Nie rozumiem...

29.09.04, 11:45
więc bardzo proszę, wytłumaczcie mi moje Kochane (nie osądzając absolutnie
niczyich decyzji!!!)
dlaczego staracie się za wszelką cenę by pseudo ojcowie Waszych dzieci (mam
na myśli tych, którzy nie wykazują żadnego zainteresowania pociechami)
koniecznie je uznali, utrzymywali wymuszony czasem kontakt?
Nie bardzo to rozumiem.

Ja wychowuje córeczkę, której jej ojciec nie widział nigdy. Odszedł kiedy
byłam w 4 m ciąży i koniec.0 zainteresowania. Pewnie nawet nie wie jak mała
ma na imię. Nie uznałam go za ojca, prawnie dla mojej córki jest nikim.
I szczerze mówiąc z perspektywy 3 lat jestem pewna,że nigdy , przenigdy nie
poproszę go o cokolwiek dla mojej córki.Ba, wiem (a to wynika z mojego
charakteru), że nie pozwoliłabym mu teraz na zadne kontakty (gdyby nagle
skruszony się pojawił).
Wydaje mi się,że dla dziecka lepsze jest nie mieć wcale ojca, niż mieć
takiego, który go traktuje jak dopust Boży i karę za wszelkie swoje i nie
swoje grzechy.Ale to moje zdanie .
A wy jak myślicie?

Pozdrawiam cieplutko (choc na dworzu coś zimno się robi)
IZa
    • martina100 Re: Nie rozumiem... 29.09.04, 12:03
      wiesz , ja mam córke która ma 3,5 roczku, ojciec ją uznał, czego do dzisiaj
      sobie nie moge wybaczyć, bo wiesz mieć ojca na papierze to jaki to sens, nie
      wiem sama , on nie zachowuje się jak ojciec, wydaje mi się że jego kontaktu z
      dzieckiem to bardziej wymuszony obowiążek niż szczera potzreba i chęć bycia z
      małą, jestem w ten sposób rozdarta, pomiędzy to co czuję widzę co podpowiada mi
      intuicja, a to co mówią mi ludzie, że dziecku potrzebny jest ojciec, wiesz
      gdybym mogła wrócic czas, nie chciałabym aby on uznał córkę,ale mówię to z
      perspektywy tych kilku lat
    • virtual_moth Re: Nie rozumiem... 29.09.04, 13:57
      Wiesz, zazdroszczę Ci jednoznaczności wyboru.
      W moim przypadku sytuacja nie jest aż tak jednoznaczna. Mieszkałam z ojcem
      dziecka przez 8 miesięcy życia dziecka (w sumie 3,5 roku). Teraz ojciec mieszka
      w innym mieście, jest bezrobotny, niesamodzielny - ogólnie, gapa życiowa. Nie
      ma możliwości odwiedzania dziecka, jednak zapewnia o swojej miłości do niego i
      chce je uznać. Z drugiej strony nie pyta o dziecko, a gdy miał możliwość nie
      odwiedzał jej aż tak często, jakby mógł.
      Kiedy zgodziłam się na uznanie i znalazłam opiekę nad dzieckiem (USC w innym
      mieście), nie znalazł czasu aby tę sprawę załatwić (!!!), mimo że przez kilka
      miesięcy wymuszał na mnie to uznanie.

      Gdyby to było takie proste: ojciec alkoholik, sadysta lub kompletnie nie
      przyznający się do dziecka. Jednak nie jest.

      No i alimenty. OBOWIĄZKIEM matki jest egzekwować od ojca pieniądze na dziecko.
      To nie jest kwestia honoru, dobrej czy złej woli. To jest obowiązek, bo
      obowiązkiem jest zapewnienie dziecku godziwych warunków do życia. Moje dziecko
      ma godziwe warunki, ale na pewno nie będzie tak przez cały czas. Ojciec dziecka
      nie będzie też przez cały czas bezrobotny - a jeśli tylko formalnie będzie, to
      trzeba mu to udowodnić. Tylko najpierw dziecko musi być przez niego uznane...

      Tak więc nie zawsze ten wybór jest prosty. Bo co zrobić, gdy do końca nie
      wiadomo czy tatuś kocha dziecko, czy robi teatrzyk dla zainteresowanych
      (kochanek, rodziców). Co zrobić - a jeśli uznanie "pomoże" mu w wypełnianiu
      ojcowskich obowiązków? A jesli to niczego nie zmieni, a ja, jako matka będę
      musiała tylko użerać się w sądach?
      • iizaa Re: Nie rozumiem... 29.09.04, 19:24
        virtual_moth napisała:


        >
        > OBOWIĄZKIEM matki jest egzekwować od ojca pieniądze na dziecko.
        > To nie jest kwestia honoru, dobrej czy złej woli. To jest obowiązek, bo
        > obowiązkiem jest zapewnienie dziecku godziwych warunków do życia.

        To jest obowiązek??? Hmmm, to ja się z tego nie wywiązałam i staram się sama
        jak tylko mogę zapewnic córce wszystko, czego potrzebuje.
        Buziaki
    • burza4 Re: Nie rozumiem... 29.09.04, 14:18
      iizaa napisała:

      > dlaczego staracie się za wszelką cenę by pseudo ojcowie Waszych dzieci (mam
      > na myśli tych, którzy nie wykazują żadnego zainteresowania pociechami)
      > koniecznie je uznali, utrzymywali wymuszony czasem kontakt?
      > Nie bardzo to rozumiem.

      Nie będę się wypowiadać za inne dziewczyny, ale dodam wyjaśnienie od siebie -
      rozumiem to od kiedy na swojej drodze spotkałam dorosłego faceta, za któym całe
      dorosłe życie wlókł się syndrom odrzucenia przez ojca. Wypływało to w wielu
      kwestiach, na co dzień głęboko ukryte "bo ojciec dla mnie nic nie znaczy". Ale
      jestem pewna, że jego odbiór rzeczywistości był tym spaczony, bo jak zaufać
      innym skoro najbliższa osoba kiedyś go odrzuciła? dlatego też np. nie pracował
      nad poprawą relacji z kimkolwiek tylko je zrywał, bo kryzys odbierał jako
      sygnał "noo, wreszcie wyszło szydło z worka, nie kochasz/nie lubisz mnie".

      I na bazie tego przypadku uważam, że dziecku o wiele łatwiej pogodzić się z
      tym, że facet jest po prostu kiepskim ojcem, że za mało kocha, niż ze
      świadomością, że w życiu ojca NIC nie znaczy, ze rodzony ojciec nawet go nie
      chciał zobaczyć.
    • smallm Re: Nie rozumiem... 29.09.04, 14:32
      Ja też pozdrawiam ciepło.

      Miałam dylematy straszne, jak okazało się, jak już byłam w ciąży, że ojciec
      małej nie chce ze mną dalej być... Po porodzie uznał dziecko (nie musiałam go
      do tego zmuszać, co więcej poszłam najpierw sama zgłosić, jak w wyznaczonym
      terminie się nie zjawił, dopiero później jak przyjechał zrobiliśmy poprawkę).
      Jedyne co zrobiłam to wniosłam o alimenty, ale z samego wychowawczego dziecka
      bym nie utrzymała...

      To czy dobrze zrobiłam, że zgodziłam się na uznanie zweryfikowało samo życie:
      przedszkole, piaskownica itd. Dzieci potrafią być brutalne... Sama byłam
      świadkiem tekstów pt: "a Ty nie masz tatusia...". Jak czułaby się moja córka,
      gdyby miała taką świadomość?? "Mam, ale mieszka i pracuje daleko" i gadka
      ucięta!!! Ojca praktycznie niemal nie zna, ale sama świadomość, że jest dużo
      jej daje.

      Pozdrawiam
    • alka44 Re: Nie rozumiem... 29.09.04, 14:37
      Jeszcze jedna bardzo prozaiczna sprawa z dzisiejszej Gazety prawnej:
      Po tym, jak po wejściu w życie w br. nowego systemu świadczeń rodzinnych
      zwiększyła się liczba wniosków o rozwody, rząd postanowił zmienić zasady
      przyznawania dodatku (170 zł lub 250 zł) z tytułu samotnego wychowania dziecka –
      takie m.in. zmiany zawiera przyjęty wczoraj przez Radę Ministrów projekt
      ustawy. Przewiduje on, że dodatek ten otrzymają jedynie osoby, które
      przedstawią wyrok sądu o należnych im alimentach. Będzie on też wypłacany na
      troje, a nie jak dotychczas na wszystkie dzieci w rodzinie. Ponadto ma też
      zostać usprawnione ściąganie alimentów.


      • virtual_moth Re: Nie rozumiem... 29.09.04, 15:08
        No ładnie. Jeśli tak będzie, to nie pozostaje mi nic innego jak złożyć pozew o
        ustalenie ojcostwa i alimenty.
        Tylko co wpisać w rubrykę "adres" skoro nie wiem, gdzie przebywa?
    • elaw2 Re: Nie rozumiem... 29.09.04, 16:57
      Dziecku potrzebny jest ojciec. Świadomość że jest. Tylko czasem jest to tak
      trudne. Jestem w trakcie rozwodu, odeszłam od męża alkoholika, kiedy nasza
      córeczka miała niecałe półtora roku.Wcześniej odeszłam kiedy mała miała miesiąc
      ale wróciłam, żeby dać mu jeszcze jedną szansę (oczywiście z niej nie
      skorzystał). Teraz Kasia ma trzy latka. Taty nie widziała praktycznie od
      stycznia tego roku. Postawiłam bowiem sprawę jasno, albo leczenie odwykowe albo
      rodzina. Niestety alkohol zwyciężył. Alimenty mam zasądzone od maja, ale
      doprosiłam się ledwo 400 zł. Zresztą wątpię czy w tym stanie jakim jest obecnie
      mój mąż, jestem wstanie cokolwiek od niego wyegzekwować. Prawdę powiedziawszy
      wolę go po prostu nie oglądać. Ale wciąż myślę i wyrzucam sobie jak bardzo
      skrzywdziłam córeczkę, bo ona tatę zna z opowiadań i paru nielicznych wspomnień
      z tamtego roku. Teraz pewnie jeszcze nie tęskni ale jak pójdzie do przedszkola
      i zobaczy innych tatusiów...Sama byłam świadkiem jak w piaskownicy chłopczyk
      powiedział do bawiącej się z nim dziewczynki: "Jesteś głupia bo nie masz taty!"
      A z drugiej strony wiem,że innego wyjścia po prostu nie miałam.Wiem jednak, że
      dziecko musi wiedzieć, że jest tata... Ech, szkoda gadać...
    • ninka80 Re: Nie rozumiem... 29.09.04, 17:20
      Ja myślę, że lepiej, by dziecko poznało ojca jakikolwiek by on nie był, jeśli
      natomiast nie jest dobrym człowiekiem ważne by uniemożliwić mu jakąkolwiek
      decyzyjność w sprawach dziecka. Anonimowy ojciec, znany tylko z opowiadań jest
      albo przez dziecko idealizowany, albo nienawidzony. Obydwa przypadki są
      wypaczeniem rzeczywistości i robią dziecku krzywdę w dalszym życiu. Poznanie
      przez dziecko prawdziwego ojca daje mu możliwośc wyboru czy w przyszłości
      będzie chciało się z nim spotykać czy nie, czy będzie w czymś chciało brac z
      niego przykład lub czy zrobi wszystko by nie być taki jak on, ważne tylko by do
      niczego nie zmuszać. Nic na siłę.
      • iizaa Re: Nie rozumiem... opwiem Wam cos 29.09.04, 19:40
        Powiem Wam jak to jest u nas.
        U nas generalnie "tata" nie funkcjonuje w słowniku.Moja córka wie ,że kazdy
        ma "tatę" więc i ona również, ale po prostu go nie ma.Ja to wytłumaczyłam tak:
        jedne dzieci nie mają babci , dziadka, czasem mamy , ty nie masz taty.
        Co nie oznacza,ze kiedyś miec nie będzie smile)
        Ma za to wspaniałego dziadka, ktory jak narazie wystarczy za męski wzorzec.

        Ninka napisała,że dziecko powinno miec możliwość wyboru. Hmm myśle,że u 3 latka
        to ciut za wcześnie na takie decyzje.
        Wiem,że przyjdzie moment kiedy powiem córce wszystko i kiewdy bedzie w
        jakimśtam odpowiednim wieku i bedzie chciała go poznać, to to zrobi.

        Ale powiem wam z autopsji - mój biologiczny ojciec zostawił moją mamę kiedy ja
        miałam 3 miesiące. Moja mama wyszła po 5 latach ponownie za mąż. Moj ojciec
        zrzekł się sam dobrowolnie do mnie wszelkich praw rodzicielskich i zniknął.
        Przypomniał sobie o mnie na moje 18 urodziny - wysłał kartkę, a następnie kiedy
        miałam lat 22. Zadzwonił wtedy do mnie do domu,przedstawił mi się do słuchawki
        jako mój "tata" (o zgrozo!) i zaprponował spotkanie w celu rozmowy.

        Byłam dorosłą kobietą w gruncie rzeczy i nie było nawet sekundy , w której
        pomyślałabym ,ze chce z nim gadać i go poznawać. NIGDY tego nie chciałam, nigdy
        o nim nie myslała, był jest i bedzie dla mnie obcym człowiekiem.
        Odmówiłam mu natchmiast i powiedziałam owemu panu, że nie zycze sobie wiecej
        jego telefonow itp.

        No i nawet nie oponował. Wiecie ja uwazam, że TATA, to ktoś kto przy dziecku
        jest ZAWSZE w chorobie i zdrowiu, radosciach i smutkach.Ja miałam takiego TATĘ,
        był cudownym wspaniałym człowiekiem, który kochał mnie do szaleństwa a ja jego .
        Byłam córeczką tatusia, który nigdy mnie z niczym samej nie zostawił zawsze
        wspierał, choć nie mielsmy tych samych genó.

        Takiego ojca chce dać swojej córce i wierze w to ,ze mi się to uda. CZego
        sobie i Wam życzęsmile))))

        (zimno strasznie)
        Przytulaczki smile)))
        • szymon00 Re: Nie rozumiem...a co powiesz na to ? 29.09.04, 19:59
          Iizaa;

          a kiedy "tata" chce byc tatą, tylko nie może, gdyż "mama" tego mu
          zabrania; "mama" robi wszystko aby ten tata nie był "tatą" i mówi dziecku, a w
          przyszłości mówi (okłamuje) dziecku, że owy Pan odszedł, nie chciał Cię ale
          prawda jest całkiem inna. A "tata" dbając o spokój dziecka i nie chce aby ono
          było świadkiem konfliktu między "mamą" a "tatą" i żeby miało jakie takie
          spokojne dzieciństwo czyniąc to wbrew własnej woli, ale dla dobra dziecka - bo
          w sądzie nie idzie z "mamą" wygrać - usuwa się w cień. To co? W przyszłosci nie
          sprawiedliwie zostanie przez dziecko osądzone i nawet nie będzie miało szansy
          się wytłumaczyć. Tylko dlatego, że chciał jak najlepiej dla swego dziecka?

          Iizaa, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I nie oceniaj ludzi
          powierzchownie, gdyż sama możesz zostać tak osądzona i przekonasz się jak to
          jest miło.

          pozdrawiam
          • iizaa Re: Nie rozumiem...a co powiesz na to ? 29.09.04, 20:06
            Ja już w pierwszym posicie napisała, że ja tu nikogo nie osądzam.Nikogusieńko,
            bo stuacje sa różne i różniste.No niesteyty moj biologiczny ojciec nie należał
            do tych ,"którzy chcieli, a nie mogli".Podobnie ojciec mojej córki.Dla nich nie
            widzę usprawiedliwienia.

            Ja nie byłam nastawiana przeciw biologicznemu ojcu, moja mama mowiła o nim z
            szacunkiem (mimo obdukcji leżących do tej pory w jej papierach).Ja tez tego nie
            będe robić chociażby dlatego ,ze to uważam za coś złego. CZas pokarze reszte.
Pełna wersja