Odwiedziny dzieci

19.12.04, 21:33
Przy niemozliwosci porozumienia rodzicow dzieci to sąd wyznacza terminy
odwiedzin i tutaj moje pytanie jak to bywa ?
Ile razy w tygodniu ,ile w czasie wakacji
czy zalezy to od wieku dzieci ( u mnie 11 i 7 )

Moj jeszcze maz zyczy sobie widywac dzieci conajmniej co drugi dzien ! czego
ja w polaczeniu ze szkola i innymi obowiazkami jakos wyobrazic sobie nie
moge .
Na moje propozycje dwoch razy w tygodniu i co drugiego weekendu reaguje
oburzeniem i stwierdza ze jesli sad nie przyzna mu takich wizyt jakie chce
bedziemy sie ciagac po sadach sad
Chce aby ta sprawa byla zalatwiona sadownie poniewaz nie moge juz zniesc
ciaglych narzekan ojca dzieci jak to ograniczam,zabraniam,mszcze sie itd itp


ja to jest /bylo u Was podzielcie sie spostrzezeniami.
ewa
    • kammik Re: Odwiedziny dzieci 19.12.04, 21:45
      W moim przypadku (syn mial wtedy 5 lat), sąd wyznaczyl trzygodzinne spotkania w
      miejscu zamieszkania dziecka.
      I przygotuj sie na to, ze nawet jak bedziesz sie zgadzala na wizyty o kazdej
      porze i kazdego dnia, jesli nawet bedziesz dziecko wiozla ojcu na spotkania, to
      i tak uslyszysz, ze ograniczasz, zabraniasz, mscisz sie. Dlatego radze ci,
      kiedy juz kontakty zostana sądownie ustalone - pilnuj skrupulatnie terminów i
      godzin.
    • maminekb Re: Odwiedziny dzieci 19.12.04, 21:58
      Wiesz, do niedawna marzyłam o tym żeby mój Były widywał nasze Dziecko.
      Martwiłam się że nigdy nie pozna własnego Ojca, nie będzie się z Nim bawiła,
      będzie wytykana palcami - ONa nie ma taty etc.
      Na szczęście mój Były zmienił zdanie. Zaczął Ją widywać i modlę się żeby to
      trwało. I nie rozumiem ograniczania kontaktów ojca z dzieckiem.
      To fantastycznie że tak często Twój były chce widywać Dzieci. Niech je odbiera
      ze szkoły, przyprowadza do domu, da jeść pomoże w lekcjach ustalcie np. co
      trzeci dzień jeżeli ze względu na swoje samopoczucie nie chcesz byłego widywać
      tak często. Może być to dla Ciebie bardzo pomocne, będziesz mogła dłużej
      popracować, zrobić zakupy - cokolwiek.
      Być może trzeba poznać wzrok Dziecka, strach przed mężczyznami, łzy dlaczego
      nie mam taty żeby docenić ten kontakt...
      sama nie wiem - zastanawiają mnie te posty jak ograniczyć kontakt ojce z
      dzieckiem etc. szczególnie jeżeli Były nie bije nie pije a chęci do widywania
      wynikają z uczuć
      Przepraszam nie chcę Ciebie krytykować tylko wtrącam takie swoje przemyślenia
      że szkoda iż kobiety czasem nie doceniają tego kontaktu
      • kammik Re: Odwiedziny dzieci 19.12.04, 22:17
        Maminku, nie sadze, zeby ktoras z bywalczyn forum ograniczala kontakty dzieci z
        ojcem. Nalezy jednak rozgraniczyc dwie sprawy: nieograniczanie kontaktow i ich
        sensowną organizację. Nie moze byc tak, ze ojciec zostawia matce dziecka
        wiadomosc: ze przyjedzie jutro o tej i o tej godzinie, ze na wakacje chce go
        zabrac wtedy i wtedy. Nie moze tak byc, ze ojciec majacy pyszczek pelen
        frazesow o prawach ojca zapomina, ze matka tez moze miec jakies plany z
        dzieckiem zwiazane a ich przekladanie moze byc klopotliwe.

        Poznalam "wzrok i łzy" dziecka. Co nie znaczy, ze "powrot" jego ojca do
        kontaktow z nim (po trzech latach) wzbudzil we mnie radosny kwik i euforię.
        • ewa724 Re: Odwiedziny dzieci 19.12.04, 23:28
          Powtorze za Kamila ,ja nie chce ograniczac kontaktu ,chce zorganizowac jakos
          zycie dzieci i swoje ! Jest dla mnie naturalne i normalne iz gdy rozpada sie
          rodzina z takimi konskwencjami nalezy sie liczyc czyli np tym iz widywanie
          dzieci nie bedzie na zawolanie szczegolnie jesli przebywanie mojego malzonka w
          moim domu po prostu mnie rani ,przywraca jakies tam zycie z przeszloscii
          odnawia zale i nie jest to korzystne dla dzieci rowniez
          Pmine juz fakt i w trakcie malzenstwa tata przybywal do domu noca jak dzieci
          byly w pizamkach ,wlasciwie codziennie a teraz nagle MUSI miec
          codzienny ,nieograniczony kontakt

          Twoje zdanie 'nie pije nie bije ' - sorry maminku ale dla mnie jest
          straszne ,ten sposob myslenia

          Tu nasuwa mi sie kolejna kwestia :
          co jesli matka ma zamiar ulozyc sobie swoje wlasne zycie moze kiedys z kims w
          przyszlosci ? ma stworzyc rodzaj trojkata ? jakos nie bardzo sobie wyobrazam
          ewentualnego nowego partnera w moim domu i tatusia przychodzacego do dzieci
          codziennie np
          Co jesli matka chce np wyjechac do innego miasta ????
          wtedy kontakty sila rzeczy sa ograniczone i czy to znaczy ze matka nie ma prawa
          do swoich planow ?czy fakt iz ma dzieci czyni ja zalezna od ich ojca do 18 roku
          zycia dzieci ? toz to paranoja jest !

          dla mnie Twoja wizja to iluzja przepraszam ,ale to co opisujesz to
          sielanka ,ktora jesli trwalaby w moim malzenstwie pewnie nie doszloby do
          rozwodu ,to jak amerykanski film gdzie rodzice kupuja duzego Vana aby pomiescic
          dzieci "twoje ,moje ,nasze" i z radoscia wymieniaja sie weekendami z usmiechem
          na twarzach mowiac sobie hello

          jak to jest ze matka ma ponosic konsewkwencje rozwodu a ojciec jesli tylko
          zechce dzieci widywac ,nie pije i nie bije i chce ma prawo spijac cala
          smietanke

          ech

          ewa
        • maminekb Re: Odwiedziny dzieci 19.12.04, 23:33
          Oj Kamilo - przeczytaj sobie post jj1974 ...
          Nie no jasne to wymaga ustalenia, ale wydaje mi się że Twoja sytuacja jest
          inna. Weź pod uwagę że mamy tu z rozpadem rodziny, może takie częste kontakty
          pozwolą dzieciom złagodzić proces wyprowadzenia się Taty. Wiesz na tym forum to
          rzeczywiście nie wiele z nas utrudnia ale mam koleżanki które w ten sposób
          naprawdę mszczą się. Mi to jest w zasadzie bez róznicy jeżeli nie mam innych
          planów to niech sobie przyjeżdza do Dziecka. Posiedzę gazetę poczytam
          odpocznę smile ale fakt jeżeli miałabym inne plany to powiem : przykro mi ale nie
          mogę ... a może jestem za łagodna sama nie wiem
          • ewa724 Re: Odwiedziny dzieci 19.12.04, 23:39
            widzisz maminek takie odwlekanie nieuchronnego rozstania poprzez dawkowanie
            dzieciom jest nie zawsze korzystne
            kilka razy zdobylam sie na wspolne wyjscia do kina coby dzieciom pokazac jak to
            sie przyjaznimy wciaz czy tez pokazujemy dzieciom ze mozemy funkcjonowac w
            zgodzie
            tyle ze taka opcje na to maja rodzice a nie dzieci ! dzieci buduja sobie na
            nowo obrazek rodziny i maja nadzieje ze moze znowu cos z tego bedzie
            ich w miare uporzadkowany juz swiat znowu zostaje naruszony i zaakceptowana
            jako tako sytuacja na nowo ozywa

            wiele rzeczy mozna rowniez nazwac i zaslaniac sie tzw dobrem dziecka
            ja sie tylko pytan czy widywanie dzieci 4 dni w tygodniu co drugi tydzien i 3
            co kolejny jest doprawdy takim okrucienstwem ??
            jak mam zyc kiedy moje nowe zycie ma byc poukladane tak aby odpowiadalo
            tatusiowi ?

            teraz siedzisz i czytasz gazete ok ,a co jesli znajdzie sie ktos w twoim zyciu
            bedziecie oboje czytali gazete w jednym pokoju atata dziecka bedzie sie z nim
            bawil w drugim ??

            ewa
            • pelaga Re: Odwiedziny dzieci 20.12.04, 07:47
              Dziewczyny Wam chyba brakuje odrobiny zdrowego egoizmu i cierpicie na
              nadopiekunczosc smile)) A co stoi na przeszkodzie, zeby dzieci w takim wieku dac
              tatusiowi do jego domu??? Chce praw??? OK. Za prawami stoja obowiazki. Niech
              ugotuje dzieciom, niech odrobi lekcje, niech zawiezie na zajecia dodtakowe. To
              tez bycie z dzieckiem, a nie tylko zabawa w wolnym czasie, kiedy matka odwali
              wszystkie obowiazki, zeby tatus mogl miec swoje PRAWA.
              A Wy bedziecie mialy wolne popoludnie, na zalatwienie swoich spraw. Ja na Twoim
              miejscu dazylabym do tego, zeby kontakty nie trwaly godzine, codziennie i w
              Twoim domu, tylko np. 4 godziny, a dwa razy w tygodniu, wraz ze wszystkimi
              obowiazkami danego dnia, czyli np. odebraniem ze szkoly, odrobieniem lekcji,
              angielskim, czy basenem. Oczywiscie tatusiek zaraz podnioslby krzyk, ze dziecka
              i tak nie widzi, ale kiedy dziecko ma widywac matka, skoro caly wolny czas
              spedza z nim ojciec, a ona tylko wypelnia role sprzataczki, praczki, kucharki,
              korepetytorki i odwoziciela na zajecia dodatkowe???
              Ojcowie NIGDY nie zrozumieja, ze PRAWA pociagaja za soba OBOWIAZKI. I dobrze
              Kamila napisala, chocbys nie wiem, jak ulegala, nawet jak wrzodowi na dupie, to
              i tak finalnie okaze sie, ze utrudniasz, zabraniasz, ograniczasz. Szkoda slow.
              Dlatego uwazam, ze najlepszym wyjsciem z sytuacji jest ustalenie sadowne
              kontaktow i trzymanie sie sztywno kalendarza wyznaczonego przez sad. I
              zapisywanie kazdego uchybienia terminu. Skoro Ty musisz dostosowac swoje zycie
              do niego, niech i on dostosuje swoje chcenia do Ciebie.
              A facet, jesli bedzie normalny zaakceptuje Cie z dobrodziejstwem inwentarza,
              nawet w postaci upierdliwego exa smile))
              Pozdrawiam
    • tata_malolata Re: Odwiedziny dzieci 20.12.04, 10:39
      ewa724 napisała:
      > Moj jeszcze maz zyczy sobie widywac dzieci conajmniej co drugi dzien !
      --------------------
      No i co w tym NIENORMALNEGO ?
      Dzieci powinny mieć tatę NA CODZIEŃ.
      Owszem. Czasem - właśnie ze względu na obowiązki zawodowe i inne zajęcia - nie
      udaje się by ta "codzienność" oznaczała "codziennie". Może niech to będzie
      naturalne, normalne i powszednie...


      piszesz:
      > czego JA ... jakos wyobrazic sobie nie moge
      > Chce aby ta sprawa byla zalatwiona ...
      > nie moge juz zniesc ciaglych narzekan ojca ...
      > chce zorganizowac jakos zycie dzieci i SWOJE...
      > przebywanie mojego malzonka w moim domu po prostu MNIE rani
      > Co jesli matka chce np wyjechac do innego miasta ????
      > jak to jest ze matka ma ponosic konsewkwencje rozwodu ...
      -----------------
      Piszesz o SOBIE. A może dzieci jakoś mogą znieść tatę i bycie z nim ?
      TO powinno być chyba wyznacznikiem ???


      > ja nie chce ograniczac kontaktu ,
      > chce zorganizowac jakos zycie dzieci i swoje !
      ------------------------
      No to nie ograniczaj. Dzieci są juz całkiem duże. Wogóle nie rozumiem dlaczego
      piszesz o wizytach ojca u dzieci ??? Czemu nie wyjdą z domu ??? Przecież to nie
      niemowlęta. To duże smyki, które mogą iść z tatą "w świat", do niego, wyjechać
      na weekend, na wakacje. Po prostu NORMALNIE być z tatą, tak jak z mamą. Zresztą
      gdy ma się 11 lat to zbliża się już do wieku w którym tata i mama przestają być
      już "tacy ważni", kilkunastoletni chłopiec czy dziewczynka woli popołudnie
      spędzić z kolegami a nie ze "starymi". Mówienie o sądowym ustalaniu kontaktów z
      nastolatkiem jest jakimś lekkim nonsensem.


      > Jest dla mnie naturalne i normalne iz gdy rozpada sie
      > rodzina z takimi konskwencjami nalezy sie liczyc czyli np tym iz widywanie
      > dzieci nie bedzie na zawolanie
      ---------------------
      Do licha. Konsekwencje! Tylko dlaczego mają je ponosić dzieci ?
      Napiszę tu przewrotnie. Proponuję Ci pomysleć o takiej ewentualności - może by
      tak odwrócić sytuację. Skoro Twoja sytuacja życiowa sprawia, że dzieci nie mogą
      na codzień widywać taty, skoro czujesz się ograniczana to niechaj dzieci
      zamieszkają z tatą a on - rozumiejąc potrzebę kontaktów co drugi dzień -
      zapewne dogada się z Tobą co do takiej formy kontaktów ???? OBURZONA ? To tylko
      taki prosty test na "filozofię Kalego" smile


      > szczegolnie jesli przebywanie mojego malzonka w
      > moim domu po prostu mnie rani ,przywraca jakies tam zycie
      > z przeszloscii odnawia zale
      ------------------
      Wbrew pozorom rozumiem Cię bardzo dobrze... sad


      > Tu nasuwa mi sie kolejna kwestia :
      > co jesli matka ma zamiar ulozyc sobie swoje wlasne zycie moze kiedys z kims
      > w przyszlosci ? ma stworzyc rodzaj trojkata ?
      --------------------
      Nie widzę potrzeby tworzenia trójkąta. Co ma nowy oblubieniec do dzieci ???
      Sprawy dzieci, opieka, wychowanie to sprawa ich mamy i taty. Puki żyją. AMEN


      > jakos nie bardzo sobie wyobrazam ewentualnego nowego partnera w moim domu
      > i tatusia przychodzacego do dzieci codziennie
      -------------------
      Nie musi przychodzić do TWOJEGO DOMU. Możesz zaprowadzić dzieci do niego wink


      > Co jesli matka chce np wyjechac do innego miasta ????
      > ..matka nie ma prawa do swoich planow ?
      -------------------
      Prawa są prawami ale jest jeszcze coś takiego jak rozsądek.
      Teraz ja zabawię się w wyobrażenie sobie co by było gdyby...
      Tak więc gdybym był opiekunem dziecka nie podjąłbym takiej decyzji, która
      odbijałaby się negatywnie na jego kontaktach z matką. Po prostu.


      > czy fakt iz ma dzieci czyni ja zalezna od ich ojca do 18 roku
      > zycia dzieci ? toz to paranoja jest !
      ----------------------
      To się nie nazywa paranoja a odpowiedzialność.
      Absolutnie nikt nie mówi o jakiejś zależności. Ale niestety trzeba zdawać sobie
      sprawę z KONIECZNOŚCI liczenia się z kimś. Nawet jeśli go nienawidzisz. To nie
      jest tak, że można wymazać przeszłość, odkreślić "grubą kreską" smile Byłoby zbyt
      łatwo.


      Wesołych Świąt...

      • wasia6 Re: Odwiedziny dzieci 20.12.04, 10:54
        Tato_Malolata.
        1. Dzieci to- nie Jasie wędrowniczki. - potrzebują pobyć w domu a nie wyjść
        rano wrócić na spanie..
        2. Dzieci są już duże i maja własny świat i własne potrzeby - nie zawsze jest
        to południe z tata

        Pozdrawaim

      • ewa724 Re: Odwiedziny dzieci 20.12.04, 15:11
        jezeli ten tata tak chcial mocno widywac dzieci codziennie to ciekawe dlaczego
        kiedy mogl to tego nie robil ?? wracal do domu po odpoczynku na
        basenie,silowni,saunie etc ! bo on musi miec poczucie wolnosci ! a od czasu
        kiedy ex zonka ma ochote poukladac swoje zycie tatus nagle ma ochote na
        codzienne widywanie dzieci!

        dobrem dzieci mozna zaslaniac wlasne interesy ,wlasne potrzeby ! moje
        dziewczyny wcale nie maja takich potrzeb ,maja kolezanki i swoje sprawy tyle ze
        jak powie sie tatusiowi ze dzieci po prostu spedzaja popoludnie z kolezankami
        to juz jest ograniczanie jego praw!

        Nie po to bralam rozwod aby tatusia widywac codziennie ,a czasami niemozliwe
        jest 'wypuszczenie dzieci w swiat' bo sa np chore
        dzieci to nie torebki ktore mozna przekladac z miejsca na miejsce ,dzisiaj
        popoludnie w domu jutro pakujemy ksiazki i pedzimy do taty
        i to ma dawac niby poczucie bezpieczenstwa ??

        A mowiac o konsekwencjach i odpowiedzialnosci to wlasnie z powodu ciaglej
        nieobecnosci w domu ,stawiania swoich potrzeb i zainteresowan ponad potrzebami
        dzieci rodzina zostala zniszczona
        to tatus ktory nigdy nie spedzil wakacji z wlasna rodzina bo byl zajety w pracy
        ale narty z kumplami ? zero problemu !
        wigilia ? no jak to nie bedzie wspolnej wigilii ? ale sylwester to juz nie
        problem !bo tatus ma impreze ,ciekawe ze wtedy nie ma potrzeb powitania nowego
        roku z dziecmi !
        zawody z Malyszem w telewizji ? OK przyjde pozniej nie ma sprawy !

        istnieje cos takiego jak odpowiedzialnosc jasne ! tyle ze nie zamierzam grac
        roli matki polki kolejne lata ,terapia uzmyslawia czlowiekowi ze ma tez prawo
        do wlasnego zycia !
        i jeszcze jedna oklepana acz wazna sprawa ;dobra matka to szczesliwa matka
        a ja taka nie bede poki ojciec dzieci bedzie wciaz tkwil w moim zyciu

        ewa
      • vialle Re: Odwiedziny dzieci 20.12.04, 18:43
        > > co jesli matka ma zamiar ulozyc sobie swoje wlasne zycie moze kiedys z ki
        > ms
        > > w przyszlosci ? ma stworzyc rodzaj trojkata ?
        > --------------------
        > Nie widzę potrzeby tworzenia trójkąta. Co ma nowy oblubieniec do dzieci ???
        > Sprawy dzieci, opieka, wychowanie to sprawa ich mamy i taty. Puki żyją. AMEN

        nic podobnego tato_malolata, to nie tylko sprawa taty i mamy - a od pewnego
        momentu wrecz mniej sprawa taty niz ojczyma. Spojrz na swoje pogardliwe
        okreslenie "oblubieniec"! Potwierdzasz nim jak bardzo nie umiesz zaaprobowac
        faktu, ze ktos wychowuje Twoje dziecko. To jest kompletnie nietrafna nazwa na
        kogos, kto - mieszkajac z dziecmi pod jednym dachem, bedac z nimi na co dzien i
        na rowni z matka zajmujac sie nimi - ma wplyw na ich wychowanie i czesto staje
        sie im potencjalnie rownie bliski jak ojciec. Na szczescie dla dzieci - nawet
        tych, ktorych ojciec nie porzucil! To dopiero science fiction: matka wychodzi
        za maz po raz drugi i wspolnie z mezem wychowuje swoje dziecko - a potem tez
        dziecko wspolne - przy czym temu "niewspolnemu" tylko ona ma prawo zwracac
        uwage o balagan, a maz zwraca uwage tylko wlasnemu dziecku, bo przeciez ma nie
        miec wplywu na wychowanie nieswojego dziecka - od nieswojego wara! Genialne!
        Dziecko z pierwszego zwiazku czuje sie cudownie, a sytuacja jest ogromnie
        wartosciowa wychowawczo. Cala sala klaszcze, gdzie jest autor?
      • kammik Re: Odwiedziny dzieci 20.12.04, 19:05
        Ojcu wolno:

        - wpadac do dzieci kiedy chce (nie musi ustalac z matka dnia i godziny), w
        koncu to JEGO dzieci

        - wyprowadzac sie kilkaset kilometrow od dziecka, w koncu ma PRAWO ukladac
        sobie zycie

        - znikac z zycia dziecka jak sen jakis zloty i pojawiac sie jak krolik z
        kapelusza, no bo przeciez NAPRAWDE nie mogl wczesniej

        - mieszac w emocjonalnym zyciu dziecka, ktore widuje raz na kilka
        tygodni/miesiecy/lat (niepotrzebne skreslic) i ktorego tak naprawde nie zna -
        vide pkt 1

        - wydzierac sie na matke dziecka, ze osmiela sie miec inne plany a dziecko nie
        czeka jak bibelot w galerii, a w tych planach ma swoj udzial

        Matce wolno:

        - usmiechac sie szeroko na widok ojca dzieci

        - witac go czerwonym dywanem, dziewczetami w strojach krakowskich serwujacych
        chleb i sol (i bimber, jesli tatus trunkowy)

        - mowic "tak, oczywiscie ze mozesz" w reakcji na "bede jutro, zabieram na
        tydzien", "bede za godzine, wychodzimy", "spadam, zadzwonie w przyszlym roku"


        > To się nie nazywa paranoja a odpowiedzialność.
        > Absolutnie nikt nie mówi o jakiejś zależności. Ale niestety trzeba zdawać
        sobie
        >
        > sprawę z KONIECZNOŚCI liczenia się z kimś.

        Nie mam najmniejszego zamiaru liczyc sie z kims, kto nie liczyl sie ani ze mna,
        ani ze swoim dzieckiem, albowiem mam go (nie dziecko, naturalnie) tam, gdzie za
        chwile wklepie sobie balsam antycellulitowy.
        • vialle Re: Odwiedziny dzieci 20.12.04, 19:11
          no dzieki Kamila, naplulam sobie na ekran przez ten krem antycellulitisowy.
          Kurna, chyba tez sobie cos wklepie zamiast tkwic w robicie przed kompem.
          • griffon Re: Odwiedziny dzieci 20.12.04, 20:27
            Ewo ciekaw jestem jak Ty bys sie czuła jakbyś mogła widywac swoje dzieci 2 razy
            w tygodniu zgodziła bys sie na taki układ wątpie w to. To jest ich ojciec i ma
            prawo uczestniczyc w ich wychowaniu i na pewno zaopiekuje sie nimi starannie.
            • ewa724 Re: Odwiedziny dzieci 20.12.04, 20:57
              widzisz griffon gdybym przez 10 lat zycia dzieci laskawie wracala do domu kiedy
              juz wszystkie atrakcje zostaly wyczerpane ,kiedy wyjazd na weekend z rodzina
              bylby dla mnie problemem a wyjazd z kumplem na narty zadnym ,gdybym dbala o
              zaspkojenie swoich potrzeb i polechtanie wlasnego ego-to mialabym na tyle
              uczciwosci w sobie aby nagle nie robic z siebie kochanego tatusia

              ewa
          • tata_malolata Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 13:12
            Pozdrowienia dla Pań od kremików.
            Tyle. Dyskusja na tym poziomie merytorycznym nie jest celowa.
            • pwrzes Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 14:16
              No tak, posiadles monopol na wiedze - prawda objawiona. Jesli piszesz o
              rozsadku, to naucz tych pozal sie boze "ojczulkow" chociaz punktualnosci i
              obowiazkowosci. I myslec, myslec i jeszcze raz myslec - nauczysz ich? Matki
              maja sie liczyc z ojcami a ojcowie nie musza? Moralnosc Kalego sie klania.

              M.
              • tata_malolata Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 14:59
                Oj oj! Zacietrzewiasz się niepotrzebnie.

                Chodzi mi oto, że nie ma sensu dyskutować i przedstawiać jakichkolwiek mniej
                czy bardziej racjonalnych argumentów jeśli odpowiedzią jest stwierdzenie, że
                trafią one w pewne pokremowane miejsce.

                Co do nauczania ojczulków i mamusiek. Niestety tzw. wolna wola jaką dysponuje
                człowiek prowadzi go czasem ku destrukcji. I nikt nie jest w stanie mu nic
                wytłumaczyć.

                I mimo, iż wiem, że tak jest nie przestaję wierzyć, że są ludzie którzy
                przedkładają rozsądek nad beztroskę,lojalność nad przyjemność itp. Tak sobie po
                prostu naiwnie marzę....



                P.S. A tak przy okazji (potraktujcie to z humorem)
                Zawsze bawi mnie kobieca wiara w skuteczność kremów anty-coś-tam smile
                • kammik Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 15:17
                  Totez, tato malolata, w momencie kiedy moje argumenty i moje slowa
                  trafialy/trafiaja w ojcowskie niekremowane miejsce (przeciez nie stwierdzilam,
                  ze to twoje argumenty tam lądują)to i ja nie czuje sie w obowiazku zbytnio brac
                  pod uwage jego zdania. Proba komunikacji konczy sie w momencie, kiedy zauwazam,
                  ze nie mam do kogo mowic.
    • agamagda Re: Odwiedziny dzieci 20.12.04, 12:17
      Powiem Ci jak to jest zorganizowane u mnie, z tym ze u nas nie ma konfliktu,
      ale rozwiązanie zostało zatwierdzone sądownie.
      Zaraz po rozwodzie mój mąż miał syna raz na 2 tygodnie od piątku wieczór do
      niedzieli wieczór + połowa wakacji szkolnych + na zmianę raz Wielkano, raz Boze
      Narodzenie.
      Potem dostałam dobrą pracę w Polsce, (mój mąż jest cudzoziemcem) i wyjechałam.
      Z uwagi na odległość zostało wizyty zostały ustalone nastepująco wszystkie
      święta + praktycznie całe wakacje Mały spędza u niego, bilety płacimy po
      połowie. Rachunki telefoniczne każdy we własnym zakresie ale nie ograniczamy
      kontaktów, z uwagi na ceny rozmów.
      • ania_rosa Re: Odwiedziny dzieci 20.12.04, 23:02
        Czuję się jak piąta kolumna, bo wyjątkowo zgadzam się z Tatą_Małolatawink
        Zauważam prawidłowość, że świeżo wyzwolone z okowów małżeństwa kobiety (uwaga-
        to nie jest ironia ani złośliwość) zaczynają nagle egzekwować swoje wcześniej
        nieegzekwowane prawa przekraczając w tym granice. W egzekucji swoich praw i
        odzyskiwaniu wewnętrznego (nierzadko słusznego) gniewu, nie ma nic złego.
        Jednak ciśnie się na usta pytanie: skoro tatuś fruwał jak ptaszek od jednego
        weekendu z kumplami do drugiego, czemu wyciągac konsekwencje akurat teraz, gdy
        ma chęci i wolę zmienić tę sytuację?
        Jeśli kieruje nami interes dziecka, to argument "a dlaczego mam się na to
        zgadzać, skoro szereg lat tatuś sobie olewał swoje obowiązki?" jest niepowazny.
        Uważam, że nalezy się zdecydować: albo bierzemy odwet na partnerze i czujemy
        potrzebę ukarania go ( co chwalebne nie jest, ale jest ludzkie i można to
        ewentualnie rozumieć) albo przedkładamy interes dzieci ponad własne urazy i
        rozstrząsanie win odkładamy na bok.
        Czasem podczas lektury rozmaitych for myślę, że dobry ojciec to zły ojciec. Zły
        ojciec dlatego, bo był złym mężem. Tymczasem nie ma znaku równości między
        okresleniem "zły mąż" i "zły ojciec". Mój Ex mąz męzem dobrym nie był, ale
        ojcem jest rewelacyjnym. I nie ma potrzeby mieszać pewnych pojęć, aby
        dowartościować i uzasadnić swoje poczucie krzywdy.
        Oczywiście wszyscy tu jak jeden- nomen omen- mąz zgadzamy się, że dzieci to
        wielka odpowiedzialność. Jednakże w sytuacjach prób okazuje się, że czasem tę
        odpowiedzialność poprzedza długa lista faktycznych i urojonych win Eksa, przez
        które "sensowne", "logiczne", "uprawnione" staje się karanie i osądzanie tegoż
        Exa, bo "mamy prawo", "nalezy mu się", "był draniem" itd. I tak oto wielkie
        słowa przegrywają z rzeczywistością.
        Zazwyczaj terapiom towarzyszy poczucie krzywdy, chęc wzięcia odwetu, wyzwalają
        skrajne emocje i to jest akurat walorem tych terapii. Trzeba jednak umieć
        zamknąć drzwi za tym, co jest naszym problemem i naszą przeszłością, a co jest
        obiektywną wartością i co dzieje się "tu i teraz". Ojciec, dobry ojciec (tak,
        słowa "nie pije, nie bije i kocha dzieci" są tu własnie na miejscu) jest
        obiektywną wartością. Od razu zaznaczam, że nie piszę o ludziach, którzy
        skrzywdzili swoje dzieci, posiadali destrukcyjne nałogi czy dopuszczali się
        przemocy fizycznej bądź psychicznej lub też udowodnili skrajną
        nieodpowiedzialnośc względem dzieci. Piszę o szeregu przeciętnych ojców i
        matek, którzy mogą nie być najlepszymi ludźmi czy partnerami, ale kochają swoje
        dzieci, chcą dla nich dobrze i chcą mieć z nimi kontakt.
        Jesli chodzi o "ukladanie sobie nowego życia z nowym partnerem" to akurat moge
        powiedzieć, że takiego zagrożenia nie widzę. Dobra, głęboka więź z ojcem czy
        matką nie jest przeszkodą dla nowego partnera/partnerki. Nie są taką przeszkodą
        także naprzemienne weekendy czy spędzanie czasu w tygodniu z drugim rodzicem.
        Picie kawy w drugim pokoju podczas odwiedzin ojca jest argumentem
        demagogicznym, bo zapewne ani ojciec nie będzie chciał spędzać czasu w domu ex
        żony, która ma nowego partnera, ani też sama żona z partnerem nie będą mieć na
        to ochoty. Pewne rzeczy z biegiem czasu się prostują. W dodatku w tym
        konkretnym przypadku wiek dzieci ułatwia sprawę, bo siedmiolatkę i
        jedenastolatkę naprawdę można zostawić z ojcem i nie trzeba pić kawy w drugim
        pokoju celem kontroli. Poza tym jeśli argumentem przeciw wizytom ojca staje się
        argument "prostowania sobie drogi do układania nowego zycia" to trzeba
        powiedziec jasno, że interes dzieci nie stoi tu na miejscu pierwszym. I nie
        oznacza to, że odmawiam jakiejkolwiek kobiecie czy mężczyźnie prawa do ułożenia
        życia na nowo. Oznacza to tylko tyle, że te interesy ze sobą nie kolidują, a
        jeśli kolidują to coś jest nie tak z dojrzałością którejś ze stron. Piszę te
        słowa z perspektywy eks żony, która ułożyła sobie ponownie zycie, której
        dziecko ma regularny i nieograniczony kontakt z ojcem i której nowy partner
        respektuje priorytet, jakim jest dobro jej syna. Co więcej: uwzględnianie dobra
        mojego syna w niczym nie przeszkadza w realizacji zycia osobistego żadnej ze
        stron (Niemęża, ex męza i mnie). Mój były mąz zabiera dziecko dwa, trzy razy w
        tygodniu i spędza z nim jeden dzień z weekendu. W sytuacjach choroby odwiedza
        syna u nas w domu. W sytuacjach nagłych przypadków (ostatnio choroba kogoś z
        mojej rodziny) przyjeżdża na mój telefon, aby zabrać Kubę i nas odciązyć. Ten
        układ ma swoje złe strony (brak sztywnych ram czasowych i obligatoryjnie
        ustalonych godzin wizyt, częste frustracje z powodu nagłego odwoływania wizyty
        czy przekładania), ale ma też strony dobre. Przede wszystkim pozwala na
        realizowanie dobra dziecka z dala od wzajemnych uraz, żalów i pretensji.

        Rosa
        • ewa724 Re: Odwiedziny dzieci 20.12.04, 23:38
          bardzo piekny monolog Roso
          tyle ze ,ani ja ,ani moj ex nie jestesmy tak idealni jak Ty , twoj ex i twoj
          next
          napisalas mnostwo slow (oj chyba wodolejstwo lubilas na polskim winkjakbys zjadla
          wszystkie rozumy swiata
          twoja sytuacja jako matki ,zony bylej i obecnej nie daje ci prawa do
          stwierdzania :tak jest ,tak byc ma
          to jest dobre a to zle ,bo kazdy uklad jest inny ,kazdy czlowiek rowniez

          odrobine pokory
          ewa
          • ania_rosa Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 00:28
            Ewo, odnosiłam się tylko do Twojego postu, z którym się nie zgodziłam. Nie
            świadczy to o braku pokory, tylko o tym, że mam inne podejście do pewnych spraw
            niz Ty. Spór czy róznica poglądów jest sporem i różnicą poglądow, a nie niczym
            innym. Nie mnóżmy więc bytów, jak powiadał Ockham.
            Moja sytuacja jako matki, ex zony i obecnej partnerki różni się od Twojej tylko
            tym, że ja po rozstaniu z Exem związałam się z kims na nowo. Do tego właśnie
            aspektu odnosiłam się pisząc, że uważam argumenty "nie ułoże sobie zycia, jeśli
            ojciec moich dzieci będzie w nim nadal obecny" za bezpodstawne. I jak
            napisałam: czas wiele rzeczy prostuje, a natura nie lubi rozwiązań zbyt
            skomplikowanych (jak to egalitarne picie kawy). A napisałam tak, bo ja to
            przezyłam. Ty jedynie dzielisz się swoimi prewizjami, że tak to nazwę, i te
            prewizje z mojego punktu widzenia nie mają oparcia w praktyce, choć w teorii
            brzmią wdzięcznie.
            I nie stwierdzam, że tak ma być i tak jest. Stwierdzam tylko, że często się
            zdarza, że myslimy o wielkich pojęciach życzeniowo i wymagamy ich respektowania
            od innych, a sami popełniamy grzech zaniedbania i zlekceważenia.
            Każdy układ jest inny i człowiek także- jak słusznie zauważasz. Zyjemy jednak w
            okreslonej przestrzeni społecznej i podlegamy identycznym społecznym,
            kulturowym, prawnym i moralnym obowiązkom. Te normy regulują nasze życie bez
            względu na to, jaki to układ i jakimi ludźmi jesteśmy. Dla mnie wzięcie przez
            rodzica szeroko rozumianej odpowiedzialności za swoje dziecko ( w tym za
            kontakty z drugim rodzicem) mieści się w zakresie tych obowiązków. Oczywiście
            mozna się ze mną nie zgodzić, ale należy pamiętać, że nie tyle prezentuję tu
            swoje zdanie, co własnie wyżej wspomniane granice pewnej przestrzeni i
            wiążących się z nią obowiązków. A że moje doświadczenie także to potwierdza, to
            już insza inszośćwink I z tym doświadczeniem jak najbardziej można się nie
            zgadzać.
            Rosa
            • ewa724 Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 00:44
              Roso nie znasz ani mnie ,ani ojca moich dzieci
              nie wiesz na podstawie jakich jego zachowan pragne ustalenia wizyt u dzieci
              Swoje zdanie opierasz (czynisz jedynym wlasciwym) ,na wlasnym doswiadczeniu
              fakt iz Ty juz to przeszlas ,masz za soba ,nie czyni cie niestety ekspertem
              bo powtarzam kazdy przezywa to inaczej i kazdy ma za soba inna historie

              Byc moze nie poczulas jak to jest kiedy musisz blagac ojca wlasnych dzieci aby
              wracal do domu ,a nie pedzil na silownie ,moze nie slyszalas ze powinnas byc
              znacznie 'sprytniejsza' aby chcial spedzac z rodzina wakacje
              To pozostawia slady nie do zatarcia i nawet wzniosle blabla o odpowiedzialnosci
              nic tu nie wnosi
              gdzie byla ta odpowiedzialnosc za rodzine ,dzieci malzenstwo przez cale lata ?
              a teraz kiedy tatus ocknal sie i stwierdzil ze chce dzieci widywac ja mam
              wszystko zrozumiec ,akceptowac w imie odpowiedzialnosci i dobra dzieci

              pieknie ktos opisal tu 'prawa ojca i matki ' - realnie powiedzialabym

              Tobie Roso gratuluje takiego idealnego rozwiazania w ktorym wszyscy sa
              szczesliwi,coz moze ja z tych malutkich jestem i nie ma we mnie
              tej 'odpowiedzialnosci'
              i z tym tez mozesz duskutowac oczywiscie

              ewa
          • chalsia Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 00:38
            zamiast ganić, zastanów się nads słowami Ani_Rosy, która jest tak, circa, 2
            lata przed Tobą. Po prostu przyjmij dobrą radę pisaną z perspektywy czasu,
            który jest jeszcze PRZED Tobą.
            Nic bym nie napisała, gdybyś stwierdziła "nie mogę, nie jestem na tym etapie,
            etc".

            Pozdrawiam,
            Chalsia
    • agamagda Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 10:33
      Ewa,
      Twoja chęć ukarania męża za to jaki był i co robił w czasie waszego małżeństawa
      zasłania Ci cel jakim jest dobro Twoich dzieci, i ich równowaga psychiczna.
      Przemawia przez Ciebie gorycz. Powinnaś zrobić wszystko co w twojej mocy żeby
      wyjść z kręgu ciągłych pretensji . Inaczej nigdy nie ułożysz sobie od nowa
      zycia. Przeczytaj ze trzy razy rady Ani Rosy . Ona ma rację i to czy Cię zna
      czy nie nie ma tu żadnego znaczenia. Każda z nas przeszła przez rozwód
      rozstanie, każda z nas ma urazy do Ex. Kazda z nas dostała w kość, ale nie
      znaczy że nasze urazy muszą skrzywiać nasze dzieci. To co mówi Ania Rosa to
      prawda - zły mąż niekoniecznie musi być złym ojcem.
      Tak trochę z innej beczki, dlaczego chcesz zeby przychodził do ciebie do domu?
      Jeśli nie ma jakiś patologi, to dziewczyny są na tyle duże że mogą z nim
      wychodzić do kina, czy iść do niego do domu, Przecież to ich ojcem i kiedyś go
      wybrałaś wiec chyba ma jakieś dobre cechy. Dla Ciebie będzie to też czas na
      fryzjera, książkę czy spotkania z ludzmi.
      Pozdrawiam
      • ewa724 Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 12:39
        Ja nie chce ojca moich dzieci karac na Boga ! chce aby mozliwe bylo ustalenie
        wizyt u dzieci ,zabierania dzieci wszystko jedno
        4 dni w tygodniu i 3 dni w tygodniu ( tak co drugi tydzien na przemian) jest
        moim zdaniem sprawiedliwym rozwiazaniem
        Z tego co wyczytalam tata twojego dziecka widywal dziecko rzadziej

        Bardzo dbam o rownowage psychiczna moich dzieci i dlatego rowniez tak chce
        sadowego wyznaczenia tych terminow aby unkinac np sytuacji kiedy to tata mowi
        ze bedzie o 4 ,dzieci czekaja a tata zjwaia sie po 6
        no jak to buduje rownowage psychiczna to ja juz moze rzeczywiscie msciwa baba
        jestem

        oczywiscie ze jestem rozgoryczona sytuacja juz od wielu lat ,oczywiscie Chalsia
        ze nie jestem gotowa na przyjacielskie spotkania
        nie rozumiem dlaczego chec zorganizowania zycia dzieci i mojego nazywana jest
        ograniczaniem

        Jak wiele wymaga sie od kobiety ,jak wiele ma rozumiec ,dopasowywac ,akceptowac
        mezczyzna ? nie pije ,nie bije OK trzeba mu stworzyc rewelacyjne warunki
        odwiedzin dopasowane do jego grafiku ,co ja mowie odwiedzin to od razu brzmi
        jak ograniczenie kontaktow
        ten tata ma miec dostep nieograniczony

        ewa
        • agamagda Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 13:34
          Wydaje mi się ze w Twoim przypadku naprawdę jedynym i najlepszym wyjściem z
          sytuacji jest ustalenie sądowne dat spotkań ojca z dziećmi. Niech ilość dni
          ustali sąd zgodnie z jego niezawisłym zdaniem. Dla Waszego wspólnego spokoju i
          równowagi dzieci. Czasami lepiej jest przeciąć wrzód.
          Podchodzisz bardzo emocjonalnie do tych odwiedzin, bo brak Ci "dwóch lat
          dystansu". Dużo przeszłaś i nie możesz na razie pogodzić się z sytuacją. Pewnie
          to przyjdzie z czasem.
        • kkokos Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 13:39
          a moim skromnym zdaniem ania rosa ma rację tylko w jednym: "sprawa sama się
          wyprostuje". bo większość ojców (do której ten chodzący ideał ex-rosy się nie
          zalicza) dużo krzyczy o "codziennych" kontaktach z dzieckiem/dziećmi, ale dość
          szybko im przechodzi.
          Taa, z jednej strony rozumiem, że każdemu trzeba dać szansę. Tatuś, co olewał
          własną rodzinę spędzając czas z kumplami na nartach, piwie, w pracy czy w
          siłowni, może nagle pod wpływem rozwodu dojrzeć do roli ojca i stać się
          kochającym, superodpowiedzialnym opiekunem, dla którego czas spędzany z dziećmi
          np. przy odrabianiu lekcji będzie najwspanialszym momentem dnia. Może. Ale
          patrząc realistycznie, szansa jest niewielka. Ja tam raczej podejrzewam, że
          okrzyki typu "kocham moje dzieci" i "muszę mieć z nimi codzienny kontakt" są
          dla widowni i tyle. O wiele łatwiej jest mówić wszystkim swoim znajomym "jak ja
          tęsknię za swoimi dziećmi, tylko ta krowa mnie za wszelką cenę od nich
          odgradza" niż rzeczywiście odrabiać te lekcje codziennie, wozić dwa razy w
          tygodniu na zajęcia, negocjować sprzątnięcie pokoju i robić tysiące innych nie
          zawsze łatwych czy przyjemnych rzeczy składających się na wychowanie.
          Roso, masz wielkie szczęście, jeżeli na swoim ex - tak jak opisujesz - możesz
          POLEGAĆ. Ale jesteś wyjątkiem, nie regułą. Więc nie mów ewie mentorskim tonem,
          że będzie świetnie, bo ty już to przeszłaś i wiesz. Być może będzie. A ewa
          wychodząc ze związku z nieodpowidzialnym facetem ma pełne prawo nie mieć do
          niego zaufania. Może się facet poprawi. Może....
        • chalsia Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 14:11
          Ustalenie sadowne kontaktów absolutnie NIE MUSI zdyscyplinować Twojego eksa co
          do przestrzegania terminów czy godzin spotkań. A konsekwencji/kary za
          spóźnianie się nie ma.
          Tez miałam nadzieję, ze ustalenie kontaktów przez sąd pomoże, ale okazało się,
          że nie.

          Chalsia
          • ania_rosa Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 15:02
            Jezusiemaryjo. Czuję się lekko zaskoczona. Czyzby normą, pożądaną normą, było
            odsądzanie Exów od czci i wiary, a przynajmniej manifestowanie swoich
            negatywnych uczuć do Exa? Bo mam dziwne wrażenie, że mój układ w oczy kole, a
            juz zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie określanie osób w to
            zaangazowanych "idealnymi".
            Po pierwsze żadne z nas idealne nie jest.
            Po drugie: od mojego rozwodu upłynął rok i może miałam to szczęście, że szybko
            przeszłam nad tym do porządku dziennego. MIędzy innymi dzięki Niemęzowi. Tym
            bardziej szanuję Exa, że odnalazł swoje miejsce jako ojciec w sytuacji, gdy
            matka jego dziecka związała się z kimś innym.
            Po trzecie: może miałam tez to szczęscie, że precyzyjnie ( w miarę) moge
            wyliczyć, w ilu sprawach dotyczących mojego wtedy jeszcze męza to ja nawaliłam,
            nie zdałam egzaminu, zawiodłam itd. Innymi słowy jestem daleka od twierdzenia,
            że "to zły mężczyzna był" i ponosi całośc winy.
            Po czwarte: doskonale znam sytuację czepiania się czyichś spodni w celu
            ubłagania, aby nie wyjeżdżał z kumplami na cztery dni i nie zostawial mnie z
            dwutygodniowym noworodkiem. Analogiczne motywy dotyczące wakacji, weekendów,
            spotkań ze znajomymi i wyjśc na siłownię tez przerabiałam.
            Po piąte: na rynku istnieje olbrzymia popularnośc rozmaitych poradników: jak
            mówić, żeby dzieci nas słuchały; jak zmienić siebie i tak dalej. Rozumiem, że
            kupuje się je i czyta tylko po to, aby wyrazić uznanie dla autora, po czym
            stwierdzić "to i tak sytuacja idealna niemożliwa do zastosowania w praktyce".
            Otóż ja uważam inaczej. Nie czytam wprawdzie poradników, ale staram się
            zachowywac obiektywizm w zyciu codziennym. I wychodzi mi, że nie ma czerni i
            bieli, a także, że jeśli chce się zmienić swiat należy zacząć od siebie. No to
            zaczynam. To nie jest żadne bohaterstwo, tylko elementarna przyzwoitośc w
            stosunku do świata. Nie uzywajmy więc słów "ideał", bo dojdziemy zaraz do
            wniosku, że niedościgłym ideałem jest kasowanie biletu, skoro można jechac na
            gapę. Wiadomo, że wiele rzeczy można robić po linii najmniejszego oporu i że
            wielu ludzi tak robi. Inne pytanie czy nas to usprawiedliwia? Niech każdy sobie
            sam udzieli odpowiedzi.
            PO szóste: zgadzam się z Ewą w kwestii unormowania kontaktów między ojcem a
            dziećmi i szukaniu optymalnego wyjścia. Proponujesz dość częste kontakty, warto
            pogadać z Exem i dokładnie wysondować, czemu mu to nie odpowiada. MOżliwości
            jest kilka, między innymi ta wymieniona przez KKokos. Jednoczesnie jednak (to
            do Kkokos) nie da się arbitralnie stwierdzić, że ktos nie wykorzysta szansy,
            jesli mu się tej szansy nie da. Żadna z nas nie jest prorokiem, a ludzie
            potrafią w sytuacjach ekstremalnych (rozwód) przewartościować swoje podejście
            do dzieci. Częsta jest sytuacja, kiedy olewający tatuś zaczął się interesowac
            dziećmi własnie po rozwodzie.
            Po siódme: każda z nas dzieli się swoim doświadczeniem, bo przecież nie
            sąsiadki. Jak to się ma do mentorstwa- nie wiem, ale byc może
            istnieje "samodzielna political correctness" w mysl której nalezy odgórnie
            zgadzać się z pewnymi dogmatami typu "kazdy facet to świnia, więc nie należy go
            traktować jak człowieka" lub "przyjazne lub choćby obojętne ułożenie relacji
            między rozwiedzionymi rodzicami jest z założenia niemożliwe". Jesli tak to
            faktycznie jestem niepoprawna.
            Rosa
            • ewa724 Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 15:27
              tata dzieci nie ma ochoty na wyznaczone dni w ogole !tzn chce miec prawa i
              dostep ze tak nieladnie to nazwe -staly !(pomine juz przeszlosc kiedy z tych
              praw jako tata i maz nie korzystal oki )
              tatus niestety musi zaakceptowac ze mamy z dziewczynami poukladane
              dni,zorganizowane dowozenie na zajecia itd itp
              ja oczekuje tylko odrobiny szacunku rowniez dla mojej wolnoscio-prywatnosci

              w przeciwienstwie do twojego ex Roso ,tata moich dzieci absolutnie nie
              przyjmuje do wiadomosci ze ktos moglby zamieszkac ,wychowywac jego dzieci !

              nie wieszam psow na moim mezu ,stwierdzam fakty
              przyznaje ze od czasu naszego rozejscia sie spedza z dziecmi wiecej czasu i
              dlatego proponuje te 4 dni

              teraz Roso o twoim mentorstwie smile otoz moze warto sie zastanowic jak jestes
              jednak odbierana ,czy tez jak odbierane sa twoje osady?
              moze jednak brzmisz odrobine wszechwiedzaco hmm ?

              aha
              "elementarna przyzwoitosc w stosunku do swiata" -frazesy Roso ,toz to frazesy

              ewa
            • kkokos Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 15:57
              nie roso, to nie jest kwestia political correctness - to tylko kwestia pewnej
              wpólnoty doświadczeń smile) jak poszperasz, zobaczysz, że nie ma tu wielu kobiet,
              których ex "posiedzi z dzieckiem kilka godzin, bym ja z moim aktualnym mogła
              pójść na zakupy". a przez kontrast do wielu wypowiedzi sama uznasz swój układ
              za idealny smile) ja w każdym razie poczytawszy tu różne opowieści już dość dawno
              uznałam swój za nienajgorszy - choć różni się od twojego zdecydowanie na
              niekorzyść...
              i nie przyjmowałam arbitralnie, że ludzie się nie zmieniają i nie należy dawać
              im szansy. wierzę, że się zmieniają (choć w przypadku tatusiów moja wiara mała
              jest i słaba) i dlatego owszem, uważam, że trzeba dać szansę (tyle że cudów się
              w tym wypadku nie spodziewam).
              nie, nie jest tu pożądaną normą manifestowanie negatywnych uczuć do eksa.
              narzeka się tylko wtedy, kiedy się ma na co narzekać. czy uważasz, że to
              niewłaściwe miejsce?
              w dalszym ciągu jednak upieram się, że twój ton jest zbyt mentorski. a
              zirytował mnie zwłaszcza passus o zwalaniu winy na "to zły mężczyzna był". bo
              nie mówimy o przyczynach rozpadu związku, a o tym, jakim ojcem jest/był/będzie
              ojciec naszego dziecka po naszym rozstaniu.
          • bob_dinozaur Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 15:20
            Dokladnie jest tak jak pisze Chalsia. Masz jakas dziwna wiare w magiczne
            wlasciwosci Sadu. A jesli np niezawisly sad jak to sie czasami zdarza przyzna
            exowi 2 godziny w sobote raz na dwa tygodnie, a jest to mozliwe, czy wtedy
            powiesz tatusiowi zeby przychodzil sobie tak jak ma zasadzone, mysle ze nie
            takie sa twoje intencje. Chyba rozsadniej byloby sprobowac sie dogadac poprzez
            jakas osobe z ktorej zdaniem ex sie liczy, a sady raczej omijac szerokim lukiem.
            Takie sa przynajmniej moje odczucia

            pzdr
            • ewa724 Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 15:30
              w sadzie mam zamiar przedstwaic swoja propozycje : 4 dni w tygodniu,co drugiego
              weekendu,2 tyg w czasie wakacji (chociaz nie wiem jak tatus to zorganizuje
              jeszcze nigdy nie majac tk dlugiego wolnego ale jego sprawa)polowy ferii
              zimowych

              mam nadzieje ze sad wezmie to pod uwage i tata wyrazi na to przed sadem zgode

              oczywiscie ze to nie sprawi ze nagle stanie sie punktualny i przybedzie na
              kazde spotkanie ale moze unikne oskarzen o wykorzystywanie dzieci ,mszczenie
              sie itp

              ewa
              • kammik Re: Odwiedziny dzieci 21.12.04, 15:39
                ewa724 napisała:

                > ale moze unikne oskarzen o wykorzystywanie dzieci ,mszczenie
                > sie itp


                Ewo, przepraszam, za czarnowidztwo, ale znajac zycie, to nie unikniesz,
                niestety.
    • kicia031 Re: Odwiedziny dzieci 22.12.04, 10:49
      Ewo, przeczytalam twoj post, przeczytalam o twoich rozterkach, ktore rozumiem
      bardzo dobrze. Zwlaszcza ze chociaz ja rozwiodlam sie juz z 8 lat temu i jestem
      w nowym szczesliwym zwiazku, to moje negatywne uczucia do eksa nie zmienily sie
      ani troche, moze tylko inaczej reaguje - zamiast rozmawiac, prosic, tlumaczyc,
      przekonycwac, po prostu ignoruje.
      Ale przez te wszystkie lata najbardziej mi ciazylo, ze cala odpowiedzialnosc za
      Babelka spada na mnie i na moja rodzine - bo moi rodzice, a zwlaszcza ciotka
      zawsze bardzo mi pomagali w opiece. Tymczasem ani eks ani jego rodzice nie
      poczuwali sie nigdy do zadnych obowiazkow.
      Tak wiec, jesli masz sznse jakos wlaczyc eksa w opieke nad dziecmi, radze ci,
      wykorzystaj to w sposob przemyslany. Zgadzam sie, ze jego ciagle wizyty u
      ciebie w domu sa nie do przyjecia - ale pomysle, jakie obowiazki mozesz mu
      powierzyc, aby miec tez troche czasu dla siebie. To zwlaszcza wazne, jesli
      chcesz sobie ulozyc od nowa zycie - w koncu musisz spedzac choc troche czasu
      sam na sam z nowym partnerem wink)
      Z twoich postow widze, ze twoj eks nie jest zbyt odpowiedzialna osoba i ze
      raczej nie mozesz liczyc na to, ze bedzie sie wywiazywal ze swoich obowiazkow w
      sposob nalezyty, ale wydaje mi sie, ze zwlaszcza teraz, kiedy on ma
      krotkotrwaly przyplyw dobryw checi, a ty sporo prywatnych spraw, z ktorymi
      chcesz sie uporac, warto to wykorzystac.
      Natomiast jego narzekan bym w ogole nie sluchala - pomaga tu metoda zdartej
      plyty, np. "Wysluchalam twoich uwag, niestety nie zgadzam sie z nimi. Powtarzam
      jeszcze raz, ze z dziecmi mozesz sie spotkac w ... czwartek, pitaek, whatever o
      16, mlodsza zawiezeisz na basen na 16.30, starsza na angilski o 17, potem o
      17.30 odbierzesz mlodsza z basenu a starsza z angielskiego o 18. O 20 maja
      wrocic do domu, z odrobionymi lekcjami i po kolacji. Dzieki za zrozumienie"
      Po porstu odtwarzaj taki tekst i nie daj sie sprowaokowac do dyskusji...
      Powodzenia
      Kicia
      • czekolada72 Re: Odwiedziny dzieci 22.12.04, 10:59
        O rany, Kiciu, przeczytalam, Twoja metode - i wiesz, niby prosta a ciezko
        wymyslc. Ale sama zastosuje w naszych kontaktach z exem.
        Pozdrawiam!
        • kicia031 Re: Odwiedziny dzieci 22.12.04, 17:06
          No wiesz, nie twierdze, ze to przyniesie jakis efekt. MOj eks jest kompletnie
          nieprzemakalny, i na niego to nie pomagalo. Ale pomaga czasem w innych
          sytuacjach zyciowych, w pracy, w przychodniach czy urzedach.
          Mysle, ze najwazniejsze, zeby nie dac sie wciagnac w klotnie z eks - moj bardzo
          czesto szukal okazji do awantury, bo potem mogl byc przez 2 miesiace obrazony i
          nie musial sie spotykac z Babelkiem. Wiec w koncu dotarlo do mnie, ze
          najwieksza przykrosc zrobie mu nie wydzierajac sie na niego wink))
          Zycze powodzenia - tak naprawde wiadomo, nie ma idealnych metod, ale trzeba
          probowac i chronic dzieci i siebie przed niepotrzebnym stresem
          Kicia
      • ewa724 Re: Odwiedziny dzieci 22.12.04, 13:44
        Dziekuje Ci Kiciu ! Prosto ,jasno i zyczliwie dalas mi bardzo dobra rade .

        ewa
Pełna wersja