leeya
11.01.05, 11:29
Dzielilam sie z Wami tymi zlymi momentami, dobrymi.. Teraz chce tez sie
podzielic
Ostatnio doszlam do wniosku, ze moj ex nie jest taki zle i be. Fakt, zostawil
mnie, jak bylam w ciazy. Mialam do niego duzo zalu i pretensji. Ale... Zawsze
jest jakies "ale"
Fakt niezaprzeczalny: nie umielismy byc z soba. Brakowalo nam czegos w
zwiazku. Moze to roznica wieku, moze roznica wychowania. Oczywiscie poczatki
byly cudowne, zachwycajace. Ale kiedy nastala proza zycia codziennego zaczelo
nam czegos brakowac. Ja uciekalam w prace, czasem ponad moje sily, On wolal
inne "rozrywki". Nie umielismy rozmawiac. Szkoda tylko, ze w ten a nie w inny
sposob postanowil odejsc
Teraz jest dobrym ojcem. Nie ograniczam kontaktu z Kulcia, ale juz nie musze
sie starac o te kontakty. Sam do nich dazy. Mysle, ze wlasnie czas byl
potrzebny, aby tak moglo byc. Ze mnie opadly emocje i jak to na zimno
ogladam "z boku" to widze, ze BARDZO DOBRZE sie stalo, ze nie jestesmy razem.
On uklada sobie zycie, ja zyje wlasnym zyciem. I oboje jestesmy szczesliwi.
Paradoksalnie teraz rozmawiamy wiecej niz wtedy, kiedy bylismy razem

I
powiem Wam, ze tak jest bardzo dobrze. Jednak bardzo duzo zalezy od kobiety,
z jaka przebywa ex. Poprzednia byla koszmarna... Co ja tez odczulam na
wlasnej skorze i to nie tylko za posrednictwem ex. Obecna jest.. Nie znam
jej, ale wyczuwam w exie duzo spokoju, zadnych hustawek, zadnego rzucania sie
do mnie o byle co. I przede wszystkim chec porozumienia sie.
Wiecie, tak sobie mysle, ze zachowal sie zle, koszmarnie wrecz wobec mnie,
ale w gruncie rzeczy nie jest z niego zly czlowiek....
Leeya