Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy??

15.04.05, 17:04
Ja chyba jestem naprawdę nie z tej planety. Czy wg Was dziewczyny - Miłość
naprawdę wszystko tłumaczy??? - zdradę, brak lojalności, wyłudzenia??? Czy
dwoje dorosłych lidzi nie może zakończyć jednego związku zanim wejdzie w
drugi??? A nawet jeśli, z takich czy innych powodów - nie może dlaczego
krzywdzi się w imię SWOJEJ miłości do kogoś wszystko i wszystkich szczególnie
dzieci.

Wiem ze pytania są chaotyczne nieco, ale zastępowałam dziś kogoś i
powiedziałam dziś wyraźnie pewnej panience, że jej zachowanie z punktu
widzenia norm obowiązujących w społeczeństwie jest naganne i zasady
współżycia społecznego nakazywałyby pewne zachowania. Na co ona do mnie mówi
Pani nie rozumie ja go kocham i cała reszta (dzieci, chora żona, ) się nie
liczy....
Koszmar
    • virtual_moth Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 15.04.05, 17:52
      Agamagda, jaka miłość??? To po czym piszesz, to chuć, porządanie, hormony
      itepe. Miłość nie rodzi się po kilku randkach w ukryciuwink

      Bardziej do mnie juz przemawia zdrada małżeńska z wyrachowania niż z "miłości".
      Jeśli zdradza, bo się "zakochał/a", to krzyżyk na drogęwink Jesli zdradza, bo
      małżonek to nieuleczalny impotent/zimna ryba, ale są dzieci i ogólnie jest OK
      oprócz seksu, to MOIM ZDANIEM jest to jakoś tam jeszcze wytłumaczalne. Choć
      oczywiście lepiej nie zdradzać niż zdradzaćwink
      Bardziej szanuję frustrata, który lata na boki bo mu żona nie daje niż takiego,
      który się "zakochuje" (choć OBOJE na szacunek specjalnie nie zasługują). Wolę
      jednak, jeśli rzeczy nazywane są po imieniu, niż gdy dorabiana jest do niskich
      czynów "wzniosła" teoria.

      Pzdr
      • aniazwarszawy Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 15.04.05, 20:55
        Ma rację virtual-moth to chuć rzucająca sie na głowę. Ja też znam taką jedną
        co się "zakochała" na pierwszej randcewink)))
        A podobno człowiek tym różni się od zwierząt że myśli i kontroluje swoje
        odruchysmile)))
        A tak na poważnie, ludzie bardzo często dorabiają górnolotne teorie do swoich
        niskich zachowańcrying((
        • darcia73 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 16.04.05, 12:45
          tzw "miłość" (bez względu na to czy to jest uczucie czy jedynie chuć) nie jest
          dla mnie NIGDY żadnym wytłumaczeniem zdrady, braku lojalności i krzywdzenia
          innych ludzi. Ze swojego doświadczenia wiem, ze z każdej sytuacji można wyjść z
          godnością, także rozstać się można ugodowo. Strona porzucająca w tym momencie
          powinna zdawać sobie sprawę i być głęboko świadoma dlaczego tak robi. Są rożne
          powody, uzależnienie, alkoholizm, znęcanie się. Gdy powodem rozstania jest
          nowa „miłość’ to j a czegoś takiego nigdy nie poprę. Uważam, ze dopóki nie
          zakończymy jednego związku, niemoralnym jest zaczynanie drugiego.
          Co do skoków w bok z powodu oziębłości żony, to jest takie przysłowie – nie ma
          zimnych kobiet są tylko kiepscy kochankowie.
          • leeya Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 16.04.05, 12:49
            A ja ostatnio uslyszalam, ze nie ma facetow impotentow, a tylko zbyt malo
            starajace sie kobietysmile

            Leeya
            • darcia73 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 18.04.05, 08:52
              leeya napisała:

              > A ja ostatnio uslyszalam, ze nie ma facetow impotentow, a tylko zbyt malo
              > starajace sie kobietysmile

