cholernie się z czymś zmagam :(

28.07.04, 17:37
nie mogę się pozbierać... coś do mnie zaczyna docierać...

jestem nieodpowiedzialną kobietą... spieprzyłam życie sobie, dzieciom, i
drugiemu meżowi...
dwa nieudane małżeństwa, z tego trójka dzieci bez ojców, ja samotna i
rozgoryczona, pokaleczona...

słyszałam ostatnio opinię, że ten, kto rozbija rodzinę powinien być z niej
eliminowany, nie ma prawa do niczego, do dzieci tym bardziej, należy go
zniszczyc.... (to ja rozbiłam naszą rodzinę, a przede wszystkim założyłam ją
lekkomyślnie i nieodpowiedzialnie, nigdy nie powinnam była wychodzić za niego
za mąż)
nie ma prawa do niczego dla siebie...
jedyne, co moze zrobic, żeby zmazać swoją hańbę to poświęcić się dla dzieci,
jeśli juz je ma...

cieżko żyć ze świadomoscią, że się popelniło tyle błędów... że się jest
nieodpowiedzialnym... że nie mogę oczekiwać niczego dla siebie...

płaczę... ile razy sobie to przypomnę... płaczę z żalu...
potrzebuję Miłości, opieki, troski... nie mam już siły być ciagle matką
bohaterką (choć do bohaterstwa mi daleko)... potrzebuję oprzeć się na kimś...

idiotka- marudzę teraz, a mam to wszystko z własnej winy
sad((((((((((
    • virtual_moth Re: cholernie się z czymś zmagam :( 28.07.04, 17:55
      Czarownico, ja Ci dobrze radzę, nie zaglądaj już na Wiadomo Jakie Forum, bo to
      prosta droga do męczennictwawink

      Co ja Ci mam powiedzieć? Dzisiaj miałam dokładnie takie same myśli. Jednak
      tylko przez chwilę - wiem, ze na wiele rzeczy w naszym życiu mamy ograniczony
      wpływ. Często jedynym naszym błędem jest zaufanie innym ludziom i powierzenie
      im części naszego życia. Tyle że czymże byłoby nasze życie bez ludzi i bez
      zaufania? To jest ryzyko, które podejmujemy. Jednym się udaje, innym niesad

      Też mam mysli, że już nie powinnam niczego od życia oczekiwać, tylko nieść swój
      krzyż i żyć przede wszystkim dla mojej córeczki... A z drugiej strony też czuję
      się jak dziecko, które zostało samo na tym podłym świecie i ze wszystkim musi
      sobie radzić nie licząc na innych ludzi. Też potrzebuję miłości i pogłaskania
      po głowie - a dostaję tylko rady "bądź dorosła", "ponieś konsekwencje" itd. Jak
      na razie stosuję się do tego, lecz moje życie wygląda po prostu żałośnie:
      dziecko, praca (w domu), dziecko, dziecko, dziecko, samotne wieczory... Gdyby
      nie internet, to nie wiem co by ze mną było.

      Ech, to chyab ta cholerna pogoda tak nas nastraja.

      Trzymaj się
      • alka44 Re: cholernie się z czymś zmagam :( 28.07.04, 20:10
        Nie słuchaj Marka. I nie czytaj tego destrukcyjnego forum. Każda z nas się tak
        czasem czuje. Ja jestem zupełnie sama z 3 dzieci. Rodzice nie żyją. Mam
        wrazenie, że z kazdej strony jest mur. 31 grudnia straciłam pracę. Do dzisiaj
        się nie potrafię po tym pozbierać psychicznie. Niby mam zasiłek
        rehabilitacyjny, ale rano ludzie do pracy, a ja do kompa. Dzieci duże. Czasem
        mam ochote odkrecić gaz, tylko odkładam to na jutro.
        • virtual_moth Re: cholernie się z czymś zmagam :( 28.07.04, 20:39
          Alka, proszę, nie pisz tak, bo mnie załamujeszsad To ma być forum tworzące
          grupę wsparcia, a nie grupę dołujących się nawzajem babek po przejściach.

