ograniczenie praw ojca do dziecka

25.08.04, 11:16
Jestem mamą 3,5 letniej Klaudii, pół roku temu rozeszłam się z ojcem dziecka
( okazał sie damskim bokserem, psem na kobiety, pijakiem i wogóle totalne
dno) próbowałam oczywiście zyć z nim przez te 3 lata ale w końcu musiałam
spojrzeć prawdzie w oczy i odejść, na początku było mi bardzo ciężko, ale
miałam duze oparcie w rodzinie i przyjaciołach i o dziwo w szkole bo jeszcze
studiuję poznałam super chłopaka, pokochałam go a on mnie, ja wiem że to
bardzo krótki czas od chwili kiedy zamknełam tamten rozdział i zaczełam nowy
ale teraz jestem bardzo ale to bardzo szczęśliwa, kocham i jestem kochana a
moja córka ma ciepły i stabilny dom, ale nie o tym chciałam pisać..

jeżeli chodzi o ojca Klaudii mojej córki wyjechał on do Brukseli, na
szczęście dla mnie i dla niego, na początku kontaktował się bardzo czesto,
prosił mnie żebym wróciła, ale ja kategorycznie odmawiałam, w końcu chyba
zrozumiał że naprawdę jest między nami koniec i przestał dzwonić, zresztą jak
dzwoni to ja odkładam słuchawkę bo nie chcę z nim rozmawiać, z Klaudią
kontaktuje się bardzo rzadko raz na trzy , cztery tygodnie ,dzwoni i mówi jej
jak bardzo ją kocha, ale to oczywista nieprawda, nie widział córki od 9
miesięcy, i za każdym razem od tego czasu gdy był w Polsce nigdy do niej
nawet nie przyszedł, alimenty ma zasądzone i płaci je regularnie.

ostatnio postanowiłam zacząc mu ograniczać całkowicie kontakt z dzieckiem,
obserwując że Klaudia po rozmowach z nim jest niegrzeczna i niemiła dla mnie,
jestem swiadkiem jak opowiadał jej że przez mamę nie jesteśmy już razem, boję
się o moją córkę, boję się że on nienawidząc nmnie może chcieć zrobić krzywdę
jej. Chciałabym ograniczyc mu prawa rodzicielskie, czy któraś z was
przeprowadziła taką sprawę, chciałabym wiedzieć jak się do tego zabrać, i
wogóle będę zadowolona z każdych informacji na ten temat, sprawa jest dla
mnie bardzo ważna,

nadmienię że bardzo kocham córkę i na niej najbardzej mi zależy

Marta
    • tata_malolata Re: ograniczenie praw ojca do dziecka 25.08.04, 15:34
      Przykro czytać kolejny raz to samo pytanie. Przykro - bo pozbawianie dziecka
      ojca i ojca dziecka jakoś dziwnie łatwo przychodzi zbyt wielu troskliwym
      mamusiom, które jak na ironię piszą np.: "...nadmienię że bardzo kocham córkę i
      na niej najbardzej mi zależy".

      (Małe wtrącenie: wybacz - będę teraz wredny bo sprowokował mnie Twój post)

      Przykre też jest czytać gdy ktoś pisze o kimś drugim: "..wogóle totalne dno".
      Przecież kilka lat temu był to najbliższy Tobie człowiek, szczęście, ktoś kogo
      kochaaś i kto sprawiał, że byłaś kochana. Określenie kogoś "dnem" w
      nienajlepszym świetle stawia kogoś kto to "dno" wybrał sobie na partnera
      życiowego.

      O swoim nowym kochanku też powiesz "totalne dno" za trzy lata? Napiszę tu - z
      pełną premedytacją - znów prowokacyjnie i złośliwie: skąd wiesz czy ten nowy
      ideał da się "wrobić" w rozwódkę z dzieckiem? Może on chce poprostu sobie
      pofiglować? A nawet jeśli mu się co tam wydaje to na pewno jego "starzy" będą
      zachwyceni z planów życiowych syna. Czyż nie ?


      martina100 napisała:
      > ...wyjechał on do Brukseli ... na początku kontaktował się bardzo czesto,
      > prosił mnie żebym wróciła, ale JA (!!!) kategorycznie odmawiałam, w końcu
      chyba
      > zrozumiał że naprawdę jest między nami koniec i przestał dzwonić, zresztą jak
      > dzwoni to ja odkładam słuchawkę bo nie chcę z nim rozmawiać...
      -----------------
      Rozumiem, że można nie chcieć być z kimś kto zdradza, pije, bije (załóżmy, że
      to prawda). Co szkodzi Ci jednak rozmowa telefoniczna? Przecież odkładając
      słuchawkę to właśnie Ty uniemożliwiasz ułożenie świata dziecku - choćby nawet
      rodzice niestety nie byli razem.


      martina100 napisała:
      > z Klaudią kontaktuje się bardzo rzadko raz na trzy , cztery tygodnie ,
      > dzwoni i mówi jej jak bardzo ją kocha, ale to oczywista nieprawda,
      > nie widział córki od 9 miesięcy, i za każdym razem od tego czasu gdy był
      > w Polsce nigdy do niej
      > nawet nie przyszedł, alimenty ma zasądzone i płaci je regularnie.
      ---------------
      A może jednak ją kocha? A może nieprawdą jest "oczywista nieprawda"?
      Czy aby na pewno miał możliwość zobaczyć córkę, czy przypadkiem nie
      było "obiektywnych" przyczyn postawionych przez Ciebie? Tymbardziej, że sama
      piszesz:

      > ...postanowiłam zacząc mu ograniczać całkowicie kontakt z dzieckiem...
      --------------
      Taaak. JA POSTANOWIŁAM.
      Za dużo tu wszędzie "JA".


      Mimo wszystko - teraz już bez złośliwości - powodzenia.



      P.S. W kwestii zaś odpowiedzi na Twoje pytanie.
      Poczytaj stare wątki - znajdziesz odpowiedzi na swoje pytanie.
      Sporo matek chce WYMAZAĆ ojców z życia swoich dzieci.
      Wiedz tylko, że to nie takie proste - na szczęście dla dzieci i ojców.

      • iziula1 Re: Tata_malolata 25.08.04, 19:20
        Faktycznie byłeś wrednysmile
        Powiem krótko:jak istnieją "troskliwe mamusie" tak i są "troskliwi tatusiowie".
        Faktem jest,że czasem ograniczenie władzy rodzicielskiej to zemsta na byłym
        partnerze.Znam taka jedną sytucje.
        A czasem to szeroko pojete dobro dziecka które bywa rozciągane do granic
        absurdu.Trudno być obiektywnym.
        Staram sie nikogo nie oceniac w tym temacie.Sama podjełam decyzje,że nie wniose
        sprawy o ograniczenie praw czy władzy rodzicielskiej,mimo że mogłam.Może
        żle,może dobrze. Każdy taka decyzje musi podjąć w zgodzie z własnym sumieniem.
        Pozdrawiam.
        • smallm Re: Tata_malolata 25.08.04, 19:54
          Sama wychowuję córkę, ojciec jej zostawił mnie jak zaszłam w ciążę. Rozmawiałam
          z prawnikiem na temat ograniczenia mu praw rodzicielskich (uznał dziecko, więc
          ma nieograniczone), bo przez ponad 2 lata nie miałam z nim kontaktu, nawet nie
          znałam numeru telefonu, a jego mamuśka nie chciała mi podać. Jedyne co mi
          poradził, to czynną władzę rodzicielską przenieść na mnie, żebym mogła sama o
          niej decydować w poważnych sprawach. Nic więcej. Powiedział, że z jego
          doświadczenia zawodowego wynika, że ograniczanie władzy rodzicielskiej przez
          matki często się mści na nich samych, bo jak dziecko dorasta, to one wychodzą
          na te złe, które odebrały dziecku ojca - bez względu na stan faktyczny, bez
          względu na to, że ojciec tak naprawdę sam nie korzystał z tej władzy nawet jak
          ja jeszcze miał...

          Pozdrawiam,
          SmallM
          • tata_malolata Re: Tata_malolata 26.08.04, 09:09
            Iziula napisała:
            > Faktycznie byłeś wrednysmile
            ------------
            Cieszę się, że się w tym punkcie zgadzamysmile


            > Powiem krótko:jak istnieją "troskliwe mamusie" tak i są "troskliwi
            > tatusiowie".
            ------------
            Tu się też zgadzamy.

            I złoszczą mnie zarówno kobiety, prezentujące pogląd:
            "ojciec mojego dziecka (zauważyłyście ten zwrot - bardzo często występuje w
            postach, jakoś przez gardło nie mogą przejść słowa "mój mąż" ?!?) był dla mnie
            niedobry to dziecko też ma go nie kochać, ma o nim zapomnieć".
            jak i ojcowie:
            "znudziła mi się żona, znajdę sobie "nowszy model". A dziecko...??? No dobrze
            poślę kiedys pieniądze i może kiedyś wpadnę..."

            Jestem więc za tym by kodeks rodzinny uniemożliwiał utrudnianie kontaktów
            dziecka z ojcem (a nawet by takie utrudnianie było zagrożone sankcjami) jak i
            za tym by oporni tatusiowie byli obligowani do opieki, wychowywania dzieci
            (również z zagrożeniem, że w ypadku gdy się bedą nie wywiązywać mogą ponieść
            tego konsekwencje).

            Każda z tych postaw jest w moim odczuciu tak samo przejawem nieodpowiedzialnego
            rodzicielstwa. Niestety zmiany cywilizacyjne (?) i kulturowe (bo co to za
            cywilizacja i kultura ?) prowadzą dziś do przedkładania egoistycznych potrzeb
            nad dobrem rodziny jako całości. Opaczne rozumienie "wolności osobistej"
            prowadzi do odrzucenia odpowiedzialności za swe czyny. Decyzja o rozwodzie,
            swoboda obyczajowa i inne "numery" nie spotykają się ze zbyt poważną
            dezaprobatą społeczną. Zdrady, rozwody itp. spowszedniały. Wystarczy spojrzeć
            na statystyki rozwodów, spadek liczby urodzeń, liczbę dzieci wychowywanych w
            niepełnych rodzinach.


