przykro mi, że nie rozumiałam...:-((((((

07.03.05, 20:20









Człowiek uczy się całe życie. Zainspirowana ostatnimi dyskusjami toczącymi
się na forum, poddałam swoje poglądy i postępowanie gruntownej samokrytyce.
Po kolei: byłam przeciwko biciu dzieci. Ponieważ jednak:
a) klapsy gwarantują powodzenie w życiu
.(„bo jeśli moje
wykształcenie, status i to czego doszłam sama w swoim życiu to wierz mi ze
jestem wdzięczna swoim rodzicom za klapsy, kary itp stresowe matody
wychowawcze.”wink
b) zapobiegają patologiom społecznym
(„i wlasnie takie bezstresowe wychowanie,tlumaczenie tylko daje nam takie
pokolenie jakie widzimy na ulicach
chamstwo,brak kultury,pycha,zarozumialosc,wulgarne odnoszenie się do
wszystkich
w kolo,nieustępowanie miejsca osobom starszym,stawianie na swoim,brak
jakichkolwiek wzorców ,nie wspomnę o braku szacunku wlasnie do ojca,bo matka
pokazala ,ze ojciec to bankomat”wink,
to muszę się zmienić.

Bardzo kocham moje dzieci, teraz już wiem, ze błądziłam.
Uznałam, że się mylę i niniejszym postanawiam poprawę w tym względzie. Mam
tylko jeden problem- brak informacji. Wprawdzie przeczytałam kilka (set?)
książek o wychowywaniu. Owszem, były tam teoretyczne rozważania na temat
klapsów, ale nigdzie nie natknęłam się na najbardziej istotne: praktyczne
wskazówki- JAK?
Czy należy bić w pupę gołą czy ubraną? A może w „papmpersa” ? Co, jeśli pupa
jest tak mikra, że trudno na niej ułożyć otwartą rękę? Czy użyć wtedy pięści,
czy lepiej uderzyć w głowę? Czy natężenie i amplitudę uderzeń uzależnić od
tego, jak „maluch potrafi być
czasem tak okropny i złosliwy a zadne tłumaczenie nie daje rezultatu”, czy
też od poziomu zaniepokojenia rodzica?
No i najważniejsze- KIEDY zacząć? Czy można zbić niemowlę („okropny i
złosliwy”, „okropny i złosliwy”, „okropny i złosliwy”,”raczkuje”wink, żeby
zapobiec Balladzie („Balladę o Januszku,takie pokoloenie nam dorasta i juz
raczkuje następne”wink?
Naprawdę bardzo się martwię. Czy już nie za późno? Czy zdołam uratować moje
dzieci? A może nic nie da się uratować? Bo skoro ja jestem z pokolenia,
które dostawało klapsy, to siłą rzeczy jesteśmy skażeni tym genem…
(„agresia przekazywana jest w genach, tak jak pociag do alkoholu i inne
paskudne
rzeczy na które nie mamy wpływu.”wink
Bardzo proszę, potraktujcie mnie poważnie, jak inne forumowiczki. Ale niech
nie odzywają się te odrażające osoby, które nie kochają dzieci i nazywają je
brzydko p. prokreacji.
Pozdrawiam
N.


    • kammik Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 07.03.05, 20:45
      Ogromnie sie ciesze, nilko, ze rozpoczelas ten wątek. To prawda, my, matki
      PRAWDZIWIE zainteresowane przyszloscia naszych dzieci, a nie tylko
      realizowaniem bzdurnych teorii o wychowaniu napotykamy na lukę w pismiennictwie
      na temat hodowli niemowląt i dzieci straszych. Wydawnictwa serwują nam
      dziesiątki książek z setkami przepisów na zupke marchewkową, natomiast nie ma
      NIC na temat metodologii klapsów. Kazda z nas dobrze wie, ze nieobce nam
      dylematy: na gołą czy ubraną, wystarczy ręką czy moze zaslużył na kabel, wlać
      od razu czy poczekac godzinę. Bardzo zatem będę wdzieczna za podzielenie sie
      doswiadczeniami.
      • virtual_moth Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 07.03.05, 21:28
        E tam, nie wytłumaczą Wam o co chodzi z tymi klapsami, ja się pytałam już chyba
        ze trzy razy o technikę klapsów na pampers i zbagatelizowano moje pytanie. No
        bo jak to w końcu jest - ma boleć czy nie ma boleć? Przecież cieżko jest
        uderzyć w pampers tak, żeby bolało. Trzeba chyba dziecko przytrzymać mocno
        (zapobieganie odrzutowi) i z całej siły walnąć, a i tak nie wiadomo czy zaboli.
        Moja córka to by mnie chyba wyśmiaławink

