Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja story

12.10.04, 16:08
Nie, nie jestem szczesliwa.
Tak wlasciwie zastanawiam sie, czy choc raz od poczatku tego wlasnie zwiazku
bylam szczesliwa. Czy tez wmawialam sobie, ze jestem albo tak bardzo chcialam
byc...????
Nie iwem. W kazdym razie zycie toczylo sie i podjelismy decyzje takie, ktore
maja wplyw na nasze zycie. Kupilismy mieszkanie. Mieszkanie wziete na kredyt.
W zwiazku z tym, ze moj TZ zarabial wtedy nieduzo musialam byc rozniez w tym
kredycie ujeta, ale on nalegal, bym byla jako wspolwlasciciel mieszkania.
Jestem. Teraz stalo sie to powodem klotni i problemem jak sie rozstac, bo nie
wiadomo jak rozwiazac sprawe mieszkania - do splaty kredytu pozostalo 100.000
PLN.
Po okolo 2 latach mieszkania razem nastepna decyzja podjeta - dziecko. Ja
chcialam. Zawsze chcialam miec dziecko, chocbym je miala wychowywac sama.
Dziecko i tak i tak jest dla mnie, bo TZ pracuje i w ogole nie ma czasu. Wiec
dziekco jest. Ma obecnie 6 miesiecy, jest u moich rodzicow cale dnie, rankiem
ja go zabieram dostarczam mojej maie, wieczorami odbieram od rodzicow. Wielka
laska, ze TZ odbiera go raz w tygodni, bo mam swoje zajecia (zwykle i tak sa
awantury, ze on to musi zrobic).
Atmosfera w domu: cisza. Cisza, po prostu wszechogarniajaca cicha. TZ nic nie
mowi. A jak mowi to tylko na temat swojego hobby, ktore mnie malo interesuja -
sa to samochody...
Nie mamy zadnych wspolnych tematow. Nic.
Mieszkamy razem.
A terazniejszosc? No coz. Zaczelo byc ciekawie od momentu mojej ciazy i moich
klopotow, gdy trafilam do szpitala. Pewna kolezanka z pracy zagiela parol na
mojego TZ i nic tylko sa sms-y i dziwne telefony. Oczywiscie TZ jak to facet
jest wniebowziety, no coz, natura zdobywcy. To normalne. Ona oczywiscie wie,
ze on dzieciaty i zwiazany, ale nie ma nikogo, wiec pewnie jej imponuje,
ze "wali w rogi" swoja kobiete.
Ja najchetniej wyprowadzilabym sie, ale... nie mam szans na swoje mieszkanie,
dodatkowo on penwie zaraz zaczal by mnie obciazac kredytem (teraz on wiecej
zarabia), zaczalby mnie szykanowac (co jzu robi, bo ani nie jest mily ani
sympatyczny).
Nie wiem co robic, gubie sie totalnie, a wszystkie samotne dziewczyny, ktore
nikogo na swiecie nie maja i nie wiedza co ze soba zrobic i niszcza komus
zycie to powyzynalabym.
    • wertig Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 16:36
      madziulec napisała:

      > Nie, nie jestem szczesliwa.
      > Tak wlasciwie zastanawiam sie, czy choc raz od poczatku tego wlasnie zwiazku
      > bylam szczesliwa. Czy tez wmawialam sobie, ze jestem albo tak bardzo chcialam
      > byc...????
      (...)

      > Nie mamy zadnych wspolnych tematow. Nic.
      > Mieszkamy razem.

      Może jednak nie jest to normalna rodzina?


      > Ja najchetniej wyprowadzilabym sie, ale... nie mam szans na swoje mieszkanie,
      > dodatkowo on penwie zaraz zaczal by mnie obciazac kredytem (teraz on wiecej
      > zarabia), zaczalby mnie szykanowac (co jzu robi, bo ani nie jest mily ani
      > sympatyczny).

      Więc o co chodzi? O wygodę? Czy o bycie szczęśliwą?


      > Nie wiem co robic, gubie sie totalnie, a wszystkie samotne dziewczyny, ktore
      > nikogo na swiecie nie maja i nie wiedza co ze soba zrobic i niszcza komus
      > zycie to powyzynalabym.

      To by się nazywało monopol - jak nie ma konkurencji, nie trzeba się starać.
      • okruszek100 Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 19:17
        jasne, gdyby nie było tych wszystkich kobiet tylko czyhających na męów innych
        kobiet nie było by tych dramatów...Pewnie.Tylko...czy nie jest i tak,że faceci
        ( i kobiety, oczywiście) wtedy właśnie dostrzegają te urocze sygnały , które im
        wysyła płeć przeciwna- kiedy ich związek- wszystko jedno z jakiego powodu- nie
        funkcjonuje tak jak należy? Można też pomyśleć, ze dokąd jest jak należy( dla
        każdego to znaczy co innego, po prostu) nie odpowiadamy na te najróżniejsze
        sygnałki..
        Mam nadzieję,że Cię nie uraziłam ani nie dotknęłam ,bo nie to było moim
        zamiarem.Raczej to,że życie ma o wiele więcej warstw i barw niżby się nam
        czasem wydawało.I mało rzeczy jest totalnie jednoznacznych, nawet cholera wie,
        co się dzieje po śmierci, która jako jedyna sprawiedliwa stuka do wszystkich
        drzwi.
        Życzę Ci dużo radości, może zacznie się dla Ciebie właśnie teraz jakiś lepszy
        rozdział w życiu? Tego właściwie życzę Ci najbardziej.Tak- dużo, dużo
        dobrego.NAJWIĘCEJsmile
        • new_live Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 20:06
          Werting- ty to nazywasz konurencja. ja kurestwen- od zawsze zachowanie takich
          pan ktore wchodzily w cudzy zwiazek takk sie nazywalo..
          • kamila77 Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 20:16
            Mocno powiedziane, ale prawdziwe. I pszam ja wszystkie supernowoczesnewyzwolone
            panieneczki, ale zwiazek dwojga ludzi, a juz zwlaszcza małżeństwo JEST
            monopolem, uczuciowym i seksualnym przede wszystkim.
            • kruszynka301 Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 20:28
              Kamillo, porównując mojego obecnego męża do poprzedniego, zachowującego się jak mąż autorki wątku, cieszę się, że małżeństwo NIE jest monopolem dla niektórych panienek. Niech się teraz ona z nim męczy, słusznie jej się to należy, zresztą sama tego chciaławink)).

              Zresztą uważam, że w moim przypadku była to przede wszystkim wina eksa, który szukał przygód, więc jeśli nie odszedłby z tą, odszedłby po jakimś czasie z inną, kiedy nie byłabym już tak piękna i młodawink)).
              • madziulec Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 20:30
                I w zwiazku z tym uwazasz, ze wszyscy sa tacy sami? I wszystkich stawiasz pod
                wspolny mianownik?
                A nie jest to troche na wyrost????
              • kamila77 Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 20:37
                Ależ kruszynko, biorąc pod uwagę ten akurat aspekt calej sprawy, to ja sie
                absolutnie z tobą zgadzam, tak smile
        • madziulec Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 20:26
          Nie, nie urazilas wink I nie dotknelas wink)
          Tylko tak sobie mysle, ze niekoniecznie sygnal musi pochodzic od wlasnie tej
          strony w zwiazku. czasem po prostu jakas jednostka zagnie parol na kogos i
          chocby po trupach, ale upiera sie, by kogos zdobyc.
          Zastanawiam sie wtedy, czy mezczyzni nie maja natury zdobywcy sami w sobie???
      • madziulec Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 20:29
        A zadaj sobie pytanie - czy czasem w imie bycia nieszczesliwa nie chcialabys
        miec wygodnego zycia?
        Czy wolalbys byc sczesliwa, ale za to nie miec co jesc?
        Wiem, to potworny dylemat, ale jednak jakze smutny i rzeczywisty w dzisiejszych
        czasach.
        Jednak jesli znalazlam kogos z kim wydawalo mi sie, ze jest dobrze to bylo ok.
        Teraz sobie tylko zadaje pytanie czy sie przez caly czas nie oszukiwalam.

        Poza tym... Wybacz, ale przez cale zycie mam uwazac na jakies siksy i inne panny
        z dziecmi / bez dzici, ktore moga mi odebrac faceta tylko dlatego, ze moze byc
        mezem i ojcem/ ojczymem ich dzieci? Przeciez to chore? Toz to prawo dzungli!! My
        ludzi ekierujemy sie innymi zasadami i raczej wybieramy jedna partnerke na
        zycie, a nie co sezon godowy zmieniamy partnera - jestesmy po prostu na takim
        etapie rozwoju spolecznego.
        • kruszynka301 dylemat - wygodne życie czy szczęście 12.10.04, 20:54
          Jeśli chodzi o mnie, to nie mam i nie miałam takiego dylematu - mam wygodne życie i jestem szczęśliwa, jeśli tak nie było, robiłam wszystko, aby do tego doprowadzić. Na pierwszym miejscu zawsze było i jest moje szczęście, wygodne życie przychodzi z biegiem czasu.

          To nie kochanka spowodowała rozpad mojego związku, bo jak już stwierdziłam wcześniej, nie byłaby ta kochanka, byłaby następna - taki był eks.
          Będąc "świeżo" zdradzaną żoną, myślałam tak samo jak Ty - uwierz, z biegiem czasu poglądy diametralnie się zmieniają.
          • madziulec Re: dylemat - wygodne życie czy szczęście 12.10.04, 21:19
            Z biegiem czasu, a raczej z wiekiem poglady sie zmieniaja. Podejrzewam, ze
            gdybym byla mlodsza pomyslalabym dokladnei tak jak Ty wink)))
            • kruszynka301 Re: dylemat - wygodne życie czy szczęście 12.10.04, 22:58
              Po Twoim poście podejrzewam, że jednak jestem starszawink, i przechodziłam podobną sytuację 5 lat temu (córa ma 4,5 roku) - to sporo i wystarczająco, aby na wszystko spojrzeć z dystansem.
              Po wyprowadzce eksa do kochanki wreszcie odetchnęłam, bo najgorsza dla mnie była niepewność - czy będzie ze mną, czy z nią..... Nie wiedziałam, na czym stoję, nie potrafiłam marzyć, snuć planów - koszmar. Po jego odejściu wiedziałam, że mogę liczyć tylko na siebie, otrząsnęłam się i zajęłam się intensywnym poszukiwaniem swojej prawdziwej połówki, co zostało zwieńczone sukcesem już po roku od odejścia eksa.
              Kredyt 100.000 na mieszkanie dalej spłacam, bo mieszkanie zatrzymałam.

              Przyznaję się jednak, że powagi to mi zawsze brakowałowink.
              • madziulec Re: dylemat - wygodne życie czy szczęście 12.10.04, 23:02
                Wiesz, nie bede sie licytowac. Z tego, ze mam male dziecko nei wynika moj wiek wink
                A liczyc na siebie nauczylam sie dobre kilaknascie (dziesiat??) juz lat temu wink
                wiec jakos niespecjalnie na kogokolwiek licze i dosc twardo stoje na ziemi.
    • natasza39 Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 22:25
      madziulec napisała:

      > Nie, nie jestem szczesliwa.
      > Tak wlasciwie zastanawiam sie, czy choc raz od poczatku tego wlasnie zwiazku
      > bylam szczesliwa. Czy tez wmawialam sobie, ze jestem albo tak bardzo chcialam
      > byc...????


      I tu tkwi moze tajemnica.... Moze on tez nie byl szczesliwy, a zatem pewne
      nieporozumienie co do tytulu watku. Nie zdradzaja sie ludzie szczesliwi!!!
      Zdrady sa mozliwe tylko pod warunkiem, ze jedna strona czuje sie w jakis sposob
      niedowartosciowana, albo ma patologiczne odchyly typu zboczenia, ktorych nie
      mozna realizowac z żona czy mezem.
      Innych powodów zdrad NIE MA!
      A jak dla mnie "całkiem normalny zwiazek" nie opiera sie na stwierdzeniach
      jakie zacytowalas...
      "Całkiem normalny" to może juz nie namietnosc ale uczciwosc, przyjazń, chec
      bycia razem.
      W twoim watku tego nie widze....

      > Mieszkanie wziete na kredyt.
      > W zwiazku z tym, ze moj TZ zarabial wtedy nieduzo musialam byc rozniez w tym
      > kredycie ujeta, ale on nalegal, bym byla jako wspolwlasciciel mieszkania.
      > Jestem.

      Gdybys splacala kredyt tylko ty a wlascicielem byl tylko on to jak dla mnie
      byloby nienormalne. W sytuacji obecnej jest normalne jak najbardziej.

      Teraz stalo sie to powodem klotni i problemem jak sie rozstac, bo nie
      > wiadomo jak rozwiazac sprawe mieszkania - do splaty kredytu pozostalo 100.000
      > PLN.

      Sprzedac, splacic reszte kredytu i powiedziec sobie "by".Ewentualnie jedno
      zostaje i splaca calosc, a drugie sie wyprowadza i nie rosci pretensji,
      rownoczesnie nie placac juz kredytu. Dla mnie sytuacja czysta.

      > Po okolo 2 latach mieszkania razem nastepna decyzja podjeta - dziecko. Ja
      > chcialam. Zawsze chcialam miec dziecko, chocbym je miala wychowywac sama.


      No wlasnie Ty chcialas czy to byla wspólna decyzja? A nawet jak juz chcialas
      samosia być to teraz nie ma co plakac. Masz co chcialas!

      > Dziecko i tak i tak jest dla mnie, bo TZ pracuje i w ogole nie ma czasu.

      Dziecko to nie lalka, a niestety tak juz jest ze jak jedno pracuje to drugie
      sie dzieciakiem zajmuje.

      Wiec
      > dziekco jest. Ma obecnie 6 miesiecy, jest u moich rodzicow cale dnie, rankiem
      > ja go zabieram dostarczam mojej maie, wieczorami odbieram od rodzicow. Wielka
      > laska, ze TZ odbiera go raz w tygodni, bo mam swoje zajecia (zwykle i tak sa
      > awantury, ze on to musi zrobic).


      Jak wyzej. Jak chcialas dziecko dla siebie to je masz dla siebie. Nie rozumiem
      tylko podrzycania dzieciaka rodzicom.


