Smutno mi....

30.01.05, 00:30
Byłam dziś (tzn wczoraj) pierwszy raz w przedszkolu- integrowac sie z
dziecmi.Ja i moj 2,5letni skarbek. Po inne dzieci i ich mamusie przyszli
tatusiowie i poszli sobie wszyscy usmiechnieci do swoich domow.
Dzwonil dawny kolega- jego zona w moje dobra przyjaciolka urodzila
coreczke.Byl wzruszony i przejety rola ojca...
przy okazji dowiedziałam sie ze inna moja przyjaciolka z czasow studenckich
urodziła drugie dziecko i wkrotce przeprowadza sie z cała szczesliwa rodzinka
do swojego nowo wybudowanego domku...
A my...zostalismy calkiem sami dwa lata temu. Nie czuje nienawisci do mojego
meza -zrobil nam duzo krzywdy, ale odszedl sobie dawno temu i juz raczej
mysle o nim obojetnie. Ale....ocierajac sie w zyciu codziennym o szczescie
innych czuje ukłucie zazdrosci-mimo ze oczywiscie zycze wszystkim dobrze.
Nie potrafie sie pogodzic ze nasze zycie wyglada tak jak wyglada...
Moje przyjaciółki ze studiow- startowalysmy kiedys z tego samego pułapu,
miałysmy tak samo czyste konto...im sie udało i nawet nie wiedza jakie piekło
człowiek jest w stanie przezyc za sprawa najblizszej osoby.
Jak bardzo potrafi dopiec samotnosc... Mamy tylko siebie - ja mojego maluszka
i on mnie.Czy ktos jeszcze bedzie w stanie dobrze poczuc sie w naszym
ukladzie i pokochac nas obydwoje?
Czy jeszcze kiedys bedzie dobrze? Smutno mi....
Nie lubie weekendow- wole chodzic sobie do pracy i nie zauwazac u innych tego
za czym ja tak tesknie a oni maja w standarcie i nie doceniają...
    • misia_bella2 Re: Smutno mi.... 30.01.05, 10:35
      Widzisz Soniu, zawsze jest tak, że tęsknimy za tym, czego nie mamy.
      Ale pomyśl, masz swojego synka i spokój. Staraj się cieszyć tym, co masz.
      A może spotka Cię na swojej drodze ktoś, kto Was pokocha.
      Głowa do góry, życzę Ci szczęścia - spójrz na swoje dziecko i pomyśl o nim, jak
      o swoim największym skarbie i uśmiechnij się. Ja nie jestem samodzielną mamą,
      (więc mam ten standard), ale zawsze jak mi smutno przytulam moje dziecko i zaraz
      mi lepiej, czego i Tobie, z całego sercz, życzę.
      Pozdrawiam
    • iziula1 Re: Smutno mi.... 30.01.05, 21:13
      Soniu, wiesz jak ja byłam przez bardzo długi czas sama zawsze obok siebie
      zauważałam tylo szczęśliwe pary, małżeństwa, troskliwych tatusiów.
      Teraz gdy nie jesteśmy sami, gdy mam obok siebie dobrego człowieka nagle
      zauważyłam że obok mnie śa samotni i smutni ludzie.Że w szkołach są dzieci
      rodziców rozwiedzionych,że w przedszkolu kilkoro dzieci nie miały taty.
      Sporo osób tak jak ty boryka się z samotnościa, zbrakiem ciepła meskiej dłoni,
      zwykłego pocałunku na dobranoc.
      Ale pomyśl też że jestes ogromną szczęściarą bo masz wspaniały Skarb, którego
      nikt nie ma.Możesz wstać w nocy i pocałować swoje spiace słoneczko a idąc razem
      ulica masz kogo trzymac za rękę.
      To naprawde bardzo wiele.
      Przez życie nie idziesz juz sama.
      A przyjdzie taki czas kiedy ktos do Was dołączy i bedzie szedł razem z Wami.
      Pozdrawiam.
      Iza
    • sm30 Re: Smutno mi.... 30.01.05, 22:13
      Nie masz szklanki w połowie pustej tylko w połowie pełną !!! Masz po kogo
      przychodzić do przedszkola, kogo trzymać za rękę i komu robić mikołajkowe
      paczki. Teraz pomyśl ile par przechodzi koło przedszkola ze świadomością, że
      nie będzie mieć małych szkrabów, bo nie może, ile samotnych dziewczyn nie
      spotkało na swej drodze nikogo i nawet nie miało szansy być samotną mamą, ile
      bizneswoman odkrywa, że jest za późno zajść w ciąże, której przez wiekszość
      życia tak się bały. Gdy ja zostałam sama jeszcze w ciąży tato powiedział mi:
      facet prędzej czy później jakiś się znajdzie , a na dziecko mogłoby kiedyś być
      za późno, siostra dodała : nigdy nie biegnij za facetem i autobusem... zawsze
      będzie następny wink .... a czy wyobrażasz sobie święta Bożego Narodzenia bez
      dziecka - bo ja nie, a bez faceta... nie jest tak niezbędny.
    • maminekb Re: Smutno mi.... 30.01.05, 23:00
      Nie będę dobrą pocieszycielką - sama niedawno pisałam podobny post sad. No ale
      postaram się smile. Zacznę od tego ze mam córkę w wieku Twojego synka i my zajęcia
      zaczynamy od marca - co poniedziałek 2 godzinki. Oczywiście bedzie chodziła
      opiekunka bo ja będę tkwiła w pracy.Więc i tak macie lepiej... Na dokładkę mam
      ostatnio problemy ze zdrowiem i ciągłe krwotoki z nosa. Dziś tata cory miał do
      niej przyjechać. Ja oczywiście miałam potężny krwotok i czyściłam mieszkanie
      przez 20 min. z myslą żeby się nie martwił ... jak odwołał spotkanie byłam tak
      wściekła ((bo ja wciąż myślę - żeby go nie zranić, żeby nie zmartwić, tyłka nie
      zawracać) a On nawet porządnie nie wytłumaczy się z przyczyny odwołania wizyty)
      ponadto tak bardzo liczyłam na chwilę odpoczynku - że po raz pierwszy zapytałam
      się : dlaczego to ja nie ty ponoszę konsekwencje? Po raz pierwszy powiedziałam
      coś takiego - jestem zmęczona, nie daję rady fizycznie i psychicznie. Boże
      przecież kocham córkę ponad życie dlaczego zadałam to pytanie??? Czuję się
      wstrętnie niczym wyrodna matka. Przecież dbam o Nią, wydzwaniam z pracy, nie
      wyobrażam sobie życia bez niej, uwielbiam z nią kontakt jest taka rezolutna,
      tak wzrusza mnie, chodzę w nocy do Niej się przytulać, zasypia trzymając mnie
      za rękę jak mogłam nazwać swoje zycie spieprzonym ???
      Uwielbiam weekendy, wymyślam córce tysiące atrakcji ... ale co z tego skoro
      zmęczenie potrafi mnie dobić... Czuję się naprawdę podle. Jak mogłam... no nic
      wyjazd na kilka dni w góry bardzo mi się przyda.
Pełna wersja