jak to jest

27.09.04, 20:42
Nie wiedzialam gdzie mam zamiescic ten post czy tutaj czy moze
na "samodzielnej" czy jeszcze gdzie indziej mysle , ze tutaj dostane
najwiecej odpowiedzi . Od pewnego czasu czytam duzo na temat zlych mezow ,
ojcow i kochankow jacy to oni sa zli bo zdradzaja , klamia ,bija krzycza i
nie wiem co jeszcze . Wszystko to wychodzi "najaw" po jakims czasie
wspolzycia razem O.K. Wiadomo ze na poczatku jest wszystko pieknie ladnie a
dopiero pozniej dorzuca olej do ognia ale dlaczego tak jest to mnie nurtuje i
dziwi dlaczego?
Kiedys poznalam super chlopaka odrazu mnie uwiodl swoim calokrztaltem
poprostu zakochalam sie w nim wiecie co ? Nigdy bym wtedy na poczatku nie
przypuszczala ze za rok on bedzie sie na mnie wyzywal psychicznie stresowal
poprostu zamieni sie w zaraze i chama . Poprostu nie moge w to uwierzyc ze
jest to mozliwe ze to on ten sam czlowiek ktorego poznalam kiedys . I tyle
czytam na temat innych samotnie wychowujacych dzieci matek przeciez pisza i
zala sie na temat swoich Ex. jacy to oni zli sa podli itd. dziewczyny jak to
jest napiszcie mi czy poprostu zaliczylyscie tkzw, wpadki po jednej nocy i
pozniej porazaka czy taki rumakowy ksiaze zmienil sie w lajdaka po krotkim
czasie , interseuje mnie po jak dlugim czasie nastepowala u was ta zmiana na
TYRANA . Przeciez czyms musieli was uwiesc ojcowie waszych dzieci prawda? Z
chamami pijakami nie idziemy do lozka prawda?
    • serengetti Re: jak to jest 28.09.04, 12:56
      Hm, to ja Ci powiem, jak to było u mnie. Przed ślubem "chodziliśmy" z moim ex
      1,5 roku. Nie mieszkaliśmy razem, bo nie było na to warunków, ale spotykaliśmy
      się dość często. Był ideałem - delikatny, czuły, wrażliwy, chodziliśmy do kina,
      teatru, na spacery, no po prostu był cudowny. I sex był wspaniały, tyle razy,
      ile potrzebowałam - czyli dość często. I to przez całe 1,5 roku! A po ślubie -
      jakbym wyszła za mąż za zupełnie obcego faceta. Zmienił się tak diametralnie,
      ze do tej pory uwierzyć nie mogę, jak można się tak maskować. Pomijam już fakt,
      że libido spadło mu nagle poniżej zera, ale takiego sknery, chama i drania to
      ze świecą bym nie znalazła. No cóż - powiedzenie "widziały gały co brały"
      niestety nie zawsze jest trafne. Może gdybyśmy mogli pomieszkać razem 2-3
      lata... No cóz - nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Było, minęło, trzeba
      się uczyć na własnych błędach i żyć szczęśliwiej.
    • ninka80 Re: jak to jest 28.09.04, 19:58
      Myślę, że trzeba wierzyć, że nie zawsze ak musi być, choć nie jest łatwo
      znaleźć perłę wśród kolorowych szkiełek. Kiedyś myślałam, że w życiu
      rządzi "prawo dżungli", że albo skrzywdzisz albo zostaniesz skrzwdzona. Ja
      wyrałam to pierwsze, bo potraktowałam swojego faceta jak tą wiekszość drani, o
      których mnóstwo słyszałam. Teraz wiem, że skrzywdziłam cudowną i bardzo
      wrażliwą istotę, która jest moją drugą połową i dla której zrobiłabym wszystko.
      Obecnie walczę, by go odzyskać. Jak widzisz nie wszyscy są draniami i nie można
      generalizować, że faceci dzielą się na drani ujawnionyc i tych, z którch
      jeszcze to nie wyszło, ale to tylko kwestia czasu. Jeśli czytasz posty na tym
      forum, na pewno zauważyłaś te optymistyczne, posty dziewczyn, którym się udało
      dopiero za drugim, trzecim razem spotkać "tego właściwego", który potrafił
      pokochać i je i ich dzieci. To budujące. Pomyśl, że jeśli Ty jeszcze na tego
      jedynego nie trafiłaś, to cały czas jest nadzieja, dla której warto żyć.
      Jeszcze spotkasz w swoim życiu szczęście. Mogę też podać Ci kilka przykładów:
      moja przyjaciółka po 7 latach małżeństwa dowiedziała się, że mąż odchodzi do
      kochanki. Była załamana i znalazł się ktoś bliski, kolega z pracy, na którego
      wcześniej nie zwracała uwagi. Teraz (zaledwie po kilku miesiącach od odejścia
      męża) ona jest szczęśliwa, jej mąż natomiast strasznie za nią tęskni. Inna
      sprawa: wpadka mojej koleżanki, jednostrona miłość zakończona ciążą i szybkim
      zniknięciem "tatusia". Gdy jej synek miał ok. roczku poznała faceta, z którym
      teraz żyje w szczęściu, mają troje dzieci (jej panieńskie i dwoje razem) i są
      dla mnie dowodem na istnienie szczęścia małżeńskiego. Zobaczysz, jeszcze
      spotkasz kogoś, kto da Ci szczęście, na prawdę warto w to wierzyć. Pozdrawiam
    • natasza39 Re: jak to jest 28.09.04, 21:55
      Sorry, ale Ty kotku masz jakis konkretny problem, czy moze jakas prace domowa
      pani z pdż ci zadala i piszesz na ten temat?
    • martina100 Re: jak to jest 29.09.04, 10:15
      wiesz ja uważam że bardzo szybko można się zorientowac jaki jest ukochany
      facet, tylko trzeba chciec to dostrzec, ja na przykład nie bardzo chciałam
      zobaczyć, że on nie jest odpowiednim kandydatem na ojca i meża, proponuje się
      zabezpieczać to po pierwsze i pomieszkac razem przed slubem 2-3 lata co
      najmniej. i tak każdy przypadek jest inny..
    • tata_malolata Re: jak to jest 30.09.04, 10:22
      W sumie to ubawiłem się czytając ten wątek.

      No cóż, my mężczyźni dużo tracimy przy bliższym poznaniu.
      Gdy zamieszka się z takim osobnikiem płci meskiej to okazuje się, że nie zamyka
      on deski klozetowej, wrzuca do prania koszulę z zawiniętymi rękawami
      (oryginalne zarzuty wyczytane tu na FORUM kiedyś w dyskusji nt. tego co irytuje
      kobiety) a co gorsza "traktuje kobietę jak swą własność" bo nie lubi gdy żona
      wychodzi z koleżankami, "poniża kobietę i robi z niej służącą" bo prosi o
      kanapki do pracy, "psychicznie dręczy i odbiera kobiecie jej jedyną
      przyjemność" bo pyta czemu jest tak wysoki rachunek telefoniczny itp.(te teksty
      są też prawdziwe).

      W drugą stronę także nie jest lepiej. Znajdź mi żonę, która pozwoli po ślubie
      wyjść mężowi na piłkę z kolegami, będzie traktowała jego zainteresowania
      z "należytą powagą" smile a nie wyśmiewała sens pasjonowania się losami III-
      ligowej drużyny piłkarskiej (faktycnie bez sensu) lub budowanie samolocików z
      papieru.


      Ale poważnie. Niestety - małżeństwo to juz nie sielanka. To obowiązki,
      konieczność wyrzeczenia się niektórych własnych przyjemności, konieczność
      kompromisu w sprawach małych (kolor tapety) i wielkich (imię dla dziecka).
      Trzeba też jasno powiedzieć: pojawienie się dziecka to - mimo wielkiego
      szczęścia - moment pojawienia się MILIONA nowych obowiązków i ogromnych
      obciążeń spowodowanych nową sytuacją, monotonnym powtarzaniem się obowiązków,
      niewyspaniem po kilku pobudkach w nocy itd. W tym wszystkim ludzie się
      zmieniają, stają bardziej nerwowi, bardziej zniecierpliwieni, mniej mają czasu
      i ochoty na różne przyjemności. Pojawiają się wzajemne pretensje przy czym
      paradoks polega na tym, iż każde uważa, że to drugie jest tym, które się
      zmieniło. Trzeba sobie zdawać z tego sprawę i starać się w tym wszystkim
      znaleźć dobrą drogę. Jak ? Chciałbym wiedzieć.