      > Atmosfera w domu: cisza. Cisza, po prostu wszechogarniajaca cicha. TZ nic nie
      > mowi. A jak mowi to tylko na temat swojego hobby, ktore mnie malo interesuja -
      > sa to samochody...

      Jak ja chcialam miec cisze! Nie wiesz co za szczescie miec ja! Nie miec
      awantur, bicia, pretensji...
      Co do hobby. Znajdz sobie swoje hobby

      > Nie mamy zadnych wspolnych tematow. Nic.
      > Mieszkamy razem.

      Jeszcze raz... I to ma byc normalna rodzina???
      Ja ma moze nienormalna, ale wspólnych tematow jest tyle, ze czasu nam nie
      starcza zeby obgadac. Wole ta moja "nienormalna"....


      > A terazniejszosc? No coz. Zaczelo byc ciekawie od momentu mojej ciazy i moich
      > klopotow, gdy trafilam do szpitala. Pewna kolezanka z pracy zagiela parol na
      > mojego TZ i nic tylko sa sms-y i dziwne telefony. Oczywiscie TZ jak to facet
      > jest wniebowziety, no coz, natura zdobywcy. To normalne. Ona oczywiscie wie,
      > ze on dzieciaty i zwiazany, ale nie ma nikogo, wiec pewnie jej imponuje,
      > ze "wali w rogi" swoja kobiete.


      Moze powiem banal, ale 50% facetow zdradza swoje zony jak one nie moga seksu z
      nimi uprawiac z powodów zdrowotnych a pozostalych 50% o tym mysli. Dane mam z
      zycia, ale nie w tym problem. Te poziostale co "mysli" nie zdradza i w tym
      problem zeby zrobic tak ze nie zdradzi...


      > Ja najchetniej wyprowadzilabym sie, ale... nie mam szans na swoje mieszkanie,
      > dodatkowo on penwie zaraz zaczal by mnie obciazac kredytem (teraz on wiecej
      > zarabia), zaczalby mnie szykanowac (co jzu robi, bo ani nie jest mily ani
      > sympatyczny).

      Moze byc gorzej.. Uwierz!!!!

      > Nie wiem co robic, gubie sie totalnie, a wszystkie samotne dziewczyny, ktore
      > nikogo na swiecie nie maja i nie wiedza co ze soba zrobic i niszcza komus
      > zycie to powyzynalabym.

      Wiesz jak dla mnie faceci moich znajomych i kolezanek sa jakby bezpłciowi, to
      fakt, ale ja akurat nie ja tylko obwinialabym o zdrade. Gdyby on byl
      szczesliwy, kochal cie to zadna frustratka nie zerwalaby go.
      Teraz skupiasz zlosc na niej, ale ona nie jest PRZYCZYNA ona jest SKUTKIEM!!!!
      jak nie ona to bylaby inna. Wszystkie bys powyzynala???
      • darcia73 Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 23:02
        natasza39 napisała:

        >
        > Wiesz jak dla mnie faceci moich znajomych i kolezanek sa jakby bezpłciowi, to
        > fakt, ale ja akurat nie ja tylko obwinialabym o zdrade. Gdyby on byl
        > szczesliwy, kochal cie to zadna frustratka nie zerwalaby go.
        > Teraz skupiasz zlosc na niej, ale ona nie jest PRZYCZYNA ona jest SKUTKIEM!!!!
        > jak nie ona to bylaby inna. Wszystkie bys powyzynala???


        Ja tez uwazam, że nie ma usprawiedliwienia dla kobiet, które wiąża się z
        zajetym facetem, chocby to była tzw. wielka miłośc. I nie interesuje mnie czy
        kochanka (czy kochanek) jest SKUTKIEM czy przyczyną rozpadu związku. Dopóki
        małżenstwo istnieje, nie można go niszczyć. Bo dopoki cos trwa jest szansa na
        poprawę. Jezeli ludzie dojda do wniosku, z e trzeba się rozstać a potem wiążą z
        innymi osobami, to jest to naturalne pragnienie zycia w parze zgodnie z
        ZASADAMI, bo nie wyrzadziło się drugiej osobie krzywdy.
        Obcy mężczyzna, dopoki jest formalnie związany z inną kobieta, powinien być
        TABU.
        • madziulec Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 23:07
          Tak BTW dzieki za slowa "otuchy". Jestescie wszystkie bardzo mile, cieple i
          serdeczne.
          Zaluje, ze w ogole myslalam i mialam nadzieje, ze ktokolwiek jakos mnie tu wyslucha.
          Jak widac - kazdy nosi w sobie zal i gorycz w zwiazku z tym przelewa te gorycz
          chyba na caly swiat.
          Przykro mi, ze trafilo na mnie.
      • madziulec Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 23:05
        Ogolnie odpowiem tylko na jedno: tak masz racje JA chcialam dziecko.
        A dzieci jak wiadomo biora sie wylacznie z woli matki, poniewaz jak wiadomo MY
        kobiety (to biore z filmu Seksmisja) rozmnazamy sie wylacznie przez partenogeneze.
        Czy nie myslisz, ze do powstania dziecka potrzebna jest wola i zgoda obu stron??????
        • madziulec Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 12.10.04, 23:09
          Tu nie będziesz sama. Możesz porozmawiać z innymi dziewczynami w podobnej
          sytuacji, poradzić się ich, wyżalić, wymienić doświadczenia, a także pomóc innym.


