z orzeczeniem czy bez?

14.02.05, 08:21
kazdy mi mówi co innego,
po co prac brudy? czyli polubownie
on zawalił-niec ponosi koszty, z orzeczeniem

jak jest na prawde, ajkei ewentualnie poniose konsekwencje decydujac sie na
rozwód taki lub taki?

wina meza ewidentnie-zdrada, zaniedbywanie obowiazków
    • kammik Re: z orzeczeniem czy bez? 14.02.05, 08:56
      Ja mam rozwod z orzeczeniem o winie. Nie wiem, czy mialam jakies wyjatkowe
      szczescie, nie mialam zadnych problemow z jego uzyskaniem.
      Majac rozwod z orzeczeniem o winie mozesz wystepowac o alimenty na siebie bez
      ograniczen czasowych. W przypadku braku orzeczenia o winie - przez 5 lat od
      uprawomocnienia sie wyroku. Nie ponosisz tez kosztow rozpraw.
      Jesli masz rzeczywiscie mocne dowody - radze orzeczenie o winie. Aha, dochodzi
      wtedy jeszcze cos w rodzaju poczucia sprawiedliwosci spolecznej smile
      • grazia31 Re: z orzeczeniem czy bez? 14.02.05, 10:10
        czesc, ja miałam bez orzekania o winie, mimo iż miałam bardzo mocne dowody
        przeciw mężowi. poprostu byłam juz tak zmęczona tym "wspólnym życiem",
        problemami, włóczeniem po komisariatach, prokuraturach itp, że kolejne
        wyciąganie publicznie brudów i ciąganie swiadków po sądach dobiło by mnie
        całkowicie. doszłam z mężem do porozumienia, spisaliśmy umowę co do mieszkania,
        alimentów, odwiedzin u dziecka oraz spraw majątkowych, zatrudniłam adwokata i
        na 2 rozprawie był już koniec. jedyny minus tego rozwiazania, to to iż kiedyś
        dziecko moze zacząć drażyć temat "kto był winien." a pieniądze?... mam to
        gdzieś... dla mnie święty spokój jest bezcenny po tym co przeżyłam.
      • grazia31 Re: z orzeczeniem czy bez? 14.02.05, 10:21
        zdrada? wydaje mi się ze to śliski temat. tak samo jak zaniedbywanie
        obowiązków. w końcu nikt nie jest idealny a każdy kij ma dwa końce. sąd jest
        obiektywny i czasem zaskakuje stwierdzeniami i wyrokami. poza tym maż moze
        stwierdzić ze to ty nie wywiazywałaś siż z obowiazków w stosunku do niego. a ta
        druga? moze to tylko koleżanka a ty masz obsesję na punkcie jego znajomości?
        nie gniewaj sie , ze tak piszę. jestem osoba obcą dla was i nie siedzę u was
        pod łóżkiem. sędzia zreszta też.
    • md0512 Re: z orzeczeniem czy bez? 15.02.05, 10:22
      Cześć !!

      Gdy masz mocne dowody - udokumentowana zdrada, czy przemoc fizyczna i/lub
      psychiczna wobec Ciebie czy dzieci - lepiej z orzekaniem o winie żeby pomęczyć
      i ukarać padalca wink .
      Jeżeli jednak ma to być rozstanie z innych powodów, gdzie ustalenie winy nie
      jest łatwe - lepiej nie orzekać, podzielić samemu majątek, dogadać się, wziąć
      adwokata i pożegnać się w zgodzie - po to żeby jak najmniej bolało. Inaczej
      taka sprawa będzie ciągnęła się nawet latami i w końcu może do niczego nie
      doprowadzić.
    • oliwija Re: z orzeczeniem czy bez? 16.02.05, 17:05
      ja jestem w trakcie. jeśli bedzie bez to co ci grozi ze w ciągu 5 lat od
      orzeczenia rozwodu grozi ci ze facio bedzie sie domagał alimimentów na siebie.
      tylko zemusi byc w niedostatku.
      • czekolada72 Re: z orzeczeniem czy bez? 18.02.05, 11:59
        oliwija napisała:

        > ja jestem w trakcie. jeśli bedzie bez to co ci grozi ze w ciągu 5 lat od
        > orzeczenia rozwodu grozi ci ze facio bedzie sie domagał alimimentów na
        siebie.
        > tylko zemusi byc w niedostatku.
        i sie nie ozeni!
        • oliwija Re: z orzeczeniem czy bez? 20.02.05, 12:23
          tak i sie nie ożeni. ale jakja wyjde za mąz to od razu gad wystąpi bo jemu jest
          żle!!!
    • screen Re: z orzeczeniem czy bez? 20.02.05, 13:59
      a ja miałam z orzekaniem o jego winie i wyszło.... z winy obu stron! W pozwie
      zarzuciłam zaniedbywanie obowiazków,brak zainteresowania rodziną, chlanie i
      molestowanie psychiczne. On miał adwokata- ja nie, bo mnie nie stać. I pan
      adwokat wywalczył, że ja wszczynałam bezpodstawne awantury i samowolnie, bez
      zadnego powodu opuściłam męża i odebrałam mu dziecko! Sędziego nie obchodziło,
      że chlał na umór i olewał nas na wszystkie sposoby, ze byłam najgorsza,bo nie
      zdjęłam mu butów jak przyszedł pijany w nocy itp. na koniec powedział, że moje
      argumenty sa bardziej drastyczne ale... nie mozna orzec rozwodu z 95% winy męża
      i 5% winy żony,więc musi być z winy obu stron. A moje 5% to, że nie próbowałam
      ratować małzeństwa, tylko sobie poszłam ( po 3 latach koszmaru). Sam
      stwierdził, że wybaczyłam mężowi i jeszcze mu urodziłam dziecko a jak
      próbowałam to sprostować, że wszystkie te numery mialy miejsce juz po urodzeniu
      dziecka,usłyszałam: ja pani nie przeszkadzałem jak pani mówiła! Orzekam rozwód
      z winy obu stron! To tyle.
      Jesli masz takiego bydlaka jakim jest mój były i trafisz na takiego sędziego to
      lepiej się dogadaj. Jeśli się da, bo zmoim się nie dało
Pełna wersja