedszkolankom, że jeszcze nie wiesz, jak będzie
      dalej, i że wracacie do tematu (czy dziecko idzie do szkoły w wieku 6 czy 7
      lat) wiosną przyszłego roku

      a "zabieraniem dzieciństwa" się nie przejmuj - do szkoły też dzieci chodzą, a
      nie dorośli ;o)))

      pozdrawiam
      Judyta
    • borys.joszko Re: 26.07.04, 18:16
      Serdecznie dziękuję wszystkim za wypowiedzi. Trochę wprowadziły w moją głowę
      zamętusmile, ale też bardzo pomogły. Przede wszystkim zdałem sobie sprawę, że rok
      do przodu nie jest wartością samą w sobie, rzeczywiście, mógłby potem z jakichś
      przyczyn stracić rok i przecież nie byłby to żaden problem (!) - skonstatował
      Borys ze zdziwieniemwink) Jeszcze jedna rzecz do mnie przemawia. W swojej grupie
      rówieśniczej jak na razie jest najlepszy, gdybym przeniósł go rok wyżej, nie
      byłoby to dla niego takie łatwe albo przynajmniej mogłoby się stać trudniejsze.
      A przecież potem wszelkie testy kompetencji czy egzaminy na studia robi się w
      roczniku szkolnym i wtedy te dzieci, de facto, mają rok więcej na dorośnięcie i
      przygotowanie się. Cholera, obserwuję u siebie przerost ambicji - mogę być
      niebezpieczny dla swojego dziecka. Dobrze, że chociaż zdaję sobie z tego
      sprawę. Przecież nie musi być najlepszy. W kontekście sprawy przypomniałem
      sobie mojego kolegę z liceum, który był rok młodszy. I w tym wieku już wynikają
      z tego stanu pewne nieprzyjemności. Tak, jak do pierwszej klasy wszyscy
      weszliśmy mali, tak w trzeciej powoli zdecydowana większość wybujała, a kolega
      musiał ze wzrostem czekać do czwartej. Poza tym, kiedy my już mogliśmy legalnie
      napić się wina, on wciąż musiał się kryć. Później podchodził do egzaminu na
      prawo jazdy. No i dziewczyny - nie patrzyły na niego zbyt przychylnie. Mając
      lat 17 - 18 chyba jednak woli się jeśli nie starszych, to chociaż rówieśnikówwink
      Dobra, koniec tych dywagacji. Jeszcze zapytam syna, co on o tym sądzi i chyba
      jego zdanie będzie tu przeważające, choć teraz ja bardziej skłaniam się ku
      poczekaniu z edukacją. Planowałem zapisać go od września na angielski i muzykę,
      więc chyba by mu wystarczyło... Dobra, teraz już naprawdę koniec. Pozdrawiam
      serdecznie. Borys
      • maligne Re: 27.07.04, 11:06
        A mi tylko jedna uwaga jeszcze przyszla do glowy , dla mnie zasadnicza, o
        ktorej zapomnialam napisac. dlacvzego wszyscy piszemy ROK wczesniej. jezli
        dziecko urodzilo sie w styczniu to tak naoprawde tylko kwestia kilku tygodni
        wczesniej i mama by go urodzila w grudniu. Rok wczesniej dotyczy rzeczywiscie
        dzieci z konca roku (nie wiem jak Twoj syn Borys.) a nie dzieci z poczatku
        roku.
        ale tak samo jak uwazam ze bez problemu mozna uzanc przyspieszenie edukacji o
        pare miesiecy (nie sadze zeby dzieci b sie roznily wtedy rozwojem emocjonalnym
        i fizycznym), z tego samego wzgledu, jestem ZA opoznieniem dzieci tych z konca
        roku, ktore z roznych przyczyn nie radza sobie w zerwowce. (nawet kiedys o tym
        pisalam na forum). Ale nie uwazam tego borysie za przerost ambicji, powinnismy
        indywidualnie podejsc do ucznia.

        Ale u nas w Polsce pokutuje przekonanie NIE WYCHYLAJ SIE. bron boze wczesniej
        dziecko (masz przerost ambicji !!), ale jeszcze bardziej bron boze nie za pozno
        (jaka to dla Ciebie porazka ze dziecko moze i z grudnia ale inny rocznik).

        Lepiej zebysmy byli wszyscy tacy sami. ale nawet mimo tego samego rocznika, NIE
        BEDZIEMY.

        co do wzrostu w liceum. uczylam chlopca, ktory byl dobrym rocznikiem, ale byl
        lilipuci. a w trzeciej klasie dopiero strasznie wyrosl. rocznik nie ma tu nic
        do rzczy.

        pozdrawiam serdecznie
        maligne
        • chalsia Re: 27.07.04, 22:42
          I własnie dlatego, ze mój synek jest późno grudniowy, zamierzam posłac go do
          szkoły z rocznikiem o rok niżej. I chrzanię "obowiązek szkolny" czy jak to tam.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • maligne Re: 28.07.04, 02:21
            no własnie mi chodziło o to ze trzeba podejsc indywidualnie do dziecka. ja
            poszlam "rok" wczesniej ale ja jestem z poczatku roku. i mysle ze zwlaszcza dla
            zdolnych styczniowych to jest dobre wyjscie.
            a moj synek jest poznolistopadowy i nawet jak bedzie zdolny to nam tez rok
            wczesniej nie grozi smile))
            pozdrawiam
            maligne
          • domali Re: 28.07.04, 09:32
            chalsia napisała:

            > I chrzanię "obowiązek szkolny" czy jak to tam.

            Tak chrzanić się do końca nie da - jeśli nie będziesz miala decyzji o
            odroczeniu z Poradni Psychologiczno - Pedagogicznej, napewno się o malego
            upomną.
            • maligne Re: 28.07.04, 10:49
              domali napisała:

              > Tak chrzanić się do końca nie da - jeśli nie będziesz miala decyzji o
              > odroczeniu z Poradni Psychologiczno - Pedagogicznej, napewno się o malego
              > upomną.

              ale to nie jest zaden problem, tak naprawde zwlaszcza dla dzieci z konca roku,
              mysle tylko ze wielu ludzi sie na to nie decyduje bo nie chca wyjsc na rodzicow
              "gorszych" dzieci, nawet w przypadkach zalecanych przez poradnie.

              pozdrawiam

              • domali Re: 28.07.04, 11:03
                maligne napisała:

                > nawet w przypadkach zalecanych przez poradnie


                No to już zależy wylącznie od świadomości rodzica. Jesli jest rozsądny i
                rozumie powody, dla których odroczenie mialoby nastąpić, to się na to decyduje.
                Ale zgadzam się, że są i tacy, którzy bardziej biorą pod uwagę to, 'co ludzie
                powiedzą', niż dobro przecież dziecka.
                • maligne Re: 29.07.04, 09:48
                  domali napisała:

                  > No to już zależy wylącznie od świadomości rodzica. Jesli jest rozsądny i
                  > rozumie powody, dla których odroczenie mialoby nastąpić, to się na to
                  decyduje.
                  > Ale zgadzam się, że są i tacy, którzy bardziej biorą pod uwagę to, 'co ludzie
                  > powiedzą', niż dobro przecież dziecka.

                  wydaje mi sie ze wiekszosc rodzicow w ogole sie nie zastanawia czy dziecko (z
                  konca roku najczesciej) jest gotowe pojsc do szkoly. chyba ze nauczyciel w
                  zerowce to wychwyci. a jak nie to nie ma przebacz. znam przypadek w rodzinie
                  dziewczynki grudniowej ktora od poczatku radzila sobie kiepsko. a rodzice tylko
                  prosili o wyrozumialosc nauczycieli bo ona przeciez jest mlodsza... w 1ej
                  klasie to przeszlo i moze w 2ej ale juz w 6ej nie za bardzo,
                  jak dziecko sobie nie radzi to uwaza ze jest gorsze i juz pewnie zawsze bedzie
                  gorsze...
                  a jeszcze jak trafi do klasy z tym wybitnie zdolnym, i to np.mlodszym..?

                  bo nasza szkola jest nastawiana na przecietnosc. nie pomaga ani slabym ani
                  bardziej zdolnym.
                  i tym optymistycznym, pozdrawiam
                  maligne
                  • domali Re: 29.07.04, 11:00
                    maligne napisała:

                    > bo nasza szkola jest nastawiana na przecietnosc. nie pomaga ani slabym ani
                    > bardziej zdolnym.

                    Oj, z tym się niestety muszę zgodzić.
            • chalsia Re: 28.07.04, 11:00
              I co mi zrobią - ukarzą grzywną????? Proszę bardzo.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
              • domali Re: 28.07.04, 11:02
                Może być grzywna, kurator itd.
Pełna wersja