          Takie jest motto forum.. jak widac sa to tylko slowa...
          • chalsia Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 00:29
            Rozmawiasz? Tak.
            Z kobietami w podobnej sytuacji? Tak(z poprawką na różne dzieje rozpadniętych
            związków)
            Dostajesz rady ? Tak
            Wyżaliłaś się? Tak
            Podzieliłaś się swoimi doświadczeniami/przeżyciami? Tak
            Inne forumki podzieliły się z Tobą swoimi doświadczeniami/przeżyciami? Tak
            Pomogłaś innym na tym forum? Jeszcze nie, bo za krótko tu jesteś.

            Czyli 6 odpowiedzi pozytywnych na 7. No to w takim razie być może masz problem
            z oceną rzeczywistości?

            No i na koniec - to jest forum w necie, więc chcąć niechcąc są to tylko słowa
            wink

            Pzdr,
            Chalsia
            • madziulec Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 07:07
              No jesli wyzalenie sie polega na tym, ze zaraz obskakuje Cie stado krwiozerczych
              harpii.... chetnych tylko do tego, by Ci przywalic. ... To jest to rzeczywiscie
              ciekawa forma forum wsparciowego.
              • chalsia Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 09:24
                Odpowiem tak - jesteś tu nowa. Inne forumki są już na etapie dalszym niź Ty
                i "szerzej" widzą sytuacje. Także wiedzą więcej na temat emocji w takich
                sytuacjach, wiele ma już je za sobą.
                Zupełnie w odpowiedziach na Twoje posty harpiowatości nie widzę. Szczerze
                mówiąc dostawało się czasami innym tu gorzej po głowie.
                Jesli piszesz coś na forum to musisz być gotowa również na, nazwijmy to,
                krytykę (choć akurat nie do końca to słowo tu pasuje).
                Nie zawsze najlepszą formą pomocy jest głaskanie po głowie. Niejedna tu
                dostawała takie same "potrząśnięcia" bo widać z postu, jego formy, emocji z
                niego bijących, dla pozostałych osób jakoś tak intuicyjnie wynikało, że trzeba
                osobę otrzezwić a nie utwierdzać na stanowisku czy tez "głaskac po głowie".
                Po za tym nigdy nie jest tak by się wszyscy zgadzali - zawsze będą posty mniej
                lub bardziej miłe.

                A to wszystko jest jednak formą pomocy, która prowadzi (no chyba, że ktoś jest
                jak beton oporny) do głębszego wejścia w siebie, lepszego zrozumienia siebie,
                własnych emocji a także własnego wkładu w swój los. Do zrozumienia i akceptacji.
                Nikt nigdy nie twierdził, że to jest łatwe albo miłe. Z resztą w ogóle życie
                takie nie jest.

                Pozdrawiam.
                Chalsia
        • chalsia Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 00:23
          > Czy nie myslisz, ze do powstania dziecka potrzebna jest wola i zgoda obu
          stron?
          > ?????


          ROTFL tongue_outPPPPPPPP

          Wola - tak - w sensie woli pójścia do łóżka (ale gwałt w takim razie jest
          wyjątkiem od reguły). A co do "świadomej" zgody to już różnie bywa.

          Pzdr,
          Chalsia
          • madziulec Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 07:07
            Tu byla zarowno wla jak i zgoda swiadoma.
            • derena33 Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 09:01
              echh... mlodziencza naiwnosc przebija z niektorych postow powyzej...smile

              nie mowie tego wcale zlosliwie...
              • madziulec Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 09:16
                Naiwnosc nie jest cecha mlodzienczosci wink))))
                • kkokos Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 10:11
                  A ja tam rozumiem żal madziulca do forum i uważam, że natasza wredna dla niej
                  była i tyle smile nie zgadzam się z większością tego, co jej odpowiedziała -
                  wypunktuję za parę godzin, bo teraz zupełnie nie mam czasu. na razie!
                  • derena33 Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 10:32
                    droga kkokossmile

