kontakty ojca, czy za dużo wymagam?

05.10.04, 17:35
chyba za duzo...
sytuacja wygląda nastepująco: sama wychowuję 2 letnią córkę , pracuje na
ponad etat itp, ojciec przyjeżdża do dziecka 2 razy w mies.
mała zachorowała, brała leki na przeziębienie, w piątek dostała 39 st.
gorączki
w sobote był też jej ojciec, przyjechal wczesnie (niż jest w ustaleiach
sądowych, bo powiedziałam, ze z mała chce do lasu jechac,jak była jeszzce
zdrowa, wiec chciał uczestniczyć - problemów mu nie robię)
z mała było źle, nie chciała jeść, marudzila, gorączka mimo leków, dzwoniłam
na pogotowie, doradzili co zrobić, on oczywiście zaoferował podwiezienie do
lekarza jak trzeba itp, chwała mu za to
siedzimy w domu u moich rodziców, jest młodszy brat i siostra i my we 2,
rodzina zajeta swoimi pracami, ja po nieprzespanej nocy zasypiam na kanapie,
w międzyczasie on odjeżdża...zostawia dziecko, chore, gdy spię
dziś dzwoni pytając o małą, dobrz,e miło mi było, sama miałam chęc zadzwonić
w poniedziałek, zeby przyjechał pomóc, bo z mała naprawde źle, ale myśle
sobie...jak ja zostawil i pojechał w sobotę to nie bardzo go ibteresują
obowiązki wobec niej, wtedy jej nie próbował nakarmic, uspac, uspokoić
itp...wiec teraz też by nie chciał,
jak dziś z nim rozmawiam to jak zwróciłam mu na to uwage, ze nie tylko
rpzyjemnosci z dzieckiem są, ale i obowiazki to awantra, że sieczepiam, ze
najeżdżam, ze on myśli, zę ja nie chcę jego wizyt, że myslal, zę jego godziny
sie skończyly ( mimo,z ę nieraz przyjeżdżał w piatek, zostawał dłużej i nigdy
nic nie mówiłam, cieszylam sie, że chce mieć kontakt)
kur...poryczałam sie rzucilam słuchawką, bo zamiast jakoś po tym co mi zrobił
powiedziec spokojnei, zę on nie umie, nie wie co myśle, nie wie jak sie
zajmowac małą, cokolwiek nale spokojnie, to słysze idiotyczne tłumaczenia,
zero współczucia dla mnie, że jestem chora, że mam nieprzespaną 3 noc, że
siedze sama z córka...
czy za dużo wymagam? spokojnej rozmowy, przyznania się że nie wie o dziecku
wiele ( ma do tego prawo), i zapytania o to co ma robić? czy nie mógłby
powiedzieć, ze chce sie mała zajmowac albo nie chcę, posatwić sprawe jasno, a
nei głupio "czytać "komuś w myślach???
co ja mam w takich sytuacjach robić? płakac już nie chcę, uczyć go tez nie
chcę, bo po co mi gadanie potem...
i co Wy an to?
    • pelaga Re: kontakty ojca, czy za dużo wymagam? 05.10.04, 21:27
      justinka_s napisała:


      > sytuacja wygląda nastepująco: sama wychowuję 2 letnią córkę , pracuje na
      > ponad etat itp, ojciec przyjeżdża do dziecka 2 razy w mies.

      No to JUZ sie biedaczysko poswieca przeciez sad((

      > z mała było źle, nie chciała jeść, marudzila, gorączka mimo leków, dzwoniłam
      > na pogotowie, doradzili co zrobić, on oczywiście zaoferował podwiezienie do
      > lekarza jak trzeba itp, chwała mu za to

      No i jaka chwala???? Czyz to nie powinno byc normalne, ze ojca takie sprawy
      dotycza tak samo jak matke???? Jaka chwala??? Nie podwozil Ciebie, podwozil
      SWOJE dziecko!!!!!!!

      > ja po nieprzespanej nocy zasypiam na kanapie,
      > w międzyczasie on odjeżdża...zostawia dziecko, chore, gdy spię

      Za dlugo bylo, pewnie gdzies sie spieszyl. Ech... te wredne ex nic zrozumiec
      nie potrafia. Przeciez on tez ma swoje zycie sad(((((((((((((
      A tak serio to wstretne sad((

      > dziś dzwoni pytając o małą, dobrz,e miło mi było,

      No i to tez powinno byc normlane, szkoda, ze TAKI wyczyn ojca odbiera sie jako
      niesamowite zainteresowanie...

      > zero współczucia dla mnie, że jestem chora, że mam nieprzespaną 3 noc, że
      > siedze sama z córka...

      No Kochana na wspolczucie to TY nie licz. Za wiele wymagasz. Niestety sad((((

      > czy za dużo wymagam?

      Zmieniam nieco kolejnosc, bo wlasciwie sama sobie na poczatku odpowiedzialas...

      > chyba za duzo...
      ~~
      A moje wrazenia sa takie. Porownujac Twojego exa do mojego, to Twoj to istny
      ANIOL doslowni. Mojego nigdy NIC nie obchodzilo i na NIC nie moglam liczyc.
      On mial tylko prawa, zero obowiazkow. Wiec musisz wybrac, czy takie
      zainteresowanie jest warte zagryzienia warg i przemilczenia niektorych
      niedociagniec. Nie jest to idealne podejscie, ale pamietaj, ze moglo byc
      gorzej!!! Oczywiscie moglo byc i lepiej... Ale lepiej nieczesto bywa...
      Moze czasem warto uszanowac chocby te namiastke ojca...
      Nie doradze Ci...
      Moze za duzo wymagasz??? Moze pownnas do niego podejsc, jak do nizszego gatunku
      i wtedy dojdziesz do wniosku, ze i tak DUZO, jak na faceta daje z siebie????
      Moze masz gorsze dni i wszystko widzisz w ciemniejszych barwach...
      Zycze powrotu do zdrowia i spojrzenia na swiat przyjzniejszym okiem smile))
      Trzymaj sie dzielnie smile
      Pozdrawiam
    • california_dreaming za dużo wymagasz 05.10.04, 22:40
      Niestety, zgadzam sie całkowicie z Pelagą, za dużo wymagasz. Doceń to co ma
      Twoje dziecko, że w ogóle wie, kto to ojciec. Ojciec mojej córki ponad 3 lata
      temu zniknął z jej życia i córka co kilka miesięcy pyta o niego. Ja muszę jego
      brak kontaktów tłumaczyć jej choć mnie ściska wściekłość na niego ale muszę dać
      córce przeżyć ból i stratę i wytłumaczyć niewytłumaczalne.
      • pelaga Re: za dużo wymagasz 05.10.04, 22:45
        california_dreaming napisała:

        > Ja muszę jego
        > brak kontaktów tłumaczyć

        Nie musisz i nie powinnas!!!!!!!!! Idz do psychologa, on Ci powie, ze nie
        powinnas!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Na pytania odpowiadaj "nie wiem", bo tak naprawde nie wiesz. Dziecko MUSI
        kiedys wyrobic sobie opinie o ojcu, to nie Twoja wina, ze nie stanal na
        wysokosci zadania!!! Nie obwiniaj sie, nie tlumacz. Dziecko dorosnie i zrozumie.
        Ja przestalam tlumaczyc... Tez popelnialam tez blad!!!!! Nie warto!!!
        Dziecku nie mozna krecic w glowie, to jest maly czlowieczek, ktory zasluguje na
        Twoja uczciwosc!!!!
        Zyczac tylko wlasciwych wyborow smile
        Pozdrawiam
        • justinka_s Re: za dużo wymagasz 05.10.04, 23:09
          chyba macie racje, do tej pory nie zwracąłm uwagi, przyejżdżał, bawil się, oka
          spoko
          pytał sie czy mama bije, czy mama ma nowego tatusia to mu zwróciam uwag, eż e
          to nie sprawa dziecka, chce zapytac o ew. moich facetów to niech pyta mnie,
          niech nie krytukuje zwierzatek z książecce dziecka, nie krytykuje każdego
          zdjecia w gazecie itp boto załosne pajacowanie, przeprosil, pwoiedział,z ę nie
          pomyślał o tym
          ale kurde, chyba po to jestem zeby mu zwrócić na coś uwage, nie robię tego
          złośliwie, tylko dla dobra dziecka, dla jego dobra, zeby wiedział, czego
          dziecko oczekuje, co można co nie można,
          chyab dorosły jest
          wiecie...doszlam przez te pare godzin do wniosku, że on uwaza siez a
          skrzywdzonego przez życie bo mu sie nie udało, oczekuje od emnie zrozumienia i
          zero "niemiłych " słów, chociaż to on skrzywdził...to chyba o to chodzi...
          tylko,z e ja juz nie jestem jego świetną żoną , miła i tolerancyjną justynką,
          tylko samotną matką, która ma dosć oddawanie siebie innym a napewnio jemu...
          chyba mu to ciezko strawić
          sorki za błędy, i dzięki za komentarze...choć to problem dośc błahy
          • natasza39 Re: za dużo wymagasz 05.10.04, 23:15
            Moim zdaniem za duzo wymagasz, bo po tym co piszesz to "kutafon", wiec po takim
            gatunku za duzo wymagasz.
            "Kutafon" to gatunek facetów którzy uważaja sie za facetów "od zabawy" od
            swieta tylko jak sa problemy to kite pod brzuch i spieprzaja z pola widzenia.
            Szkoda ze ten gatunek nie da sie rozpoznac podczas czynnosci przyjemnych
            czyli "robienia dzieci". Po zrobieniu dzieci "kutafon" przewaznie daje noge, bo
            on mysli ze tzw. "pozycie" to tylko przyjemnosci, a niestety to tez "zycie"...
            Pozdrawiam i oczekuje mniejszej empatii dla "kutafona"
            • samodzielny kutafon? 05.10.04, 23:50
              natasza39 napisała:

              > Moim zdaniem za duzo wymagasz, bo po tym co piszesz to "kutafon",
              Wiesz, poczytaj inne posty , poczytaj o ojcach nie widujacych swoich dzieci
              latami, nie placycych alimentow, wyzbywajacych sie majatku aby placic jak naj
              mniej..
              Z postow justynki w tym watku (innych nie czytalem) wynika, ze jak na rodzicow
              mieszkajacych oddzielnie, dogaduja sie, nie robia sobie na zlosc a nawet
              wybieraja sie na wspolne wycieczki do lasu. Ojciec dziecko odwiedza, bawi sie z
              nim, za popelnione gafy przeprasza. W niejednym malzenstwie tak sie nie uklada.
              Dziecko zostawil?? Nie wiedzial, ze chore, nie wiemy, dlaczego musial wyjechac,
              w miare mozliwosci pomogl. Nie zostawil dziecka przy spiacej, zmeczonej
              justynce, lecz pod opieka jej rodzicow i jej siostry.
              Czy uwazasz, ze rodzice justynki przyjmowaliby go w swoim domu gdyby, jak
              twierdzisz, byl "kutafonem"???
              Pozdr
              • justinka_s Re: kutafon? 06.10.04, 11:36
                samodzielny...on przeprosil raz, bo faktycznie zachowywał sie jak kretyn,
                komentując bajki dla dzieci
                czy dogadujemy się...nie wiem jak to określic, ja z nim sie nie kłocę, nie
                rozmawiam za bardzo to nie ma co sie kłócić, a to, ze rodzice przyjmują go w
                swoim domu...miałam wyznaczone spotkania, wiec poprosiłam by były w domu
                rodziców, bo tam czesto bywam i ejst komu mnie pomóc...rodzice nie mają tu nic
                do gadania, aczkolwiek nie wtrącaja sie w te sprawy i nigdy do niego nic złego
                nie powiedzieli
                on poprostu nie umie rozmawiac, przyznac sie do błedu, do winy, przeprosić,
                przyznać się do tego, ze nie jest chodzącą encyklopedią, że nie zna nawyków
                dziecka, itp
                ale wkurza mnei to, ze nie umie postawić sie w mojej sytuacji i pomyślec, że
                to dziecko jest najważniejsze i nawet gdybyśmy sie kłócili to trzeba dla
                dziecka pomagać, nie rpzejmuje inicjatywy..bierny jak baranek...moze to w sumie
                plus, dobrze, że gorzej nie mam...
                cholera, zycie jest ciężkie...
                • szczur.de Re: kutafon? 06.10.04, 12:25
                  Wiesz nie znam ani Ciebie ani faceta, ale powiem Ci jedno sznuj go sobie... On
                  tez nie czyta w Twoich myslach i tez nie wie czego od niego oczekujesz.
                  Zostawil Ciebie spiaca, bo nie chcial Cie budzic, nie zapomnial malej w ZOO
                  tylko zostawil w domu pelnym ludzi. A ze nie pryznaje sie do bledu... no coz
                  taki typ ludzi, moja malzowinka byla taka... "Isc w zaparte!".
                  pzdr
                  Szczur.de
          • california_dreaming Reagowanie na błędy kutafona 06.10.04, 12:19
            piszesz że "chyba po to jestem żeby mu zwrócić na coś uwagę"
            Wg mnie jak chcesz mu zwracać na coś uwagę to jak najbardziej masz do tego
            prawo ale zwróć też uwagę na to JAK to robisz, czy forma jest strawna czy
            uniemożliwia przyjęcie Twojego przekazu.
            I dotyczy to wszystkich ludzi, że jesteśmy skłonni odnieść się współpracująco
            na zwrócenie uwagi w sposób spokojny, nienapastliwy.
            Nie twierdzę że byłaś napastliwa, nie wiem, ale po prostu jak chcesz jego
            zrozumienia to nie żądaj i wymagaj ale zachęcaj i "dawaj nagrody" za
            współpracę. Generalnie więcej marchewki a mniej bata...
        • california_dreaming Niepełna prawda 06.10.04, 12:26
          Pelago, zgadzam sie z tobą w 100%. Mam za sobą wiele wizyt u psychologa i
          kilka trudnych rozmó z dzieckiem.
          Kiedy pisałam, że muszę "jego brak kontaktów tłumaczyć" miałam na myśli to, że
          nie mówie dziecku CAŁEJ prawdy. Mówię "nie wiem" na pytanie dlaczego. Ale nie
          opisuje dziecku całej chorej sytuacji bo to by je teraz przerosło. Z czasem, w
          miare upływu lat i dorastania dziecko będzie informowane stopniowo, choć nadal
          uważam że nie o wszystkim, bez detali.
          Znałam osobę, która była przez swoja mamę poinformowana o detalach. Całę życie
          było to jej potem problemem (osoby, nie mamy) i umarła przedwcześnie na raka.
          Dzieci nie są po to abyśmy im się zwierzały. Od tego mamy to forum i
          psychologów. Dzieci maja prawo do beztroski i ja mo9jego dziecka teraz nie
          obciążę prawdą ponad jej siły.
          Pozdrawiam wszystkie mamy borykające sie z podobnymi problemami!
    • grey-pippin Re: kontakty ojca, czy za dużo wymagam? 06.10.04, 12:19
      Widac ze go nie lubisz (moze to eufemizm), ale powiem Ci ze jesli chcesz
      poprawy stosunkow to musisz przestac wymagac a po prostu troche wychowac go,
      juz nie dla siebie, a dla corki.
      Zreszta to robisz, mowisz mu jak powinien sie zajac mala, ale z drugiej strony
      wkurzasz sie, ze jest tepym uczniem.
      Takie zgrzyty sa czeste miedzy rodzicami rowniez jesli zyja razem. Nie wiem
      jaka forme przybiera Twoja krytyka, ale wiadomo przeciez i pewnie tez to
      pamietasz z wlasnych doswiadczen, ze jedna krytyka czlowieka poniza i zniecheca
      do czegokolwiek, a krytyka konstruktywna pozwala na wielkie osiagniecia. Nie
      musisz byc mila dla niego, wystraczy zebys nie byla niemila czy zlosliwa. Wlacz
      moze cierpliwosc na 2 (na dziecko i jego tate).
      To jest wersja optymistyczna, zakladajaca ze ociec Twojej malej jest normalny,
      bo znam typy odporne na wszelkie sposoby i na wszelka wiedze wink
    • mikawi Re: kontakty ojca, czy za dużo wymagam? 06.10.04, 12:34
      a ja myśle, że glównym problemem w tej sytuacji było niezrozumienie z obydwu
      stron swoich oczekiwań; ty uznałaś wyjazd za zostawienie chorej córci i to
      jeszcze w sytaucji gdy ty byłas zmęczona; on uznal, że nie powinien przedłużać
      swojego pobytu bo takie a nie inne godziny zostały ustalone kiedys tam; ty
      wiedzialaś że problemu z tego powodu nie będziesz robić a nawet potrzebna ci
      była jego pomoc; on tego nie wiedział, pewnie mógł zapytać, czy może zostac
      dłużej itp, itd
      ty miałas do niego pretensje że zostawił cię z chorym dzieckiem; on mial
      pretensje że sie czepiasz, że zawsze jest źle cokolwiek nie zrobi;
      a to wszystko moim zdaniem właśnie dlatego że się nie porozumieliście i każde z
      was inaczej odczytało intencje drugiej strony nie mając przy tym zlej woli;
      i ty i on moim zdaniem chcieliście dobrze, ale wyszło inaczej;
      i nie rozumiem wyzywania kogos od kutafonów byleby tylko przelać własne
      frustracje i obrażac byle obrażać
      • justinka_s Re: kontakty ojca, czy za dużo wymagam? 07.10.04, 13:14
        macie racje, ze sie nie rozumiemy, małow sumie rozmawiamy, on nie pyta za
        bardzo o dziecko, o jej postępy, o rozwój...to ja nie mówię
        a to że zwracam uwagę...nie, własnie nie robię tego w sposób krytykujący,a le
        niestety jest to tak odbierane, pamietam jak zapytałam go o wynik jego
        doniesien na mnie na policji...jaka awantura byla...bo...najeżdżam, rany,
        zapytałam jak sprawy bo nie mam zadnego pisma...
        nie wiem czy dla mojego dobra ( bo do cholery ono też sie w końcu musi liczyć)
        mam z nim o czymkolwiek rozmawiać i oczekiwac, moze powinnam przyjmowac
        wszystko jak jest i olać to? i tak bez niego daję sobie rade, wiec czy on mi
        jest potrzebny? i te nerwy jak już coś zacznę oczekiwac? chyba gra niewarta
        świeczki,
        ale przyznam,z ę to dla kobiety która została sama, którą naprawe ten maż
        zawiódl to wielki orzech do zgryzienia, bo nie dosc, zę ma sie jakis żal do
        niego to trzeba zaciskać zęby, wychowywać dziecko, amrtwić się o nie o kasę, i
        jeszcze nie wiedzieć jak sie zachowywać w stosunku do eksa, który za bardzo nie
        stara sie naprawić czy polepszyc stosunki...]
        ale dzieki za obiektywizm...duzo pomaga
Pełna wersja