Nie mam juz siły walczyc o dziecko...

10.11.04, 10:50
Mam 24 lata, mieszkam w Warszawie i 2 tyg temu dowiedzialam sie, ze zostane
matka. Dwa dni pozniej jednak męzczyzna mojego zycia (tak mi sie przynajmniej
wydawalo, po 8 latach spedzonych razem) powiedzial mi, ze on sie na to nie
zgadza. Ze owszem, moze zaplacic za zabieg, nawet mnie na niego zawiezc i
przywiezc. I tyle. Bo on jest za mlody (28lat), zycie dopiero przed nim (pisze
doktorat)a ja na starcie funduje mu bachora. On nie chce, bo to duza
odpowiedzialnosc a poza tym MUSIAŁBY ISC DO PRACY (na razie genialnego synka
utrzymuje mama i stypendium).
Wiem, najrozsądniej byloby przystac na jego propozycje (???) a potem jak
najszybciej o nim zapomniec. Tylko ja nie wiem, jak potem moglabym zyc. Przez
ostatnie dni zylam nadzieja, ze moze przemysli wszystko jeszcze raz i zechce
byc z nami. Myslalam nawet o tym, aby przeczekac te pierwsze miesiace az on
zrozumie. W ostatecznosci bralam nawet pod uwage zostanie samotną matka. Az do
wczoraj. Wykrzyczal mi ponownie, ze jesli je sobie urodze to moge scigac go
najwyzej sądownie. I ze teraz dopiero zobacze, co to znaczy, ze go naprawde
nie ma. BO ON PO PROSTU NIE CHCE.
Nie mam juz sily walczyc z calym swiatem. Na rodzine kompletnie nie moge
liczyc (tata nie zyje a mama jest na rencie, ma 650 zl mies)-moze jeszcze na
wsparcie mamy (po jakims czasie ) ale na finansową pomoc juz na pewno nie.
Jesli zdecyduje sie urodzic to dziecko to zostane bez srodkow do zycia ( w tym
roku koncze , co prawda,studia ale po moim kierunku z pracą nie bedzie łatwo.A
z noworodkiem na reku od razu do pracy nie pojde. Wraz z koncem nauki trace
rente rodzinna wyplacana przez ZUS, moje jedyne zrodło utrzymania.
Wlasciwie to nie wiem na co licze pisząc ten post. Chyba po prostu musze sie
komus wyplakac.
Wczoraj w akcie rozpaczy poszlam nawet do wrozki - uslyszalam tylko tyle, ze
okolo kwietnia jego stosunek do mojej osoby zacznie ulegac poprawie i zebym
teraz pod wplywem emocji nie popelnila zadnego glupstwa.
Czy ktos w ogole zna sytuacje, gdzie facet na poczatku nalegal na zabieg a
potem byl w stanie pokochac wlasne dziecko? Wiem, nawet jesli takie sytuacje
sie zdarzaly to nie oznacza to, iz tak bedzie w mojej sytuacji...
Dziekuje Wszystkim, ktorzy dotrwali do konca mojego postu, ktory pewnie jawi
sie jako kompletny bełkot.
Jesli ktos jest (lub był) w podobnej sytuacji do mojej to bardzo prosze
chociaz o kilka słow wsparcia.
Tak bardzo chcialabym uwierzyc, ze to wszystko moze sie jeszcze ułozyc.
Pozdrawiam serdecznie
    • kamila77 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 11:02
      Nie umiem ci nic doradzic. Swiat zawalil ci sie na glowe, rozwazasz rozne
      mozliwosci. Nie czuje sie na silach do czogokolwiek cie przekonywac. Ale,
      prosze, uwierz, ze wszystko sie moze jeszcze dobrze potoczyc i nie mam tu na
      mysli ulozenia relacji z ojcem twojego dziecka.
      Co do srodkow do zycia - bezwzglednie twojemu dziecku beda sie nalezaly
      alimenty, o ktore bedziesz musiala powalczyc w sądzie, zwrot polowy kosztow
      wyprawki, zasilek dla osob samotnie wychowujacych dziecko (170zl). Kokosy to
      nie beda, natomiast pomoga ci przetrwac miesiace po narodzeniu dziecka. Oprocz
      tego byc moze uzyskasz jakies okresowe lub celowe zasilki z MOPS-u. Kiedy
      malenstwo troche podchowasz, poszukasz pracy i moze staniesz mocniej na nogach.

      Pozdrawiam
    • elaw2 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 11:22
      Dasz radę! To na poczatek. Ja wiem, że teraz wydaje Ci się, że świat zawalił
      się na głowę... Wiem, że słowa Twojego mężczyzny są straszne, ale to na prawdę
      nie koniec życia. Sama byłam w takich tarapatach, że myślałam, iż się nie
      pozbieram a jednak egzystuję: ja i moja córeczka. W lutym przyszłego roku,
      będzie dwa lata jak odeszłam z dzieckiem od męża alkoholika (po pięciu latach
      małżeństwa). Byłam na wychowawczym z 283 zł na rękę. Tatuś miał kolejny ciąg-
      gigant więc pomimo deklaracji o miłości do dziecka pieniędzy żadnych nie dawał.
      Ech ciężko było. Zresztą w czasie ciąży też pił i wyprawkę dla dziecka
      kupowałam z forsy z pożyczki w zakładzie pracy... Ale przetrwałam i nawet
      pozwalałam sobie na śmiech. Teraz powoli się prostuje. Myśl o Sobie i Dziecku.
      Masz mamę, kończysz studia, wiec pracę znajdziesz. Zobaczysz, ułoży się
      wszystko. A facet, cóż może się opamięta! Jestem z Tobą. Będzie dobrze!
      • natasza39 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 11:33
        Bez względu na to jaka decyzje podejmiesz pamietaj, że facet, któremu ufałaś i
        z którym chciałaś się wiązac nie jest względem ciebie fair.
        Jesli zatem podejmiesz decyzje, że dziecka nie urodzisz, to bardzo bym sie
        zdziwiła, gdybyś nadal chciała z nim być.
        Ja nie mogłabym.
        I pamietaj, ze zabieg jest sprawa nieodwracalna. Jestem przeciwniczka aborcji,
        oczywiscie z takich przyczyn jak opisalas. Dopuszcza myśl aborcji dziecka
        obciażonego wadami, które nie pozwalaja mu normalnie funkcjonowac. Jeśli
        natomiast nie możesz lub nie chcesz go wychowywać z przyczyn ekonomicznych, to
        po prostu oddaj je do adopcji, ale nie zabijaj.
    • alka44 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 12:31
      Mój ojciec nie chciał drugiego dziecka. Dał mamie kasę na zabieg, ale ona tego
      nie zrobiła. Odszedł, a na starość prosił o pomoc siostrę. Mama jakoś dała
      sobie radę i nas wychowała. A czasy były duzo trudniejsze dla samodzielnych.
      Nigdy nie wystapiła o alimenty, a nie miała pomocy od rodziny, bo jej nie
      miała. Rodzice zgineli i mama wychowała sie w domu dziecka.
      Wiem jedno, że nigdy nie żałowała urodzenia dzieka.
      Facet to smieć, ale nie wiesz jak potem bedziesz mogła żyć i patrzeć na cudze
      dzieci i mysleć o swoim.
      Weź pod uwagę swój charakter i wrazliwość. Są kobiety, które aborcję dobrze
      znoszą, ale nie wszystkie.
      Jest jeszcze jedna strona - Twoje życie po urodzeniu dziecka już nigdy nie
      będzie takie jak teraz. Dziecko to jest dorosłość w 9 miesięcy i to już na
      zawsze.

      Poza tym mieszkasz w Warszawie i tam jest łatwiej o pracę. Nie musisz od razu
      zajmować jakiegoś waznego stanowiska. Wystarczy, ze gdzieś zarobisz parę
      złotych i do tego alimenty....
    • pustulka_75 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 12:44
      Stałam kiedyś przed takim samym wyborem jak Ty. I wybrałam dziecko. Było i jest
      ciężko, nie ukrywam. Też mieszkam z mamą. Alimentów na razie nie ma. Sprawa w
      sądzie ciągnie się nie miłosiernie i kosztuje mnie wiele nerwów...
      Ale jedno WIEM NA PEWNO: NIE ŻAŁUJĘ tamtej decyzji. Patrzę na mojego syna i nie
      wyobrażam sobie życia bez niego.

      ------------
      Ania
      i Olo --> forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=15477537&v=2&s=0
    • kubowa Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 12:52
      sheilla, strasznie mi przykro, ze cos takiego cie spotkalo, ale...

      to, co teraz wydaje ci sie niemozliwe (utrzymanie siebie i dziecka) wkrotce
      przestanie spedzac sen z twoich powiek. oboje macie 9 miesiecy, zeby oswoic sie
      z sytuacja: ty z tym, ze byc moze bedziesz musiala sama wychowywac dziecko, on,
      ze moze jednak powinien byc odpowiedzialny. sama nie wiem, czy to nie jest duzo
      lepsza sytuacja, niz na przyklad moja sprzed lat, kiedy to ex zachwycal sie
      dzieckiem w brzuszku, po czym juz na zewnatrz nie wydawalo mu sie tak
      atrakcyjne i koniec koncow odszedl, ale zmarnowal mi 5 lat mojego zycia! mogl
      odejsc od razu i dac mi swiety spokoj. mi i dziecku. wszystko wiec jeszcze moze
      sie u was zmienic. nie mysl teraz o nim tylko o sobie i dziecku, a on niech
      kalkuluje swoje. jak zle wykalkuluje i podtrzyma swoja decyzje, to ciesz sie,
      ze zrobil to teraz!
      a po drugie: aborcja to duzo wiekszy ciezar na cale zycie niz samotne
      wychowywanie dziecka. nie mowie tego z autopsji, ale bardzo bliska mi osoba
      usunela dziecko i chociaz dzisiaj jest juz po 60ce wciaz o tym mysli i nie moze
      sobie tego wybaczyc!!! mimo, ze ma jeszcze dwojke dzieci. jesli ty cieszysz sie
      z tego dziecka urodz je!!! nie patrz na faceta. nie ten to inny bedzie dla
      niego/niej ojcem (to mowie z autopsjismile nie ma nic piekniejszego nad trzymanie
      niemowlaczka w ramionach, patrzenie jak rosnie, rozwija sie i kocha ciebie. to
      mowie jako powtorna matka juz 2 miesiecznej kajuni, ktora miala szczescie, bo
      jej ojciec kocha ja od poczatku do konca! zycze ci jak najlepiej, oby wszystko
      poszlo po twojej mysli i zebys podjela madra decyzje!
      buziaczki
      • maja45 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 13:47
        Współczuje Ci bardzo, bo decyzja przed która stoisz jest totalnie trudna.
        Ale zastanawia mnie jak wykształceni, odpowiedzialni ludzie dopuścili do takiej
        sytuacji?Nie wiedzieliście, ze z sexu bez zabezpieczę są dzieci?
        Rozumiem Twoją potrzebę posiadania dziecka, ale sama widzisz teraz , że to
        chyba nienajlepszy moment.
        Twój facet być może jeszce jest w szoku , jakim moze dla niego być perspektywa
        posiadania dziecka właśnie w danym , złym jego zdaniem czasie. Może ma inne
        plany, a zasadniczo są ludzie, którzy planów zmieniac nie lubią .
        Ja na Twoim miejscu nie liczyłabym, że pokocha dziecko, skoro reaguje w taki
        histeryczny sposób.
        Raczej licz w tej sytuacji na siebie.Jako samotna matka możesz liczyc na
        zasiłek dla samotnie wychowujących dziecko, jednorazowy zasiłek porodowy.
        Może masz mozliwość zamieszkania razem z mamą, która mogła by się zaopiekować
        dzieckiem, a ty w tym czasie mogłabyś spróbować znależć pracę.Po studiach
        mozesz chyba starać się o płatny staż absolwencki w jakiejś instytucji.No i
        zawsze mozesz wystapić o alimenty w stosunku do swego partnera , jak i jego
        rodziców. Skoro byliscie razem 8 lat, to nie jesteś dla rodziców swego chłopaka
        jakąs anonimową laską ,która naciąga na kasę i o ile są przyzwoitymi ludżmi, to
        albo powinni wywrzeć presję na syna, albo pomóc Tobie.
        Życzę dużo siły i pozdrawiam.
        Marta
        • pysia-2 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 14:06
          dzieci rodza sie czasami MIMO zabezpieczenia, maju.
          A poza tym zgadzam sie z toba - jesli facet nie chce tego dziecka, nie
          liczylabym na to, ze nagle je pokocha... Chociaz takie rzeczy sie zdarzaja, to
          nie mozna na tym przypuszczeniu opierac planoow na przyszlosc.

          Droga Sheillo! Moim zdaniem powinnas kopnac faceta w tylek, bo co to za facet,
          ktoory nie potrafi stanac na wysokosci zadania i wywiazac sie ze zobowiazan,
          ktoorych sam jest sprawca? Zalooz sprawe o alimenty, zwrot wyprawki i wszystko
          to, co on ma za psi obowiazek dac tobie i twojemu (waszemu)
          dziecku.
          Dasz sobie rade sama, a twoja mama nie pozwoli ci zginac!
          Moja mama ma 500 zl dochodu, a jednak w chwilach dla mnie naprawde trudnych
          okazalo sie ze i dla mnie z tych 500 zl potrafi cos wygrzebac...
          Poza tym dziecko naprawde nie kosztuje az tak duzo, jak sie na poczatku wydaje.
          A ile radosci i szczescia wnosi w zycie swojej mamy - tego sie nie da przelozyc
          na slowa.
          A twooj facet... Moze i zmadrzeje... A jak nie to tym gorzej dla niego. Nawet
          nie wie ile straci!!
    • robszym Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 14:47
      Ja znam sytuację, w której facet nie zaakceptował tego, że jego kobitka jest w
      ciąży. Też proponował kasę na zabieg + jako bonus wycieczkę do Tajlandii
      (turystyka aborcyjna). Dziewczyna nie zgodziła się, a byla w trudnej syt.
      materialnej, wiem, że liczyła na poprawę i przypływ uczuć ojcowskich. Niestety,
      nie doczekała się, facet płaci alimenty, ale nie sądownie, tylko ot,tak z
      kieszeni wyjmuje kiedy chce. NO i kupił jej wózek, a córkę to nie wiem, czy
      widział 2 razy.
      Czy ona żałuje? Nie wiem...
      To było 6 lat temu, ona nadal sama z córką.
    • sokka Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 15:18
      w ciąży wszystkie problemy wydają się nas przerastać, po urodzeniu (jeśli się
      nie ma depresji poporodowej) nagle okazuje się, że jeszcze tak nie było, żeby
      jakoś nie było smile
      porozmawiaj z mama, na ile bylaby Ci w stanie pomoc (czy moglibyscie z nia
      zamieszkac?). walcz o alimenty. dowiedz sie jak wyglada sprawa zasilkow dla
      samotnej matki. a jak malenstwo podrosnie - na pewno sie uda znalezc prace
      (moze niekoniecznie w zawodzie).
      wydaje mi sie, ze zadna kobieta nie zaluje, ze urodzila, ale tez pewnie
      niektore nie zaluja, ze usunely.
      pozdr
      • sokka Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 15:28
        ps. jaka by nie byla Twoja decyzja, niech to bedzie na pewno Twoja decyzja.
        postaraj sie tez nie podejmowac jej pod wplywem ciazowej melancholii (co te
        hormony sa w stanie z nami zrobic - ja np placze na kreskowkach - kiedy Bambi
        traci mame, wzruszam sie do lez reklamami czekoladek i makaronow itd wink rozwaz
        wszystko spokojnie. jesli zdecydujesz sie urodzic, nie spotykaj sie z ojcem
        dziecka, potrzebujesz teraz spokoju, a nie atakow histerii jakiegos egocentryka.
    • delfina6 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 15:43
      Sheila nie zabijaj dziecka, bo bedziesz tego żałować do konca zycia
      poczytaj posty dziewczyn, które to zrobiły, wiekszośc z nich nie potrafi sobie
      z tym poradzic do konca zycia....
      a finansowo napewno jakos sobie poradzisz, cos wymyślisz, daj sobie tylko czas
      i wierz we wlsne sily
      pozdrawiam Cie

    • ewa2000 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 16:01
      Weź kartkę papieru, przedziel ją pionową linią i ......rozważ wszystkie za i
      przeciw urodzeniu dziecka. I choć jestem w zasadzie przeciwna aborcji -
      decyzja, którą podejmiesz jest TWOJĄ decyzją, Ty będziesz ponosiła jej skutki i
      konsekwencje.
      Przyjrzyj się tabelce po kilku godzinach, zastanów sie na zimno(!) co da się w
      Twoim życiu zmienić.
      Pamiętaj, że nerwy są najgorszym doradcą, podobnie jak wychodzenie z założenia,
      że "jakoś to będzie".
      Doradzam rozmowę z mamą i sensownym prawnikiem , niekoniecznie płatnym.
      Pamietaj, że ojciec dziecka ma obowiązek partycypować w kosztach Twojej ciąży -
      tj. np. płacić za konieczne badania, leki itp- jesli nie masz na to środków.
      Podobnie po urodzeniu dziecka - alimenty to nie wszystko.
      Jakimś rozwiązaniem ( utrzymanie renty rodzinnej) jest odwleczenie w czasie
      ukończenia studiów, ale pod warunkiem, że skończysz je tak szybko jak będzie to
      możliwe.
      Pamiętaj, że obowiązek alimentacyjny ciąży również na dziedkach dziecka, jeśli
      ojciec nie może się z niego wywiązać.
      Pamiętaj także, że dziecko to olbrzymia odpowiedzialność i obowiązek i to nie
      na 5-10 czy 15 lat. Rodzicem jest się do końca zycia ( dotyczy także ojca).
      Osobiście nie przekreślałabym faceta - daj i jemu oswoić się z sytuacją. Nie
      przekreślaj go, ale i nie oszczędzaj - wyraźnie określ czego od niego
      oczekujesz- bez wzgledu a to jaką podejmiesz decyzję.
      Postaraj się nie denerwować ponad miarę, nie daj sobie ubliżać ani krzyczeć-
      jesli będzie próbował wyjdź lub wyproś go.
      Jeśli będzie się łamał zaproponuj rozmowę wspólną z jego rodzicami. Nie unoś
      się ani ambicją ani honorem - przyjmij wszelką pomoc.
    • kudlata1978 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 16:12
      Trudno jest radzić komukolwiek, więc robic tego nie będę. Byłam jednak w
      podobnej sytuacji. Gdy zaszłam w ciążę wiedziałam, ze nie chcę byc z ojcem
      dziecka i znalazłam się przez to w naprawde ciężkiej sytuacji. Nie miałam pracy,
      nie wiedziałam co rodzice powiedzą, czy nie wyrzucą mnie z mieszkania, a nawet
      jeśli nie, to nie mogłam ich prosić o pomoc, bo i tak mieli duże kłopoty
      finansowe, zostałam sama ze swoim problemem. Rozum podpowiadał mi "usuń, bo to
      lepsze wyjście dla dziecka; co możesz mu dać?!" ..... i prawie to zrobiłam.
      Poszłam do lekarza, do miłej pani doktor, która poświęciła mi chyba ze dwie
      godziny, nie zważając na innych pacjentów, żeby ze mną porozmawiać. Mówiła mi o
      tym, że jestem dorosła i inteligentna, że sobie poradzę, że na pewno na poczatku
      będzie ciężko, ale miłość dziecka mi to wynagrodzi, a potem może być tylko
      łatwiej, że nie obiecuje, że będzie dobrze, ale jeśli ja się postaram, to
      będzie. Kazała mi wszystko przemyśleć. Po jakimś czasie powiedziałam o ciąży
      rodzicom. Najpierw zawieźli mnie do lekarza (byłam wtedy całkowicie nieprzytomna
      z bólu w sercu), ale było za późno na cokolwiek. Wtedy obiecali mi pomoc. Gdy
      Maluch się urodził .... wiedziałam, że to najpiękniejszy prezent jaki dostałam
      od losu. Nawet jeśli jest mi trudno, jeśli nie na wszystko moge sobie pozwolić,
      gdy czasami czuję się ograniczona i przytłoczona obowiązkami. Ale jest ktoś kto
      kocha mnie bezgranicznie i wiele ucz o potrzebach drugiego człowieka. I jakoś
      sobie radzę.
      A jesli chodzi o finanse. Najpierw dostałam 200 zł (teraz chyba jest 500) za
      urodzenie dziecka i 200 zł co miesiąc przez trzy miesiące w MOPS. Do tego
      zasiłek rodzinny i zasiłek dla samotnych mam i jakoś mi się udawało. Do tego
      mama pomagała mi przy dziecku, więc w soboty udzielałam korepetycji z angielskiego.
      Wierz mi, że wszystko da się ułożyć. Każdą sytuację da się oswoić. Wszystko
      zależy od tego, co czujesz do dziecka, które masz w sobie. Nie warto rezygnować
      z macierzyństwa ze strachu, dla faceta, itp. Trzymaj się mocno. Pozdrawiam, Asia
      (i 16-miesięczny Mateusz)
      • anetina Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 11.11.04, 11:29
        pamiętaj tylko jedno:
        DZIECKO CI WSZYSTKO WYNAGRODZI

        gdy dowiedziałam się o ciąży, było pięknie
        obok siebie miałam kochającego faceta
        kończyłam studia
        pracowałam

        raptem mój świat się zawalił

        w drugim miesiącu (mimo że planowaliśmy nawet ślub - data była ustalona)
        odeszłam od Łukasza
        nieważne dlaczego
        bardzo naskrobał
        pracodawca też za brdzo nie chciał płacić za zwolnienie (prywatna firma)
        wszystko wyjaśniło się w sądzie
        na studia raptem zabrakło mi środków

        stałam się kłębkiem nerwów
        nawet myślałam o samobójstwie

        powstrzymywał mnie tylko Jaś w brzuszku
        dostałam wielkie szczęście od losu
        teraz kończy już 13 miesięcy
        ojca nie widziała ani razu
        ma kochających Go bardzo dziadków (moich rodziców)

        mieszkamy cały czas u moich rodziców, którzy barzdo dużo mi pomogli i nadal
        pomagają
        gdy Mały skończył pół roczku
        znalazłam bardzo dobrą pracę
        mam pieniadze
        nie muszę płacić na życie
        rodzice wolą, abym sobie odkładała

        w sądzie ustaliłam ojcostwo dziecka
        pseudopjciec nie mażadnych praw do mojego synka
        nie chciałąm też alimentów
        Łukasz po prostu jest niewypłacalny
        a po sądach już więcej nie chcę się włóczyć

        dlatego pamiętaj:
        życie ci się ułoży
        trzeba wierzyć
        pamiętaj: jak nie jutro, to pojutrze
        ale zawsze wyjdzie słońce

        ANETINKA Z MAŁYM (teraz śpiącym SŁONECZKIEM)

        PS. DO ASI
        co u Was słychać?
        jak się chowa Matti?

        pa
    • czekolada72 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 16:31
      Sheillo! Nie bede powtarzac n-ty raz tego co przede mna napisaly juz
      Dziewczyny. Napisze tylko, ze trzymam za Ciebie kciuki, i nie podejmuj
      pochopnie decyzji, ktorych mozesz zalowac do konca zycia! Nawet jezeli juz ja
      podejmiesz - przespij jeszcze jedna noc. Jakby nie bylo - facetow mozna miec
      wielu - dziecka mozesz juz wiecej nie miec. Pozdrawiam Cie bardzo bardzo
      goraco!!
      • sheilla Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 19:28
        Dziekuje Wam wszystkim za słowa wsparcia i otuchy. Nie sądziłam, ze az tak wiele
        osób zechce wesprzec mnie na duchu.
        Nie jestem w stanie odpowiedziec i podziekowac kazdemu osobiscie za te wszystkie
        słowa otuchy-dziekuje Wam "zbiorowo".
        Ktos z piszących poruszal temat zabezpieczenia przed nieplanowaną ciążą. I ma
        racje. U nas po prostu to nie zadzialalo (przez osiem wczesniejszych lat nie
        bylo takiego problemu). Ktos inny poruszał sprawe rodzicow ojca mojego dziecka.
        Jego mama to wspaniala osoba. Juz wie, ze jestem w ciąży-zadzwonilam do niej i
        poprosilam o spotkanie. Zaoferowala pomoc (tyle ile bedzie w stanie), nawet
        dzwonila do mnie dwa razy z pytaniem o moje samopoczucie. Jego ojca nie znam,
        zostawił żone i dziecko tak szybko jak tylko zaczeli mu komplikowac zycie i
        kariere, tzn po kilku miesiącach. To jest jedyny powod, dla ktorego moge jeszcze
        zachowywac resztki nadzieji, ze ON kiedys pokocha to dziecko. Brzmi dziwnie,
        wiem, ale przez tyle lat bycia razem bardzo czest rozmawialismy o naszych ojcach
        (moj zostawil mnie gdy mialam 2 lata, potem latami nie płaci, dopiero pod koniec
        jego zycia stal mi sie naprawde bliski). Pamietam, jak moj (ex?)facet z pogarda
        wyrazal sie o swoim ojcu, za to co zrobil. Do dzisiaj nie utrzymuje z nim
        zadnego kontaktu, nie moze mu tego wszystkiego wybaczyc. W chwili, gdy
        dowiedzial sie, ze zostanie ojcem, powiedzial, ze nigdy nie chcialby popelnic
        błedu swojego rodziciela a boi sie, ze nie bedzie potrafil sprostac obowiązkom
        ojcowskim. Poza tym nigdy nie byl złym czlowiekiem-bardzo, bardzo porywczym i
        nerwowym ale jesli trzeba bylo pomoc nawet obcej osobie, nigdy sie nie wahal.
        Tym bardziej jego ostatnie zachowanie jest dla mnie szokiem.
        Jeszcze raz dziekuje za słowa wsparcia i pozdrawiam Wszystkich gorąco
        • pustulka_75 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 21:42
          Ojciec mojego syna też został porzucony przez ojca, który nigdy potem na niego
          nie łożył. Wyrażał sie o nim zawsze źle i miał do niego żal, ale to nie
          powstrzymało go przed porzuceniem własnego dziecka. sad Zero kontaktu, zero
          zainteresowania. Nigdy nie chciał go nawet zobaczyć.
        • kubowa Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 22:27
          no widzisz??? jest wiec swiatelko w tunelusmile) trzymam kciuki za to, zebym za
          jakies osiem miesiecy dostala piekna fotke waszej trojkismile))glowa do gory!!
    • nowajulka Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 21:54
      Odnośnie kasy.....weż dziekankę...wtedy rentę będzisz miała jeszcze półtora
      roku.......
      Odnośnie faceta......olałabym go.....to jak się zachowuje, świadczy o tym, że
      mu na Tobie nie zależy........
      Odnośnie dziecka......zanim zrobisz zabieg idź na usg, poczytaj te wszystkie
      antyaborcyjne "pierdoły"........a potem podejmij decyzje.........
    • leeya Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 22:34
      Sheilla,
      Nie czytalam odpowiedzi innych dziewczyn, bo mi szybko wpadl jeden pomysl do
      glowy. Moze brzydki, ale jakze w tym momencie adekwatnysmile Lec do swojego gina i
      powiedz mu jaka masz sytuacje. Niech da Ci zaswiadczenie o ciazy trudnej, czy
      zagrozenej. Na tej podstawie dziekanat i podanie o dzieanke ze wzgledow
      zdrowotnych. Dodatkowy rok renty. Jak sie dzidzia urodzi znow z zaswiadczeniem
      do dzikanatu, drugi rok dziekanki pod rzadsmile Przynajmniej na UG w ten sposob
      moje kolezanki kombinowaly obchodzac przepis, ze nie mozna brac dwoch lat
      dziekanki pod rzad. Ale dzieki temu manewrowi masz dodatkowe 2 lata renty po
      Tacie. Wiem, ze to niezbyt uczciwe, ale tak trzeba w Twojej sytuacji... Ja,
      jako platnik skladek ZUS zgadzam sie na naciaganie tej glupiej instytucji przez
      Ciebie, a nawet masz moje pelne blogoslawienstwosmile)))

      A co do faceta... obudzi sie... bedzie chcial miec rodzine... i bedzie Ci
      wdzieczny, ze urodzilas dziecko.... Co wtedy zrbisz, czy bedziesz z nim czy
      nie, Twoj wybor...