                    ale ja nie o nataszy i o madziulcu...ja tylko tak ogolniesmile

                    Ja z racji wieku i przezytych wspolnie lat z moim ex (razem z chodzeniem bylo
                    ich tak okolo 21smile wiem,ze sa kobiety ktore bezwzglednie czekaja nieraz latami
                    aby upatrzonego faceta zdobyc, sama bylam ta zona, ktorej kolezanka wyczekawszy
                    8 dlugich lat (tyle znalismy sie wszyscy razem) wreszcie trafila na slaba
                    chwile naszego malzenstwa ( bo w wieloletnich malzenstwach sa przyplywy i
                    odplywy uczuc- to wyjasnienie dla tych mlodzienczo naiwnychsmile bez skrupulow
                    wlazla w nie...rozumiem madziulca bardzo dobrze..
                    a mlodziencza naiwnosc wlasnie odnosi sie do sposobu interpretacji uczuc i
                    postaw meskich. Dlaczego tak mowie?
                    Poniewaz jestem mila kobieta, wielu mezczyzn czujac sie przy mnie bezpiecznie
                    zwierzalo mi sie ze swoich dobrych i zlych uczynkow, i przez to stalam sie
                    nieco zgorzknialasmile
                    Bo co powiecie na takie zwierzenia ( mowie o wieloletnich zwiazkach a nie
                    mlodzienczych milosciach) kocham zone, ale facet wiesz jak samiec, zawsze lubi
                    zdobywac, nigdy nie opuscilbym rodziny ale wiesz po tylu latach przy jednej
                    dziurze kot zdechnie... itd. to straszne co pisze ale naprawde to sa prawdziwe
                    slowa milych skadinad facetow, ktorych zony zyja szczesliwie i czuja sie
                    bezpiecznie, zreszta co tu gadac sama taka zona bylam...smile
                    • smallm Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 10:42
                      > Poniewaz jestem mila kobieta, wielu mezczyzn czujac sie przy mnie bezpiecznie
                      > zwierzalo mi sie ze swoich dobrych i zlych uczynkow, i przez to stalam sie
                      > nieco zgorzknialasmile

                      Skąd ja to znam!!!!! Na studiach większość facetów, w pracy większość facetów,
                      stosunki kumplowskie, gada się jak z babami o wszystkim... A później
                      schizuję... Nigdy nie byłam typem zazdrośnicy, ale tak jak derena33 nasłuchałam
                      się troszkę historyjek... I teraz nie potrafię zaufać... przynajmniej nie tak
                      jak kiedyś. Jedyne co mogę to starać się o tym nie myśleć co robi gdy go nie
                      ma smile

                      Pozdrawiam,
                    • madziulec Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 11:29
                      Widzisz... Problem moze polega na tym, ze ... ja kiedys bylam z zonatym
                      facetem. Na co prawda zupelnie innych zasadach, bo nie mialam zamiaru zwiazku
                      rozbijac, ale wiem jak mozna zone oszukiwac, co jej opowiadac itp.
                      I dlatego moze jestem przewrazliwiona i moze odbieram calkiem niewienne sygnaly
                      jako cos groznego i moze wyolbrzymiam. sama nie wiem.
                      A moze nie wyolbrzymiam, tylk owlasnie moje doswiadczenie pomaga mi teraz
                      zobaczyc rzeczy, ktore sa niewidzialne dla wielu innych ososb????
                      • sokka Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 11:46
                        coz, moim zdaniem, to moj slubny mi przysiegal wiernosc itd, i to on bedzie
                        wiarolomca jesli mnie zdradzi lub opusci - on, a nie jego kochanka...
    • matkapolka007 Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 13:18
      Droga M
      Z Twojej wypowiedzi wynika jasno (przynajmniej dla mnie) ze w Twoim zyciu jest
      pare „dziwnych” rzeczy, których nie widzisz albo nie chcesz zobaczyc. I być
      może faktycznie Ty myslisz ze Twoja rodzina jest normalna ale nie do konca tak
      jest w rzeczywistosci.
      Napisalas ze czujesz się pogubiona, ale napisalas tez, ze nie czujesz się
      szczesliwa i chyba nigdy nie bylas w tym zwiazku.
      Nie wiem jak dlugo jestes z mezem, nie wiem czy nigdy nie mieliscie wspolnych
      tematow czy tylko teraz nie macie, czy potraficie ze soba rozmawiac czy nigdy
      tego tak naprawde nie robiliscie, czy w waszym zyciu zawsze była cisza czy
      tylko teraz jest. Czy kiedykolwiek interesowalas się jego zyciem, bo chcialas
      tego, czy tesknilas za nim, czy czulas na jego widok dreszcz emocji... czy stal
      się Twoim mezem, bo jak się już pojawil, no to dobra – niech już nim zostanie.
      Nie wiem tez czy maz interesowal się Toba, czy tylko samochodami, którymi Ty
      się nie interesujesz (jak sadze na swiecie około 90 % kobiet nie interesuje się
      samochodami wiec to chyba nie jest glowny problem Waszych nieporozumien). W
      zyciu tak już jest – musi być akcja i kontrakcja, pytanie – odpowiedz, żeby cos
      dostac trzeba dac, choc oczywiście zdarzaja się egzemplarze które tylko biora i
      takie które glownie daja.
      Usiadz w ciszy i spokoju i zastanow się – czy tak naprawde jestes z nim
      szczesliwa. Czy może on kiedys staral się o Ciebie a Ty mialas to w nosie, czy
      może było odwrotnie - Ty zabiegalas a on nie zauwazal, zajety swoimi sprawami i
      soba.
      Czy Twoje zycie z nim to nie jest takie siedzenie na hustawce, która tylko
      czasem cos poruszy delikatnie w gore i w dol. Przyzwyczailas się do tego – nie
      dostajesz za duzo ale i za duzo nie dajesz. Az nagle pojawil się w jego zyciu
      ktos z kim się czuje jakby skakal na na bungee. Ktos przy kim czuje się wazny,
      czuje się doceniony, czuje się mezczyzna, czuje się inaczej. Denerwuje Cie to,
      czujesz się oszukana. Ale odpowiedz sobie sama – czy TY chcialabys z NIM skakac
      na tym bungee, czy zalezy Ci na nim. Jeśli nie – to znaczy ze nie jestescie dla
      siebie. Masz zal ze Cie zdradza. Bo Ty nie. A może on po prostu miał
      wiecej „odwagi” (patrz egoizmu) żeby to zrobic niż Ty, ktorej być może tez tak
      naprawde ten zwiazek nie pasuje.
      Usiadz i w ciszy i spokoju odpowiedz sobie na pytania czego oczekujesz od
      mezczyzny, zwiazku a co teraz masz. ( I co Ty moglabys dac a nie dalas).
      Porozmawiaj z mezem – na spokojnie, obiektywnie. Jakie ma plany, z kim ma
      zamiar dalej isc przez zycie (z Toba czy z nia) co z dzieckiem, mieszkaniem,
      kredytem. Zapytaj czego mu brakowalo w tym zwiazku (zapytaj, zebys miala
      jasnosc na przyszlosc). Dowiesz się, czy jest odpowiedzialnym mezczyzna,
      któremu się pokrecilo i który zglupial na chwile (hormony, natura zdobywcy),
      czy wpatrzonym w siebie egoista, któremu do zycia potrzeba uwielbienia,
      (którego jak sadze od Ciebie nie dostawal w takim jak teraz stezeniu), a
      rodzina tak naprawde do niczego mu nie jest potrzebna.
      Mowisz ze panna atakuje, ze masz awersje to takich jak ona. Masz prawo mieć,
      ale może on chcial się czuc zaatakowany, mogl przeciez powiedziec – spadaj
      mala, nie jestem zainteresowany. Mogl. Ale nie powiedzial. Mam wrazenie ze nie
      bylaby ta, bylaby inna. To nie o panne tu chodzi tylko o to co panna robi (a
      jemu to odpowiada). W obecnych czasach, kiedy zasady istnieja chyba tylko w
      kodeksie drogowym, nikt nie ma pierwszeństwa w wyscigu o uczucia tylko dlatego
      ze jest mezem czy zona.
      Ja jego nie bronie. Jej tez nie. Dla mnie wchodzenie w czyjes zycie z buciorami
      to tak jak napisala new_life kurestwo i nie da się tego niczym wytlumaczyc. A
      zdrada z egoizmu, nieliczenie się z druga strona, dbanie o wlasny tylek i
      zostawienie rodziny bez podjecia walki o nia budza we mnie wstret. Szczegolnie
      kiedy cierpia na tym dzieci. Te „panny” maja to do siebie ze robia sobie z
      cudzych mezow oltarzyki a w oczach maja wypisane – jaki ty wspanialy, meski, no
      po prostu boski. A ci „cudowni” mezowie zaczynaja w to wierzyc. Mysle (patrzac
      na siebie i moja rozwalona z powodu takiej panny rodzine), ze wiele z nas tez
      kiedys patrzylo z zachwytem na swoich mezow ale pojawily się dzieci, obowiazki
      i trzeba było przerzucic się na partnerstwo. A to juz nie kazdemu pasuje. I
      pojawiaja się problemy, niezgodnosc. Latwo się wytlumaczyc takiemu jednemu i
      drugiemu „wypalilo się” kiedy tak naprawde się nie staralo o to żeby się
      palilo.
      Przepraszam za ten nieco przydlugi i chaotyczny tekst. Napisalam sensowniej ale
      wylecialo wraz z wygasnieciem zalogowania w kosmos (ciagle o tym zapominam), a
      teraz się spiesze bo moja Mala się zaraz obudzi.
      Zycze Ci spokoju, sily i szczescia. Trzymam za Ciebie kciuki i wierze ze
      będziesz szczesliwa.

      • madziulec Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 14:38
        Pierwszy normalny list, ktory tu przeczytalam...
        I mysle, ze potrafie Ci, a przede wszystkim sobie na wiele pytan odpowiedziec.
        Czuje sie pogubiona, bo... tak naprawde to nie wiem, czy jestem zdradzana. Czu
        je sie zdradzana, bo sa sms-y, telefony o dziwnych porach, ale niekoniecznie
        musi to oznaczac zdrade. Oczywiscie nie jestem tez pierwsza naiwan, by od razu
        wierzyc facetowi, ze on absolutnie nic i tak dalej. Glupia nie jestem i swoj
        rozum mam. Ale jednoczesnie nie jestem z tych, ktore kazdego oskarzaja bez
        mozliwosci obrony.
        Probowalam rozmawiac, probowalam pytac o numer telefonu, ktory wyswietla sie
        jako nadawca sms-a. Nie zawsze jest to ta sama osoba prawdopodobnie, gdyz
        telefon jest przechodni. A ze komus sie nudzi? No coz, to ze mam faceta, ktory
        ani troche nie jest asertywny mialam sie okazje w paru innych przypadkach
        przekonac - on po prostu jak ktos do niego przychodzi sie wyzalic to sluzy
        swoim mankietem i nie wazne, ze rodzina.. Nie, ja go nie bronie. Ja po prostu
        przedstawiam sytuacje.
        Co bylo na poczatku? Byla fascynacja. Wielka, byla wielka milosc. Tak mi sie
        wydawalo z mojej strony, a z jego - zapewnienia o tej milosci. Czy
        rozmawialismy - tak, rozmawialismy. Od pewnego czsu, dokladnie od moich
        klopotow zdrowotnych w ciazy nie rozmawiamy. On nie rozumial burzy hormonalnej,
        ktorej uleglam....
        Porozmawianie z nim teraz jest klopotliwe - po pierwsze twiertdzi, ze te sms-y
        to tylko kolezanka, a ja naprawd enie mam podstaw (procz swoich jakichs
        podejrzen) by mu nie wierzyc, po drugie wciaz zalatany, ale za to stara sie nie
        byc jakos przesadnie czy mily czy kochany, co wzbudzaloby dodatkowa czujnosc.
        Po pytaniu, czy chce ze mna byc powiedzial, ze tak. Zapytalam, czy bez wzgledu
        na dziecko, otrzymalam odpowiedz twierdzaca i mowil, ze sobie cos wymyslam...

        I dlatego sie gubie.

        A tak w ogole, dzieki Ci za ten list. Sporo dal mi do myslenia.
        • natasza39 Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 23:20
          Piszesz posta o tym jak ci jest zle, jak to udusilabys "tamta" za rozbijanie
          twojej "szczesliwej" rodziny.
          Piszesz o rozstaniu.. (motyw z mieszkaniem niesplacowym).
          Piszesz o tym jak to sama musisz zajmowac sie dzieckiem.

          Az tu nagle teraz piszesz ze sama nie wiesz czy jestes zdradzana, a moze ci sie
          tylko tak wydaje, sama piszesz o tym Twoim zagubieniu i o tym ze juz dawna
          namietnosc wygasla.

          Otoz moja droga jak tak dalej bedziesz postepowac, to sobie sama i na wlasne
          zyczenie to "normalne" małżeństwo rozwalasz.
          Masz kryzys a nie rozkład!
          To zasadnicza roznica. I nie szukaj na sile zdrad bo faktycznie sobie
          wykraczesz...
          A tak na przyklad pisz jasniej!
          Bo w takim pokretnym tlumaczeniu nie mozesz liczyc na rozwiazanie problemów, bo
          my na tym forum po prostu nie wiemy w czym tkwi ten problem!!!!
    • maja312 Re: Rozbijanie calkiem normalnych rodzin - moja s 13.10.04, 14:20
      Madziulcu-czytając Twój post , odniosłam przygnebiające wrażenie , że wasze
      małzenstwo jest potwornie nudne , smutne i niedobrane.Brak wspólnych tematów,
      pasji, celów, brak pewnosci , czy kochasz swojego meża, czy też nie. Być moze
      jesteś teraz przygnębiona ( moze w depresji).Jesli jednak to o czym piszesz to
      prawda, to niezaleznie od wszystkiego ( dziecka, kredytu, kochanki) moim
      zdaniem powinniście się rozstac . To bardzo trudne, bardzo bolesna , ale jak
      dla mnie byłoby to lepsze niz tkwienie w związku , wktórym nie ma juz. A co do
      kochanki, to podobnie jak niektóre dziewczyny natym forum uwazam, że jesli
      ludzie są szczesliwi w związku, mają fajny seks, lubią się i przyjaznie ze
      sobę , to nie mają potrzeby się zdradzac. Pozdrawiam.
      Maja
    • katrinka5 Re:do madziulec- 14.10.04, 02:04
      napisalam na priv , pzdr
Inne wątki na temat:
Pełna wersja