O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci...

14.01.05, 23:08
Pytam się w myślach tych mężczyzn, których jest tak wielu. Nie daje mi to
spokoju za każdym razem jak tu zaglądam - jak można zostawić kogoś, komu się
przysięgało miłość, wierność, tyle obiecało... podobno można. Jak można
zostawić rodzinę, którą tak bardzo chciało się tworzyć, dbać o nią. Podobno
tak bywa. Ale jak można zostawić malutkie dzieci dla innej kobiety (dlaczego
tak rzadko kobiety zostawiają dzieci, tylko najczęściej one zostają w tej
tragicznej sytuacji same?). Nie rozumiem "nowych" kobiet, które wiążą się
z "tymi" mężczyznami. Dlaczego jest tak duże przyzwolenie na pozostawianie
kobiet samych z dziećmi?

Tyle złości czuję, nie zgadzam się na to, aby tak łatwo można było zostawiać
malutkie dzieci, gdy czytam o następnej samodzielnej mamie, która została z 3
miesięcznym dzieckiem i 5 latkiem, albo o "ojcach", którzy kompletnie nie
interesują się dziećmi. Ich synowie później również powtarzają ten schemat, a
córki często mają ogromne kłopoty w życiu dorosłym...

Podajcie proszę czasem numer komórki takiego "tatusia", tak bardzo chciałabym
się dowiedzieć dlaczego... a przy okazji zasypałabym go smsami w stylu "nie
wiąż się już proszę z innymi kobietami, nie zasługujesz na miłość..."

Wybaczcie te emocje...




    • virtual_moth Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 15.01.05, 09:39
      verona26 - ja Ci powiem.

      Gdybyś zadzwoniła do ojca mojego dziecka powiedziałby Ci, że to nie on nas
      zostawił, ale ja jego, bo kazałam mu wybierać miedzy mną a panienką, w
      której "się zakochał".
      Oczywiście nie zostawił swojego dziecka, to ja je sobie "przywłaszczyłam", a
      on, biedaczek, nie ma możliwości czestego odwiedzania jej i płacenia na nią.
      Utrudniam kontakty, bo RAZ, słownie RAZ podczas całego roku nie miałam
      możliwości go przyjać w moim domu.
      Poza tym oczywiście jestem burą suką, bo śmiałam złożyć pozew o ustalenie
      ojcostwa, mimo że chciał dziecko uznać. Utrudniam, zabraniam, jatrzę. Jestem
      winna temu, ze on traci kontakt z dzieckiem.

      No, to już znasz odpowiedź - wszystkiemu jesteśmy winne, my, wredne eksiarysmile

      Pozdrawiam
    • pelaga Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 15.01.05, 10:07
      Moj ex nie widuje sie z dzieckiem od ponad poltora roku, bo zalozyl sprawe o
      obnizenie alimentow. Probowal sie ze mna dogadac, zebym sama wyrazila zgode o
      obnizenie alimentow o polowe, z powodu narodzin jego drugiego dziecka. A ja
      wredna suka sie nie zgodzilam wink))) Tak wiec zalozyl sprawe, ktora przegral i
      stracil biedaczysko serce do syna. No coz i znowu wina wrednej exiary wink)))
      Nie ma podstaw do twierdzen, ze ograniczam mu kontakty, ale pewnie znajomym
      opowiada takie bzdury. Kazdyz nich zwyczajnie wybiela sie naszym kosztem.
      Pozdrawiam
    • anuteczek Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 15.01.05, 10:18
      Dziś napiszę bardzo chłodno, może nawet egoistycznie... Kiedy rozstawałam się z
      moim mężem byłam w 8 tygodniu ciąży. On doskonale o tym wiedział. Jego panienka
      była w jakimś 12-14, też pewnie wiedział. Gdybym się nie dowiedziała o jej
      istnieniu pewnie nadal byśmy byli małżeństwem... Myślałam, że głównym naszym
      problemem jest jego uzależnienie i ciągłe poczucie winy wobec matki, siostry i
      brata, myślałam, ze damy sobie z tym radę. Wyprowadziłam się. Nie muszę Wam
      pisać, że dosłownie świat mi się zawalił. Poronilam jedno z bliźniąt... Na
      szczeście wtedy znalazłam oparcie w swoich rodzicach. Zajęli się mną,
      pojechaliśmy nad morze, potem jedno z nich bylo ze mną caly czas. Trwałam w
      dziwnym marazmie, z którego wyciągnęło mnie dopiero spotkanie mojego M.
      Rozwodnika, z półtoraroczną Córcią, wychowywaną przez mamę. W sumie to ona się
      wyprowadziła, więc teoretycznie to nie on odszedł, nie on zostwail wówczas
      trzymiesięczne dziecko. Tak naprawdę dobrze wiemy, że żony nie wyprowadzają się
      ot tak sobie, że zawsze jest jakaś przyczyna... Znam tą przyczynę, nie jest to
      kobieta,alkohol, narkotyki, hazard rozumiem byłą żonę.
      Mimo to jestem 'nową' kobietą 'tego' mężczyzny. Razem szykujemy się do
      przyjścia na świat mojego Syna. Jesteśmy szczęśliwi. akt, moi rodzice patrzą na
      M. podejrzliwie, ale założę się, że w ten sposób patrzyliby na każdego
      mężczyznę, który by się ze mną związał...

