elaw2
18.08.04, 16:13
Jak pisałam, dziś miała sie odbyć trzecia sprawa rozwodowa, z orzekaniem o
winie. I odbyła się. Uprzedam jednak, że to co tu napiszę będzie smutne i
przygnębiające. Modliłam się, żeby mój mąż alkoholik nie zdążył wytrzeźwieć
ale zdążył. Na wstępie pan sędzia zakomunikował, że on najchętniej widzałby
sprawę zamkniętą, bez orzekania o winie. Stanowczo zakomunikowałam, że nie
zgadzam się na takie rozwiązanie i to bardzo się wymiarowi sprawiedliwości
nie spodobało! Zostałam pouczona a właściwie niemalże zastraszona, że jeśli
znajdzie się choćby 1% mojej winy w rozpadzie małżeństwa, wówczas i tak
zostanie wydany wyrok bez orzekania o winie. A ten jeden procent, Boże, każdy
może go znaleźć! Następnie zeznawał mój brat, bo drugi niestety odmówił
składania zeznań. Pan sędzia przesłuchując świadka robił wszystko, żeby
wyszło, że to co nas z mężem dzieli jest li tylko niewinną różnicą
charakterów. Kiedy brat opowiadał o awanturze, w której mój mąż będąc pijany
wrzeszczał i rzucał półkami, sądu interesowało tylko czy ja też byłam wtedy
pijana! Nie muszę chyba pisać, że alkoholu nie piję! A kiedy brat przedstawił
sytuację, kiedy mój ukochany chciał mnie uderzyć a bracia wywalili go z
mieszkania, usłyszałam, że przecież nie zostałam uderzona!!! No tak, powinnam
dać się pobić do nieprzytomności, koniecznie z pobytem powyżej 7 dni w
szpitalu, bo wtedy można robić sprawę karną. I to nie był wcale koniec
rewelacji. Muszę udowodnić, że mąż jest alkoholikiem a moje zaświadczenia o
uczestnictwie w terapii Al-on i zaświadczenia z Ośrodka Interwencji
Kryzysowej są mało znaczące. Ponadto moja tam obecność mogła świadczyć, że
byłam współwinna! piciu męża! Mąż oczywiście udowadniał, że mam paranoję a on
bardzo mnie kocha a rozwodu nie da ze względów religijnych! Wyrąbał też do
Sądu elaborat o kilkunastu stronach, po lekturze którego chciało mi się
zwymiotować! Dowiadziałam się przy okazji ile zarobił w poszczególnych
miesiącach tego roku. Rozpiętość od 1300 do 1900 zł a alimentów mam od maja
zasądzone 200 zł! i nie mogę się ich doprosić. O komorniku już pisałam więc
sobie daruję. Najgorsze jednak miało nadejść. Na wiadomość, że kochany tatuś
nie widzi córeczki, pan sędzia powiedział, że jeśli będę się tak zachowywać
to mogę stracić dziecko i władza rodzicielska zostanie przyznana ojcu. A że
pije, nie płaci i wszczyna awantury.... Nieważne. Tatuś oczywiście poradził
się sędziego do kogo ma napisać i straszy mnie policją. Następną sprawę mam w
listopadzie i myślę poważnie o dobrej prawniczce, bo widzę, że sama nie dam
sobie rady. Napiszcie proszę o kimś dobrym w takich sprawach, mieszkam we
Wrocławiu i ewentualnie z jakimi kwotami się liczyć. A może zmienić sędziego!
Sama już nie wiem co myśleć o tym wszystkim. I kto powiedział, że sądy mamy
prokobiece? Jedno jest pewne, córeczki tacie nie dam. Gdyby choć wyraził chęć
leczenia się, ale on uważa, że jego to nie dotyczy. Przed chwilą wyłączyłam
komórkę, bo wciąż dzwoni a nie wie że jestem już w pracy na zleconych.
Doradźcie proszę!