Zabieganie o względy ojca

31.03.05, 14:28
Może trochę kontrowersyjny temat. Czy to ma sens? Tak czytam i się trochę
dziwię... Jaki jest sens przypominanie ojcu o sobie, o dziecku, zabieganie o
kontakt, o spotkania itd. Po co dziecku taki ojciec, który nie chce się z nim
kontaktować? Czy oni zasługują na takie fantastycznie dzieci? Czy to nie jest
upokarzające?

Poważnie pytam. Bo ja nie byłam w stanie tego robić. Nie potrafiłabym
spojrzeć sobie w oczy, gdybym musiała go prosić o zainteresowanie dzieckiem.
Alimenty też odpuściłam, łachy niech nie robi.
    • isabelka20 Re: Zabieganie o względy ojca 31.03.05, 14:54
      ja zabiegac nie zamierzam,tatus okreslil juz na poczatku ciazy co mysli o
      dziecku i jestem pewna tego ze nie pozwole na to by za jakis czas obudzil sie i
      stwierdzil ze chce byc ojcem.Jednak jesli chodzi o aliemnty -to buli juz na
      mnie w czasie ciazy,na dziecko tez juz sa przyznane przez sad,niech chociaz
      tyle ma moja coreczka od tatusia
      • daggy Re: Zabieganie o względy ojca 31.03.05, 15:03
        Ja nie dostałam alimentów, bo pan był "chory i niezdolny do pracy". Sąd
        poradził mi założenie sprawy o alimenty jego matce, albo powtórnej sprawy
        jak "wyzdrowieje".
        Machnęłam ręką i już nigdy nie wróciłam do sprawy.

        ALe zdarza mi się pomyśleć, co by było, jakbym zażądała zaległych alimentów za
        13 lat smile
        • pustulka_75 Re: Zabieganie o względy ojca 01.04.05, 00:00
          daggy napisała:
          > Ja nie dostałam alimentów, bo pan był "chory i niezdolny do pracy".

          A myślałam, że tylko mój taki "słabiutki".
    • l_allena Re: Zabieganie o względy ojca 31.03.05, 15:16
      To trochę racja, po co kogoś zmuszać natrętnym przypominaniem o dziecku i byłym
      życiu. Ja mailem wysyłam co miesiąc informację, że termin spotkania przypada w
      dniu..... (wyznaczone przez sąd raz w miesiącu - nigdy - od ponad trzech lat
      nie wykorzystane) - robię to na sugestię adwokata, żeby nie było potem, że
      utrudniam i wredna jestem. Byly wyszedl z inicjatywą 1 raz - zadzwonil, bo
      przejazdem byl w moim miescie - dziecko lezalo wtedy w szpitalu, a ja
      usłyszałam, że jestem suką i utrudniam spotkanie.
      Na szczęcie były sam nie chce, a ja z dzieckiem i jeszcze kimś tworzymy małą,
      szczęśliwą rodzinę, która latem zostanie potwierdzona przez kościół i państwo.

      Pozdrawiam

      Allena
    • pelaga Re: Zabieganie o względy ojca 01.04.05, 07:48
      Ja na wlasnej skorze przekonalam sie, ze zabieganie o kontakty ojciec-dziecko
      jest bez sensu. ODRADZAM.
      Jesli pan tatus sam nie czuje potrzeby, to naciski Wasze - wrednych exiar wink)),
      jego rodzicow, czy znajomych nic nie dadza poza przedluzaniem agonii. W koncu i
      tak kontakty zanikna.
      Im starsze dziecko, tym gorzej przezywa porzucenie przez ojca, wiec nie watro
      przedluzac "checi tatuska" do widywania dziecka. Mniejsze dzieci maja wieksze
      szanse na zaakceptowanie zastepstwa ojca.
      Poza tym nie widze tez sensu ograniczania kontaktow, bo to wzbudza w
      nich "waleczne odruchy" wink)) To tak jak z oslem wink Przyciagnij mu glowe do
      podlogi, a zrobi wszystko, zeby uniesc ja jak najwyzej wink))
      Dlatego pewnie zabraniajace konatktow matki borykaja sie z walczacymi o PRAWA
      exami, a te niczego nie utrudniajace skutecznie swoim postepowaniem
      (typu: "moze bys poszedl z dzieckiem do lekarza) "odstraszyly" exow od dzieci
      (czt. niewygodnych obowiazkow).
      Od podanych przeze mnie, w MOIM mniemaniu, regul sa wyjatki oczywiscie smile
    • leeya Re: Zabieganie o względy ojca 01.04.05, 09:47
      No tak.. Zabiegac czy nie zabiegac, oto jest pytaniesmile

      Ja to widze nastepujaco:
      Jezeli dziecko w momencie rozstania rodzicow jest juz wieksze, nie wiem, ma
      kilka lat, to do cholery pan tatus chyba ma jakies uczucia wzgledem tego
      dziecka! I wtedy zabieganie wydaje mi sie niepotrzebne. Tak jak napisala
      Pelaga, jezeli nie bedzie chcial, to zadna sila sie go nie zmusi, a nie ma
      sensu przedluzac cierpien dziecka...
      Jezeli dziecko jest nastolatkiem, samo ureguluje sobie kontakty z tatuskiemsmile
      Wedlug mnie schody zaczynaja sie jak rodzice rozstaja sie, gdy dziecko jest
      niemowleciem lub kobieta jest w ciazy. Ja chyba jestem najlepszym przykladem
      rozstania sie rodzicow a nie ojca z dzieckiem. Na poczatku zabiegalam o
      spotkania, teraz juz nie musze. Tatusiek jest zakochany w corcesmile W sumie, jak
      tu sie nie zakochac w Kuleczcesmile Bez pisku protestu chodzi z nia na szczepienia
      i wizyty kontrolne do lekarza, kiedy ja jestem w pracy (zdazylo sie 2 razy, ale
      sie zdazylo), bo nie chce, zeby byl z Kulcia ktos obcy wtedy (niania) i to byla
      jego inicjatywa. Takze chyba jest sens...

      Uwazam jednak daggy, ze trzeba jednak umiec oddzielic "przypominanie" o sobie
      od zabiegania o kontakty ojciec-dziecko. Jak mowie, rozstaja sie rodzice, a nie
      rodzic z dzieckiem. Pewnie latwo mi mowic, bo u mnie jakos sie to ladnie
      poukladalo...

      Pozdrowionka,

      Leeya
      • kkokos Re: Zabieganie o względy ojca 01.04.05, 11:38
        > Ja chyba jestem najlepszym przykladem
        > rozstania sie rodzicow a nie ojca z dzieckiem.

        oj, a ja mam wrażenie, że jednak twoja historia należy do wyjątkowych smile)
      • kkokos Re: Zabieganie o względy ojca 01.04.05, 11:42
        i jeszcze jedno:

        >Jezeli dziecko w momencie rozstania rodzicow jest juz wieksze, nie wiem, ma
        >kilka lat, to do cholery pan tatus chyba ma jakies uczucia wzgledem tego
        >dziecka!

        ja miałam trzy lata, a widzialam ojca raptem kilka razy w życiu. no może nie
        trzy razy, ale na pewno nie więcej niż 8-9. Obiecywał, umawiał się i nie
        przychodził - klasyka. To chyba nie jest kwestia wieku dziecka.
        • leeya Re: Zabieganie o względy ojca 07.04.05, 09:16
          Kkokos,
          Chodzilo mi raczej o to, ze ojciec mieszkajac z rodzina, w tym z dzieckiem,
          mial chyba czas i sposobnosc "przywiazac" sie do niego, pokochac. I o to mi z
          kolei chodzilo. Masz racje, wiek dziecka nie jest wazny, wazne jest to, czy
          ojciec nauczyl sie kochac dziecko, bo badzmy szczerzy, ojcowie musza "nauczyc"
          sie kochac dziecko. Maja maly defekt, brak im instynktu macierzynskiego i
          uczucia czy przywiazanie przychodza u nich z czasem..

          Leeya
    • eaw1 Re: Zabieganie o względy ojca 07.04.05, 10:34
      Wszystko zależy od ojca. Gdybym nie znała go tak dobrze, może bym się
      zastanawiała. Gdyby był zagrożeniem dla dziecka, gdyby był nieodpowiedzialny
      byłabym prawdopodobnie matką utrudniająca kontakty. Ale on wyobrażał sobie, że
      ułożę sobie z kimś życie i że nasza córka bedzie miała prawdziwego ojca (choć
      nie biologicznego). Z resztą wiele jego wcześniejszych zachowań miało taką
      argumentację - nie chciał nikogo krzywdzić smile Myślę, że to nie jest zły
      człowiek, czasem tylko ulega jakimś "mądrym" radom, tudzież dorabia sobie
      teorię psychologiczną, która akurat mu pasuje. O wielu sprawach nie zdawał
      sobie sprawy - np. jak bardzo on jest dla naszej córki ważny. Uświadomienie mu
      tego pomogło chyba wszystkim. Oprócz tego uważam, że to jego obowiązek
      (podobnie jak alimenty), a do tego nie chciałam sama odpowiadać na pytania o
      ojca. Musiałbym albo kłamać, albo zadać jej ból, a i jedno, i drugie nie mieści
      się w mojej głowie. Nie jest dla mnie upokarzające egzekwowanie ani moich praw,
      ani cudzych obowiązków. To żadna łacha - to obowiązek. I pomagam własnemu
      dziecku. Dumę wtedy chowam do kieszeni.
      • tekila33 Re: Zabieganie o względy ojca 07.04.05, 20:40
        Owszem alimenty są obowiązkiem, ale tak gdzie są obowiązki powinny też być
        prawa, a o tym ani slówka???
        • nikita181 miłóść ojcowska ? to bzdura i mit 08.04.05, 18:45
          a ja nie wierzę w coś takiego jak miłośc ojca. Jak kocha matke, to dziecko też,
          a jak mija uczucie do matki, a pojawia sie jakas pani, to rzuca w kąt żonę i
          dziecko, a nowa pani i jej dzieci są ważniejsze. To przeżyłam sama i to
          przeszly moje dzieci, takze dziecko mojej siostry. Miłośc ojcowska ? to
          bzdura !! Bo jak wytlumaczyć, że facet po rozwodzie zapomnina o dziecku ?
          • done2 Re: miłóść ojcowska ? to bzdura i mit 09.04.05, 09:22
            O ile Leeya napisała: "Ja chyba jestem najlepszym przykladem rozstania sie
            rodzicow a nie ojca z dzieckiem." Ty zaś, nikita181 jesteś najgorszym
            przykładem. Sorry, ale tak jest.
            • nikita181 Re: miłóść ojcowska ? to bzdura i mit 09.04.05, 09:59
              niestety, moi rodzice rozstali sie jak bylam prawie pelnoletnia. więc poznalam
              tzw. milosc ojcowską, a raczej jej brak. wiem, że to zdeterminowalo moje zycie.
              ale to co widze dookola potwierdza tylko moj pogląd.
    • kini_m Re: Zabieganie o względy ojca 12.04.05, 07:32
      Daggy
      W życiu zabiegaj o to co jest w twoim zasiegu i tyle.
      Nie napisałaś nic więcej szczegółów, więc...
      ... jeśli czujesz że masz wpływ na tę kwestię, możesz pomóc ojcu to umożliwić
      to oczywiście pomóż
      ... jeśli ojciec nie zaznacza chęci to pozostaw tę kwestię całkowicie jego woli.

      A teraz nieco problematycznie:
      Problemem tak naprawdę jest jesli oboje rodzice się poważnie różnią w tej
      kwesti (któreś nie oddaje stanu faktycznego sytuacji) czyli, np. mój przykład:
      Moja pani systematycznie utrudnia kontakty, az do obecnego całkowitego zakazu
      widywania córki i mojego, robiła to systematycznie z niewielką przerwą (2 mies.
      poprawy, wśród 6,5 mies. zaostrzania restrykcji).
      Niestetey ona twierdzi że tak właściwie to ona zabiegała o te kontakty.
      Piszę żeby wykluczyć taką sytuację - bo doświadczyłem jak matka w tej kwesti
      umie przekłamać sytuację. Ale jeśli jednak - to zanim nie rozwiążesz skąd
      wynikałaby taka różnica to wszelkie rady i tak sie rozmijają z rzeczywistoscią.

      leeya, nikita
      "Maja maly defekt, brak im instynktu macierzynskiego "
      "a ja nie wierzę w coś takiego jak miłośc ojca"
      - W ten sposób skazujecie świat swoich next lub obecnych na eksterminację lub
      conajmniej konieczność udowadniania w stosunkach rodzinnych. To że samemu sie
      zostało skrzywdzonym nie upoważnia do przekładania krzywdzących doświadczeń
      (niewiara w miłość ojca) na innych.

      A co do defektów ojców wychowujących dzieci (zwł.samodzielnie) sugeruję
      opracowanie Wandy Stojanowskiej (sędziny) "Władza rodzicielska
      pozamałżeńskiego..." - może wtedy uwierzycie.
      Matki tez mają defekty, nie mniej poważne.... jak dla mnie najgorszym jest
      posiadanie instynktu macierzyńskiego bez umiejętności prawdziwe dojrzałego
      kochania. (Przepraszam za wyrażenie ale bez miłości instynkt jest okrutny -
      taka matka to zwierzę.)
      • daggy Re: Zabieganie o względy ojca 12.04.05, 09:05
        Kini, ja wiem, że gdybym wykonała w tym kierunku (nie teraz, ale wiele lat
        temu) jakieś ruchy, nacisnęła trochę, to do tych kontaktów (syn - tzw. ojciec)
        pewnie by doszło.
        Tylko, że wcale nie chciałam naciskać. W tym sęk.
      • leeya Re: Zabieganie o względy ojca 12.04.05, 20:46
        kini_m napisał:

        > leeya, nikita
        > "Maja maly defekt, brak im instynktu macierzynskiego "
        > "a ja nie wierzę w coś takiego jak miłośc ojca"
        > - W ten sposób skazujecie świat swoich next lub obecnych na eksterminację lub
        > conajmniej konieczność udowadniania w stosunkach rodzinnych. To że samemu sie
        > zostało skrzywdzonym nie upoważnia do przekładania krzywdzących doświadczeń
        > (niewiara w miłość ojca) na innych.

        Wywolana do tablicy odpowiadam.

        Ano faceci nie maja instynktu macierzynskiego. Troche ksiazek o psychologii
        rodzicielskiej przelecialam ostatnio i w KAZDEJ pisza o tym. To nie Wy,
        Panowie, nosicie dziecko przez 9 miesiecy pod sercem, to nie Wy czujecie ruchy,
        to nie Was boli krzyz, a w koncu to nie Wy przezywacie cud narodzin. Nawet
        jezeli towarzyszycie kobiecie w tej chwili cudu, to jestescie TYLKO
        obserwatorami, a nie UCZESTNIKAMI. Nie czujecie bolu, napiecia, a potem tego
        wielkiego szczecia. Mozecie to tylko OBSERWOWAC.

        Nie przekreslam mezczyzn jako wspanialych rodzicow, ani tez nie wrzucam na
        piedestal matek. Wiem, ze sa matki, ktore potrafia skrzywdzic a nawet zabic
        wlasne dziecko. Tak samo wiem, ze sa ojcowie zdolni kochac i wychowywac dziecko
        lepiej niz matka.

        W tym co napisalam chodzilo mi o to, ze ojciec, tak jak w moim przypadku, ktory
        mial kontakt ze mna i moim "brzuszkiem" co 2 tygodnie, nie mial kiedy sie
        przyzwyczaic do ciazy, dziecka, a ja sama budzilam w nim odraze,
        jako "ciezarowka". Nie chce mi sie powtarzac dlaczego tak bylo, jak chcesz sie
        dowiedziec to proponuje wyszukiwarkesmile Jednak ja go powoli "przyzwyczajalam" do
        dziecka... I teraz Julia ma tate...

        Leeya
    • kini_m Re: Zabieganie o względy ojca 14.04.05, 10:55
      Daggy
      Jeśli faktycznie w Twojej sytuacji ten ruch to byłoby TROCHĘ nacisnąć - no to
      jak najbardziej wykonaj ten ruch. Zwłaszcza jesli ojciec nie taki zły, a po
      prostu tylko nieco przelękniony, i z upływu czasu niepewny swojego znaczenia.
      Dziecku napewno się opłaci.

      Ale nie ma co ukrywać, że trzeba bedzie jednak trochę mu pomóc w podtrzymaniu
      nowej dla niego roli.
      Bo tak samo jak i miłość niepielęgnowana zanika, tego samego mozna się
      spodziewać po rodzicielstwie
      (Bo dla każdej nowej w rodzicielstwie osoby to jednak zawsze może byc
      przerażająca rola - zwł że ogólna opinia społeczna nie pomaga w radzeniu sobie
      z rola rodzica - a jedynie mówi jaki to ciężki obowiązek, rzadko kiedy że
      przyjemność.
      Nawet moja pani przeraziła się w momencie gdy dowiedziała o ciąży, a bynajmniej
      jeszcze nie miała okazji przecież doswiadczyć bólu porodu - w takim
      społeczeństwie się wychowujemy).

      Leeya
      Nie zamierzam walczyc z naturą, lecz ze sposobem jej wykorzystywania do
      udowadniania i licytowania się kto tu jest górą.
      Ze swojej strony staram sie zwalczać maskulinizm, a jak u Was z feminizmem.
      Podobnie myślę jednak że już minęły czasy licytacji który orgazm (męski czy
      kobiecy) jest głębszy.

      Dla mnie ideą jest motto:
      "Bywają nieraz kobiety bardziej męskie niz niejeden mężczyzna i mężczyźni
      bardziej kobiecy niż niejedna kobieta."

      PS: A jeszcze co do:
      "ojcowie musza "nauczyc" sie kochac dziecko"
      - to oczywiste że mają opóźnienie w bezpośrednim kontakcie z dzieckiem. Stykają
      się z dzieckiem 9 miesięcy później niz matka. I stąd to przesunięcie w rozwoju
      więzi z dzieckiem. Jeśli ktos ten fakt wykorzystuje do wykazania wyższości
      więzi z matką nad wyższością więzi z ojcem....?
      I tak właściwie czy dziecko które starciłoby wcześnie matkę i było wychowywane
      przez ojca to bedzie gorzej rozwinięte?
      A właściwie autorami pozycji o które się opierasz są kobiety czy mężczyźni?

      I mówisz tylko o instynkcie macierzyńskim, nic o ojcowskim?
      Więc mogę ci tyle powiedzieć że matka mojej córki nigdy nie chroniła jej przed
      niepożądanymi (szkodliwymi)zachowaniami osób trzecich (niestety zwłaszcza
      dziadków). Umiała troszczyc się jedynie o stronę fizyczną opieki. Jej udział w
      kreowaniu społecznych warunków wychowawczych był mierny (np. umiała się
      obruszyć i odmówić wyjścia do znajomych gdzie córka miała nieczęstą mozliwość
      pobawić się z najbliższą rówieśnicą w mieście gdzie pani studiowała, bo to byli
      znajomi z mojej strony). A jest właściwie blokujący - bo odgradza ją od
      najbliższej kuzynki, innej rówieśnicy - dlatego że ta druga jest z mojej
      rodziny. (Tak jest gdy kobieta ma instynkt a nie nauczono jej kochać, więc sie
      zastanawiam ile jest wart sam instynkt.) (o instynkcie jeszcze w: Eksia, Ex,
      Next i dzieci...)
      • chalsia Re: Zabieganie o względy ojca 15.04.05, 22:52
        > Nawet moja pani przeraziła się w momencie gdy dowiedziała o ciąży, a
        bynajmniej
        >
        > jeszcze nie miała okazji przecież doswiadczyć bólu porodu

        Bo może jej przerażenie nie miało związku z porodem a ze strachem przed
        odpowiedzialnością jaką jest wychowanie dziecka. Czemu się wcale nie dziwię.
        Chalsia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja