kropka15
16.10.04, 13:49
Cieszę się bardzo że odnalazłam tę stronę. Nie mogę się "naczytać" Waszych
komentarzy. Więc nie jestem sama! A najważniejsze, ze może cos mi doradzicie.
chodzi o alimenty. jesteśmy po rozwodzie już parę lat, alimenty dostałam
jeszcze wczesniej. Są dwie córki (10,12). Były mąz to typowy "wieczny
student". I nieudacznik. Choc nigdy by sie do tego nie przyznał. Mimo swoich
45 lat wciąż nie dorósł do uczuć miłości, odpowiedzialności, dawania.
Pierwszy skoczyłby w ogień ratując przypadkowych ludzi, ale nie potrafi
poradzić sobie z problemem zgubionego misia, braku butów na zimę czy nocnego
moczenia. Pewnie same to znacie. Kiedys jednak zakochałam się w nim. moje
uczucie przez te kilkanascie lat przeszło chyba wszystkie metarmorfozy jakie
mogło. Żyjemy osobno. Ja samotnie z córkami (jakoś nikt nie potrafił mnie
przekonać o swoich czystych intencjach), a on u boku kolejnej kobiety. Są
razem od ponad dwóch lat. Sytuacja dla niego bardzo wygodna, bo kobieta ma
kasę i piekny dom. może i wszystko byłoby OK gdyby nie fakt, że mój były mąż
nigdy nie płacił zasądzonych mu alimentów. Wyręczał go fundusz alimentacyjny.
Teraz alimentów nie dostaję, bo moje zarobki przekraczają o przysłowiową
złotówkę. No nic. W tym momencie pewnie większość z Was pokiwa głowami. No
tak, tyle zarabia, więc czego chce. Czego chcę? Te zarobki to tylko moja
zasługa. Nikt mi pracy nie załatwiał. Sama ja sobie wywalczyłam, a podwyżki
sa zasługa mojej pracy. Jestem z siebie dumna, że zupełnie sama doszłam do
tego co mam. I własciwie to by było na tyle, gdyby nie problemy odkad
zabrakło alimentów. To o 700 zł mniej miesięcznie. Wszystko wkładam w dzieci.
Młodsza chodzi do szkoły muzycznej, na raty kupiłam pianino. Jest zdolna.
Większość sprzetów w domy mam na raty. Zeby zyło się łatwiej. Sama utrzymuję
i opłacam mieszkanie. Wtedy te 600 zł na osobe wg rządu przestaje wystarczać.
Możemy jeść marchewkę i wakacje spędzać w mieście, ale dlaczego? Dlaczego
moje dzieci nie moga jechać z klasą na wycieczkę, podczas kiedy ich tatuś
urzadza cotygodniowe przyjęcia w ogrodzie. Dlaczego moeje dziecko czeka w
kolejce na aparat ortodontyczny 2 lata, podczas kiedy ich ojciec chodzi z
córka swojej kobiety do prywatnych lekarzy. Jest wtedy tyle we mnie złości.
Nie odzywa sie przez pare miesiecy, po czym dzwoni jak gdyby nic, zeby
podesłać mu córki na weekend. Jak sie zachować? starsza córka bardzo chce sie
zobaczyć z ojcem. Nie moge jej zabronić. W ogóle musze skrywac te żale, bo to
przecież nie ich wina.
Jak mam wyegzekwować te alimenty? nie pomogła groźba, ani prośba. Rodzice nie
wchodza w grę, bo to starsi, uczciwi ludzie. Sami ledwo mają dla siebie, a i
tak pewnie płaca jakieś kary, które non stop przychodza do nich, bo mąż wciąż
jest tam zameldowany.
Podobno mogę zgłosić sprawę do komornika w miejscu, gdzie obecnie mąż
przebywa. Czy jest to oficjalne prawo? Czy komornik się tym zajmie? Czy w
sytuacji, kiedy facet jest już od dawna zgłoszony w prokuraturze za
niepłacenie, będzie to miało jakiś sens? Gdzie w ogóle znajde konkretnego
komornika? Jak wyglada sytuacja męża od strony prawnej? Wiem że drogę za
granicę ma zamkniętą. Może to zabrzmi dziwnie, ale nie sprawi mi satysfakcji
wsadzenie go za kratki. Komu to pomoże? jak popatrzę dzieciom w oczy?
Poradźcie! Może znacie jakieś haczyki, macie jakies swoje sprawdzone sposoby?