      A co do plakania i beznadziejnej sytuacji... Hormonki szaleja w Tobie, to
      poczatek ciazy i organizm jest w duuuuzym szoku. Spokuj, to wlasnie teraz jest
      Ci potrzebne... Spokuj. Zeby podjac decyzje, ktorej nie bedziesz zalowala.
      Obojetnie jaka, byleby w zgodzie z soba...

      Pozdrowienia cieplutkie,
      Leeya

      PS. 28 lat... Hmmm... Moj byly mial 38 i nie czul sie na silach... Egoizm to
      brzydka cecha niestety.
      • pustulka_75 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 22:40
        Leeya, Twój - 38. Mój 34. smile Oj, dłuuuuuugo dojrzewają ci panowie i nadal jakoś
        dojrzeć nie mogą. wink
      • maminekb Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 10.11.04, 22:56
        Sheilla,
        Leeya jak zazwyczaj napisała konkretne rozwiązanie smile Pamiętaj zawsze jest
        jakieś wyjście. Hm trafiłaś na forum na którym nie ma mowy o aborcji. Sporo z
        nas, tak jak Ty została sama w okresie ciąży - teraz mają dzieci i tu piszą...
        Czy wróci ? Może , znam taki jeden przypadek ale czy będzie odpowiedzialnym
        człowiekiem ...wątpię, raz wyszło szydło z worka ...
        Przed Tobą bardzo trudna decyzja. Ja jestem sama z dzieckiem i jest nam dobrze.
        Żyjemy same spokojnie, szczęśliwie. Ale jestem starsza, mam pracę, mieszkanie
        etc.
        Ja nie żałuję swojej decyzji. Czasem jest mi trudno czasem padam na twarz ze
        zmęczenia nie mogę się związać z nikim bo mam za duży bagaż doświadczeń i
        czasem mówię schrzaniłam nam życie - później patrzę na życie innych, na
        zdradzane żony, śliniących się mężów, na biedę i myślę - jezu mamy takie
        wspaniale życie ... Nie żałuję tego że byliśmy razem, że mam dziecko, ze jest
        ono związane z wielką miłością i coraz mniej żałuję tego że jestem sama...
        Jak zostałam sama nie zarabiałam nawet połowy tego co teraz. Też był strach, po
        powrocie z urlopu straciłam jednocześnie pracę i byłego ale dziecko daję taką
        niesamowitą siłę... Przeciągnij o rok studia, odchowasz dziecko, znajdziesz
        pracę i nową miłość smile

        trzymam kciuki za to żebyś podjęła decyzję której nigdy nie będziesz żałowała


        • natasza39 A ja dla pocieszenia dodam, że.... 11.11.04, 00:03
          Majac retrospektywę w moje 18 lat (mija w grudniu) stanu gdy byłam traktowana
          jako zona a teraz wdowa, wolałabym chyba zostac samodzielna na samym poczatku.
          Czasem przegrana bitwa oznacza wygrana wojne z zyciem.
          Pomysł leeya jest znakomity!!!!
          Jako płatnik ZUS nr 2 popieram podpisujac sie nogami, recami oraz czym tylko
          mogę!!!!!
      • domali Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 11.11.04, 01:05
        leeya napisała:

        > Przynajmniej na UG w ten sposob moje kolezanki kombinowaly obchodzac przepis,
        > ze nie mozna brac dwoch lat dziekanki pod rzad.

        Byc moze co wydzial, to regulacja, ale na moim (na UG) bylo tak, ze w
        przypadkach szczegolnych (a takim byla ciaza) mozna bylo brac dziekanke nawet
        dwa lata pod rzad. Warto wiec, zeby sie autorka postu dowiedziala, jak jest na
        jej uczlni.
        • leeya Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 11.11.04, 08:51
          Statut UG mowi, ze studentowi przysluguja 2 lata urlopu dziekanskiego w czasie
          toku studiow, ale nie pod rzad. Jako JEDYNY wyjatek jest wymieniona ciaza
          ("jezeli studentka przebywa na zwolnienu dluze niz 45 dni w semestrze") +
          dziecko. Dlaego mowilam o zwolnieniu czy zaswiadczeniu o ciazy zagrozonej....
          Ale oczywiscie inne uczelnie maja swoj statut i to zalezy od uczelni.. I
          dodajmy: DOBREJ WOLI DZIEKANA.

          Pozdr,
          Leeya
          • sheilla Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 11.11.04, 11:17
            Dziekuje Wam, jeszcze raz!
            Pomysł z dziekanka jest mozliwy do zrealizowania-co prawda ja juz jedna mialam
            (po pierwszym roku) ale zawsze istnieja jeszcze urlopy zdrowotne. Studiuje na
            uczelni panstwowej (UW), mysle, ze to jest do zrobienia. Bardziej martwi mnie
            kwestia ZUS-u. Z tego co pamietam, renta przysluguje tylko do 25 roku zycia a ja
            ten wiek osiągnę juz w marcu. I jesli studiuje to pieniadze beda wyplacane do
            konca roku akademickiego, czyli do wrzesnia. W tym wypadku jakiekolwiek
            lawirowanie urlopami nic tu nie da. Ale jeszcze to sprawdze.
            To prawda, hormony szleja, chyba dlatego (no, oczywiscie, nie tylkowink jestem
            ciagle przybita. Moze to glupie ale przy zyciu trzyma mnie jeszcze przepowiednia
            tego tarocisty, u ktorego bylam 2 dni temu (nigdy w takie rzeczy nie wierzylam
            ale coz-tonacy brzytwy sie chwyta... A celnosc, z jaka odpowiadal na moje
            pytania-staralam sie je baaardzo zamaskowywac, zeby niczego nie sugerowac.
            Zapytalam go tez o rzecz dla mnie oczywista-taki maly tescik... Odpowiedz
            zwalila mnie z nog...). Boze, na co mi zeszlo-magia i szarlatanerstwowink
            A tak z ciekawostek-to moj luby ( ??????????????)umowil nas na jutro do jakies
            baaardzo milej pani ginekolog...
            Prosze bardzo, jaki zrobil sie troskliwy!
            Trzymajcie sie dziewczyny, w koncu Wy tez nie macie łatwego zycia. Pozdrawiam!
            • leeya Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 11.11.04, 11:24
              Sheilla,
              Nie dan sobie glowy uciac, ale zdaje sie, ze jednak ZUS placi do 26 roku
              zycia... Hmmm... Sprawdze jeszcze i napisze pozniej..

              A co do tarotasmile))) Moja mama swietnie stawia tarota. Ma do tego taki dziwny
              dar... Tylko, kurka, nigdy nie chciala mi postawic, ani nikomu z bliskiej
              rodziny. Podobno to zakloca przekaz (???). Jednak zlamala sie wizac moje
              zalamanie ogolne jak sie zaczelo wszystko walic. Nie bede mowila, co w tych
              kartach wyszlo.. Pozostawie to sobie, ale zaczyna sie ukladac jak powiedzialy
              kartysmile

              Leeya
    • sheilla Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 11.11.04, 12:40
      Niestety, sprawdzilam:
      Do renty rodzinnej mają prawo: dzieci własne, dzieci drugiego małżonka, dzieci
      przysposobione - do ukończenia 16. roku życia lub 25. roku życia, jeśli się uczą
      oraz bez względu na wiek, jeśli stały się całkowicie niezdolne do pracy przed
      16. rokiem życia lub w czasie nauki w szkole do ukończenia 25. roku życia.
      Jeżeli dziecko osiągnęło 25 lat będąc na ostatnim roku studiów, prawo do renty
      przedłuża się do zakończenia tego roku studiów.
      Ja skoncze 25 lat juz za 4 miesiace ale jako ze studiuje-beda mi placic do
      wrzesnia...
      • okruszek100 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 11.11.04, 15:07
        ale walcz nadal!!!! To jest Twoje dziecko, idż na USG i posłuchaj jak mu wali
        serce.Jak mała pędząca lokomotywkasmile Ma tylko CiebiesmileNie chcę Cię dobijać, ale
        też jest mega prawdopodobieństwo co do tego co się będzie z Tobą działo po
        aborcji.Nawet o tym nie myśl, proszę...Aborcja nie jest rozwiązaniem problemów,
        jest zakledwie początkiem wielu całkiem nowych, teraz nawet nie do końca
        przewidywalnych.Mną też na samym pocztku targały najróżniejsze wątpliwośći,
        byłam na takiej wielkiej huśtawce, czasem już spadałam, juz waliłam łbem w
        ziemię..Ale też brałam pod uwaę szalejące hormony ciążowe i to,że jest to taki
        specyficzny czas, czasem trudno uwierzyć, że może sie wszystko ułożyć. Może!!!
        Napisz kiedy rodzisz, na pewno bedę mogła Ci ofiarować jakieś reczy dla dzidzi,
        to niewiele, ale zawsze maleńki kroczek do przodu,.O alimenty walcz jak
        najbardziej- nie ma się nad kim litować!!! Doktorek za dychę! Ani też nie ma po
        co się litować, bo walczysz o to dla dziecka przede wzystkim.....
        Czy wiesz jakbymn chciała,żebyś była tu z nami przez całą ciąże, żebyś pisała
        czego konkretnie potrzebujesz..Jest tu tyle fajnych dziewczyn, wiem,że jak
        tylko bedę mogły Ci jakoś pomóc to na pewno to zrobiąsmileA już najbardziej na
        świecie bym chciała ,żebyś za tych kilka miesięcy nam napisała jaka jesteś
        szcześliwa trzymając na piersi swoje maleństwosmile
        Tak ..wiem..to Twoja decyzja i Twoje życie.Ale..stoję tu cichutko i ośmielam
        się prosić...po prostu prosić...w imieniu twojego Maleństwa, które jeszcze może
        i mało mówismile ale już Cię kocha.I chce żyć!!!
        Jeśli uznasz że nie dasz rady go wychować- pomogę Ci w znalezieniu domu, w
        którym możesz zamieszkać na czas ciąży, jeśli będzie wchodzić w grę tylko
        adopcja.Ale..na miłość Boską- tak Cię proszę....wszystko, tylko nie
        aborcja...Bo , jak już ktoś napisał- to jest jedna z tych decyzji, których
        odwrócić już nie można.Choby nie wiem jak bolało..wiesz jak to radość tulić w
        ramionach takie maleństwo? A na dodatek wiedzieć, że to jest Twoje maleństwo,
        krew z krwi i kość z kośći...smileJeśli,. tylko chcesz to pisz..."Kiedy Bóg drzwi
        zamyka to otwiera okno" ,ale na pewno nas nie zostawia w pokoju bez żadnego
        wyjścia.To niemożliwe..Otwórz oczy, popatrz, rozejrzyj się....Nosisz w sobię
        taką tajemnicę, taki skarb!!! Który to tydzien czy miesiąc?....
        Daj mu szansę....Tak prosze i pukam z tą prośbą do Twojego serduszka....
        Słyszysz mnie....? Mamusiu.....
        • pola777 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 11.11.04, 15:40
          Sheila
          wahasz sie, to znaczy ze po aborcji bedziesz miala wielki problem z dojsciem do
          siebie.
          Do nie przezywania post aborcyjnego koszmaru w wiekszosci zdolne sa tylko te
          kobiety ktore od razu wiedza: Nie, nie chce, usuwam. Wiem na przykladzie
          kolezanek.Te ktore sie wahaly i usunely-znam dwie-przechodza do tej pory pieklo
          na ziemi.
          Ty usunelabys nie ze wzgledu na to ze nie chcesz dziecka tylko ze wzgledu na to
          ze boisz sie przyszlosci

          Na Twoim miejscu nie ingerowalabym w to co sie dzieje. Przyszlosci z dzieckiem
          czy bez dziecka nie przewidzisz.

          Jezeli usuniesz ciaze to drugi dzien moze ci spasc cegla na glowe. I wtedy nic
          ci po tej wygranej przyszlosci bez dziecka.

          Na chlopski rozum wytlumacz sobie: przyszlosci sie nie da zaplanowac. Te ,
          ktore probuja zaplanowac zazwyczaj koncza rozczarowane. Moja ciotka kochana
          kobieta mowila zawsze: najpierw studia, potem praca, slub i na koncu dziecko.
          Miala dwie skrobanki na studiach bo twierdzila iz to jeszcze nie czas. Teraz ma
          55 lat i ani studiow skonczonych, ani kasy, ani wielkiej milosci. Bo chciala
          planowac za wszelka cene...tylko ze sie nie da. Wiec jak to sie mowi : GO WITH
          THE FLOW. I nie zaluj, bedziesz wiedziala ze nie stchorzylas.

          Gwarantuje ci tez ze zycie z wyrzutami sumienia to nie jest pelnia zycia.

          Zyj tak, abys nie musiala czuc sie winna.

          Co do Twojego faceta, moj tez chcial zebym usunela na poczatku ale po jakims
          czasie mu przeszlo. Ale nie facet tu najwazniejszy kochana, tylko ty sama
          • sheilla Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 11.11.04, 20:31
            Boze, sama nie wiem, co mam Wam napisac... Okruszku, dziekuje za wszelka
            propzycje pomocy. Polu, Tobie dziekuje za Twoją historie (tzn ze tez w owym
            czasie dostalas "propozycje nie do odrzucenia"-mam nadzieję, ze dzieki
            nawroceniu Twojego M. nie musialas zostac samodzielna mamą.
            To prawda, nie chcę tego zabiegu. Nawet kilka razy wysłalam kupon lotto naiwnie
            liczac na łut szczescia... Boję sie przyszlosci, głownie pod wzgledem
            finansowym. Sama bylam wychowywana tylko przez mamę. Tatus w tym czasie zajmowal
            sie synem swojej nowej kobiety, potem pojawilo sie ich wspolne dziecko. Dle
            mnie zostaly tylko telegramy, ktore dostawalam z okazji urodzin i dnia
            dziecka-"Wszystkiego najlepszego z okazji... przesyla tatuś". Do dzis pamietam,
            jak bardzo czekalam na telefon od niego. Zaprzyjaznilismy sie dopiero gdy
            poszlam do liceum. Sama nie wiem, jak moglam mu to wszystko wybaczyc. A teraz,
            gdy juz nie zyje, ani jego druga zona, ani pasierb, ani nawet syn nawet nie
            przyjda na cmentarz. Tzn, przyjdą-raz do roku, na Swieto Zmarlych. Przez caly
            rok na grobie stoja tylko moje kwiaty i znicze. Ale odbieglam od tematu. Boje
            sie, ze moje dziecko bedzie przezywalo to co ja. Boje sie, ze nie bede w stanie
            zapewnic mu godnego zycia. A to boli. Sama pamietam, jak nie jezdzilam na
            wycieczki klasowe bo nie bylo nas na to stac. Jak czasami nie bylo co jesc. I
            jak nie moglam raz pojsc do szkoly, bo odkleila sie podeszwa od moich jedynych
            butow i musialam czekac, az mama zaniesie je do szewca. Mojego (ex?) faceta
            poznalam, gdy bylam w liceum. Z podobna przeszloscia, wydawal sie o wiele
            dojrzalszy niz jego rowiesnicy. Sam przeszedl pieklo samotnego dziecinstwa
            wiec-kazdy moglby zostawic wlasne dzieco, tylko nie on. Tak mi sie wydawalo. Juz
            sama nie wiem, moze po prostu sie przestraszyl i niedlugo mu przejdzie. Nie
            wiem. Wiem tylko, ze bez wzgledu na to, jak rozwinie sie sytuacja, nie bede juz
            w stanie darzyc go takim samym uczuciem jak jeszcze trzy tygodnie temu.
            Ale do lekarza jutro pojde. W koncu ON placi. Przynajmniej dowiem sie, czy
            wszystko w porządkuwink
            Pozdrawiam
            • pola777 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 11.11.04, 20:54
              jego debilne zachowanie troche tlumaczy fakt iz mial ciezkie dziecinstwo.
              Pewnie wydaje mu sie ze nie podola, nie chce powtorzyc bledu itp.
              Trzymaj sztame z jego mama. Jak moj facet wariowal przez widmo utracenia
              wolnosci na poczatku to jego matka podtrzymywala mnie na duchu.

              graj w totka ale oprocz tego kup sobie jakis podrecznik do jezyka,w ciazy
              odpoczywajac wkuwaj slowka, podnos kwalifikacje pozwalajace znalezc w
              przyszlosci lepsza prace. O sobie nigdy nie zapominaj..

              i daj nam znac jak poszlo u lekarza i co tam twoj M.

              Trzymam kciuki

    • isabelka20 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 11.11.04, 21:09
      nie mow ze nie masz sily walczyc bo walczyc dopiero musisz zaczac ( alimenty
      uznanie itd ) mnie czeka dokladnie to samo. Moj facet ( tez 28 lat do tego
      policjant ) o dziecku slyszec nie chce i teraz ja bedac w 4 miesiacu ciazy
      zostalam z tym wszystkim sama, tylko ze mi rodzice duzo pomoga i tu jest mi
      latwiej, ale tak naprawde to jest mi bardzo bardzo ciezko z tym zyc do tego nie
      moge zawalic studiow a jestem dopiero na 2 roku. I wiesz co moj facet ma juz
      nowa dziewczyne z ktora mieszka i nawet ich dzis razem widzialam co mnie bardzo
      zabolalo kiedy udal ze mnie nie poznal sad i ja wiem ze pozniej kiedy dziecko
      sie urodzi to nic sie nie zmieni i on nie bedzie sie z dzidzia widywal bo on
      stwierdzil ze nie chce dziecka i juz
      Pozdrawiam
      iza
      • marcepanna matka ojca dziecka 12.11.04, 07:27
        a jaka konkretnie ona pomoc ci zaoferowala? bo rozmawialas z nia
        czy twoj M. nadal jest nieprzekonany?
      • sheilla Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 12.11.04, 11:23
        Witam! Polu, przepraszam za moze zbyt osobiste pytanie, ale jak długo Twoj facet
        pozostawał w takim stanie przerazenia? I czy w koncu mu przeszlo? Jaki ma teraz
        stosunek do Ciebie i dziecka? Wiem, ze historia historii nierowna ale zawsze to
        jakas nadzieja.
        My dzisiaj idziemy na 17 do owego lekarza. O przebiegu rozmowy napisze wieczorem.
        Wczoraj tylko dowiedzialam sie, ze to dziecko i tak nie moze sie urodzic, bo po
        tym wszystkim to on nawet nie potrafilby mu spojrzec w oczy. Aha, i ze jesli je
        sobie urodze to dopiero wtedy dowiem sie, co to naprawde znaczy, ze go nie ma...
        Czy to mozliwe ze facet moze sie az tak zmienic? Przez osiem lat nic tego nie
        zapowiadalo.
        Pozdrawiam
        • pola777 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 12.11.04, 12:34
          napisalam na priva
          • sheilla Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 12.11.04, 13:21
            Dziekuje-juz odpisalam!
            • pola777 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 12.11.04, 13:51
              super, zle to nie wygladasmile Wasza Wysokosc jest w szoku ! Ale bedzie dobrze.
              daj znac jak wizyta u lekarza..!
    • sheilla Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 12.11.04, 20:13
      Tak wiec wizyte u lekarza mamy juz za sobą. Pani doktor (a swoją droga-bardzo
      sympatyczna kobieta) zaczela NAM odradzac zabieg oraz pocieszac przestraszonego
      Jasniepana, ze ojcostwo nie jest takie straszne. Na szczescie nie polemizowal.
      Coz, wiele mu mozna zarzucic ale na pewno nie to, ze wobec osob trzecich nie
      potrafi sie zachowac. Potem zostal na chwile przeproszony gdyz lekarka musiala
      mnie zbadac. I tu okazalo sie, ze sa przeciwskazania do zabiegu, poniewaz ciaza
      prawdopodobnie jest zagrozona! Rzeczywiscie, mam bole i troche plamie ale nie
      sadzilam, ze sprawa jest powazna. Dostalam skierowanie do szpitala-mam sie tam
      zglosic na poczatku przyszlego tygodnia. No, chyba ze bole sie nasila to wtedy
      natychmiast. W kazdym razie owa lekarka (a wykonuje takie zabiegi, owszem)
      powiedziala, ze ona sie tego zabiegu nie podejmie.
      I teraz byc moze wyjdzie na to, ze ciągnąc mnie tak szybko do lekarza uratowal
      tę ciążę! Jaki to los potrafi byc czasem przewrotny..!
      Troche sie balam, ze jak stamtad wyjdziemy, otrzymam propozycje wizyty u innego
      specjalisty (ktory za niewielkim wynagrodzeniem zgodzi sie usunąc NASZ problem).
      Na szczescie nie, oststnim chamem sie nie okazal. Przez cala droge powrotna
      milczal ale nawet mu sie nie dziwie-musial byc porzadnie zszokowany. Ja juz i
      tak nie licze na jakikolwiek zachwyt z jego strony. Ale moze chociaz uda sie
      uniknac spraw o ustalenie ojcostwa czy o alimenty. No i moze los mi zaoszczedzi
      kolejnych krzykow i awantur typu "chcialas dzieciaka to teraz sobie rob co
      chcesz". A to juz duzo.
      Rozstalismy sie -no, moze nie w przyjazni ale bez obrzucania sie blotem.
      O dalszych kolejach losow tej historii bede informowac na bierzaco.
      Pozdrawiam Was serdecznie!
      • okruszek100 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 12.11.04, 20:23
        Boże, siedzę tu jak na szpilkach..jasne,ze informuj!!! I dbaj o WAS!!- to
        przede wszystkimsmile
        • pola777 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 12.11.04, 20:45
          przepisala ci jakis duphaston czy cos???
          Lez plackiem zebys miala czyste sumieniesmile
          I zero nerwow od tej pory!!!

          A on w dobrym kierunku zmierza cos mi sie wydaje, daj mu jeszcze troche czasu
          • sheilla Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 12.11.04, 21:33
            Oj leze, leze... Mam nadzieje, ze dzisiejszej nocy po raz pierwszy nie bede sie
            budzila po kila razy - troche mnie ta wizyta u lekarza uspokoila ( a kto by to
            mogl przypuszczac wczrsniej?)
            Tak, rzeczywiscie, dostalam recepty-na jednej z nich nazwa wydaje sie podobna do
            tej podanej przez Pole. Moze to to samo. Dostalam tez czopki przeciwbolowe. A na
            skierowaniu do szpitala, w rozpoznaniu "abortus imu/iumi/inu...us"(lekarski
            charakter pismasmile
            Pozdrawiam Was serdecznie-Boze, nie wiem, jak ja bym przetrwala te ostatnie dni
            gdyby nie to forum i Wasze wsparcie!
            • pustulka_75 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 12.11.04, 21:39
              Ja też brałam Duphaston na podtrzymanie i zastrzyki Kaprogest i wszystko sie
              dobrze skonczylo - jest Olo na swiecie. smile Dbaj o siebie i bobika.
              Powodzenia. smile
              • pustulka_75 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 12.11.04, 21:44
                Pewnie masz poronienie zagrazajace. Tez plamilam i na to byly te leki. Tak sie
                dzieje podobno wtedy kiedy tworzy sie lozysko, ale wszystko na pewno bedzie
                dobrze nie martw sie. Jestes pod fachowa opieka. smile
            • ewa2000 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 12.11.04, 21:48
              Abortus imminens - poronienie zagrażające.
            • pola777 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 12.11.04, 22:06
              jedz duphaston i sie nie zameczaj, pamietaj co bedzie to bedzie. Mysl
              pozytywnie!!!wink
              No a forum jest super,ja cala ciaze przelezana sie tu socjalizowalamsmile)))

              Zawsze mozna milo spedzic czas. Kupuj sobie smakolyki bierz lekarstwo i w ogole
              sie nie stresuj.
    • lauracorciaasi Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 14.11.04, 15:40
      Hej Sheilla!
      Jak się czujesz? Jestem mamą 10 mies. córeczki, pogodnej i cudownej małej
      istoty. Też mam 24 lata i kończę w tym roku uczelnię. Nie planowałam dziecka
      tak szybko, ale zaszłam w ciąze i nie miałam pojęcia, co robić. Jednak gdzieś w
      środku czułam ogromną radość i gotowość. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez
      niej. Chyba po raz pierwszy jestem szczęśliwa i spokojna.
      Mam kilka rzeczy, które mogłabym Ci oddać. Zawsze to chociaż trochę pomoże..
      Gdyby co, napisz. Jestem z Warszawy.
      ASia
      • sheilla Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 15.11.04, 20:22
        Nie bylo mnie tu dwa dni ale juz nadrabiam straty. po pierwsze to moj M juz do
        siebie doszedl i teraz szuka innego lekarza... Po drugie-jego mama tez chyba
        zmienila front, bo wczoraj zaczela mnie przekonywac, ze skrobanka to nic
        strasznego a cale zycie dopiero przede mna... I ze ona miala wczesniej DWIE i
        jakos zyje, ma syna i wszystko jest ok. A syn wlasnie pisze doktorat wiec z
        dziecmi to mozemy jeszcze poczekac. Kompletnie mnie to zalamalo, bo co jak co
        ale tego sie po niej nie spodziewala. Widocznie jestem naiwna.
        Mam jeszcze jeden pomysl-moze wredny ale czasami cel uswieca srodki. Pomyslalam
        sobie, ze skoro mam zagrozona ciążę, to moze warto byloby udac sie do szpitala?
        Wtedy sprawa niejako wyszlaby na swiatlo dzienne (chodzi o moja mama, no i o
        znajomych-lezalabym przeciez na patologii CIAZY). Tylko nawet nie wiem, od czego
        zacza. Po lekach, ktore biore, w zasadzie jest wszystko w porzadku. Ale gdyby
        udawac bole? Czy to kwalifikowaloby sie na kilkudniową obserwacje? Dodam, ze
        skierowanie do szpitala mam-lekarka wypisala mi je na wszelki wypadek.
        Chcialabym, zeby mnie polozyli na kilka dni ale zeby nie dawali niepotrzebnych
        lekow! To mogloby zaszkodzic... Wiem, pomysl perfidny.
        Pozdrawiam Was serdecznie!
        Ps. Laurocorciaasi! Bardzo chcialabym sie z Toba skontaktowac! I to nie tylko w
        sprawie ewentualnych rzeczy. Moze rozmowa z "zywą" osoba, ktora niejako
        byla/jest w podobnej sytuacji pomoze mi przetrwac ten najciezszy dla mnie czas.
        Jesli nie masz nic przeciwko temu, daj znac na forum. Napisze do Ciebie na
        priva. Pozdrawiam!
        • angelka2 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 15.11.04, 21:26
          Hej Sheilla!Tytul twojego postu bardzo mnie zainteresował.Okazuje sie ze
          walczysz o kogos kogo jeszcze nie ma z nami na swiecie, ale zyje w twoim
          brzuszku.A jesli juz odwazylas sie napisac to znaczy ze dlaciebie wszystko jest
          jasne.Chcesz zeby twoje dziecko sie urodzilo, ale za duzo osob ci
          odradza.Dlatego tez chcesz by ktos powiedzial Ci NIE ROB TAK.Mialam tak samo,
          facet z ktorym bylam powiedzial to samo: jest za mlody , mamy jeszcze czas
          itp.Nie wiedzialam co robic i powiedzialam o ciazy swojej mamie.To byla
          najlepsza decyzja w moim zyciu, mialam w kims prawdziwe wsparcie.On tez sie
          zmienil, bo nagle stwierdzil ze kocha tą małą istotke w moim brzuchu.Niestety
          nie ma happy endu- rozstalam sie z nim jak bylam w 5 miesiącu, moj kochany
          synus ma juz 10 miesiecy a jego tata go nigdy nie odwiedzal.Ja tez mialam
          wątpliwosci,szczegolnie za mialam 20 lat.Ale teraz nie zaluje podjetej decyzji,
          czasami sobie mysle co by bylo jakbym to zrobila,pewnie szalalabym z
          przyjaciolmi i dalej nie przejmowalabym sie niczym.Ale przynajmniej teraz mam
          dla kogo zyć.Jesli chodzi o pieniadze- to wiem ze to nie duzo ale bedzie ci
          przyslugiwac 170 zl+43 za rodzinne, 500zl za urodzenie dziecka a takze jesli
          jestes w zlej sytuacji materialnej otzrymasz zasilek macierynski z opieki
          spolecznej.Ale to jest tylko twoja decyzja, my mozemy cie tylko pocieszyc i
          doradzic.Wiesz kiedy tak naprawde uswiadomilam sobie ze chce tegi dziecka (moja
          ciaza tez byla zagrozona) kiedy zobaczylam ta mala istotke na usg.Jesli chcesz
          z kims porozmawiac to ja zawsze jestem chetna tym bardziej ze tez jestem z
          wawy, jesli tak to pisz na priv!!!POzdrawiam trzymaj sie cieplo!!
        • natasza39 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 15.11.04, 21:51
          sheilla ,złotko, czy Ty chcesz odegrac "teatr" w tym szpitalu?
          Myslisz, ze jak bedziesz lezała na "lozu bolesci" w tym szpitalu, to on nie
          wiem... zapragnie nagle dzieciaka i wszystko bedzie ok?
          A twoj "luby", to chce szukac innego doktora bo ta lekarka o której byliscie
          ostatnio nie chciala ci zrobic skrobanki?
          I jeszcze niedoszła tesciowa pieprzaca o tym, ze skrobanka to nic zlego.
          No moze dla niej nic zlego. Egoistka francowata i wychowala godnego siebie
          synusia, ale ty moze ocknij sie wreszcie i zacznij myslec o tym ze zostaniesz
          matka. I dla normalnej kobiety to powinno byc najwazniejsze.
          JAk chcesz mozesz zastosowac te swoje "podchody", ale ja raczej radzilabym
          pogodzic sie z rzeczywistoscia i zaczac powoli zdawac sobie sprawe z tego ze
          trafilas na gnojka!
          • sheilla Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 16.11.04, 07:36
            Nie, nie chodzi o teatr bolesci w szpitalu!
            Jesli chodzi o niego to pewnie i tak nieczego nie zmieni. Ale on (jeden z
            głównych powodow)nie chce o tym nikomu mowic "no bo gdyby sie wydalo, nie
            moznaby juz zrobic skrobanki, za duzo osob o tym wie". A najbardziej boi sie
            mojej matki. Lepiej cichutko pozbyc sie problemu i udawac, ze nic sie nie stalo.
            Moje pojscie do szpitala pokrzyzowaloby mu te plany-nie mozna lezec tam kilku
            dni, zeby sie nikt nie dowiedzial. To tylko tyle.
            • nikunka Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 16.11.04, 10:57
              Sheilla - z Twoich postów wynika że chcesz tego dziecka ale równiez chciałabyś
              żeby wszystko było jak dawniej..... nie bedzie , bez wzgledu na decyzję jaka
              podejmiesz. Na faceta nie licz bo to już nie szok "podowiedzeniowy" to już
              konkretne i przemyslane działania. A co do mamusi to cóą, to jest jej synek,
              oczko w głowie z tego co widać (co równiez może być "efektem " tych dwóch
              zabiegów) i ZAWSZE ona stanie po jego stronie.
              Tak jak już ktos napisał : lepiej że to teraz a nie później. Wiem że boli ale
              czas leczy rany. Ja byłam w związku gdzie jak już byłam w ciązy, facet się
              zmienił i docierało do mnie że coś jest nie tak. Ale miałam nadzieję. I tak
              dotrwaliśmy do czasu gdy mała miała 3 lata i.... sie rozpadło. Uwazam że
              zdecydowanie za późno. I ze względu na mnie i na małą.
              Weź swoje zycie we własne rece, powiedz mamie i komu tylko chcesz, nie ogladaj
              się na faceta - on juz jest stracony. Nie wyobrazam sobie że mogłabyś go kiedys
              obdazyć zaufaniem po czymś takim.
              Życze Ci powodzenia, napewno nie bedzie Ci łatwo, ale użmiech i bezwarunkowa
              miłość własnego dziecka to coś po co warto żyć.
              Odzywaj się koniecznie, tu zawszre możesz się wypłakać, wyżalić czy podzielić
              radością. Tu zawsze kogos znajdziesz.
            • mkosacka Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 16.11.04, 11:04
              Powiedz mi dlaczego mam wrażenie po przeczytaniu Twoich postów że BOISZ SIĘ
              TWOJEGO M?
              Wprawdzie nie byłam nigdy w takiej sytuacji jak Ty mam kochającego męża i
              roczną córeczkę, ale ja na Twoim miejscu bym olała faceta. Kobieto dlaczego Ty
              zgadzasz sie na takie traktowanie? To szczyt chamstwa żeby chłop po
              1. kazał mi iść na zabieg
              2. prowadził do ginekologa?
              Jak nie chce to nie z jego mam ą bym też już więcej nie rozmawiała
              Nie wiem czemu ale wywnioskowałam że Twoja mam jeszcze o niczy,m nie wiem a to
              Błąd. Powinnaś jej powiedzieć myślę że by się pomimo ciężkiej sytuacji
              finansowej ucieszyła z tego że wkrótec ezostatnie babcią.
              Faceta olej !!!!!!
              A i wszystkim znajomym też bym oznajmiła tą cudowną wiadomośc o ciąży (tym
              bardziej żeby M zrobić na złość za jego beszczelność - heheheh i on robi
              doktorat?). Wierz mi bo to cudowna wiadomośc ja w ciążę zaszłąm dopiero po 5
              latach małżeństwa. Znam wiele osób, które by chciały a nie mogą mieć dzieci.
              Poradzisz sobie!!!!
              Pozdrawiam Magda
              ps. Zawsze jest możliwośc oddania dziecka do adpopcji lae jak poczujesz
              pierwasze ruchy Twojego dziecko TO SZYBKO O TYM ZAPOMNISZ!!
              • maja45 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 16.11.04, 11:22
                Sorki,że to piszę, ale jak dla mnie zachowujecie się oboje jak dzieciaki, które
                chcą uciec od odpowiedzialnosci.Jesteście dorosłymi ludzmi, spłodziliście
                dziecko, musicie poniesc tego konsekwencje.Ty jeśłi pragniesz dziecka i
                podjęłaś decyzję o tym, by je urodzic , nie ogladaj sie na innych, co pomysła
                lub co zrobią, nie urządzaj smiesznych przedstawien w szpitalu, tylko twardo
                powiedz-chcę i urodze.Moim zdaniem zachowujesz się jak potulne ciele, które
                ktos prowadza do ginekologa, ktos tłumaczy ze skrobanka to pryszc itd. Kobieto-
                to Twoje zycie. Jesli Twój facet jest dupkiem, który ucieka od
                odpowiedzialnosci to niestety nic nie wskazuje na to, ze mu sie odmieni . Tak
                jak napisałam wczesniej , zacznij myleć o sobie jak o samodzielniej mamie,
                która musi dac sobie radę sama, bo liczyć na wsparcie nie moze.
                Powinnaś chyba też porozmawiać z mamą i to jak najszybciej, bo musicie teraz
                zacząć planować wasze nowe zycie.
                Pozdrawiam i zyczę odwagi.
                Marta

        • ewa2000 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 16.11.04, 11:29
          Najbardziej głupim pomysłem jest położenie sie do szpitala. Oczywiście w
          przypadku zgłoszenia bólu w podbrzuszu i okolicy krzyżowej każdy lekarz połozy
          Cie na oddział tym bardziej, że stwierdzono u Ciebie poronienie zagrażające!
          Ale zaraz będziesz leczona - i to niekoniecznie lekami doustnymi, które
          najprawdopodobniej bys wyrzuciła! A skutki leczenia choroby nieistniejącej mogą
          okazać się tragiczne. Pomijam juz morlaną stronę wprowadzania w błąd lekarza i
          symulowania.
          Jestem za pomocą przy utrzymaniu ciązy i za wyegzekwowaniem należnych Ci praw
          od ojca dziecka, ale nie w ten sposób..
          Cel nie uświęca środków.
          Znacznie lepiej zrobisz, gdy będziesz trzymała się tej pierwszej lekarki - robi
          wrażenie sensownej, prowadziła higieniczny tryb życia, powiedziała prawdę i
          robiła swoje. Kłamstwo i krętactwo ma zawsze krótkie nogi. Facet może jeszcze
          pokochać dziecko - nie przekreślałabym go-, ale jak złapie Cię na nieprawdzie -
          straci szacunek.
    • as79 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 16.11.04, 13:00
      nie mam mozliwosci teraz zeby sie rozpisywac, wiec bedzie krotko. poczytaj
      posty na tym forum, wejdz na forum Aborcja i nie mysl ze naklaniam cie do
      usuniecia dzidziusia. przeczytaj moje posty z chocby lipca, sierpnia, poczytaj
      posty innych. ja jestem w podobnej sytuacji, moze nawet gorszej bo ty masz po
      swojej stronie mame, ktora na pewno ci pomoze. Teraz pisac nie moge ale
      poczytaj prosze to wszystko, wierz mi ze takie fora jak wlasnie Samodzielna
      Mama, Aborcja i Chore Dziecko...pomogly mi bardzo w chwilach gdy naprawde bylam
      juz na krawedzi. Znalazlo sie tez wiele obcych osob, ktore pomogly mi bardzo,
      bardzo. Trzymaj sie, jak masz ochote to napisz na priv, a moz spotkamy sie w
      weekend? ja tymczasowo jestem w Wawie. pozdrawiam i trzymam kciuki. agata
      • sheilla Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 16.11.04, 13:06
        As79-zaraz napisze do Ciebie na skrzynke na Gazecie! Pozdrawiam!
        • martina100 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 16.11.04, 14:31
          Cześć Sheila, ja też mam 24 lata, i mam 4 letnie bobo. Jestem samodzielna mamą.
          To co chciałabym ci powiedzieć to to abys nie pozwoliła zrobić niczego wbrew
          sobie. Dzidzia oznacza załkowitą zmianę stylu i modelu życia, zaczniesz miec
          obowiazki, podejmowac decyzje, będziesz odpowiedzialna nie tylko za siebie ale
          też za dzidziusia, nieraz pewnie będziesz musiała zrezygnowac z swoich
          przyjemności na rzecz dziecka. Dziecko przynajmniej mnie nauczyło pokory.
          Powiem Ci że od kiedy urodziła się Klaudia jestem szczęśliwa, bardzo ją kocham,
          i tworzymy zgraną rodzinkę. Decyzja nalezy do Ciebie. Ale wiedz ze jak zrobisz
          coś czego nie bedziesz chciała moze sie to na Tobie bardzo odbić.

          Zachowanie twojego chłopaka ( byłego ??????) jest dla mnie szokujące!!! nie
          wyobrazam sobie jak można namawiać własną kobiete do usunięcia dziecka.
          pomijając fakt że jest to karalne, jak można???? wygląda na to że on Cie nie
          kocha. Wybacz ale moim zdaniem marnujesz z nim swój czas. Olej GO. Spróbuj
          jakoś zorganizować sobie życie, powiedz mamie, i przede wszystkim dbaj o siebie,
          jeżeli masz ochote na kontakt to daj znać. chętnie sie spotkam
    • igga-81 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 16.11.04, 16:56
      nie zabijaj swojego dziecka
      ja byłam też samotna matką
      teraz jestem matką osieroconą, a tych trzech lat nie zamieniłabym na nic innego
    • odalie Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 16.11.04, 18:27
      Mam nadzieję, że decyzja na "nie" jeszcze nie zapadła i że nie zranię Ciebie
      moim postem.

      ......................

      Tak się składa, że i wśród najbliższych, i wśród przyjaciół mam osoby, które
      żyją w cieniu Śmierci. Niby tak było już od jakiegoś czasu, ale teraz
      świadomość tego cienia staje się - ciężkia jak ołów. Dlatego częściej niż
      kiedyś zaglądam na forum "Chore dziecko, strata dziecka".

      Jeszcze wczoraj byłam na ich stronie (link jest na podforum "Chore dziecko..."
      tu na eDziecku).

      Czytałam historie matek, które straciły swoje dzieci.

      Dziewczyny z tamtego forum nie lubią, jak ktoś "grywa" ich cierpieniem, ale w
      kontekście Twojego postu nie mogę się powstrzymać. Przypominają mi się ojcowie
      z "Chorego dziecka..." - w kontekście do tego dupka, Twojego byłego faceta.

      Dziecko tak łatwo jest stracić...

      ..................

      Jesteś młoda, wykształcona, z Twojego postu widać, że masz w sobie spory
      potencjał, na pewno jesteś kreatywna. Teraz masz wielką motywację, aby walczyć.
      Dasz sobie radę! A dupek (sorriii za słowo, ale samo ciśnie się na usta) tak
      czy inaczej, chociaż może się rzucać, będzie musiał zgodnie z prawem ponieśc
      jakąś odpowiedzialność. Tu na forum na pewno znajdziesz porady prawne. PO
      jakimś czasie na pewno zawiążesz przyjaźnie. A jeśli chodzi o wsparcie
      materialne, to na pewno i na to możesz liczyć - każda z nas ma jakieś już
      niepotrzebne ciuszki i rzeczy dla maluchów.

      ............................

      To tyle ode mnie, tez jak najbardziej wpadniętej mamy (ostatni rok studiów i
      hehehe doktorat w planach - a co do doktoratów i dzieci, mój bożsesz, argument
      tego dupka mnie powalił - mnóstwo to na eDziecku mam-doktorek z wielodzieciatą
      Wieczną Gosią na czele).

      Trzymaj się!
      • sheilla Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 17.11.04, 18:42
        Ponownie dziekuje za slowa wsparcia. Powoli zastanawiam sie, co zrobic, aby
        przynajmniej miec spokojne zycie BEZ niego. Ostatnio sie odgrazal, ze jesli
        urodze, to on zamieni moje zycie w pieklo...
        Jasniepan znalazl juz nowego lekarza, widac, ze nie traci czasu.
        Tyle, ze ja juz nie rozwazam aborcji. Wiem, bedzie pieklo, ale trudno. Nie chce
        z nami byc-to nie. Tyle, ze ludzie i tak sie dowiedza, ze zostanie ojcem - a tak
        bardzo chcial to ukryc...
        Dzisiaj poinformowalam juz o tym mojego promotora.
        Niestety, to co bralam pod uwage jako oststnia deske ratunku (mam na mysli
        szpital), moze zdarzyc sie i bez tego. Biore duphaston juz od kilku dni ale bole
        nadal sie utrzymują. Fakt, mniejsze, lecz jednak są. A dodatkowo dzis pojawilo
        sie niewielkie plamienie. Poczekam jeszcze 1-2 dni i zdecyduje, co robic dalej.
        Pozdrawiam Was serdecznie!
        Ps. Martino100- sprawdz swoja skrzynke! Zaraz napisze do Ciebie na priva!
        • okruszek100 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 17.11.04, 22:36
          kamień z serca, że nie myślisz juz o aborcji..ufff....
          Jasne, że sobie poradzisz, wszystko się w końcu jakoś poukłada, przecież nie
          może być inaczej, zawsze JAKOŚ jest.Raz lepiej, raz gorzej- jak zawsze po
          prostu..Odzywaj sie co się z Tobą dzieje..Jak będziesz mieć jakieś dołki i
          doleczki- pisz tu zaraz! A póki co...niedługo spadnie śnieg..Jeszcze wprawdzie
          trochę tego śniegu się nasypie, ale...czy wiesz, że nie tak znowu za długo-
          będziesz wozić soje maleństwo na saknach? Lepic bałwany? Przegrywać bitwy
          śnieżne? Ja sama juz się nie mogę doczekaćsmile Uśmiecham sie do Ciebie.To
          znaczy...do WAS, oczywiście!
          • igga-81 Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 18.11.04, 09:39
            teraz juz będziesz miała dla KOGO żyć, zawsze będziesz kochana tą piekną
            dziecieca miłością
            tak Ci zazdroszcze
            pozdrawiam Was
        • sokka Re: Nie mam juz siły walczyc o dziecko... 18.11.04, 13:21
          sheilla napisała:

          > Ponownie dziekuje za slowa wsparcia. Powoli zastanawiam sie, co zrobic, aby
          > przynajmniej miec spokojne zycie BEZ niego. Ostatnio sie odgrazal, ze jesli
          > urodze, to on zamieni moje zycie w pieklo...

          ech, śmieszni i żałośni są Ci dzieckowaci faceci, kiedy trzeba dorosnąć... a cóż
          on Ci może zrobić??? absolutnie nic.

          ale to nie jest istotne w tej chwili smile teraz musisz dbać o siebie i swoje
          dobre samopoczucie.

          jeślibyś masz ochotę na pogawędkę na priv - kasia@dataware.pl.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja