Rozprawa pojednawcza - co się stanie gdy....

06.01.05, 21:08
...któreś z nas na takiej rozprawie powie że kocha to drugie?
Wszystko weźmie w łeb ?
Jak to jest- proszę odpowiedzcie
    • kropla113 Re: Rozprawa pojednawcza - co się stanie gdy.... 06.01.05, 21:14
      Nic nie wezmie w leb smile U mnie bylo tak: ja wnosilam pozew, a na rozprawie
      pojednawczej sad zapytal czy podtrzymuje swoja decyzje. Powiedzialam, ze tak,
      nadal chce rozwodu. Potem zapytano mojego ex-meza czy tez chce rozwodu.
      Powiedzial, ze nie bo mnie kocha i tym podobne wzruszajace historie. Pozegnano
      nas i polecono czekac na termin wlasciwej rozprawy.
      Najwazniejsze bylo czy strona wnoszaca pozew o rozwod nie zmienila zdania.

      pozdrawiam
      • gabbiano Re: Rozprawa pojednawcza - co się stanie gdy.... 07.01.05, 11:52
        U mnie też pewnie będzie taka sytuacja. Ja wnoszę pozew, a mężusio na 100%
        będzie udowadniał swoją miłość do mnie - już słyszę tę wzruszającą odpowiedź
        jak mnie kocha. Boję się tego - ale twój post mnie trochę pocieszył, chociaż z
        tego co pisały dziewczyny jak mężuś nie chce rozwodu, to nie jest tak łatwo, a
        mój nie pije, nie bije i nie chodzi na boki (co nie znaczy , że brak mi powodów
        do rozwodu).
        Ania
        • bachak Re:a czy mogę powiedzieć na rozprawie,że... 07.01.05, 21:18
          ...do momentu złozenia pozwu próbowałam ratować to małżeństwo, że prosiłam męża
          żeby wrócił do mnie ? Czy lepiej to przemilczeć?
          A w ogóle to czego lepiej nie mówić na tej rozprawie pojednawczej? A jeśli z
          nerwów się rozpłaczę ?
          • kropla113 Re:a czy mogę powiedzieć na rozprawie,że... 07.01.05, 23:14
            Spokojnie. Tylko spokoj moze Cie uratowac smile A tak serio to rozumiem, ze to
            nielatwe zachowac zimna krew podczas sprawy rozwodowej. Nie czuje sie
            ekspertem, mialam tylko jeden rozwod wink Moge jedynie powiedziec Ci jak to
            wygladalo u mnie. Sprawa pojednawcza byla formalnoscia, trwala 10 minut i
            wlasciwie o zadne szczegoly nie pytano. Konkretna jazda zaczela sie na drugiej
            sprawie. Wydaje mi sie, ze najlepiej mowic jak najmniej czyli nie-za-duzo,
            tylko to, o co pytaja. Histeria niewskazana jesli chce sie osiagnac zamierzony
            efekt, a rozumiem ze Twoim celem jest rozwod..? Jesli bez orzekania o winie to
            naprawde nie trzeba wnikac zbyt gleboko w szczegoly, takie moje skromne zdanie.
            Kiedy stalam i odpowiadalam na ich pytania bylam tak blada, ze sedzina chciala
            zrobic przerwe, zeby mnie reanimowac wink Lzy to nic zlego i jestem pewna, ze
            nawet jak Ci kilka spadnie na policzek to nikt z tego nie bedzie drwil.
            Trzymaj sie tam mocno.
            • bachak Re:a czy mogę powiedzieć na rozprawie,że... 08.01.05, 12:15
              Dzięki Kropelko smile Podrzymujesz mnie na duchu.
              A czy mogłabyś mi napisać jakie durnowate pytania zadają na normalnej rozprawie
              i czy oprócz pojednawcej rozprawy są jeszcze dwie czy jedna.
              Byłabym wdzięczna gdybyś mi ten cały proces procesowy (masło maślane)
              szczegółowiej napisala na skrzyneczke.
              Pozdrawiam
              Basia
              • oliwija Re:a czy mogę powiedzieć na rozprawie,że... 09.01.05, 18:32
                ja jestem świeżo po pojednawczej (he he he) miałąm w środę 5 stycznia. hja
                skłądałam pozew bez orzekania. a mężuś spytał czy jestem pewna (skurczybyk nie
                mieskzmy razem od 2 lat i on sie pyta czy jestem pewna że nie chce z nim być
                buahhhhhhhhhhhhhhhh) i że on mnie tak kocha że szok. rozprawa, krótka spytali
                tylko o to czy nadakl chcę rozwodu i co mu zarzucam. to powiedziałam że mnie
                zdradził 2 mies po ślubie (no bo jesli acet zaprasza do domu jakąs laskę mnie
                nie ma i laska wychodzi z domu (mojego) rano co widzi sąsiadka to raczej nie
                jest niezobowiązujace spotkanie.) do tego na sali dowiaduję się że to było nie
                raz a dwa razy..................
                najlepsza rada nie dać po sobie pozanć zdenerwowania- proponuję melisse na
                uspokojenie, mój meżuś tak się denerwował że go sędziw wywalił z sali zatem no
                koments....... reszta 16 marca trzymajcie kciuki
              • ewik25 Re:a czy mogę powiedzieć na rozprawie,że... 18.01.05, 19:10
                Odswierzam watek bo chcialam sie dowiedziec paru rzeczy.
                W moim przypadku to maz zalozyl sprawe o rozwod po rocznej separacji(zdradzil
                mnie i odszedl do tej kobiety) on chce bez orzekania winy ja sie nie zgadzam
                wiec nie wiem jak to bedzie wygladac(pierwsza sprawe mam 8 lutego i tez nie
                wiem czy ta pierwsza jest zawsze pojednawcza)
                Co mam mowic jesli zapytaja czy go kocham czy widze szanse ?Oczywiscie szans
                juz nie widze ale chce zeby sad uznal jego wine
                • chalsia Re:a czy mogę powiedzieć na rozprawie,że... 18.01.05, 23:09
                  Aby sąd uznał winę musisz mu ją udowodnić.

                  Chalsia
                  • kotka.na.dachu Re:a czy mogę powiedzieć na rozprawie,że... 19.01.05, 11:45
                    Udowodnienie winy i tak nie będzie kropką nad "i", jeśli małżonek będzie
                    dowodził winy drugiej strony (np. niedbalstwo o pieniądze, dom, tudzież
                    potomstwo). Jeśli będzie dowodził takowej winy i będzie zmierzał do tego, że to
                    go rzuciło w ramiona innej, to być może sąd przyzna Wam winę "pól na pół" czyli
                    winni oboje.
    • aniak04 Re: Rozprawa pojednawcza - co się stanie gdy.... 10.01.05, 22:03
      druga rozprawa przynajmniej w moim przypadku - orzeczenie separacji - polegała
      na tym że sędzina pytała o to jak długo nie jesteśmy razem, jak tatuś zajmuje
      sie dziecmi, kwestie finansowe, miałam dwóch świadków - mame i siostre on
      nikogo, do tego gadał nie na temat - najważniejsze odpowiadać na konkretne
      pytania i nie odpowiadać albo wcinać się w rozmowę sedziny z małż. nie
      zapytanym bo to nie świadczy dobrze, można zostać usuniętym z sali. trzymaj
      nerwy na wodzy a wygrasz, trzymam kciuki, aniak
      • ania_rosa Re: Rozprawa pojednawcza - co się stanie gdy.... 19.01.05, 00:28
        Pierwsza zawsze pojednawcza, a potem druga (może byc ostatnia, o ile strony nie
        zmienią zdania, nie pojawia się problemy lub sąd nie zdecyduje inaczej). W
        przypadku małżeństw bezdzietnych zdarza się orzeczenie rozwodu juz na pierwszej
        rozprawie, ale rzadko. Czasem skierowanie na mediację lub do psychologa, jesli
        sa małe dzieci, a sąd ma podstawy przypuszczac, że a) poniosą szkodę, b) strony
        mogą zmienić zdanie.
        przypomniało mi się własnie, jak czekalismy z Eksem na rozprawę pojednawczą- a
        że anegdota zyciowa, to napiszę. Otóż czekamy sobie zgodnie, rozmawiamy o
        dziecku, rzucamy żartami i generalnie wyczuwamy lekką konsternację wokół
        naszych osób (razem z nami czekają dwie pary, bo sędzia ma opóźnienie- wszyscy
        mają rozprawy pojednawcze, czego mozna się dowiedzieć z harmonogramu
        wywieszonego na drzwiach). Wchodzi pierwsza para, my nadal rozmawiamy. Para
        wychodzi- on wyraźnie wkurzony, ona cała we łzach, patrzą na nas wrogo. Oczy
        nam się robią jak spodki, ale nic nie mówimy. Za chwile wychodzi druga para
        (siedzieli przed salą wyraźnie spięci), za nimi biegnie sędzia. Naszych uszu
        dobiega nastepująca wymiana zdań:
        sędzia: no widzi pani, mąz zadeklarował poprawę, może nie wszystko stracone?
        Przemyśli to pani jeszcze?
        Ona: Sędzino droga, jeszcze nie zwariowałam, on juz mi tyle razy obiecywał
        poprawę, a w domu to nic nie pomaga!
        (mąz stoi zdenerwowany)
        sędzia: no ale trzeba docenić dobrą wolę...
        mąż; Myszko, wycofaj pozew, ja cię proszę..
        Ona: teraz to "wycofaj pozew", a kto wczoraj garów nie pozmywał?!

        To był autentykwink Mysleliśmy z Eksem, że nie uda nam się zachowac powagiwink

        Natomiast podczas czekania na druga rozprawę byliśmy świadkami malo zabawnej
        sceny, gdzie na rozprawę czekało także małżeństwo ok. 40latków wraz z
        nastoletnim synem. Mąż siedział osobno, zona z synem osobno. Przed naszym
        wejściem usłyszeliśmy jeszcze dialog:
        zona: ja ci tak dołoże, że się nie pozbierasz, s...synu!
        mąż: Tomuś, ty chyba nie będziesz zeznawać przeciwko tacie?
        syn: od dawna mam cię w d..ie, nawet na to nie licz


        Jak widac: wizyty w sądzie warszawskim obfitują w obserwacje socjologiczne.
        Wtedy wydawało mi się, że to norma, że ludzie przychodzą załatwić formalnośc
        (tj rozwód) i umieją to załatwić kulturalnie. Niestety nie zawsze. Ta ostatnia
        scenka była bezbrzeżnie smutna dla postronnego widza.

        Rosa
        • ewik25 Re: Rozprawa pojednawcza - co się stanie gdy.... 19.01.05, 00:59
          Heh no nie zle nie zle ,tez mi sie obilo o uszy ze roznie ludzie reaguja bo
          mozna udawac twardego ale jak przychodzi co do czego to dopiero sie mięknie nie
          ukrywam ze dla mnie sprawa rozwodowa tez nie bedzie latwa w sumie nie wiem jak
          dla meza ale ja bardzo przezylam nasze rozstanie o ze mnie zdradzil ze odszedl
          do innej kobiety.On mieszka kolo mnie ,z nia razem wynajmuje stancje zabiera
          tam dziecko i nasza corka bawi sie z jej corka.Mysle ze to istotne
          informacje,no i mam jeszcze swiadka zdrady to chyba tez istone.

          A moze ak poprostu zasosowac szantaz i powiedziecmu ze albo bierze wine na
          sibei albo mu w ogole nie dam rozwodu??? Co o tym myslicie?Bo skoro mu tak
          zalezy na szybkim rozwodzie(pewniego ta kochanica przypilila) o niech bierze
          odpowiedzialnosc za o co zrobil ylko jaki facet by sie przyznal do ego eh....sad
          • chalsia Re: Rozprawa pojednawcza - co się stanie gdy.... 19.01.05, 08:55
            Wbrew pozorom są faceci, którzy biorą winę na siebie, ba - nawet sami z pozwem
            występują !!!
            Ale albo są to po prostu honorowi faceci, albo tak bardzo im zależy na
            rozwodzie.
            Chalsia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja