dowody w sądzie

16.01.05, 15:14
Jakie dowody sąd uznaje w sprawie o rozwód z orzeczeniem winy?Chodzi mi o
zdradę.Proszę o sprawdzone informacje,bo słyszałąm różne sprzeczne
wersje...Czy mogę zmusić do mówienia kochanke meza i jego przyjaciol?Czy
musza sie stawic na rozprawie?Jak traktuje sie detektywa i jego zeznania(na
pismie i ustne) w naszych realiach?Czy to wiarygodny swiadek?A przyjaciele
moi i meza(teraz juz tylko moi)?Czy jesli maz wraca 3-4 nad ranem z imprez to
jest to jakis powod do rozwodu z orzeczeniem czy tylko moj problem?Dziekuje
za odp.Jesli ktos chcialby odpisac nie na forum,to prosze: ania-nounours@wp.pl
    • md0512 Re: dowody w sądzie 16.01.05, 15:43
      Cześć !!

      Może na początek poczytaj tutaj:
      www.zora.piwko.pl/rozwod.htm
      ...nie jest tego wiele ale zawsze to jakieś informacje.
    • kammik Re: dowody w sądzie 16.01.05, 17:30
      Tak, możesz powolac na swiadka mężowska przyjacioleczke plus ewentualnie
      waszych znajomych itd. Nie maja prawa do odmowy zeznan. Kwestia tylko tego, czy
      w sądzie powiedzą prawdę.
      • amfenix md....... 16.01.05, 18:23
        Hihi tutaj cię przywiało?
        • md0512 Re: md....... 16.01.05, 18:28
          Cześć !!

          Hi hi, a dlaczego nie smile . W nocy wyszukiwarka działała wink . Tylko że jak
          czytam te historie to łzy cisną się do oczu. A część to należy wydrukować i
          zanieść do najbliższej prokuratury. W głowie mi się nie mieści jak to kobiet
          mogą tak być krzywdzone...
    • ewik25 Re: dowody w sądzie 18.01.05, 13:42
      anulko moze porozmawiamy na gg ja mam dopiero pierwsza sprawe rozwodowa 8
      lutego moze bedzie nam razniej i bedziemy wymieniac sie wiadomosciami jesli
      tylko masz ochote zapraszam 4767768
    • amfenix Re: dowody w sądzie 18.01.05, 13:47
      Anula o detektywa to się Chalsi zapytaj,ona coś tam działała...
    • ewik25 Re: dowody w sądzie 18.01.05, 18:04
      Ja mysle ze wszystkie dowody sie licza w sadzie jesli chcesz orzec wine meza
      takze zbieraj wszystkie jakie tylko mozesz miec
      • anula71 Re: dowody w sądzie 18.01.05, 23:04
        Dzieki wszystkim.Ewik25,wolalabym na priva jesli to mozliwe,boje sie ze cos zle
        ustawie w gadu(nie mam jeszcze numeru bo mam nowy komp) i maz z ktorym jeszcze
        mieszkam poczyta sobie...Napiszesz pierwsza?ania-nounours@wp.pl
    • chalsia Re: dowody w sądzie 18.01.05, 23:08
      Billingi z komórki
      archiwa z gadu gadu
      maile z kompa
      zdjęcia/film video od detektywa (to jest lepsze niż zeznania ustne/pisemne
      detektywa, tym bardziej, że nie bardzo chcą/mają czas łazic do sadu)
      zeznania DOWOLNYCH świadków (z tym, że nie bardzo można liczyć na prawdomówność
      kochanki), jesli świadek nie chce do sądu, to można spisać jego oświadczenie
      notarialnie

      Chalsia
      • anula71 Re: dowody w sądzie 19.01.05, 00:00
        Dzieki Chalsiu,ale Ty mialas sprawe bez orzeczenia?Jak praktycznie
        doprowadzilas do ugody majatkowej(jak negocjowac z trudnym mezem?),postraszylas
        go orzeczeniem winy i powiedzialas wprost ze chcesz np. mieszkanie?Zastanawiam
        sie tez nad tym wariantem,ale z drugiej strony mieszkanie moze i tak byloby
        moje a moge miec problemy z utrzymaniem sie z dzieckiem.Napisz cos wiecej
        prosze.Pozdrowko.
        • ewik25 Do Chalsi 19.01.05, 01:04
          A smsy tez? Mam smsa od meza ze ma kogos tak mi napisal w maju zeszlego roku i
          smsy ze chce rozwodu bo to ... to ... i to...
          • chalsia Re: Do Chalsi 19.01.05, 08:56
            Smsy też

            Chalsia
    • lideczka_27 o dowodach 19.01.05, 23:14
      Moja koleżanka postarała się o detektywa i miała wszystko w ręku, łącznie z
      pikantnymi rozmowami męża z kochanką nagranymi na taśmie (podsłuch, czy
      cóś...). Miała różne dowody, świadków, zdjęcia itd. A on dobrego adwokata. Pan
      wiedział, że rozprawa będzie z udowodnieniem winy. Więc gdy się tylko zaczęła
      (gdy była jego kolej), pan od razu powiedział (czy tam jego adwokat - tego nie
      wiem), że owszem, do zdrady jako takiej doszło i dochodzi nadal, że jest w
      związku z kobietą, której istnienia ukrywać zamiaru nie ma, że ona w każdej
      chwili może zeznawać itd. itd. Koleżanka była w szoku, bo takiego obrotu sprawy
      się nie spodziewała. A czego chwycił się on? Udowodnił, że zdrada, jego "lewy"
      związek był niejako "z winy" żony, że miała kolosalny udział w rozpadzie, jaki
      powstał w małżeństwie i ten związek to już tylko pewna konsekwencja tego faktu.
      Adwokat był dobry, nie wiem ile prawdy było w tym, co on mówił (znam relację
      tylko koleżanki a przecież to jej rozprawa i znam jedynie jej punkt widzenia,
      nie jej byłego), w każdym razie ten sposób rozwiązania sprawy dla faceta był
      skuteczny - orzeczono winę po równo (tzn. że oboje winni byli rozpadu, nie
      tylko on). Wiem, że Cię nie pocieszyłam, to tylko tak informacyjnie, bo nie
      można ślepo wierzyć, że samo udowodnienie zdrady wystarczy...

