Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin ?

15.03.05, 18:17
Ja pochodze z pełnej. Rodzice rozstali się gdy byłam już dorosła, własciwie
całkiem nie dawno. Zastanawiam się czy rozbicie małżeństwa rodziców ma jakiś
wpływ na trwałośc małżeństw dzieci.
    • amfenix Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 15.03.05, 18:22
      Moi rodzice trwaja w dość zgodnym związku do dziś.MOi ex teściowie także są
      razem.Jestem pierwsza rozwiedzioną osobą w bliższej i dalszej rodziniesmile
      • isabelka20 Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 15.03.05, 18:34
        ja tez pochodze z pelnej i kochajacej sie rodziny a moi rodzice w tym roku beda
        obchodzic 25rocznice slubu. Jestem pierwsza osoba w mojej rodzinie ktora bedzie
        juz od samego poczatku samotna mama,ale coz zycie to nie bajka smile
        Pozdrawiam
        iza
    • pustulka_75 Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 15.03.05, 18:33
      Mój tato zginął w wypadku samochodowym, gdy Mama była w ciąży. Jestem
      pogobowcem, fajne słowo. Nigdy się już z nikim nie związała.
    • czekolada72 Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 15.03.05, 20:25
      Ja pochodze z pelnej, wielopokoleniowej rodzinki.
      Moj ex - jak sie okazalo z dulskiej... i nie ma w tym nic zlosliwego, poprostu
      tak bylo, tesc miewal kochanki, nieslubne dziecko, tesciowa wsio ukrywala,
      glownie przed dziecmi, a o wszystkim wszyscy wszystko wiedzieli.

      I grubo sie zastanawiam jak nasze rozstanie odbije sie kiedys na doroslym zyciu
      Malej sad
    • natasza39 Wątpię, aby to była reguła... 15.03.05, 20:56
      Moja mama pochodzi z rozbitej rodziny.I t latach 50-tych było to odium
      straszne! Dziadek odszedł od babki (nie dziwie się chłopu osobiście) jak mama
      miała lat 14.
      Natomiast moja mama z ojcem sa ze soba lat 40 i choc czasem się na siebie
      bzdycza, to bez siebie życ nie moga.
    • m-m-m Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 15.03.05, 21:27
      W różnorakich badaniach socjologicznych i psychologicznych wychodzi, że rozbita
      rodzina jest dziedziczna, tzn. że powiela się wzorce i to podświadomie.
      Ja jestem dzieckiem ludzi rozwiedzionych i właściwie klasie mojej mamy
      zawdzięczam to, że dziś mam dobry związek: nigdy nie mówiła o tacie źle i nigdy
      nie ograniczała mi z nim kontaktów, bywał w naszym domu zawsze kiedy chciał się
      widzieć ze mną i to niezależnie od tego, czy za ścianą siedział ojczym.
      To uważam za klucz mojego obecnego szczęścia i umiejętności prawidłowych
      wyborów. Rodzice byli osobno, ale ja mialam ich razem. Paradoksalnie ta
      sytuacja dała mi teraz nową rodzinę w postaci M. - "kawalera z odzysku" i jego
      syna,a mojego obecnie pasierba. To, że mój układ z nimi funcjonuje zawdzięczam
      doświadczeniom z przeszłości: mój pasierb też jest dzieckiem ludzi
      rozwiedzionych - lepiej go więc rozumiem, wiele jeo problemów jest nie
      zroumiałych dla jego ojca - człowieka bez takich doświadczeń z dzieciństwa.
      Raasumując skutki rozwodu można zminimalizować pod warunkiem, że dziecko nie
      jest kartą przetargową dla żadnego z rodziców i przez to nie ponosi swoistej
      kary za ich nieudany związek.
    • virtual_moth Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 15.03.05, 22:12
      Moim rodzice się nie rozwiedli (choć powinni), ale dziadkowie - a i owszem, i
      to w wieku jakichś 55 lat. Co dziwniejsze, 10 lat póżniej sie znowu ożenili:-
      ))) (ze sobą zresztąwink

