cynamoon6
06.08.04, 09:40
Przez caly okres trwania zwiazku, eks mieszkal z rodzicami, bardzo dobrze
syutowanymi.
Caly czas tez obiecywal mi, ze lada moments sie do mnie wprowadzi, jak tylko
zarobi. Ale nie zarabial. Owszem, czesto realizowal jakies projekty,
szkolenia, ale o pieniadzach nie rozmawial, bo to nie w jego stylu. On
pracuje dla satysfakcji a nie dla pieniedzy.
Podczas tego, ja coraz bardziej zadluzalam mieszkanie, mialam nieskonczone
studia, bo caly dzien zajmowalm sie dzieckiem. A eks studiowal 3 kierunki i
zglebial w wolnym czasie, ktorego mial mnostwo, rozmaite teorie wywierania
wplywu na ludzi.
Moi rodzice, bardzo malo zarabiajacy pomagali mi jak mogli, ale niemozliwe
bylo, zeby placili moj czynsz.
Kazda rozmowa z eksem na temat pieniedzy konczyla sie histeryczna awantura,
ze on swoich rodzicow nie poprosi, bo oni nie maja zadnego obowiazku.
Dobrze, wiec niech sie od nich wyprowadzi w takim razie.
Nie, bo on musi miec internet i mozliwosc rozmaiwnai bez ograniczen prze
telefon, a u nich ma za darmo.
Podobnie jak ma tam ekskluzywne jedzenie, drogie ubrania i wogole wysoki
standart zycia.
Rodzice sa beznadziejni a on mnie kocha nad zycie, ale rozumiesz, kochanie,
jak tylko bede mogl- a to juz nie dlugo- zarobie fortune i wprowadzis ei do
ciebie. A wiesz, jak zrealizuje to nowe szkolenie, to wymeinimy okna i kupimy
samochod.
Widzialam, ze to wszytsko jest chore i pozwalalam sie oklamywac samej siebie
jak eks mi wmailam ze wszytsko jest ok i bedzie okejest.
W koncu faktycznie nagral szkolneie, na ktorym mial zarobic rownowartsoc
mojego rocznego czynszu. Kilak godzin przed odwieziono go do szpitala, gdzie
spedzil tydzien zwijajac sie z bolu i nikt nie wie co mu bylo, poniewaz
lekarze nic nie zdiagnozowali.
Znajoma psycholog stwierdzila, ze nic. po prostu nie chcial zarobic bo
muslaby dotrzymac slowa i stac sie odpowiedzialny, zajmowac sie zdieckiem
itp...
Malo tego, zarobil jego friend, ktory chcial mu oddac polowe tej kasy. Eks
nie wzial! Co z tego, ze jego zoan i dziecko nie maja za co zyc i z czego
placic swiadczen.
On NIE MOZE wziac kasy, bo to nie on szkolil. To niehonorowo.
Ze 3 miesiecy pozniej wypalil projekt, ktory eks przygotowywal od roku, robil
PR politykowi przed wyborami do paralmentu.
I wtedy stwierdzil, ze nie widzi swojej przyszlosci ze mna.
Z radoscia z nim skonczylam.
Chcialm jzu o wiele wczesniej, ale on mowil: Co z tego, ze mowisz ze koniec.
Skonczymy jak ja sie na to zgodze.
Zylam w koszmarze.
Az do momentu, gdy naprawde sie rozstalismy.
Aha, eks nie zarobil na polityku, chociaz ten sie dostal do Brukseli, tylko
jakies grosze, bo nie rozmawial o pieniadzch

))
I teraz meritum:
W przyszlym tygodniu skladam pozew. Bez orzekania o winie. Wiem, ze wina jest
ewidentnie po jego stronie, ale trudno. jak z nim bede walczyc to moja corka
na tym ucierpi.
Tylko, ze chce go podac jednoczesnie o alimenty i nie wiem, ile zazadac.
On oficjalnie pracuje w szkole na 1/2 etatu, bodajze za 400 czy 500zl.
Firma szkoleniowa jest na jego kolege zarejsetrowana, wiec tam nie zarabia.
Czasem robi tez sadowe mediacje

Mieszka caly czas z bogatymi rodzicami i wszytscy razem oplywaja w luksusy.
Eks zapowiedzial, ze jak go podam o alimenty to mnie zniszczy, ale musze to
zrobic.
Sorry za chaos, ale juz sie troche boje, bo on obiecal, ze spiszemy umowe
cywilno prawna w ktorej on zobowiazuje sie do placenia mi jakisc pieniedzy,
jak je bedzie mial, nie co miesiac(!), kiedy indziej mowi, zebym nie
oczekiwala ze da mi chodz zlotowke i ze jak zazdam alimentow to mnie zniszczy.
Oczywiscie nie wierze w jego slowa, ze mi bedzie dawal, chce go podac.
Tylko jakiej sumy zarzadac?
P.S. Penwie starszny mi belkot wyszedl,ale jakos okropnie sie zestresowalam.