      pozdrawiam
      lidka
      • ewik25 Re: o dowodach 20.01.05, 09:57
        To jeszcze napisz mi w jaki sposob on sie bronil jak udowodnil ze zona byla
        winna zdrady bo nie moge sobie wyobrazic zeby moj maz mnie obwinil za to ze
        odszedl tzn nie mam pojecia co moze powiedziec chyba ze mnie tam obsmaruje .
        • anula71 Re: o dowodach 20.01.05, 14:37
          tez b.prosze napisz co zarzucil zonie,to wazne bo nie wiem czy sie w to
          ladowac...
          • lideczka_27 Re: o dowodach 20.01.05, 17:22
            Dziewczyny, co ja Wam będę pisać... Każde małżeństwo jest inne i z różnych
            powodów się w nim nie układa. Nie znam szczegółów, bo nie jesteśmy do tego
            stopnia zżyte, by mi o wszystkim opowiadała, poza tym przeżywała to na świeżo,
            czuła się bardzo pokrzywdzona i nie było jej stać nawet na odrobinę
            obiektywizmu (co mnie nie dziwi). Pamiętam tylko, że nie zarzuciła mu kłamstw
            ani wrobienia w jakąś nieprawdziwą historię. Facet oparł się na tym, by
            udowodnić, że zanim związał się z kobietą, jego małżeństwo istniało już tylko
            formalnie - tzn. nie czuł się kochany przez żonę, nie współżyli, żona była pod
            wpływem rodziców (tzn. tam chodziło o zakupy chyba, bo ona sporo różnych rzeczy
            kupowała - np. AGD i inne w porozumieniu z matką a nie mężem). Był jakiś dym o
            to, że żona się odseparowała finansowo, nie chciała dyskutować na tematy
            wspólnego dziecka (wybory: lekarz, przedszkole itd. - to wszystko konsultowała
            z koleżankami i mamą, bo jej "polecono"). Znam A. i wiem, że ma twardy
            charakter, lubi innym narzucać swoją wolę - jej mama to ten sam typ kobiety. Ta
            kochanka to rozwódka, koleżanka z pracy. Sąd uznał jego winę w tym zakresie, że
            jeszcze podczas trwania małżeństwa nawiązał romans, natomiast nie zignorował
            argumentów, na to, że to małżeństwo przestało istnieć. A. nie umiała
            jakoś "wybronić" się z tych zarzutów, mówiła mi, że była kompletnie zaskoczona
            i wiele rzeczy się dowiedziała od męża dopiero na rozprawie. Stąd też sąd
            faceta nie pochwalił ani nie potępił, a winę orzeczono po obu stronach. Ile
            było rozpraw i czy tylko z jej powództwa tego już nie wiem, w każdym razie,
            koniec końców wina po równo, o alimenty na siebie nie ubiegała się.

            pozdrawiam
            lidka
      • gosza26 Re: o dowodach 20.01.05, 15:30
        Z tego samego powodu (który opisała lideczka)rozwód mojego M. trwał ponad 2
        lata a teraz sprawa jest w apelacji, oczywiście ze strony eks. Dlatego
        Lideczka_27 powiedziała to co ja wcześniej Tobie doradzałam - dobry adwokat
        potrafi wszystko. M. musiał do sądu zanieść masę dokumentów, powołać kilku
        świadków (m.in. kochanka eks i zonę kochanka), i pare opini psychologa
        dotyczących dziecka. Jednym słowem tony papierów kompromitujących eks. Rozwód
        został orzeczony z jej winy, ale ona sie odwołała, więć może sie róznie to
        skończyć. Właśnie czekamy..
        • ewik25 Re: o dowodach 20.01.05, 16:02
          Jezu na sprawie zeznawala kochanka ex a ona zostala winna? To jest chore
          poprostu chore!!!
          • lideczka_27 Re: o dowodach 20.01.05, 17:01
            Faceta goszy zdradzała żona. Więc ten za świadków miał kochanka swojej żony
            oraz żonę tegoż kochanka. Do tego tak jak gosza napisała - tonę różniastych
            pism, łącznie z opinią psychologa dotyczącą kondycji dziecka. Rozwód orzeczono
            więc z winy niewiernej żony. Ale to żadna pociecha, bo pani złożyła apelację i
            z tego co pamiętam twierdzi, że zdrada to nic takiego, bo mąż sobie na nią
            zasłużył, w ramiona kochanka ją popchnął i w ten deseń (mąż raz zezwolił na
            powrót niewiernej na łono rodziny, za drugim razem już nie). Dlatego mówię -
            bez adwokata się nie obejdzie, bo może być tak, że wykażą iż zdradzony sobie na
            rogi zasłużył, adwokat zdradzającego umiejętnie taką tezę przeforsuje i w
            konsekwencji zdradzany opuszcza gmach sądu przegrany i upokorzony.

            pozdrawiam
            lidka
          • e_r_i_n Re: o dowodach 21.01.05, 16:23
            ewik25 napisała:

            > Jezu na sprawie zeznawala kochanka ex a ona zostala winna? To jest chore
            > poprostu chore!!!

            Z tego co ja zrozumiałam z postu goszy, na sprawie zeznawał kochanek eks (czyli
            kobiety rozwodzacej sie z facetem goszy) oraz jego (tego kochanka) zona.
          • gosza26 Re: ewik 22.01.05, 13:21
            jak to mówią ,,słuchaj uchem a nie brzuchem. Zeznawał kochanek eks, czyli jej
            konkubent, oraz żona konkubenta. Jesli to ja się wyraziłam nie jasno to sorry...
    • cienki_bolek Re: dowody w sądzie 21.01.05, 11:29
      Przepraszam, ale nie znam się na tym. Dlaczego właściwie ma nam zależeć na
      uzyskaniu rozwodu z orzeczeniem winy męża i zbieraniu tych wszystkich dowodów?
      Po co to, jak związku i tak juz nie ma i może najlepiej byłoby się rozstać
      kulturalnie bez wyciągania brudów? Nie rozumiem. Czy jest jakaś konkretna
      przyczyna takich dążeń?
      • chalsia Re: dowody w sądzie 21.01.05, 11:40
        Owszem, moralna i/lub finansowa (osoba uznana za wyłącznie winną rozpadu
        związku ponosi całe koszty rozwodu włącznie z kosztami adwokata drugiej strony,
        natomiast osoba uznana za niewinną rozpadu związku ma prawo do alimentów na
        siebie aby wyrównać poziom życia do tego z przed rozwodu).

        Chalsia
        • ewik25 Re: dowody w sądzie 21.01.05, 12:50
          Podpisuje sie pod tym co Chalsia napisala zalezy jak sie ludzie rozstaja ale
          jesli ktos bierze slub powinien wziasc odpowiedzialnosc za slowa tylko teraz w
          ych czasach przysiega nic nie znaczy jesli ktos decyduje sie odejsc bez
          wazniejszych powodow niech sie liczy z uczuciami tej drugiej osoby i dlatego
          osoba odchodzaca powinna wziasc odpowiedzialnosc za to ze odchodzi.
          Kazda syuacja jest winna ale np w moim przypadku dlaczego ja mam isc na reke
          mezowi i zgodzic sie na szybki rozwod skoro to on nas porzucil dla innej tzn
          mnie i dziecko.Ja sie nie czuje odpowiedzialna za to co zrobil bo pomimo tego
          ze mnie zdradzil chcialam to ratowac ale to on zrezygnowal to niech bierze wine
          na siebie i bedzie szybciutko wolny a jesli sie nie poczuwa do
          odpowiedzialnosci to sad jest po to zeby mu uswiadomic.
        • cienki_bolek Re: dowody w sądzie 21.01.05, 15:42
          Chalsiu, ale to wtedy gdy małżeństwo jest z długim stażem, tak? Tzn dzieci są
          prawie dorosłymi bykami a mąż znalazł sobie młodszą na przykład, i jesteśmy w
          stanie wykazać nasz wieloletni wkład w małżeństwo, czy tak? Czy w każdym
          przypadku? Jakoś chyba tak głupio domagać się alimentów na siebie będąc w sile
          wieku, z krótkotrwałym stażem, który pewnie bardziej świadczy o pomyłce przy
          jego zawieraniu niż o rozbitym małżeństwie.
          • amfenix Re: dowody w sądzie 21.01.05, 16:00
            Hmhm można też zapragnąć dwójki,trójki dzieci i przekonać żonę do tego,żeby nie
            pracowała zawodowo tylko 'opiekowała sie domem i potomstwem",a po pięciu
            sześciu latach a jeszcze lepiej po 10, "zakochać się bez pamieci w koleżance z
            firmy na służbowym wyjeżdzie" i pójść w jej ramiona zostawiajac rodzinę,bez
            środków do życia,z mizernymi alimentami...Jak myślisz jakie szanse na pracę ma
            30 - 40 kobieta, która przez całe lata siedziała w domu pozostawianoa z dzećmi
            sama sobie?
            • cienki_bolek Re: dowody w sądzie 21.01.05, 16:06
              Ale ja właśnie pytam bo nie byłam pewna jakich sytuacji to dotyczy. Nie znam
              się na tym po prostu. A czy zdrada może być jedyną przyczyną rozwodu z
              orzeczeniem winy? Czy mogą być inne "winy" czy to tylko dotyczy sytuacji, w
              której druga strona ma kogoś innego?
              • chalsia Re: dowody w sądzie 21.01.05, 16:55
                Oprócz zdrady alkoholizm, przemoc fizyczna, przemoc psychiczna, narkomania.
                Byc może nałogowy hazard tez, gdyby doprowadzał rodzinę do problemów
                finansowych.

                Chalsia
          • chalsia Re: dowody w sądzie 21.01.05, 17:00
            Staż nie jest istotny z prawnego punktu widzenia.
            Po za tym długośc stażu małżeńskiego nie musi mieć w ogóle związku z wiekiem
            dzieci.
            Głupio, nie głupio - to sprawa do rozważenia w zaciszu każdego umysłu. Mogę być
            młoda i móc zarabiać, ale jeśli odejście męża do innej/przemoc fizyczna itp.
            była powodem rozpadu związku z facetem, który duuuużo zarabiał, to czemu mam
            rezygnować z poziomu życia, do którego przywykłam?

            Inny dobry przykład podała Ci Amfenix.

            Chalsia

            PS. a pomyłka przy zawieraniu małżeństwa może skutkować jego rozbiciem
            • bob_dinozaur Re: dowody w sądzie 21.01.05, 18:30
              Rozumiem jezeli motywem rozwodzenia z orzekaniem o winie sa pieniadze (koszty
              sadowe plus alimenty na niewinnego). Natomiast nijak nie moge zrozumiec tych
              motywow moralnych. Czy to na prawde takie przyjemne obrzucac sie blotem przez x
              rozpraw angazujac w to cala mase ludzi (swiadkowie, dowody) w dodatku za wlasne
              pieniadze. Chyba jedynymi ktorzy ciesza sie z takiego obrotu sprawy sa te
              prawnicze hieny poniewaz moga niewiele sie wysilajac niezle zarobic. smile)))
              pzdr

              niektore gady to gady smile))))
              • ewik25 Re: dowody w sądzie 21.01.05, 19:10
                Czy to na prawde takie przyjemne obrzucac sie blotem przez x
                rozpraw angazujac w to cala mase ludzi (swiadkowie, dowody) w dodatku za wlasne
                pieniadze.

                : nie to nie jest przyjemne ale jezeli ktos nie poczuwa sie do
                odpowiedzialnosci ze zdradza i zostawia rodzine to wlasnie takie obrzucanie
                blotem niestety jest.
                Ja nie po to wychodzialm za maz zeby sie rozwodzic.
              • ania_rosa Re: dowody w sądzie 21.01.05, 19:22
                No własnie, Bobie, sprawa jest bardziej złożona. Założmy, że mąz zdradził zonę
                po wielu latach małżeństwa, zrobił to w wyjątkowo żenujący sposób i pragnie
                rozwodu. Zona nie przymiera głodem, ma pracę, nie potrzebuje alimentów na
                siebie (które mogłyby jej przysługiwać, gdyby wystąpiła i uzyskała rozwód z
                winy męża), a poza tym- jak to ująłeś- nie chce sie obrzucac błotem z udziałem
                obcych ludzi, bo ma klasę. Przystaje więc na rozwód bez orzekania o winie, choć
                ma pełne podstawy, aby uzyskać orzeczenie winy męza. Mija rok i kochanka męza
                znajduje sobie kogos innego, były mąz ma wypadek samochodowy, traci pracę i
                wpada w niedostatek. I wtedy, ponieważ mąż jest nadzwyczajnym draniem, ów mąż
                występuje do sądu o przyznanie mu alimentów od byłej zony. Ma do tego prawo?
                Ano ma. Jeśli tylko sąd orzekł, że wina za rozpad małżeństwa jest obopólna,
                czyli nie da się ustalić osoby osoby wyłącznie odpowiedzialnej za rozpad
                małżeństwa, to w szczególnych przypadkach losowych jedno z byłych małżonków ma
                prawo wystąpic o świadczenia alimentacyjne od drugiego. I wtedy zona nie dość,
                że moralnie poniosła stratę to poniesie też stratę finansową. Tak przynajmniej
                było, kiedy ja się rozwodziłam. Jeśli coś się zmieniło, to skorygujcie.
                Warto więc się starac o to, aby sprawiedliwości stało się zadość. Warto choćby
                ze względu na takie scenariusze.

                Rosa
              • ewik25 Re: dowody w sądzie 21.01.05, 20:24
                Czy to na prawde takie przyjemne obrzucac sie blotem przez x
                rozpraw angazujac w to cala mase ludzi (swiadkowie, dowody) w dodatku za wlasne
                pieniadze.

                : nie to nie jest przyjemne ale jezeli ktos nie poczuwa sie do
                odpowiedzialnosci ze zdradza i zostawia rodzine to wlasnie takie obrzucanie
                blotem niestety jest.
                Ja nie po to wychodzialm za maz zeby sie rozwodzic.
            • cienki_bolek Re: dowody w sądzie 21.01.05, 19:09
              No ale wlasnie ta kobieta jak rozumiem przywykla do takiego poziomu bo to on
              jej go zapewnial. Jakby to byla jej zasluga to by sobie taki poziom nadal byla
              w stanie sama zapewnic. Troche zatem nie wypada uwazac wychodzac bogato za maz,
              ze nadal nam sie bedzie to nalezec w przypadku porazki zwiazku. Niby z jakiej
              racji? W koncu to jego pieniadze i tak jak nie placi na swoja pierwsza milosc z
              podstawowki chociaz byc moze ja rzucil dla nas na przyklad albo dla naszej
              poprzedniczki, tak i chyba nie jest sprawiedliwe zeby placil nam. Niby za co?
              (Pomijam kwestie dzieci bo to inna bajka). A niestety odkochac sie mozna
              zawsze, co jest owszem smutne jak robi to nasza druga polowka, ale nie daje nam
              chyba prawa to domagania sie od tej polowki dozywotniej pensji z tego powodu,
              ze on to zrobil pierwszy. A co jesli to my bysmy nagle spotkaly nasza milosc i
              postanowily odejsc od meza? Przeciez tak tez moglo sie zdarzyc w tym samym
              zwiazku. Czy swoich uczuc mozemy byc tak pewne? Nic co mamy jest dane na
              zawsze, niestetysmile)) Oczywiscie sa rozne sytuacje ale smutne to troche, ze tam
              gdzie nie wiadomo o co chodzi, chodzi zawsze o pieniadzesad(( Bo nie wierze
              jakos w te satysfakcje moralna. Ja mozna miec i bez formalnego orzeczenia sadu -
              obie strony juz najlepiej wiedza kto zawinil.
              A'propos amfenix, jakby moj maz wpadl na taki pomysl, zebym siedziala w domu z
              dziecmi dluzej niz tego wymaga karmienie cycem to zostalby z lekka wysmiany.
              Wlasnie dlatego, ze wiem, ze ja z wiekiem niestety staje sie coraz mniej
              atrakcyjna, on wrecz przeciwnie dla rynku pracy oraz mlodych kolezanek z
              biurasmile) Dlatego tez nie rozumiem tych kobiet, ktore sie na to godza w swojej
              naiwnosci, ze tak bedzie wiecznie. Nie te czasy, niestety, zeby z jednym az do
              grobusmile))
              Pozdrawiam.
              • amfenix Re: dowody w sądzie 21.01.05, 19:25
                To nie był przykład z mojego życia.
                Choć mój maż wpadł na pomysł bym nie pracowała i siedziała w domku.POmysł upadł
                na szczęście,a pod koniec związku ja utrzymywałam nasza rodzinę...Odszedł bo
                więcej czasu spędzałam w pracy niż przy garach.Heheh ktos musiał zarobic na
                jasniepana grającego w tenisa pół dnia a przez pozostały czas lezacego przed
                telewizorem.NO nie?!
                I nie wiem skąd ci się wziąl pomysł,że bidule bez pracy łapią bogatych facetów
                a potem chcą od nich pieniędzy jeszcze.To raczej w bajkach takie rzczy.
                I zapominasz o fakcie,że panowie tez mogą zwrócic się o alimenty do drugiej
                strony.Rozwód z orzekaniem o winie blokuje im taką drogę.
                NO wyobraz sobie,że mój ex kolejny raz przetraca wszystko co ma,zaczyna znowu
                chlać,ulega wypadkowi i np staje się nizdolnym do pracy.Co robi?Zakłada mi
                sprawę o alimenty na siebie.I bulę przez najbliższe pięć lat(rozwód za
                porozumieniem)albo do końca życia(gdybym była winna)ACH JOOOO
              • ania_rosa Re: dowody w sądzie 21.01.05, 19:36
                No więc, Cienki Bolku, masz wspaniałą sytuację, skoro stać Cię na taką
                asertywnośc i samoświadomość. To jednak nie oznacza, że Twoja sytuacja jest
                reprezentatywna dla reszty kobiet. Sama znam sytuację, w której mąż i zona
                ustalili podział obowiązków na zasadzie: zona wychowuje dzieci, mąz zarabia
                pieniądze. I nie jest to ustalenie kuriozalne, a wręcz bardzo popularne w
                naszym kraju, co poświadcza lektura tego forum i obserwacja okolicznych
                związków. W opisywanym przeze mnie przypadku mąż odszedł do innej i zostawił
                swoją żone z czworgiem dzieci. Czas, który ona poświęciła dzieciom i domowi, on
                przeznaczył na szkolenia i poprawę swojej sytuacji zawodowej. Czy nie należą
                jej się alimenty? Wg Ciebie nie- bo zawdzięczała swoją sytuację finansową
                wyłącznie męzowi, a poza tym taką postawę okreslasz wyraźnie mianem naiwnej, a
                za naiwność powinno się płacić. Sytuację można jednak odwrócić: czy ex mąz
                byłby w stanie piąć się po szczeblach kariery, gdyby zona nie zdjęła z niego
                odpowiedzialności za dom, dzieci i sprawy codzienne? Spójrz na samotne matki:
                większość z nich musi zapomnieć o awansach, bo wymagają one dyspozycyjności. A
                samotna matka nie jest dyspozycyjna, natomiast dyspozycyjny jest prezes, za
                którym stoi albo brak rodziny, albo zona zapewniająca mu dyspozycyjność.
                Wspólny dobrobyt to nie tylko pieniądze, ale tez stworzenie sytuacji, w której
                te pieniądze można zarabiać. Jeśli dwoje ludzi podejmuje ugodę co do tej
                kwestii, to oboje mają prawo wierzyć, że ta ugoda jest obowiązująca i trwała.
                Wypisanie się jednej ze stron z tego interesu nie oznacza, że druga strona nie
                ma prawa domagać się rekompensaty z tytułu wypełnienia swojej częsci umowy, bo
                takie prawo ma.
                Tak więc Twój mąz być może zostałby wyśmiany, gdyby Ci zaoferował taki podział
                obowiązków, ale większośc męzów takie podziały proponuje, a ich zony na to
                przystają. I obie strony powinny być w takich przypadkach zabezpieczone, a w
                każdym razie mieć prawo domagac się zabezpieczenia od strony winnej
                niewywiązania się z umowy.

                rosa
                • cienki_bolek Re: dowody w sądzie 21.01.05, 20:24
                  Alez dziewczyny! Ja tez jestem kobieta! Wiec nie odbierajcie tego tak wrogo. Po
                  prostu stwierdzam realnie, ze tak niestety wyglada rzeczywistosc i trzeba byc
                  na nia przygotowana wlasnie dlatego, zeby nie zostac z przyslowiowa reka w
                  nocniku. Najlepiej jest polegac na sobie i nie liczyc na obietnice malzonka. W
                  koncu to mezczyznasmile)) Statystyki niestety nie rokuja najlepiej i oby nam sie
                  wszystkim udawalo przezyc zycie z jedna osoba ale trzeba brac pod uwage inna
                  ewentualnosc. Dlatego tak, uwazam to troche za naiwnosc.
                  Nadal mam mieszane uczucia co do tych alimentow na malzonke. Ja tam bym nic nie
                  chciala od mojego jakby mnie puscil w trabe. O tym, ze w przypadku rozwodu bez
                  orzekania o winie on moglby sie ode mnie takowych domagac nie wiedzialam, ale
                  jest to jakis argument w takim raziesmile)))
                  A moze by tak w takim razie tymczasowe alimenty na zone (np. pare lat na
                  zrobienie/dokonczenie studiow czy kursow doszkalajacych) plus obietnica
                  przejecia opieki nad dzieckiem w znacznym stopniu, tak aby byla zona mogla
                  znalezc czas na doksztalcanie sie tak, jak ona mu to zapewnila?smile) A potem
                  dawaj robic kariere!
                  • chalsia Re: dowody w sądzie 22.01.05, 00:49
                    To ja teraz na swoim przykładzie Cienki Bolku (z resztą chyba adekwatny nick
                    jeśli chodzi o te tematy).
                    Gdybyśmy z eksem żyli w USA, to bym dostała dożywotnio udział w eksa zarobkach
                    i to bez względu na to, czy rozwód byłby z orzekaniem czy bez orzekania o
                    winie. Mianowicie przez 3 lata sama utrzymywałam naszą rodzinę, a w tym czasie
                    eks się kształcił. Dzięki temu wykształceniu dostał bardzo dobrze płatną pracę.
                    I dlaczego niby tylko on miałby teraz odcinać kupony, skoro gdyby nie wsparcie
                    finansowe żony, to by o takich pieniądzach mógł tylko pomarzyć ??

                    Chalsia
                    PS. rozwód mam bez orzekania o winie
              • pelaga Re: dowody w sądzie 21.01.05, 20:06
                > Nie te czasy, niestety, zeby z jednym az do grobusmile))

                No to mi pozostaje jedynie wspolczuc Ci podejscia. Gdybym brala drugi slub to
                warunkiem koniecznym byloby przekonanie, ze to az do grobu. Jesli takiego
                przekonania sie nie ma, to po co ta cala zabawa w dom??? Odpowiedzialnosc to
                towar deficytowy w dzisiejszych czasach sad(
                • ewik25 Re: dowody w sądzie 21.01.05, 21:28
                  Pelaga

                  Wspolczuc mi podejscia? No moze ja jestem z innej epoki skoro uwazam ze jak
                  ktos sie decyduje na zalozenie rodziny to bierze na siebie te odpowiedzialnosc.
                  Tak tak masz racje to nie te czasy teraz ludzie sie pobieraja robia sobie
                  dzieci zdradzaja sie na lewo i prawo a jak im cos nie pasuje to poprostu
                  odchodza tak jakby wychodzili do sklepu po mleko(czyt. do sadu i rozwod)
                  • pelaga Re: dowody w sądzie 24.01.05, 08:14
                    ewik25 napisała:

                    > Pelaga
                    > Wspolczuc mi podejscia?

                    Moja wypowiedz byla skierowana do autorki slow, ktore zacytowalam i odnosila
                    sie wlasnie do zacytowanego fragmentu.
                    Pozdrawiam
              • chalsia Re: dowody w sądzie 22.01.05, 00:52
                > biurasmile) Dlatego tez nie rozumiem tych kobiet, ktore sie na to godza w swojej
                > naiwnosci, ze tak bedzie wiecznie.

                Młoda wiekiem jesteś, albo mało róznych kobiet znasz. To nie musi być kwestia
                naiwności, a tylko bardzo trudnego kompromisu miedzy mieć a dawać (dzieciom w
                tym przypadku). Po za tym są po prostu kobiety (czego chyba nie zdążyłaś
                zauważyć), które po prosty chcą i marzą być matkami dzieciom w domu.
                Ludzie są róźni po prostu.

                Chalsia
                • gosza26 Re: dowody w sądzie 22.01.05, 13:43
                  Może ja wróce do temtu orzekania o winie..

                  Nie powiem nic nowego jesli wskażę, że każdy przypdek ma swoje osobiste blaski
                  i cienie, które potem wychodzą na sprawie rozwodowej. Ja wim jedno jesli wiesz,
                  że droga strona nie uderzy poniżej pasa to fakt warto wtedy zawrzec ugode(choć
                  znam przkład, że mąż chciał szybkiegi rozwodu i zgodził sie na orzeczenie o jgo
                  winie, bo nastepczni szykowała się do urodzenia dzisiusia panu mężowi).

                  Wiel razy nas tez pytano czy wart, w końcu tyle lat to trwa. Pewnie ,że wszyscy
                  wolelibysmy rozwiązać sprawę jak cywilizowani ludzie, ale niestyty lideczka i
                  erin miały rację, dopisująć to czego ja tu nie powiedziałm, a opisałam w
                  poprzednich wątkach. Myślę, że rozpętałabym burzę w szklance wody gdybym chciał
                  przekonać innych do tego, że bywaja sytuacje, w których to naprawdę jedna
                  strona jest wyłącznie winna rozpadowi.

                  Niestety mamy przykre doświadczenia z tym, że nawet jak masz w sądzie dowód to
                  jesli 2 strona idzie w zapartę to bywa to róznie. ja mogłabym napisać ksiązkę a
                  i tak wiele osób rzekłoby ,że to fikcja literacka, bo w normalnym kraju takie
                  rzeczy sie nie zdarzają.

                  ps. M. bronił sie sam. Na 1 rozprawie adwokat eks zastraszał go, by ten wycofał
                  pozew.
                  • chalsia Re: dowody w sądzie 22.01.05, 13:48
                    > że droga strona nie uderzy poniżej pasa to fakt warto wtedy zawrzec ugode
                    (choć
                    > znam przkład, że mąż chciał szybkiegi rozwodu i zgodził sie na orzeczenie o
                    jgo
                    >
                    > winie, bo nastepczni szykowała się do urodzenia dzisiusia panu mężowi).

                    No to jak by nie było, facet w tym względzie postąpił przyzwoicie.

                    Chalsia
                  • ewik25 Re: dowody w sądzie 22.01.05, 22:12
                    Gosza
                    Nie pamietam czy juz pisalam o tym ale w kazdym malzenstwie zdarzaja sie
                    klotnie czy jakies niedomowienia ale jesli partner odchodzi wlasnie z tak
                    blachego powodu bo np ma juz dosyc trucia zony ktora ciagle mu powtarza nie
                    wyzywaj mnie albo dlaczego tak pozno wrociles do domu,gdzie byles...?No to
                    wybaczcie wszyscy ale po co sie zenil taki koles jesli nie wie na czym opiera
                    sie zwiazek nie mowiac juz o malzenswie.Jesli ucieka do innej z takich wlasnie
                    powodow to czyja jest wina ze malzenstwo sie rozpada...???
                    • chalsia Re: dowody w sądzie 22.01.05, 23:15
                      >Jesli ucieka do innej z takich wlasnie
                      > powodow to czyja jest wina ze malzenstwo sie rozpada...???

                      Obu stron.

                      Chalsia
                      • gosza26 Re: dowody w sądzie 23.01.05, 13:07
                        chalsia , w przypadku o którym pisałam facet postąpił ok, ale mnie chodziło o
                        to, że żona zażądała i orzeczenia o winie męża a on zgodził sie od razu, bez
                        wywlekania brudów. żona chciała się zabezpieczyc. Nie było więc ,,walenia
                        poniżej pasa,, podczas rozwodu.