      Na koniec pytanko: pamiętasz piosenkę z kabaretu Starszych Panów: "Rodzina,
      Ach! Rodzina ?" Coś w tym jest.


      P.S.
      odalina napisała:
      > (...)interseuje mnie po jak dlugim czasie nastepowala (...)
      > ta zmiana na TYRANA .
      ---------------
      Moja żona odkryła to po ponad 10 latach.
      Dobrze się maskowałem wink


      • grey-pippin Re: jak to jest 30.09.04, 11:29
        tez sie niezle ubawilam smile
        > Gdy zamieszka się z takim osobnikiem płci meskiej to okazuje się, że nie
        zamyka on deski klozetowej
        moze kiedys noca dorwie takiego osobnika rozwolnienie i zaliczy ladowanie doopa
        w misce klozetowej, super przezycie wink
        >wrzuca do prania koszulę z zawiniętymi rękawami
        nie wiem co takiej zonie przeszkadza ze koszula meza jest tylko czesciowo
        wyprana, widac starczy jesli zawsze zawija wink
        > bo nie lubi gdy żona wychodzi z koleżankami
        no wlasnie czemu nie lubi mialby chate tylko dla siebie wink
        > bo prosi o kanapki do pracy
        tez nie rozumiem, ja sie na nikogo nie obrazam jak prosi, dopiero jak wymaga wink
        > pyta czemu jest tak wysoki rachunek telefoniczny itp
        niech utnie kabel od telefonu, a przekona sie ile dopiero kosztuja wizyty u
        psychologa
        > Znajdź mi żonę, która pozwoli po ślubie wyjść mężowi na piłkę z kolegami
        daleko nie musze szukac, wszystkie zony mojego faceta z ktorymi gra w pilke
        (czesc synkow juz tez kopie)
        > będzie traktowała jego zainteresowania z "należytą powagą" smile
        a nie wyśmiewała sens pasjonowania się losami III-ligowej drużyny piłkarskiej
        (faktyznie bez sensu) lub budowanie samolocików z papieru.
        pod warunkiem jak przecietny maz zrozumie zasadnosc wylewania lez podczas oper
        mydlanych w TV (faktycznie bez sensu) lub gromadzenia kolekcji butow na kazda
        okazje i bez okazji wink

        > Ale poważnie. Niestety - małżeństwo to juz nie sielanka.
        Ale nie moze byc gorsze niz okres edukacji w jakims prestizowym liceum, gdzie:
        > To obowiązki, konieczność wyrzeczenia się niektórych własnych przyjemności,
        konieczność kompromisu w sprawach małych (kolor wlosow) i wielkich (rycie po
        nocy w imię prosperity w niewiadomej przyszlosci).
        > Trzeba też jasno powiedzieć: przejscie z podstawowki do liceum- mimo
        wielkiego szczęścia - to moment pojawienia się MILIONA nowych obowiązków i
        ogromnych obciążeń spowodowanych nową sytuacją, monotonnym powtarzaniem się
        obowiązków, niewyspaniem przed egzaminami. W tym wszystkim ludzie się
        zmieniają, stają bardziej nerwowi, bardziej zniecierpliwieni, mniej mają czasu
        i ochoty na różne przyjemności (to juz zalezy od pary jaka dysponuje dany
        osobnikwink. Pojawiają się pretensje do calego swiata a szczegolnie do rodzicow
        przy czym paradoks polega na tym, iż każde (tj. i licealista i rodzice) uważa,
        że to drugie jest tym, które nic nie rozumie. Trzeba sobie zdawać z tego sprawę
        i starać się w tym wszystkim znaleźć dobrą drogę. Jak ? Chciałabym wiedzieć.
        > Na koniec pytanko: pamiętasz piosenkę z kabaretu Starszych Panów: "Rodzina,
        > Ach! Rodzina ?" Coś w tym jest.
        Oł jes wink)
        • tata_malolata Re: grey pippin 30.09.04, 14:34
          Uwielbiam Cię za poczucie humoru !
          I proszę. Tylko mnie nie rozczaruj i nie mów, że oglądasz opery mydlane w TV !!!
          • grey-pippin Re: grey pippin 01.10.04, 06:22
            nie ale tylko dlatego, ze w czasie kiedy je emituja ja pracuje wink
Pełna wersja