Bicie- jednak?

09.04.05, 07:33
Mój jeszcze mąż mnie nie bił nigdy.Nie podniósł na mnie ręki.Do
teraz.Wczoraj, w dniu pogrzebu papieża po raz pierwszy chwycił mnie za głowę,
walnął o szafę i powiedział:Mam Ci pie..ąć suko.."Szok...Nier wiem, czy
popłakałam się z bólu, czy bardziej z przerażenia.We wtorek złożyłam pozew do
sądu bez orzekania o winie- sama nie jestem święta.Ale jak do tej pory
przebijały się szczątkowe wyrzuty sumienia, że go zdradziłam, to teraz prysły
zupełnie.Bo to chyba jest prawdziwa natura człowieka...Chyba.Dzisiaj rano
chciałam wejść na internet- okazało się, że nawet do kompa nie mogę się
dostać , bo pozakładał jakieś hasła i blokady.Zaczęło się.Od słowa do słowa
i...Najbardziej zabolało, kiedy kopnął mnie w krzyż, w sumie wcelował w sam
kręgosłup..Dziwnie mi teraz. Wiem, że powinnam uważać, bo jestem w ciąży, o
której on nic nie wie.I mu jednak nie powiem, bo chyba mnie zakatuje.
Jeszcze jedno- umawia się z koleżanką z pracy...Jego rozmowę podejrzałam na
gg.Blokada miała być karą za to.Ucieszyłam się, że się umawia, bo przecież
będzie szybciej rozwód- nie będzie walczył.Ale zaczął walczyć
inaczej...POzdrawiam i życzę spokojniejszego życia
    • done2 Re: Bicie- jednak? 09.04.05, 09:00
      Ty grzej kobieto na policję! Nikt nie ma prawa bić nikogo! Jak będziesz
      siedziała cicho - może się to skończyć tragicznie dla Ciebie i Twojego dziecka.
      Teraz nie decydujesz tylko za siebie ale za to maleństwo również. Zareaguj póki
      czas, bo jak się ten damski bokser rozpędzi to będzie za późno.
      Pozdrawiam
      • kara76 Re: Bicie- jednak? 09.04.05, 09:30
        Ale nie mam żadnych śladów poza zaczerwienieniem na plecach.Bólu przecież nikt
        nie zobaczy...Jak wezwe policje, to co oni zrobia?Upomna go?A przeciez pozniej
        z nim zostane w domu.Z nim i z 2 dzieci...
        • chalsia Re: Bicie- jednak? 09.04.05, 10:42
          Pamiętaj, żeby każde pobicie zgłosić na policję i pójść do lekarza na oględziny
          byś miała dowód. Papier od lekarza zanosi się na policję i oni dołączają to do
          zgłoszenia. Nic z tym więcej robić nie musisz, facet nic nie będzie o tym
          wiedział. A może się przydać w przyszłości.
          Chalsia
    • md0512 Re: Bicie- jednak? 09.04.05, 21:37
      Cześć !!

      Nadziwić się nie mogę. To co Cię spotkało - to bestialski atak, najgorsze
      naruszenie godności i nietykalności osobistej. Problem w tym, że grozi Ci
      niebezpieczeństwo, bo jeżeli Twój facet nie pohamował się przed takim atakiem -
      w przyszłości może posunąć się dalej. Cóż, pomysł z obdukcją (choćby to było
      tylko zaczerwienienie) i policją jest warty zastosowania.
      Powiedzmy, że przytrzymanie kobiety gdy chce uderzyć (w kłótni) jeszcze można
      usprawiedliwić, ale taki brutalny atak to czyn godny potępienia. Facet wogóle
      nie przejął się tym co się Tobie może stać - po prostu dopuścił się czynu
      haniebnego wobec Ciebie. Niestety, nie sposób wykluczyć, że sytuacja nie
      powtórzy się w przyszłości. Liczę jendak na to że będzie lepiej - staraj się
      nie prowokować go, schodź mu z drogi (to chyba jedyne rozwiązanie na teraz).
      • kara76 Re: Bicie- jednak? 09.04.05, 22:56
        Zrobiłam obdukcję.Pan stwierdził "Mlodzi jestescie, dogadajcie sie
        jakos".Hmmm..Stwierdzilam ze na drugi raz przyjde jak zlamie mi reke.Dziwni sa
        ci ludzie.Zglosilam tez na policje.Jestem oficjalna ofiara przemocy w
        rodzinie.Powiedzialam mu o tym...Chyba sie przestraszyl
        • md0512 Re: Bicie- jednak? 09.04.05, 23:10
          Cześć !!

          Jednorazowe takie zdarzenie (które długi czas się nie powtórzy) można jeszcze
          warunkowo puścić w niepamięć. Jednak gdyby podobne sytuacje miały miejsce w
          przyszłości - zgłoś na policję i załóż sprawę karną. Przemocy fizycznej nie
          można darować ot tak w imię spokoju.
          • meessi Re: Bicie- jednak? 14.04.05, 10:48
            Co Ty mówisz?? Nigdy nie można tego puszczać w niepamięć! To sie zawsze
            powtórzy.
            Największym błędem molestowanych kobiet jest to że odpuszczają za pierwszym
            razem, będąc pewne/mając nadzieję że to wypadek. Pamiętajcie nigdy nie kończy
            się na pierwszym razie. Zresztą pewnie większość z Was to wie jeśli nie z
            własnych doświadczeń to z forum albo z życia!
          • greta_garbo Re: Bicie- jednak? 17.04.05, 09:13
            >
            > Jednorazowe takie zdarzenie (które długi czas się nie powtórzy) można jeszcze
            > warunkowo puścić w niepamięć

            NIE MOŻNA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!przecież od tego zawwsze sie zaczyna,że coś sie
            puści w niepamięć,a jemu sie wydaje,że w takim razie wszystko jest w
            porządku,to moze dowalić jeszcze raz,i potem kolejny etc.etc.
            dziewuchy,nie opowiadajcie takich głupot!!!!!!!!!
        • nimi Re: Bicie- jednak? 13.04.05, 23:11
          Bardzo dobrze, że tak działasz. Nie wolno "odpuszczać" pierwszych oznak agresji
          fizycznej, bo prawie nigdy nie kończy się na pierwszym razie. Mi się to
          niestety nie udało...
          Nawet jeśli to Ty ponosisz odpowiedzialność za rozpad związku to NIKT nie ma
          prawa Cię za to karać.Zaś szanse naprawy związku z męczyzną, który tak
          zachowuje są nikłe, zresztą sama piszesz, że myślisz o układaniu sobie życia
          bez niego.
          Fajnie, że nie pozwalasz sobą pomiatać i masz poczucie godności.
    • daga_ka Re: Bicie- jednak? 09.04.05, 22:29
      Porozmawiaj z ojcem swojego nienarodzonego dziecka. Jezeli tylko nie jest zimnym
      draniem bez serca to na pewno zainteresuje go fakt, ze ktos probuje, wprawdzie
      posrednio, skrzywdzic jego dziecko. Moze bedzie umial Ci jakos pomoc.
    • prunio4 Re: Bicie- jednak? 10.04.05, 16:35
      Dziewczyno kochana- NIE POZWÓL NIGDY, NIGDY WIĘCEJ ABY TO SIĘ POWTÓRZYŁO.

      A z tego co się stało, wyciągnij kosekwencje-choćbyś miała wykrzesać z siebie
      wszystko.Z biciem jest jak ze złodziejstwem-zrobił raz, nie zabraknie mu odwagi
      by to powtórzyć.
      Życzę CI duuuużo sił i powodzenia.Nie jesteś sama.
    • kini_m Re: Bicie- jednak? 13.04.05, 21:54
      Kara
      To co opisujesz faktycznie jest bestialstwem.
      Ale.... jedno jest dla mnie dziwne. Skąd człowiek który nigdy nie podniósł na
      Ciebie ręki - nagle w jednym momencie Tobą tak potraktował szafę.
      Jeśli by czytać nieco inaczej Twoje wypowiedzi - to można by przypuszczać że
      właśnie dowiedział się o Twoich zdradach - a gdy osoba nie jest przygotowana na
      takie informacje to wtedy jakoś to tłumaczy (tłumaczy a nie usprawiedliwia)
      jego zachowanie.

      Jestem człowiekiem więc co ludzkie nie jest mi obce. Więc...
      ...wiem że gdy człowieka spotka coś na co nie był przygotowany i czego predzej
      nie doświadczył może zareagować nieprzewidywalnie.
      Zresztą sama uciekłaś od próby wyjaśnienia co spowodowało jego reakcje (ja to
      próbuję odczytywać w innych zdaniach).
      Jeśli nigdy taki nie był - a teraz zaczyna stosować złożone restrykcje (także
      blokada komputera) to jednak coś mu zalazło za skórę.

      I tu musisz sama sobie zadac odpowiedź na pytanie:
      Czy Ty właściwe chcesz z nim być czy nie? (i rozwikłać ten problem - jeśli jest
      tak jak piszesz - bardzo nowy problem)
      Z Twojej wypowiedzi widać że nie wszystko u was jest tak jak trzeba - no bo nie
      informujesz go o ciąży.

      Oczywiście jesli zdecydujesz kontynuować Wasze bycie razem a jednocześnie nie
      usiądziecie do rozwiązywania problemów z których wynikła obecna sytuacja to
      sytuacja będzie sie powtarzała. I w tym kontekście poniesz też winę tej
      sytuacji bo przyjmując postawę bierną dopuszczasz czarny scenariusz.
      Masz 3 wyjscia:
      - bierność (czarny scenariusz sam sie rozwija),
      - aktywne samodzielne rozwiazanie związku,
      - aktywne wspólne ratowanie związku.

      PS: Jeśli będziesz próbowała aktywnie ratować związek to zmień działania typu:
      "Powiedzialam mu o tym [zgłoszeniu na policję]...Chyba sie przestraszyl"
      Działania oparte na GROŹBACH, PRZESTRASZANIU (jak powyższe) i tak prowadzą do
      rozpadu a nie faktycznej naprawy. To utwierdza frustrację która poteguję
      wzajemne niezrozumienie i spirala nadal trwa. To jest złuda a nie faktyczna
      naprawa.
      Pzdr
    • kini_m Re: Bicie- jednak? 16.04.05, 00:50
      Kara
      Teraz dopiero przeczytałem Twój wcześniejszy wątek "maz kochanek dziecko" i to
      co mi sie nasuwa w związku z tamtym to:
      1. Musisz poznać lepiej sama siebie, czego oczekujesz w życiu, jakie są Twoje
      trwałe wartości?
      A myslę że w tym celu powinnaś tu poprosić o pomoc terapetę któremu mogłabyś
      opowiedzieć o porażkach które Cię spotkały i który pomógłby by Ci rozwikłać tę
      problematyczną zagadkę.

      2. Powiedz czym prędzej mężowi o dziecku.
      Nawet jeśliby on już się domyslał - to zawsze lepiej jesli Ty to pierwsza
      głośno powiesz - niż on Tobie to powie że wie (a raczej z żalem wykrzyczy).
      Nie zwlekaj z tym aż sie przeprowadzisz (takie zwlekanie ma "krótkie nogi").
      Napradę Twoja sytuacja będzie wtedy znacznie lżejsza - w Twojej całej
      komplikacji. No i może tą szczerością (choć nieco późną) unikniesz jego złości
      w sądzie - tam to jest naprawde nie miłe przed osobami trzecimi wywlekać coś
      złośliwie.

      (Sam też bym zachęcał do "odświeżenia" małżeństwa. Oczywiście nie na siłę, ale
      zwłaszcza że:
      Weź ten wariant poważnie pod uwagę - bo przy braku zgody męża i ze względu na
      małe dzieci także sąd może nie dać rozwodu. Tak więc nastaw się psychcznie że -
      to może jednak nie tak będzie jak sobie teraz zamyślasz.)

      Nie nastawiaj się na "drogi...Początkowo pewnie dość wyboistej".
      Zacznij ja czym prędzej prostować.
      (Myslę że nie wykorzystujesz tego co mogłabyś juz dziś wyprostować szczerością.
      Wiem, wiem że najtrudniej to wydusić z siebie niełatwą prawdę bedąc od kogoś
      zależnym - ale kamień Ci spadnie z serca.)

      PS: Nie uważam że to godne krytyki że miałaś szczęście się zakochać (w kimś
      innym).
      • kara76 Re: Bicie- jednak? 16.04.05, 07:56
        Myślałam o tym i...Nie powiem.Jeśli z tym, że mnie uderzył, nie chodziło wcale o
        dziecię, bo i o nim nie wie, obawiam się, że naprawdę zrobi mi krzywdę.
        Mam świadomość, że szczerość to podstawa,ale teraz nie powiem.Jestem na etapie
        szukania mieszkania, by jak najszybciej się wyprowadzić.Nie wierzę, że będzie mi
        lżej, gdy mu powiem.Myślę, ze dopiero wtedy zacznie się gnębienie i psychiczne,
        i kto wie czy nie fizyczne również.Teraz mam określone cele(związane z pracą,
        muszę przygotować wiele dokumentów, więc komputer jest mi potrzebny).
        A propos wywlekania.Jak się okazuje nie znam człowieka, z ktorym mieszkalam tyle
        czasu, ale z tego co mi sie wydaje, to...to sadze( a moze bardziej wierze), ze
        sprawa szybko sie zakonczy.
        I wiessz, "nie odświeżę" juz malzenstwa.Nie chce.Nie chce tego juz od dluzszego
        czasu.To dla dobra dzieci sie zwiazalismy"Węzłem" malzenskim, ale to nie bylo
        dobre.Tak naprawde tak czy inaczej stanowimy patologiczna rodzine;bo jak nazwac
        dom bez milosci partnerskiej.
        Dziekuję za Twojaą odpowiedź.Muszę przyznać, że bije z niej jakieś ciepło i
        przede wszystkim szczerość.Jeszcze raz dziekuje i pozdrawiam.
        Kara
        • milcha1 Re: Bicie- jednak? 30.04.05, 17:50
          Przeczytałam twój wcześniejszy post Mąż, kochanek, dziecko.
          Wywołał on wiele nieprzychylnych odpowiedzi.
          Sądzę, że teraz dodałaś wątek o pobiciu przez męża, żeby wzbudzić współczucie,
          co ci się udało sądząc po odpowiedziach.
          Przypominasz mi moją koleżnakę, która również z powodu znudzenia zwykłym mężem
          wdała się w burzliwy romans z facetem na boku. Zostawiła dziecko, męża. Ale
          przyszło opamiętanie. A co koleżanki na to, co matka, otoczenie?
          Więc trzeba było dorobić historię dlaczego zostawiła męża, bo dziecko w
          międzyczasie porwała zaskoczonemu mężowi fajtłapie (flegmatyczny, poczciwy
          misu), żeby na drugi dzień wnieść o alimenty, które facet i tak by płacił.
          Więc wymyśliła, że wcale nie było romansu tylko uciekła od męża, który ją bił i
          nie dawał pieniędzy. Nieszczęsny chłopina na sali sądowej dowiedział się jakim
          był potworem: pił, bił i nie dawał kasy. Na szczęście dla niego kto tylko mógł
          świadczył o jego prawości - nie miała zresztą żadnych dowodów oprócz własnych
          pomówień, wyciągi z wspólnego konta wykazały, że regularnie czyściła ich konto
          ( szczególnie pazernie w okresie romansu) a sąd tylko dlatego nie orzekł jej
          winy, że mąż fajtłapa chcąc się jak najszybciej pozbyć połowicy, która go tak
          oszkalowała zgodził się na rozwód bez orzekania winy i dość wysokie alimenty.
          Kobitę nowy facet kopnął w dupę zanim jeszcze rozwód się uprawomocnił.
          Z podkulonym ogonem chciała do ex męża fajtłapy. Ale fajtłapa nie chciał takiej
          toksycznej, kłamliwej baby.
          • kara76 Re: Bicie- jednak? 01.05.05, 07:02
            Naprawdę tak sądzisz?A co mi po czyimś współczuciu?!Myślisz , że chcę się
            usprawiedliwiać?Mie, moja droga...Napisałam ten post, bo to się wydarzyło,
            napisałam, by zrzucić z siebie coś co mi ciążyło.Jak łatwo podkreślasz
            znudzenie.Nie napisałam nic o znudzeniu- a jedynie "Niemiłości".Nie widzę powodu
            , by trwać w toksycznej, patologicnej rodzoinie tylko dlatego że są dzieci.One
            już widzą ten brak miłości.Życzę Ci jednak, byś nigdy tego nie poznała.I uważaj
            z osądami innych.W końcu Ciebie ktoś też kiedyś osądzi.I może być gorzej niż
            myślisz.
            Pozdrawiam
          • kini_m Re: Bicie- jednak? 01.05.05, 17:13
            Eh, Milcha
            Mojej pani (ps: nimi) właśnie się zebrało przypuścić taki zmasowany szturm o
            jakim piszesz i ostatnio znowu próbuje mi dorabiać plecy na kilku wątkach.
            Przykład szkolny na żywo.
            Odpowiadam jak umiem tylko szczegółowo - i tyle.
            Niestety szkoda że czytając i odpisując na to straciłem dużo powagi, ważnej dla
            tego forum.
            Ale cóż też jestem człowiekiem i podczas zestawiania niektórych zapisków z
            rzeczywistością siłą rzeczy wychodzi śmiech.
            (Kara, nie koniecznie do Ciebie chcę to odnosić.)
    • nilka13 Re: Bicie- jednak? 01.05.05, 12:23
      jak poznać sprawcę przemocy?
      Pozwala sobie uważać, że uderzenie mozna czymś uzasadnić. Że można sobie na
      lanie zasłużyć.
      Dlatego, Kara, odpuść sobie czytanie takich postów, w których ktos próbuje
      zagłuszyć własne sumienie twoim kosztem.
      Nie wiem, jak twój mąż, ale mój po pierwszym uderzeniu uodobał sobie tę metodę
      i jesli ktos miał później puscić w niepamięć te wydarzenia- to tylko on.
      Facet absolutnie do tej pory nie poczuwa sie do winy i na dodatek jest
      przekonany, że nie miał innego wyjścia.
      Jest przekonany, że ze mną jest coś nie tak, a on jest OK, bo został
      sprowokowany.
      Tyle z moich doświadczeń- ty kieruj swoim życiem, jak sama chcesz.
      Nilka
      • milcha1 Re: do kara 76 04.05.05, 19:31
        Tak właśnie myślę. Współczuję waszym dzieciom, którym matka z nudów rozwaliła
        rodzinę.
        Gdybym uwierzyła, że tknął cię palcem, pierwsza namawiałabym cię do ucieczki od
        oprawcy. Ale zbyt wiele miałam do czynienia z nieuczciwymi tak kobietami jak i
        facetami żeby teraz uwierzyć w pierwszą lepszą bajeczkę.

        Czy ty się kobieto zastanowiłaś jaki los zgotowałaś swoim dzieciom i trzeciemu
        nienarodzenemu? I kto teraz będzie winien? Oczywiście mężczyźni. Bo jeden
        nieodpowiedzialny wdał się w romans z dzieciatą mężatką a drugi -mąż - rzekomo
        przemocowiec.
        No i jest kolejna biedna pokrzywdzona. Sama niczemu niewinna.
        Do rozpuku mnie rozbawiły twoje rozważania jak to sąd orzeknie rozwód z winy
        męża. jasne, ty z brzuchem pod nos - w ciąży z innym facetem będziesz dowodzić
        winy swego męża fajtłapy? Ręcę opadają.
        Właśnie dlatego dorobiłaś hostoryjkę o pobiciu przez męża, żeby jakoś siebie
        uwiarygodnić i wzbudzić współczucie innych kobiet tu na forum, które mają
        rzeczywiste problemy ze swoimi exami lub prawie exami.
Pełna wersja