          Jeśli naprawdę czujesz się tak, jak to opisałaś w tym krótkim poście, to mnie
          to wygląda na depresję. Może się myle - to tylko kilka krótkich zdań, ale jak
          dla mnie są one jednoznaczne! Też miałam depresję i wiem jak człowiek wtedy
          myśli. Teraz już nie mam, moja sytuacja w ogóle się nie zmieniła, a jednak
          jeśli sobie powiem: działaj, to działam i to przynosi efekty (mówię teraz o
          pracy). Człowiek w depresji powie, że nie może znależć pracy bo coś tam,
          człowiek zdrowy po prostu rano wstaje i jej szuka. To nie jest jednak wina
          chorego - na tym ta paskudna choroba polegasad
          Mnie pomogły bardzo posty tutejszych rezydentek(wink, ale wtedy akurat byłam już
          po depresji i szukałam swojej drogi. Człowiekowi w depresji posty na forum
          wiele nie pomogą.
          Jeśli chcesz, napisz do mniesmile

          Pozdrawiam
      • ann_mart Re: cholernie się z czymś zmagam :( 29.07.04, 08:10
        virtual_moth napisała:

        > Czarownico, ja Ci dobrze radzę, nie zaglądaj już na Wiadomo Jakie Forum, bo
        to
        > prosta droga do męczennictwawink
        Niestety Marek na tym forum tez się pojawił i tekst o eliminowaniu z rodziny
        też. To jeszcze nie wiesz, że "taka jest prawda, że to kobiety znajduja sobie
        kochanków a ojcowie to tylko dostarczyciele kasy"? On to TUTAJ napisał.

        Pozdrawiam
        Anka
    • eina Re: cholernie się z czymś zmagam :( 29.07.04, 00:12
      nie można pozwolić sobie na takie złe myśli - każdy popełnia wiele błędów,
      niektóre wielkie, inne mniej ważne - ale nie załamuj się i nie bierz winy na
      siebie wyłącznie - bycie razem, małżeństwo, związek, zawsze są to dwie dorosłe
      osoby - każdy ma swoją wersję, żale i cierpienie - ale to są dwie osoby i nigdy
      nie jest winna tylko jedna strona, a druga nie jest Świętą Hinduską Krową! bądź
      dla siebie teraz, bądź dla dzieci, potrzebujecie siebie... żadne nie ma ojca?
      to biologicznie nie jest możliwe - każde ma ojca, tylko różnie się układają
      kontakty z nim - czasem matka, jeśli je "utrudnia", jest współodpowiedzialna za
      jego nieobecność, ale takie "ograniczanie" chyba rzadko jest całkowicie
      bezpodstawne... żyj może spokojnie, małymi krokami, nie bierz na swoje barki
      ciężary i odpowiedzialności za każdy dzień swojego małżeństwa - myśl powoli i
      spokojnie, czego potrzebujecie (Ty i Dzieci), co możecie zmienić,
      ile "poświęcić", jakimi kosztami... powoli, spokojnie smile będzie dobrze - masz
      już takie bogate doświadczenie, zaufaj sobie i swojej mądrości
      • czarownica37 Re: cholernie się z czymś zmagam :( 29.07.04, 01:39
        dziekuję dziewczyny za ciepłe słowa
        • griffon Re: cholernie się z czymś zmagam :( 29.07.04, 13:40
          Miłe drogie Panie po pierwsze nie potepiam czarownicy i ona o tym wie wręcz
          przeciwnie szanuje ja za to ze potrafiła sie przyznać do błedu. Jakby wiekszosc
          kobiet miała odwage otwarcie przyznać sie do błędu to nie było by takich
          sytuacji jak opisywane na "wiadomym forum". My faceci nie jestesmy swieci tez
          popełniamy wiele świństw. Ja na przykład uważam ze zasłuzyłem sobie na takie
          potraktowanie przez żonę ale co jej zawiniły dzieci dlaczego ich krzywdzi tego
          nie potrafie zrozumiec. Moje poglady sa bardzo zasadnicze jedni sie z nimi
          zgadzaja inni nie cały czas jednak podkreslam ze jest to moje zdanie a kazdy z
          nas ma inną sytuacje życiowom.Pozdrawiam Marek
    • burza4 Re: cholernie się z czymś zmagam :( 29.07.04, 15:10
      Powiem szczerze, że nic mnie chyba bardziej nie poraża niż tego typu
      argumentacja porzuconego faceta. Zero zastanawiania się nad sobą, nad
      przyczynami rozpadu związku, wycieranie sobie geby dobrem dzieci i rodziną... A
      gdzie ci panowie byli, kiedy rodzina ich potrzebowała? jaki był ich wkład w to,
      żeby była szczęśliwa? chyba nikły, skoro kobieta zdecydowała się odejść? tak po
      prostu? bez powodu? znudziło jej się? sorry... nie kupuję tego.

      I kolejny powalający aspekt - zacisnąć zęby i trwać w nieudanym związku aż
      dzieci dorosną. Pomińmy kwestię atmosfery i buchającego ciepła rodzinnego.
      Zadziwiające jest to, że taki pan ten kompromis i wyrzeczenie się własnego
      szczęścia widzą dość jednokierunkowo - ona ma zostać, poświęcić się i trwać.
      Obsługiwać faceta, który stał się obcy to pikuś. Ale sypiać z nim? dla dobra
      dzieci? zacisnąć zęby i udawać orgazm (żeby mu nie było przykro)? ona ma być
      miła, witać go z uśmiechem na twarzy i pieśnią na ustach? schować gdzies urazy
      i pretensje, które do kryzysu doprowadziły...

      chyba żaden z takowych panów jakoś nie zakłada, że to ON miałby się też
      poświęcić, na zasadzie: trudno, skoro stali się obcymi ludźmi, to on zrezygnuje
      z seksu na 2,3 6 czy 15 lat - dla dobra dzieci, byle miały oboje rodziców w
      domu? naturalnie mowy być nie może o skokach w bok, w końcu trzeba dzieciom dać
      przykład? jakie będa miały wzroce jeśli zaobserwują że tatuś może sobie ulżyć
      na boku?

      Nawiasem mówiąc, poziom uwrednienia niektórych z tych panów skłania mnie do
      refleksji - nie dlaczego one odeszły, tylko jakim cudem z kimś o takim
      charakterze w ogóle się związały? bo sorry - nie wierzę, że ktoś z gruntu
      porządny i dobry staje się tak bezwzględnym draniem bo ktoś go skrzywdził. O
      nie - aż tak charakter się nie zmienia, taki ktoś musiał być wredny już
      wcześniej. I jeszcze taki wtrąca, że nadal coś do żony czuje i tęskni - a za
      chwilę rzuca ta szmata, suka, zniszczę ją (dla dobra dzieci rzecz jasna)itd...

      cóż - bez żenady twierdzę, ze rozwód był jedną z niewielu decyzji w moim życiu,
      do słuszności której nigdy nie maiłąm wątpliwości
      • virtual_moth Re: cholernie się z czymś zmagam :( 29.07.04, 15:26
        burza4 napisała:

        > Nawiasem mówiąc, poziom uwrednienia niektórych z tych panów skłania mnie do
        > refleksji - nie dlaczego one odeszły, tylko jakim cudem z kimś o takim
        > charakterze w ogóle się związały?

        Burza, to jest pytanie-klucz. Pewnie wszystki babki z tego forum powiedzą, że
        nie dostrzegały prawdziwego charakteru męża z głupotyuncertain No i niestety ta
        głupota, te popełnione przez nas błędy dołują nas chyba najbardziej. Od tego
        wszystko się zaczęło - od naszej ślepoty i głupoty. I my chyba powinnyśmy
        ponosić największą odpwiedzialność za wyrastanie naszych dzieci w niepełnych
        rodzinachuncertain
        Mnie to osobiście cholernie boli.

        A potem człowiek wchodzi na Wiadomo Jakie Forum i słyszy: ty nieodpowiedzialna
        gówniaro, trzeba było myśleć głową a nie ci...ą, to twoje dziecko nie byłoby
        teraz półsierotąuncertain//
        • maligne Re: cholernie się z czymś zmagam :( 29.07.04, 15:33

          > Burza, to jest pytanie-klucz. Pewnie wszystki babki z tego forum powiedzą, że
          > nie dostrzegały prawdziwego charakteru męża z głupotyuncertain

          z glupoty, ze slepego zakochania

          No i niestety ta
          > głupota, te popełnione przez nas błędy dołują nas chyba najbardziej. Od tego
          > wszystko się zaczęło - od naszej ślepoty i głupoty. I my chyba powinnyśmy
          > ponosić największą odpwiedzialność za wyrastanie naszych dzieci w niepełnych
          > rodzinachuncertain
          > Mnie to osobiście cholernie boli.

          mnie tez, ale bo najbardziej zaluje ze MOJE dziecko (bede to podkreslac) ma
          tak glupiego ojca. i na pewno to jest moja wina. tylko jak to kiedys
          wytlumaczyc dziecku?
          pozdrawiam
          maligne
          > A potem człowiek wchodzi na Wiadomo Jakie Forum i słyszy: ty
          nieodpowiedzialna
          > gówniaro, trzeba było myśleć głową a nie ci...ą, to twoje dziecko nie byłoby
          > teraz półsierotąuncertain//
      • griffon Re: burza4 nie czytasz dokładnie 29.07.04, 15:33
        Nie czytasz dokładnie moich postow przecież napisałem jasno i wyraźnie ze ja
        sobie zasłuzyłem na to azeby zona odemnie odeszła
        • burza4 Re: burza4 nie czytasz dokładnie 29.07.04, 18:22
          Jeśli mam być szczera, to twoich postów nie czytałam w ogóle... ale z takimi
          postami się po prostu zetknęłam tu i ówdzie, i to autorstwa różnych panów, nie
          bierz tego od razu do siebie... nawiązałam tylko do takiego myślenia (ciekawe,
          że głownie przez facetów prezentowanego), że trzeba się poświęcić i zrezygnowac
          z siebie w imię tzw. dobra dziecka, które zasługuje na pełną rodzinę. Według
          mnie dziecko zasługuje przede wszystkim na SZCZĘŚLIWĄ RODZINĘ...

          P.S. znane mi z otoczenia przypadki odczekania z rozwodem, aż dzieci dorosną
          nikomu nie wyszły na zdrowie - ani dzieciom, ani partnerom... nie znaczy to że
          naturalnie popieram niefrasobliwe machnięcie ręka na małżeństwo, ale też sądzę,
          że nie ma dymu bez ognia. Zabrzmi to szowinistycznie, ale kobietom ciężej jest
          zdecydować się na odejście (z różnych względów, społecznych i finansowych) i
          według mnie z większą rozwagą do tego podchodzą. Jeśli już decydują się odejść,
          to raczej jest to akt desperacji niż błaha zachcianka; coś się jednak dzieje
          złego w związku co je do tego popycha. Nimfomanki w rozwazaniach pomijam, piszę
          o normalnych kobietach...
          • griffon Re: burza4 nie czytasz dokładnie 29.07.04, 20:49
            I tu się z Tobą zgodzę ze kobietom jest cieżej odejśc. Ja nie mam urazu do
            kobiet poniewaz to cos co urodziło mi dzieci nie jest kobietą, nawet nie jest
            człowiekiem Ludzie maja sumienie a to cos go nie ma.
            • maligne Re: burza4 nie czytasz dokładnie 30.07.04, 18:42
              griffon napisał:

              > I tu się z Tobą zgodzę ze kobietom jest cieżej odejśc. Ja nie mam urazu do
              > kobiet poniewaz to cos co urodziło mi dzieci nie jest kobietą, nawet nie jest
              > człowiekiem Ludzie maja sumienie a to cos go nie ma.

              Z taka nienawiścia do matki swoich dzieci na pewnio nie stworzysz im
              szczesliwego domu
              • griffon Re: burza4 nie czytasz dokładnie 30.07.04, 18:55
                Z taka nienawiścia do matki swoich dzieci na pewnio nie stworzysz im
                > szczesliwego domu
                Wiem o tym i staram się z tym walczyc cały czas pracuje nad soba. To jest mój
                największy problem dlatego tez staram sie w obecności moich dzieci nawet nie
                rozmawiac na temat ex.
                • chalsia Re: burza4 nie czytasz dokładnie 31.07.04, 16:04
                  Griffon, a czy Ty w ogóle z dziećmi rozmawiasz o przeszłości i o ich matce????

                  Pozdrawiam,
                  Chalsia
    • maligne Re: cholernie się z czymś zmagam :( 29.07.04, 15:38
      Wydaje mi sie czarownico, ze najbardziej to chyba meczy Cie brak pracy, a moze
      sie myle? Bo jak sie ma za duzo wolnego czasu to za duzo sie mysli.

      a nie zapomnij ze na pewno to nie jest tylko Twoja wina ze jest jak jest.
      Zawsze sa dwie strony, i poza tym zawsze ma sie prawo do pomylki w zyciu,
      trzeba sobie umiec wybaczyc.

      Lepiej zeby dzieci mialy szczesliwa mamusie, bo chyba nic tak nie boli dzieci
      jak cierpienie matki. Ale rzeczywiscie jesli u Ciebie to powazna depresja to
      trzeba cos z tym zrobic.
      na pewno dasz rade.
      po burzy, zawsze jest sloncesmile)
      pozdrawiam serdecznie
Pełna wersja