sonia294
30.01.05, 00:30
Byłam dziś (tzn wczoraj) pierwszy raz w przedszkolu- integrowac sie z
dziecmi.Ja i moj 2,5letni skarbek. Po inne dzieci i ich mamusie przyszli
tatusiowie i poszli sobie wszyscy usmiechnieci do swoich domow.
Dzwonil dawny kolega- jego zona w moje dobra przyjaciolka urodzila
coreczke.Byl wzruszony i przejety rola ojca...
przy okazji dowiedziałam sie ze inna moja przyjaciolka z czasow studenckich
urodziła drugie dziecko i wkrotce przeprowadza sie z cała szczesliwa rodzinka
do swojego nowo wybudowanego domku...
A my...zostalismy calkiem sami dwa lata temu. Nie czuje nienawisci do mojego
meza -zrobil nam duzo krzywdy, ale odszedl sobie dawno temu i juz raczej
mysle o nim obojetnie. Ale....ocierajac sie w zyciu codziennym o szczescie
innych czuje ukłucie zazdrosci-mimo ze oczywiscie zycze wszystkim dobrze.
Nie potrafie sie pogodzic ze nasze zycie wyglada tak jak wyglada...
Moje przyjaciółki ze studiow- startowalysmy kiedys z tego samego pułapu,
miałysmy tak samo czyste konto...im sie udało i nawet nie wiedza jakie piekło
człowiek jest w stanie przezyc za sprawa najblizszej osoby.
Jak bardzo potrafi dopiec samotnosc... Mamy tylko siebie - ja mojego maluszka
i on mnie.Czy ktos jeszcze bedzie w stanie dobrze poczuc sie w naszym
ukladzie i pokochac nas obydwoje?
Czy jeszcze kiedys bedzie dobrze? Smutno mi....
Nie lubie weekendow- wole chodzic sobie do pracy i nie zauwazac u innych tego
za czym ja tak tesknie a oni maja w standarcie i nie doceniają...