pomóżcie proszę

29.09.04, 09:01
Kochane kobiety, pomóżcie bo zawala się mój świat. Mąż powiedział że nie wie
czy mnie jeszcze kocha, nie czuje tego co kiedyś. Wszystko to było reakcją na
wydarzenia sprzed 10 dni (pisałam o tym na emamie). Przepłakałam cały
wieczór. Powiedział mi to pomiędzy jednym gwizdkiem sędziego a drugim, mecz
był fascynujący. Psychicznie jestem wrakiem, gdyby nie dziecko, wolałabym nie
żyć. Potrzebuję psychologa - możecie polecić mi kogoś w Warszawie, kto
pomógłby mi to przejść? Nie mogę non stop płakać. Jestem słaba. Nie wiem co
robić. Powiedział że już teraz nic nie mogę zrobić. Rozwód to dla mnie
katastrofa. Na razie o tym nie rozmawialiśmy - dwa tygodnie temu było OK, a
teraz wielka pustka. Do tego zawsze, w każdej naszej sprzeczce ja byłam
winna, ja przepraszałam - choć nie zawsze wina była po mojej stronie. Może to
był błąd, przestałam się szanować. Teraz nie mogę na niego patrzeć,
unicestwił część mojej duszy. Mimo wszystko chciałabym to ratować. Ale jak?
Mam jakby nigdy nic podawać mu obiad, prasować jego koszule, spać w jednym,
łóżku - mimo że mnie nie kocha. Kim będę? Służącą, gosposią. Jak długo to
może trwać zanim nastąpi koniec? Mam się nie odzywać, rano tak właśnie było.
Bolał mnie jego widok. Ondysia
    • serengetti Re: pomóżcie proszę 29.09.04, 09:33
      Ondysiu, poczytałam sobie Twój wcześniejszy post na e-mamie i nasuwa mi się
      jeden wniosek: obrażony mały chłopczyk. Sorry, ale wydaje mi się, że Twój mąż
      uważa, że jego zdanie jest najważniejsze, tylko on ma rację, a Ty mu w tym
      zręcznie i wdzięcznie wtórujesz. Ty przepraszasz za nieswoje winy, Ty się
      zgadzasz na wszystko, Ty wszystko dokoła niego robisz, w końcu Ty nie stajesz w
      obronie własnej matki ze strachu przed nim. Dziewczyno, ocknij się. Dałaś się
      stłamsić, ale myślę, że pora z tym skończyć. Co to znaczy, że mąż pokłócił się
      z teściową i zaraz przestaje Cię kochać? To czy kiedykolwiek kochał? Zastanów
      się dziewczyno, na co sobie pozwoliłaś. Myślę, że pora na radykalne zmiany. Po
      pierwsze - udaj się do psychologa, który wleje w Ciebie odrobinę pewności
      siebie. Uwierz, jesteś wartościowym człowiekiem, który ma prawo do własnego
      zdania i ma prawo tego zdania bronić - bez względu na to, ile razy mały
      chłopczyk, którego poślubiłaś, tupnie nóżką i powie: "to ja cię już nie
      kocham". Niech nie kocha - sam sobie bicz na skórę kręci. Przestań się wreszcie
      nim przejmować, przestań dokoła niego skakać - znajdź oparcie w rodzicach, oni
      Ci pomogą - przynajmniej psychicznie. Myślę, że najwyższa pora, zebyś zabrała
      się za wychowanie tego małego chłopca. Niestety, większość z nas ma już w domu
      od pierwszych dni po ślubie jedno dziecko - własnego męża. I to dziecko trzeba
      trochę wychować. Wiem, ze panowie zaraz rzucą się na mnie z pazurami, ale
      niestety - to prawda. Żona skacze dokoła mężusia, gotuje obiadki, prasuje
      koszule - jakby mężuś nie miał rączek i pewnych rzeczy nie potafił sam zrobić.
      Ondysiu - najwyższa pora, zebyś się postawiła. Gotuj obiad - ale nie podawaj,
      koszul nie prasuj - jak pójdzie w pogniecionej, to mu korona z głowy nie
      spadnie, a przy okazji może zastanowi się, ze w domu ma pełnoprawnego członka
      rodziny, a nie służącą. Dbaj o siebie i dziecko i nie zwracaj uwagi na jego
      humory - zobaczysz, że taki stan rzeczy szybko zacznie mu przeszkadzać. I
      przestań płakać w jego obecności - szczerze mówiąc jego to cieszy, że ma nad
      Tobą taką władzę, ze jednym slowem potrafi przyprawić Cię o płacz. Nie daj się -
      bądź silna, dla siebie i dziecka. Jesteś jego partnerką, pamiętaj o tym. I
      masz prawo do własnego zdania, własnego wolnego czasu i chwilki wytchnienia po
      całym dniu pełnym obowiązków. Jak sobie sam zrobi kolację, to nie umrze od
      tego, to pewne. Głowa do góry - wszystko jest do nadrobienia, tylko musisz
      znaleźć w sobie siłę.
      Pozdrawiam i trzymam kciuki.
      • martina100 Re: pomóżcie proszę 29.09.04, 09:55
        Podpisuje się całkowicie pod wypowiedzią mojej poprzedniczki, uważam że
        powinnaś w siebie uwierzyć i przestać żyć tylko dla twojego faceta, może to
        jest trudne ale jak się chce to można, jeżeli chodzi o psychologów, to
        proponuje na początek Centrum Praw Kobiet w W-wie tel: 652-01-17 albo niebieska
        linia; 621-03-67.poszukaj pomocy mi to bardzo pomogło, wierzę że i tobie się
        uda, i bądź dzielna, wszystko się ułoży
    • grey-pippin Re: pomóżcie proszę 30.09.04, 13:02
      Wyglada to na zwykly szantaz, jesli pare razy dasz sie zastraszyc, bedziesz do
      konca zycia szantazowana. Skorzystaj z pomocy psychologa, powie Ci jak
      rozpoznac manipulacje, to jest nagminne i wystepuje niemal w kazdej rodzinie,
      ale w zdrowej bardziej przypomina gre na zasadzie kto dzis kogo czyms tam upupi
      i zmusi do drobnych wyrzeczen, ale w niektorych rodzinach bariera zostaje
      przekroczona przez jednego z czlonkow rodziny i szantaz staje sie narzedziem
      represji na codzien.
    • pilea Re: pomóżcie proszę 30.09.04, 13:33
      Jeśli moge cos Ci doradzić, choć w takich sprawach łatwo radzić - trudniej
      zdziałać, to proponuję CAŁKOWICIE i TOTALNIE zająć sie tylko dzieckiem i
      najpotrzebniejszymi czynnościami w domu. Na pewno dobrze już wiesz, że jesli
      kobieta chce się naprawde mocno zaangazować w opiekę i zabawę z dzieckiem, to
      może temu poswięcic niemal 100% swojego czasu. Znam to z autopsji, wiem, że ta
      bariera (w postaci dziecka i całkowitej obojętności wobec drugiego rodzica)
      jest czasem dla współmałżonka nie do zniesienia. Praktycznie nie ma się do
      czego przyczepić. Wypełniasz swoje najważniejsze obowiązki, do tego śpisz z
      dzieckiem i mozesz w ten sposób odciąć się od absurdalnych zażaleń męża. Wierz
      mi, w ten sposób moze Ci sie udac uratować ten świat, na którym tak bardzo CI
      zależy. I podpisuję sie pod moimi poprzedniczkami: NIE PŁACZ PRZY NIM, nie daj
      mu sie wpędzać w chore poczucie winy, niczemu nie jestes winna.
Pełna wersja