      Pzdr
    • grey-pippin Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 16.03.05, 03:52
      Te zaleznosci nie sa az takie proste, wazniejszy chyba niz sam fakt rozbicia
      rodziny, jest wzorzec zachowan rodzicow kiedy do tego dojdzie, jesli nie ma
      nienawisci, walki, przemocy rozstanie rodzicow nie musi sie odbijac czkawka w
      zyciu dzieci. Moze tez byc tak ze trwala, ale wiecznie sklocona rodzina bedzie
      tak odstreczajacym wzorem dla dziecka, ze ono przy pierwszych trudnosciach w
      zwiazku postanowi go skonczyc byle nie powielac sytuacji z rodzinnego domu.
      Po prostu tyle roznych twarzy ile ludzi i tylez historii zycia smile
      • dyrgosia Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 16.03.05, 08:19
        Pochodzę z wielopokoleniowej, kochającej sie rodziny. stanowię wyjątek,
        aczkolwiek nikt w rodzinie nie dał mi odczuć , że jestem czarną owcą...
    • tata_malolata Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 16.03.05, 10:47
      Myślę, że sprawę należy ująć szerzej. Nie chodzi TYLKO o to czy Wasi rodzice
      się rozwiedli a o AKCEPTACJĘ bądź jej brak dla pewnych zjawisk (rozwodów,
      zdrad, porzuceń, zabierania dzieci itp.) W ŚRODOWISKU i RODZINIE z której się
      pochodzi.

      W mojej rodzinie jestem pierwszym, któremu taka historia się przytrafiła.
      Rodzina była zawsze rzeczą najważniejszą i wartością stawianą ponad
      osobistym "widzimisię" . Oczywiście nie znaczy to, że nie było antypatii lub
      konfliktów pomiędzy "frakcjami" rodzinnymi, że nie było kryzysów małżeńskich.
      Moi rodzice także miewali spory, nawet kłótnie i ciche dni. Nie - nie było
      idealnie ale nikomu jednak nie mieściło się w głowie by się awanturować,
      procesować w sądzie itp. SŁOWA załatwiały wszystkie sprawy.

      U mojej żony odwrotnie. I choć rodzice żony nie byli rozwiedzeni to w bliskiej
      rodzinie w tej dziedzinie (już od pokolenia dziadków) była właściwie PLAGA
      porzuceń, rozwodów i w konsekwencji dzieci wychowywanych w rozbitych domach.
      Moja teściowa była wychowywana tylko przez matkę, teść również. Rodzeństwo
      rodziców - rozwody, drugie małżeństwa, rozwody. Ich dzieci - gdy dorosły....
      zgadnijcie sami. Troje z pięciorga jest już po rozwodach, wszyscy mają dzieci,
      które znów będą wychowywać się w rozbitych domach....

      Wydaje mi się - niestety - że moja żona tak ŁATWO podjęła decyzję o rozwodzie
      własnie dlatego, że taki był schemat i wzorzec postępowania w jej środowisku.
      JEST KRYZYS - OBRAŻAM SIĘ - UCIEKAM OD ZOBOWIAZAŃ - ROZWÓD.

      I nie szukam tu jej winy. Ona po prostu uważa, że tak należy zrobić.

      Moim zmartwieniem dziś jest to, że boję się by taki wzorzec nie "przeszedł" na
      mojego syna. By czuł co jest najważniejsze i spotkał taka kobietę, która
      zarówno w chwilach dobrych jak i złych będzie chciała być z nim "do grobowej
      deski". A może nie powinienem marzyć za niego, może to znów projekcja moich
      marzeń ?



      • natasza39 Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 16.03.05, 10:59
        tata_malolata napisał:
        > Moim zmartwieniem dziś jest to, że boję się by taki wzorzec nie "przeszedł"
        na
        > mojego syna. By czuł co jest najważniejsze i spotkał taka kobietę, która
        > zarówno w chwilach dobrych jak i złych będzie chciała być z nim "do grobowej
        > deski". A może nie powinienem marzyć za niego, może to znów projekcja moich
        > marzeń ?


        Ten watek rozbudował sie do pytania, czy rozwody sa dziedziczne?
        Jestem za rozwiazywaniem kryzysów małżeńskich. Nie biega sie do sadu po "rozwód
        z byle powodu. Osobiście nie znam ludzi, którzy rozwiedli sie z błahych
        przyczyn.
        Wszyscy których znam rozwiedli się po próbach naprawienia związku.
        Ale z zyciem jak z samochodem. Nie zawsze po kraksie mozna samochód naprawić.
        Nie zawsze się to nie tyle opłaca, co jest niebezpieczne dla pasazerów po
        prostu.
        Więc może faktycznie te związki, o których piszesz, były po takich kraksach, że
        nic, ale to nic nie dało sie zrobić.
        Wiara w to że wszystko da sie naprawić jest naiwnością.
        Ja próbowałam przez 17 lat ratować swoje małżeństwo i dzisiaj tego żałuję
        bardzo. Załuję, że jechałam tym "wrakiem" przez zycie. Lepiej było iśc "pieszo".

        Dlatego nie dziwie Ci sie, że martwisz sie o syna, ale gdyby kiedys (nie daj
        Boże) jechał takim "wrakiem" przez zycie i był bardzo, bardzo nieszczesliwy, to
        na siłę nie tłumaczyłbyś mu, mam nadzieję, że ma dalej to pchac dla "dobra"
        twoich wnuków.
        Chyba, że myślisz inaczej...
      • m-m-m Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 16.03.05, 11:58
        Myślę, że sprawę należy ująć szerzej. Nie chodzi TYLKO o to czy Wasi rodzice
        > się rozwiedli a o AKCEPTACJĘ bądź jej brak dla pewnych zjawisk (rozwodów,
        > zdrad, porzuceń, zabierania dzieci itp.) W ŚRODOWISKU i RODZINIE z której się
        > pochodzi.


        W mojej rodzinie bylo kilka rozwodów pokoleniowych, ale też kilka bardzo
        udanych związków (cieszę się, że ja do tej drugiej grupy należę).
        Tu jest bardzo ważne jak rodzice po rozwodzie postepowali względem swoich
        wspólnych dzieci.
        Taki schemat, w który i ja się wpisuję polega na tym, że im lepsze stosunki
        mają dzieci z rodzicami (z obojgiem oczywiście) po rozwodzie, im więcej klasy
        każda ze stron jest w stanie okazać właśnie dla dobra tych dzieci, im więcej
        mają umiejętności w chowaniu włsnych urazów i nie przenoszenia ich na dziecko,
        tym większe szanse, że negatywny skrypt nie odezwie się w późniejszym związku
        (już dorosłego) dziecka.
      • czekolada72 Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 16.03.05, 13:02
        tata_malolata napisał:

        > Myślę, że sprawę należy ująć szerzej. Nie chodzi TYLKO o to czy Wasi rodzice
        > się rozwiedli a o AKCEPTACJĘ bądź jej brak dla pewnych zjawisk (rozwodów,
        > zdrad, porzuceń, zabierania dzieci itp.) W ŚRODOWISKU i RODZINIE z której się
        > pochodzi.
        >
        > W mojej rodzinie jestem pierwszym, któremu taka historia się przytrafiła.
        > Rodzina była zawsze rzeczą najważniejszą i wartością stawianą ponad
        > osobistym "widzimisię" . Oczywiście nie znaczy to, że nie było antypatii lub
        > konfliktów pomiędzy "frakcjami" rodzinnymi, że nie było kryzysów małżeńskich.
        > Moi rodzice także miewali spory, nawet kłótnie i ciche dni. Nie - nie było
        > idealnie ale nikomu jednak nie mieściło się w głowie by się awanturować,
        > procesować w sądzie itp.

        Ja akurat zgadzam sie z tym fragmentem. Bo to nie chodzi o doslowne
        dziedzicenie rozwodow. Toraczej o podejscie do zycia - jestem doroslym
        czlowiekiem, swiadomym ze zycie o nie bajka, ze sa problemy, lepsze czy gorsze
        dni, ale staram sie to rozwiazywac, isc na kompromis, mam dzieci,
        tworzymyrodzine, dom. A nie - "zbieram zabawki zpiaskownicy i ide dodrugiej, bo
        sie krzywopopatrzylas, albo akurat w tej chwili nie rzucilas wszystkiegio i nie
        skakalas tak jak sobie wymyslilem akurat".
        Boje sie, czy mojeDziecko, nie zakoduje sobie, ze nie trzeba sie starac o
        rodzine, jej utrzymanie itd. Czy nie zakoduje, zejak sie wspolmalzonek znudzi,
        przestanie podobac - to luuu - rozwod i nowy, i kolejny, i jeszcze raz, a
        potem "jestesmy jedna wielka rodzina" z multum macoch, ojczymow, przyrodnimi
        rodzenstwem, przyszywanymi babkami, dziadkami itd Poprostu luz, sama radosc,
        raj nie zycie.

