Siedze i czekam....

25.11.04, 11:46
...az przyjdzie pan tatus odwiedzic Kuleczke. Ja nie rozumiem tego
czlowieka... Najpierw na mnie psy wiesza, na kazdym kroku udowadnia, jaka zla
matka jestem, odcina sie zupelnie od Kulki. Nagle zwrot o 180 stopni. Jak on
bardzo dziecko kocha, jak on bardzo chce sie z nia widywac i on mnie BLAGA o
pozwolenie. taaaa... Mini szopka na uzytek jego rodzicow. Sprawa sie rypla i
dowiedzieli sie, jak to na prawde bylo z jego odejsciem ode mnie. Dotad
wciskal im kit, ze to ja go wyrzucilam z domu i powiedzialam, ze nie chce go
wiecej widziec. Chyba zapomnial, co im mowil, bo "cos" mu sie wympslo przez
przypadek i tak sprawa sie wydala. Hmmm... ustalilismy sztywne dni i godziny
odwiedzin. Ciekawe jak dlugo wytrzyma w tym "kieracie". Echhhh... A ja
wiecznie glupia i naiwna zamiast go pogonic zgadzam sie...

Leeya
    • nooleczka Re: Siedze i czekam.... 25.11.04, 12:06
      U mnie nie ma ani sztywnych dni ani godzin, a jak tatuś przyjdzie łaskawie raz
      na 3 miesiące to uwaza że wielką łaskę mi i dziecku zrobił i powinniśmy mu za
      to na kolanach dziękować.
      Bo on taki "zajęty", "zapracowany" i tę godzinę raz na kwartał musi z bólem
      serca dla dziecka wyrwać...
      Mimo to synek zadzwonił i złożył mu życzenia na urodziny.
    • montezka Re: Siedze i czekam.... 25.11.04, 12:51
      a ja bym chciała, żeby tatuś moich brzdąców zjawiał się na wizyty u nich... ale
      cóż, podobno mu utrudniam...... bo nie chcę dzieci ubierać i wyprowadzać na
      klatkę schodową, a z zaproszenia do domu to on nie skorzysta....... a może
      faktycznie mu utrudniam? Jak dotąd nie przyszło mu do głowy zapytać, czy mógłby
      je zabrać np. na spacer, a nie miałabym nic przeciwko, przynajmniej sama
      odrobinkę bym odetchneła. Nie zamierzam jednak mu tego sugerować, niech sam
      wykarze sie chociaż odrobiną chęci i wyobraźni. A tymczasem niech będzie, że mu
      utrudniam......
      • podenka Re: Siedze i czekam.... 25.11.04, 13:17
        My wszystkie takie zgodliwe, boleśnie dla siebie.
        Dla odmiany mój były mimo wyroku w założonej przez siebie sprawie o kontakty(
        bo ja mu tak utrudniałam domagając się, żeby odwoził dziecko o umówionej
        godzinie!), wyroku określającego godziny dokładnie tak jak chciałam i na co się
        zgodził-to było porozumienie stron(!)-dalej przyjeżdża i odwozi jak mu pasuje.
        A ja już nie mam siły za każdym razem walczyć, przez dziecko, bo tata ze mną
        nie rozmawia, o te nieszczęsne godziny(bo to ona oczywiście na tym cierpi).
        Cieszę się tylko, że regularnie ją bierze(ona ma 15 lat więc sama też trochę
        reguluje kiedy) i okazuje, że mu na niej zależy. Ale jak okazuje to już problem
        przerabiany przez nas dwie po jej powrotach " czy tata nie mógłby choć raz
        zrobić jak ja chcę...", " czy tata nie może pojechać ze mną do znajomych gdzie
        są moi rówieśnicy a nie małe dzieci...", " czy tata...". Matko Boska czemu oni
        są tacy TĘPI!!!
        • montezka Re: Siedze i czekam.... 25.11.04, 13:29
          może po prostu ten typ tak ma wink Wiem, generalizuję, ale wyjątki tylko
          potwierdzą regułę.
    • madalenka25 Re: Siedze i czekam.... 25.11.04, 14:16
      moja Młoda też czeka na telefon od taty - może zadzwoni albo chociaz karteczkę
      napisze - a tu nic

      ostatnio powiedziała - cytuje " przykro mi i czasem tak mocno boli ale jak
      niechce nie trzeba a jak zachce to niech sobie nie mysli że będę na zawołanie"

      a że konsekwentna bestia (to po mamusi) to eks ma to jak w banku - oczywiście
      potem będzie na mnie ale to juz inna bajka
      • podenka Re: Siedze i czekam.... 25.11.04, 23:36
        Że (wiem, ze zdania nie zaczyna się od że) potem wszystko będzie na mamę, to na
        bank.
    • leeya Re: Siedze i czekam.... 26.11.04, 17:39
      No i dzis jeszcze wizyta dziadkow... Bylo nawet milo. Kulcia pokazala wszystko,
      czego sie nauczyla, lacznie z proba siadania zakonczona przeturlaniem sie na
      boczek... Jak zwykle kupa zdjec i do zobaczenia za tydzien... Echhhhh..

      Jedno bylo tylko inne niz zwykle. Rodzice tatuska zapytali mnie, co zamierzam
      dalej w kwestii wlasnie tatuska. "Nagle" do nich dotarlo, ze ja (a nie tylko
      ich sypersynus) moge sobie jeszcze zycie z kims ulozyc. I jak to wtedy
      bedzie..?? Znamienne, ze o ich kontaktach z Kulcia nawet nie wspomnieli, bo
      przeciez to "naturalne", ze dziecko bedzie sie wychowywac w rodzinie o modelu
      Mama+Tata+Tata dochodzacy+3 zestawy dziadkow. No i nie spodobala sie im moja
      odpowiedz, ze jeszcze nie wiem, jak to pogodzic, ale Kulcia jest jeszcze tak
      mala, ze moglaby miec szanse na standardowa (czyt. NUDNA) rodzine.

      Kurna, no!! To w koncu ich synus namieszal mi w zyciorysie.
      Skargi/wnioski/zazalenia/raport karny proponuje do owego pana, a nie do mnie!!!

      Leeya

      PS. A na pytanie, co powiem kiedys Kuleczce, jak zapyta o "prawdziwego" (od
      razu poprawilam ich, ze o "biologicznego") ojca powiedzalam im, ze prawde:
      Tatus odszedl, jak bylam w osmym miesiacu ciazy. Oj... znow im sie nie
      spodobalo....
      • sabiniuk sabiniukowo sie zgłasza 26.11.04, 20:17
        hihihihiihi ale jazda! muchos besos dla niedoroslych do miana dorosłych. A
        Tobie fanga w nos za nosa na kwintę i szklankę wody w ustach!

Inne wątki na temat:
Pełna wersja