doska_r
11.10.04, 11:49
Witam,chciałabym podzielic się z wami moją historia, nie bardzo wiem od czego
zacząć więc może od początku...
Jestem mężatką od prawie 7 lat, mamy 2 dzieci, 6 letnia córcie i 3 letniego
synka. Byliśmy uważani wśród znajomych i całej rodziny za bardzo dobrą
parę.Trzymanie się za rączki,partnerskie układy (mąż dużo pracował na nasze
utrzymanie ja zajmowałam się domem i dziećmi),romantyczne kolacje, wypady do
kina,wyznania miłośći,wiersze pisane w smsach, przynoszenie kwiatów bez
okazji...
Przeszliśmy też wiele bardzo trudnych chwil,na początku ja kompletnie nie
tolerowana przez teściów,(nasz ślub odbył się bez ich obecności), następnie
próba odbudowania dobrych stosunków z teściową,która skończyła sie tym,że
wyrzuciła mnie z domu w zime z 5 miesięczną córcią.Takich przykłdów można by
mnożyc.Moja przebyta ciężka choroba,kiedy lekarze dawali mi na przeżycie
tylko 30%,nagła smierc mojej najlepszej przyjaciółki,która dla mnie skończyła
się nerwicą lękową.Mąż zawsze przy mnie był,wspierał, pomagał, wiem,że bez
niego nie dałabym sobie z tym wszystkim rady.
Można by powiedzieć,że idealny mąż,ale niestety...
ZAuważyłam jakieś niecałe 2 lata temu,że między nami dzieje się coś
złego.Coraz mniej rozmawialismy,coraz mniej było między nami
czułości.Próbowałam rozmawiac on twierdził,że to stres spowodowany kłopotami
finansowymi.Coraz więcej pracował,znikał z domu na weekendy twierdząc,że
wyjeżdża w interesach... Dziwnym trafem przewaznie podczas tych wyjazdów miał
wyłączona komórkę.
Aż nagle w tamtym roku stwierdził,że chyba będzie lepej dla nas jak się
wyprowadzi,bo nie chce mnie ranić więcej i on musi wiele rzeczy
przemysleć.SZOK.Oczywiście twierdził,że tu nie chodzi o żadną kobietę.Ja
niestety dowiedziałam się,że jest inaczej.Powiedziała mi to jednak
osoba,której niezbyt ufałam.Mąz zaraz na drugi dzień przyszedł skruszony,że
przeprasza,żebym dała nam jeszcze jedną szansę.Powiedziałam mu o tym,że wiem
że on ma kochanke,nawet wiedziałam kto to jest.On wszystkiego się wyparł,
chciałam mu wierzyć,stwierdziłam,że nie ważne,czy kogoś miał czy nie
naprawiamy swój związek i walczymy o nasze uczucie.Poprosiłam tylko, aby
zerwał kontakty z tamta panią.
Przez dlugi czs było super,na nowo stalismy się wspaniałą rodziną.Byłam
szczęśliwa.Ale szczęscie widocznie nie może trwac długo,sytuacja zaczęła się
powtarzac.Wyjazdy,praca do póżna, brak ochoty na sex,jego obojętność.Dwa
tygodnie temu wyprowadził się twierdząc to samo co rok temu.
Wypierał się do końca,aż zabawiłam się w detektywa i sama namierzyłam gdzie
mieszka i z kim.Ma kochankę od ponad roku.Podobno ją kocha,podobno chcę
układac sobie z nią życie,ale mówi to bez żadnego przekonania. Do rozwodu mu
się nie spieszy... Nie wiem co on czuje tak naprawdę i co planuje.
Planujemy iść do psychologa małżeńskiego,ale czy w tej sytuacji ma to sens?
Czy jeśli przestało mu zależec na mnie z tak błachych powodów to jest
jakikolwiek sens?
Kobieta z którą się związał jest juz po 2 rozwodach ma 10 letniego syna i
żyje w stałym związku od 8 lat z mężczyzną plus mój mąż na dochodne.Ja znam
ją, ona mnie,bywaliśmy u siebie.Nie ma żadnych zasad,przysięga małżeńska dla
niej nic nie znaczy...
Dla mnie taak wiele,ale czy jest sens ratować to małżeństwo???
Powiedzcie co myślicie na ten temat?
Co robić?