            > Faktem jest,że czasem ograniczenie władzy rodzicielskiej
            > to zemsta na byłym partnerze.Znam taka jedną sytucje.
            ---------------
            Znam takich sytuacji kilka. Sam doznałem. Przetrwałem ale było nieciekawie -
            choć były to tylko miesiące. U mojego kolegi trwa to już blisko 3 lata (w tym
            przerwa na 10 miesięcy...
            Tym paniom, które chcą ograniczać władzę rodzicielską, które chcą WYMAZAĆ
            dziecku ojca z pamięci polecam małe ćwiczenie - wyobraźcie sobie, że nie
            widzicie swych dzieci przez tydzień i nie wiecie gdzie są co robią...


            smallm napisała:
            > Rozmawiałam z prawnikiem na temat ograniczenia mu praw rodzicielskich ...
            > Powiedział, że z jego doświadczenia zawodowego wynika, że ograniczanie
            > władzy rodzicielskiej przez matki często się mści na nich samych,
            > bo jak dziecko dorasta, to one wychodzą na te złe, które odebrały
            > dziecku ojca - bez względu na stan faktyczny,
            --------------
            Jezu ! Gdzie znalazłaś tak "zdroworozsądkowego" adwokata?
            Nie widziałem jeszcze takiego prawnika. Ci z którymi miałem do czynienia
            (ten prowadzący "moją żonę" i trzech kolejnych, z którymi ja się konsultowałem)
            potwierdzili stereotyp: im większa draka tym więcej można zarobić.

            Co do samej porady - myslę, że mimo iż człowiek, który zostawia kobietę w ciąży
            i kilka lat nie przejawia chęci widzenia dziecka zasługuje RZECZYWIŚCIE na
            odebranie mu prawa o decydowaniu o wychowaniu dziecka to jednak MIMO WSZYSTKO
            dla dziecka, jego tożamości i poczucia własnej wartości ważnym jest by mieć i
            mamę i tatę. Jacy by oni nie byli to poprostu są....
            • new_live Re: Tata_malolata 26.08.04, 09:22
              Zadam pytanie co jest wazniejsze - prawo dziecka i jego ochrona, czy prawo
              ojca ?
              Czytajac niektore wypowiedzi mam wrazenie, ze uwazasz, ze nie wazne co robi
              ojciec - nie mozna oderbac mu praw..
              Nie wazne co robui ojciec - i czy dziala nakorzysc dziecka - nie mozna mu
              ograniczyc kontaktu.
              Co to z dziecmi z rodzin gdzie zabierane sa dzieci a prawa odbierana..
              Czy dzieko musi byc jawnie molestowane, musizdarzyc sie dramat typu dziecko
              ciezko pobite - bys stwierdzil, ze prawo dziecka do spokoju istnieje..
              Powiedz mi co daje dziecku ojciec ktory pojawia sie raz na kwartal???
              COprocz hustawi emocjonalnej ?
              Co daja dziecku spotakani z ojcem- ktorego sie boi??? I nie wciskaj mi ze boi
              sie przez matke??
              jak najwiecje czasu z ojcem.. A co z czasem zmatak, z rowniesnikami czy wogle
              samego dziecka z samymy soba????
              Czy za 50 lat nie przeczytamy publikacji - ze ograniczanie kontaktow dziecka z
              matak na rzecz ojca - sprawia, ze ludzi edorsli przezywaja takie a takie
              ramaty....
              Czyzby matak byla tylko i wylacznie od obowiazkow???
              Dalej co z rodzina jaka tworzy teraz temu malemu czlowiekowi wlasnie samam
              matak.. Decyzja o rozwodzie wlasnie takie konsekwencje niesie..
              Ta- dzieco ma dwa - domy - a Ty dorosly czlowiek ile domow masz...
              Który jest tym Domeme- z prawdziwegop zdazenia..maja dwa domy nie ma sie
              zandnego- a zeby dac dziecku skrzydla najpierw trzeba dac korzenie.. A zdano
              drzewo nie rosnie w dwu miejscach na raz.. Ni ma korzenie w dwu miejscach na
              raz...
              Pytam gdzie jest poszanowanie w Toich wypowiedziach rodziny ktora sie tworzy i
              jeje ochrona.

              Tak , bo to rodzina jak kazda potrzebuje ochorny....

            • kamila77 Re: Tata_malolata 26.08.04, 09:24
              "Jestem więc za tym by kodeks rodzinny uniemożliwiał utrudnianie kontaktów
              dziecka z ojcem (a nawet by takie utrudnianie było zagrożone sankcjami) jak i
              za tym by oporni tatusiowie byli obligowani do opieki, wychowywania dzieci
              (również z zagrożeniem, że w ypadku gdy się bedą nie wywiązywać mogą ponieść
              tego konsekwencje)."

              Fantastyczna perspektywa - ojciec spotykajacy sie z dzieckiem tylko po to, zeby
              uniknac kary. Ciekawe, po jakim czasie by sie wzajemnie znienawidzili?
            • martina100 Re: Tata_malolata 26.08.04, 09:35
              Dzięki za wszystkie wypowiedzi, sytaucia każdego jest inna, a moja jest taka że
              czuję ,że powinnam coś zrobić, byc może nie wiesz ale ojciec Klaudii ( nie był
              moim mężem)jest poprostu potworem, miałam sporo czasu by ochłonąc po tym co mi
              zrobił, nie chcę sięmścić chcę mieć spokój i byc bezpieczna, ja i moja córka,

              Mam nadzieję że on da nam spokój, że przestanie dzwonić i interesować się
              córką, ja wiem że to straszne przeżywam to tak samo jak ona i serce mi się kroi
              jak widzę że za nim tęskni, ale wiem że z nim nie ma połowicznych rozwiązań,
              albo będziemy razem i nadal będzie mnie traktował jak szmatę( bo tak to
              wyglądało w praktyce) albo on ma w nosie dziecko. MOJE PYTANIE : CZY MOŻNA NA
              SIŁĘ USZCZĘŚLIWIAĆ KOGOŚ DZIECKIEM I JEGO MIŁOŚCIA????

              wiem że będzie starał się robić Klaudii wodę z móżu jak robił mi przez wiele
              lat, i nie pozwolę mu na to,

              nawet gdybym nie była z nikim teraz związana i tak myślałabym podobnie, i
              bardzo wątpię czy Sąd któremu pokażę dwie obdukcje robione po kolejnych jego
              awanturach będzie uważał że ten człowiek nie zagraża mi i dziecku???
              • tata_malolata Re: Tata_malolata 26.08.04, 10:24
                martina100 napisała:
                > MOJE PYTANIE : CZY MOŻNA NA
                > SIŁĘ USZCZĘŚLIWIAĆ KOGOŚ DZIECKIEM I JEGO MIŁOŚCIA????
                ---------------

                Nie - ale można próbować poukładać te relacje tak by były po prostu w miarę
                normalne.

                Czasem rzeczywiście się nie da ale czas leczy rany i pozwala z dystansem
                spojrzeć na pewne sprawy, stwierdzić, że może nie są aż tak ważne i tak poważne
                by przysłaniać to co NAPRAWDĘ ISTOTNE. Gdy złe emocje opadną okazuje się, że
                można racjonalnie uzgodnić jakąś formę podziału obowiązków wychowawczych.
                Czego - Tobie, Twemu "potworowi" i co najważniejsze dziecku - życzę !
            • szymon00 Re: Tata_malolata 26.08.04, 10:23
              tata_malolata napisał:

              > smallm napisała:
              > > Rozmawiałam z prawnikiem na temat ograniczenia mu praw rodzicielskich ...
              > > Powiedział, że z jego doświadczenia zawodowego wynika, że ograniczanie
              > > władzy rodzicielskiej przez matki często się mści na nich samych,
              > > bo jak dziecko dorasta, to one wychodzą na te złe, które odebrały
              > > dziecku ojca - bez względu na stan faktyczny,
              > --------------
              > Jezu ! Gdzie znalazłaś tak "zdroworozsądkowego" adwokata?
              > Nie widziałem jeszcze takiego prawnika. Ci z którymi miałem do czynienia
              > (ten prowadzący "moją żonę" i trzech kolejnych, z którymi ja się
              konsultowałem)
              >
              > potwierdzili stereotyp: im większa draka tym więcej można zarobić.
              >
              > Co do samej porady - myslę, że mimo iż człowiek, który zostawia kobietę w
              ciąży
              >
              > i kilka lat nie przejawia chęci widzenia dziecka zasługuje RZECZYWIŚCIE na
              > odebranie mu prawa o decydowaniu o wychowaniu dziecka to jednak MIMO WSZYSTKO
              > dla dziecka, jego tożamości i poczucia własnej wartości ważnym jest by mieć i
              > mamę i tatę. Jacy by oni nie byli to poprostu są....

              >>>>>> o tym wcześniej pisałem ale na moją wypowiedź nie było zbytnio reakcji.
              No cóż, krótkowzroczność to chyba cecha wększości ludzi. Czasami się to zdarza.

              Tato_malolata: pozbawienie lub ograniczenie władzy rodzicielskiej to nie jest
              jeszcze aż takie tragiczne wydarzenie smile)) Rodzic pozbawiony władzy ma
              możliwość styczności z dzieckiem - więc najważniejszej rzeczy nikt nie mu
              odmawia, a co najlespze sąd o regulowanie stycznośći wyda takie postanowienie,
              decyzje, - nie mieszkając z dzieciem przez 24 h na dobę, to takie decyzje i tak
              bedą poza Twoimi plecami podejmowane o których się nie będzie wiedzeć; a jaki
              luksus z tego może wypłynąć, że jak dziecko wyrośnie na łobuza i zacznie
              szkodzić to taki rodzic jest zwolniony z wszelkiej odpowiedzialności prawnej za
              to dziecko.

              pozdrawiam

              pozdrawiam
              • tata_malolata Re: Tata_malolata 26.08.04, 10:45
                szymon00 napisał:
                > Tato_malolata: pozbawienie lub ograniczenie władzy rodzicielskiej to nie jest
                > jeszcze aż takie tragiczne wydarzenie smile))
                > Rodzic pozbawiony władzy ma
                > możliwość styczności z dzieckiem - więc najważniejszej rzeczy nikt nie mu
                > odmawia
                > decyzje - nie mieszkając z dzieciem przez 24 h na dobę, to takie decyzje
                > i tak bedą poza Twoimi plecami podejmowane o których się nie będzie wiedzeć
                --------------
                Nie wiem czy poważnie traktować tą wypowiedź czy też nie.
                Jeśli "z przymróżeniem oka" to OK. Rzeczywiście posiadanie bądź bycie
                pozbawionym praw rodzicielskich i tak wiele w praktyce nie zmienia. Często (tak
                jest i u mnie) ojciec nie ma realnego wpływu na niektóre decyzje dotyczące
                wychowania dziecka. Patrząc jednak z formalnego punktu widzenia - chodzi o
                zachowanie stanu równowagi i ograniczenie "samowoli".
                Co zaś do "styczności" jako "najważniejszej rzeczy" - niezgodzę się z takim
                potraktowaniem sprawy tak jak z tzw. "widzeniami" (Czy to więzienie! Czy ma by
                tak, że dziecko jest więźniem mamusi i ma tylko "widzenia" z tatusiem !!!).

                Najważniejsze nie są "widzenia" i "styczność" a bycie z dzieckiem na codzień,
                opieka i wychowanie dziecka. A na wychowanie składa się właśnie podejmowanie
                pewnych decyzji (wybór szkoły, zajęć), uczenie dziecka pewnych zachowań (czyli
                tzw. dobre wychowanie), kształtowanie kodeksu i hierarhii wartości, w miarę
                upływu lat uświadamianie, wprowadzanie w dorosłość, uczenie pewnych postaw itd.
                To bradzo trudno zrobić podczas "widzeń"...


                > a jaki luksus z tego może wypłynąć, że jak dziecko wyrośnie na łobuza i
                > zacznie szkodzić to taki rodzic jest zwolniony z wszelkiej
                > odpowiedzialności prawnej za to dziecko.
                ----------------
                To juz chyba jednak żart ?


                • kamila77 Re: Tata_malolata 26.08.04, 11:18
                  tata_malolata napisał:


                  > A na wychowanie składa się właśnie podejmowanie
                  > pewnych decyzji (wybór szkoły, zajęć), uczenie dziecka pewnych zachowań
                  (czyli
                  > tzw. dobre wychowanie), kształtowanie kodeksu i hierarhii wartości, w miarę
                  > upływu lat uświadamianie, wprowadzanie w dorosłość, uczenie pewnych postaw
                  itd.

                  Nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko. Rozwód, rozstanie rodziców, ich
                  oddzielne mieszkanie ZAWSZE powoduje, ze jedno z rodzicow bedzie mialo mniejszy
                  wplyw na wychowanie dziecka niz to, ktore z nim mieszka na co dzien. I, tato
                  malolata, wiekszosci "dochodzacych" tatusiow o wiele bardziej odpowiada
                  sytuacja, w ktorej sa jedynie dostarczycielami weekendowych atrakcji. Matka to
                  wtedy ktos, kto zagania do lekcji i mycia zębów, a ojciec to ten, ktory na
                  rzesach staje, zeby pokazac dziecku, jakim jest fantastycznym ojcem.
                  • chalsia Re: Tata_malolata 26.08.04, 23:17
                    Mam wrazenie, że Kamila mnie po prostu zacytowała smile))
                    Tato małolata - popelniasz bląd logiczny - jeśli nie będzie "widzeń" (czy
                    jakkolwiek sobie nazwiesz spotkania ojca z dzieckiem), to tym bardziej nie
                    będzie wychowywania, przekazywania wartości, opiekowania się.
                    Tak więc Szymon ma rację - możliwość "widzeń" jest najważniejsza. I ona
                    pozostaje, nawet mimo pozbawienia prwa rodzicielskich.
                    I jeśli już o coś dochodzący ojcowie chcą o coś walczyć, to niech przede
                    wszystkim walczą o te "widzenia" - ich częstotliwość, długośc i jakość. Bo od
                    tego zależy jaki wpływ na dziecko będą mieli. A nie od tego, że złożą veto na
                    szkołę wybraną przez matkę dziecka albo metodę leczenia.

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia
                    • kamila77 Re: Tata_malolata 27.08.04, 11:05
                      No, moze troszke smileCiasteczkowy tekst byl tez ulubionym powiedzeniem mojego
                      pana psora od biologii. I zgadzam sie, ze najwazniejszy jest FAKTYCZNY kontakt
                      z dzieckiem, a nie to, co widnieje w wyrokach sądowych. Mozna miec (nie)
                      ograniczona wladze rodzicielska i, ze sobie pozwole na kolokwializm, lac na
                      dziecko rownym sikiem.
                      Czasem papierek wzywajacy do sadu na sprawe o pozbawienie wladzy rodzicielskiej
                      moze byc zimnym prysznicem dla "nieaktywnego" tatusia. I ten zimny prysznic,
                      takowoz podrażniona ambicja, plus ewentualnie "A co ludzie powiedza" moze stac
                      sie przyczynkiem do nawiazania lub poprawienia relacji ojciec - dziecko. To
                      dziala smile
                  • tata_malolata Re: Tata_malolata 27.08.04, 09:11
                    kamila77 napisała:
                    > Rozwód, rozstanie rodziców, ich
                    > oddzielne mieszkanie ZAWSZE powoduje, ze jedno z rodzicow bedzie mialo
                    > mniejszy wplyw na wychowanie dziecka niz to, ktore z nim mieszka na co dzien.
                    -------------------
                    Dlatego jestem przeciwnikiem łatwości podejmowania decyzji o rozwodzie.
                    Często w sumie z błahych przyczyn... (Czyż nie lepiej by było gdyby zamiast
                    pchać pieniądze na adwokatów i koszty sądowe ludzie poszli na mediacje ??? Ja
                    bym wolał... tyle, że jest tu błedne koło: jak mediować z kimś kto nie chce
                    słyszeć, że potrzebne są mediacje ?).

                    Jeśli już do rozstania dochodzi to byłbym zwolennikiem powierzania
                    bezpośredniej opieki nad dziećmi temu z rodziców, który obok wymaganych dziś
                    przez kodeks rodzinny i opiekuńczy czynników spełnia jeszcze jeden - nie jest
                    winien rozpadowi rodziny. Co zaś do podziału obowiązków i "dzielenia czasu"
                    bliski jestem poparcia dla opieki naprzemiennej.


                    > I, tato malolata, wiekszosci "dochodzacych" tatusiow o wiele bardziej
                    > odpowiada sytuacja, w ktorej sa jedynie dostarczycielami
                    > weekendowych atrakcji. Matka to
                    > wtedy ktos, kto zagania do lekcji i mycia zębów, a ojciec to ten, ktory na
                    > rzesach staje, zeby pokazac dziecku, jakim jest fantastycznym ojcem.
                    -------------------
                    Większość nie znaczy wszyscy. WIĘKSZOŚĆ nie oznacza NORMALNOŚĆ.
                    Jest też kilku takich, którzy chcą być na codzień, opiekować się na codzień.
                    Tyle, e "odpowiedzialność zbiorowa" powoduje, że takie jak Twoje postrzeganie
                    prezentują niestety także sdziny sądów rodzinnych....
                    • szymon00 Re: Tata_malolata 27.08.04, 10:07
                      Tata_malota poprzednią wypowiedź możesz potraktować jak chcesz, czy na poważnie
                      czy też z przymrużeniem oka. Ja napisałem jaki jest stan faktyczny i stanowi
                      polskie prawo.

                      A co do reszty: "widzenia" użyłem specjalnie tego wyrazu, nie używam
                      wyrazu "wychowanie", gdyż raz na dwa tygonie po dwie godziny to nie wychowanie
                      to już tylko widzenie. A jeszcze jak masz doczynienia z taką sytuacją, że
                      przychodzisz na umowione lub zasądzone widzenie i musisz pierwsze 30 min.
                      kłócić się z matką dziecka o wydanie dziecka, następne 20 min to wezwanie
                      Policji i ewentualna ich interwencja, po godzinie dostajesz dziecko, pół
                      godziny tłumaczenie i uspokojanie dziecka o stanie takim rzeczy i następne pół
                      godziny odprowadzenie dziecka do matki, bo Ci się czas w postanowieniu sądowym
                      kończy.

                      Zapewne jesteś szczęściarzem, że masz możliwość "wychowania dziecka" w spokoju
                      i bez żadnych oporów ze strony matki. Ale są tacy, którzy mają
                      jedynie "widzenia" lub tacy, którzy nawet przywileju "widzeń" nie mają.

                      Życzę dużo szczęścia, oraz jak najmniej konfliktów z Twoją ex, gdyż jak
                      wpadniesz w prawdziwy konflikt z matką dziecka, to zobaczysz, jak matki
                      potrafią grać uczuciami dziecka i jaką silną dla nich "tarczą" jest dziecko.

                      pozdrawiam
                      • tata_malolata Re: Tata_malolata 27.08.04, 12:06
                        szymon00 napisał:
                        > Ja napisałem jaki jest stan faktyczny i stanowi
                        > polskie prawo.
                        ------------
                        O tak! Zwłaszcza podoba mi się konstytucyjna gwarancja równości płci w aspekcie
                        praktyki sądów rodzinnych wink



                        > "widzenia" użyłem specjalnie tego wyrazu, nie używam
                        > wyrazu "wychowanie", gdyż raz na dwa tygonie po dwie godziny to nie
                        > wychowanie to już tylko widzenie.
                        ---------------
                        Niestety to jest prawda. I z takim traktowaniem ojców - jeśli nie mówimy o
                        tych, którzy sami mają to gdzieś - nigdy sie nie zgodzę. A krzywda dzieje się
                        nie tylko temu dorosłemu facetowi, ale przedewszystkim dziecku.


                        >...20 min to wezwanie Policji i ewentualna ich interwencja...
                        -----------
                        Wiem jak to wygląda i rozmawiałem z policjantami. Oni sami niecierpią tych
                        interwencji...


                        > Zapewne jesteś szczęściarzem, że masz możliwość "wychowania dziecka"
                        > w spokoju
                        > i bez żadnych oporów ze strony matki. Ale są tacy, którzy mają
                        > jedynie "widzenia" lub tacy, którzy nawet przywileju "widzeń" nie mają.
                        --------------
                        Jestem szczęściarzem bo teraz jako tako udało mi się to ustalić z żoną. Udało
                        się, opory były i zdarza się że wciąż są ale jednak poprawiło się. Przykre jest
                        jedynie to, że dopuszczenie do kontaktów z dzieckiem i coraz częstsze
                        przekazywanie mi obowiązków wynika nie ze zrozumienia iż postępowała źle i ze
                        szkodą dla dziecka tylko ze "zmęczenia materiału"... Po prostu - co wie każda
                        samotna matka z kilkuletnim dzieckiem - nie da się wykonać samemu wszystkich
                        obowiązków, gotowanie, pranie, spacer, czytanie, zabawa, odprowadzanie do
                        przedszkola itp przez 24 godziny na dobę. Ale i tak jestem szczęściarzem !


                        > jak najmniej konfliktów z Twoją ex, gdyż jak
                        > wpadniesz w prawdziwy konflikt z matką dziecka, to zobaczysz, jak matki
                        > potrafią grać uczuciami dziecka i jaką silną dla nich "tarczą" jest dziecko.
                        -------------------
                        I dlatego twierdzę, że umyślne i bezpodstawne uniemożliwianie kontaktów powinno
                        być presłanką do przymusowej konsultacji z psychologiem a jeśli nie ustaje,
                        nawet zagrożone sankcjami... I nie chodzi tu nawet o karanie ale o prewencyjne
                        oddziaływanie i zniechęcanie przyszłych rozwódek do takich "akcji".
                        • new_live Re: Tata_malolata 27.08.04, 12:13
                          A jak kary - czy preferencyjne dzialan wymyslibys dla ojcow- ktorzy zaslaniajac
                          sie haslami takimi jak Ty , daza jedynie do cigle kontorli i niszczeni zycia
                          rodziny ktora pozostala po rowodzie.
                          jakie sankcje wyciganal bys w stosunku do Tych manipulantow????
                          jakie sankcje wyciagnal bys w stosunku do ojcow ktorzyprzekupuja, szanatrzuja i
                          graja na emocjach dzieci - przypadkow niemalo.
                          Jakie sancje do tych ktorzy chca byc "niby ojcami" ,ale wcale nie licza sie ani
                          z psychika dziecka , ani z jego emocjami, ani potrzebami - a jedynie treaktuja
                          jak "przedmiot" do ktorego maja prawo- a jesli maja to prawo - to musza je
                          wyegzekwowac...


                    • maligne Re: Tata_malolata 27.08.04, 10:10
                      tata_malolata napisał:

                      > Jeśli już do rozstania dochodzi to byłbym zwolennikiem powierzania
                      > bezpośredniej opieki nad dziećmi temu z rodziców, który obok wymaganych dziś
                      > przez kodeks rodzinny i opiekuńczy czynników spełnia jeszcze jeden - nie jest
                      > winien rozpadowi rodziny.


                      ale widzisz tato_malolata udowadnianie winy to jest kolejna glupia wojna przed
                      sadem, bo to ze np. on zdradzal to nie oznacza ze jest winien rozpadowi
                      zwiazku (tak jak to sad by zinterpretowal), tym bardziej (podkreslam) jesli to
                      kobieta zdradzila. sad by orzekl wine ale czy zdradzanie to jedny powod do
                      orzekania o winie? a znecanie psychiczne, traktowanie brutalnie, pomijam bicie
                      ale obelgi, albo wystarczy obojetnosc, chlodnosc emocjonalna, nie brak rozmow
                      to sa rzeczy ktorych przed sadem tak latwo nie udowodnimy. itd itp....

                      takze przyznawanie dzieci stronie niewinnej wcale nie oznacza strony niewinnej,
                      nic nie powinno sie robic automatycznie.

                      >Co zaś do podziału obowiązków i "dzielenia czasu"
                      > bliski jestem poparcia dla opieki naprzemiennej.


                      a czy przypadkiem nie przemawia przez Ciebie egozizm? bo mysle ze wg Ciebie:
                      wszystko jest dobre byle dziecko widzialo mnie CZESCIEJ (czy zebym ja widzial
                      dziecko). A DZIECKO ?????

                      oczywiscie wychowywanie naprzemienne pewnie jest mozliwe po spelnieniu WIELU
                      warunkow, ale ja osobiscie wiem, ze nie wyobrazam sobie posiadania DWOCH domow
                      (jak juz kamilla77o tym napislaa) , dwoch pokoikow, a moze wszystko podwojne:
                      maskotki, zabawki itd.. moj syn tez jest przywiazany do swojego pokoiku, mowi
                      moj domek, moj pokoj. mi sie wydaje ze dziecko ma silna potrzebe identyfikacji
                      z miejscem, z podworkiem (moje dziecko na pewno).

                      a teraz najwazniejsze
                      Mi sie wydaje ze wiekszosc ojcow odczuwa brak kontaktu z dzieckiem i zrzuca
                      odpowiedzialnosc za taki stan rzeczy na MATKE(nastawia wrogo) albo na to ze
                      rzadko sie widuja z dzieckiem. a CZESTO jest tak (zauwazam ze nie pisze
                      "zawsze") ze Ci ojcowie NIE UMIEJA rozmawiac ze swoimi dziecmi, (tak jak czesto
                      nie umieli rozmawiac z ich matkami).

                      dla przykladu: jedyna(o ile jest w ogole)/popoludniowa/2godzinna wizyta w
                      tygodniu mojego ex u dziecka polega na tym ze usiluje zabawiac dziecko, nie
                      sluchajac co ten ma mu do powiedzenia, w co on chce sie bawic, jakimi zabawkami
                      i w jaki sposob, i jednoczesnie moj ex poprawia co drugie slowo wymawiane przez
                      synka zeby mowil poprawnie, np karze mu mowic "r" (synek nie ma jeszcze 3lat).
                      Aha, i obowiazkowe ogladanie wiadomosci przez mojego ex w telewizji, podczas
                      tej (jakze dlugiej) wizyty, przeciez wiadomosci sa koniecznym rytualem.
                      to tylko przyklad i chcialam zauwazyc ze piewrszy raz bylam swiadkiem pobytu
                      mojego ex w domu z dzieckiem, poniewaz zawsze wyskakiwalam na zakupy i
                      zostawialam ich samych. ale zaczelam sie zastanawiac dlaczego synek nie chce
                      wizyt taty, bo zaczal mi o tym mowic i raz zostalam w domu zeby posprzatac.

                      Tu nie chodzi TYLKO o czestotliwosc wizyt (wazniejsze u malych dzieci) ale
                      SPOSOB wykorzystania tego czasu, sposob w jaki bedziemy rozmawiac z dziecmi,
                      gdzie z nimi pojdziemy.

                      GWARANTUJE Wam tatusiowie ze nawet tylko JEDEN dzien w tygodniu spedzony z
                      dzieckiem w PORZADNY sposob (nie polegajacy na wypytywaniu dziecka o rozne
                      sprawy, probach wciagania w powazne rozmowy niz gruchy ni z pietruchy, mowiniu
                      dziecku jak bardzo sie go kocha (bo to wprawia dziecko w zaklopotanie), czy
                      mimowolnej zabawy w przerwach miedzy meczami w sobote, ALE na PRZEBYWANIU z
                      dzieckiem i wsluchaniu sie w JEGO POTRZEBY, jego nastroje, bo moze on nie chce
                      isc do zoo bo nie lubi zwierzat ale moze do muzeum motoryzacji itd..) na

                      marginesie moj ex jest przekonany ze nasz synek bedzie kibicem sportowym tak
                      jak on i ze bedzie gral w pilke itd.. ja nie mam nic przeciwko o ile synek tez
                      nie bedzie mial, ale to jest zdaje sie niezbyt istotne dla mojego ex.
                      Chcialam tylko jeszcze raz podkreslic ze NIE TYLKO czas sie liczy (ilosc
                      spotkan) ale JAKOSC.

                      Bo naprawde nie ma chyba wiekszego znaczenia kto pozagania dziecko do mycia
                      zebow wieczorem. Bez przesady!!!
                      i nie gloryfikujmy tez roli ojca i matki. jest ona najwieksza w zyciu dziecka,
                      ale przeciez gdzies od 12lat to juz koledzy i kolezanki potrafia wyprzec prawie
                      calkowicie rodzicow z ich wolnego czasu poswiecajac go kolegom i kolezankom, i
                      majac wtedy zarowno dla matki jak i dla ojca moze z jedno popoludnie na taka
                      dluzsza rozmowe itd... i maja do tego pelne prawo, wtedy czas spedzony na sile
                      z ojcem (bo to jego popoludnie, czy dzien) tez jest bez sensu. moze wtedy warto
                      zeby to byl jeden weekend w miesiacu ale spedzony razem tak jak dziecko tego
                      oczekuje (moze pod namiotem, a moze na koncercie , a moze na robieniu zakupow,
                      nie wiem..)

                      Radze Wam tatusiowie, WSŁUCHAJCIE SIE W POTRZEBY SWOICH DZIECI a nie tylko w
                      WASZE POTRZEBY kontaktu z dzieckiem.

                      mozliwych rozwiazan problemu spotkan z dziecmi jest naprawde duzo, trzeba tylko
                      umiec patrzec wlasnie przez pryzmat dziecka a nie rodzica (zarowno ojca czy
                      matki)

                      ciekawa jestem czy ktos dobrnal do konca smile

                      pozdrawiam
                      maligne
                      • smallm Re: Tata_malolata 27.08.04, 10:44
                        > ciekawa jestem czy ktos dobrnal do konca smile

                        Ja smile)))
                        Podobało mi się smile))
                        • maligne Re: Tata_malolata 28.08.04, 17:48
                          smallm napisała:
                          >
                          > Ja smile)))
                          > Podobało mi się smile))
                          >

                          Milo mi smile)
                          maligne
                          • tata_malolata Re: Tata_malolata 30.08.04, 09:54
                            Też przebrnąłem i niemal się zgadzam.

                            Niemal bo w osłupienie mnie wprawiło to zdanie:

                            maligne napisała:
                            > bo to ze np. on zdradzal to nie oznacza ze jest winien rozpadowi
                            zwiazku (tak jak to sad by zinterpretowal), tym bardziej (podkreslam) jesli to
                            kobieta zdradzila.
                            ------------------
                            No to ja jestem z innej planety. Dla mnie zdrada to zdrada. A zdrada (w
                            szerokim tego słowa znaczeniu, nie tylko fizyczna) to największe zło jakie
                            mozna wyrządzić komukolwiek.


                            A poza tym:

                            > sad by orzekl wine ale czy zdradzanie to jedny powod do
                            orzekania o winie? a znecanie psychiczne, traktowanie brutalnie, pomijam bicie
                            ale obelgi, albo wystarczy obojetnosc, chlodnosc emocjonalna, nie brak rozmow
                            to sa rzeczy ktorych przed sadem tak latwo nie udowodnimy. itd itp....
                            ------------------
                            Temu da sie zaradzić - nie zawsze, ale mogłoby się dać. Gdyby zamiast wydawać
                            forsę na adwokatów można iść na terapię. Oczywiście brak zgody jednej ze stron
                            powoduje, że wszystko bierze w łeb. A może byłoby inaczej gdyby odmowa
                            uczestnictwa w terapii działała na niekorzyść przy poźniejszym ewentualnym
                            orzekaniu winy ???


                            > takze przyznawanie dzieci stronie niewinnej wcale nie oznacza strony
                            niewinnej, nic nie powinno sie robic automatycznie.
                            -----------------
                            Nic z automatu. Napisałem też o spełnieniu innych czynników (więź emocjonalna,
                            zdolności wychowawcze, możliwość zajmowania się dziećmi, warunki ekonomiczne
                            itp), które winien sprawdzić sąd/kurator przed powierzeniem opieki.


                            >Co zaś do podziału obowiązków i "dzielenia czasu"
                            > bliski jestem poparcia dla opieki naprzemiennej.
                            a czy przypadkiem nie przemawia przez Ciebie egozizm? bo mysle ze wg Ciebie:
                            wszystko jest dobre byle dziecko widzialo mnie CZESCIEJ (czy zebym ja widzial
                            dziecko). A DZIECKO ?????
                            ----------------
                            Właśnie o dziecko tu chodzi. O NATURALNE i nieskrępowane bycie i "mienie"
                            swoich rodziców. I nie myślę o opiece naprzemiennej typu: tydzień tu, tydzień
                            tam. Tylko o tym, że np. bez oporów dziecko nocuje u taty, przychodzi do taty
                            na obiad po szkole, jedzie z nim na weekend. Chodzi o NORMALNE traktowanie
                            pewnych rzeczy. Tak jak często w wielu rodzinach nie dotkniętych syndromem
                            walki rozwodowo-opiekuńczej dzieje się np gdy dzieci nocują u dziadków, wujków
                            albo jadą z nimi za miasto. I nikt nie zastanawia się "jakim prawem" tylko
                            dzieje się to tak PO PROSTU.


                            > oczywiscie wychowywanie naprzemienne pewnie jest mozliwe po spelnieniu WIELU
                            warunkow, ale ja osobiscie wiem, ze nie wyobrazam sobie posiadania DWOCH domow
                            (jak juz kamilla77o tym napislaa) , dwoch pokoikow, a moze wszystko podwojne:
                            maskotki, zabawki itd.. moj syn tez jest przywiazany do swojego pokoiku, mowi
                            moj domek, moj pokoj. mi sie wydaje ze dziecko ma silna potrzebe identyfikacji
                            z miejscem, z podworkiem (moje dziecko na pewno).
                            ------------------
                            Teraz ja - parafrazując - napiszę Ci coś: "a czy przypadkiem nie przemawia
                            przez Ciebie egozizm? bo mysle ze wg Ciebie: wszystko jest dobre byle dziecko
                            miało wszystko ODE MNIE i PRZY MNIE ?"
                            Może ja nie mam racji ale może i Ty zastanów się ile w tym co piszesz jest
                            Ciebie i Twoich poglądów a ile rzeczywistych potrzeb dziecka. Wydaje mi się
                            zresztą z perspektywy czasu - gdybym miał oceniać swe dziecinstwo - że nie
                            rzeczy materialne są najważniejsze dla dziecka.


                            > a teraz najwazniejsze. Mi sie wydaje ze wiekszosc ojcow odczuwa brak kontaktu
                            z dzieckiem i zrzuca odpowiedzialnosc za taki stan rzeczy na MATKE(nastawia
                            wrogo) albo na to ze rzadko sie widuja z dzieckiem. a CZESTO jest tak (zauwazam
                            ze nie pisze "zawsze") ze Ci ojcowie NIE UMIEJA rozmawiac ze swoimi dziecmi,
                            (tak jak czesto nie umieli rozmawiac z ich matkami).
                            ----------------------
                            Gdybyś złośliwie nie dodała ostatniego nawiasu smile zgodziłbym się bezwarunkowo.
                            Tak niestety jest, że - WIĘKSZOŚĆ mężczyzn ma mniejsze zdolności do zajmowania
                            się małymi dziećmi. Napisałem już tu kiedyś: większość nie oznacza normalność.
                            Są tacy, którzy chcą i lepiej lub gorzej potrafią zajmować się dziećmi.
                            Dochodzi do tego również czynnik zmian jakie zachodzą w dziecku w miarę
                            dorastania. Dla kilku- lub kilkunastoletniego chłopca (może u dziewcząt mniej -
                            nie wiem, nie byłem dziewczynką smile ojciec staje się PRZEWODNIKIEM w poznawaniu
                            życia. Nie umniejsza to ani miłości jaką dziecko darzy matkę, ani przywiązania,
                            ani roli matki. Tak po prostu urządziła nam to natura.



                            > Tu nie chodzi TYLKO o czestotliwosc wizyt (wazniejsze u malych dzieci) ale
                            SPOSOB wykorzystania tego czasu, sposob w jaki bedziemy rozmawiac z dziecmi,
                            gdzie z nimi pojdziemy.
                            ----------------
                            Oczywiście - ważna nie ilość ale jakość. Ale stawianie barier w kontaktach
                            dziecka z ojcem jest tym co powoduje, że w pewnym momencie tatuś jako "dobro
                            reglamentowane" staje się jeszcze bardziej pożądany przez dziecko...


                            > Bo naprawde nie ma chyba wiekszego znaczenia kto pozagania dziecko do mycia
                            zebow wieczorem. Bez przesady!!!
                            ---------------
                            Gdybym to ja miał powierzoną bezp. opiekę też bym tak mówił.
                            A tak serio - odrzucając egoizm jakim jest to, że tęsknię za chwilami kiedy to
                            mnie było dane spełniać te codzienne czynności, rzeczywiście dla dziecka to nie
                            ma aż takiego znaczenia jaką czynność wykonuje z którym z rodziców. Ważne jest
                            by niektóre z nich wykonywało z tatą a inne z mamą. Po prostu.


                            > i nie gloryfikujmy tez roli ojca i matki.
                            --------------
                            Czcij ojca i matkę swoją.
                            Odkryto to juz dawno dawno temu. I jak na razie się sprawdza.


                            >Radze Wam tatusiowie, WSŁUCHAJCIE SIE W POTRZEBY SWOICH DZIECI a nie tylko w
                            WASZE POTRZEBY kontaktu z dzieckiem.
                            -------------
                            Ja napiszę to inaczej:
                            Tatusiowie - bądźcie zawsze ze swymi dziećmi i wsłuchajcie się w ich potrzeby.
                            Mamusie - usłyszcie te potrzeby, których dzieci jeszcze nie potrafią
                            wypowiedzieć
                            Tatusiowie i Mamusie - przestańcie się kłócić i bądźcie ze sobą i swymi
                            dziećmi - zawsze. Tak będzie lepiej


                            • new_live Re: Tata_malolata 30.08.04, 10:32
                              Tata- malolata..
                              Gloryfikujesz wychowanie naprzemienne- ale nie jest ono mozliwe- bez spelnienia
                              mnostwa warunkow- oczym przemilczas.
                              A co do wychowanie- tak samo jak ludzie , wazne jest miejsce.
                              Pokarz mi drzewo ktore ma korzenie w dwu miejscach a ja wtedy uwierze....

                              Co do konca Twej wypowiedzi- piekna - ale jak widac w zyciu - Twoim rownierz-
                              niemozliwa..
                              I moze w koncu zdac sobie z tego sprawe i zaczac tak ukladac by moze nie bylo
                              idelanie - ale dobrze i realnie..
            • smallm Re: Tata_malolata 26.08.04, 10:34
              > "ojciec mojego dziecka (zauważyłyście ten zwrot - bardzo często występuje w
              > postach, jakoś przez gardło nie mogą przejść słowa "mój mąż" ?!?)

              A może nie zawsze ojciec dziecka oznacza mąż?? Chyba koledze szwankuje edukacja
              sexualna i nie wie, że obrączka nie wywołuje płodności big_grinbig_grinbig_grin (bez obrazy, to
              żart)

              > smallm napisała:
              > > Rozmawiałam z prawnikiem na temat ograniczenia mu praw rodzicielskich ...
              > > Powiedział, że z jego doświadczenia zawodowego wynika, że ograniczanie
              > > władzy rodzicielskiej przez matki często się mści na nich samych,
              > > bo jak dziecko dorasta, to one wychodzą na te złe, które odebrały
              > > dziecku ojca - bez względu na stan faktyczny,
              > --------------
              > Jezu ! Gdzie znalazłaś tak "zdroworozsądkowego" adwokata?
              > Nie widziałem jeszcze takiego prawnika. Ci z którymi miałem do czynienia
              > (ten prowadzący "moją żonę" i trzech kolejnych, z którymi ja się
              konsultowałem)
              >
              > potwierdzili stereotyp: im większa draka tym więcej można zarobić.
              >
              > Co do samej porady - myslę, że mimo iż człowiek, który zostawia kobietę w
              ciąży
              >
              > i kilka lat nie przejawia chęci widzenia dziecka zasługuje RZECZYWIŚCIE na
              > odebranie mu prawa o decydowaniu o wychowaniu dziecka to jednak MIMO WSZYSTKO
              > dla dziecka, jego tożamości i poczucia własnej wartości ważnym jest by mieć i
              > mamę i tatę. Jacy by oni nie byli to poprostu są....

              Widzisz, ja właściwie w sumie wciąż nic w tej sprawie nie zrobiłam. Zauważyłam,
              że dzieki temu ojciec małej też zaczął spuszczać z tonu, bo nie wiem czemu
              asekuracyjnie zakładając, że będę wredna zaczął się pronić wg zasady, że
              najlepszą obroną jest atak... teraz coraz częściej potrafi się przyznać do
              błędu itd. Choć szkoda, że to tylko gadanie, bo do dziecka wciąż nie przyjeżdża.

              Pozdrawiam,
              SmallM
              • tata_malolata Re: Tata_malolata 26.08.04, 10:58
                smallm napisała:
                > "ojciec mojego dziecka (zauważyłyście ten zwrot - bardzo często występuje
                > w postach, jakoś przez gardło nie mogą przejść słowa "mój mąż" ?!?)

                > A może nie zawsze ojciec dziecka oznacza mąż??
                > Chyba koledze szwankuje edukacja sexualna i nie wie, że obrączka nie wywołuje
                > płodności big_grinbig_grinbig_grin (bez obrazy, to żart)
                -------------------------
                Ależ co innego miałem na myśli!
                Mówiłem o zmianie terminologii gdy pewnego dnia mąż staje się "be" zaczyna być
                właśnie tak nazywany.
                I dotyczy to także niestety mężczyzn, którzy swe żony tytułują po
                rozwodzie "matką mojego dziecka". Często byli małzonkowie obrzucają się
                epitatami: dno, potwór i innymi mniej cenzuralnymi.

                A mnie po prostu się to nie podoba.
                I tyle.
                • new_live Re: Tata_malolata 26.08.04, 11:04
                  Alez Oni w swietle prawa i czesto uczuc- przestali byc mezem i zonai jedyna
                  emocje jakie ich wiarza to wlasnie fakt - ze Dany pane jest Ojcem dziecka a
                  dana kobieta matak dziecka..
                  Nic innego ich juz nie laczy.
                  Co do obrzucania sie epitetami- to sprawa kultury - poczytaj sobie griifona-
                  lub liste na ktorej on sie udziela. Tam widac epitety..

                  • smallm Re: Tata_malolata 26.08.04, 11:08
                    > Co do obrzucania sie epitetami- to sprawa kultury - poczytaj sobie griifona-
                    > lub liste na ktorej on sie udziela. Tam widac epitety..

                    Oj, ja sobie wypraszam... Griffon ostatnio kocha swoją żonę najbardziej na
                    świecie i uważa, że jest najcudowniejszą kobetą jaka chodzi po tej planecie, a
                    żony lepszej to już nawet nikt nie jest sobie w stanie wyobrazić.

                    Pozdrawiam,
                    SmallM














                    P.S. Jakby ktoś jednak miał wątpliwości z interpretacją tego posta to owszem,
                    był w nim "maleńki" sarkazm big_grinbig_grinbig_grin <hahaha>
                    • new_live Re: Tata_malolata 26.08.04, 11:11
                      Dobra !!!smile))
                      To griffonaz przed miesiaca badz 2 tygodni smile))))

                      Pozdrawaim

                      PS. Ale zabawne jak niektore ososby w oczach przechodza metamorfoze. . Np.
                      zona griffona z kyur.. zrobila sie wspanial zobna i to zaledwie w kilka dni..
                      Oczywiscie w oczach griffona.
                      Bo pewnie jest ta sama kobieta ktora byla.
                      • smallm Re: Tata_malolata 26.08.04, 11:26
                        > PS. Ale zabawne jak niektore ososby w oczach przechodza metamorfoze. . Np.
                        > zona griffona z kyur.. zrobila sie wspanial zobna i to zaledwie w kilka dni..
                        > Oczywiscie w oczach griffona.
                        > Bo pewnie jest ta sama kobieta ktora byla.

                        Bezczelność!! Jak można tak nie doceniać jego żony?? Przecież metamorfoza
                        zajęła jej 15h!!!!!!!!!!!!!! Ech, nie czytasz dokładnie smile

                        Swoją drogą Marek nam zamilkł ostatnio... Nie wiem czy to przez to jak go
                        napadliśmy, ale faktem jest, że autentycznie niedobrze mi się zaczynało robić
                        jak go czytałam z tym moralizatorstwem i wychwalaniem żony (chyba wolałam ją
                        jako qr... <hahaha>wink. A tak na poważnie to myślę, ze jest za bardzo w gorącej
                        wodzie kąpany. Najpierw nienawidzi na śmierć, a później kocha na zabój... i to
                        tak <pstryk> i już... Zanim zacznie nas moralizować niech sam zweryfikuje czy
                        naprawdę w 15 h można z kurwy zrobić idealną żonę i matkę... Niech poczeka z
                        miesiąć czy 2 i zobaczy...
                • martina100 Re: Tata_malolata 26.08.04, 11:09
                  Wybacz tato_malolata że nazywam mojego eks " potworem", "dno" itd.itp. ale
                  uwierz miże on zasługuje na zdecydowanie gorsze epitety i nie mam zamiaru o nim
                  mówic w kategorii człowieka bo on nie ma zielonego pojęcia czym jets
                  człowieczeństwo, jestem zła na siebie że wcześniej tego nie widziałam że
                  pozwoliłam mu na to co ze mną wyprawiał przez ładnych pare lat, czasu już nie
                  cofnę, chcę żyć i byc szczęśliwa, bo jestem młodą kobietą, trudno w kilku
                  słowach streśćić ile zła może się wydarzyć w czterech ścianach nieszkania a
                  słowo potwór jest odpowiednie do opisania w jednym słowie .
                  Tyle ode mnie..
                  p.s. Nigdy nie mówie tak o nim w obecności córki
    • martina100 WAŻNE DZIEWCZYNY PRZECZYTAJCIE 27.08.04, 10:00
      Z tym problemem który poruszyłam na forum poszłam też wczoraj do psychologa od
      dzieci i dorosłych, jest to pani która zna moją historię ponieważ pomagała mi
      wyjść z tego chorego związku, zna mojego byłego chłopaka i wie o wszystkim co
      mi zrobił, dokonałyśmy wczoraj analizy tego co chcę zrobić, ta psychlog
      uświadomiła mi pare isotnych kwestii:
      1. Dziecko z rozbitej rodziny potrzebuje wiedzieć i czuć że jest kochane i że
      było kochane, chciane i potrzebne uniemozliwiając kontakty z ojcem nawet
      telefoniczne sprawię że nie będzie mogła wytworzyć w sobie takiego przekonania,
      nie szkodzi że on tylko o tym gada a nie robi nic w praktyce aby pokazać córce
      że ją kocha,
      2. Ważne aby dziecko wykształciło w sobie obraz ojca, jest to wazne dkla jego
      rozwoju i przyszłych konatktów z facetami, nie chodzi o to aby na siłę robic z
      niego ojca dla dziecka a jedynie o to zby pozwolic im kształtowac te kontaty,
      nie ingerować, rozmawiać z dzieckiem o jego kontaktach z ojcem .
      3. zadała mi pytanie: co będzie jeżeli ojciec kiedys wróci i powie Klaudii że
      ja uniemozliwiałam mu kontakty z nią??? Dziecko może miec do mnie ogromny żal.

      Pozdsumowując postawnowiłam nie utrudniać kontaktów, pozwolic im umrzeć
      śmiercią naturalną bo tak najprawdopodobniej będzie a z Klaudią rozmawiac o
      ojcu, on jest jej rodziną czy ja tego chcę czy nie, a dla dziecka ważne są jego
      korzenie, a wogóle czas pokaże jak to się wszystko ułoży. PZDR
      • lubstej Re: WAŻNE DZIEWCZYNY PRZECZYTAJCIE 27.08.04, 10:11
        Martina
        daj mi prosze, kontakt do tego psychologa (mam nadzieje ze jest z Warszawy)
        wyglada na rozsadna babke, bo ta kobieta u ktorej byla byla zona mojego hopa ma
        poglady dokladnie odwrotne i tamta baba (sorki ale sobie zasluzyla na takie
        okreslenie) wrecz namawiala matke na ograniczanie tych kontaktow pomimo ze
        widziala jak dzieci lgnely do ojca a i ojciec bardzo chce sie z nimi czesto
        spotykac
        bede wdzieczna za kontakt smile
        • martina100 KONTAKT DO PSYCHOLOGA 27.08.04, 10:47
          Cześć, ten numer zostawiłam w domu jak masz gg to podaj numer prześlę ci go
          dzisiaj wieczorem, napisz czy się zgadzasz mój numer gg:3392208, POZDRAWIAM<
          • lubstej Re: KONTAKT DO PSYCHOLOGA 27.08.04, 11:19
            dzieki za szybka odpowiedz smile
            mam gg ale go nie uzywam
            moze wyslesz do mnie na priv?
            • martina100 Re: KONTAKT DO PSYCHOLOGA 27.08.04, 11:29
              OK, albo może mail , jak wolisz PZDR
          • new_live Re: KONTAKT DO PSYCHOLOGA 27.08.04, 11:26
            Ja tez poprosze....
            Mozesz na priva?
            • martina100 Re: KONTAKT DO PSYCHOLOGA 27.08.04, 11:30
              OK, chociaz wolę maila.
      • smallm Re: WAŻNE DZIEWCZYNY PRZECZYTAJCIE 27.08.04, 10:32
        Zacytowałaś dokładnie taki pogląd jaki ja próbuję wygłaszać tu i ówdzie, tylko
        nikt mnie nie chce słuchać...

        Całkowicie się z tym zgadzam, dlatego mimo, że ojciec mojego dziecka nie robi
        właściwie nic - wciąż ma pełne prawa rodzicielskie (zastanawiałam się nad ich
        ograniczeniem dokładnie w momencie, kiedy przez 2 lata nie miałam z nim
        kontaktu, nawet nie znałam numeru telefonu.) Sam fakt, że jest, że czasem z nim
        rozmawiam przez telefon, że od czasu do czasu obieca córce, że przyjedzie, choć
        tego nie robi, a przede wszystkim fakt, że ja mam z nim kontakt i czasem powiem
        córce, że tato dzwonił, albo wysłał smsa utwierdza ją w przekonaniu, że jakiś
        tam tato jest, a przede wszystkim, że była w jakiś sposób dzieckiem chcianym,
        bo przecież rodzice wciąż rozmawiają...

        Inna sprawa, że wczoraj sama mi powiedziała, że mam jej poszukać nowego
        tatusia, bo już jej sie odechciewa czekać aż ten w końcu przyjedzie... To był
        tylko i wyłącznie jej wniosek, nie sugerowany przeze mnie. W sumie dobrze, że
        tak sobie wymyśliła, bo łatwiej mi będzie stworzyć związek z inna osobą. Choć
        przykro mi się zrobiło, że poczuła się zawiedziona ojcem, ale cóż, sam sobie na
        to zasłużył. Ja mu w żaden sposób kontaktów z dzieckiem nie blokowałam.

        Jednak dzieki postawie jaką prezentowałam do tej pory, tak jak napisała
        martina100, więź z ojcem biologicznym zamiera śmiercią naturalną. Ja nie
        przyłożyłam najmniejszego palca, więc nigdy nikt mi nie zarzuci, że była w tym
        jakaś moja wina. Z dzieckiem na tyle często rozmawiałam nie zmyślając, ale
        jednocześnie starając sie o ojcu mówić jak najlepiej, że dziecko ma pozytywny
        obraz ojca jako człowieka, ale... samo widzi, że jako ojciec troszkę się nie
        sprawdza - stąd wczorajsze wnioski. Ale pozytywny obraz ojca jako człowieka
        naprawdę dziecku jest potrzebny do prawidłowego rozwoju i nie rozumiem dlaczego
        tak wiele kobiet nie może tego pojąć... Ja też zostałam bardzo zraniona przez
        ojca małej, też miałam z nim problemy, też zaczęłam w pewnym momencie tak się
        go bać, że w czasie rozmowy telefonicznej trzęsłam się, jakbym stała nago na
        mrozie... i w ogóle... ale... zraniona duma w kąt - dla dobra własnego dziecka.
        Opłaci się to podwójnie:
        1. Same zobaczycie, że dziecko będzie miało więcej wiary w siebie itd. i
        naprawdę będzie się lepiej rozwijało pod względem psychicznym i będzie miało
        zdrowsze podejście do życia. Faszerowanie dziecka własnymi urazami spowoduje,
        że w przyszłości naprawdę będzie miało problemy z ułożeniem sobie życia.
        2. Zdziwiony ojciec dziecka, że matka nie okazała się wredną suką też zacznie
        łagodnieć... i z czasem wszystko zacznie być bardziej naturalne, mniej będzie w
        tym wzajemnych pretensji i żali. W końcu liczy sie dziecko i ono tylko jest tu
        najważniejsze. Ale to tego potrzeba czasu.

        Życzę podejmowania jak najlepszych dla dziecka decyzji
        • martina100 Re: WAŻNE DZIEWCZYNY PRZECZYTAJCIE 27.08.04, 11:02
          Smallm Dzięki Ci za twoja mądrość, cieszę się że piszesz o swoich
          doswiadczeniach, łatwiej mi będzie przez to przejść, zgadzam się z Tobą musze
          myslec przede wszsytkim o mojej małej, jestem ciekawa ile twoje dziecko ma
          latek? jak możesz to napisz. ja tez postanowiłam nie blokowac ojcu kontaktów z
          Klaudią, niech wszystko toczy się swoim biegiem, nie chcę mieć w przyszłości
          nic na sumieniu, tymbardziej że tak jak pisałam wcześniej nie zależy mi na
          żadnej emście jedynie na tym aby moje dziecko było szczęśliwe.

          I jeszcze jedno mimo tego że dla mnie ten człowiek był potworem, przez trzy
          lata był ojcem dla Klaudii, zmieniał pieluszki, wycierał pupę, kompał, uczył
          chodzic , mówic, jeździć na rowerze i niech tak zostanie, jak córka dorośnie
          sama to wszystko oceni tak jak twoje dziecko, ja bedę jedynie pilnowac aby
          ojciec nie przekraczał granic i nie wyrządzał małej jakiejś krzywdy,
          acha i jeszcze jedno ta psychologmówiła mi że nie blokowanie kontaków możliwe
          jest jedynie wtedy gdy nie przewyższa możliwości adaptacyjnych dziecka, co
          oznacza że jeżeli dziecko po kontakcie z ojcem przez około trzy tygodnie
          zachowuje się w sposób" niepokojący" ( jest to pojęcie względne ale matka widzi
          że coś jest z dzieckiem nie tak) to wówczas należy sądzić że taki kontakt jest
          dla dziecka negatywny.
          • tata_malolata Re: WAŻNE DZIEWCZYNY PRZECZYTAJCIE 31.08.04, 09:19
            martina100 napisała:

            > ja tez postanowiłam nie blokowac ojcu kontaktów z
            > Klaudią, niech wszystko toczy się swoim biegiem, nie chcę mieć w przyszłości
            > nic na sumieniu, tymbardziej że tak jak pisałam wcześniej nie zależy mi na
            > żadnej emście jedynie na tym aby moje dziecko było szczęśliwe.
            ---------------
            smile



            > I jeszcze jedno mimo tego że dla mnie ten człowiek był potworem, przez trzy
            > lata był ojcem dla Klaudii, zmieniał pieluszki, wycierał pupę, kompał, uczył
            > chodzic , mówic, jeździć na rowerze i niech tak zostanie,
            -------------------
            smile

            Trzymam kciuki !
        • martina100 do smallm 27.08.04, 11:04
          Smallm Dzięki Ci za twoja mądrość, cieszę się że piszesz o swoich
          doswiadczeniach, łatwiej mi będzie przez to przejść, zgadzam się z Tobą musze
          myslec przede wszsytkim o mojej małej, jestem ciekawa ile twoje dziecko ma
          latek? jak możesz to napisz. ja tez postanowiłam nie blokowac ojcu kontaktów z
          Klaudią, niech wszystko toczy się swoim biegiem, nie chcę mieć w przyszłości
          nic na sumieniu, tymbardziej że tak jak pisałam wcześniej nie zależy mi na
          żadnej emście jedynie na tym aby moje dziecko było szczęśliwe.

          I jeszcze jedno mimo tego że dla mnie ten człowiek był potworem, przez trzy
          lata był ojcem dla Klaudii, zmieniał pieluszki, wycierał pupę, kompał, uczył
          chodzic , mówic, jeździć na rowerze i niech tak zostanie, jak córka dorośnie
          sama to wszystko oceni tak jak twoje dziecko, ja bedę jedynie pilnowac aby
          ojciec nie przekraczał granic i nie wyrządzał małej jakiejś krzywdy,
          acha i jeszcze jedno ta psychologmówiła mi że nie blokowanie kontaków możliwe
          jest jedynie wtedy gdy nie przewyższa możliwości adaptacyjnych dziecka, co
          oznacza że jeżeli dziecko po kontakcie z ojcem przez około trzy tygodnie
          zachowuje się w sposób" niepokojący" ( jest to pojęcie względne ale matka widzi
          że coś jest z dzieckiem nie tak) to wówczas należy sądzić że taki kontakt jest
          dla dziecka negatywny.
          • smallm Re: do smallm 27.08.04, 11:40
            > jestem ciekawa ile twoje dziecko ma latek?

            5,5 (hehe jak Ph smile)

            > acha i jeszcze jedno ta psychologmówiła mi że nie blokowanie kontaków możliwe
            > jest jedynie wtedy gdy nie przewyższa możliwości adaptacyjnych dziecka, co
            > oznacza że jeżeli dziecko po kontakcie z ojcem przez około trzy tygodnie
            > zachowuje się w sposób" niepokojący" ( jest to pojęcie względne ale matka
            widzi
            >
            > że coś jest z dzieckiem nie tak) to wówczas należy sądzić że taki kontakt
            jest
            >
            > dla dziecka negatywny.


            No właśnie nie wiem jak bym się zachowała w momencie, jakby ojciec pojawiał się
            co jakiś czas i ich kontakty wyglądałyby tak jak w czasie zeszłorocznej wizyty.
            Tatuś wcale nie był córką zainteresowany - siedział i ze mną nawijał. Córka
            przeżyła wówczas taki zawód, że przez ponad pół roku w ogóle nie chciała o ojcu
            rozmawiać.
            Choć myślę, że jakby kontakty były częstsze to i inaczej by oboje na siebie
            reagowali, a tak?? Czego można się spodziewać jak się dziecko odwiedza pierwszy
            raz po 3 latach?? I nawet nie próbuje się z nim nawiązać kontaktu tłumacząc
            się, że nie będzie się jej na siłę do siebie przekonywać...

            Zresztą, gdybym widziała negatywny wpływ ojca na dziecko to pewnie był jednak
            próbowała ingerować jakoś w te kontakty, gdyż dziecko jest w tym momencie dla
            mnie najważniejsze. Ale to musi być naprawdę negatywny wpływ, a nie np. dziecko
            jest smutne, że tatuś już poszedł, to sobie dorabiam teorię, że może lepiej jak
            nie będzie przychodził w ogóle...

            Spróbujmy stworzyć rodzicielską więź z byłymi... Nie wracajmy do przeszłości
            itd. Rozmawiajmy tylko o dziecku, o jego potrzebach, sposobach wychowania itd.
            Tylko to się liczy i zaowocuje lepszym wychowaniem dziecka, jeśli będzie
            spójność w podejściu do metod wychowawczych między rodzicami, nawet jak nie
            mieszkają już razem. Kiedyś się kochaliśmy przecież... Kiedyś widzieliśmy coś w
            sobie. Życie to zweryfikowało? OK, ale próbujmy sobie przypomnieć, że były ma w
            sobie te cechy, które nam się spodobały również, nie tylko te, których
            niecierpimy. A poza jest bardzo bliską rodziną naszego dziecka - jego rodzicem.
            Zastosujmy zasadę, że Twój przyjaciel, moim przyjacielem w tym przypadku.
            Trudne?? WIEM... AŻ ZA DOBRZE!!! Ale nie niemożliwe...
            • new_live Re: do smallm 27.08.04, 11:52
              Wszystko PIEKNIE.. Tylko do tego , jaki i do malzenstwa, do przyjazni i kazdej
              innej relacji - trzeba DWOJGA!!!!
              A w niektórych przypadkach to niemozliwe.

              Pozdrawaim
              • chalsia Re: do smallm 27.08.04, 12:18
                No właśnie.
                Kiedy i jak mam rozmawiać o dziecku z jego ojcem jeśli:
                - ja nie chcę rozmawiać w trakcie wizyt PRZY dziecku
                - po wizycie nie ma jak, bo on się śpieszy i tyle moge powiedzieć co na
                schodach zanim odjedzie (ca. 2 minuty)
                - telefonów ode mnie raczej nie odbiera, a jak od czasu do czasu przydybię go w
                pracy, to wiadomo, ze sie nie da pogadać "bo jest zajęty"
                - kiedyś jeszcze udawało mi sie go namówic na ze 3 spostkania w ciągu roku w
                miejscu neutralnym (np. knajpa), ale w tym roku juz nie, cytat z eksa "Nie
                widzę sensu spotykania się z tobą. Te spotkania organizujesz dla zaspokojenia
                własnego sumienia i nic z nich nie wynika."

                Pozdrawiam,
                Chalsia

                _______
                Jednak niektórzy ludzie to gady.
                • new_live Re: do smallm 27.08.04, 12:23
                  Tia..
                  A pomysl - chec rozmowy to jeden krork.
                  A szcunek wzajmny , a rowniez spsosb podchodzenia do tych rozmow i potem
                  realizacja ustalen - jesli UDA sie dojsc do KOMPROMISU...
                  Bo niektorzy uwazaja , ze kompromis to wetdy gdy zadecyduje sie tak jak oni
                  chca...
                • smallm Re: do smallm 27.08.04, 12:45
                  Chalsia, ja nie rozmwiałam z ojcem małej przez ponad 2 lata w ogóle. Nawet nie
                  miałam numeru telefonu. Czasem do niektórych rzeczy potrzeba czasu. Jak minie
                  odpowiedni dla Was też nabierzecie dystansu do niektórych rzeczy. Moja córka ma
                  5,5 roku, a między mną, a jej ojcem zaczyna się normalizować od roku, jak udało
                  mi się w końcu przez starych znajomych wspólnych nawiązać z nim kontakt, żeby
                  podpisał mi zgodę na paszport, bo chciałabym z dzieckiem wyjechać. Dla niego
                  było to nieprawdopodobne, że przez te lata nie wniosłam o podniesienie
                  alimentów, nie dałam sprawy do komornika, nie pobiegłam od razu do sądu o
                  paszport, tylko postarałam się z nim sama dogadać... Niektórzy faceci sądzą, że
                  wszystkie matki uwielbiają siedzieć w sądach... I dlatego też później są
                  problemy, bo dla ludzi często najlepszą obroną jest atak...
                  • chalsia Re: do smallm 27.08.04, 13:22
                    Smallm, może nie doczytałam, ale odniosłam wrazenie, ze przez te 2 lata w ogóle
                    nie było kontaktów między Twoim eks a Tobą I RÓWNIEŻ DZIECKIEM.
                    W moim przypadku jest inaczej. Ojciec ma stały (i śmiem twierdzić częsty)
                    kontakt z synem - raz-dwa razy w tygodniu w dni powszednie (nawet nie
                    wykorzystuje w pełni uzgodnionego dla niego czasu) oraz co druga sobota (10
                    godzin u ojca). Synek ma 2 lata 8 miesięcy.

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia

                    PS. alimentów nie podwyższam, komornika nie nasyłam, next nie nachodzę (w
                    jakiejkolwiek formie), eksa nie proszę o pomoc ani nie szantażuję.
                    • new_live Re: do smallm 27.08.04, 13:31
                      Chalsi-podpisuje sie pod tym co napislas- bardzo pododnie- wiek dziecko niec
                      sie nie zgadza...

                      Wiec nie wiem do jakiej to dobroci chce nas saml naklonic i niby co ona ma
                      dac///

                      Ale coz , niektorzy wierza w cuda.
                      • smallm Re: do smallm 27.08.04, 14:06
                        Nie chodzi o cuda. Mówię, że czasem po latach coś zaczyna się normalizować. Nie
                        mówię też, że zawsze. Każdy przypadek jest inny i trzeba go indywidualnie
                        rozpatrywać. Nikogo nie oceniam, bo nie mam do tego prawa. Nie znam Waszej
                        sytuacji, to tym bardziej ciężko mi jest wyrokować. Czasem może po prostu
                        trzeba pogodzić się z daną sytuacją dla siebie samej i dla dziecka. A z czasem
                        może cos się zmieni na plus.
              • smallm Re: do smallm 27.08.04, 12:27
                > Wszystko PIEKNIE.. Tylko do tego , jaki i do malzenstwa, do przyjazni i
                kazdej
                > innej relacji - trzeba DWOJGA!!!!

                Ależ ani przez moemnt nie twierdzę, że jest inaczej!

                > A w niektórych przypadkach to niemozliwe.

                Zgadza się. Ale uważam, że można czasem spróbować jakąś łagodnością to zmienić.
                Nie wiem jak... Każdy jest inny. Mi się troszkę udało. A byłam pewna, że to
                niemożliwe... Choć tak naprawdę na razie tyle, że nie warczymy na siebie, a
                właściwie on nie warczy na mnie... Zaczynamy uskuteczniać czasem miłe
                pogaduszki przez telefon, co spowodowało, że atmosfera naprawdę się oczyściła.
                Wprawdzie przyjazdy są wciąż obiecywane tylko, ale np. z pieniążkami sam już
                zaczął się pilnować i jak nie może wysłać na czas to chociaż wyśle smsa z
                przeprosinami. Wiem, że to co jest dalekie jeszcze od ideału, ale... jest w tym
                wszystkim więcej spokoju, zapomnienia o własnych urazach, a postawienie na
                dziecko.
                • new_live Re: do smallm 27.08.04, 12:30
                  To masz szczescie. Ja sie oduczylam dobracia- jak kilka razy za to ze sie
                  staram dostalam noz wplecy. Teraz bez wojny - ale i z odpowiednia rezerwa.. I
                  zawsze z duza doza ostroznosci...

                  Jak widac ta sam metoda na jednych dziala -na drugich nie...
                  • smallm Re: do smallm 27.08.04, 12:59
                    > Teraz bez wojny - ale i z odpowiednia rezerwa.. I
                    > zawsze z duza doza ostroznosci...

                    To całkiem dokładnie jak u mnie, ale to działa, uwierz mi. Po jakimś czasie
                    zaczęliśmy nawet przejawiać w tym odrobinę sympatii. Ostatnio przez
                    godzinę "kłóciłam się" z nim, że jak przywiezie dziecku psa, to go z tym psem
                    za drzwi wyrzucę, bo kto się będzie tym psem opiekował. Oczywiście więcej w tym
                    było śmiechów niż kłotni big_grinbig_grin
    • chalsia Martina, proszę o kontakt na psychologa na priva . 27.08.04, 12:19
      gazetowego chalsia@gazeta.pl

      Dzięki i pozdrawiam,
      Chalsia
      • new_live Re: Martina, proszę o kontakt na psychologa na pr 27.08.04, 12:24
        Ja nie dostalam wiec jeszcze raz proszei pisze. Moj new_live@gazeta.pl
    • amelka99 Re: ograniczenie praw ojca do dziecka 30.08.04, 21:15
      Witaj Martinko.Czytalam Twoj list z uwaga i przyznam sie szczerze mimo iz sama
      jestem mama 3 dzieci nie widac w nim za bardzo troski o Twoja corke .Zaczynajac
      od poczatku to czy Ty wiesz co to jest OGRANICZENIE WLADZY RODZICIELSKIEJ LUB
      POZBAWIENIE JEJ ?Nie mozna pozbawic kogos czegos tylko dlatego ze Ty tak
      uwazasz..musisz miec konkretne argumenty bo fakt ze Ty uwazasz ze On nie kocha
      corki jest smieszny ...Nie zapominaj ze w sadzie nie istniejesz Ty tylko Twoja
      corka i to w jej imieniu wystepujesz.Dla sadu argumentami jest porzucenie
      dziecka,nie interesowanie sie nim ,nie placenie alimentow..a jak narazie to Ty
      zabraniasz corce kontaktow z ojcem ..wiec moze sie to obrocic przeciwko
      Tobie .moze powinnas jako matka zaproponwac jakos rozwiazanie tego problemu
      spotkan i wytlumaczyc ojcu dziecka jaka oboje zrobicie tej malutkiej krzywde
      nie zmieniajac dalej swojego zachowania.Pozbawiajac ojca wladzy rodzicielskiej
      NIE POZBAWIASZ GO PRAWA DO WIDZEN Z DZIECKIEM jedynie do decydowania o waznych
      sprawach w jej zyciu np.metodzie leczenia,wyborze szkoly,zgody na wycieczke lub
      paszport. Dlatego jezeli jest tak jak mowisz ze kochasz coreczke ponad wszystko
      to zrob to co tylko mozesz zeby wciagnac ojca w wychowanie corki a nie
      odrzucahj jego ojcowskiej milosci ..moze on nie rozumie tych bledow ..i
      potrzebuje tylko odpowiedniego ukierunkowania.Mimo wszystko zycze powodzenia i
      nie poddawaj sie tak latwo ..w koncu nikt nie powiedzial ze w zyciu bedzie
      latwo smile)
      • tata_malolata Re: ograniczenie praw ojca do dziecka 31.08.04, 09:24
        Mądre słowa.

        Wydaje się, że autorka wątku też to zrozumiała i wybrała (mam nadzieję) dobrą
        drogę (patrz wyżej - • WAŻNE DZIEWCZYNY PRZECZYTAJCIE z 27.08.2004). Więc
        życzmy jej szczęścia !!!
Pełna wersja