sheilla
10.11.04, 10:50
Mam 24 lata, mieszkam w Warszawie i 2 tyg temu dowiedzialam sie, ze zostane
matka. Dwa dni pozniej jednak męzczyzna mojego zycia (tak mi sie przynajmniej
wydawalo, po 8 latach spedzonych razem) powiedzial mi, ze on sie na to nie
zgadza. Ze owszem, moze zaplacic za zabieg, nawet mnie na niego zawiezc i
przywiezc. I tyle. Bo on jest za mlody (28lat), zycie dopiero przed nim (pisze
doktorat)a ja na starcie funduje mu bachora. On nie chce, bo to duza
odpowiedzialnosc a poza tym MUSIAŁBY ISC DO PRACY (na razie genialnego synka
utrzymuje mama i stypendium).
Wiem, najrozsądniej byloby przystac na jego propozycje (???) a potem jak
najszybciej o nim zapomniec. Tylko ja nie wiem, jak potem moglabym zyc. Przez
ostatnie dni zylam nadzieja, ze moze przemysli wszystko jeszcze raz i zechce
byc z nami. Myslalam nawet o tym, aby przeczekac te pierwsze miesiace az on
zrozumie. W ostatecznosci bralam nawet pod uwage zostanie samotną matka. Az do
wczoraj. Wykrzyczal mi ponownie, ze jesli je sobie urodze to moge scigac go
najwyzej sądownie. I ze teraz dopiero zobacze, co to znaczy, ze go naprawde
nie ma. BO ON PO PROSTU NIE CHCE.
Nie mam juz sily walczyc z calym swiatem. Na rodzine kompletnie nie moge
liczyc (tata nie zyje a mama jest na rencie, ma 650 zl mies)-moze jeszcze na
wsparcie mamy (po jakims czasie ) ale na finansową pomoc juz na pewno nie.
Jesli zdecyduje sie urodzic to dziecko to zostane bez srodkow do zycia ( w tym
roku koncze , co prawda,studia ale po moim kierunku z pracą nie bedzie łatwo.A
z noworodkiem na reku od razu do pracy nie pojde. Wraz z koncem nauki trace
rente rodzinna wyplacana przez ZUS, moje jedyne zrodło utrzymania.
Wlasciwie to nie wiem na co licze pisząc ten post. Chyba po prostu musze sie
komus wyplakac.
Wczoraj w akcie rozpaczy poszlam nawet do wrozki - uslyszalam tylko tyle, ze
okolo kwietnia jego stosunek do mojej osoby zacznie ulegac poprawie i zebym
teraz pod wplywem emocji nie popelnila zadnego glupstwa.
Czy ktos w ogole zna sytuacje, gdzie facet na poczatku nalegal na zabieg a
potem byl w stanie pokochac wlasne dziecko? Wiem, nawet jesli takie sytuacje
sie zdarzaly to nie oznacza to, iz tak bedzie w mojej sytuacji...
Dziekuje Wszystkim, ktorzy dotrwali do konca mojego postu, ktory pewnie jawi
sie jako kompletny bełkot.
Jesli ktos jest (lub był) w podobnej sytuacji do mojej to bardzo prosze
chociaz o kilka słow wsparcia.
Tak bardzo chcialabym uwierzyc, ze to wszystko moze sie jeszcze ułozyc.
Pozdrawiam serdecznie