        Pzdr
        • pwrzes Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 07.03.05, 21:38
          Czy w tego pampersa lepiej bic, gdy juz wyjelismy zakupy czy gdy jeszcze jest w
          siatce/torbie/etc i w opakowaniu?wink

          M.
          PS. Pekajace od uderzenia opakowanie jako dodatkowy czynnik odstraszajacy, to
          musi byc to.
      • amfenix Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 07.03.05, 21:57
        Mój ex stosuje metodę z wyprzedzeniem.Coby nasz syn wyrósł na tak porządnego
        człowieka jak jego tata.Jego ojciec też podobnie kształtował jego
        charakter,tylko metoda była inna tłukł go pięścią po twarzy.Efekt
        natychmiastowy.
        Ale odeszłam od tematu.
        Mój ex mieszka bardzo daleko.Trzy ulice dalej.W związku z tym ustalił sobie sam
        kontakty dostosowane do odległości i czasu jaki ma.I w czasie tych kontaktów
        wychowuje syna z całych sił.Bierze go zazwyczaj (bo często nie może), dwa
        popołudnia w tygodniu.W sumie jakieś osiem godzin tygodniowo, spędzają razem.W
        wakacje i ferie zimowe oraz wszystkie wolne weekendy niestety jest zajęty.
        O ewentualnym laniu informuje młodego z wyprzedzeniem.NP.Jeśli jeszcze raz
        odbiorę cię ze szkoły i będziesz miał uwagi ( Młody ma ADHD leczone
        farmokologicznie i terapiami)to za każdą uwage dostaniesz jedno uderzenie
        paskiem na gołą pupę.
        Dyscypliny przestrzega.Tylko czasami zapomina o dziecku.Niedawno młody
        zadzwonił przeszczęśłiwy,że jest juz w domu, bo tata o nim zapomniał chyba,bo
        dwie godziny pod szkoła stał i się nie doczekał, ale to dobrze, bo dostał uwagę
        i strasznie boi się tego lania.I jeśli sie zgodze to on może za to sedes umyć i
        na kompie nie grać tydzień ( wyrzeczenie straszne).
        Jakieś dwa miesiące temu,ex odebrał syna po trzech tygodniach niewidzenia się
        z młodym.Mały miał pięć uwag w zeszycie ( brak skupienia i krecenie się). Kara
        została wymierzona.Tata spokojnie odebrał go ze szkoły,zawiózł do swojego domu
        kazał się rozebrać i uderzył pięć razy.Dwa razy mu się fizyka popieprz....
        czego efektem były rozległe bordowofioletowe sińce.Ex waży 90 kilo młody 24....

        Na moje ostrzeżenie telefoniczne,że ostatni raz coś takiego zrobił.Bo jeśli
        sytuacja się powtórzy zrobię dziecku obdukcję i ograniczę mu prawa,wysłuchałam
        półgodzinnej awantury na temat moich metod wychowawczych,Ballady o Januszku i
        tego,że od tej pory to on już w wychowywaniu dziecka brać udziału nie będzie....
        Dzień później otrzymałam telefon od psychologa szkolnego w sprawie dziecka
        które przyszło posiniaczone do szkoły,musiałam się gęsto tłumaczyć.Ojca do
        szkoły nie wezwano uznając to za bezsensowne.
        Tydzien później syn pobił się z kolegą w szkole.UKARAŁ GO,bo kolega się z niego
        wysmiewał.
        Syn mówi,żebym się tak nie przejmowała,bo jego kolega z klasy to miewa gorsze
        siniaki,bo jego tata to ma pasek z taką dużą klamrą.
        W poniedziałki jest dzień exa.Młody rano boi się iść do szkoły.Zwykle nie miewa
        tego dnia uwag.Czasem "gubi" mu się w szkole dzienniczek w poniedziałki.

        Musze kupic sobie pasek z klamrą.
        Może odkryje nowa metodę leczenia dzieci z ADHD i nie wychowam Januszka.

        PS
        OBydwoje z exem mamy wyższe wykształcenie ( no...on niepełne,szkoda czasu na
        pracę mag),nie zaliczamy się do rodzin patologicznych,nie stwiedzono przypadków
        alkoholizmu w naszych rodzinach,obydwoje mamy rodzeństwo,małżeństwa naszych
        rodziców trwaja nadal,bylismy razem 12 lat...,młody mimo sześćdziesięciu uwag w
        tym półroczu ma średnią 4,5...,inteligencja ponadprzeciętna,niedawno tata
        uraczył go nowym braciszkiem - kolejne wyzwanie i charakter do
        kształtowania.........
        • kkokos amfenix 08.03.05, 10:49
          matko święta...
          nie będę się rozpisywac o tatusiu
          amfenix, rozumiem, że jesteś generalnie wymęczona sytuacją, trudnym do
          wychowania dzieckiem i być może nade wszystko pragniesz spokoju, nie wiem też,
          jakie są twoje układy ze szkołą, ale ja bym chyba tego tak nie zostawiła:

          >>Dzień później otrzymałam telefon od psychologa szkolnego w sprawie dziecka
          >>które przyszło posiniaczone do szkoły,musiałam się gęsto tłumaczyć.Ojca do
          >>szkoły nie wezwano uznając to za bezsensowne.

          a dlaczego ty się musiałaś gęsto tłumaczyć??? a dlaczego uznano to za
          bezsensowne????? skoro ojciec olewa to co ty do niego mówisz, może nie oleje
          tego, co usłyszy na dywaniku w szkole. ewidentnie ojciec krzywidzi dziecko nie
          tylko fizycznie, ale i psychicznie, w dodatku wdrukowując mu agresywne
          zachowania, co, jak podejrzewam, w przypadku dziecka z nadpobudliwością jest
          jeszcze gorsze niż przy dziecku "zdrowym". amfenix, nie oddawaj pola. możesz
          brać odpowiedzialność za to, w jaki sposób ty wychowujesz swoje dziecko, ale
          żebyś ty się musiała tłumaczyć przed szkołą z zachowania tatusia???? niech on
          sam się tłumaczy!!!!!! jeśli uważasz, że na policję i obdukcję jest za
          wcześnie, to może choć na wspólny front ze szkołą przeciwko takim akcjom
          tatusia nie jest???
          och, oczywiście wiem, że się wymądrzam, bo nawet nie wiem, czy przypadkiem nie
          walczysz ze szkołą w obronie swojego dziecka z ADHD...
          • hella100 Re: amfenix 08.03.05, 11:38
            Amfenix droga, Kkokos ma swieta racje. Tez mam dziecko z ADHD i nie wyobrazam
            sobie takich sytuacji. Tatus mojego syna nigdy w ten sposob sie nie zachowal,
            chociaz to co robi to inna inszosc i na inny watek.
            Nie pozwol swojemu ex traktowac tak dziecka.
            Na obdukcji bylabym, jesli nie po pierwszym, to po drugim takim "wybryku tatusia".
            Amfenix, trzymam kciuki i mam nadzieje, ze takie sytuacje nie beda sie powtarzaly.

            pozdrawiam,
            • amfenix Re: amfenix 08.03.05, 16:56
              Mhmm trochę zepsułam ten wątek,bo moja opowieść to bardzo czarny humor.
              Ale taką rzeczywistość ciężko jest przemienić w żartobliwą opowieść.
              Cóż ja mogę jeszcze dodać.Żeby rozjaśnic moją postawę i to jak zareagowałam na
              sytuację.
              Dałam exowi szansę.Ostatnią.NIe z myślą o nim.On jest przypadkiem
              niereformowalnym o czym szkoła dokładnie wie.Psycholog też.To małe miasto,tu
              się wszyscy znają.Tu znają i jego, i jego rodzinę i naszą sytuację
              domową.Teściowa uczyła kiedyś w tej szkolesmileOn nie jest jakimś tyranem czy
              katem.TO niestety bardzo prosty człowiek, żyjący w blasku pieniędzy rodziców.Na
              codzień uśmiechnięty,kulturalny, miły facet.Sama łagodność i dobroć.Jedyna jego
              wada - nie patrzy w oczy...I nie myśli.NIe rozróżnia wychowywania dzieci i
              chodowli.Jego świat emocjonalny jest bardzo prosty i ciasny.
              Nie uznaje żadnych autorytetów.Jego celem w życiu jest zdobycie kasy i
              zabawa,czerpanie garściami z dobrobytu.I pokazanie światu że jest kimś bo ma.
              Hmmm jeden z jego poglądów i rad dawanych mi podczas naszego małżeństwa,cytuję:
              ..I nie mów nigdy nikomu że masz długi,że nie masz na rachunki,mów że mamy kupę
              szmalu,świat szanuje tylko bogatych,biedni się nie liczą,biednych spycha się na
              margines...Z takiej rodziny pochodzi.Dlatego między innymi nasze drogi się
              rozeszły.
              NIe ma pojęcia o wychowywaniu dzeci.Powiela sposoby wyniesione z domu.I nie
              przyjmuje do wiadomości,że ktoś inny może mieć rację.

