Problem wychowawczy

08.09.04, 22:26
Nigdy nie miałem problemów z synem – grzeczny, uprzejmy, wychowawczynie
zawsze go chwaliły. A dzisiaj przychodzę go odebrać i przedszkolanka mówi mi,
że junior bił się z kolegą. Zdziwiłem się strasznie, zawsze uczyłem go, żeby
przemocy używać w sytuacjach absolutnie wyjątkowych, kiedy naprawdę nie da
się inaczej i jak dotąd nigdy się nie zdarzyło, żeby kogokolwiek uderzył. A
tu coś takiego. I jeszcze nieźle temu koledze przygrzmocił - chłopcu leciała
krew z nosa i był podrapany na twarzy, co zresztą miałem okazję zobaczyć. Tak
samo jak rozwścieczoną matkę, który napadła na mnie, że dziecka wychować nie
umiem. Głupio mi było niemożliwie. Dobrze, że niedługo wyjeżdżamy na dwa
tygodnie, przynajmniej atmosfera w przedszkolu trochę opadnie. Ale rzecz w
tym, że młody za nic nie chce powiedzieć, o co poszło. Zawsze rozmawialiśmy
ze sobą szczerze, opowiadał mi o wszystkim, a teraz się zaciął. Proszę go,
żeby powiedział, on odmawia. Pytam dlaczego nie chce powiedzieć – „nie mogę”.
Ani słowa. A nagabywałem go wielokrotnie. Próbowałem też podesłać moją
przyjaciółkę, którą mały bardzo lubi, ale ją też spławił. Nie chcę stosować
żadnych emocjonalnych szantaży, a się boję – musiało być tam coś bardzo
poważnego, skoro doprowadziło do takiej reakcji i skoro niczego nie chce
tłumaczyć. Poradźcie... Mam to tak zostawić? Odpuścić? Jak go przekonać? Z
góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Pozdrawiam. Borys
    • pelaga Re: Problem wychowawczy 08.09.04, 22:33
      A moze ten niefajny kolega zaczepil o sytuacje rodzinna??? Tak tylko
      podejrzewam. Dzieci wychowywane przez jedno z rodzicow sa na tym punkcie
      zazwyczaj wyczulone.
      Na jakis czas bym odpuscila, ale wrocilabym do tematu, jak emocje opadna, bo
      skoro sytuacja jest wyjatkowa, to i powod byl wyjatkowy. A w takim razie trzeba
      zadbac, zeby podobny powod ponownie nie spowodowal ataku furii, bo przeciez cos
      zachwialo jego emocjami i to porzadnie, trzeba mu wytlumaczyc, jak sie bronic
      przez agresja slowna.

      A poza tym, to ciesz sie, ze niezle mu przylozyl wink Poradzi sobie chlopak w
      zyciu, nie da sie zgnebic smile)))
      Ja swojego ucze, ze ma nie wszczynac awantur, nie zaczynac, ale ma sie bronic,
      jesli jest taka koniecznosc.
      Pozdrawiam
      • smallm Re: Problem wychowawczy 09.09.04, 17:16
        > A moze ten niefajny kolega zaczepil o sytuacje rodzinna???

        Dokładnie o tym samym pomyślałam jak przeczytałam posta Borysa. To wg mnie
        musiało dotyczyć czegoś związanego z mamą czy coś w tym stylu. Mały się nie
        przyznaje, może dlatego, żeby nie sprawić Ci przykrości, albo dla niego samego
        jest to an tyle przykre, że nie przejdzie mu przez gardło... I się zaciął w
        sobie..

        A dobrze wychowane dzieci potrafią się różnie zachować, jeśli czują, że
        atakowani są Ci, których kochają...
    • alka44 Re: Problem wychowawczy 08.09.04, 22:41
      Mysle, ze Pelaga ma racje.Za kilka dni ochlonie i powie. To dopiero poczatek.
      Nie wychowasz dziecka bez zadnych problemow. Nic zlego sie nie stalo, a mamusi
      trzeba bylo powiedziec, zeby zapytala swojego syna o co poszlo. Chlopak ma
      racje. Nie zawsze mozna grzecznie ustepowac. Jestem przekonana, ze poszlo o
      Ciebie, albo matkę. I wcale mi nie zal tego drugiego.
    • pustulka_75 Re: Problem wychowawczy 09.09.04, 01:56
      Może ten kolega z przedszkola powiedziałby o co chodziło?
      Ale nie wiem, czy warto go pytać, bo Syna mogłoby urazić, że coś robisz za Jego
      plecami.

      Mam nadzieję, że będzie tak jak Dziewczyny pisały - ochłonie i sam opowie.

      Pozdrawiam,
      Ania

      ----

      "Sam sobie sekretem, pychą i postrachem,
      Nikomu nie winien łaski, ni posłuchu..."
    • burza4 Re: Problem wychowawczy 09.09.04, 12:22
      Podejrzwałabym w takiej sytuacji, że poszło o coś, co w mniemaniu małego
      mogłoby cię jakoś zaboleć - albo o styytuację rodzinną, jak już dziewczyny
      sugerowały, albo o jakiś inny "wstydliwy" dla młodego powód.

      Ja bym jednak podrążyła temat, bo zachowanie syna wskazuje na to, że coś go
      mocno ubodło, a czasem czyjeś podłe zdanie tkwi w dziecku strasznie długo... No
      i dzieci są różne - z mojej np. wszystko trzeba godzinami wyciągać, jak po
      grudzie...
      • fringilla Re: Problem wychowawczy 09.09.04, 12:38
        Ja też bym podrązyła temat, bo z doświadczenia wiem, że jak dziecko nie chce
        mowić to sprawa jest poważna, zazwyczaj albo wstydliwa, albo bolesna. W obu
        przypadkach rozmowa przynosi ulgę. Oczywiście nie na siłę, delikatnie, ale
        starałabym sie to z Młodego wyciągnąć.
        A tak w ogóle to zgadzam się z dziwczynami - chłopak nie jest mięczakiem i
        bardzo dobrze. A matce pobitego kolegi należało przypomnieć, że do bójki trzeba
        dwojga, małe dzieci nie rzucają sie na siebie bez powodu.
        Aha, a panie w przedszkolu nie zauważyły o co poszło? Może mają jakieś
        podejrzenia?

        Pozdrawiam i zyczę powodzenia, Agata
    • kkokos Re: Problem wychowawczy 09.09.04, 12:44
      ja bym nie drążyła, jak sam dojrzeje, to powie. a przyczyna milczenia może być
      inna - u mojego np. tak bywało: wcale nie jakieś tam rodzinne sprawy, które go
      zabolały, tylko zwyczajnie było mu wstyd, że się głupio zachował. Jeśli to ten
      drugi przypadek, to drążenie tematu tylko będzie ten wstyd pogłębiać.
      Z twojego postu nie wynika, czy pani przedszkolanka widziała zajście, kto
      zaczął itd. Często najagresywniejsze matki stające w obronie swoich dzieci to
      matki ancymonków, a nie rzeczywiście pokrzywdzonych (choć, rzecz jasna, ten
      ewidentnie pokrzywdzony był...). Dobrze że wyjeżdżacie na chwilę, atmosfera się
      przeczyści.
      • katarzyna27 Re: Problem wychowawczy 09.09.04, 14:39
        jak widzisz sa dwie teorie - drazyc lub nie drazyc. Ja podpisuje sie pod ta
        druga, bo moim zdaniem - nic na sile. Tak jak kolezanki pisaly bylo to pewnie
        mocne przezycie dla niego skoro tak zareagowal, cos go zabolalo, zdenerowowalo,
        ma do tego prawo, bo ma prawo roznie czuc jak kazdy czlowiek. oczywiscie ten
        rodzaj okazywania negatywnych uczuc nie jest chwalebny, tyle tylko ze nie znasz
        dobrze sytuacji, trudno oceniac kogo wina, nie wiemy jak do tego doszlo. Byc
        moze chodzilo o ocalenie honoru.. nie sadze zeby byla to czysty przejaw agresji
        bo pewnie zauwazylbys to wczesniej. Zreszta sam najlepiej go znasz.
        Moim zdaniem jak stworzysz mu odpowiednie warunki do zwierzenia sie, tzn.
        bedzie Ci ufal ze ocenisz go sprawiedliwie i z gory nie zganisz, powie Ci sam,
        na pewno.
        pozdrawiam
        Kasia
    • judytak Re: Problem wychowawczy 09.09.04, 14:45
      uwierz dziecku, że sytuacja tego wymagała (i powiedz mu, ze w to wierzysz!)

      powiedz mu, że nawet jak słusznie był zły na kolegę, to przesadził z "siłą
      uderzenia" ;o)

      nie pytaj go, o co poszło, im więcej będziesz pytał, tym bardziej nic nie powie
      powiedz, że w sumie chciałbyś wiedzieć, i zostaw temat

      jeśli nadarzy się okazja, to opowiadaj odpowiednie wycinki z serii "kiedy tata
      był dzieckiem", może odpłaci się szczerością za szczerość ;o)

      a jeśli nadal nic nie powie, to pewnie sprawa miała tylko "znaczenie w danej
      chwili", i nie jest warta rozpamiętywania...

      pozdrawiam
      Judyta
    • borys.joszko Re: Problem wychowawczy 09.09.04, 22:49
      Dzięki Wam wszystkim za odpowiedzismile Cóż, przyznam się, że synalek trochę mi
      zaimponował swoim przywaleniem. Ćwiczyłem go trochę, żeby w razie konieczności
      umiał się bronić, ale nie myślałem, że tyle z tych lekcji wyniósł. A może to
      taki samorodny talent?smile Oczywiście, nie dałem po sobie poznać, że wyszło mu
      nieźle, bo jeszcze zacząłby powtarzać.
      Przedszkolanki nie zaobserwowały źródła kłótni. Złapały się tylko na
      zaawansowane już rękoczyny i rozdzieliły małych. Pytały oczywiście o co poszło,
      ale tamten też milczał uparcie.
      Junior wciąż nie jest skory do wyjaśnień, ale kiedy dzisiaj wracaliśmy z
      przedszkola, powiedział mi, że to była sprawa honorowa i żebym nie myślał, że
      bił się z tamtym dla przyjemności. Jednak nie będę naciskał, wierzę, że to
      rzeczywiście było coś ważnego.
      Póki co żegnam się na najbliższe dwa tygodnie. Młody jedzie na kurację na
      wybrzeże, a ja, korzystając z urlopu, będę mu towarzyszył. A mnie będzie
      towarzyszył jeszcze kto innywink)
      Nie zamartwiajcie się przez czas mojej nieobecności, jakie to tendencje biorą
      tu czasami górę. Pozdrawiam serdecznie. Boryskiss
Pełna wersja