nilka13
07.03.05, 20:20
Człowiek uczy się całe życie. Zainspirowana ostatnimi dyskusjami toczącymi
się na forum, poddałam swoje poglądy i postępowanie gruntownej samokrytyce.
Po kolei: byłam przeciwko biciu dzieci. Ponieważ jednak:
a) klapsy gwarantują powodzenie w życiu
.(„bo jeśli moje
wykształcenie, status i to czego doszłam sama w swoim życiu to wierz mi ze
jestem wdzięczna swoim rodzicom za klapsy, kary itp stresowe matody
wychowawcze.”

b) zapobiegają patologiom społecznym
(„i wlasnie takie bezstresowe wychowanie,tlumaczenie tylko daje nam takie
pokolenie jakie widzimy na ulicach
chamstwo,brak kultury,pycha,zarozumialosc,wulgarne odnoszenie się do
wszystkich
w kolo,nieustępowanie miejsca osobom starszym,stawianie na swoim,brak
jakichkolwiek wzorców ,nie wspomnę o braku szacunku wlasnie do ojca,bo matka
pokazala ,ze ojciec to bankomat”

,
to muszę się zmienić.
Bardzo kocham moje dzieci, teraz już wiem, ze błądziłam.
Uznałam, że się mylę i niniejszym postanawiam poprawę w tym względzie. Mam
tylko jeden problem- brak informacji. Wprawdzie przeczytałam kilka (set?)
książek o wychowywaniu. Owszem, były tam teoretyczne rozważania na temat
klapsów, ale nigdzie nie natknęłam się na najbardziej istotne: praktyczne
wskazówki- JAK?
Czy należy bić w pupę gołą czy ubraną? A może w „papmpersa” ? Co, jeśli pupa
jest tak mikra, że trudno na niej ułożyć otwartą rękę? Czy użyć wtedy pięści,
czy lepiej uderzyć w głowę? Czy natężenie i amplitudę uderzeń uzależnić od
tego, jak „maluch potrafi być
czasem tak okropny i złosliwy a zadne tłumaczenie nie daje rezultatu”, czy
też od poziomu zaniepokojenia rodzica?
No i najważniejsze- KIEDY zacząć? Czy można zbić niemowlę („okropny i
złosliwy”, „okropny i złosliwy”, „okropny i złosliwy”,”raczkuje”

, żeby
zapobiec Balladzie („Balladę o Januszku,takie pokoloenie nam dorasta i juz
raczkuje następne”

?
Naprawdę bardzo się martwię. Czy już nie za późno? Czy zdołam uratować moje
dzieci? A może nic nie da się uratować? Bo skoro ja jestem z pokolenia,
które dostawało klapsy, to siłą rzeczy jesteśmy skażeni tym genem…
(„agresia przekazywana jest w genach, tak jak pociag do alkoholu i inne
paskudne
rzeczy na które nie mamy wpływu.”

Bardzo proszę, potraktujcie mnie poważnie, jak inne forumowiczki. Ale niech
nie odzywają się te odrażające osoby, które nie kochają dzieci i nazywają je
brzydko p. prokreacji.
Pozdrawiam
N.