        Pomijam oczywiscie drastyczne wypadki -alkocholizm, maz goni z nozem zonei vice
        cersa itd
        • ania_rosa Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 16.03.05, 13:37
          Negatywne skrypty nie muszą nas determinować. Ostatecznie mamy sztab
          specjalistów (od księdza do psychologa), którzy pomagają nad tymi skryptami
          pracować i zastepować je prawidłowymi. Tak więc nie przesadzałabym z
          determinizmem, bo wątek się zrobił jakis taki pogrzebowywink
          To, czy jakiś skrypt zadziała, zależy przede wszytskim od człowieka i dalej:
          okoliczności, i jeszcze dalej: stopnia podatności człowieka na okoliczności.
          Dziecko rozwiedzionych rodziców w równym stopniu prawdopodobieństwa może sie
          samo rozwieść, może się nigdy nie rozwieśc, może zostac hydraulikiem lub zrobić
          habilitację.

          Natomiast dwie rzeczy wydają mi się być istotne. Jedna to ta, o której pisze
          tata_małolata: podejście najbliższych osób do wyzwań życiowych. Czy walczy się
          o drugiego człowieka, czy w rodzinie obecny jest etos małżeństwa, czy promowane
          są takie wartości jak uczciwość, wierność, samokontrola. Czy do wyzwan
          życiowych podchodzimy eskapistycznie, czyli: "jest problem- uciekam od
          problemu", czy też uczy się dzieci stawiania czoła przeciwnościom i szukania
          rozwiązań. I jeszcze jedna bardzo wazna rzecz: czy w dzieciach zaszczepia się
          poczucie własnej wartości i godności. Najtrudniejszymi partnerami są ci,
          którymi powodują nieuświadamiane kompleksy, których nawet najbardziej kochający
          partner nie jest w stanie zaspokoić.

          Druga rzecz to ta, o ktorej pisze m_m_m- czyli zachowanie rodziców PO rozwodzie
          i przekaz, jaki oferują dziecku. Czy pokazują mu "rozwiedliśmy się, ale nadal
          umiemy się szanować" czy tez "rozwiedlismy się i nie możemy na siebie
          patrzeć"?.
          Kazdy z tych komunikatów niesie za sobą pewne implikacje dla dziecka.

          Po pierwsze: skoro dwoje kochających się kiedyś ludzi obecnie się nienawidzi,
          to:
          a) być może moje przyjście na swiat bylo zanurzone w kłamstwie (skoro od
          miłości jest tak blisko do nienawiści, to skąd wiadomo, czy miłośc w ogóle się
          pojawiła? I jaką wartośc ma w takim razie miłość?)

          b) miłość jako taka jest niemożliwa i zawsze jest terminalna (kiedys się kończy
          )
          c) brak milości upoważnia mnie do łamania zasad społecznych (wystarczy kogoś
          nie kochać, aby zachowywac się podle, przyznac sobie prawo do nienawiści i
          podważyc większość zasad).

          Po drugie: jeśli dwoje kiedyś kochających się ludzi potrafi nadal porozumiewac
          się kulturalnie i zywi do siebie szacunek, to:

          a) brak miłości nie oznacza nienawiści. Alternatywą braku uczucia nie jest
          podłość i złość, a szacunek, sympatia itd ( w ten sposób pokazujemy dziecku
          zróżnicowanie ludzkich relacji)

          b) nawet jeśli nie byłem owocem miłości, to byłem na pewno owocem dobrej
          relacji (dziecko rozwiedzionych rodziców zawsze zadaje sobie pytania o
          okoliczności swoich narodzin i szuka "dalej", niz zapewnienia, że tatuś kochał
          mamusię, tylko potem zaczął ją ciągac po sądach)

          c) brak miłości nie upowaznia mnie do braku szacunku- mogę kogoś nie kochac,
          ale zawsze powinienem szanować czlowieka, którym jest.

          d) Miłość nie musi się kończyć źle, bo zawsze zostaje optymistyczna alternatywa.

          Rosa
        • m-m-m Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 17.03.05, 09:47
          Boje sie, czy mojeDziecko, nie zakoduje sobie, ze nie trzeba sie starac o
          > rodzine, jej utrzymanie itd. Czy nie zakoduje, zejak sie wspolmalzonek
          znudzi,
          > przestanie podobac - to luuu - rozwod i nowy, i kolejny, i jeszcze raz, a
          > potem "jestesmy jedna wielka rodzina" z multum macoch, ojczymow, przyrodnimi
          > rodzenstwem, przyszywanymi babkami, dziadkami itd Poprostu luz, sama radosc,
          > raj nie zycie.



          To zależy od Ciebie czy Twoje dziecko taki skrypt uruchomi, to zależy jaki
          obraz świata i zwiąków międzyludzkich mu przekażesz.
          Ja piszę jako praktyk, a nie teoretyk, przeżyłam rozwód rodziców na własnej
          skórze i wiem, że 99% powodzenia w tej dziedzinie zależy od umiejętności
          chowania swoich negatywnych emocji wzgledem byłego partnera.
          Mnie nikt nie mówił, że trzeba walczyc o związek (tym bardziej, że walka może
          zakończyć się niepowodzeniem), natomiast dzięki nieograniczonym kontaktom z
          obojgiem rodziców nabrałam ufności w to, że związki międzyludzkie są ważne i
          trwałe.
          Co do wielu ojczymów, macoch itp. - nie odegraja oni żadnej roli, jeśli dziecko
          bedzie miało stałe kontakty z rodzicami naturalnymi. To też wiem po sobie. Ja
          miałam ojczyma i jego rola była żadna (pomimo, że mieszkałam z nim pod jednym
          dachem), bo z automatu preferowałam rodzicow biologicznych.
          Niestety mój pasierb nie ma takiego kontaktu ze swoją matką, jest ona osobą
          psychicznie chorą i niestety zaburzenia z tym związane teraz zaczyjnają u
          pasierba wychodzić. Pasierb będzie chodził na psychoterapię, gdyż negatywne
          skrypty tylko sie utrwalą, same niestety nie przejdą.
          • czekolada72 Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 17.03.05, 10:02
            m-m-m napisała:

            > Boje sie, czy mojeDziecko, nie zakoduje sobie, ze nie trzeba sie starac o
            > > rodzine, jej utrzymanie itd. Czy nie zakoduje, zejak sie wspolmalzonek
            > znudzi,
            > > przestanie podobac - to luuu - rozwod i nowy, i kolejny, i jeszcze raz, a
            >
            > > potem "jestesmy jedna wielka rodzina" z multum macoch, ojczymow, przyrodn
            > imi
            > > rodzenstwem, przyszywanymi babkami, dziadkami itd Poprostu luz, sama rado
            > sc, raj nie zycie.
            >
            > To zależy od Ciebie czy Twoje dziecko taki skrypt uruchomi, to zależy jaki
            > obraz świata i zwiąków międzyludzkich mu przekażesz.

            No swietnie, ale to nie ja doszlam do wniosku, zeprosciej machnac reka i
            stwarzac kolejne zwiazki, zakladac kolejne rodziny.
            • m-m-m Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 17.03.05, 11:28
              Ale to zależy od Ciebie czy Twoje dziecko tak zrobi. Ja jestem przykładem na
              to, że pomimo rozwodu rodziców nie uruchomiłam negatywnego skryptu i strałam Ci
              się wyjaśnić dlaczego: bo moi rodzice mieli klasę i umieli schować przede mną
              swoje prywatne sprawy i żale. Miałam ich oboje i z nimi nieograniczone kontakty
              i to dało mi pewność, że związki między ludźmi są ważne. Dzięki temu od 7 lat
              jestem szczęśliwą mężatką i do rozwodu się nie szykuję. I nie uważam, by machać
              ręką i stwarzać kolejną rodzinę.
              • czekolada72 Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 17.03.05, 12:38
                Ja to slonko rozumiem. Tylko, ze Ty caly czas podkreslasz postawe obojga swoich
                rodzicow. A ja mam sytuacje odminna, poniewaz ojciec mojego Dziecka sprawe
                olal, i ja sie obawiam, czy tylko moja postawa moze cos zdzialac. Dziecko
                kontakt z tatusiem ma nieograniczony, tatus ma kontakt w nosie, bardziej zalezy
                mu na dopiekaniu mnie, a mala widzi kolejna rodzinke tatusia i tatusia
                zachwyconego tym pomyslem.
                • m-m-m Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 17.03.05, 12:59
                  Niestety, obawiam się, że sama nic nie zdziałasz. Patrząc po moim pasierbie,
                  którego ojciec dokładal i cały czas dokłada wszelkich starań wychowawczych
                  samotny rodzic niewiele może, dlatego zdecydował o psychoterapii dla syna. Ja
                  jako macocha wspieram M., uważam, że pasierbowi jest to potrzebne i
                  zadeklarowałam też swoje środki finansowe na ten cel, bo przerwanie takiej
                  psychoterapii to powrót do punktu wyjścia.
                  Na Twoim miejscu kontaktowałabym sie jak nawcześniej z psychologiem. Z drugiej
                  strony lepiej gdy rodzica fizycznie nie ma, niż gdy jest niepoczytalny jak
                  matka pasierba i pomimo to próbuje utrzymywać z dzieckiem kontakt. Po tych
                  kontaktach pasierb jest rozchwiany i rozkojarzony, denerwuje się i wszystko co
                  budujemy na co dzień - wali się.
                  • czekolada72 Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 17.03.05, 16:35
                    Kontaktowalam sie z psychologiem - poki co nie widzial potrzeby psychoterapii,
                    dal zalecenia.
                    Dla wyjasnienia zas - tatus kontaktuje sie, wtedy kiedy ma ochote, poczytalny
                    poki co jest wink
    • capa_negra Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 16.03.05, 17:24
      Moi rodzice rozwiedli sie po 20 latach - powinni zrobic to góra po 10
      Zreszta zanim sie pobrali zdążyli odwołac slub..
      Moj teść ożenił sie w wieku 18 lat, urodzila mu sie corka, a jak przyjechał z
      wojska na przepuste to jak twierdzi " innych chłop chodził w jego spodniach" -
      rozwiódł sie po ok. roku od slubu.
      Z teściową, która jest matka mojego męza sa małżenstwem od 50 lat.
      Jak twierdzi mój mąz conajmniej 30 lat za długo - nic dobrego z ich pozycia nie
      pamięta, a i teraz jak sie ich posłucha...
      Mąż tak jak teść ożenił sie w wieku 18 lat, po 25 rozwiódł.
      Wieść gminna niesie, ze powinien to zrobic z 10 lat wcześniej.
      Pisze "wieść gminna" bo poznałam go trzy lata po rozwodzie wiec niektóre teksty
      chodzące po rodzinie traktuje jak opowiadanki i pobozne zyczenia smile
      Ja do tej pory męzatka nie byłam, ale "po drodze" byłam w 2 długich związkach
      (7 i 8 lat) wiec gdybym wyszła za mąż to pewnie tez bym była conajmniej
      jednokrotną rozwódką.
      Ani w mojej , ani w jego rodzinie nie ma ma innych przypadków rozwodów.
      I jak nam to wrózy???
      • sheilla Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 17.03.05, 11:51
        Troche mnie pocieszyliscie-mam na mysli te dziedzicznosc. Ja sama pochodze z
        rozbitej rodziny (ojciec po 17 latach bycia w zwiazku spotkal pewna panią), moj
        ex rowniez nie mial szczesia pod tym wzgledem. Za to moja mama wiele lat temu
        poszla do jakiegos znanego wrozbity i ten jej powiedzial, ze dzieci dziedziczą
        los rodzicow. No i od tego czasu (a bylo to wiele, wiele lat temu) jestem
        karmiona papką w stylu "nigdy nie bedziesz szczesliwa ani bogata bo los sie
        dziedziczy po rodzicach".
        Zastanawiam sie, czy to, w jaki sposob ulozylo mi sie zycie (za 3,5 mies bede
        samotna matka)nie jest przypadkiem wynikiem tego wpajanego mi przez lata poglądu.
        A swoją droga to jak (wg tej tezy) wyrokowac przyszlosc pary, gdzie jedna osoba
        pochodzi ze szczesliwej rosziny a druga z rozbitej?
    • okruszek100 Re: Pochodzicie z pełnych czy z rozbitych rodzin 17.03.05, 14:05
      /
Pełna wersja