Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-(

05.09.04, 23:50
Kiedys rozwiodlem sie.
Alimenty uzgodnilismy. Stale zlecenie w banku, nawet nie musze pamietac.
Odwiedzam kiedy moge bez problemow. Oczywiscie uprzedzam.
Albo spotykamy sie na miescie. Zakazy matki na niewiele zadylyby sie.
Trudnosci nie czynie. Paszport? Prosze bardzo, a co mi tam.
W decyzje jej nie wtracalem sie i nie wtracam. Ona wie lepiej, co najlepsze,
ona byla i jest na codzien.
Chcialbym jeszcze, aby mogla sama decydowac w naglych przypadkach, aby nie
musiala mnie szukac.
Czy to naprawde takie trudne???
Takie trudne, pojsc sobie na reke?
Czy dzieci musza byc wciagane w konflikt rodzicow? Byc karta przetargowa?
Mam pelnie praw rodzicielskich. Matka tez.
Czy moze bys wieksza pelnia praw i mniejsza?
Z Waszych postow wynika, ze tak.
Ojciec nie ma ograniczonych praw rodzicielskich, ale ja mam wieksze.
Bo JA tak postanowilam i juz !!!
A ja, bedac na miejscu ojca Waszego dziecka nie pytalbym o zgode na zrobienie
zdjecia gdy dziecko spi. Gdyz to rowniez MOJE dziecko spi.
Nie pytalbym o zgode, poszedlbym do przedszkola i odebral.
Podobno sa listy osob upowaznionych do odbierania dziecka, osob podanych
przez mame.
No niechby mi nie dali. Niechby dali cioci nie majacej praw rodzicielskich, a
nie dali mi, majacemu pelnie praw.
Dyrekcja, kurator, wojewoda, minister, itd, itd..... Strasburg!!!
Zapewne konczyloby juz podstawowke, znajac terminy i szybkosc dzialania
urzednikow.

Nie rozumiem Was.
Dzieci rosna, przyjdzie czas gdy same beda decydowaly o tym, z kim chca sie
spotykac, a z kim nie. Nawet bez Waszej wiedzy.
Jezeli teraz, gdy dziecko male, odpychacie ojca, to nie zrodzi sie zadna wiez
miedzy tymze ojcem a dzieckiem.
A gdy dziecko wymknie sie spod Waszych skrzydel, bedzie dla tego ojca "obcym"
czlowiekiem. On dla dziecka tez.
Owszem, krewni majacy swiadomosc, to moje dziecko, to moj ojciec, ale bez
uczucia. Samo zaplodnienie nie rodzi uczucia. Obcowanie z dzieckiem moze je
zrodzic.
Wydaje mi sie, ze nawet alimenty placi sie bardziej ochoczo gdy uslyszy sie
od dziecka............. tato, kocham Cie.
Nie rozumiem Was.
Pozdr.





    • chalsia Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 00:02
      A ja nie zrozumiem, jak ojciec mający 3 razy w tygodniu kontakt z dzieckiem
      nagle dochodzi do wniosku, że chce by maluch rok i 8 miesięcy zaczął u niego
      bywać i przeprowadza to w ten sposób, że zostawia matce 2 dni wcześniej kartkę
      w domu z informacją, że w sobotę zabiera synka na całą sobotę wraz z nocą do
      siebie do domu, gdzie dziecko nigdy jeszcze nie było. I kontynuuje to co
      tydzień, mimo, że słyszy od matki i nie tylko, że synek to bardzo źle znosi. Po
      czym odrzuca propozycje pójścia w tej sprawie do psychologa dziecięcego i
      stawia matce ultimatum, że jeśli uczyni cokolwiek by zmienic ten stan rzeczy,
      to zerwie całkowicie kontakt z synem. Co niniejszym czyni, gdy matka po 3
      miesiącach w końcu decyduje się, by nie dać ojcu zabrać syna z domu na noc.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • edzieckokarenina Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 00:21
        samodzielny- ja bym chciała,żeby mój ex był taki jak Ty(z tego co tutaj
        opisałeś).
        Mój ex od początku nie interesował się dzieckiem, po iluś tam miesiącach
        pojawił się, niby kontakt nawiazał po czym znowu znikł.Nie widzę tu zadnych
        uczuć wobec syna-to była z jego strony zabawa w rodzica,ale znudziło mu
        się.Alimentów też nie chce mu się znowu płacić itp, itd.
        Prawa rodzicielskie ma-nie chce mi się na razie ani ich ograniczać ani odbierać-
        bo nie mam ochoty ciągać się z nim znowu po sądach(była juz sprawa o alimenty).
        To gnojek i tyle.
        • niebieskax Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 08.09.04, 11:39
          SAmodzielny - Ja tez bym strasznie chciała mieć, takiego byłego jak Ty !!! U
          nas strasznie jest !! Obawiam się, że dziecko przez niego oszaleje. Nie
          powinien mieć praw a jednak je ma i mimo to, robi dziecku krzywdę. Ty jesteś
          normalny ale większosc facetów nie mysli tak jak Ty. Dalatego My mamy musimy
          chronic swoje maleństwa, jeżeli ojciec nie wie co dobre i krzywdzi dzieci.
      • samodzielny Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 00:28
        chalsia napisała:
        To co napisala.
        A ja przepraszam, dziecko to rzecz ktora mozna sobie ot tak wziac?
        Przychodzil i bral sobie, czy Ty mu dawalas?
        Kartki zostawial? Akceptowalas taki sposob porozumiewania sie.
        Gdyby nie, kartka do kosza, nie ma jej.
        Matka po 3 miesiacach decyduje sie??
        A ja przepraszam, a majac pelnie praw rodzicielskich to ja bym matki nie pytal!
        Poinformowalbym.
        Chyba ze sad ustalil miejsce spotkan.
        Pozdr.



        • chalsia Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 16:34
          Sąd nie ustalił. Wizyty były wedle naszych ustaleń. Ale zabieranie na cały
          dzień (w taki "gwałtowny" sposób) i na noc - nie zgadzałam się na to.
          Dlaczego po 3 miesiącach - bo obserwowałam małego jak to znosi a i sama
          musiałam dojrzeć do tego, by sobie poradzić z szantażem emocjonalnym.
          Nie akceptowałam kartek. No i co z tego?
          I co miałam zrobić ??? Wezwać policję? I tak by to nic nie dało - bylismy
          jeszcze przed rozwodem, do domu miał prawo wejść jako współwłaściciel.

          I tu własnie widać złe rozumienie "pełnych praw rodziecielskich" obu stron. Bo
          w przypadku rozwiedzionych rodziców Ty nie możesz tylko "poinformować".
          Nawet mając pełnię praw nie wolno robić czegoś, na co drugi rodzic się nie
          zgadza. A jak nie ma zgody - to się idzie do psychologa albo mediatora (obydwie
          drogi odrzucone przez eksa) albo do sądu (ja wystąpiłam).

          Pozdrawiam,
          Chalsia
        • chalsia I jeszczed jedno 06.09.04, 16:44
          > Kartki zostawial? Akceptowalas taki sposob porozumiewania sie.
          > Gdyby nie, kartka do kosza, nie ma jej.
          I DALEJ
          > A ja przepraszam, a majac pelnie praw rodzicielskich to ja bym matki nie
          pytal!
          > Poinformowalbym.

          No toż właśnie eks mnie poinformował - przy pomocy kartki.

          Chalsia
    • pelaga Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 00:17
      samodzielny napisał:

      > Ona wie lepiej, co najlepsze,
      > ona byla i jest na codzien.

      Z tym sie zgodze, ale dalsza czesc przeczy temu zdaniu.

      > A ja, bedac na miejscu ojca Waszego dziecka nie pytalbym o zgode na zrobienie
      > zdjecia gdy dziecko spi. Gdyz to rowniez MOJE dziecko spi.
      > Nie pytalbym o zgode, poszedlbym do przedszkola i odebral.

      Czyli ta matka wie lepiej, ale ja i tak zrobie jak zechce, bo to tez moje
      dziecko. No coz i wlasnie to tez jest powodem klotni i przepychanem miedzy
      rodzicami. A mysle, ze gdybys mial takie podejscie, to nie mialabys dobrych
      ukladow z exia.
      Nie wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej jakis ex odbiera z przedszkola dziecko
      bez wiedzy matki, a ona po wielu godzinach poszukiwan, gdzie to dziecko jest,
      na widok exa z dziekiem rozplywa sie z zachwytu, ze mial taki dobry pomysl i
      odebral dziecko z przedszkola. Po to sa listy osob, ktore moga odbierac dzieci.
      Jesli uklady miedzy rodzicami sa poprawne, to ojciec znajduje sie na takiej
      liscie.

      > Nie rozumiem Was.

      Ja Ciebie tez nie zawsze wink))

      Pozdrawiam
      • samodzielny Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 00:38
        pelaga napisała:
        > Nie wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej jakis ex odbiera z przedszkola dziecko
        > bez wiedzy matki,

        Tez sobie nie wyobrazam. Poinformowalbym.
        Chodzilo o to, ze zadna dyr przedszkola nie ma prawa ograniczania mi moich praw
        tylko dlatego, ze mama nie ujela mnie na tej liscie.
        Moim zdaniem, dyr powinna ujac na takiej liscie ojca z URZEDU jesli matka nie
        przedstawi wyroku ograniczajacgo prawa rodzicielskie ojca.
        Pozdr

        • pelaga Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 01:21
          samodzielny napisał:

          > Tez sobie nie wyobrazam. Poinformowalbym.

          Ty moze tak a ilu jest takich, ktorzy nie??? Dlaczego wszystkich mierzysz swoja
          miara???

          > Moim zdaniem, dyr powinna ujac na takiej liscie ojca z URZEDU jesli matka nie
          > przedstawi wyroku ograniczajacgo prawa rodzicielskie ojca.

          Pewnie jest w tym czesc prawdy, bo sa jeszcze NORMALNI ojcowie. Tylko, ze wtedy
          niejeden pseudoojciec zrobilby to, co opisalam wczesniej. Mialby prawo, wiec
          nie informowalaby. A natka szalalaby z rozpaczy, ze ktos porwal dziecko, bo
          Panie w przedszkolu nieczesto pamietaja, kto dziecko odbieral. Bylam swiadkiem
          takiej sytuacji, jak pani w przedszkolu nie umiala matce odpowiedziec, kto
          odebral dziecko, a dziecka w przedszkolu nie bylo.
          Nie wszystko jest czarne, albo biale.
          Pozdrawiam
          • samodzielny Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 01:56
            pelaga napisała:
            >Mialby prawo,

            Alez on ma prawo. Ktoz mu je odebral? Ty stwierdzilas, ze ma mniejsze?
            A sa wieksze i mniejsze prawa rodzicielskie? Kodeks nie zna takich.
            A wyobraz sobie, ze ojciec dziecka zaniesie swoja liste osob uprawnionych do
            odbierania dziecka. I co? To przedszkolanka ma decydowac, ktora jest
            obowiazujaca? Nie sad?
            O ograniczeniu , czy pozbawieniu praw rodzicielskich decyduje tylko i wylacznie
            sad.
            Nie matka dziecka, nie przedszkolanka, nie dyr, nie kurator, nie..., nie....
            nie... tylko sad!!!
            Nieprawdaz????
            Pozdr.


            • chalsia Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 16:38
              Tiaaaa, prawa ......

              Nie wiem czy wiesz, ale jest też w prawie takie coś jak "osoba sprawująca
              bezpośrednią opiekę". I ta osoba ma jakby więcej do powiedzenia.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
        • maminka_wiktorynki Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 23:57
          cha, cha, cha! a niechby spróbowała!!! dyrektor, minister, strasburg itp. to JA
          wyznaczam kto ma dziecko odbierać ze żłobka i mój 'jeszcze-mąż', który ma
          pełnię praw rodzicielskich, a córki rocznej od 9 m-cy nie widział na oczy, z
          miłą chęcią by ją odebrał żeby mnie poszantażować...wtedy bym dyrektorkę
          zastrzeliła chyba! a jeżeli żyjesz z byłą małżonką w dobrych układach (-->o ile
          tak to wygląda to szczere wyrazy uznania) to będziesz wymieniony jako pierwszy!
          ja wręcz podkreśliłam, że zakazuję wydawania dziecka komulkolwiek z rodziny
          męża- różni są ludzie, a ja na swoim mężu niestety przed ślubem się nie
          poznałam, więc z łaski swojej nie uogólniaj tutaj! Dużo do rozumienia nie masz-
          interesujesz się dzieckiem, płacisz na część jego utrzymania to wtedy jesteś
          uprawniony żeby usłyszeć 'kocham Cię Tato', natomiast jeżeli masz dziecko i
          byłą małżonkę 'w głębokim poważaniu' to niestety nie masz okazji tego
          usłyszeć!!!
          Pozdrawiam z nadzieją, że zrozumiesz,że takich ex jak Ty to pewnie lwia część z
          Nas by chciała miećwink)I mając tak wspaniałego ex na pewno by tutaj nie pluła na
          niego!
          .
    • anna_mama_julka Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 09:13
      Ach jakie to typowe...
      Tylko "ja, ja i moje", "jak będę chciał to se zrobie"! Czyli coś takiego jak
      obiektywne dobro dziecka nie istnieje? Trzeba budzić fleszem śpiące dziecko,
      choćby po to, żeby zademonstrować, że nikt nie będzie mi zabraniał. Szkoda słów.
      • new_live Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 10:14
        Swietnie napisals anno!!
        Albo burzyc poczucie bezpieczenstaw dziecka - by udowodnic ze ja kiedy bede
        chial to Ciebie wezem. Nie chodzi o regulrane i dobre sptakani, nie chodzi o
        czesty kontakt tylko o PRAWO...

        A i nie wystrczy matke zawiadomic - nalezy to z Nia uzgodnic. Bo jak zauwazyles
        ma takie same prawa jak Ty.

        Pozdrawiam
      • emilciaaa2003 Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 10:24
        NO poprostu szok!!!!Jak czytam te wszystkie posty od sznownego Pana
        SAmodzielnego to mi mowę odbiera.NIE wiem co powiedzieć.Dla mnie jest
        logiczne ,że skoro matka zostaje z dzieckiem i je właściwie sama wychowyje (
        wizyty tatusia 2-3 razy w tygodniu na godzinkę lub dwie nie można nazwać
        współudziałem w wych.)to ona ma największe prawo decydowania o losach swojego
        dziecka i to ona powinna robić do przedszkola listę osób mogących odbierać
        dzidzię i to ona wie czego potrzebuje maluch i to ona dba o niego dzień i noc!!!
        NIE znam sytuacji samodzielnego i też nie chciałabym go urazić , ale
        większość "TAtuśków" zgotowło sobie taki los na własne życzenie!!Więc czego
        oczekują??Tego ,że mama zmieni wszystkie plany bo Tatuś ją POINFORMOWAŁ że
        przyjedzie za 2 godziny, że odbierze dziecko z przedszkola??I co w tym momencie
        dla dziecka powinien stać się nieważny np. obiecany plac zabaw bo tatuś
        POINFORMOWAŁ że przyjedzie.....Niedobrze mi.POzdrawiam
        • e-milia44 Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 20:51
          Masz racje, liczy sie prawo i wladza, ktore za pomoca dziecka egzekwuja.
    • anuteczek Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 10:48
      Jestem dopiero na progu "samodzielności". Bardzo bym chciała, żeby moje
      stosunki z mężem (póki co) tak właśnie wyglądały, jak u samodzielnego.
      Tymczasem on zachowuje się jak szczeniak, który ma 17 lat i dowiaduje się, że
      będzie ojcem. M ma lat trzydzieści kilka, podobno jest odpowiedzialny,
      szanowany, ceniony w pracy. Nie interesuje się mną, ani bąbelkiem. Jest winny
      mi trochę pieniędzy i chyba nie ma zamiaru oddać...
      Wydaje mi się, że ojcostwo zaczyna się w chwili poczęcia, a nie gdy dziecko już
      jest na świecie i ma kilka lat. Ojcostwo to także zapewnienie dziecku bytu, a
      nie tylko odbieranie z przedszkola i chodzenie na spacery. Rozumiem, że rodzice
      nie zawsze mogą być ze sobą, byłam przeciwna utrudnianiu kontaktów ojca i
      dziecka. Jednak jak tak dalej pójdzie to nie wiem czy będę chciała, żeby Tatą
      mojego dziecka był mój mąż. Wie, że moja ciąza jest i będzie trudna, że wiąże
      się z ogromnymi wydatkami, a mimo to nie zainteresował się, czy mam pieniądze.
      Nie zapytał, czy nie potrzebuję pomocy, zamiast tego "obrobił mi d..." w całej
      rodzinie i zniknął. I co mam może wysyłać mu zdjęcia z usg, informować o
      kopnięcich, potem zaprosić na poród- bo więź rodzi się w chwili narodzin? Co z
      tego, że akurat mam pieniądze i dobrze sobie radzę, liczy się zainteresowanie...
      Trudne to wszystko...
      • katse Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 07.09.04, 14:07
        anuteczku czytuje Cie tu i ówdzie??? życzę powodzenia!!!!!!!!!!!!!
    • leeya Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 17:37
      Taaak.. Ostatnio coraz czesciej przekonuje sie, ze punkt widzenia zalezy od
      punktu siedzenie i sa zawsze dwie prawdy o tym samym zdarzeniu.

      Samodzielny!!
      Drugi miesiac ciazy - on wyjezdza, wraca po pol roku i za dwa tygodnie
      odchodzi. Gdzies tam rzucone zdanie "szkoda, ze tego tez nie poronilas". I
      stwierdzenie, ze moze zrzec sie praw rodzicielskich do Malej. A jej jeszcze nie
      ma.
      Za dwa tygodnie calkowita odmiana. Pierwsze starcie: nazwisko Malej. On uparcie
      zada, zeby bylo jego. Nie zgadzam sie, jeszcze w czasie ciazy ustalilismy, ze
      bedzie miala moje nazwisko. On to odbiera jako szantaz i zmuszanie do slubu
      (sic!). Starcie numer 2: nie zycze sobie jego obecnosci przy porodzie. Glownie
      ze wzgledow fizjologicznych. Znow go szantazuje i utrudniam...

      Boje sie, co bedzie, jak Mala bedzie na swiecie. Nie zamierzam utrudniac
      kontaktow, chce, zeby czula sie akceptowana i kochana przez obydwoje rodzicow.
      Tego wlasnie jej potrzeba.. Ale boje sie. Nie wiem co powie, jak zareaguje, co
      zrobi moj byly...

      I powiem Ci Samodzielny, ze tez nie rozumiem, po prostu nie rozumiem.

      Pozdr,
      Leeya

      PS. Moj byly o prawach tez gledzi, gorzej z obowiazkamismile Myslalam, ze sie
      dogadamy chocby w sprawie, alimentow, ale "...nie ma o czym ze mna rozmawiac,
      skoro tak mu wszystko utrudniam..."
      • griffon Re: Każde dziecko ma prawo do obojga rodzicow 06.09.04, 19:35
        Ty nie ma nic do rozumienia część mamuś po prostu stara sie utrudnić ojcu
        kontakt z dzieckiem w ten sposób chce sie odedgrać za nieudany zwiazek. Po
        wyprowadzce zony dzieci mieszkały z nia przez 3 miesiace zabierałem kiedy tylko
        chciałem do siebie praktycznie były po 10 dni w miesiacu u mnie. Jak synowie
        zaczeli mieszkac ze mna to nigdy jej nie odraniczałem kontaktów a wręcz
        przeciwnie sam ich zawoziłem do matki. Ona przez ponad pół roku nie dała ani
        złotówki na synów wręcz mi tylko utrudniała nie oddała ich ubrań i przyborów
        szkolnych musiałem wszystko kupic od nowa.Nie zmieniło to mojego podejscia do
        kontaktów jej z dziecmi. Zawsze mogła sie z nimi zobaczyc kiedy tylko miała na
        to ochotę że z tej możliwości nie kożystała to juz inna sprawa. Zrozumcie miłe
        Panie że dziecko nie jest tylko wasze ma ojca który ma prawo sie z nim widywać
        a nawet powinien nieistotne jaki on by nie był ale to ich ojciec. Podejście że
        jak nie płaci to sie bedzie widywał z dzieckiem itp. jest po prostu żałosne.
        Przestańcie wkońcu przy pomocy własnych dzieci odgruwać się na byłych
        partnerach. W naturze nic nie ginie za takie postepowanie będziecie musiały
        zapłacić a to nie bedzie przyjemne. Pozdrawiam marek

        ---------------------------------------
        Zacznij mysleć ograniczanie kontaktu z drugim rodzicem jest przestępstwem
        przeciwko własnemu dziecku!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • e-milia44 Re: Każde dziecko ma prawo do obojga rodzicow 06.09.04, 20:42
          Nic nie rozumiesz. Przestępstwem jest to jak się ci tatusiowie zachowują.
          Poczytaj dobrze kodeks.
        • leeya Re: Każde dziecko ma prawo do obojga rodzicow 06.09.04, 22:54
          griffon napisał:

          > Podejście że
          > jak nie płaci to sie bedzie widywał z dzieckiem itp. jest po prostu żałosne.
          > Przestańcie wkońcu przy pomocy własnych dzieci odgruwać się na byłych
          > partnerach.

          Nie wiem, czy to przytyk do mnie, ale od razu wyjasniam: nie zamierzam
          zabraniac kontaktow, bo byly nie bedzie placil, tylko pokazalam jego podejscie
          do sprawy.
          Pozdr,
          Leeya
      • e-milia44 Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 20:50
        Zastanów się czy napewno obecność takiego ojca zapewni szczęście twojemu
        dziecku. A z przyznawaniem praw rodzicielskich to sie nie ma co spieszyc.
        • e-milia44 Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 20:52
          Jak naprawde na dziecku mu zalezy to go to nie zniecheci.
        • leeya Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 22:58
          e-milia44 napisała:

          > Zastanów się czy napewno obecność takiego ojca zapewni szczęście twojemu
          > dziecku. A z przyznawaniem praw rodzicielskich to sie nie ma co spieszyc.
          >

          Caly czas mam nadzieje, ze skoro nie okazal sie partnerm dla mnie, to moze
          okaze sie dobrym ojcem. Ale podobno nadzieja umiera ostatnia. W kazdym razie
          MUSZE sprobowac. Dla Julii.
          • griffon Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 23:09
            Caly czas mam nadzieje, ze skoro nie okazal sie partnerm dla mnie, to moze
            okaze sie dobrym ojcem. Ale podobno nadzieja umiera ostatnia. W kazdym razie
            MUSZE sprobowac. Dla Julii.

            Brawo, w pełni popieram Twoja decyzje i życzę wytrwałości
    • e-milia44 Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 20:37
      Nie rozumiesz zasadniczej rzeczy. Nawet jeśli masz pełnie władzy
      rodzicielskiej, musisz uzgadniać z matką "zabieranie" dziecka właśnie ze
      względu na nie. Nie można takiego malucha narażać na nowe nieprzemyślane
      sytuacje, bo "masz prawo". Widać brak Ci podstawowej wiedzy z zakresu psychiki
      i rozwoju dziecka.
      A ojcowie są różni. Jeśli Twoje kontakty z matka i dzieckiem są poprawne, to
      nalezy tylko pogratulować, że udało wam się w sposób dojrzały to załatwić.
      Natomiast większość opisywanych tu ojców taka nie jest. Niejednokrotnie ich
      obecność w zyciu matki i dziecka przynosi więcej szkody niz pożytku. I nie
      można obwiniać matki, że chroni dziecko przed patologiczną osobą ojca - wręcz
      przeciwnie. A co usłyszy jak zapyta? Prawdę. W odpowiedniej formie i czasie
      oczywiście. Zreszta dziecko, które rozwija sie w normalnych warunkach
      emocjonalnych samo ma zdrowy osąd sytuacji i wielu rzeczy nie trzeba mu
      tłumaczyć. Nie jest też powiedziane, że musi koniecznie towarzystwa takiego
      tatusia pragnąć. Obwinianie matki o brak ojca to kopanie leżącego - matkom jest
      z teo powodu wystarczająco trudno, a kobiety nie mogą odpowiadać za rozwój
      dorosłych mężczyzn. Co nie jest powodem, żeby w związku z tym miały pozwalać na
      negatywną ingerencję tychże w życie swoje i dziecka. Dawca nasienia a ojciec to
      dwie różne sprawy. I nie każdy (pomimo dojrzałości płciowej) do tej roli dorósł.
    • borys.joszko Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 20:39
      > Nie pytalbym o zgode, poszedlbym do przedszkola i odebral.

      Samodzielny, krzyczysz o tych prawach, które zapewne rzeczywiście część matek
      ogranicza ojcom, ale nie należy w tym wszystkim zapominac o dziecku, o tym, co
      ono czuje. Takie wahania w życiu małego człowieka, to nie jest nic dobrego.
      Dziecię umówione jest z mamą, że ta odbierze je o tej i o tej godzinie, a tu
      nagle zjawia się tata i zabiera dziecko tam, gdzie mu się akurat przyśni. A
      niech ma wizytę u lekarza albo urodziny koleżanki - i co, informuje się matkę i
      idzie z dzieckiem, gdzie się chce, nie zważając na to, że wcześniej mogły być z
      owym dzieckiem inne ustalenia.

      > No niechby mi nie dali. Niechby dali cioci nie majacej praw rodzicielskich, a
      > nie dali mi, majacemu pelnie praw.
      > Dyrekcja, kurator, wojewoda, minister, itd, itd..... Strasburg!!!

      Sorry, ale to jest przerysowane i śmieszne. A tak na marginesie - skąd pani
      przedszkolanka ma wiedzieć, że ktoś kto mówi, że jest ojcem, rzeczywiście nim
      jest, kiedy to mama zazwyczaj odbiera, a on, jeśli się w ogóle pokazuje, to
      rzadko. Wychowawczyni nie jest w stanie zapamiętać wszystkich członków rodziny.

      Sensowne matki wiedzą, że nie mogą zabraniać kontaktów z sensownym ojcem. A
      niesensownym matkom i tak tego nie przetłumaczysz. Więc takie posty są raczej
      bezcelowe.
      Pozdrawiam serdecznie. Borys
      • e-milia44 Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 20:53
        Racja.
        Zapomniales tylko o "niesensownych" ojcach.
        • pelaga Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 21:36
          e-milia44 napisała:

          > Racja.
          > Zapomniales tylko o "niesensownych" ojcach.

          A mnie sie wydaje, ze nie Borys nie zapomnial, bo napisal:
          "Sensowne matki wiedzą, że nie mogą zabraniać kontaktów z sensownym ojcem."

          I w ogole ja sie az dziwie, ze Borys AZ TAK DOBRZE rozumie to, co np. ja czuje.
          Pozdrawiam
      • kamila77 Propozycja 06.09.04, 20:57
        Z uwagi na to, ze panowie samodzielny i Gryfek mają kobiety za półmózgi,
        proponuje, zeby kontaktowac sie z nimi przy pomocy Borysa. Byc moze poziom
        testosteronu w naszych postach jest za niski, zeby wyzej wzmiankowani mogli
        cokolwiek z nich zrozumiec.
        • virtual_moth Re: Propozycja 06.09.04, 21:09
          kamila77 napisała:

          > Byc moze poziom testosteronu w naszych postach jest za niski

          No no , Kamila mów za siebiewink

          P.S. Siiiiiiiiiiiiiwink
        • pelaga Re: Propozycja 06.09.04, 21:38
          kamila77 napisała:

          > Z uwagi na to, ze panowie samodzielny i Gryfek mają kobiety za półmózgi,

          Mierza wszystkich swoja miara wink))))))))))))))
          Podpowiem, ze to nie zawsze sie sprawdza wink
          Pozdrowki
        • griffon Re: Propozycja 06.09.04, 22:38
          Wcale nie uważam że kobiety to połmózgi, nie wiem skąd takie przypuszczenie?
    • maminekb Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 22:05
      Ja także nie rozumiem. Wiele bym dała żeby mój były chciał być ojcem, widywać
      nasze dziecko. Dzrzwi miałby zawsze otwarte - w miarę jego możliwości.
      Takie postawy o których piszesz i które co tu ukrywać są powszechne rozumiem
      tylko w przypadkach wyjątkowych np. ojciec alkoholik ale generalnie nie
      rozumiem.
      Zawsze jest mi przykro jak koleżanka opoiwada o byłym że przyszedł przed
      czasem - i dobrze, tęskni za dzieckiem chce je zobaczyć... mojego dziecka
      własny ojciec nie kocha, nie tęskni, nie chce oglądać sad ...
      • pustulka_75 Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 22:36
        "...mojego dziecka własny ojciec nie kocha, nie tęskni, nie chce oglądać sad ..."

        Oj, Maminekb, jak ja to dobrze znam... sad

        ----------------------------------------

        "Sam sobie sekretem, pychą i postrachem,
        Nikomu nie winien łaski, ni posłuchu..."
        • griffon Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 22:44
          mojego dziecka własny ojciec nie kocha, nie tęskni, nie chce oglądać sad ...
          > "

          Bo to nie jest ojciec i nie powinaś go tak nazywać, jest to tylko osoba która
          spłodziła dziecko. Jeśli rzeczywiscie jest jak piszesz taka istota nie
          zasługuje aby nazywac ją człowiekiem, poniewaz ludzie maja sumienie a on
          nie.Pozdrawiam Marek
          • pelaga Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 23:43
            griffon napisał:

            > Bo to nie jest ojciec i nie powinaś go tak nazywać, jest to tylko osoba która
            > spłodziła dziecko.

            Niedawno pisals takie teksty o swojej zonie. Daruj sobie pouczanie nas, jak
            nazywac ojcow naszych dzieci, nawet jesli okazali sie nieodpowiedzialni.
            TO sa ojcowie!!! Biologiczni jedynie, ale nadal ojcowie, nie wywiazujacy sie
            obowiazkow, ale nadal ojcowie. A nie takie jakies "cos" jak zwykles pisac.
    • annoda Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 22:54
      Każdy z nas ma trochę inne doświadczenia z byłymi. Ale jedno jest niewątpliwe -
      szumne określenie - DOBRO DZIECKA. I gdyby obydwoje rodziców zawsze to właśnie
      miało na myśli, nie byłoby problemów. A przynajmniej nie w kwestii dotyczących
      codziennego życia. Z różnych odgrażających wypowiedzi pod adresem byłych
      przebija głównie ton: "pokażę jej,co ja mogę, że mam prawo,że nie może mi
      zabronić" Gdzie tu mowa o dziecku? Tu najczęściej powtarza się "ja,ja,ja".To
      przede wszystkim odgrywanie się na tej drugiej osobie,to po prostu
      przepychanki. I na pewno nie dziecko jest wtedy najważniejsze,tylko
      ten "dochodzący swych praw". Jeśli na pierwszym miejscu byłoby dziecko,jego
      poczucie bezpieczeństwa,poszanowanie jego praw - to nie byłoby takich sytuacji.
      Zycie i praktyka są w takich sytuacjach takie,że jest rodzic równy i
      równiejszy. Prawa są równe? Tak,oczywiście to prawda. A obowiązki? A czas
      poświęcony dziecku? A opieka nad chorym maluchem? Pomoc w rozwiązywaniu
      problemów? Codzienne zabawy,rozmowy,usypianie,zakupy? To wszystko nie są już
      prawa. I nie są "po równo". Więc i pewne decyzje są w gestii
      tego "równiejszego" rodzica.
      • griffon Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 23:07
        annoda napisała:
        Jeśli na pierwszym miejscu byłoby dziecko,jego
        > poczucie bezpieczeństwa,poszanowanie jego praw - to nie byłoby takich sytuacji

        No i własnie o to mi chodzi w pełni podpisuje sie pod Twoim stwierdzeniem
      • chalsia Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 06.09.04, 23:30
        >Tu najczęściej powtarza się "ja,ja,ja".To
        > przede wszystkim odgrywanie się na tej drugiej osobie,to po prostu
        > przepychanki. I na pewno nie dziecko jest wtedy najważniejsze,tylko
        > ten "dochodzący swych praw".

        Całkowicie się zgadzam.
        Taki kwiatek z własnego ogródka - eks prawie rok temu zapodał taki
        tekst "Załatw mi pilota od bramy wjazdowej i podaj kod od systemu alarmowego w
        domu. Nie muszę korzystać ale to byłaby dla mnie oznaka traktowania mnie
        normalnie jak ojca".

        Buahahahaha, no bo jak inaczej można to potraktować (zwłaszcza z perspektywy
        czasu).

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • chalsia Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 07.09.04, 00:14
          Aaaa, na temat równości dodam jeszcze, że jednoczesnie eks jasno postawił
          sprawę, że ja nawet na klatke schodową w bloku, w którym mieszka, wejść nie
          mogę (tzn. że on sobie nie życzy), jak czasami od niego odbieram dziecko w
          sobotę.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
    • samodzielny Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 07.09.04, 01:07
      Postaram sie nie uzywac wyrazow ojciec, matka, moze to wzbudzi mniej emocji

      1. Nie jestem rodzicem dziecka w wieku przedszkolnym, pisalem, ze moge spotykac
      sie na miescie, (nawet bez wiedzy matki) wiec wszelkie zakazy bylyby bezcelowe!
      Poruszylem temat przedszkola, poniewaz uwazam, ze zabronienie (poprzez brak
      upowaznienia) odbierania dzíecka jednemu rodzicowi jednostronna decyzja
      drugiego rodzica, jest ograniczaniem jego praw rodzicielskich.
      Rozumialbym, gdyby faktycznie zdarzylo sie raz czy drugi, ze rodzic nie
      mieszkajacy z dzieckiem odebral bez wiedzy drugiego i przyprowadzil do domu po
      kilku godzinach. Rozumialbym wowczas wystapienie do sadu o ustalenie kontaktow
      z dzieckiem (miejsca, czasu, czestotliwosci itd) i dopiero na tej podstawie
      pozbawienie go tego prawa. Same pewnie wiecie, ze czesto taka jednostronna
      decyzja jest podejmowana na zasadzie: Nie, no bo nie, bez racjonalnych powodow.

      2. Wydaje mi sie, ze w tym konkretnym przypadku inaczej rozumiemy uzyte przeze
      mnie slowo MOJE. "rowniez MOJE " dzecko nie znaczylo, ze jestem jego
      wlascicielem, ze stanowi moja wlasnosc, ale moje dziecko, jestem jego ojcem.
      3. To, ze jeden rodzic powinien chronic dziecko przed drugim
      rodzicem "patologicznym" jest dla mnie bezdyskusyjne.

      Moje rozwazania sprowadzaly sie raczej do tego, czy ocena, ze rodzic
      jest "patologiczny" powinna nalezec do sadu, czy wystarczy arbitralna,
      subiektywna ocena drugiego rodzica?
      W normalnym spoleczenstwie, gdy ludzie nie potrafa dojsc do wpolnych uzgodnien
      spory rozstrzyga sad.
      Jezeli jedno z rodzicow uwaza, iz drugie stanowi "zagrozenie" dla dziecka, jego
      bezpieczenstwa, zdrowia, a nawet moralnosci, to powinno wystapic do sadu o
      ograniczenie, czy nawet pozbawienie praw rodzicielskich rodzica zagrazajacego,
      a nie byc w jednej osobie prokuratorem, sedzia i katem.
      Jest bezspornym, ze wklad rodzica mieszkajacego z dzieckiem jest duzo wiekszy
      niz placacego alimenty. Nigdy nie twierdzilem inaczej, ale nie wierze, ze
      chcialybyscie zamienic sie rolami z ojcami Waszych dzieci.
      Jest oczywistym, ze udzial rodzica nie mieszkajacego z dzieckiem w jego
      wychowaniu, zabawie, trosce codziennej jest duzo mniejszy i nie wynika to
      zawsze przeciez ze zlej woli tego rodzica, czy braku checi. Jest to
      konsekwencja nie mieszkania juz pod jednym dachem. Po prostu tak jest i mozna
      to tylko przyjac do wiadomosci.

      Komentarze typu, ze nie wazna wizyta u lekarza czy przyjecie imieninowe u
      kolezanki sa chyba nadinterpretacja. Jak pisalem wyzej, gdyby tak bylo, to od
      tego jest sad i sprawa o ustalenie kontaktow.
      Zly wplyw na psychike dziecka? Od tego jest sad i ustalenie kontaktow.
      Nie twierdzilem w moim poscie, ze kazdy rodzic powinien miec mozliwosc
      nieograniczonego kontaktu z dzieckiem, pelnie wladzy rodzicielskiej.
      Tylko czy od ograniczania tejze wladzy jest drugi rodzic czy sad?
      Pozdr.

      PS kamila77, protestuje!!! Nie wiesz co ja mysle o kobietach.



      • jogo2 No to zrozum wreszcie 07.09.04, 03:57
        > Rozumialbym, gdyby faktycznie zdarzylo sie raz czy drugi, ze rodzic nie
        > mieszkajacy z dzieckiem odebral bez wiedzy drugiego i przyprowadzil do domu
        po
        > kilku godzinach.

        Dlaczego życzysz rodzicowi przeżycie czegoś takiego i to RAZ I DRUGI (sic!)i
        dopiero to w twoich oczach usprawiedliwia wystapienie do sądu o ustalenie
        kontaktów. A co to, przed kradzieżą można się ubezpieczyć dopiero jak raz i
        drugi nastąpi włamanie? A wiesz ile rzeczy do tego czasu zginie. (To jest
        porównanie, a nie metafora).
        Ponadto: raz i drugi zdarzyło się zabranie dziecka drugiemu rodzicowi NA KILKA
        GODZIN (faktycznie nie ma o czym mówić, drobiazg po prostu), rodzic pędzi do
        sądu. Sąd to nie jest karetka pogotowia i nie rozpatrzy wniosku za kwadrans czy
        pół godziny, a w międzyczasie ten nadużywający swoich praw rodzic raz i drugi
        zabiera dziecko według swojego uznania. A już jak sąd rozpatrzy taki wniosek to
        osobna sprawa. Skąd wiesz, że tak jak należy. Gazet nie czytasz (chodzi mi o
        chociażby o postanowienia sądu w innych sprawach - Choszczówka, itp.)?
        Rozumialbym wowczas wystapienie do sadu o ustalenie kontaktow
        > z dzieckiem (miejsca, czasu, czestotliwosci itd) i dopiero na tej podstawie
        > pozbawienie go tego prawa.

        Skąd wiesz, że sąd pozbawiłby rodzica takiego prawa. Na rozprawie mogłby paść
        różne słowa i może sąd postanowiłby "dać mu jeszcze szansę".

        Same pewnie wiecie, ze czesto taka jednostronna
        > decyzja jest podejmowana na zasadzie: Nie, no bo nie, bez racjonalnych
        powodow.

        Nie wiemy. Znasz jakiś przykład osoby której znasz?
        >
        > 2. Wydaje mi sie, ze w tym konkretnym przypadku inaczej rozumiemy uzyte
        przeze
        > mnie slowo MOJE. "rowniez MOJE " dzecko nie znaczylo, ze jestem jego
        > wlascicielem, ze stanowi moja wlasnosc, ale moje dziecko, jestem jego ojcem.

        To udowodnij ten fakt w inny sposób. Na przykład przynieś jego matce zakupy.
        Nawet nie wiesz jak bardzo wzrasta ilość zakupów pod względem częstotliwości i
        ilości w kilogramach po pojawieniu się na świecie takiego małego obywatela.
        Albo zmyj podłogę w JEJ (tfu, tfu, tego drugiego rodzica) mieszkaniu. Nawet nie
        wiesz o ile wzrasta potrzeba częstotliwości sprzątania po pojawieniu się .....
        (j.w.). Rób wyżej wymienione regularnie (co nie oznacza raz w miesiącu a 3 razy
        w tygodniu - wówczas masz szansę załapać się na ok. 1/10? (nie wiem nawet czy
        tyle?) osławionego "wkładu pracy własnej" rodzica, który jest mało brany pod
        uwagę przy ustalaniu przez sąd alimentów. Podczas ustalania listy zakupów lub
        porządków na pewno znalazłby się czas i nadarzyłaby się okazja do ustalania
        swoich świętych praw rodzicielskich.
        >
        > Moje rozwazania sprowadzaly sie raczej do tego, czy ocena, ze rodzic
        > jest "patologiczny" powinna nalezec do sadu, czy wystarczy arbitralna,
        > subiektywna ocena drugiego rodzica?
        > W normalnym spoleczenstwie, gdy ludzie nie potrafa dojsc do wpolnych
        uzgodnien
        > spory rozstrzyga sad.
        Za bardzo wierzysz w sąd. Poczytaj trochę, pójdź do adwokatów specjalizujących
        się w prawie rodzinnym i zapytaj się ich tak z głupia frant, czy nie słyszeli
        o jakimś ich zdaniem krzywdzącym i niesprawiedliwym (dla dziecka) wyroku sądu
        rodzinnego, a nabierzesz pokory dla arbitralnych i subiektywnych ocen.

        > Jezeli jedno z rodzicow uwaza, iz drugie stanowi "zagrozenie" dla dziecka,
        jego
        >
        > bezpieczenstwa, zdrowia, a nawet moralnosci, to powinno wystapic do sadu o
        > ograniczenie, czy nawet pozbawienie praw rodzicielskich rodzica
        zagrazajacego,
        > a nie byc w jednej osobie prokuratorem, sedzia i katem.

        (O!!!) to już do rękoczynów pod tym przedszkolem dochodzi? Nic dziwnego
        zresztą, ja też bym kłaki ze łba powyrywała, gdyby mi ktoś tak dziecko na parę
        godzin zabrał. Więc się nie dziw.

        > Jest bezspornym, ze wklad rodzica mieszkajacego z dzieckiem jest duzo wiekszy
        > niz placacego alimenty.
        No właśnie, to zmywanie podłogi i te tony zakupów (że nie wspomnę o reszcie).

        Nigdy nie twierdzilem inaczej, ale nie wierze, ze
        > chcialybyscie zamienic sie rolami z ojcami Waszych dzieci.
        A Ty chciałbyś się zamienić rolą z matką. No to poproś ją o scedowanie na
        Ciebie niektórych swoich obowiązków i zrób to tak, żeby była zadowolona
        (cokolwiek wiem na temat, jak można szybko odwalić porządki).

        > Jest oczywistym, ze udzial rodzica nie mieszkajacego z dzieckiem w jego
        > wychowaniu, zabawie, trosce codziennej jest duzo mniejszy i nie wynika to
        > zawsze przeciez ze zlej woli tego rodzica, czy braku checi.

        Really?
        a ja doświadczyłam czego innego.

        Jest to
        > konsekwencja nie mieszkania juz pod jednym dachem.

        > Zly wplyw na psychike dziecka? Od tego jest sad i ustalenie kontaktow.

        I znów ta wiara w nieomylność sądów. Zdaje się, że tu tkwi sedno całego
        nieporozumienia.

        Pozdrawiam,

        Jogo
        >
        >
        >
        • jogo2 Re: No to zrozum wreszcie 07.09.04, 04:33
          Hej samodzielny,

          Po wysłaniu mojego postu naszły mnie jeszcze przemyślenia. Żaden sąd nie ma
          mocy sprawczej nakazania ludziom, aby się wzajemnie szanowali oraz szanowali
          swoje role jako rodziców. Istnieje prawo i jego egzekucja i do prawa uciekamy
          się, kiedy chcemy dochodzić sprawiedliwości. Jednak nic nie jest doskonałe na
          tym świecie, a sądy tworzą ludzie, tacy sami, ani gorsi ani lepsi (to znaczy
          jedni gorsi drudzy lepsi) jak ci, którzy płodzą dzieci i potem są rodzicami. I
          również wydają oni swoje orzeczenia, kierując się przy tym swoim własnym
          osądem, który jest raz mniej a raz bardziej niedoskonały. A czasem mają tego
          wszystkiego dosyć, boli ich ząb, kretyńscy są ci rodzice włóczący się po
          sądach, itp.
          W zasadzie nic się nie da powiedzieć więcej ponad to co powiedział borys.joszko
          (o ile dobrze pamiętam nicka).
          Sensowny rodzic wie, jakie są konsekwencje pozbawiania dziecka kontaktu z
          drugim rodzicem. Sensowny rodzic ma na względzie dobro dziecka. Nie każdy jest
          sensownym rodzicem. Ta dyskusja nie ma sensu.

          A propos. Dlaczego twój nick to "samodzielny". Czy wychowujesz sam dziecko?

          Pozdrawiam,

          Jogo
    • haribo Dlaczego dlaczego dlaczego...... 07.09.04, 20:22
      ojciec mojego (naszego) dziecka nie jest taki jak TY???? Nigdy nie zabroniłam
      mu kontaktów z małą, wręcz przeciwnie nieraz go prosiłam aby ją zobaczył (w tej
      chwili mała ma prawie 8 m-cy a tatuś nie wie czy jego dziecko jest na pewno
      dziewczynką, tak tylko słyszał), dlaczego o alimenty musiałam starać się
      sądownie, dlaczego do wyprawki nie dołożył się nawet złotówki, dlaczego
      wszystko utrudniał, dlaczego "nie szedł na rękę", dlaczego nie zainteresuje się
      czy mała ma co zjeść, czy ma pieluszki, ubranka, czy jest ZDROWA??? Dlaczego z
      własnej córki zrobił sierotę kiedy jeszcze jej na świecie nie było (byłam w 8
      tygodniu ciązy zarządał rozwodu - telefonicznie, dzwonił od swojej mamuśki)Boże
      jak ja go nienawidzę, a mimo to chcę aby moja córka miała i ojca, nie tylko na
      papierze....
      Zmienił mieszkanie, nie znam adresu, telefon stacjonarny - nie znam numeru,
      telefon do pracy - też numer się zmienił, komórka często wyłączona i gdzie go
      szukać (nie daj Boże) w nagłych wypadkach.... I tu chyba nie ma co się dziwić,
      że chciałabym ograniczyć prawa rodzicielskie.....
      Oj mogłabym jeszcze dużo pisać, ale to zbyt boli.....
      Pozdrawiam.
      Kasia.
      • samodzielny Re: Dlaczego dlaczego dlaczego...... 08.09.04, 00:10
        haribo napisała:
        >chcę aby moja córka miała i ojca nie tylko na papierze....
        Przestan dziewczyno, a po jaka cholere Ci taki ojciec?
        Moze pomysl troche o sobie? A wiadomo, ze jak spotkasz kogos, to on juz bedzie
        wiedzial, ze nie jestes sama. Ciebie pokocha, jej nie musi, wystarczy, ze
        bedzie akceptowal i szanowal.
        Pewnie znowu mi sie oberwie. Trudno.

        > że chciałabym ograniczyć prawa rodzicielskie.....
        i zrob to, a potem zabraniaj.

        Tylko nie rozklejaj sie z powodu jakiegos dupka.
        Przepraszam
        Pozdrawiam.




        • haribo Re: Dlaczego dlaczego dlaczego...... 08.09.04, 20:36
          Witaj!!! Nie mam najmiejszego zamiaru na Ciebie "krzyczeć" wink, tak więc od
          mojej osoby Ci się nie oberwie (nie wiem jak od innych dziewczyn).
          Czytając Twój post (pierwszy, tytułowy) odebrałam go trochę inaczej. Myślałam,
          że masz pretensje do innych samodzielnych, że chcą ograniczenia praw lub władzy
          ojca dziecka, że świadomie nie dopuszczają do kontaktów i spotkań (ojciec -
          dziecko)... itp. I dlatego napisałam mój post, abys wiedział, że nie wszystkie
          z nas zabraniają czy też uciekają od kontaktów, że nie wszystkie z nas po
          złości chcą ograniczenia lub władzy rodzicielskiej, że nie wszystkie z nas
          myślą egoistycznie, że nie wszystkie z nas uważają dziecko za swoją właśność. W
          końcu to tez człowie(cze)k, który ma serce, uczucia i własny rozum(ek).
          Ja takiego ojca nie chcę dla mojej córci i wiesz - ja sie cieszę, że ON się nie
          odzywa, że nie dzwoni, nie SMS-uje, bo w końcu moja psychika zaczyna się
          leczyć, uspokajać, wyciszać... ALe teraz najwazniejsze jest dobro dziecka.
          Kiedyś mu zapowiedziałam, że nawet niech się nie wazy w obecności dziecka
          prowokowac jakąkolwiek kłótnię czy ostrzejszą wymianę zdań. A prawa - pewnie że
          chciałabym ograniczyć, ale sam fakt, że On się dzieckiem nie interesuje to dla
          sądu za mało (tak sądzę) i ja na razie muszę "odpocząć" od tego człowieka.
          I z jego powodu na pewno już NIGDY nie zapłaczę. Jak ja go nienawidzę....
          Dlaczego tacy ludzie stąpają po ziemi????
          Pozdrawiam gorąco.
          Kasia.
          P.S. Nie masz za co przepraszać.
    • samodzielny do jogo2:-) 07.09.04, 23:48
      Dodam
      moje dzieci sa nastoletnie i jak mowilem, zakazy ich mamy níe sa w stanie nic
      zmienic. Spotykac moge kiedy tylko ONE beda mialy na to ochote.
      Dlatego, bedac rozsadna kobieta, nie zakazuje. Bo i jaki mialoby to sens?
      Nie zmusze dziecka w tym wieku do spotkania ze mna, jezeli nie bedzie mialo na
      to ochoty.
      Ja jestem za ograniczaniem praw, ale w uzasadnionych przypadkach.

      >Dlaczego życzysz rodzicowi przeżycie czegoś takiego i to RAZ I DRUGI (sic!
      a jak inaczej???
      musi cos przeskrobac, zeby byc winnym.
      >Ponadto: raz i drugi zdarzyło się zabranie dziecka drugiemu rodzicowi NA KILKA
      GODZIN (faktycznie nie ma o czym mówić, drobiazg po prostu),
      Nie , to nie jest drobiazg.
      Mowilem, ze to uzasadnia wystapienie do sadu o ustalenie kontaktow.

      > z dzieckiem (miejsca, czasu, czestotliwosci itd) i dopiero na tej podstawie
      > pozbawienie go tego prawa.

      Skąd wiesz, że sąd pozbawiłby rodzica takiego prawa.
      A tu mowilem o prawie do odbierania dziecka z przedszkola.Na tej podstawie
      matka (bo to matka najczesciej zajmuje sie dzieckiem...i slusznie)
      moglaby tegoz ojca pozbawic kawalka prawa rodzicielskiego.

      >Znasz jakiś przykład osoby której znasz?
      Znam

      > Na przykład przynieś jego matce zakupy.
      >Nawet nie wiesz jak bardzo wzrasta ilość zakupów pod względem częstotliwości i
      >ilości w kilogramach po pojawieniu się na świecie takiego małego obywatela.
      Wiem.
      Kazda moja "wizyta" byla kiedys zwiazana ze spacerem.
      ja , ona , dzieci. Dokad? Do parku? NIE. Do supermarketu.
      A w nim, zawsze okazywalo sie, ze sa jakies promocje.
      Wczesniej nie bylo, pojawily sie wraz z moim przyjazdem smile))))))))))
      Dla dobra wzajemnych "stosunkow", nawet nie protestowalem przy kasie.
      Wiadomo, przy kasie zostawalem sam, dziecku zachcialo sie siusiu smile)))

      Nie robie osobistych wycieczek, wiec i Ty nie rob, nie znasz mnie , ani ja
      Ciebie. Staram sie mowic BARDZO ogolnie, nie napadywuj, bo i po co?

      >Rób wyżej wymienione regularnie
      przeciez nie pozwolisz na to, Przeciez bede Ci przeszkadzal w TWOIM domu.

      >Za bardzo wierzysz w sąd. Poczytaj trochę, pójdź do adwokatów specjalizujących
      >się w prawie rodzinnym i zapytaj się ich tak z głupia frant, czy nie słyszeli
      >o jakimś ich zdaniem krzywdzącym i niesprawiedliwym (dla dziecka) wyroku sądu
      >rodzinnego, a nabierzesz pokory dla arbitralnych i subiektywnych ocen.
      Nieprawda!!
      Kiedys, pewien Wiceprezes sadu powiedzial mi " Niezbadane sa wyroki sadow"
      Ale czy to znaczy, ze jezeli jakis tam byl bledny wyrok, to teraz ja sama bede
      sobie sedzia?
      "
      "w jednej osobie prokuratorem, sedzia i katem."
      >to już do rękoczynów pod tym przedszkolem dochodzi?
      A tu mam problem. Zawsze bylem lepszy z matematyki. Metafora?
      Cholera , nie wiemsad Nie pamietam.

      >A Ty chciałbyś się zamienić rolą z matką
      Od jutra.

      > i nie wynika to zawsze przeciez ze zlej woli tego rodzica, czy braku checi.
      no comment

      >I znów ta wiara w nieomylność sądów. Zdaje się, że tu tkwi sedno całego
      nieporozumienia.
      Nie, sady sa omylne.
      Niech matki osadzaja, one sa nieomylne.
      Pozdrawiam
      • new_live Samodzielny - PYTANIE??? 08.09.04, 09:46
        Piszesz, ze zakladamy ze ojciec bez wiedzymatki nie zamierza odbierac dziecka z
        przedszkola.Ze ma byc to za wiedza i td..
        Powiedz mi to po co ta awantura o ten wpis- skoro zakladam , ze wizyty ojca nie
        koliduja z byciem w przedszkolu dziecka - ani nigdy ojciec aby odbyc spotaknie
        z dzieckeim nie musi byc w przedszkolu.
        Wiec o co awantura???
        akladajac , ze ojciec nie zamierza odbrac dziecka z przedszkola - bez wiedzy
        mataki????


        Pozdrawiam
        • ayelet Re: Samodzielny - PYTANIE??? 08.09.04, 10:15
          Witajcie,
          ja mimo, że sama matka to uważam na podstawie obserwacji, że wiele kobiet nie
          rozumie, że linia ojciec dziecko nie jest równoważna z linią były mąż-ja.Nie
          chcą zrozumieć, że odcinając kontakty z ojcem (jak niektóre piszą nawet z całą
          rodziną byłego) robią krzywdę dziecku. Mam znajomą, której syn zginął w wypadku
          samochodowym, żona i dziecko przeżyły. Babcia ze strony ojca nie ma żądnego
          kontaktu z wnuczką a jak poszła na komunię z prezentem, prezent zlądował z II
          pietra na parterze. Wątpię by matka czyniła to dla dobra dziecka, po prostu
          jest jej łatwiej.
          Wydaje mi się, że nie powinno się zamykać tematu słowami: no tak wybrałam złego
          faceta, trudno. Trzeba walczyć o to, żeby był lepszym ojcem a conajmniej dać mu
          taką szansę. Ułatwiać spotkania z ojcem, tak się buduje wieź,na całe życie.
          Jeżeli facet nie jest idealnym tatusiem, który zawsze pamieta o urodzinach i co
          niedziela zabiera do siebie, to może próbować rozmawiać, organizować mu często
          spotkania z dzieckiem, bo to inwestycja która się zwróci, jesli chodzi o
          emocjonalny rozwój dziecka.
          • new_live Re: Samodzielny - PYTANIE??? 08.09.04, 10:27
            Wiekszosc osob tu piszacych sie z toba zgodzi.
            Co do starania - by ojciec byl lepszym ojcem - organizacji spotkan- wybacz to
            roal ojca...Nikt za niego tego nie zrobi.

          • serengetti Re: Samodzielny - PYTANIE??? 08.09.04, 11:20
            Trzeba walczyć o to, żeby był lepszym ojcem a conajmniej dać mu>
            > taką szansę. Ułatwiać spotkania z ojcem, tak się buduje wieź,na całe życie.
            > Jeżeli facet nie jest idealnym tatusiem, który zawsze pamieta o urodzinach i
            co>
            > niedziela zabiera do siebie, to może próbować rozmawiać, organizować mu
            często
            > spotkania z dzieckiem, bo to inwestycja która się zwróci, jesli chodzi o
            > emocjonalny rozwój dziecka

            Sorry, ale tu się z Tobą nie zgodzę. Dlaczego zawsze o wszystko ma walczyć
            matka? Kurczę blade, tatulek w większości wypadków zabiera tyłek w troki, rzuca
            kobiecie ochłapy w postaci "wielkich alimentów" i zostawia cały bałagan i
            odpowiedzialność na jej głowie. To kobieta troszczy się o dziecko, wychowuje,
            karmi, przewija, pilnuje lekcji, ubiera, lata na zebrania, pracuje zawodowo,
            żeby utrzymać wszystko w kupie, i jeszcze ma walczyć o to, żeby łaskawie tatuś
            raczył być ojcem? Chyba Ci się coś pokręciło! Kiedy my mamy to robić, jak
            wykończone 2 etatami - jednym w pracy, drugim w domu - padamy wieczorem na
            pysk? Powiem Ci szczerze - moje dziecko jest dla mnie bardzo ważne, ale jeśli
            to ja mam walczyć, by jego ojciec ruszył tyłek i spotykał się z nim od czasu do
            czasu, to sorry, ale ja na to po prostu nie mam siły. Jedyne, co robię, to
            przypominam mu o imieninach, urodzinach i dniu dziecka - o czym oczywiście nie
            pamięta i co totalnie olewa.
            • ayelet Re: Samodzielny - PYTANIE??? 08.09.04, 12:30
              Mi chodzi tylko o inna postawę. Jedna z odpowiedzi na list juz była taka, że
              to ojciec ma walczyć. I tak jest, że jeden i drugi rodzic jest od wychowania
              dziecka i nie jest obowiązkiem matki organizowania ojcu czasu z dzieckiem. Ale
              kobiety, które to robią myślą przede wszystkim o dziecku i o tym, że te
              kontakty dla niego są ważne i może lepiej poświęcić trochę własnej dumy aby
              dzieci miały spokojniejsze dzieciństwo. Pochodzę z takiej rodziny więc wiem co
              mówię, jestem wdzięczna mojej mamie, że nie "uniosła się honorem" tylko
              wymagała od ojca niedzielnych poranków ze mną, wspólnych wyjazdów. Było jej
              ciężko, bo ojciec ją bardzo zranił i łatwiej było sobie powiedzieć, żle
              wybrałam trudno ale wolała inwestować w kontakty moje z ojcem.

              Nie tylko zresztą o to chodzi. Jak niektórzy wiedzą sama jestem na rozdrożu i
              nie wiem jak się skończy moje małżeństwo. Wiele dziewczyn na forum radziło mi
              (wiedząc, że złożyłam pozew), żebym złożyła od razu o ograniczenie praw, strała
              się unikać kontaktów ojca z dzieckiem, bo będzie mi łatwiej, po co wracać do
              tego co nas boli. Chodzi mi po prostu o taką postawę, część dziewczyn po prostu
              stawia własny komfort ponad dobro dziecka.
              • new_live Re: Samodzielny - PYTANIE??? 08.09.04, 12:33
                Ja sie zgadzam- do puntku - nie utrudniac. Co do organizacji - to chyba trudno
                za kogos decydowac??/
                Ale Ciagel nie mam odpowiedzi na moej pytanie.
                Wojan rozpetala sie o przedszkole .
                Wiec czekam na odpowiedz.
              • serengetti Re: Samodzielny - PYTANIE??? 08.09.04, 12:36
                Postawa postawą, a bez chęci faceta nic nie zrobimy. Masz rację, że nie
                powinnyśmy utrudniać spotkań, o ile oczywiście tatuś nie jest przypadkiem
                patologicznym, ale z drugiej strony panowie mogliby ruszyć zadek i zadbać o
                kontakty z własnymi dziećmi sami. Ja rozumiem wszystko, ale naprawdę cała praca
                i odpowiedzialność jest tylko i wyłącznie na naszej głowie - nie oszukujmy się,
                mało który ojciec ma ochotę współuczestniczyć w wychowaniu dziecka, szczególnie
                jak zasmakował w świeżo odzyskanej wolności. Dlatego nie utrudniam i nigdy tego
                nie robiłam, ale nie będę specjalnie organizować spotkań, bo już parę razy z
                tego powodu po głowie dostałam - a z jakiej racji? Ta ich postawa zemści się na
                nich, my - matki - ze swej strony powinnyśmy raczej zadbać dla dziecka o
                prawidłowy wzorzec męski w rodzinie. O co teraz zresztą bardzo usilnie
                zabiegam wink))
        • samodzielny nev-live odpowiedz 08.09.04, 20:01
          new_live napisała:
          > Powiedz mi to po co ta awantura o ten wpis- skoro zakladam , ze wizyty ojca
          >nie koliduja z byciem w przedszkolu dziecka - ani nigdy ojciec aby odbyc
          >spotaknie z dzieckeim nie musi byc w przedszkolu.

          Ja nie uwazam, abym awanturowal sie.
          Ja tylko protestuje przeciwko ograniczaniu praw rodzicielskich jednego z
          rodzicow arbitralna, jednostraonna decyzja drugiego rodzica!!
          Bez wzgledu na to, czy tenze rodzic bedzie chcial kiedykolwiek skorzystac ze
          swoich praw, czy tez nie, to ograniczyc mu je moze jedynie sad.
          Nie rozumiem w czym problem, ustalic od razu w trakcie sprawy o alimenty, czy
          rozwodowej, sopsobu kontaktow z dzieckiem.
          Jezeli takie nie zostaly ustalone, tzn. nikt o nie nie wnioskowal, ufali w to,
          ze w tych sprawach sie dogadaja.
          Jezeli zostaly ustalone, np. spotkania w srody miedzy 16 a 19 i soboty 9-13,
          niedz.....to ojciec nie ma nic do szukania w przedszkolu np. o 15 w srode.
          Jezeli matka obawia sie zlego wplywu ojca, to moze wnosic o to, aby te
          spotkania odbywaly sie w jej obecnosci lub osoby wyznaczonej przez nia.
          Ale,
          jezeli matka dziecka, w koncu wspolnego, nie wystepuje o pozbawienie ojca praw
          rodzicielskich, o ograniczenie tych praw, o ustalenie sposobu kontaktow ojca z
          dzieckiem, to dlaczego ogranicza je w sposob pozasadowy zabraniajac ojcu
          odbierania dziecka(rowniez jego) z przedszkola???

          Ja tego nie rozumiem!!
          Nieporozumienie miedzy nami polega na tym, ze
          ja mowie o pewnych zasadach. Ogolnych zasadach, jak to powinno funkcjonowac.
          A odpowiedzi bardzo osobiste i konkretne.. "a ojciec mojego dziecka to pijak i
          kawal drania."
          Wierze. "Nie bedzie mi dzieciaka ciagal po spelunach."I OK, tez bym nie
          pozwolil.
          Tak moze dzialac Pogotowie w przypadkach naglych. Nastepnym krokiem powinno
          jednak byc, ustalenie kontaktow przez sad.
          KONTAKTOW, a nie ograniczanie, czy pozbawianie wladzy rodzicielskiej.
          Ten kij ma dwa konce.

          Pozdrawiam








          • darcia73 Re: nev-live odpowiedz 08.09.04, 23:21
            Retoryka faceta, ktory widzi tylko czubek wlasnego nosa i nienawidzi kobiet,
            ktore same wychowuja swoje dzieci.
            Przykro mi, ale takie jest moje odczucie po przeczytaniu wszystkich postów
            samodzielnego. Zionie z nich pogarda i grzecznie ukrywana niechęć.
            Te sławetne prawa ojca, to mi koscią w gardle stoją. A najwięcej krzycza Ci,
            ktorzy dzieci traktuja wyłącznie jak swoja własność (moj materiał genetyczny...)
            Jezeli ojcu zalezałoby na dziecku, to pierwsze co by zrobił, to ulozył sobie
            kontakty z jego matką - zdrowe i partnerskie a nie chore i roszczeniowe. A
            kobiety bardzo łatwo ułaskawic, wystarczy mile slowo...
            • samodzielny Re: nev-live odpowiedz 08.09.04, 23:47
              darcia73 napisała:
              co napisala smile
              Kobieto, ja mam z ex wspaniale ulozone stosunki, dzieci niezalezne,
              samodzielne, samodzielne w podejmowaniu decyzji, a nie materialnie.
              Mam nawet przewage nad Wani, ze patrze jakby z boku, mnie to juz osobiscie nie
              dotyczy.
              Juz ani ona mi, ani ja jej, ani dzieciom, nie mozemy niczego zabronic, zakazac.
              Teraz to zalezy tylko od ICH woli. Juz o tym pisalem.

              >nienawidzi kobiet, ktore same wychowuja swoje dzieci.
              Co Ty mowisz?? smile) Kobieta to najlepszy wynalazek Pana Bogasmile
              A dzieci jak lubie, uchuuuuuuuu i jeszcze troche.

              >Te sławetne prawa ojca, to mi koscią w gardle stoją. A najwięcej krzycza Ci,
              > ktorzy dzieci traktuja wyłącznie jak swoja własność (moj materiał
              >genetyczny...
              Wiesz, gorycz mowi przez Ciebie, gorycz wlasnego doswiadczenia, trudno taki
              osobisty glos brac powaznie w dyskusji ogolnej.
              jakis kutas(przepraszam) Cie skrzywdzil, i juz uwazasz ze wszyscy to .. a nie
              powiem
    • samodzielny Re: Ja nie rozumiem, nie rozumiem :-( 10.09.04, 20:28
      Nadal Was nie rozumiem.
      Wy chyba mnie tez nie.
      Chore to wszystko
      ale klocic sie potraficie smile)wkladac mi w usta slowa niewypowiedziane, mysli
      niepomyslane, zony nie poobijane.
      Gdy ona gotowala, to NIGDY zupa nie byla za slona.
Pełna wersja