                        Ewik właściwie nie skomentuje twojej sytuacji, ale moja przyjaciółka odeszła od
                        męża. Było bez picia i bicia, on ma poczucie starsznej krzywdy,ona twierdzi że
                        odeszła w ostatniej chwili i teraz nareszcie jest szczęśliwa.

                        Wiem jedno, żeby wystąpić o orzeczenie o winie, naprawdę nie tylko trzeba mieć
                        własne przekonanie, ale jeszcze dowody, świadków. U mojego M. jest to równiez
                        forma zabezpiecznia na przyszłość(nie po to żeby on starał się o alimenty, ale
                        po to by eks po nie wystąpiła).

                        Moje osobiste zdanie jest takie, najlepszy rozwód jest bez orzekania o winie.
                        Szybko, bez zbędnych stresów. Wybór M. tak jak już wspomniałam był podyktowany
                        koniecznościa i najgorszemu wrogowi tego nie życzę......
                        • ewik25 Do Goszy 23.01.05, 14:47
                          Chyba mnie ktos zle zrozumial janie mowie tutaj o winie mojego meza bo mnie nie
                          szanowal i nie wracal na noc bo tego bylo o wiele wiecej ale o winie takiej ze
                          sam odszwdl sam zdecydowal ze nie chce z nami byc poprostu zdradzil,chcial
                          czegos nowego,znudzila mu sie zona,wiec odszedl.Po zdradzie,ktora widzialam na
                          wlasne oczy to ja wyciagelam reke zeby to ratowac ja chcialam zebysmy pokonali
                          ten kryzys i byli razem ale to znowu on nie chcial to on zrezygnowal wiec
                          dlaczego ja mam czuc sie wspolwinna ?Dlaczego mam mu pojsc na reke i ot tak
                          poprostu ulatwic mu start w nowe zycie i rozwiesc sie za porozumieniem?
                          To ja zrobilam wszystko zebysmy byli razem .... to nie ja odeszlam i mam
                          czyste sumienie.

                          Kazdy maprawo do wlasnego zdania byc moze i lepszy jest rozwod bez orzekania
                          winy i wyciagania brudow ale to co ja przeszlam,jak sie czulam,jak to sie
                          odbilo na moim zdrowiu i jaka on krzywde wyrzadzil naszemu dziecku nie pozwala
                          mi na to by rozwod wziasc w zgodzie.
                      • ewik25 Do chalsi 23.01.05, 14:37
                        Obu??? A jaka jest moja w tym wina ze mnie facet nie szanuje i nie wraca do
                        domu na noc? To moja wina ze odchodzi bo ja mu na to nie pozwalam tzn nie
                        pozwalam na to zeby mnie ak traktowal?
                        • gosza26 Re: Do chalsi 23.01.05, 15:01
                          Ewik ja cie rozumiem. Na sprwawie mojego M. sedzina zapytał go czy próbował
                          rozmawiać z eks o kłopotach: odpowiedź była tak, czy dawał szanse:odpwiedż była
                          tak. Na to samo pytanie eks odpowiedziął, że nie bo...nawet nie potrfaiła
                          powiedzieć czemu nie.

                          Ja naprawdę zdaję sobie sprawę co to znaczy byc ponizonym, nawet nie wiadomo w
                          imię czego. Tylko ,że jeśli Ci sie trafił facet, który bedzie bardzo złosliwy
                          to możesz przepłakać jeszce nie jedna noc.

                          Aha! BARDZO WAŻNE!! jest bardzo duża róznica pomiędzy moralnym odczuciem kto
                          jest winny a przepisami prawnymi i ich interpretacją w sądzie. Wez to pod
                          uwagę, bo cos mi się wydaje, że chalsia miała na myśli winę obu od strony
                          prawnej.
                          • ewik25 Re: Do chalsi 23.01.05, 17:08
                            Gosza

                            No to wlasnie u mnie tak bylo ja chcialam rozmawiac on nie chcial a jesli juz
                            to byl to monolog a nie dialog wszystko olewal jak wracal z pracy chcial sie
                            tylko najesc i smsowal sobie z kolezankami nic go nie obchodzilo.W niczym mi
                            nie pomagal.Nawet pisalam do niego listy bo myslalam ze to cos pomoze ze slowo
                            pisane szybciej jakos dotrze to przeczytal i wrzucal gdzies do szuflady.Wiem ze
                            Wy znacie tylko opinie z mojej strony ale tak wlasnie wygladalo min moje
                            malzenstwo.
                            • gosza26 Re: Do chalsi 23.01.05, 17:55
                              ewik25 napisała:

                              > Wy znacie tylko opinie z mojej strony ale tak wlasnie wygladalo min moje
                              > malzenstwo.
                              -----------------------------
                              • ewik25 Re: Do chalsi 23.01.05, 22:07
                                gosza

                                Na to ze mnie zdradzil i odszedl do innej kobiety mam dowody i mam swiadkow a
                                to ze olal nasz zwiazek to fakt tego moge nie udowodnic,jego winanie polega tez
                                tylko na tym ale przede wszystkim ze nasz zostawil i odszedl do innej kobiety.
                                pozdrawiam
                        • chalsia Re: Do chalsi 23.01.05, 22:06
                          Klasyczny adwokat diabła: obu stron, bo trucie to nie jest metoda. Nawet jeśli
                          merytorycznie miałaś rację, to forma rozmowy i postępowania z drugim
                          człowiekiem może go na tyle zniechęcić, ze straci uczucie i chęć działania dla
                          dobra związku. Nieumiejętność trafienia do drugiej strony też jest winą tej
                          pierwszej strony.
                          Z tąd twierdzę (i tu mówię nie o podejściu prawnym), że w większości wypadków
                          (za wyjątkiem takich jak alkoholizm, narkomania, znęcanie się fizyczne i
                          psychiczne) wina za rozkład związku obarcza obydwoje partnerów. Niekoniecznie
                          po połowie.
                          A w ogóle to nie jest kewstia winy, tylko odpowiedzialności za swoje czyny i
                          słowa w związku. Obu stron. Dlatego obie strony.

                          Ewik, Ty jesteś na takim etapie, że góruje ból, złość, gniew, uraza. Za jakiś
                          czas będziesz mogła bardziej obiektywnie spojrzeć na całą sprawę (przy czym
                          wcale Cię nie odwodzę od orzekania rozwodu z winą).

                          Chalsia
                          • ewik25 Re: Do chalsi 23.01.05, 22:18
                            Klasyczny adwokat diabła: obu stron, bo trucie to nie jest metoda- napisalam
                            trucie bo w jego mniemaniu mu trulam ja chcialam rozmawiac


                            forma rozmowy i postępowania z drugim
                            > człowiekiem może go na tyle zniechęcić, ze straci uczucie i chęć działania
                            dla
                            > dobra związku. Nieumiejętność trafienia do drugiej strony też jest winą tej
                            > pierwszej strony.- no wlasnie w takich syuacjach idzie sie do Poradni
                            Rodzinnej i korzysta z pomocy fachowca

                            Ewik, Ty jesteś na takim etapie, że góruje ból, złość, gniew, uraza-chalsia po
                            czesci masz racje jest we mnie zlosc,zal i bol ale nie wiem czy czas tu pomoze
                            by spojzec obiektywnie.W tym momencie moge powiedziec ze rany zostaly ponownie
                            rozdrapane bo przyszlo mi zawiadomienie o sprawie i czeka mnie rozwod co nie
                            jest latwym przezyciem a tym bardziej ze on chce sie rozwiesc w zgodzie i nie
                            poczuwa sie do ej odpowiedzialnosci ze to on nas zostawil.
                            • chalsia Re: Do chalsi 23.01.05, 23:00
                              To trwa około 2 lat (dochodzenie do równowagi). Te rany się nie goją - one się
                              zabliźniają i od czasu do czasu broczą, z czasem coraz mniej i mniej.
                              Chalsia

                              PS. On się nie poczuwa do odpowiedzialności za to, ze Was zostawił. A za
                              jakie "grzechy/winy" w Waszym związku Ty czujesz się odpowiedzialna?
                              ________
                              Większość ludzi to ssaki.
                              • ewik25 Re: Do chalsi 23.01.05, 23:58
                                chalsia wiem ze to trwa okolo 2 lat mowila mi o tym psycholog.

                                A za
                                > jakie "grzechy/winy" w Waszym związku Ty czujesz się odpowiedzialna?- ja wiem
                                jakie bledy popelnialam w zwiazku nie ma ludzi nieomylnych i bez wad ale ja nie
                                odeszlam ..... a jakie popelnialam moge Ci napisac w mailu jesli chcesz
                                • chalsia Re: Do chalsi 24.01.05, 01:22
                                  Ewik, nie musisz. Skoro wiesz, to dobrze.
                                  Chalsia

                                  PS. odejście/rozstanie to jeszcze nie najgorsza rzecz, gorszą jest nie
                                  próbowanie ratowania zanim się odejdzie
                                  • ewik25 Re: Do chalsi 24.01.05, 09:57
                                    PS. odejście/rozstanie to jeszcze nie najgorsza rzecz, gorszą jest nie
                                    próbowanie ratowania zanim się odejdzie
                                    -i az mi sie lza zakrecila w oku jak to przeczytalam bo moj maz wlasnie nie
                                    chcial sprobowac
                                    • chalsia Re: Do chalsi 24.01.05, 11:10
                                      Mój też nie.

                                      Chalsia
                                      • gosza26 Re: Do chalsi 24.01.05, 14:00
                                        Ewik jesteś gotowa na to ,że jesli pójdzisz do sądu a mąż walnie, że to ty
                                        byłas winna, że on odszedł(tak jak podała lideczka27)?? Masz wsparcie?? Jeśli
                                        tak to działaj, jesli nie to....

                                        Ja wiem jak to boli, widziałam łzy w oczach M. kiedy czytał odpowiedzi na jego
                                        pozew, kiedy słyszał od dziecka ,,tatusiu ja cie kocham nie martw się,,.

                                        Co dowodów zdrady, M. je miał, byli świadkowie. Niestety gdyby do dyspozycji
                                        miał tylko to to najprawdopodobniej M. mógłby sie pożegnac z orzeczeniem o
                                        winie.

                                        eks -a własciwie jej adwokat-napisał w apelacji(która właśnie trwa),cyt. fakt
                                        zdrady nie ma znaczenia bo małzonek powinien czekac na żonę, a nie wiązać się z
                                        kimś innym,,. Choć ta dostała dwukrotnie szanse na powrót, a mąż związał się z
                                        kimś dopiero po 7 latch jej romansu i 3 latch wspólnego mieszkania z
                                        kochankiem.Czego ona sie nie wyparła.

                                        Jak widzisz w sądzie mozna wszystko i jestem pewna, że każdy tutaj mógłby podac
                                        takie przykłady.

                                        pozdrawiam
                                        • ewik25 Re: Do chalsi 24.01.05, 16:07
                                          gosza

                                          Bylam w sadzie i czytalam pozew jest tak jak napisalas...

                                          ,,. Choć ta dostała dwukrotnie szanse na powrót, a mąż związał się z
                                          kimś dopiero po 7 latch jej romansu i 3 latch wspólnego mieszkania z
                                          kochankiem.Czego ona sie nie wyparła.
                                          - moje malzenstwo nie przetrwalo nawet dwoch lat takze to tez ma znaczenie a
                                          jesli chodzi o szanse to moj maz po zdradzie(on mnie zdradzil) nawet z niej nie
                                          skorzystal
Inne wątki na temat:
Pełna wersja