anete
09.01.05, 18:40
Za kilka dni rodze i jestem z tym wszystkim sama, no moze nie calkiem, bo sa
ze mna moi rodzice, mnostwo znajomych. Nie ma jednak ojca dziecka, mojego
meza. Jesteśmy w separacji właściwie od 2 miesiąca ciąży. Miały byc proby
ratowania małż, ale okazało się, że mój mąż ma takie próby w głębokim
poważaniu. W listopadzie trafiłam na patologię ciąży, mój łaskawy mąż przez
10 dni mojego pobytu w szpitalu zjawił się 2 razy, potuptał nóżkami, że się
spieszy, napsuł mi krwii i tyle. Przez cały okres ciąży ani razu nie zapytał
się o moje zdrowie, ani razu nie zainteresował się co z dzidziisiem (no może
był 2 razy na USG, ogladając dziecko na ekranie bez entuzjazmu). W świeta
nawet nie złożył mi życzeń, w Sylwestra podobnie. Jak urodzę, to ma pojawić
się w szpitalu aby zobaczyc tylko dziecko. mój los go nie obchodzi...
Chciałabym czasem aby rozpłynał sie w powietrzu i więcej żebym nie musiała go
oglądać. Wiem, że nie będzie dobrym ojcem, nie wyniósł pewnych zachowań
rodzinnych z domu rodzinnego...NIe potrafi kochać, zresztą na początku ciąży
powiedział mi, że nie interesuje go los dziecka. Potrafi mi tylko grozić, że
nie będzie płacił alimentów...albo ze zabierze dziecko i da na wychowanie
swojej mamusi.