Jak to na prawdę jest z nacinaniem przy porodzie?

29.09.04, 16:44
Cały czas nurtuje mnie fakt jak się odbywa nacnanie krocza przy porodzie.
Czytałam wypowiedzi kobiet, którym sprawę "spaprano", moja mama też bardzo
źle ocenia fachowość pozszywania po nacięciu, były jednak i opinię, że to
znacznie ułatwiło poród wykluczając pęknięcie. Jak to jest tak na prawdę. Czy
jest to konieczne, czy można rodzić bez nacięcia, jak to jest po porodzie?
    • bettinaj Re: Jak to na prawdę jest z nacinaniem przy porod 29.09.04, 17:51
      hmmm, od czego zacząć...
      nacięcie samo w sobie boleć nie powinno - pod warunkiem ze jest zrobione w
      odpowiednim momencie, a mianowicie podczas skurczu..
      ja osobiscie 6 lat temu jako pierwiastka (czyli rodzaca pierwszy raz) zostalam
      nacieta niepotrzebnie bo glowka byla juz na wierzchu, a pani doktor
      przytrzymala ja i uciachala mnie - bolało jak cholera bo nie mialam akurat
      skurczu, ale na szczescie wszystko pozniej ladnie pozszywali i nie mialam
      zadnych problemow z raną. Jest to o tyle dokuczliwe ze nie mozna swobodnie
      siedziec i chodzic, a i w toalecie przezylam koszmar, ale niepotrzebnie bo nic
      nie bolałosmilesmile:
      Teraz na szczescie cięcie nie jest obowiązkowe tak jak kiedyś i robia je
      tylko "tchorzliwe" panie położne, które boją się zebyśmy nie popekały, ale to
      przeciez doskonale widac czy skóra jest na tyle elastyczna zeby przyjąć na
      siebie takie zadanie.
      Ja bede rodzic na ok. 5 tyg. i mam szczera nadzieję ze tym razem ubłagam o
      nienacinanie mnie, pod warunkiem oczywiscie, że nie bedzie niebezpieczenstwa
      pęknięcia, który goi się bardzo trudno i długo, a i dla lekarza jest o wiele
      trudniejsze do zszycia...
      pozdrawiam
      beata i 35 t. julcia
      • ninka80 Re: Jak to na prawdę jest z nacinaniem przy porod 29.09.04, 18:15
        Czytałam, że prośby o nienacinanie są traktowane jako fanaberie ciężarnych i
        bardzo mi się to nie podoba. Najwyraxniej akcja "rodzić po ludzku" to jeszcze
        teoria. Ja natomiast chciałabym, ale nacinanie nastąpiło tylko wówczas, kiedy
        bedzie to absolutnie konieczne, a nie tak "z automatu". Interesuję się tą
        sprawą i niepokoi mnie to, że coraz częściej słyszę i czytam, że jest to
        rutynowa praktyka w większości szpitali niezależnie od zaistniałe potrzeby.
        Przykre, że trzeba "ubłagiwać" lekarza, by tego nie robił, zamiast na odwrót,
        prosić o nacięcie, gdy nie daje się rady. Boję się tego co przeszła moja mama i
        tego jak podsumowywały nacinanie kobiety, które to przeszły i nazywały to
        okaleczeniem, rutyniarstwem i często błędem lub zwykłym lenistwem, pójściem na
        łatwiznę przez położną, która chce jak najszybciej się wyrobić.
        • guadalahara Re: Jak to na prawdę jest z nacinaniem przy porod 29.09.04, 19:58
          Mojego synka rodziłam 8 lat temu w szpitalu Bielańskim (w-wa) i już na izbie przyjęć pielęgniarka wygoliła mi włosy łonowe dokładnie w miejscu gdzie będę nacinana ( objaśnienie położnej)
          Nie pamiętam dokładnie momentu nacięcia (poród trwał 17 godz i nie pamiętam też wielu innych rzeczy, heh..)Po porodzie zostałam zszyta i to koniec historii.
          Moje dziewczyny rodziły się 5 lat temu na Karowej w okresie kiedy na topie było rodzenie po ludzku, naturalnie i najlepiej w kucki ( a mnie się tak chciało leżeć...) Nie nacięto mnie - nawt nie wiem przy której z dziewczyn pękłam ( choć były malutkie - jedna 2800 a druga 2200)
          Goiło mi się paskudnie - chyba z tydzień. Tak sobie myślę, że łatwiej jest zszyć ranę o równych brzegazc niż szarpaną - powstałą naturalnie.
          Ale może inne kobiety nie mają takich problemów? Może nie "pękają"?
          Nie wiem - ale napisałam Ci jak było u mnie smile
        • virtual_moth Re: Jak to na prawdę jest z nacinaniem przy porod 29.09.04, 21:21
          W większości szpitali nacinanie jest zabiegiem rutynowym. Masz dwa wyjścia:
          zanleżć dobry szpital (idź i popytaj), lub też już teraz znależć sobie położną,
          która zaopiekuje się Twpoim kroczem (hihi) podczas porodu (no, ale to koszt). Z
          tego co kojarzę, to odpowiednio przećwiczone krocze (np. pływanie) + masowanie
          skóry przez położną podczas porodu daje bardzo dobre rezultaty. Podobno podczas
          porodu w wodzie nie trzeba nacinać - ale ja mówię o rzeczywistym porodzie w
          wodzie, a nie tylko siedzeniu w wannie podczas skurczów. Tak więc albo dobry
          szpital, albo opłacona położna.

          Ja byłam nacinana i to dosyć poważnie, ale wszystko było ok (nic nie czułam, bo
          miałam znieczulenie zo). Blizna po roku staje się całkowicie niewyczuwalna i
          niemal niewidoczna.

          Pozdrawiam
    • lideczka_27 Re: Jak to na prawdę jest z nacinaniem przy porod 29.09.04, 20:05
      Mnie nie bolało - uszczypnięcie i koniec. Potem szycie, podczas którego ucięłam
      sobie miłą pogawędkę z lekarzem. Uważam, że to dużo lepsze niż pęknięcie -
      mojej mamy nie zdążyli naciąć i to co potem się działo... brrr...

      pozdrówka
      lidka
      • maja312 Re: Jak to na prawdę jest z nacinaniem przy porod 29.09.04, 20:16
        Naprawdę jestem zdziwiona gdy słyszę , że nacinanie krocza jest gdzieś jeszce
        traktowane jako zabieg rutynowy.Ja rodziłam córke 4 lata temu w szpitalu w
        małym miasteczku na Dolnym Śląsku.Rodziły ze mną dwie cudowne połozne. Lekarza
        nie było, gdyz nie było takiej potrzeby-poród przebiegał bez komplikacji.Nikt
        nie proponował mi golenia, lewatywy czy innych dziwnych zabiegów Przez jakiś
        czas wydawało się, że dam radę urodzić bez nacinania , bo miałam bardzo
        elastyczne krocze( pływałam do 8 miesiąca ciązy), ale suma sumarum,okazało
        się , że moja córcia jest duzym dzieckiem i trzeba troszkę podciąć. Nic mnie to
        nie bolało, bo krocze było już bardzo naciągnięte. Szwy trochę ciagneły , ale
        zagoiło sie w ciągu 7 dni-trzeba po prostu pielęgnową , przemywać Riwanolem,
        smarowac Neomecyną i wietrzyć. Jeśli boisz się tego zabiegu to masz dwa wyjscia:
        1.Rodzić przez c.c
        2.Lub poprosić o znieczulenie krocza , tak też mozna.
        Ale zapewniam Cię jest to do przeżycia.
    • jogo2 Re: Jak to na prawdę jest z nacinaniem przy porod 29.09.04, 22:40
      Zdaje się, że jesteś z Warszawy, tak? Ja rodziłam na Inflanckiej, nikt mnie nie
      golił, ani nie nacinał i nie musiałam o to prosić. Nazwiska położnej nie
      pamiętam. Trafiłam tam w sposób nieplanowany, bo na Karowej, gdzie chciałam
      rodzić, nie mieli wolnych miejsc. Nie mieli też i na Madalińskiego, gdzie, jak
      ktoś mi podpowiedział, też jest dobra opieka. Jak później się dowiedziałam,
      również i na Inflancką nie powinni byli mnie przyjąć, tylko pani, która
      odebrała telefon z Karowej, była tak niekompetentna, że się zgodziła.

      Trzymam kciuki i nic się nie bój, to pomaga. Ja się wcale nie bałam, ale jakoś
      tak w sposób zupełnie niezależny ode mnie, więc to chyba nie moja zasługa.

      Pozdrawiam,

      Jogo
      • grey-pippin Re: Jak to na prawdę jest z nacinaniem przy porod 30.09.04, 07:05
        Przepraszam to ty tak wedrowalas po calej wawie zanim ktos sie Toba zajal ?
        Nie wiedzialam ze mozna nie przyjac do szpitala kobiety rodzacej 8(
        • tygrysica_krakow Re: Jak to na prawdę jest z nacinaniem przy porod 30.09.04, 07:37
          Ja właśnie moment nacinania krocza wspominam najgorzej z całego porodu.
          Wykonano mi je gdy nie miałam skurczu.W tamtym momencie przekonałam się jak
          głośno potrafię krzyczećwink Ale goiło się OK. Ból porodowy szybko się zapomina
          ale pamiętam, że zaraz po porodzie doradzałąm moim ciężarnym koleżankom
          znieczulenie zewnątrzoponowe lub właśnie znieczulenie krocza.
    • mymcia Re: Jak to na prawdę jest z nacinaniem przy porod 05.10.04, 14:16
      hej,
      też mnie "chlastnęli" wink
      rodziłam w znieczuleniu zewnatrzoponowym i z tym dozowaniem leku
      znieczulającego to było tak ze w pewnych mmmentach działało słabiej- ale
      generalnie super sprawa! Czułam moment nacinania ale nie było to dla mnei
      bolesne tylko takie niieprzyjemne. Po urodzeniu łożyska i wyczyszczeniu
      dostalam dodatkowe znieczulenie na zeszycie i pani doktor bezboleśnie i ładnie
      mnie pozszywała-na drugi dzień mogłam już prawie normalnie siedziec bez bólu.
      Dodam ze rodziłam po południu a po tym jak w nocy ustąpiło znieczulenie nie
      czułam żadnego bólu i nie brałam zadnych przeciwbólaków.
      Zagoiło się szybciutko, ładnie i bez żadnych problemów...
      Tak to było u mnie. Moja koleżanka była bez nacinania i popękała (paręlat temu)
      żle się goiło, a niedawno jej nowy gin zapytala czy ona miala robioną plastykę
      krocza...
      Widzisz róznie to jest i rózne są opinie..
      pozdrawiam
    • ma_dre Re: Jak to na prawdę jest z nacinaniem przy porod 06.10.04, 00:10
      no to ja "peklam" z premedytacja, bo polozna powiedziala ze nacinanie nie jest
      potrzebne, bo rozciecie byloby dluzsze od spontanicznego pekniecia, zaufalam
      jej... podobno pekniecie bylo ladne wink takie jak przewidzala. Pozszywala mnie
      praktykantka, zubolila i zubolila przez pol godziny, a pekniecie mialo 1 cm !!!
      Strasznie ciasno mnie zeszyla, tak ze szwy wzynaly mi sie w skore, na szczescie
      po 6 dniach od porodu mi je sciagneli, a przynajmniej te, ktore nie byly
      rozpuszczalne. Nic mnie ani pekniecie ani zakladanie szwow nie bolalo bo mialam
      znieczulenie zo. Dzis, prawie 4 miesiace po porodzie wogole nie pamietam ze mam
      tam jakas blizne...
Pełna wersja