              NIe tłumaczyłam się za niego w szkole.Tłumaczyłam tylko co i w jakich
              okolicznościach się stało.Bo coś takiego stało się pierwszy raz.To znaczy
              pierwszy raz zostały ślady.
              I sprawa wyszła na światło dzienne.
              POdczas naszego małżeństwa miał podobne zapędy,ale przy mnie sie jakoś
              hamował.Albo przynajmniej tłumaczył uniesieniem,bezradnością.
              Młody się nie przyznał nawet,że dostał lanie u taty.Wrócił po prostu dużo
              wcześniej i był jakiś dziwnie spokojny.Zauważyłam niechcący.
              Syn tak bardzo chce widywać ojca,że woli nawet dostać lanie ale pobyć z nim
              kilka godzin.On nie rozumie dlaczego tata nagle rzucił wszystko i go opuścił.

              Metody wychowawcze exa są proste i prymitywne.Skoro nie skutkuje upominanie,
              trzeba zastosowac mocniejsze argumenty.Tylko to jest równia pochyła.BO dziecko
              rośnie a co za tym idzie ( według niego) bić trzeba coraz mocniej.I kiedyś
              przekracza się tą granicę.
              Dziwi mnie postępujące uwstecznianie się exa.Gdy sie poznaliśmy kilkanaście lat
              temu,o biciu przez ojca i "klapaniu" przez matkę mówił z bólem i żalem.Wiem od
              jego ciotki,że był także kopany i rzucany po ścianach.NIe słuchał się.Sprawiał
              kłopoty.Prawdopodobnie też miał ADHD.ALe kto się tym w jego rodzinie
              przejmował.Rodzice nie mieli czasu tłumaczyć godzinami.Musieli pracować,żeby
              miec!Żeby być kimś!
              Teraz po odejściu ode mnie i uzależnieniu bytu swojego i swej nowej rodziny od
              ex teściów drastycznie zmienił poglądy.Podkreśla,że jest wdzięczny swoim
              rodzicom za wychowanie.Uważa że bicie to znakomita metoda i jedyna słuszna.Więc
              nie wiem czemu na początku naszej znajomości mówił zgoła inne
              rzeczy.Kłamał,żeby zyskać moja miłość i akceptację? Czy naprawdę był innym
              człowiekiem i przeszedł przeobrażenie?
              EX dostał ode mnie szansę.Myślę, że ostatnią i wyłącznie ze względu na syna ta
              szansę dostał.NIgdy nie odbiore mu praw rodzicielskich.Bo skrzywdzę
              dziecko.Młody kocha go nad życie.Ale są inne sposoby ustawienia go do
              pionu.WYstarczy telefon do teściów i sugestia ,że szkoła i inne instytucje
              interesują się metodami wychowawczymi exa a zwłaszcza śladami na ciele
              młodego.ONi będą się bali skandalu.WIecie.... moralność Dulskich...To
              straszne,że tylko taki argument na nich jest w stanie zadziałać.
              Straszne nie???

              Mój ex nadal uważa, że zrobił dobrze.On też zaczynał kiedyś od klapsów w
              pampersasmile.I tak jak dziewczyny na poprzednim wątku nie widział w tym niczego
              niestosownego.Tylko dziecko rośnie i klaps nie starcza,trzeba więc sięgnąć po
              cos mocniejszego...{ to sarkazm oczywiście)On po prostu inaczej nie potrafi.On
              nie wie, że można inaczej.On twierdzi,że psychologowie i terapeuci to banda
              nierobów i naciagaczy.Filozofowie to odszczepieńcy,świry i lenie, nauczyciele
              to banda idioteksmile))NO nie wszystkie, oprócz jego mamy i ciotkismile
              WIdzicie jakiś sposób na zmianę takiego człowieka???
              Zwłaszcza na odległość???
              TYlko nie mówcie,żebym mu lekturę jakąś podsunęła.
              ON przez 10 lat przeczytał może ze dwie ksiażkismile))
              I była to fantastyka nie poradnikismile))
              --
              ..inteligentna inaczej...
        • ciekawska-aga Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 08.03.05, 22:03
          Amfenix, kurcze, zrob cos z tym, nie pozwalaj na to, to co poisujesz brzmi tak
          okrutnie i nieludzko. Jak mozna wyznaczac dziecku z gory ilosc razow za
          poszczegolne "przewinienia" i potem tak na zimno wymierzac te kary sad. Sadzac
          po postach jestes silna babka, nie daj sie i bron syna przed takim tatusiem.
          Powodzenia!!!!
    • md0512 Bicie dziecka jest... 08.03.05, 01:05
      Cześć !!

      Bicie dziecka jest czynem KARALNYM. W Szwecji za danie dziecku klapsa na ulicy
      można ponieść naprawdę poważne konsekwencje z karą pozbawienia wolności
      włącznie. Oczywiście w naszych realiach nie jestem za ciąganiem po sądach
      rodziców dających bardzo rzadko klapsa przez pampersa, jednakże nawet to jest
      aktem przemocy fizycznej wobec dziecka.
      Nie lubię pisać o sobie na forum, ale tym razem zrobię wyjątek. Ja byłem bity
      przez rodziców i to nie raz nie dwa. Miałem krwiaczki o kształcie półksiężyca
      na udach, obrywałem pasem, ręką, skakanką, wieszakiem z szafy. Tylko, że to
      było w czasach kiedy miało się tyle wolności ile PRL dało. Teraz pamiętam ze
      szczegółami te sytuacje kiedy dostałem lanie i często uczuciu strachu
      towarzyczy jakiś taki dreszcz jakbym miał oberwać znowu...

      Syn amfenix:
      "Jakieś dwa miesiące temu,ex odebrał syna po trzech tygodniach niewidzenia się
      z młodym.Mały miał pięć uwag w zeszycie ( brak skupienia i krecenie się). Kara
      została wymierzona.Tata spokojnie odebrał go ze szkoły,zawiózł do swojego domu
      kazał się rozebrać i uderzył pięć razy.Dwa razy mu się fizyka popieprz....
      czego efektem były rozległe bordowofioletowe sińce.Ex waży 90 kilo młody 24..."
      Matko święta... sad

      "Na moje ostrzeżenie telefoniczne,że ostatni raz coś takiego zrobił.Bo jeśli
      sytuacja się powtórzy zrobię dziecku obdukcję i ograniczę mu prawa,wysłuchałam
      półgodzinnej awantury na temat moich metod wychowawczych,Ballady o Januszku i
      tego,że od tej pory to on już w wychowywaniu dziecka brać udziału nie będzie....
      Dzień później otrzymałam telefon od psychologa szkolnego w sprawie dziecka
      które przyszło posiniaczone do szkoły,musiałam się gęsto tłumaczyć.Ojca do
      szkoły nie wezwano uznając to za bezsensowne."
      Może lepiej w takiej sytuacji nie darować. Syna w samochód i zawieźć na
      policję - zgłosić pobicie, później przeprowadzić obdukcję. Następnie założyć
      dwie sprawy: karną - o pobicie dziecka i o ograniczenie praw rodzicielskich.
      Faktem jest jednak, że w wielu sytuacjach wykazujemy się świętą cierpliwością i
      odstępujemy od radykalnych działań. Być może w obliczu takiej sytuacji również
      zrezygnowałbym z wyciągania konsekwencji prawnych...

      "dostał uwagę i strasznie boi się tego lania"
      Dziwi mnie też postawa nauczycieli. To łatwe rozwiązanie wpisać uwagę do
      zeszyciku i mieć spokój, bo obowiązek służbowy się wykonało. A może by tak
      zastanowić się dlaczego dziecko tak się zachowuje w szkole... No ale to już
      wymaga zaangażowania w pracę, trochę logicznego myślenia... i chyba niektórzy
      sobie z tym nie radzą.
      • kammik Re: Bicie dziecka jest... 08.03.05, 09:39
        ...klęską rodzica.
    • ann_mart Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 08.03.05, 08:38
      Eee, Nilka czy to warto tak po paru postach rezygnować z bycia idealną matką??
      Bo wiesz, matka która nie bije dzieci = matka idealna.
      A jak daje klapsy = "ja tam nie jestem idealną matką"
      A Ty masz jeszcze jeden niezbedny warunek żeby być matką idealną - jesteś
      samodzielna (lub samotna, jaką kto woli nomenklaturę). Bo jak powszechnie
      wiadomo dzieci nie biją tylko samodzielne, ergo - tylko one mogą być idealne.

      A tak w ogóle to przydałyby się też informacje techniczne jak zmienić
      przyłozoną klapsem siłę po odpieluszeniu. Czy bić słabiej (bo nie ma bufora w
      postaci pampersa czy też może z tą samą siłą, bo dziecko starsze i lepiej
      równowagę może utrzymać, czy może, ze względu na wiek i większy ciężar
      gatunkowy przewinień , bić mocniej???
      nie, nie bić - dawać klapsy.
      Bo wiecie - ja mam problem - moje dziecko już nie uzywa pieluch.
      Pozdrawiam
      Anka
      • ania_rosa Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 08.03.05, 09:39
        Oj Nilka, Nilka, siroto... Toś Ty do tej pory nie poznała naczelnego prawa
        genetyki "agresja przenosi się w genach i wychowanie nie ma na nią wpływu"?
        Trzeba było czytac "męzczyźni są z marsa, a kobiety z wenus" oraz harlequiny,
        zamiast wysiadywac nad klasyką pedagogiki... Widzisz, czas tylko zmarnowałaś.
        Na szczęście jestem ja i ja Cię naprostuję.
        Plan wygląda tak:
        Wstajemy rano i kiedy tylko pociecha zdąży przetrzeć oczęta walimy na odlew w
        myśl zasady "strzezonego Pan Bóg strzeże". Niech głupie pomysly jej wywietrzeją
        z głowy, bo dzień jest długi i trzeba lac "na zaś". Wiek nie ma tu znaczenia,
        nawet noworodek potrafi być wredy i świadomie złośliwy (tak przynajmniej głosi
        fama).
        Obiadu nie dajemy- jak zimny chów to zimny chów. Zamiast obiadu trzy pasy na
        gołą skórę (żadnych pieluch, pieluchy amortyzują). Do obiadu dziecko na pewno
        zdązylo juz zasłuzyć na pasy płaczem z głodu na przykład, więc nasza kara jest
        uzasadniona.
        W porze kolacji stosujemy lżejsze razy, żeby dziecku nie zakłócać wieczornego
        wyciszenia i przygotowań do snu. Proponuję zatem: lanie po łapach, bicie po
        głowie (szybciej zaśnie), kopanie w piszczele.

        Kiedy dziecko pójdzie spać musimy zrobić coś dla swojej sajko, aby się
        zrelaksować przed nocą. Wtedy bierzemy do ręki "Gnoja" Kamila Kurczoka i ronimy
        łzy nad podłością świata i dorosłych.

        r.
    • alina66 Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 08.03.05, 09:33
      anka,

      ja też mam problem- mój syn ma siedemnaście lat - i teraz nie wiem, zaczynać z
      tym biciem, czy może już sobie darować????

      tak sobie myślę, że chyba byłby trochę zdziwiony....

      bardzo też podoba mi się argument, że są dzieci, które się nadają do wychowania
      bez bicia/ klapsów i są takie ktore trzeba bić/ czy tam klapsać.

      Chciałam się dowiedzieć - z czystej ciekawości - z powodu jak wyżej - czy jest
      jakaś komisja/ organ, ktory ocenia zdatność dzieci i klasyfikuje do wychowania
      z biciem/ bez bicia....
      • dyrgosia Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 08.03.05, 09:40
        mój syn mając jakieś 8 lat (około), przyszedł ze szkoły i bardzo powaznie
        mówi " ja to mam kiepsko,wiesz moi koledzy to mają fajnie, dostają lanie i mają
        spokój, a ty to mówisz, mówisz, mówisz...."
        • ania_rosa Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 08.03.05, 09:48
          Alina, wbiję nóż w Twoje serce, ale muszę Ci to powiedzieć: zmarnowałaś całe 17
          lat... Jednak i dla Ciebie jest nadzieja, bo wiadomo, że lepiej później niż
          wcale. Naturalnie najlepsze efekty przynosi jak najwcześniejsze rozpoczęcie
          procesu wychowywania poprzez bicie- powinno się zacząć już w okresie
          prenatalnym np. okładając pięściami brzuch. Niech se dzieciak nie mysli, że po
          porodzie będzie mieć lepiej.
          W przypadku Twojego syna jednak proponowałabym bardziej wyrafinowane formy
          tortur. Może jakaś ciemna komóreczka bez klamki? Względnie mozna rozważyć
          Zelazną Dziewicę (na allegro kupi się wszystko, kwestia ceny) lub jakieś
          zgrabne koło do łamania. Pamiętaj, że cel uświęca środki- nie chcesz chyba, aby
          Twój syn wyrósł na "wulgarnego chama"? A zważ, że już Jachowicz pisał:
          "Duch święty rózeczką dziateczki bić radzi
          rózeczka dziateczkom nigdy nie zawadzi"
          Jak widać z innego wątku dla wielu pań po Jachowiczu było długo, długo nic, a
          potem- jak samotna wysepka na oceanie rozprzężenia moralnego- pojawił się poseł
          Marek Jurek, który także wdraża metody Jachowicza. Tak więc wzory są,
          autorytety są, teraz tylko trzeba iść do rymarza i obstalowac skórzaną
          dyscyplinę.
          I bijmy Miłe Panie, bijmy na Boga, bo nam dzieci na chamów wyrosną!

          r.
          • md0512 Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 08.03.05, 10:03
            Cześć !!

            Aniu, przestań proszę....
        • madalenka25 Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 08.03.05, 09:55
          kurna to jakbym moja 9 latke słyszała - wlej mi w końcu i przestań gadać bo
          uszy więdnął - może nie tak dosłownie ale cos w ten deseń

          a w ramach dygresji:

          Młoda mówi do mnie chyba juz jestem grzeczniejsza bo kiedys to mówiłas " jak Ci
          wleje to prze miesiąc na tyłek nie siądziesz a teraz skróciłaś do tygodnia"

      • ann_mart Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 08.03.05, 09:51
        Tyy, Alina to masz naprawdę problem. Bo, widzisz, do tej pory wychowywałaś
        bezstresowo, więc pokolenie jest skażone. I, jak mu teraz przylejesz, to na
        skutek poprzednio popełnionych błędów, mógłby oddać (pokolenie znaczy by
        oddało).
        Ale ma to swoje dobre strony - będziesz wiedziała, że wychowanie bezstresowe
        nie popłaca wink)))
    • joannka2 Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 08.03.05, 09:57
      Boziu.. zmarnowałam dziecko i chyba już jest za późno na ratunek...

      Jakis czas temu, w chwili wielkiego wzburzenia, fuknęłam na mojego, 5-letniego
      wówczas syna: "Jak sie nie uspokoisz, to dostaniesz klapsa!"
      Dziecko, spłoszone, uciszyło się posłusznie, a po chwili podeszło do mnie i
      niesmiało zapytało: "a co to jest klaps?"

      Wybacz, synu!
      • ania_rosa Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 08.03.05, 10:04
        Joannka, na kolana!!!

        I popraw się...

        r.
    • md0512 Mała ankieta... 08.03.05, 10:07
      Cześć !!

      Może zróbmy małą ankietę. Coś w rodzaju analizy krzyżowej (cross-over
      analysis smile ). Niech każda w Was wpiszę się i napisze.
      1) Czy była bita przez rodziców w dzieciństwie?
      2) Czy sama biła swoje dziecko w przeszłości (pomijając bardzo rzadkie
      incydentalne klapsy przez pampersa smile )?
      • alina66 Re: Mała ankieta... 08.03.05, 10:19
        no i ankiety sobie też nie odmówię smile

        1. Nie byłam nigdy bita przez rodziców (cholera, dlaczego ja wyrosłam na
        porządnego czlowieka????? A może nie jestem porządnym człowiekiem ???????)

        2. Poza klapsami dwa razy w ciągu tych siedemnastu lat - ale to dawno było- i
        bardzo się wstydzę (do tego bez pampersa bo ich wtedy nie było) nie biłam.


        Przez Was mam kryzys egzystencjonalny sad

      • kammik Re: Mała ankieta... 08.03.05, 10:32
        1. nie, nie przypominam sobie (chociaz pewnie w tetre zarobilam pare razy)

        2. nie pomijam "incydentalnych klapsow" - zdarzaly sie, bo je tez uwazam za
        swoja klęskę
        • dyrgosia Re: Mała ankieta... 08.03.05, 11:15
          !. niestety nie byłam bita, odkąd sięgam pamięcią traktowana byłam "jak
          dorosła", co było straszne, bo byłam najstarsza w domu,
          2. nie biję dzieci, niestety moje metody wychowawcze zajmują mi zdecydowanie
          więcej czasu niż szybka kara w postani bicia, chyba jestem złą matką, znęcam
          sie nad dziećmi psychicznie....
      • chalsia Re: Mała ankieta... 08.03.05, 16:35
        1. Przytrafiło się pewnie z parę razy (nie sądzę by więcej niż 10 do
        osiągnięcia przeze mnie pełnoletności).
        2. Nigdy nie uderzyłam dziecka (i nie zamierzam).
        Chalsia
    • alina66 Re: przykro mi, że nie rozumiałam...:-(((((( 08.03.05, 10:15
      zmartwiłyście mnie naprawdę do końca sad


      Ale może jednak coś się da jeszcze zrobić, bo mój syn też parę razy usiłował
      zamienić moje nieludzkie bezstresowe kary (konfiskata komputera albo gitary
      elektrycznej, w drastycznych przypadkach obie rzeczy naraz) na lanie.