      Ojca mojego dziecka kochałam bardzo mocno, ale teraz z perspektywy czasu cieszę
      się, że to nie on będzie wychowywał Małego, nawet się Nim nie zainteresował...
      Sądzę, że nie możemy, nie mamy prawa nikogo osądzać. Czasami zdarza się tak, ze
      ludzie zbyt szybko się pobierają, zbyt szybko przychodzą na świat dzieci, a
      zbyt późno spotykamy połówkę...
      a.
    • i.r Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 15.01.05, 12:15
      Verona, rozumiem, co czujesz. Mnie tez to diabelnie wkurza i chetnie
      naznaczylabym takich pseudomezczyzn jakims tatuazem na srodku czola, zeby inne
      kobiety wiedzialy, z kim maja do czynienia. A jak czytam forum (coraz rzadziej,
      bo praca) albo rozgladam sie wokol sad, no to rece opadaja, noz sie w kieszeni
      otwiera i w ogole. Brak slow. Tak samo jednak rece opadaja mi przy okazji
      kobiet, ktore zabieraja sie za tatusiow... - tak z zimna krwia rozwalaja
      zwiazek. Wiem, wiem, caly w tym... ale i tak je potepiam.
      No i cisnienie mi sie podnioslo.
      papa
    • westa4 Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 15.01.05, 16:59

      • isabelka20 Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 15.01.05, 21:33
        westa podaje Ci reke. Pare lat zycia z tym facetem a kiedy dowiedzial sie ze
        jestem w 5tyg ciazy zostawil mnie - odpowiedzialny pan policjant haha. Boli jak
        cholera ale ...
        Pozdrawiam cieplutko
    • ejotka Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 15.01.05, 23:07
      Nas zostawił jak córcia miała 6 tygodni. Mówił że imię będzie miała na M bo to dziecko miłosci! Przestraszyły go nowe obowiązki i rola ojca. Oczywiście nigdy tego nie powiedział, twierdził ze ja jestem okropna i bardzo się zmieniłam przez ciążę. Zrobiłam się wredna i złośliwa. Fakt jest taki że poznał next (zanim się od nas wyprowadził), wolną, bez obowiązków.Z którą może chodzić na imprezki, wyjeżdżać, spać do 12.00 i wobec której nie ma obowiązków. Oczywiście to ja jestem podła i wredna, bo złożyłam pozew o alimenty i nie myślę o tym co on czuje i skąd ma wziąść pieniądze. Nigdy nie wspomniał o tym że zostawił nas bez środków do życia i nie zapytał się nigdy czy mamy co jeść. Nie utrzymuje kontaktów z Malutką, bo albo nie ma czasu, albo jest zmęczony, albo się musi uspokoić. Twierdzi że to przeze mnie on nie chce się spotykać z Madzią, bo nie jestem miła czuła i kochająca (buhaha).Już teraz przestałam zabiegać o te kontakty. Przykro mi tylko bardzo że moja córka ma takiego ojcasad
      Jeśli chodzi o jego nową kobietę, to kiedyś z nią rozmawiałam przez telefon. Powiedziałam jej o tym że ma córkę (on jakoś nie uważał tego za konieczne), którą zostawił jak miała 6 tygodni. Na co usłyszałam "Nie mam powodu żeby ci wierzyć?" Więcej nie próbowałam.
      • angelka2 Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 16.01.05, 10:44
        a co z dziećmi?Przecież tak naprawde to nie o nas chodzi, tylko o
        najhważniejsze dla nas istoty na tym świecie!Jak mam powiedziec swojemu synkowi
        za 2 lub 3 lata jak sie spyta o tate, że go nie kochał!Bo czy mozna dziecku
        powiedziec taka straszna rzecz??Ale nie bede potrafila wymysle ze tata go
        bardzo kocha ale nie moze z nami byc -nigdy nie powiem o tym czlowieku ani
        jednego dobrego slowa.To co ja mam powiedziec!??Ja sobie dalam rade, mimo ze
        kochalam i cierpialam.Teraz wobec tego czlowieka nie mam wogóle uczuc, bo nawet
        nie zasluguje by go nienawidzić!Ostatnio tylko nachodzi mnie mala
        depresja,czuje sie winna ze nie poznalam sie na tym czlowieku wczesniej!Nie
        moge czytac tego forum bo az krew mnie zalewa jak po raz kolejny czytam ze jest
        nastepna mama samotna.Powiedzcie mi co Ci panowie czuja? czy wogole cos czuja?
        • kruszynka301 Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 16.01.05, 19:32
          jestem zadowolona, że eks zakochał się (analizując nasz związek, była to kwestia czasu, taki typ) i odszedł, kiedy córa miała 3 tygodnie. Pozwoliło mi to w miarę szybko stanąć na nogi i ponownie się związać, także córa odkąd pamięta, ma 2 tatusiów: tego domowego, codziennego, i tego od zabawy, który przychodzi do niej regularnie..... Może to zabrzmi dziwnie, ale z perspektywy 5 lat cieszę się, że córa była wtedy tak maleńka, że nie pamięta moich łez, rozpaczy - pamięta tylko pogodną mamę.

          "Jak mam powiedziec swojemu synkowi za 2 lub 3 lata jak sie spyta o tate, że go nie kochał!Bo czy mozna dziecku powiedzieć taką straszną rzecz?"
          > moja córa wie i czuje, że biologiczny ojciec ją kocha, ja natomiast, pomimo sytuacji, nigdy nie nastawiałam córy przeciwko tacie. Po latach nasze stosunki są neutralne (oboje mamy szczęśliwe rodziny), nie ma wrogości - i tak powinno być. Córa zapytana, kogo kocha najbardziej, wymienia mnie, tatę "domowego", oraz tatę biologicznego - wszystko można pogodzić, a najważniejsze jest, aby maluch czuł się kochany przez wszystkich i nie wyrastał w atmosferze nienawiści.
    • enko3 Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 16.01.05, 23:15
      14 tego mc.moj synus skonczyl mc..Pierwszys miesiac swego zycia.. Moj syn ma
      3.5, corka 11.. Dzis tez dowiedzialam sie ze moj maz swoje slonko, z ktorym sie
      spotyka od marca ub roku.
      Dzis postanowilam ze to ewidentny koniec..to nie 1 jego zdrada.DZis dla mnie
      umarl krol...Jednak nie mam sil krzyknac niech zyje krol.
      • ewik25 Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 19.01.05, 01:30
        Boze to takie okropne a fakt jest faktem ze coraz wiecej jest matek ehhhh nie
        bede konczyc poryczalam sie ...sad ide spacsad
        • smuteczek34 Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 19.01.05, 11:42
          może ja ci podam telefon do mojego ....zadzwon ...zapytaj bo mi nie
          odpowiedział dlaczego .....mamy trójkę dzieci 5,3 i rok.....własnie został
          ojcem bliźniat.....tamta wiedziała że on ma dzieci ...rodzinę ....dlaczego?????
          Ja mam 27 lat i jestem bez pracy ...zyłam w kłamstwie nieswiadoma że zyję z
          potworem
          • amws Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 19.01.05, 16:09
            właśnie dzis w nocy dowiedziłam sie, ze jest tamta.....mamy 8 m-czna córeczke,
            kredyt, mieszkanie na meza, ja nie mam nic.........
            • rena1 Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 19.01.05, 22:13
              Dziewczyny, bardzo mi przykro że mężowie Was zostawiają i odchodzą do"innej"
              Chyba lepiej jest jak facet znajdzie w sobie odwagę, powie o zdradzie i
              odejdzie, niż siedzi na siłę z żoną tylko dla dobra dziecka.

              Nikt nie mówił, że bedzie lekko, trzeba się wziąść za siebie i zacząć żyć na
              nowo.

              • miriam_b Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 19.01.05, 23:09
                mój zostawił przedewszystkim córeczkę!!!nigdy mu na niej nie zależało...!!!!!i
                juz 3 lata jej w ogóle nie widział !!!mieszka 15 km stąd i przejeżdża obok
                codziennie...to jest dopiero kawał skur.....a!!!!ale życzę mu śmierci i
                wszystkiego najgorszego za to jak ja skrzywdził!!!!!!!!!!!
                • rena1 Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 19.01.05, 23:15
                  nie można życzyć śmierci drugiej osobie, ale to co robi, to jest wielkie
                  sk..stwo i nic go nie tłumaczy.

                  To po prostu facet, który nie dorósł do odpowiedzialności i już pewnie nie
                  dorośnie, na takich niestety nie ma rady.
              • yo_oo Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 19.01.05, 23:13
                ode mnei odszedl gdy bylam w 5 miesiacu ciazy....
                coreczke widzial raz gdy miala 3 tygodnie. I ciesze sie bardzo ze wiecej sie
                nie pokazal. od poltora roku jestem z moim Partnerem. Pokochal nas wielka
                miloscią. Pokochal coreczke. Juz po miesiacu wszytskim mowil ze Ona jest Jego.
                Coreczka sie sama Jego zapytala (miala 3 latka) czy bedzie Jej nowym tatusiem.
                Zamurowalo Go ale i wzruszylosmile. Jakies pol roku temu coreczka powiedzial w
                pzredszkolu cos o swoim nowym tatusiu.. dodala takze ze jej stary tata nie
                zyje. Nie wyprowadzlaam Jej z bledu. Dla Niej tamten umarł. Ma kochajacego
                NOWEGO TATUSIA. I to jest najwazniejsze. To strasznie mile gdy sasiadka mowi mi
                jak to milo gdy na dworze slychac jak Cora sie cieszy i smieje w glos podczas
                zabawy z Tatusiem. To jest najwaznijesze. Wiec samotne Mamusie... Nic sie nie
                konczy na jednym zwiazku. Sa na swiecie tacy NOWI TATUSIOWIE dla ktorych wazne
                jest uczucie i radosc z zycia. Znajdzieci ich... Mnie to pozwolilo zapomniec o
                bolu i smutku ktory kiedys przezywalam. Uwierzylam i zaufalam kolejny raz.
                Warto bylo sie rozwiezc by moc zwiazac sie z NOWYM TATUSIEMsmile. Trzymam za Was
                kciuki. I goraco Was pozdrawiam
    • leeya Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 20.01.05, 00:07
      Verona....

      To, czy synowie ojcow pozostawiajacych matki w ciazy/z malymi dziecmi powtorza
      ten sam schemat to juz tylko i wylacznie nasza, samotnych matek wina. Bo to my
      same musimy wychowywac dzieci. I to my ksztaltujemy ich psychike, system
      wartosci. Mamy duzy wplyw na to, jak beda pstepowaly nasze dzieci w
      przyszlosci. I tylko nasza w tym glowa, aby tak wychowac dzieci, aby nie
      powtarzaly grzechow ojcow swoich.

      Tez zostalam w ciazy sama, bo wlasnie byla ta inna. A raczej inne. Bylo to pol
      roku temu. Dzis moja corcia ma 4 miesiace, jej ojciec jest w szczesliwym
      zwiazku z inna kobieta. O ironio!! Ona tez byla samotna matka. I mimo wszystko
      weszla w ten uklad. Zwiazala sie z nim. Czy ja rozumiem?? Nie wiem. Wiem tylko,
      ze nasze uklady z eksem sa poprawne. Odwiedza corke, interesuje sie nia i dba o
      nia. I tak wlasnie powinno byc. Nam nie wyszlo. Fakt. Zachowa sie co najmniej
      glupio wobec mnie. Tez fakt. Pokazal zupelny brak klasy. Ale to jego sprawa.
      Jego zycie. A ona? Jak wyzej: jej sprawa, jej zycie, jej sumienie. Nie musze
      rozumiec. Wazne jest, ze kocha corke i jest przy Malej.

      Na poczatku tez plulam jadem, gryzlam sciany i rozpaczalam. Wystarczy spojrzec
      na moje posty sprzed kilku miesiecy. A teraz? Boze, ciesze sie, ze sie
      rozstalismy. Po prostu sie ciesze. Jestem szczesliwa w tym ukladzie jaki jest:
      ja i Kulka. Nie rzucam, w eksa talerzami, nie robie awantur jak przyjdzie.
      Umiem docenic moj terazniejszy spokoj i stan ducha. Bo mojej wartosci nie
      wyznacza kawalek marynary u boku. Bo ja sama okreslam swoja wartosc. Bo
      nauczylam sie kochac siebie na nowo i doceniac swoja osobe. Bo znow odkrylam,
      ze jestem piekna kobieta, a to tylko i wylacznie dzieki mojemu szczesciu: mojej
      coreczcesmile

      Leeya
      • ania_rosa Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 20.01.05, 00:18
        Leeya, to nie jest niczyja wina. Dzieci kształtuje wychowanie, ale to
        wychowanie to całe środowisko, w którym zycje dziecko. To szkoła, media,
        rówieśnicy, doświadczenia dojrzewania, liceum, studia, lektury... A oprócz tego
        biologia, do której można zaliczyć odziedziczone skłonności (czy raczej
        preferencje konkretnych postaw). Gdyby rozłożyć człowieka na czynniki pierwsze,
        możnaby uzyskać wiele odpowiedzi na jedno pytanie. Może jest draniem, bo ojciec
        go bil? A może jest draniem, bo spotkał drani na swojej drodze? Może jest
        draniem, bo podoba mu się wzbudzanie lęku? A może jest draniem, bo coś
        innego... Nie da się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ktoś postąpił, tak jak
        postąpił i bardzo często sam zainteresowany nie umie tego wytłumaczyć.
        Mozna na rzęsach stawać i mieć psychopatę- nie przeceniajmy wpływu wychowania.
        W ogóle smutny temat jesli chodzi o odejścia i zdrady.
        Rosa
        • ewik25 Re: O "tych", którzy zostawiają malutkie dzieci.. 20.01.05, 14:16
          No tak moze to i lepiej jak facet sie przyzna do zdrady i dwoje ludzi nie tkwi
          w chorym zwiazku tylko ze wzgledu na dzieci ale niech ma odwage tez wziasc wine
          na siebie jesli chodzi o rozwod skoro mial odwage opuscic rodzine dla innej.
          Nikt chyba nie rozumie tych samcow ktorzy odchodza,zdradzaja i porzucaja
          dzieci bo tego nie da sie zrozumiec.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja