rozwód- jak to właściwie jest?

07.08.04, 19:57
rozwodzę się drugi raz, ale tamten był z facetem z klasą, wszystko wczesniej
uzgodniliśmy...
a teraz jest z burakiem, który może z czymś wyskoczyć...
jak to jest? jeśli oboje prosimy o rozwód bez orzekania o winie, to co
właściwie sąd interesuje? że ustała wspólnota małżeńska, tak? no to jasne...
a co z przyczynami? jak zaczniemy na siebie wywalać żale, to już nie bardzo
będzie, że bez winy?
o co własciwie chodzi?
ja chce jednego- przejść to najmniej boleśnie jak można, chcę to zakończyć i
zaczać zyć jak człowiek... znaczy w spokoju...
    • pelaga Re: rozwód- jak to właściwie jest? 08.08.04, 21:12
      Najbezpieczniej jest powolac sie na niezgodnosc charakterow i nie wyciagac
      publicznie brudow, ale skoro mu nie ufasz... to nie wiem, jak bedzie.
      Musisz przygotowac jakies lekkie sytuacje, w ktorych sie nie zgadzaliscie,
      jesli mozesz z nim sie porozumiec, to ustalcie te sytuacje wspolnie, te o
      ktorych opowieesz Ty i te, o ktorych opowie on.
      Jakies powody trzeba podac i cos trzeba przytoczyc, nie wystrczy powiedziec, ze
      oboje chcemy rozwodu.
      Powodzenia smile
    • maligne Re: rozwód- jak to właściwie jest? 18.08.04, 00:09
      wydaje mi sie (ale daleko mi do bycia ekspertem) ze jezeli jest zgodnosc obu
      stron I nie ma maloletnich dzieci, na ktorych rozwod sie moze odbic to
      rzeczywiscie wystarczy sie powolac na niezgodnosc charakterow, tylko jakos tam
      uzasadnic i powinno pojsc dobrze.
      pozdrawiam
      maligne
      • chalsia Re: rozwód- jak to właściwie jest? 18.08.04, 00:18
        Tak właśnie jest, jeśli nie ma dzieci.

        Pzdr,
        Chalsia
    • haribo Re: rozwód- jak to właściwie jest? 18.08.04, 08:26
      Jeśli obydwoje zgadzanie sie na rozwód, podziału majątku nie chcecie robić
      sądownie to być może będą tylko dwie sprawy. Pierwsza w standardzie
      pojednawcza, a na drugiej zadadzą Wam po kilka pytań (małe przesłuchanie, ze
      wszystkimi szczegółami), potem poproszą abyście wyszli na korytarz i czekali na
      orzeczenie wyroku. W końcu po jakimś czasie sobie o Was przypomną, ponownie
      zaproszą na salę rozpraw i wóczas ogloszą wyrok.
      Współczuję Ci bardzo. Ja raz to przechodziłam i drugi raz nie wiem czy bym dała
      radę, zwłaszcza jeśli bym znów trafiła na takiegoi faceta jak mój eks.
      Głowa do góry, musisz być dzielna i DUMNA!!!!!!
      Pozdrawiam.
Pełna wersja