Ojciec czy ojczym?

26.08.04, 12:40
Witajcie,

mam pytanie do dziewczyn, ktore ulozyly sobie zycie na nowo. Jak wyglada
kwestia biologicznego ojca dziecka? Mowicie o nim, czy nie? A zmiana nazwiska
dziecka?
Siostra mojego dobrego kolegi z pracy stoi wlasnie przed tym problemem. Ma
malego synka, ktorego wychowuje sama, a teraz wychodzi za maz. Jej narzeczony
chce aby Maly nosil jego nazwisko, mowil do niego "tato" (ona mowi do Marca o
nim po imieniu) i zeby nie bylo tematu biologicznego ojca. Ona boi sie, ze
synek kiedys poczuje sie okrutnie oszukany. Zwlaszcza, ze Marc ma male szanse
byc podobny do ojczyma. Ale z drugiej strony, jak tlumaczyc, ze tatus na
codzien to ojczym, a jeszcze jest jakis inny tatus, w dodatku niebezpieczny...

Prosze, poradzcie cos. Jak za osobiste na forum, to na priva.

Dziekuje serdecznie,
Lisek
    • ewik35 To bardzo wazny temat 26.08.04, 15:11
      Sama myślę intensywnie. Bo wychowuje córkę właściwie sama. Z jej Tatą jakoś nie
      możemy sobie ułożyć szczęśliwie życia (nigdy nie byliśmy małżeństwem), ale
      żyjemy dobrze i w przyjażni. On wpada do małej raz na 2 tygodnie średnio. Mała
      ciągle nie kojarzy go (niedawno skończyła rok), ale zna i lubi. A i on myślę
      zaczyna ją kochać.

      Niedawno pojawił się w moim życiu ktoś. Nie wiem, czy to poważna sprawa i czy
      będzie z tego nowy związek, ale teoretycznie tak może być, bo ten ktoś bardzo o
      to zabiega. A ja właśnie nie wiem jak to by miało być: jeden "tata" w doma na
      codzień, a drugi tata raz na jakiś czas ??? Czy takie dziecko może się dobrze
      rozwijać i kto będzie tym prawdziwym tatą
      • burza4 Re: To bardzo wazny temat 26.08.04, 15:29
        Cóż - wiele moich kolezanek żyje w takich właśnie układach i dzieci podchodzą
        do tego najnormalniej na świecie. Tata bywa, widuje się, a mąż mamy - wychowuje
        na co dzień. Tylko jedno dziecko mówi do ojczyma "tato", ale tam biologiczny
        ojciec nie żyje, a ojczym był z nimi odkąd dziecko miało 2 lata. W pozostałych
        przypadkach dziecko mówi do ojczyma po imieniu, dzieci są zżyte i z ojcami i z
        ojczymami.

        I tak w ogóle to jestem za szczerością, takich rzeczy nie da się ukryć przed
        dzieckiem, tym bardziej żę nie ma tez powodu żeby demonizować sprawę, dzieci
        przechodzą do porzadku dziennego, o ile nie wywołuje to niezdrowych sensacji u
        dorosłych. Decyzję, jak się zwracać do ojczyma powinno podejmować wyłącznie
        dziecko (o ile jest już świadome), dorośli w ogóle nie powinni ujawniać swoich
        oczekiwań w tym względzie.

        Jak rozumiem, obaj panowie nie uznali swoich dzieci oficjalnie? trzeba pamiętać
        jeszcze o jednym - ojciec adopcyjny bierze na siebie wszelkie obowiązki, w
        razie tfu, tfu -rozstania, to on będzie zobowiązany do alimentacji na rzecz
        dziecka. Dlatego tez np. koleżanka, która owdowiała nie zdecydowała się na
        formalną adopcję, bo dziecko pobiera rentę po ojcu.
        • szymon00 Re: To bardzo wazny temat 26.08.04, 16:34
          no cóż, zasadnicza różnica pomiędzy ojczymem a ojcem jest taka, że dziecko
          ojczymów może mieć wiele, w zależności od atrakcyjności i morale jego matki, a
          zaś ojca - tylko jednego.

          Ponadto różnica między samotnie wychowującym ojcem a samotnie wychowującą matką
          jest taka, że mężczyzna, który sam wychowuje dzieci i pojawia się partnerka to
          nie uczy dzieci, że to ich mama, bo mamę i tatę się ma jednego, zaś u matek
          widzę, że zaczyna to być dość modne

          pozdrawiam
          • berkot Re: To bardzo wazny temat 26.08.04, 17:27
            burza napisała, że dziecko samo powinno wybrac jak ma mówic do partnera rodzica,
            nie podzielam tej opinii, sytuacje sa różne.....
            ex ożenił sie po raz drugi i przysposobił(?)panieńskie dziecko swojej wybranki,
            ale już na długo przed tym faktem dzieciak mówił do niego tato.......
            własne dzieci nie zostały o tym fakcie poinformowane przez rodziciela bo ten
            nie pomyśłal w swej "szlachetności", ze może im byc źle z tego powodu.
            A ex nie oponowal przeciwko dodatkowemu "utatusiowieniu", bo tamtego dziecka
            szkoda.....
            dlatego temat jest i wazny i niełatwy, bo przeciez nie wszyscy ewentualni
            ojczymowie sa kawalerami bez przychówku.
            pzdr.
            berkot
            • darcia73 Re: To bardzo wazny temat 27.08.04, 04:58
              Moja sytuacja jest podobna. Rozstałam się z moim eks kiedy byłam na poczatku
              ciązy, chociaz praktycznie mieszkał z nami do pierwszych urodzin dziecka (a
              raczej "hotelował się")Powinien sie do syna przywiązać, bo miał go na co dzień,
              ale przy sparwie rozwodowej zrzekł się praw rodzicielskich. Na pytanie sadu
              dlaczego tak robi odparł, ze jak moj M mnie brał, to wiedzial, ze ja mam
              dziecko i teraz MUSI PONoSIC TEGO KONSEKWENCJE,bo nie brał sobie panienki,i
              zdawał sobie sprawe z tego, że bedzie musialwychowywac cudze dziecko. Sąd na
              to "ale przeciez to pana dziecko" a on - i co z tego? Jak M chce ze mna byc, to
              niech łozy na dziecko...
              Sąd po takiej postawie nie miał chyba złudzeń. Jak eks odwiedza syna pyta sie
              kiedy bedzie sparwa o przysposobienie, bo ja jeszcze moge wyciąc mu numer i
              komornika na niego naslę albo nie daj Boze rozpowiem ludziom, ze on ma dziecko.
              Najgorsze jets to, ze on się wstydzi, ze ma syna a swoim znajomym opowiada, ze
              to nie jego dziecko, tylko mojego M. Ciekawe tylko, ze jak rozstawalm się z eks
              to byłam w ciąży...
              Dodam, ze jego przyszła zona nie chce ,zeby eks uczestniczył w wychowywaniu
              dziecka. Przed sparwą rozwodową rozmawiala ze mna na ten temat i przekonywała,
              ze tak bedzie najlepiej dla wszytkich. A ja no, coz. Klopot mam z głowy.
              Trzymam w sejfie dokumenty i oswiadczenia tatusia, w ktorych pisze, ze nie jest
              z dzieckiem zwiazany i nie chce byc jego ojcem. Jak syn bedzie chcial poznac
              prawde, to mu pokaże.
              A z terminologia: kiedys o eks mowilam do synka "tata" teraz mowie po imieniu
              czasami dodajac "tata R". Mamy w domu zdjecia, pokazuje mu go na zdjeciu i
              tłumaczę, że kiedy mieszkał z nami to był jego tatą. Do mojego M synek
              automatycznie zaczał mowic tata. Zresztą M jest dla niego jak prawdziwy ojciec.
              Kiedys bedzie miał dwoch ojców. Nie zamierzam tego faktu ukrywac, nawet po
              przysposobieniu.

            • burza4 Re: To bardzo wazny temat 27.08.04, 10:27
              Nie ma nic złego, jesli mówienie "tato" do ojczyma następuje z inicjatywy
              dziecka. Chodziło o raczej o sytuację, kiedy dorośli domagają się od dziecka
              mówienia "tato" do kogoś, kto nie jest mu szczególnie bliski (bo np. ta więź
              jeszcze się nie umocniła), z powodów typu "co ludzie powiedzą". Mój kolega do
              ojczyma mówił "tato", bo matka tego zażądała już na wstępie, a on nie chciał
              jej robić przykrości. To słowo ością w gardle mu stawało, bo nienawidził
              faceta, ale mama prosiła....
              • smallm Re: To bardzo wazny temat 27.08.04, 11:01
                Dla mnie zmuszanie dziecka do mówienia "tato" jest głupotą. Też pozostawię
                decyzję dziecku.

                Za to miałam inną sytuację... Córka mojego znajomego przy trzecim spotkaniu
                wyskoczyła do mnie "mamo" (fakt, że pewnie owczym pędem za moją, tyle, że
                wieczorem kazała mi wziąć ślub z jej tatusiem)... Przyznam szczerze, że dziwnie
                się poczułam. Przede wszystkim byłam zła na jej matkę, która zostawiła ją i jej
                ojca i pojechała sobie w świat. Bo to, że ona tak zareagowała na mnie - w sumie
                obcą osobę - świadczy o tym jak bardzo brakuje jej matki... Zresztą moja własna
                córka tak aż bardzo się do mnie nie klei, jak tego znajomego...

                Za porzucanie własnego dziecka powinno się zamykać w więzieniu...
              • berkot Re: To bardzo wazny temat 27.08.04, 18:14
                Burza, jeśli przymierzyc to do mojej sytuacji, to zostawianie w tym względzie
                inicjatywy dziecku, było delikatnie mówiąc naduzyciem.
                O przykrości i szoku jakiego doznały moje dzieciaki, jakos nikt nie myślał.....
                To co w związku z tym przychodzi mi na myśl, naprawde nie nadaje sie do
                powtórzenia.
                Jestem grzeczna, rozmawiam, ustalam pewne rzeczy, nie przeszkadzam w
                kontaktach, ale nie szanuję, ani trochę!!!

                A zmuszanie dzieci do nazywania obcej osoby mianem taty, mamy, to juz totalny
                debilizm.
                Reasumując, to wszystkie takie sytuacje zawdzięczamy głupim dorosłym niestety.
                • malwa33 Re: To bardzo wazny temat 28.08.04, 12:38
                  Poznałam mojego obecnego męza kiedy moje dziecko miało ponad 2 lata.
                  Poczatkowo zwracało sie do niego po imieniu do własnego ojca-tato.
                  w momencie kiedy pojawiło sie nasze wspólne dziecko na swiecie, mój syn
                  uznał,ze skoro to siostry tato to jego tez.
                  I tak zostało, nikt nie miał nic pzreciwko temu, do swojego biologicznego ojca
                  równiez mówi tato, nosi jego nazwisko.
                  Nie tłumaczylismy dlaczego tak jest, poniewaz był za mały.
                  Z czasem sam zrozumiał.

                  Teraz mój syn ma 14 lat, to co powyzej napisałam to jego wyznania.
                  Cieszy sie,ze mówi tato bo to zaoszczedza mu pytan i drwin ze strony kolegów
                  itp, np. gdy wszyscy jestesmy razem.
                  Tego co go wychował traktuje jak własnego, biologicznego bardziej jak
                  partnera/kolegę/.



                  • chalsia Re: To bardzo wazny temat 29.08.04, 00:56
                    Dzięki za Twój post, bo jakoś tak mnie uspokoił.
                    Może z takiego samego powodu mój 2 lata i 8 miesięcy synek mówił parę razy, że
                    ma DWIE mamy. Eks ma niespełna roczne dziecko w nowym związku i mój synek bywa
                    u nich w domu w soboty co dwa tygodnie.

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia
                    • kubowa Re: To bardzo wazny temat 29.08.04, 08:44
                      moj synek tez ma dwoch ojcow (tak mowi). z exem rozstalam sie 3 lata temu, jak
                      maly mial prawie 4 lata. maja mniej lub bardziej regularny kontakt ze soba i to
                      o exie ja mowie do dziecka"twoj tato". dwa lata temu poznalam kogos, kto jest
                      moim mezem dzisiaj. moj syn i moj next bardzo sie pokochali, ale zrobili to
                      zupelnie naturalnie. nikt dziecka nie zmuszal do nazywania mojego meza 'tato',
                      ja mowie do nexta po imieniu i moj syn tez. moj next nie ma nic przeciwko temu.
                      natomiast kiedy zaszlam w ciaze z next to maly pokombinowal pokombinowal i
                      wymyslil, ze skoro mamy miec dziecko, to on tez chce do mojego meza
                      mowic 'tato', zeby sie nikomu nie mylilosmile nie zabronilismy mu tego,
                      powiedzielismy, ze jesli tak chce to wspaniale, a on na to, ze on ma dwoch
                      tatusiow. my dalej mowimy o moim mezu po imieniu, moj syn tez, tylko czasami
                      jak sie chce do mojego next przytulic to mowi 'tato'. moj maz czesto mowi do
                      mojego syna 'synku', a moj syn o mnie i mezu mowi 'rodzice' (to tez samo od
                      niego wyszlo, nikt go nie zmuszal, nawet nie podpowiadal). co do praw i opieki,
                      to niestety, maly ma nazwisko swojego ojca i tego nie chcemy zmieniac. jak maly
                      bedzie pelnoletni to sam zdecyuje, chociaz slyszalam, ze w sytuacji, kiedy
                      wszyscy bedziemy sie inaczej nazywac maly moze sie poczuc odsuniety. no, ale
                      poki ojciec chce miec prawa do dziecka, to nikt mu tego nie moze zabronic. a
                      jesli chodzi o obowiazki mojego meza wzgledem dziecka, to bez zadnych papierkow
                      wzial za niego odpowiedzialnosc i traktuje go duzo lepiej i bardziej
                      odpowiedzialnie niz kiedykolwiek ojciec dziecka. wiec to chyba nie w papierkach
                      kwestia. i nie w nazwisku. po pierwsze trzeba zbudowac dobra relacje z
                      dzieckiem, o ile komus na tym zalezy, a reszta sie sama jakos rozwiaze. ja tak
                      chaotycznie pisze, bo to juz 37 tydzien ciazy i naprawde moj organizm odmawia
                      posluszenstwasmile
                      • malwa33 Re: To bardzo wazny temat 29.08.04, 10:13
                        no wałasnie z tym nazwiskiem to jest problem
                        Chociaż mój syn ma imię i nazwisko jak znany Polski aktor chce je zmienic.
                        Niebawem bedzie mógł to sam zrobic.
                        Jego argumenty śa takie,ze czuje sie bardziej B..... niz Ż...
                        Ojciec biologiczny nie zgodzi sie to pewne ale cóz...skoro syn sam wystapi nic
                        nie bedzie mógł na to poradzic.

                        Kiedys mi tłumaczył tak: Mam dosyc tłumaczenia,ze to jest moja siostra ale ma
                        inne nazwisko....
                        W ogóle mam dość tłumaczenia wsród kolegów,ze mój ojciec jest gdzies tam a to
                        ojczym....
                        itd

                        Moje stanowisko jest takie,ze nie narzucam, nie podpuszczam itp.
                        Stosunki z biologicznym ojcem sa poprawne, spotkania sporadyczne dlatego czuje
                        sie bardziej zwiazany z ojczymem niz z własnym ojcem.

                      • vialle Re: ile trwalo u Was zzycie sie dziecka z nextem? 30.08.04, 10:35
                        czytam te Wasze posty o tym jak w malzenstwie z nextem macie drugie dziecko i
                        jak jest z tym nazywaniem taty a ojczyma i... dotykacie czegos co jeszcze
                        przede mna, a czego sie strasznie boje i co mne ogromnie boli. U mnie na razie
                        jest tak, ze eks pewnie dostalby ataku serca gdyby synek nazwal nexta tata...
                        Boze, tak bym chciala zeby to sie ulozylo i u nas - zeby eks zrozumial, ze i ja
                        i next respektujemy to ze on jest ojcem, ze nikt nie chce zajmowac jego
                        miejsca, zniszczyc jego wiezi z dzieckiem etc. Ale ze powstanie wiez dziecka z
                        nextem i ze on musi na to pozwolic i pogodzic sie z tym. Eks na razie stara sie
                        nie uwierzyc w istnienie nexta - chyba ciagle traktuje go jak cos co przeminie,
                        nie przyjmuje do wiadomosci ze jego syna bedzie wychowywal ktos inny. No ale my
                        sie rozstalismy niecaly rok temu, pewnie to kwestia czasu. Mam nadzieje, bo to
                        jest koszmar, ciagla nerwowka i strach zeby eks nie wlazl na nexta bo sie
                        prawie rzuca na niego z lapami, nie zwracajac uwagi ze syn to widzi. Strach na
                        mysl co bedzie dalej. Strach na mysl ze podejmiemy decyzje o slubie i jak na to
                        zareaguje eks. Moze sie to zmieni kiedy wezmiemy slub (eks nie byl moim mezem),
                        moze wtedy dotrze do niego ze to na serio, ze jestesmy rodzina, ze next jest
                        ojczymem jego synka. Mam nadzieje, ze zmieni sie to zanim bedziemy mieli drugie
                        dziecko, bo teraz naprawde nie wiem jak by wygladala ta nasza rodzina. Wasze
                        posty daly mi troche nadziei.
                        Napiszcie jeszcze prosze ile trwalo zzycie sie Waszego dziecka z nextem i jak
                        czesto wtedy i obecnie dziecko widywalo i widuje sie ze swoim biologicznym
                        tata. I jak tata reagowal na zblizenie dziecka z nextem - jesli byly negatywne
                        reakcje to jak sobie z nimi radzilyscie? To jest moj najwiekszy bol w zyciu
                        teraz. To ze eks nienawidzi nexta i nie umie tego nieokazywac synkowi. Wie ze
                        to dla dziecka trudne, i chyba nawet sie stara panowac nad soba, ale jak dotad
                        srednio mu to wychodzi. Bardzo srednio nawet. Wszystko mnie boli od zycia w ten
                        sposob.
                        • malwa33 Re: ile trwalo u Was zzycie sie dziecka z nextem? 30.08.04, 11:45

                          > Napiszcie jeszcze prosze ile trwalo zzycie sie Waszego dziecka z nextem i jak
                          > czesto wtedy i obecnie dziecko widywalo i widuje sie ze swoim biologicznym
                          > tata. I jak tata reagowal na zblizenie dziecka z nextem - jesli byly
                          negatywne
                          > reakcje to jak sobie z nimi radzilyscie? To jest moj najwiekszy bol w zyciu
                          > teraz. To ze eks nienawidzi nexta i nie umie tego nieokazywac synkowi. Wie ze
                          > to dla dziecka trudne, i chyba nawet sie stara panowac nad soba, ale jak
                          dotad
                          > srednio mu to wychodzi. Bardzo srednio nawet. Wszystko mnie boli od zycia w
                          ten
                          >
                          > sposob.

                          W moim pzrypadku nie było większych problemów.
                          Po rozstaniu sie z moim byłym mężem, zakomunikowalam ,ze;
                          -ma prawo do widywan sie z dzieckiem, nie robie zadnych przeszkód
                          -ma sobie uzmysłowić,ze w pzryszłosci zapewne zaloze rodzine wiec sytuacja moze
                          sie zmienic wiec w tym przypadku nie bedzie roscił sobie prawa do mnie, dziecko
                          bedzie miało ojczyma czy che tego czy nie
                          -to od dziecka bedzie zalezało jak mego przyszłego partnera bedzie nazywało on
                          zawsze pozostanie ojcem
                          -w przypadku kiedy zoabcze,ze syna negatywnie nastawia przeciwko mnie i reszcie
                          rodziny beda starała sie o ograniczenie widzen itp

                          Wszystko było z górki, poniewaz mój były szybko znalazl sobie żone, która w
                          krotkim czasie urodziłą mu dziecko.Poświecal caly swoj czas swojej nowej
                          rodzinie.
                          Widzenia z ojcem poczatkowo były czeste jednak po zmianie syt. rodzinnej mego
                          ex stały sie rzadsze. Pozniej wyjechałam na drugi koniec Polski, tam poznałam
                          swojego obecnego męza, urodziłam drugie dziecko.
                          Syn mój widuje sie ze swoim ojcem rzadko ,poniewaz zadno z nich nie odczuwa
                          takiej podtrzeby.
                          Ot tyle


                        • kubowa Re: ile trwalo u Was zzycie sie dziecka z nextem? 30.08.04, 19:35
                          u mnie to trwalo jeden weekend. dziecko tak bylo spragnione meskiego
                          towarzystwa, ktorego jego tato przez 5 lat go pozbawial, ze jak spedzil weekend
                          ze mna i moim (teraz juz) mezem, to oszalal z radosci. a moj maz naprawde
                          bardzo starannie pielegnowal to ziarenko zasiane wtedy i dlatego teraz sa w
                          cudownych relacjach i jak widze, jak czasami maly z problemem idzie do meza,
                          nie do mnie, to strasznie sie ciesze, ze wreszcie mam zastepstwo! a z exem
                          sytuacja jest taka, ze moj maz jest posrednikiem miedzy nami, bo ja nie moge
                          sie z nim (z exem) bezposrednio kontaktowac. no wiec gdyby jeszcze ex zaczal
                          miec jakies pretensje o obecnosc kogos innego to moglby wiecej nie pukac do
                          naszych drzwi. a syn widuje sie ze swoim ojcem raz w tygodniu (mialo byc 3
                          razy, ale tatus zrezygnowal) i co drugi weekend. oprocz tego spedza caly
                          miesiac wakacji z ojcem (czyt: z babcia, bo ojciec bardzo jest pochloniety
                          testowaniem kolejnych kandydatek na nowa mame dla synasmile
                          negatywne reakcje dziecka byly prawie zawsze po powrocie od tatusia. nie bylo
                          latwo, zwlaszcza mnie. mam szczescie, ze moj maz ma anielska cierpliwosc i to
                          on mi tlumaczyl, co takie male dzieko moze czuc i myslec. zamiast wiec gadac z
                          synem o jego ojcu i o nas zagadywalismy go czym sie dalo i tworzylismy jak
                          najcieplejsza atmosfere w domu. dzieki temu dzisiaj widzimy, ze syn wytworzyl
                          sobie poczucie bezpieczenstwa wlasnie dzieki temu domowi, ktory my razem
                          stworzylismy. a ojca tez potrzebuje. gdyby nagle calkiem zniknal na pewno bylo
                          by duzo gorzejsad(
          • tata_malolata Re: To bardzo wazny temat 30.08.04, 12:56
            szymon00 napisał:
            > no cóż, zasadnicza różnica pomiędzy ojczymem a ojcem jest taka, że dziecko
            > ojczymów może mieć wiele, w zależności od atrakcyjności i morale jego matki,
            > a zaś ojca - tylko jednego.
            -------------
            O tak. "Morale" niektórych współczesnych mamuś pozostawia wiele do zyczenia.
            Niestety wielu, wielu współczesnych tatusiów też. Jakoś dziwnie czuję się w tym
            świecie jako nie tylko "hetero" ale i "mono" wink


            > Ponadto różnica między samotnie wychowującym ojcem a samotnie wychowującą
            > matką jest taka, że mężczyzna, który sam wychowuje dzieci i pojawia
            > się partnerka to nie uczy dzieci, że to ich mama, bo mamę i tatę się
            > ma jednego, zaś u matek widzę, że zaczyna to być dość modne.
            --------------
            Po ilości wątków na tej stronie pod tytułem: "jak pozbawić ojca praw
            rodzicielskich i wprowadzić aktualnego kochasia w życie dziecka" tak można by
            sądzić smile

            Dlaczego tak niektóre matki postępują ? Rozwiązanie zagadki jest dość proste. W
            przypadku wielu matek wynika to z posiadania przez kobiety "przewagi
            formalnej" - a więc tego, iż z definicji sądy rodzinne stoją po stronie
            kobiety, która takie numery może robić w majestacie prawa. Pozbawianie ojca
            praw rodzicielskich, ograniczanie kontaktów (sądy uważają, że 2
            godziny "widzenia" dziecka raz na dwa tygodnie to czas wystarczający dla
            kontaktów dziecka z ojcem), ograniczanie wpływu na wychowanie uznawane jest za
            akceptowalny koszt rozwodu. Jakiż lament podniósłby się gdyby jakiejkolwiek
            matce odebrano prawa rodzicielskie! Ale do rzeczy - gdyby mężczyźni dysponowali
            takimi przywilejami - zapewniam Cię, że niektórzy (całkiem liczny procent) też
            pozbawiali by matki praw rodzicielskich, znajdowali dzieciom nowe mamusie itp.
            Taka jest już wredna natura człowieka.... A w każdym razie dużej części jego
            populacji.

            Niestety często też aktualny kochanek/kochanka wcale nie ma zamiaru zbyt mocno
            zaangażować się w opiekę nad dziećmi (nie swoimi przecież). Czym innym emocje i
            przyjemność, czym innym zobowiązanie się i odpowiedzialność. Często potem
            pojawiają się kolejni i kolejni... Suuuper dzieciństwo...

            Dlatego wszystkim paniom (bo to w końcu kobieca strona) - poradziłbym: nie
            wprowadzajcie na łapu capu nowego tatusia dzieciom. Nie wiadomo co będzie za
            miesiąc. Zawsze najlepszym lekarstwem na problemy jest czas. On rozwiązuje
            wiele spraw i daje lepsze(rozsądne) rozwiazania.

            A poza tym myślicie, że rozwód za wami i koniec problemów. Nie twierdzę -
            niektórym się udaje ale większość wpada w nową pułapkę. Poczytajcie dyskusje
            tych, którzy zaczynali wszystko drugi raz (niby od nowa, ale tak naprawdę już
            do końca życia niesie się jednak brzemię pierwszego małżeństwa) - to kolejny
            ocean problemów z których najczęstsze to:
            - zazdrość o pierwszą żonę/męża
            - niechęć dzieci do macochy/ojczyma
            - zazdrość dzieci z pierwszego małżeństwa o dzieci z drugiego i na odwrót
            - niemożliwość pełnego poświęcenia się nowej rodzinie (to najczęściej w
            przypadku mężczyzn rozwodników, którzy chcą odpowiedzialnie zajmować się
            dziećmi z pierwszego małżeństwa)
            - w związku z tym pretensje pierwszych żon o brak zainteresowania dziećmi lub
            pretensje drugich żon o poświęcanie zbyt wiele czasu tamtej rodzinie
            - no i są jeszcze kwestie finansowe.... niełatwe i drażliwe ...

            • vialle Re: To bardzo wazny temat 30.08.04, 15:24
              Dziwia mnie posty, w ktorych pobrzmiewa taka nuta podejrzliwosci/oskarzenia
              wobec osob, ktorych zwiazki sie rozpadly czy tez zostaly zastapione innymi.
              Jesli zle zrozumialam ton Twojej wypowiedzi tato malolata to przepraszam,
              wydaje mi sie ze taki ton uslyszalam i u Ciebie.

              Czasem mam wrazenie, ze nie zauwazamy faktu, ze ludzie sie myla. Nie tylko sa
              zli, glupi, prymitywni czy pozbawieni refleksji i plodza bezmyslnie dzieci -
              czasem buduja zwiazek w najlepszej wierze i sie nie udaje. I to jest ich
              dramat. Komentarze o watpliwym morale... sa latwe. Nie jest natomiast latwa
              decyzja czlowieka, ktory musi sie przyznac sam przed soba ze oto wlasnie
              poniosl porazke - nie udalo mu sie dla niego samego i dla swojego dziecka
              stworzyc szczesliwej rodziny. Podobnie jest bardzo trudno podjac decyzje o
              kolejnym zwiazku jesli juz ma sie dziecko. Trudno jest dac sobie prawo do
              szczescia, latwo za to nowy zwiazek podeptac i odrzucic jako cos co zagraza
              mojemu dziecku. Co wnosi zamieszanie, budzi agresje eksa, doklada trudnosci. No
              a wreszcie - przeciez potencjalnie nowy zwiazek tez moze sie skonczyc porazka -
              myslisz tato malolata ze latwo jest sie zdobyc na odwage i probe nowego
              zwiazku, ze latwo przelamac strach przed zranieniem wlasnego dziecka kolejnym
              zlym zyciowym wyborem? Naprawde myslisz, ze matki bez refleksji wdaja sie w
              kolejne zwiazki majac w nosie ze ich dzieci sie przywiazuja do nowych
              partnerow?

              A co do ograniczania praw ojca - poza skrajnymi przypadkami gdy matka
              rzeczywiscie chce calkowicie wyrugowac ojca z zycia dziecka (a mysle, ze sa
              wypadki gdy to jest uzasadnione), zwykle dyskutujemy tu na forum o
              intensywnosci kontaktow - zeby byly regularne, zeby ojcowie sie interesowali, z
              drugiej strony zeby dali czas i miejsce nowej rodzinie. Zadam stare
              wyswiechtane pytanie: co jest lepsze dla dziecka - wychowywanie sie z samotna
              zapracowana, sfrustrowana i nieszczesliwa matka, czy dorastanie w rodzinie w
              ktorej dorosli sie kochaja, szanuje sie miejsce ojca biologicznego, ale jest
              sie rodzina i spedza ze soba czas? Bo czasem odnosze wrazenie ze wszelka mysl
              ze nowy partner/maz ma jakiekolwiek prawa jest herezja. Ze niewlasciwe jest
              myslenie, ze potrzeba czasu i bliskosci, zeby zbudowac wiez pomiedzy dzieckiem
              a czlowiekiem, z ktorym bedzie mieszkalo pod jednym dachem i ktory bedzie mial
              wplyw na jego wychowanie! Czy takie odmawianie "praw" ojczymom jest w interesie
              dziecka?
              Pewien psycholog powiedzial mi, ze w zasadzie kazda konfiguracja w zyciu
              doroslych moze zostac zrozumiana i zaaprobowana przez dziecko, dziecko moze zyc
              szczesliwie po rozstaniu rodzicow i nie doznac specjalnej krzywdy, jest tylko
              jeden warunek - dorosli ludzie musza sie porozumiec. Nie odmawiac sobie swoich
              praw. Nie zaprzeczac faktom. Nie hodowac nienawisci. Nie udawac ze nie ma
              czegos co jest - wszystko jedno czy mowimy o wiezi ojca z dzieckiem jak i
              dziecka z ojczymem. Znalezc sie w nowej sytuacji.

              A co do pozbawiania ojcow praw to zapewne sa osoby, ktore w swojej zapieklosci
              chca tak zrobic. Moze ukarac bylego partnera, moze uwazaja ze kontakt z tym
              czlowiekiem nic dziecku nie da. Moze ja sama tak bym chciala gdyby eks byl
              alkoholikiem i prymitywnym lajdakiem. Nie wiem. Mysle ze spora czesc dyskusji
              tutaj toczy sie jednak nie o tym jak najsprytniej skrzywdzic ojca tylko o tym
              jak stworzyc szczesliwa rodzine z innym czlowiekiem, w ktorej bedzie miejsce
              dla ojca, ale ojciec nie zdominuje zycia rodziny. Bo jesli ojciec wyobraza
              sobie ze ojczym nie bedzie mial wplywu na jego dziecko, nie bedzie i znim
              blisko i nie bedzie go wychowywal mieszkajac z nim pod jednym dachem - to ja
              uwazam, ze taki ojciec ma zle w glowie i nie nalezy podporzadkowywac mu swojego
              zycia.
              • tata_malolata Re: To bardzo wazny temat 31.08.04, 08:42
                vialle napisała:
                > myslisz tato malolata ze latwo jest sie zdobyc na odwage i probe nowego
                > zwiazku, ze latwo przelamac strach przed zranieniem wlasnego dziecka kolejnym
                > zlym zyciowym wyborem?
                -------------------
                Oj będę złośliwy - odwagi Ci nie brakuje.
                Trochę wyżej w drzewie wątków piszesz, że jesteś ledwie rok po rozstaniu a już
                znalazłaś nowego "Romea"...
                Tymbardziej - niemałej odwagi - gdy piszesz, że Twój poprzedni "niemąż"
                powinien ZAAKCEPTOWAĆ to że jego dziecko BĘDZIE WYCHOWYWAĆ KTOŚ INNY. Duże
                prawa przyznajesz "nowemu".

                Zawsze w takich sytuacjach namawiam do wyobażenia sobie "odwróconych ról".
                Namawiam - pomyśl: "nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe".

                Pomyśl na przykład tak: "Żyję w świecie w którym dziecko po rozwodzie jest
                powierzane ojcu. Przychodzę na widzenia 1 raz albo 2 w tygodniu. To i tak dużo
                bo niektóre matki widują swe dzieci raz na miesiąc, niektóre nie widziały
                dzieci miesiącami. Mąż nie życzy sobie mnie widywać bo zakłócam jego spokój
                ducha i spokój nowej rodziny. No i jego nowa miłość teraz opiekuje się moim
                dzieckiem, wychowuje je i kształtuje. POWINNAM TO ZAAKCEPTOWAĆ".


          • ma.pi Re: To bardzo wazny temat 30.08.04, 18:13
            szymon00 napisał:

            > no cóż, zasadnicza różnica pomiędzy ojczymem a ojcem jest taka, że dziecko
            > ojczymów może mieć wiele, w zależności od atrakcyjności i morale jego matki,
            a
            > zaś ojca - tylko jednego.

            Powiem jedno, z wlasnego doswiadczenia "nie ten ojciec co zrobil, ale ten co
            wychowal".

            Pozdr.
    • judytak Re: Ojciec czy ojczym? 30.08.04, 13:52
      to tak, jak z adopcją w ogóle
      można dziecko przysposobić, można zmienić nazwisko, i dziecko będzie
      mówiło "tata" do ojczyma

      pod warunkiem, że tzw. biologicznego ojca nie ma
      (nie żyje, albo żyje, ale nie przychodzi, nie dzwoni, nie pisze...)

      ale nawet wtedy nie powinno się przed dzieckiem zataić, jak jest naprawdę...
      tak, jak przy każdej adopcji

      pozdrawiam
      Judyta
      • cheddar Re: Ojciec czy ojczym? 30.08.04, 19:20
        A co dopiero mówić o dorosłych, którzy wchodząc w związki małżeńskie nagle
        nazywają obcą babę i obcego faceta tatusiem i mamusią, prawda?. A co to, nie
        można teściowo i teściu?wink
        Dzieci na szczęście są dość bystre i dokładnie wiedzą, kto to jest tata, a kto
        to jest ten pan, który jest z nimi codziennie, pomaga im w lekcjach i troszczy
        się o niego. Sama od 5 roku życia mówiłam do mojego ojczyma "tato" i wcale mi
        to nie przeszkadzało w dokładnej świadomości faktu, kto jest moim biologicznym
        ojcem. Do tej pory jest dla mnie tatą, który bardzo dużo mi obecnie pomaga a
        dla mojej córki jest najcudowniejszym dziadkiem, w odróżnieniu od dziadków
        pochodzących od jej tatusia, którzy raz na rok się z nią obfotografują. Może
        wymyślmy jeszcze zastępcze nazwy dla właśnie takich dziadków, którzy są
        ojczymami mamusi. To się zrobi galimatias.
        Nie mówię o sytuacji oczywiście, gdy następna dziewczyna tatusia, która nijak
        się dzieckiem nie zajmuje, ani z nim nie mieszka, ani z nim często widuje, każe
        do siebie mówić "mamociocia".
        Mam nadzieję, że spotkam kiedyś fantastycznego faceta, który będzie traktował
        moją córkę jak królewne, który pozwoli jej wejść bez kompleksów w świat damsko-
        męskich relacji. Choć jeszcze nie widzę sytuacji aby mówiła do niego tato, ale
        nie wyobrażam sobie, aby mówiła "ojczym" albo "Heniek". Dzieci same czasem
        czują jaką rolę ma odegrać ów człowiek w ich życiu, stąd czasem słyszymy ich
        pytania "czy będziesz moim tatusiem". Nie zmuszajmy ale nie świrujmy.
    • liesel Re: Ojciec czy ojczym? 02.09.04, 14:42
      Bardzo sie ciesze, ze podzielilyscie sie swoimi doswiadczeniami, mysle ze dla
      dziewczyny, o ktorej pisalam na wstepie bedzie to bardzo cenna lektura (ktora
      wlasnie w ramach lunchu tlumacze wink). Dla niej jest to autentyczny problem z
      gatunku wybor miedzy dzuma a tyfusem.
      Biologiczny ojciec jej synka nie jest formalnie ojcem, Marc ma jej nazwisko
      etc. Same formalia nie beda wiec trudne, natomiast ona obawia sie, ze dziecku z
      racji wieku zatrze sie po prostu, ze ma tate/nie-tate i kiedys moze nastapic
      szok. Zwlaszcza ze biologiczny ojciec, nie wykazujacy zainteresowania
      przychowkiem, zaczal sie odgrazac na wiesc o planowanym slubie, ze "nie odda,
      co jego". A ze on jest psychiczny chyba (pobil swoja owczesna partnerke, gdy ta
      byla w ciazy, bo nie mogla z nim gdzies isc; probowal poturbowac noworodka, bo
      zaplakal; probowal bawic sie w powroty grozac roznymi dziwnymi rzeczami i pijac
      przy okazji na umor), a rzecz toczy sie w malym miasteczku (tzn. on tam mieszka
      i jej rodzina tez, ona sie wyprowadzila) - temat biologicznego ojca moze wyjsc
      przy przyslowiowym trzepaku. Chalsia pisze sobie w sygnaturce, ze ludzie to
      ssaki, a mozna powiedziec, ze ludzie to jedyne ssaki obdarzone bez konca
      umiejetnoscia komplikowania sobie (i innym) zycia..

      jeszcze raz dzieki za spostrzezenia, opinie i wszystko,
      Lis
Pełna wersja