ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/

14.03.05, 21:35
Czy są tu jakieś mamy, które nie mają absolutnie ŻADNEGO kontaktu z ojcem
swojego dziecka, który to nigdy nawet nie widział dziecka i co do którego /z
różnych powodów/ jest pewność, że nigdy dziecka nie zobaczy, a dziecko nigdy
go nie pozna?

bo ja znowu dumam co jej powiem za kilka lat/miesiecy?
i jeszcze jedno: czy sa tu jakiekolwiek mamy, ktore SAME zdecydowaly o tym,
ze tego ojca dziecka w ich zyciu nie ma i nigdy juz nie bedzie?
czy myslicie, ze to dobra decyzja?
    • pustulka_75 Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 14.03.05, 22:40
      Zgłaszam się.

      kropla113 napisała:
      > czy myslicie, ze to dobra decyzja?

      To nie była moja decyzja.
      • kapyl Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 15.03.05, 10:03
        Ja rowniez podjelam taka decyzje. A teraz choc chcialabym miec jeszcze pole
        manewru - nie ma juz dla mnie odwrotu
    • ferlane Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 15.03.05, 10:10
      moje dziecko tez nie zna i nigdy nie widzialo dziecka,jest jednak szansa ze
      moglby go poznac ,czy warto podejmowac takie ryzyko?
      kiedy wiem,ze to jest czlowiek nieodpowiedzialalny i moze pojawic sie raz czy
      dwa i zniknac na dlugie lata -jesli nie na zawsze..czy mam sie zgodzic?
      • kropla113 Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 15.03.05, 10:22
        No wlasnie o to mi chodzilo: co w takiej sytuacji jest lepsze. Spalic za soba
        mosty na zawsze czy zostawic jakas furtke jednak? Ja juz wlasciwie spalilam i
        jak narazie mysle, ze to byla najlepsza decyzja jaka w zyciu podjelam, ale
        mysle tez, ze na miejscu mojej corki chcialabym kiedys cos o ojcu wiedziec, moc
        go zobaczyc...
        z drugiej strony od poczatku wychodzilam z zalozenia, ze jesli ten czlowiek nie
        jest w stanie nic jej dac /i nie mowie tylko o stronie materialnej, ale przede
        wszystkim emocjonalnej/ to moze lepiej, zeby go nigdy nie poznala, wtedy
        przynajmniej nie bedzie tesknic tak jak ja tesknilam cale zycie za swoim ojcem,
        ktorego do bolu idealizowalam, bo pamietalam jak przez mgle i nie moglam
        zrozumiec jak mogl mnie zostawic i kompletnie sie mna nie interesowac. do dzis
        zreszta nie moge mu tego wybaczyc
        • ania_rosa Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 15.03.05, 10:36
          Kropla, ale dostrzegasz, ze zapewniasz dziecku ten sam schemat, ktory
          zafundowano Tobie? Nie wystepuje tu w obronie ojcow-lajdakow, bo i tacy sie
          zdarzaja. Mysle jednak, ze kazdy czlowiek- ten maly i ten duzy- ma prawo do
          dokonania wyboru. Wybor jest wazny chocby dlatego, aby przekonac sie, dlaczego
          ktos nie jest godzien byc naszym rodzicem. No i relacja, jaka wystapila miedzy
          matka, a ojcem, nie musi wystapic miedzy ojcem, a dzieckiem- warto o tym
          pamietac.
          Zdarzaja sie sytuacje, w ktorych ojciec podejmuje decyzje znikniecia z zycia
          dziecka. To smutne. Ale zdarzaja sie tez sytuacje, w ktorych matka arbitralnie
          podejmuje decyzje o wykluczeniu ojca bez zadnych wczesniejszych prob i dania mu
          szansy na bycie ojcem. I to jest jeszcze smutniejsze.
          Nikt nie kwestionuje, ze taka decyzja moze byc subiektywnie sluszna. Ale czy
          dziecko oceni ja podobnie? Pamietajmy, ze dziecko nie ma tu mozliwosci glosu i
          jest calkowicie zdane na decyzje doroslych. Tym wieksza spoczywa na rodzicach
          odpowiedzialnosc za to, ze te decyzje powinny byc madre i brac pod uwage
          wszelkie dostepne aspekty. Nie tylko aspekt osobisty.
          Rosa
          • kropla113 Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 15.03.05, 10:45
            Aniu,
            ja wlasnie dokladnie o tym mysle. Czy mam prawo, czy slusznie postapilam itp.
            Bardzo duzo o tym myslalam i mysle i nadal wydaje mi sie, ze wiecej przemawia
            za calkowitym odcieciem.
            Moja sytuacja jest podwojnie zagmatwana, chocby ze wzgleu na nieprzewidywalnosc
            czlowieka, ktory stal sie ojcem mojego dziecka.
            Bylam ciekawa czy sa tu mamy w choc troche podobnej sytuacji i jak one sie z
            tym czuja, jakie wnioski im sie nasuwaja po uplywie jakiegos tam czasu.

            jesli chodzi o schemat, o ktorym pisalas to nie do konca funduje corce ten sam.
            Moi rodzice byli malzenstwem, znalam ojca, rozwiedli sie i ojcec mnie olal, nie
            widzialam go od dwudziestu lat. Duzo o nim wiem, wiem jak wyglada, wiem ze ma
            nowa rodzine, dwoje dzieci i wiem, ze ma mnie gdzies. Czy to jest lepsze?
            • ania_rosa Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 16.03.05, 00:11
              Kropla, przeczytałam Twój post juz rano, ale zbierałam się cały dzien do
              odpowiedzi.
              Ja myslę, że tu nie mozna dokonac rozrożnienia na "lepsze" i "gorsze". Te
              okreslenia mi po prostu nie pasują. Być może jednak możnaby pisac o tym
              używając słow "uczciwsze" i "mniej uczciwe". Przy czym "uczciwość" wcale nie
              musi oznaczać mniej bolesnego wyjścia.
              Ty znasz swojego ojca, w sensie: wiesz, kto nim jest, jak wyglądał, jak miał na
              nazwisko. Co przez to zyskałaś?
              Zyskałaś wiedzę o sobie, o tym, skąd przyszłaś. Ukorzeniono Cię- potrafisz
              zlokalizowac siebie na mapie rodziny. Nie Jesteś znikąd.
              Zyskałaś możliwość wyboru. Zakładam, że nie idealizujesz ojca, który Cię
              skrzywdził. Oszczędzono Ci złudzeń, choć jednocześnie obarczono bolesną prawdą.
              Czy Ci się to podoba, czy nie: Jesteś córką konkretnego mężczyzny. To on
              zrezygnował z Ciebie, nie Ty z niego.
              To są trudne prawdy- czy są "lepsze"? Od czego lepsze? Rozwiązanie przypomina
              nieco finał tragedii antycznej: nie ma dobrych rozwiązań. Jak napisałam- moga
              być tylko rozwiązania mniej lub bardziej uczciwe.
              Myslę też, że czym innym jest wiedzieć, że ktoś istnieje, ma rodzinę i swoje
              zycie, a czym innym zastanawiać się, czy sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby
              nas zobaczył, poznał, spotkał... Dzieci nieposiadające żadnego kontaktu z ojcem
              tego wyboru nie mają. W pewnym sensie są skazane na domysły (nawet jeśli matka
              chce i umie o tym rozmawiać). Ojciec poprzez to, że go nie ma, istnieje jeszcze
              bardziej. Jako pewna ikona, jako człowiek, któremu można przypisac wszystko, bo
              nie ma się możliwości weryfikacji. To trochę przypomina sytuację żywych i
              martwych. Z jednej strony historie tworza zywi, a z drugiej strony zywy nigdy
              nie wygra ze zmarlym, z ktorym nie mozna sie skonfrontowac, podwazyc go,
              odeprzec racji. Matka, ktora jest obecna tu i teraz, codziennie, zawsze, jest
              jak najbardziej podwazalna i weryfikowalna dla dziecka. Ojciec, ktorego dziecko
              nie zna staje sie wirtualnym bytem, czlowiekiem, ktory moglby wszystko
              odmienic, gdyby sie tylko pojawil. Mysle, ze to moze prosta droga prowadzic do
              znieksztalcania rzeczywistosci i staje sie paradoksalnie krzywda dziecka jako
              czlowieka. I mysle tez, ze uciekanie od problemu jest krotkoterminowym
              rozwiazaniem- istniejacy ojciec bardzo szybko zostaje odarty z idealnych
              wyobrazen, ojciec nieobecny do konca pozostaje bytem idealnym.
              Mysle, ze jestem w stanie zrozumiec Twoje pobudki. Sama jestem matka i
              chcialabym ochronic swoje dziecko w mozliwie najwiekszym stopniu przed
              brutalnoscia zycia, przed przykrymi prawdami i przed kazda krzywda.
              Nie jestem natomiast pewna, czy mam prawo do tak dalekiej ochrony, ktora
              znieksztalca i wymazuje rzeczywistosc, zamiast uczyc dziecka, ze i tak sie w
              zyciu zdarza. I ze po prostu trzeba sie z tym godzic.
              To sa tylko moje przemyslenia, decyzja jest Wasza i nie watpie, ze jest bardzo
              trudna.
              Rosa
              • kropla113 Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 16.03.05, 00:45
                Jestes bardzo madra kobieta Aniu i masz wiele racji.
                Zreszta, nie ma dnia, zebym nie zadawala sobie takich pytan i nie miala takich
                watpliwosci, o jakich wspomnialas.
                bo kazdego dnia zastanawiam sie jak rozwiazac te sytuacje z jak najmniejsza
                szkoda dla dziecka i co i jak opowiedziec corce kiedy po raz pierwszy zapyta.
                to co sie stalo nie jest wynikiem moich osobistych porachunkow z ojcem dziecka,
                nie jest zemsta, zlosliwoscia lecz jedynie autentycznym lekiem, ktorego
                przyczyn nie chce tu opisywac, ale sa na tyle powazne i konkretne, ze
                doprowadzily do podjecia przeze mnie takiej, a nie innej decyzji.
                sama nie wiem po co zalozylam ten watek, bo przeciez kazda sytuacja jest inna i
                jakiekolwiek porowniania sa bardzo trudne.
                decyzji nikt za mnie nie podejmie, a juz podjetej nikt za mnie nie zmieni.

                pozrawiam i dziekuje
    • california_dreaming ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 16.03.05, 13:13
      Witaj,
      moja córka ostatni raz widziała swojego ojca majac 1,5 roku; od tego czasu
      mineło 4 lata. To była i jest jego decyzja zniknięcia z jej życia. Mam 2
      zdjecia na których są oni oboje. On teraz mieszka gdzies za granica , nie wiem
      dokładnie gdzie.
      Przechodziłysmy przez to, czego wiele z tutejszych forumowiczek sie obawia:
      pytań córki o ojca i pytan dlaczego nie kontaktuje sie z nią. Pierwsze pytania
      miały w sobie wiele dziecięcej naiwności i ufności. Potem była faza kiedy
      mówiła żebym go odszukała i mu powiedziała że ona chce żeby z nami mieszkał.
      Potem była faza gniewu, płaczu, ryczenia z wściekłości. Potem przeszła do
      myśli "skoro on mnie nie chce, to ja go nie chcę; jesli on mnie nie chce to
      jest głupi".
      Daję jej przestrzeń do wyrażania wszystkich tych uczuć. Mam w sobie
      współczucie dla niej. Czasem jednak myśle czy nie za dużo jej "odpuszczam"
      kierowana tym współczuciem? To taki mój dylemat wewnętrzny. Nie chcę z niej
      robić w moich oczach psychicznej kaleki, chciałabym aby była silna a
      równocześnie wiem jak ciężkie brzemię przyszło jej nieść.
      Jeśli chodzi o Twój dylemat czy odcinac kontakty z kimś, kto na nie nie
      zasługuje, to wydaje mi się że nie. Ania_Rosa wydaje sie że dobrze to
      wyłuszczyła. Nie masz prawa ingerować w relacje międzi dzieckiem a ojcem jeśli
      nie są ona zagrażające dziecku.
      • kropla113 Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 16.03.05, 14:32
        jeśli nie są zagrażające...
        co do tego pewności nie mam, nigdy nie miałam, stąd moja decyzja, z którą się
        biję od samego początku
        • irazone Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 16.03.05, 16:32
          znam człowieka,który nie zna swojego ojca i nigdy nie znał. ma 35 lat. mama
          nigdy mu nie powiedziała kto jest jego ojcem. miała swoje powody i tak też jemu
          wyjaśniła.
          do dziś go nie zna.teraz pewnie inaczej do tego podchodzi,być może za młodu
          przeżywał bardziej,ale teraz uważa,że tak jest dobrze i nawet nie chce go znać-
          powiedział,że po co ma nienawidzieć obcego mu człowieka.

          jesli masz powody,żeby ukrywać tożsamość ojca przed dzieckiem-to ukrywaj.
          kiedyś zrozumie.
    • iberka Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 16.03.05, 21:20
      to ja
      iza
    • okruszek100 Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 17.03.05, 14:04
      .
    • daggy Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 21.03.05, 17:23
      Moj syn nie zna swojego ojca, zna jedynie jego nazwisko (choć nosi moje). Po
      prostu dawca genetyczny przenigdy ni wyraził zainteresowania poznaniem dziecka.
      Gdyby mój syn chciał go teraz poznac, stanowczo bym mu to odradziła, choć nie
      zakazała. Na szczęście nie chce.
    • okruszek100 Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 24.03.05, 12:07
      sama też bardzo głęboko to wszystko rozważam i z zaciekawieniem wszystko przeczytałam, bo to i moje dylematy.Mam jednak inną jeszcze, choć poboczną refleksję.Cóż..wiadomo, że postać ojca jako taka jest ważna.Ale są i takie sytuacje kiedy ojciec jest a tak naprawdę może lepiej by było gdyby go nie było.Moja mama nie miała takichy dylematów jak ja = wszystko było tak jak trzeba tzn ślub, potem gdzieś po roku ja.A potem tata wracający z pracy i trzymający się bloku po pijaku albo tarzający się gdzieś w pijackim amoku.Wiem, że oboje rodzice to sytuacja normalna do jakiej należy dążyć , oczwiście.Ale z drugiej strony samo posiadanie ojca jeszcze wszystkiego nie załatwi..Czasem chciałam,żebyśmy były same...Cóż , nie wszystko jest doskonałe... T o taka mała refleksja na marginesie.Trochę się wiąże z wyrażoną tu myślą, że ojciec po konfrontacji może zostać szybko strącony z piedestału.W przeciwieństwie do Tajemniczego Nieznajomego, którego dzieci mogą upatrywać jako Osmy Cud Swiata.Wlaśnie dlatego, że go nie znają..
      • pyskata36 Re: ojciec autentycznie "nieznany" /dziecku/ 30.03.05, 01:06
        Moja mala ostatnio "widziala" ojca jak miala 3 miesiace.
        Chociaz gdy bylam w ciazy wypieral sie jej itd to nawet jakby na zlosc urodzila
        sie w dzien jego urodzin chociaz miala sie urodzic 2 tygodnie wczesniej.
        Gdy miala roczek wyslalam mu od niej kartke na urodziny za djeciem malej w
        srodku(maja urodziny w tym samym dniu). Po jakims czasie kartka (ze zdjeciem)
        doszla spowrotem do mnie ale nie od niego tylko od jakiejs "obcej". Nie bede
        wchodzic w szczegoly ale musial on ta kartke i zdjecie przeslac tej
        swojej "jednej z wielu" wraz z moim wtedy adresem i ona odeslala to do mnie.

        Wiec zostal "ojcem nieznanym". Strasznie to przykre nie dla mnie ale dla malej.
        W tym roku konczy 15 lat. Chcialaby wiedziec cokolwiek o ojcu ale nie bedzie
        wiedziec.

        Jak cos takiego mozna powiedziec dziecku? Nie mozna - lepiej przemilczec
        niektore sprawy.

        Nie chce zeby mala miala kompleksy na tym punkcie ale to chyba nie jest do
        unikniecia.

        3majcie sie cieplutko
        • szymon00 "furtka"....?????? 30.03.05, 19:59
          Kapyl napisała:

          "...chcialabym miec jeszcze pole manewru ....."

          Kropla113 też napisała:

          "....czy zostawic jakas furtke jednak..."

          co tu mieliście na myśli, nie bardzo rozumiem.

          pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja