jak to jest w rzeczywistości??

14.09.04, 14:47
Czytam to forum i tak się zastanawiam, jak to jest w rzeczywistości?? Mój
partner rozstając sie z żoną zostawł jej nowe mieszkanie z całym
wyposażeniem, zabrał tylko swoje ciuchy.Więc dorabiamy się wszystkiego od
nowa a ona jest na tyle bezszczelna,że przesyła do płacenia swoje
ubezpieczenie w 3 filarze ostatnio sąd przyznał jej alimenty na jedno dziecko
w wysokości 1000zł na podstawie starych zarobków, w tej chwili sam zarabia
1050 na ręke ale płaci.My mamy małego szkraba i utrzymujemy sie z 800zł
miesięcznie.A ona jest jeszcze zdolna do tego żeby wydzwaniać i opowiadać o
nim głupoty, odbiera jego pocztę i otwiera która przychodzi jeszcze do ich
wspólnego mieszkania.Mam już jej po dziurki w nosie, żyje naszym kosztem.Więc
stwierdziłam, że jednak mam w domu taką małą du.. wołową . Więc czytając to
forum stwierdziłam, że w sumie tylko sa biedne i pokrzywdzone kobiety a może
tylko za takie się uważają. Nie chce nikogo krytykować, bo wiem jakie jest
życie mój pierwszy mąż potrafił mnie uderzyć już 2 dni po slubie ale nie
potrafie zrozumieć tego wszystkiego, czy to tylko ja trafiłam na takiego
pokrzywdzonego i patrze na to co tu niektóre z Was pisza z wielkim
przymrużeniem oka. Pomóżcie mi to zrozumieć.Straszny nieład w tym co
piszę.Pozdrawiam
    • konkubinka Re: jak to jest w rzeczywistości?? 14.09.04, 15:00
      wejdz na macochy to ci sie moze zrobi lepiej , bo widac ze jest ci ciezkosmile
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=14479
      pozdrawiam i zycze cierpliwosci
    • vialle Re: jak to jest w rzeczywistości?? 14.09.04, 16:36
      dori, sadze ze nie ma powodu patrzec na posty dziewczyn z przymruzeniem oka,
      wiele wypowiedzi jest emocjonalnych czy subiektywnych ale o zmyslanie nie
      podejrzewam. To jest specyficzne forum, gromadzi osoby o podobnych
      doswiadczeniach. Spokojnie miesci mi sie w glowie, ze sa takie sytuacje jak tu
      dziewczyny w wiekszosci pisza (ze ojcowie ich dzieci kompletnie je zaniedbuja i
      trzeba ich blagac zeby raczyli sie z dziecmi spotkac, maja je w nosie
      emocjonalnie i finansowo), jak i takie sytuacje jak Twoja. Nie wiem jakie sa
      proporcje w realu smile ale to nie jest reprezentatywne grono.

      A tytulem gorzkiego wspomnienia powiem Ci ze kiedys poswiecilam dwa lata zycia
      zonatemu facetowi, ktory mial wowczas niespelna 3 letnie dziecko, cale swoje
      zarobki przekazywal zonie (mizerne bo mizerne, ale cale, co do zlotowki - "zeby
      corka nie miala gorzej niz zanim odszedl" - a zona nie skalala sie nigdy praca,
      nawet przed dzieckiem). No wiec on byl "szlachetny", a ja mlodsza od niego
      studiowalam na dziennych studiach, pracowalam na pol etatu i jeszcze w nocy
      dorabialam tlumaczeniami (on w tym czasie chrapal w lozku), utrzymywalam tego
      trutnia od zywienia go po ubieranie i finansowanie rozrywek, wozilam go
      samochodem do pracy (moim, kupionym za zarobione przez mnie pieniadze) i
      jeszcze go wielbilam za to ze jest taki szlachetny i wrazliwy i tak dba o dobro
      swojego dziecka. Teraz jak to wspomne... to nie bede pisala jak o sobie mysle.
      Ale wiem jedno - on probowal rekompensowac pieniedzmi poczucie winy wobec zony.
      Troche mi podobnie wyglada postawa Twojego faceta. Na dluzsza mete to raczej
      nie jest dobra droga. Czy umiecie o tym pogadac otwarcie - ze chyba proporcje
      sa niewlasciwe? Moze on sie boi "represji" bylej zony i rozgrywania ich
      dzieckiem tego konfliktu? Czy slusznie sie boi - a moze niepotrzebnie bo
      dziecko juz jest nie takie malutkie i nie da soba manipulowac? Mysle sobie, ze
      jesli Twoje rozczarowanie i poczucie niesprawiedliwego traktowania bedzie
      roslo, jesli nie postarasz sie zmienic tego co Cie boli, to jest to
      niebezpieczne dla Waszej relacji.

      A tak na marginesie to dlaczego jego korespondencja nadal przychodzi na jego
      dawny adres, skoro on tam juz nie mieszka? To mi tez wyglada troche na
      takie "niedomkniete drzwi".

      pozdrawiam!
      • chalsia Re: jak to jest w rzeczywistości?? 14.09.04, 17:29
        Vialle bardzo mądrze napisała.

        > A tak na marginesie to dlaczego jego korespondencja nadal przychodzi na jego
        > dawny adres, skoro on tam juz nie mieszka? To mi tez wyglada troche na
        > takie "niedomkniete drzwi".

        Dokładnie. Co to, dorosły facet nie może podać różnym instytucjom swojego
        adresu? Wiem, że to nie jest proste (na własnym przykładzie - bo ja sama nie
        mam 100% pewności, czy przekierowałam już wszystko co się da na swój nowy
        adres, ale nie moge sie tego nawet dowiedzieć, bo eks mi korespondencji
        jakiejkolwiek nie dostarcza po prostu - a wiem, że była).
        I jestem w stanie zrozumieć, ze eks otwiera korespondencję na jego nazwisko np.
        w moim przypadku większość umów była zawierana przez eksa i jego nazwisko
        widnieje jako adresat różnych rachunków (przychodzących do mnie), które teraz
        dotyczą tylko i wyłącznie mnie. A jakoś nie mam czasu by pozmieniać/skasować te
        umowy i wpisać siebie jako "odbiorcę".

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        A może on tam jest jeszcze zameldowany?
        • uczula Re: jak to jest w rzeczywistości?? 02.10.04, 23:02
          chalsia napisała:


          >
          > Dokładnie. Co to, dorosły facet nie może podać różnym instytucjom swojego
          > adresu?
          [cut]

          >
          > Pozdrawiam,
          > Chalsia

          Z tymi urzedami to nie do konca macie racje, bo u mnie dopiero po 3 latach
          rozne instytucje przestaly mnie zasypywac listami, ktore mnie nie dotycza.
          Mimo wielu monitow.
          Mimo wielokrotnego mowienia " ten pan tu nie mieszka".
          jak grochem o sciane. - No ale w tym przypadku moze byc inaczej...
          • samodzielny Re: jak to jest w rzeczywistości?? 02.10.04, 23:25
            A poczcie nie mozna zlecic przekierowanie korespondencji???
            Pozdr
            • omama Re: jak to jest w rzeczywistości?? 03.10.04, 12:28
              Tu nie Ameryka, chłopczyku. Polska poczta przekierowywuje przez ok. 3 miesiące.
              Potem możesz sobie.... poświstać.
              A w USA moim kochanym, ach, tam kiedyś wańkowiczowi dostarczyli list przez pół
              kontynentu zaadresowany "Wańskowicz, pisarz polski". Na kopercie było ze 20
              kolejno forwardowanych adresów....
    • maminekb Re: jak to jest w rzeczywistości?? 03.10.04, 00:00
      Różnie to bywa, mój były zarabia kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie (czyli
      kilkadziesiąt razy więcej niż Twój partner) i też płaci 1 tys. na nasze
      dziecko ....
      Ale w Waszym przypadku możecie wystapić o obnizenie alimentów. Sama piszesz że
      alimenty zostały ustalone w oparciu o stare zarobki.
      Natomiast co do zasady zycie samotnej matki to bardzo trudna sytuacja,
      szczególnie gdy matka jest naprawdę samotna tzn. ma własne mieszkanie, pracuje,
      wymaga pomocy czasowej (opiekuniki) itd. Nie zyczę Ci żebyś musiała kidykolwiek
      tego doświadczyć. No i nie wszystkie kobiety zgadzają się na to by ich mąż je
      bił...
      • iizaa Re: jak to jest w rzeczywistości??Hmmm 03.10.04, 09:16
        Byłam kiedyś na forum macochy i po przeczytaniu tego wszystkiego i jak również
        Twojego postu powiem jedno: kobieta, która decyduje się na związek z
        rozwodnikiem, albo męzczyzną, który był w długotrwałym związku i ma z tej
        okazji dziecko, to musi sie liczyć z tym, ze bierze nie tylko jego , ale
        równiez jego przeszłosc i zobowiązania.

        I szczerze mowiąc nie dziwie sie tym byłym żonom , że sie czasem podle
        zachowują. W końcu to był jej mąż, który ją pa chamsku zdradził z inną kobietą
        i nie miał oporów ani przed nią, ani przed dzieckiem.Nie myślał jaką krzywde
        wyrządza swojej rodzinie. Liczył się tylko ON i jego potrzeby i uczucia, wiec z
        jakiej okazji teraz taka była żona ma myśleć o nim. Wiedział co robi wiec to
        jego problem. Ja byłam "wspaniałomyślna", bo nie podałam ojca mojej córki o
        alimenty, ale wiem , że jesli kiedykolwiek bedzie chciał w jakiś sposóbjeszcze
        raz do mnie się zblizyc, to tak go załatwie finansowo , ze sie nie pozbiera.
        Ale na szczescie nie [próbuje smile).

        Ja cię tu nie osądzam ale musisz sie liczyc z tym ,że tak bedzie. Trza było
        brac kawalera smile)


        Pozdrwiam cieplutko
        • rakijka Re: jak to jest w rzeczywistości??Hmmm 03.10.04, 10:31
          >Ja byłam Ja byłam "wspaniałomyślna", bo nie podałam ojca mojej córki o
          > alimenty
          "wspaniałomyślna" = glupia, bo to nie Twoje pieniadze, o swoich mozesz
          decydowac jak tylko sobie zyczysz.
          Mam nadzieje ze Twoje dziecko NIGDY nie wezmie Ci zego za zle.
          Pzdr
          • iizaa Re: jak to jest w rzeczywistości??Hmmm 03.10.04, 10:57
            Ja po prostu nie uznałam za ojca kogoś, kto sie kompletnie do tego nie nadawał,
            i kto nie wiem jak jego własna córka ma na imię. Podając go o alimenty
            musiałabym tym samym uznac jego prawa rodzicielskie, a tego nie chciałam.
            Podobnie jak nie chciałam targac sie po sądach i walczyć o niezapłacone
            alimenty, bo on na pewno by ich nie zapłacił. Ale to chyba temat niezwiazany z
            postem autorkismile)

            Pozdrawiam Iza




            rakijka napisał:


            > >Ja byłam Ja byłam "wspaniałomyślna", bo nie podałam ojca mojej córki o
            > > alimenty
            > "wspaniałomyślna" = glupia, bo to nie Twoje pieniadze, o swoich mozesz
            > decydowac jak tylko sobie zyczysz.
            > Mam nadzieje ze Twoje dziecko NIGDY nie wezmie Ci zego za zle.
            > Pzdr
            • iizaa Re: jak to jest w rzeczywistości??Hmmm 03.10.04, 11:15
              Hmm i dlaczego zaraz "głupia"? To trzeba zaraz od "głupich"??
              Skonczyłam studia z wyróznieniem to chyba nie jest ze mna tak żle smile))
              Pozdrawiam cieplutko
        • sm30 Re: jak to jest w rzeczywistości??Hmmm 03.10.04, 12:05
          Zgadzam się w 100% z wypowiedzią. Apropo obniżenia alimentów, o którym ktoś
          wspomniał, a to niby dlaczego obniżać ? Tauś ma płacić w zależności od tego jak
          w danym momencie mau sie wiedzie ? A jak nie ma pracy to może nie płacić ? Tym
          się różni taki tatuś od mamusi, że tauś może lub nie może a mamusia MUSI !!!
          A jak tatuś straci pracę i mamusia też to co ? Mamusia powie
          dziecku : "słuchaj, nie bedziesz nic jadł/a póki nie zaczniemy znów zarabiać
          pieniążków, może przez miesiąc,a może przez 1/2 roku". Bo taka jest prawda że
          taka samotna matka na głowie stanie by utrzymać dziecko, weżmie 2-gi etet,
          dorobi na czarno itp. a tatuś.... po prostu nie ma pracy, trudno smile
          Więc nim załozy drugą rodzinę niech sie zastanowi czy ma siły ,
          możliwości, chęci na wywiązanie się z obowiązków najpierw co do dziecka z
          pierwszego związku.
          A drugie partnerki niech się zastanowią jakby sie czuły gdyby ich panowie
          odeszli do jeszcze bardziej szlachetnych i wyrozumiałych "trzecich" pań które
          uznadzą, że im to by wystarczyło 100 zł, więc dlaczego te "drugie" domagają cię
          200 zł alimentów
          • dori761 Re: jak to jest w rzeczywistości??Hmmm 04.10.04, 08:18
            Czytam niektóre wasze posty i tak myslę... A może tak pomyslicie trochę innymi
            kategoriami. To Ona poznała sobie i przyprowadziła innego faceta, to on żył
            patrząc jak jego zona prowadzi się z innym, to co nie miał prawa do nowego
            szczęsliwego zycia. Nie lubie jeżeli ktoś kogos osądza nie znając sytuacji,
            myslicie rzeczywyiście jedną stroną a może tak spojrzeć na to z dwóch stron i
            dać się emocją odpisując na mój wątek. Nie zapominajcie, że na tym świecie są
            tylko pokrzywdzone kobiety ale i są kobiety które krzywdzą, a ona swoim
            postepwaniem krzywdzi również dzieco. I niech zyje sobie jak chce, ale niech
            dalej nie krzywdzi.
            • sm30 Re: jak to jest w rzeczywistości??Hmmm 04.10.04, 12:06
              Nie napisałaś tych szczegółów wcześniej więc nie miej pretensji,że historia
              została potraktowana statystycznie ( bo statystycznie to panowie zostawiają
              rodziny, kobiety, dzieci ).
              I tak dalej podtrzymuję to co powiedziałam, bo nie mówię o
              obowiązkach względem jego 1-szej żony tylko o obowiązkach względem 1-go dziecka
              które do końca życia pozostaną niezależnie jaka by wredna matka dziecka nie
              była. I podtrzymuje to co napisałam, jak go nie stać lub ledwo stać na
              utrzymanie pierwszego to po co decydował się na drugie.
              A jak pewnego dnia wasz związek się rozpadnie? ( oczywiście nie
              życzę ) i jak założy kolejną rodzinę - bo ma przecież prawo do własnego
              szczęścia - to czy może łożyć na 1-sze i 2-gie dziecko tyle ile uważa, lub tyle
              na ile sytuacja mu pozwala czy powinien łozyć raczej tyle ile faktycznie wynosi
              choćby skromne utrzymanie dziecka ( prostuję : połowa utrzymania ) a wiemy że
              wynosi niemało.
              W tak z przekąsem traktowanej u nas kulturze arabskiej mężczyzna może
              mieć i 4 żony ale jeżeli jest w stanie zagwarantować przyszłym teściom, że
              będzie w stanie ich córkę i jej potomstwo utrzymać na godnym poziomie (
              oczywiście w każdej warstwie społecznej ten poziom jest inny ale i tu mówimy
              chyba raczej o niezbędnym minimum ).
              Jeżeli zdecydowałaś się na dziecko z mężczyzną z przeszłością to
              musisz się liczyć z tym "bagażem". I nie myśl, że krytykuję z pozycji kobiety w
              komfortowej sytuacji, bo jestem samodzielną mamą. I świadomie decydując się na
              dziecko widziałam wszystkie cechy przyszłego ojca które źle rokowały.
              Zakochałam się ślepo i swiadomie podjęłam ryzyko posiadania dziecka z ta a nie
              inną osobą. Ale ryzyko można ponosić do pewnego stopnia, gdy w razie
              niepowodzenia wiemy, że sobie poradzimy ( piszę tu o swiadomych wyborach a nie
              zdarzeniach losowych, bo zakładam że wasz związek i wasze dziecko to jest
              upragnione szczęscie o którum piszesz ). Więc teraz gdy jestem samodzielną mamą
              i czasem bywa ciężko, nie mam pretensji do osób trzecich, a tatusia nie scigam
              sadami, bo jak ktoś nie poczuwa się do obowiązku to i sądy nie pomogą.
              I jeszcze raz napiszę, że każdy rodzic powinien na głowie stanąć by jego
              dziecko żyło na godnym poziomie, a jaki to godny poziom to powinni oceniać
              rodzice dziecka, a nie druga żona ojca - ona niech ocenia jaki jest godny
              poziom życia jej dziecka.
        • lideczka_27 Re: jak to jest w rzeczywistości??Hmmm 03.10.04, 23:36
          iizaa napisała:

          > Byłam kiedyś na forum macochy i po przeczytaniu tego wszystkiego i jak również
          >
          > Twojego postu powiem jedno: kobieta, która decyduje się na związek z
          > rozwodnikiem, albo męzczyzną, który był w długotrwałym związku i ma z tej
          > okazji dziecko, to musi sie liczyć z tym, ze bierze nie tylko jego , ale
          > równiez jego przeszłosc i zobowiązania.

          A ja przeciwnie: zalecam dystans. Nie interesować się przeszłością, bo co ona
          może obchodzić obecną żonę, a tym bardziej zobowiązaniami - niech to będzie
          jego problem, niech daje ile może, samej się nie dokładać, nie wnikać, jednym
          słowem - olać. Tak będzie zdrowo dla wszystkich a dla kondycji nowego związku
          zwłaszcza. Nie przeszkadzać w obowiązkach i nie udzielać się - złota rada.


          >
          > I szczerze mowiąc nie dziwie sie tym byłym żonom , że sie czasem podle
          > zachowują. W końcu to był jej mąż, który ją pa chamsku zdradził z inną
          kobietą
          > i nie miał oporów ani przed nią, ani przed dzieckiem.

          A to dla mnie ciekawostka! Jakaś ciasnawa ta szufladka... A czy także nie dziwi
          Cię podłość byłej żony, która porzuciła męża dla kochanka i odchodząc do niego
          rozłączyła dzieci z kochającym i kochanym ojcem?
          • pelaga Re: jak to jest w rzeczywistości??Hmmm 04.10.04, 09:08
            lideczka_27 napisała:

            > A ja przeciwnie: zalecam dystans. Nie interesować się przeszłością, bo co ona
            > może obchodzić obecną żonę, a tym bardziej zobowiązaniami - niech to będzie
            > jego problem, niech daje ile może, samej się nie dokładać, nie wnikać, jednym
            > słowem - olać. Tak będzie zdrowo dla wszystkich a dla kondycji nowego związku
            > zwłaszcza.

            Popieram. Niech sam spelnia swoje obowiazki.

            > Nie przeszkadzać w obowiązkach i nie udzielać się - złota rada.

            Dokladnie. Nie udzielac sie i NIE PRZESZKADZAC.
            Do mnie naiwnej WRESZCIE dotarlo, kto napedza te wieczne sprawy o obnizenie
            aliemntow. I pomyslec, ze ja z nia gadalam tak zwyczajnie i po ludzku...
            Pozdrawiam
    • maligne Re: jak to jest w rzeczywistości?? 04.10.04, 13:01
      A ja bym sie tak odniosla do konkretow,

      dori761 napisała:

      > Czytam to forum i tak się zastanawiam, jak to jest w rzeczywistości?? Mój
      > partner rozstając sie z żoną zostawł jej nowe mieszkanie z całym
      > wyposażeniem,

      No dobra, ale czy byla jakas inna opcja? Moze zona nie miala gdzie sie wyniesc?
      A moze to bylo jej mieszkanie? (w innym przypadku, przy podziale majatku
      przeciez moze dostac polowe wartosci majatku, tutaj czegos nie rozumiem). A on
      najwyrazniej mial gdzie sie wyniesc, no nie wiem, nie bede wyrokowac bo nioe
      znam Waszej historii, ale kwestia mieszkania wydaje mi sie tu nie powinna
      stanowic problemu. Poza tym w tym mieszkaniu bedziemieszkalo JEGO dziecko, w
      przyszlosci tez. A chyba ono tez gdzies musi mieszkac. moze zona ma mniejsze
      szanse na zarabianie bo rzeczywiscie nigdy nie pracowala?
      To jest taki czesty argument, ze zona nie "skalala sie praca" (czesto sie
      powtarza), ale moze decyzja byla wspolna? ze zona wychowuje dziecko? w takim
      wypadku ciezko jest potem zonie po kilku latach znalezc prace w ogole, a dobra
      prace zeby sie z dzieckiem utrzymac tym bardziej.


      >Więc dorabiamy się wszystkiego od
      > nowa a ona jest na tyle bezszczelna,że przesyła do płacenia swoje
      > ubezpieczenie w 3 filarze

      moze to nie bezczelnosc ale moze jej nie stac po prostu, przeciez nie musi tego
      maz placic (chyba ze ma zasadzone) wiec skad ta zlosc w Tobie?

      >ostatnio sąd przyznał jej alimenty na jedno dziecko
      > w wysokości 1000zł na podstawie starych zarobków, w tej chwili sam zarabia
      > 1050 na ręke ale płaci.

      Bo to tak jest z tyi zarobkami. ja tez licze na przyznanie alimentow wg starych
      zarobkow meza bo on ma dzial gosp i zapowiedzial ze sobie odpowiednio ograniczy
      dochody, wiec czasem to jest omijanie prawa, a skad Sady maja wiedziec gdzie
      jest uczciwie a gdzie nie????


      >My mamy małego szkraba i utrzymujemy sie z 800zł
      > miesięcznie.

      No wiesz, zawsze wydaje mi sie ze podawanie kwot jest troche mylace, bo u mnie
      sam czynsz jest 500zl, a prad 100, raczej bym z 800 nie wyzyla z dzieckiem,
      wiec moze jednak macie inne dochody albo ktos wam pomoga (mi np. nikt, nawet w
      ubrankach dla dzieci) wiec nie piszmy o kwotach, bo to nie ma sensu.

      Jeli piszesz ze musicie sie wszystkiego dorabiac od nowa, tzn mowisz o nim, bo
      Ty i tak musialaby sie wszytskiego dorabiac, prawda? Czy raczej wolalabys
      trafic na meza ktory juz wiele ma?

      >A ona jest jeszcze zdolna do tego żeby wydzwaniać i opowiadać o
      > nim głupoty, odbiera jego pocztę i otwiera która przychodzi jeszcze do ich
      > wspólnego mieszkania.

      Ale nie piszesz czy oddaje te poczte. ja tez odbieram i otwieram bo nie wiem
      czy sprawa nie dotyczy nas oboje (nie mamy jeszcze rozwodu, mimo ze rok nie
      mieszkamy razem).

      >Mam już jej po dziurki w nosie, żyje naszym kosztem.

      Nie sadze. Mysle ze zle to sformulowalas. Raczej to twoj luby zyje Twoim
      kosztem (moze wlasnie to Cie tak denerwuje), a ona zyje ze SWOICH pieniedzy ze
      swoich alimentow na dziecko.

      >Więc
      > stwierdziłam, że jednak mam w domu taką małą du.. wołową .

      Wlasnie mi sie tak troche wydaje. W koncu wszystkie jego problemy mozna by
      rozwiazac, moze moglby lepiej zarabiac, a moze moglby dorabiac po nocach
      zamiast Ciebie? I jednak wniesc do sadu o obnizenie jesli ma do tego podstawy?


      >Więc czytając to
      > forum stwierdziłam, że w sumie tylko sa biedne i pokrzywdzone kobiety a może
      > tylko za takie się uważają.

      No , ja akurat jestem ta biedna i pokrzywdzona dlatego nie jestem obiektywna.

      >Pomóżcie mi to zrozumieć.Straszny nieład w tym co
      > piszę.

      Wydaje mi sie ze jestes zmeczona i rozgoryczona, bo wszystko jest nie tak jak
      chcialas, ale moze raczej spojrz na swojego meza zamiast na byla, bo chyba to
      jednak nie ona jest winna temu ze Wy nie macie pieniedzy i musicie sie
      wszystkiego dorabiac. Mysle ze Twoj zal skierowany jest nie w ta strone co
      trzeba. Moze bylam troche zlosliwa, ale to tylko dlatego ze jestem bo drugiej
      stronie barykady, i mam zamiar wycisnac z mojego meza tyle ile bede
      potrzebowala na dziecko. Nie zapomnij ze ta druga (albo raczej ta pierwsza) po
      rpostu chce zapewne zapewnic jak najlepsze zycie swojemu dziecku, tak jak Ty
      swojemu.
      No nic, troche to bylo rozwlekle,
      ale potraktuj to z przymruzeniem oka
      pozdrawiam serdecznie
      maligne
      • pelaga Re: jak to jest w rzeczywistości?? 04.10.04, 13:13
        maligne napisała:

        > Mysle ze zle to sformulowalas. Raczej to twoj luby zyje Twoim
        > kosztem (moze wlasnie to Cie tak denerwuje),

        Swietnie ujete smile)))
        Tylko latwiej jest oskarzyc o wszystko wredna exiare, niz dostrzec, ze moze
        wybor zyciowy nie spelnil oczekiwan...
        Pozdrawiam
Pełna wersja