DOM SAMOTNEJ MATKI

24.09.04, 13:50
Witam!Chciałabym prosić Was o radę, a przy okazji krótko opisać moją
historię.Od kilku miesięcy jestem mężatką, natomiast na Gwiazdke spodziewam
sie dziecka.Niestety w małzenstwie mi sie nie układa.Chociaż byłam pewna ze
to ten jedyny i decyzja o dziecku była świadoma- w tej chwili czuje że sie
duszę, a co do męża...cóż zbyt krótko się znaliśmy aby decydować o wspólnej
przyszłości.Jesteśmy jak dwoje obcych ludzi, mi już brakuje łeż na tą całą
sytuację.On bardzo chce tego dziecka (ma już synka z poprzedniego zwiazku,ale
jego matka utrudnia kontakt-zresztą odeszła zaraz po porodzie, chociaż
wcześniej po kłótniach sie wyprowadziła).Poznaliśmy sie w sytuacji, kiedy on
nie widział sensu życia po utracie tego dziecka, no i ja dałam mu po raz
kolejny nadzieję na ułożenie życia.Tylko, że teraz widzę ze to nie wyjdzie.
czuję sie strasznie; nie jestem szczesliwa,on pragnie dziecka,twierdzi ze
mnie kocha.Ale ja chce odejść.To jest jego mieszkanie, w moim domu rodzinnym
jest tylko jeden pokój-nie ma łazienki.Zresztą nie wróce tam-pomimo że mam
kochającą mamę,to ojczym robiłby mi stale wyrzuty.W sumie przez okres nauki w
szk. średniej i na studiach tam nie mieszkałam.
Myślę o domu samotnej matki-bo w mojej sytuacji nie widzę innego
wyjścia.Owszem mam dyplom ale nie pracuje-a od ojca mojego dziecka alimenty
tez przyjda z trudnością, bo już teraz ma komornika i nie udaje mu się płacić
regularnie.Napiszcie mi proszę czy macie jakieś doświadczenia z pobytu w
takich placówkach-czy ktos tam kieruje, czy to musi być najbliższa
miejscowość (mieszkam w Olsztynie)? Ile czasu mozna tam przebywać?
Dziekuje za każdą wskazówkę
    • mijuli1 Re: DOM SAMOTNEJ MATKI 24.09.04, 14:23
      Widzisz, są decyzje, których nie można podejmować pochopnie i bez
      zastanowienia. Ty tak zrobiłaś i nie da się uniknąć w żaden sposób skutków tej
      decyzji. Odchodząc od męża zabierzesz dziecku możliwość życia w normalnej
      rodzinie. Być może kiedyś będzie miało o to do Ciebie pretensje, może nawet Ci
      tego nie wybaczy, może nie zrozumie. Poświęcając się dla dziecka może
      zniszczysz (chociaż po co takie duże słowo?) swoje życie decydując się na
      związek z człowiekiem, którego nie kochasz.
      Ja mam już dziecko, teraz ma 17 miesięcy. Widzę, jak bardzo dziecku potrzebni
      są obydwoje rodzice. Ono okazuje nam jak nas kocha i potrzebuje. Wiem, że na
      pewno nie podjęłabym decyzji, że układam swoje życie kosztem dziecka.
      Zostałabym z mężem. Może miłość do niego przyszłaby z czasem (a taka miłość
      jest potężniejsza od tej zaczynającej się zauroczeniem od pierwszego
      wejrzenia), może znalazłabym sobie kochanka..., prowadziłabym jakieś "drugie"
      życie. Nie wiem. Ale jestem pewna, że nie zrobiłabym nic, co miałoby
      niekorzystny wpływ na moje dziecko. Chociaż ktoś mógłby powiedzieć, że dziecko
      nie musi być szczęśliwe w domu, w którym nie ma miłości... Ale przecież
      piszesz, że mąż Cię kocha. Macie mieszkanie, nie jest źle. Skąd wiesz, że
      staniesz na nogi i będziesz mieć pracę mieszkanie, pogodzisz wszystko z
      wychowywaniem malutkiego dziecka? Spróbuj. Może to "duszenie się" w związku
      spowodowane jest też różnymi stanami w ciąży. Ja też miałam i mam (jestem też w
      ciąży) takie chwile, kiedy czuję się strasznie nieszczęśliwa, ale to mija.
      Wiem, że nie mogę już tak swobodnie dysponować swoim życiem, jak dawniej.
      Dziecko to człowiek, za którego jesteś odpowiedzialna. To jak go wychowasz,
      jakie mu zapewnisz dzieciństwo będzie miało wpływ na jego życie. Chcesz go
      pozbawić (w pewnym stopniu oczywiście) ojca, domu? Gdzie będzie zameldowane? W
      domu samotnej matki? Daj spokój, poczekaj, spróbuj inaczej. Chyba, że jest
      jeszcze coś, o czym nie napisałaś...
    • lea2004 Re: DOM SAMOTNEJ MATKI 25.09.04, 23:31
      Cześć Bogdanka smile
      Zupełnie nie zgadzam sie z Mijuli. Mam nadzieję, ze nigdy nie będę myślała tak
      jak ona, że nigdy nie dojdę do takich pesymistycznych i gorzkich wniosków.
      Byłam przerażona czytając jej post.
      Wiele rzeczy mi sie w życiu przytrafiło (wiele złych rzeczy). Sama jestem
      samodzielną mamą, ale wciąż wierzę w miłość. Bez miłości nie mozna nic
      zbudować, a już na pewno nie da się zbudować trwałego związku, szczęśliwej
      rodziny. Jestem tego pewna! Nie wystarczy to, że mąz Cię kocha. Przed wami
      długie życie. Jeśli jesteś pewna że go nie kochasz, to odejdź.Z czasem zacznie
      Cię coraz bardziej irytować, będziecie sie kłócić, albo po prostu milczeć. A
      dzieci mają niesamowitą intuicję i kiedyś z pewnością wyczują, że cos jest nie
      tak, że jego rodzice się nie kochają, że zyją obok siebie, nie z sobą. Moja
      przyjaciółka dorastała w takiej rodzinie, gdzie rodzice żyli ze sobą dla dobra
      dzieci, tworzyli wszelkie pozory szczęsliwej rodziny. Nawet się nie kłócili.
      Tylko z czasem mieli najpierw osobne konta w banku, a potem osobne łóżka. Ale
      niby wszystko było w porządku, wszystko robili razem.Wspólnie chodzili na
      wywiadówki, zakupy, spacery, wspólnie spędzali święta. Kiedy moja przyjaciółka
      dorosła, zrozumiała, że wolałaby sto razy bardziej mieć osobno usmiechniętą
      mamę i osobno szczęśliwego ojca niż dwoje nieszczęsliwych rodziców pod jednym
      dachem. Zawsze czuła, że tak naprawdę nie tworzą rodziny.Kiedy ona odeszła z
      domu, wyjechała na studia, wtedy dopiero jej rodzice się rozeszli. Jej mama
      odżyła i zrozumiała, że błędem było takie poświecenie dla dobra "rodziny". Bo
      to nie była normalna rodzina, ale jej iluzja, a ten chłód, milczenie i
      obojętność wyczuwała od zawsze.Każde dziecko chce, aby jego rodzic był
      szczęśliwy. Nawet jeśli na początku czuje sie oszukane, kiedy rodzice się
      rozwodzą, za jakis czas dochodzi do wniosku, że tak było lepiej dla wszystkich,
      ale kiedy dziecko juz jest na świecie, dużo trudniej sie rozstać i sądzę, że
      jego rana i rysa w psychice jest duzo większa niż kiedy wychowuje sie od
      poczatku z jednym z rodziców. Dlatego radziłabym Ci juz teraz się
      zdecydować.Bądź dzielna, silna, z czasem wszystko się poukłada, znajdziesz
      prace, staniesz na nogi. Niczego też nie rób pochopnie,dobrze sie zastanów nim
      podejmiesz decyzję.
      Są ludzie, którzy nie są w stanie, bądź nie potrzebują tak naprawdę się
      zakochać. Potrzebują ciepła, bliskości, czułości, kogoś, kto będzie z nimi
      szedł przez zycie, kogos z kim będzie o czym rozmawiać i z kim będzie się śmiać
      z tych samych żartów. I to wszystko jest przecież możliwe bez zakochania. Na
      takiego partnera decydują sie zwykle ludzie, którzy duzo w zyciu przeszli i
      wyżej cenią poczucie bezpieczeństwa i spokój, niż namiętne uczucie, lub bardzo
      mocno stąpający po ziemi wyrachowani cynicy, którzy po prostu z natury nie
      potrafią się zakochać, a partnera zyciowego wybierają na zasadzie dedukcji -
      wspólnych zainteresowań, wyglądu, mało uciążliwych cech charakteru. I powiem Ci
      że w wielu takich związkach po latach Ci ludzie w pewnien sposób się kochają.
      Mnie się zdaje, że to jest taka miłość jaką darzy się siostrę, brata.Kogoś z
      kim wciąż przebywasz i dzielisz wszystie dobre i złe chwile w pewnien sposób
      zawsze się kocha.
      Są też tacy, którzy wiedzą, czują ,ze są w stanie zakochać się naprawdę. Być
      może dlatego, że juz kiedyś tak kochali, albo po prostu serce im podpowiada.
      Jeśli taka osoba zdecyduje się na życie bez miłości, będzie nieszczęśliwa. I
      gdy spotka kiedyś swojego "rycerza" to zdradzi lub porzuci męża czy żonę, a
      wtedy zarówno dziecko jak i porzuony partner bardzo silnie to przeżyją. Dużo
      bardziej niż kiedy od początku byliby osobno.
      Nikt Ci nie zagwarantuje, że spotkasz swojego "rycerza". Ale co będzie jesli
      spotkasz?
      Cóż, wiem że to bardzo idealistyczne i wiem też ze prawdziwych ideałów nie ma.
      Ale są ideały takie "dla nas" - drugie połówki, ludzie których jesteśmy w
      stanie pokochać.Ktoś kto dla Ciebie tylko bedzie ideałem, a komuś innemu wyda
      się całkiem zwyczajny. I warto na to czekać, jestem o tym przekonana.
      Nie można zatracić się całkowicie w miłości do dziecka, w trosce o nie na
      zawsze unieszczęsliwiać siebie.Budować szczęscia dziecka na własnym
      nieszczęściu. Kiedyś dziecko odejdzie z domu ty możesz zostać z poczuciem
      dobrze wypełnionej misji i pustki w sercu,z poczuciem że wychowałaś cudownego
      człowieka, tylko gdzieś po drodze zagubiłaś siebie.
      Niestety nie wiem nic o domach samotnej matki w Olsztynie. Spróbuj zadzwonić i
      wszystkiego się dowiedzieć.
      Pozdrawiam serdecznie smile

      Lea
      • bogdanka04 Re: DOM SAMOTNEJ MATKI 26.09.04, 15:40
        DO LEA
        DZIEKUJE CI ZA WYCZERPUJACA WYPOWIEDZ W MOJEJ SPRAWIE.W SUMIE TRAFILAS W SAMO
        SEDNO.POWIEM SZCZERZE-TO NIE BEDZIE DECYZJA PODJETA POCHOPNIE-JEZELI ZDECYDUJE
        SIE NA ODEJSCIE.SAMA DOBRZE ZDAJE SOBIE SPRAWE CO MNIE CZEKA I BOJE SIE
        TEGO.ALE TAK NAPRAWDE W GLEBI DUSZY CZUJE ZE NAWET JAKBYM CHCIALA RATOWAC TO
        MALZENSTWO TO NIC Z TEGO NIE WYJDZIE.W POSCIE PO TOBIE PRZECZYTALAM-JESLI PIJE
        BIJE I GNOJ TO ODEJDZ-JEGO ZACHOWANIE BARDZIEJ DZIALA NA PSYCHIKE.DUZO BY PISAC-
        POZNALAM GO W DOLKU, WYCIAGNELAM-ALE TERAZ WIDZE ZE TA WCZESNIEJSZA DZIEWCZYNA
        MIALA POWODY ZEBY ODEJSC ZARAZ PO URODZENIU DZIECKA.MOJ MAZ SKUPIA SIE
        WYLACZNIE NA SOBIE,CZUJE SIE JAK NA PUSTYNI UCZUCIOWEJ.RZECZYWISCIE ON MOWI ZE
        MNIE KOCHA-ALE DOBRZE JEST WTEDY KIEDY JA SIE CIAGLE USMIECHAM, NIC NIE
        WYPOMINAM, NIE PROSZE O ZROBIENIE JAKIS RZECZY-KTORE DOPIERO CO BYLY DLA NIEGO
        WAZNE A TERAZ WSCIEKA SIE ZE MU O NICH PRZYPOMINAM (NAWET SPACERY GO
        DENERWUJA).CZASAMI WOLE SIE NIE ODZYWAC, BO W JEGO OCZACH ROBIE MU STRASZNA
        KRZYWDE WYMAGAJAC CZEGOKOLWIEK.JA TEZ NIE POZOSTAJE BEZ WINY-BO BEDAC W CIAZY
        MA SIE ROZNE HUMORY-JA CZESTO JESTEM PLACZLIWA...ALE CZESTO SA TO LZY, KTORE
        PLYNA GDY USWIADOMIE SOBIE ZE WYBRALAM NIEODPOWIEDNIEGO CZLOWIEKA.
        POZDRAWIAM
    • walkiria7 Re: DOM SAMOTNEJ MATKI 26.09.04, 00:56
      Może i Ty masz dyplom ale napewno nie z odpowiedzialnego, dorosłego zycia!!!
      Najpierw tak jakos nagle... zakochalas sie w facecie. Potem tak jakos nagle...
      zaszlas w ciaze, a teraz chcesz sie szlajac po domach samotnej matki!
      Dziewczyno, ocknij sie! Chcesz powielic wlasne zycie. Dziecko bez domu, bez
      ojca tak jak ty? Sama piszesz ze co prawda masz kochajaca matke, ale ojczyma
      nie za bardzo lubisz...A i w domu warunki nie bardzo. Zwiazek, taki prawdziwy,
      buduje sie latami. Jesli raz podjelas niedojrzala decyzje i chcac uciec z domu
      zwiałaś do zwiazku to podejmuj teraz wszystkie konsekwencje bycia w tym
      zwiazku. Tym bardziej ze jestes w ciazy. No chyba ze on cie katuje, na zycie
      nie daje i wogóle to gnój. Wtedy tak- odejdź, ale jak nie ma takich przeslanek,
      to ratuj malzenstwo, bo małzenstwo to nie zabawa. A podejmowanie decyzji za
      dziecko, decydowanie o tym ze zanim sie urodzi stanie sie bezdomne i bez
      rodziny jest czystym egoizmem i konsekwencja niedojrzalosci jego mamusi.
    • griffon Re: DOM SAMOTNEJ MATKI 26.09.04, 20:20
      on pragnie dziecka,twierdzi ze
      mnie kocha.Ale ja chce odejść.
      Wiesz co Ci powiem Tobie potrzebny jest psycholog a nie Dom samotnej matki.
      Zastanów sie jaki los szykujesz nie narodzonemu jeszcze dziecku moim zdaniem
      nie dorosłas jescze aby byc matką
    • mijuli1 Re: DOM SAMOTNEJ MATKI 27.09.04, 09:24
      Tak, mijuli zgorzkniała i pesymistyczna.... bo czuje się na tyle odpowiedzialna
      za innych i za własne decyzje, że kosztem własnego szczęścia (????) nie skazała
      by swojego dziecka na bezdomność i wychowywanie się bez ojca.
      I co niektórzy mają nadzieję, że nigdy nie będą myśleć tak jak ona.
      STRASZNE
Pełna wersja