      To przykre dowiedzieć się, że czlowiek zmarnował siedemnaście lat....
    • agamagda Walenie a ortografia ;-)))) 08.03.05, 12:37
      A ja Wam powiem że nie macie racji, bicie może mieć zbawienny wpływ na postepy
      w naucewink)
      Kolega mi opowiadał, że jego matka była (już nie jest, bo chłop ma 2 m)
      zwolenniczką walenia w celach wychowawczych i miało to zbawienny wpływ na jego
      znajomość ortografii.
      Chodzi o to że Matka waliła go od żelazka sznurem za mówienie brzydkich słów,
      konkretnie tyle razów ile liter ma brzydki wyraz. Chłopak szybko zrozumiał, że
      najbardziej opłaca mu się używać tego określajacego męski członek - (zresztą do
      dzis mu to zostało - używa go jako przecinkawink))

      • ann_mart Re: Walenie a ortografia ;-)))) 08.03.05, 13:10
        Zasmuciłaś mnie - mój trzylatek ostatnio z przedszkola przyniósł "chojela" 7
        liter, nie mam wprawy w biciu - mam ćwiczyć???wink)) Jak zacznę to może się
        szybciej R nauczy wymawiać ;D
        • agamagda Re: Walenie a ortografia ;-)))) 08.03.05, 13:16
          Albo wzbogaci maluch swój słownik o wyrazy krótsze....
          Mówie Ci bicie jest good...
          Bardzo rozwija dziecięcą wrażliwośćwink)))
          • chardonnay_79 Re: Walenie a ortografia ;-)))) 08.03.05, 13:55
            No bardzo się cieszę że taki wątek powstał. W końcu widać różnicę
            między "biciem" odbieranym wcześniej negatywnie, a "klapsem".
            Technik jest pewnie tyle co rodziców... ale jeśli chodzi o to kiedy dać klapsa,
            to najlepiej od razu. Później dziecko nie będzie kojarzyło za co. A czy mocno
            czy nie, to chyba odbierane jest tak samo. W psychice zostaje sam fakt
            zkarcenia. Tylko co dalej? Są dzieci które zaczną robić trzy razy gorzej (na
            złość, a są takie które zrozumieją "lekcje".

            A odbiegając trochę od tematu muszę pochwalić się swoim potomstwem (więc
            niniejszym udzielam głosnej pochwały nie kary tongue_out ). Otóż moje Szczęście (3 lata
            i 4 miesiące) napisało mi dzisiaj samo na kartce MAMA smile)) Piękny prezent w
            takim dniu smile

            --
            Moje Szczęście
            => forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=18800301
            • grazia31 Re: Walenie a ortografia ;-)))) 08.03.05, 14:04
              o jeeżu, ale dałaś się wypuścić przez to kółko wzajemnej adoracji.
              poczytaj "inne" tematy.
              pozdrawiam
            • chardonnay_79 Re: Walenie a ortografia ;-)))) 08.03.05, 14:13
              Ehhh...
              klaps to klaps anie znęcanie się pastwienie czy w ogóle katowanie..
              Czasami taki klaps wychodzi z (brzmi śmiesznie) lęku o dziecko- bo zrobiło coś
              co mogło skończyć się fatalnie dla niego w skutkach.
              Klapsy (nie bicie) nie są też metodą wychowawczą mojej córki (tak dla jasności
              bo mnie zaraz posądzą o znęcanie się ). Jest mądrą grzeczną i ciągle
              uśmiechniętą dziewczynką i bez tego. Byłam bita więc wiem że nie tędy droga.
              Ale ciągle uważam że jest różnica między klapsem a biciem...
              • chardonnay_79 Re: Walenie a ortografia ;-)))) 08.03.05, 14:16
                Kółko wzajemnej adoracji czy nie, temat sam w sobie (ten z klapsianiem) jest
                ciekawy. Piszę jak myśle- a jeśli ktos się przy tym dobrze bawi, też dobrze smile
Pełna wersja