              u facetów wchodzą jeszcze inne sparwy natury medycznej, poza tym normalny
              samiec zawsze samcem pozostanie
              • leeya Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 18.04.05, 08:57
                Powiedz to tym meskim szowinistomsmile
                Pozdr,
                Leeya
    • delfina6 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 16.04.05, 18:15
      wasze wypowiedzi z mojego punktu widzenia sa trak samoegoistyczne jak owej
      panienki co sie zakochala
      bo czy wy drogie zdradzone zony nie popelnilyscie tego samego bledu jak owa
      panienka i sie nie zsakochalyscie w dupku???????????
      • ania_rosa Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 16.04.05, 18:22
        A co to ma do egoizmu? To chyba raczej popełnienie błędu względnie - w
        szczególnych przypadkach- głupota. I jeszcze jedno: wielu tych błędów by nie
        było gdyby nie wydatna pomoc innych kobiet, którym spodobali się cudzy męzowie.
        Radzę odświeżyć definicję "egoizmu".
        Rosa
        • ania_rosa Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 16.04.05, 18:23
          A co do panienki, to nie tyle ona zakochała się w dupku (bo nic o tym panu nie
          wiemy), co raczej sama wykazała swoje głębokie osadzenie moralne idąc do łóżka
          z zonatym i "znikając" jego żonę oraz dzieci.
          Rosa
      • agamagda Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 16.04.05, 19:06
        Wiesz, chyba nie rozumiesz sedna problemu. W świecie ludzi cywilizowanych,
        oprócz miłości są jeszce inne uczucia takie właśnie jak lojalność,prawość. Wg
        mnie jest nie do przyjęcia cyniczne rozbijanie innego małżeństwa, ponieważ ktoś
        sie zakochał, i zaspakajanie swoich potrzeb kosztem innych.
        Pomijam fakt, że w sprawie która mnie zbulwersowała jest wątek ocierający się o
        prokuraturę.
        Egoizm nie ma tu nic do rzeczy, a poza tym, skąd wiesz ile wśród
        wypowiadajacych się tutaj jest "zdradzona" zoną?
      • leeya Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 16.04.05, 19:40
        Tylko, ze roznica miedzy samoegoistyczna panienka a samoegoistyczna zona polega
        na tym, ze panienka poleciala do lozka z zonatym, Orko....

        Ale Ty zdaje sie nie znasz znaczenia slowa moralnosc.

        I znow przylazlas, zeby pomacic? W sumie mnie to nie dziwi. Kogo zaatakujesz z
        sila wodospadu tym razem?? Ja sie zglaszam na ochotnika, juz Twoje "ataczki"
        musialam znosic frustratko, jeszcze raz roznicy nie czyni..

        Nie pozdrawiam
        Leeya
        • delfina6 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 16.04.05, 20:10
          jesli chodzi o ataczki to czy poprzednim razem przeczytalas ze zrozumieniem
          moje posty - bo chyba nie gdyz uniemozliwily to inne wrony ktore zlecialy sie z
          krzykiem świetego oburzenia a i stynka - idiotka wymazala je
          • md0512 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 16.04.05, 20:14
            Cześć !!

            delfina6 napisała:
            > krzykiem świetego oburzenia a i stynka - idiotka wymazala je
            No, koleżanko dopuściłaś się czynu karalnego - publicznego zniesławienia. Licz
            się torchę ze słowami!
          • leeya Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 17.04.05, 10:27
            Hmmm... Stynka-idiotka, Ja-niskoupadlowiec przebaczajacy i przepraszajacy za
            siebie i innych, reszta-wrony, a Ty...?? Orka bez krzty moralnolsi i bez
            kultury. zycie... Wszak rozni sa ludzie, takie orki jak Ty tez musza istniec
            aby byla rownowaga w biosystemie.

            Tak, przeczytalam ze zrozumieniem. Stad moje wyrazenie o Tobie: FRUSTRATKA.
            Odplyn macic gdzie indziej, wszak ocean internetu jest ogromny. A jak nie ma
            dla Ciebie miejsca w istniejacych juz forach, to stworz wlasne. Moze
            nazwa: "Miechorzut" tudziez "bezkulturni" przyciagnie inne stwory Twojego
            pokroju???? I w koncu poczujesz sie dobrze, wsrod takich jak Ty....

            Leeya
    • md0512 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 16.04.05, 19:40
      Cześć !!

      Masz rację - koszmar i totalny bezsens. Najczęściej to nie miłość a chore
      namiętności.
      Dla mnie kobieta, która "ruszy" żonatego nie jest warta zainteresowania. Jeżeli
      jest owemu żonatem źle w małżeństwie - niech NAJPIERW zdecyduje się na rozwód a
      później poszuka sobie next.
      Jednak jest sytuacja kiedy "zdrada" jest wytłumaczalna (jednak raczej nie
      fizyczna) - w sytuacji gdy facet fizycznie znęca się nad swoją kobietą (bije
      ją, dręczy, itd.) a ta od niego odejdzie (wyprowadzi się) i znajdzie innego
      który ją pokocha. Jednak po traumie jaką przeżyje taka kobieta - wątpliwe jest
      czy prędko będzie w stanie normalnie pokochać i zaufać.
    • agamagda Do Delfiny 16.04.05, 21:50
      Delfina ty o moralności nie słyszałaś, ale czytam tu sobie twoje wypowiedzi i
      widzę, że o kulturze też nie.
      Napiszę, więc jasno, co by dotarło. I nie będę się też rozpisywać, żebyś
      łatwiej mogła zrozumieć.. Nie można oceniać pozytywnie działania kogoś, kto
      zdradza. Nie można dorabiać górnolotnych teoria, do faktu, że ktoś chce swoją
      chuć zaspokoić, lub doszedł do wniosku ze najwyższy czas założyć rodzinę, a że
      wolnych wokół już nie ma to „biorę” to, co się nawinie.

      Małżeństwa się rozpadają, rozmaite są tego powody. Ale to zmienia oceny
      postępowania osoby, która działa niczym „katalizator” (gdybym była na twoim
      poziomie kultury wypowiedzi użyłabym innego słowa na K).
      Czy tym razem pojęłaś sedno problemu?

    • leeya Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 18.04.05, 07:54
      AgoMagdo,

      Tak sobie troche nad tym wszystkim pomyslalam... I tak mi przyszlo do glowy, ze
      jednak nie potepiajmy do konca tej dziewczyny. Fakt, kregodlypa moralnego i
      jakis podstawowych zasad to to nie ma, ale... Dlaczego zawsze gromy sadzi sie
      na kobiete pakujaca sie w taki uklad? Ja wiem, ze "jak suka nie da to pies nie
      wezmie", to jest prawda stara jak swiat. Z tym, ze tak na prawde nie wiadomo
      czym ja facet, ze sie tak wyraze, skusil. A wlasciwie jaka "prawde" jej
      zaserwowal. I tu juz troche z wlasnego doswiadczenia...

      Moj ex po jakims czasie naszego zwiazku opowiedzial mi, ze zdradzal zone i
      dlaczego (zeby uniknac komentarzy, poznalam exa jak juz bylo "po" malzenstwie,
      takze w sensie formalnym). Mialam zakorzenione, ze jak facet zdradzil raz to
      zrobi to ponownie. Ale wysluchalam jego usprawiedliwien i... zrozumialam je.
      Dzis jestem w tej sytuacji, ze moj byly zostawil mnie da innej. Tez samotnej
      matki. I tak sie zastanawialam, co jej powiedzial, ze jedna samotna matka
      zwiazala sie z facetem robiac z innej samotna matke. No i sie dowiedzialam. W
      ostatniej naszej "potyczce" telefonicznej dowiedzialam sie, ze jak zaszlam w
      ciaze to nie bylismy juz razem. Hmmmm... Facet zapomnial tylko dodac, ze aby
      twierdzic, ze "nie jest sie razem" nalezaloby poinformowac o tym druga strone.
      No i chyba wyprowadzic sie ze wspolnego mieszkania. Zrobil to dopiero w lipcu,
      choc z nowa byl zwiazany od maja. Coz... Ale wszystko przemawialo za jego
      wersja. Bo co za normalna kobieta bedac w ciazy pozwoli swojemu facetowi na 7
      miesieczny wyjazd? Ja go wrecz namawialam. Nie chcialam, zeby z powodu dziecka
      jego kariera naukowa sie zalamala. Tym bardziej, ze jakos tak czasu mu juz
      brakowalo na habilitacje. Efekt? Habilitacja pewnie poczeka, a jedynym efektem
      wyjazdu jest nowa panienka a nie dorobek naukowy. Nawet JEDNEJ publikacji nie
      ma za ten okres!! Ale do czego zmierzam... Czy wina mam obarczac tylko
      Gabryske?? Nie sadze. Jakbym uslyszala, ze moj facet ma kobiete w ciazy to bym
      od takiego uciekala gdzie pieprz rosnie. Widac ona ma bardziej pojemne pojecie
      i rozumienie zjawiska jakim jest SUMIENIE. Ale mojego ex juz na prawde nic nie
      usprawiedliwia. To on mnie i Julke "zniknal".

      Takze czasem powinno sie widziec, ze kazdy zwiazek to 2 ludzi. Obarczanie
      kobiet tylko i wylacznie to niesprawiedliwosc, bo do cholery te kobiety z kims
      do lozka lataja!

      Pozdrawiam,
      Leeya
      • darcia73 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 18.04.05, 09:34
        Leeya, nie do końca się z Tobą zgodzą. Fakt – facet, który w ten sposób
        postępuje to Gó.. Totalne, ale panienka swój rozum ma. Pewnych rzeczy trzeba w
        życiu doświadczyć, żeby zmądrzeć, ale ZASADY są zasadami, bez względu na
        pokrętne tłumaczenia mężczyzny. Nigdy nie zrozumiem samotnej matki wiążącej się
        z mężczyzną, którego była partnerka jest w ciąży. Tu zawsze cos jest nie tak. A
        ta samotna matka podlega bardzo brzydkiemu określeniu, którego tu nie użyję, ze
        względu na morale forumowiczów wink
        Gdybysmy my kobiety były bardziej mądre i nie dawały się chłopom nabierac, nie
        mogliby nami tak manipulować
      • eaw1 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 18.04.05, 09:55
        Waw! Dopisuję się do grona wielbicielek Twojego umysłu. Ja myślę, że to właśnie
        miłość. Miłość, która jest ślepa i z całą pewnością istnieje od pierwszego
        wejrzenia (a co dopiero po pierwszej randce - aniuzwarszawy jeśli czegoś nie
        przeżyłaś nie znaczy, że nie istnieje). Chce się wierzyć tej ukochanej osobie,
        a oni tak ładnie mówią, wszystko ma sens (przecież nie moga ich tak nagle
        zostawić), trzeba tylko trochę cierpliwości smile. Usprawiedliwieniem dla kogoś
        jest maltretowanie, dla kogoś innego oziębłość partnera, alkoholizm.
        Najczęściej ta, która decyduje się na związek z żonatym mężczyzną słyszy to co
        chce usłyszeć, to co dla niej będzie usprawiedliwieniem tego ohydnego czynu. I
        usprawiedliwia, bo kocha. I bardzo prosze nie mieszać kochanek w rozpad
        małżeństwa. Wg mnie coś takiego jak katalizator nie istnieje. Pogódźcie się z
        myślą, że wyszłyście za mąż za kłamcę, wiarołomcę, nie zwalajcie winy za często
        też wasze grzeszki na obcą osobę, która jest zwykle z resztą tak samo
        oszukiwana. I podwójnie cierpi jeśli ją ten wiarołomca porzuci - nie dość, że
        zachowała się niemoralnie to nici z miłości - zabawił się i poszedł dalej...
        Selawi.
        • aniazwarszawy Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 18.04.05, 12:17

          Waw! Dopisuję się do grona wielbicielek Twojego umysłu. Ja myślę, że to właśnie
          miłość. Miłość, która jest ślepa i z całą pewnością istnieje od pierwszego
          wejrzenia (a co dopiero po pierwszej randce - aniuzwarszawy jeśli czegoś nie
          przeżyłaś nie znaczy, że nie istnieje).
          Miłość od pierwszego wrażenia istnieje i od razu człowiek wali do wyra, co by
          ją zaspokoić. Ja tam miłością tego nie nazywam, ale zaspokajaniem chuci. Nawet
          wydaje mi się że szkoda tak pięknego uczucia mieszać z wulgarnym ciupcianiem
          się po kątach.

          Chce się wierzyć tej ukochanej osobie,
          a oni tak ładnie mówią, wszystko ma sens (przecież nie moga ich tak nagle
          zostawić), trzeba tylko trochę cierpliwości smile. Usprawiedliwieniem dla kogoś
          jest maltretowanie, dla kogoś innego oziębłość partnera, alkoholizm.
          Najczęściej ta, która decyduje się na związek z żonatym mężczyzną słyszy to co
          chce usłyszeć, to co dla niej będzie usprawiedliwieniem tego ohydnego czynu. I
          usprawiedliwia, bo kocha. I bardzo prosze nie mieszać kochanek w rozpad
          małżeństwa.
          To właśnie jest egoizm, i brak zasad moralnych. Słyszę to co chce słyszeć,
          widzę to co chcę widzieć. A niby dlaczego? Bo mam ochotę się zakochać???

          Wg mnie coś takiego jak katalizator nie istnieje. Pogódźcie się z
          myślą, że wyszłyście za mąż za kłamcę, wiarołomcę, nie zwalajcie winy za często
          też wasze grzeszki na obcą osobę, która jest zwykle z resztą tak samo
          oszukiwana. I podwójnie cierpi jeśli ją ten wiarołomca porzuci - nie dość, że
          zachowała się niemoralnie to nici z miłości - zabawił się i poszedł dalej...
          Selawi.

          Wiesz, jest to upraszczanie sprawy. Wychodząc za mąż nigdy nie ma pewności czy
          dane małżeństwo, przetrwa czy nie. W każdym związku są kryzysy, a gdy dojdzie
          do tego ta trzecia na pewno trudniej jest przetrwać kryzys.
          • eaw1 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 19.04.05, 09:23
            Skąd pomysł, że robią to po kątach? Dla ciebie zdaje się można to robić tylko w
            małżeńskim łóżku? Czy też w ogóle nie zaspokajać chuci? Miłość między kobietą i
            mężczyzną moim zdaniem wiąże się nierozerwalnie z zaspokajaniem chuci smile Jestem
            skłonna przypuszczać, że warunki nie odbiegają od normy - pewnie robią to w jej
            mieszkaniu (no może tak jak inni ludzie z fantazją w windzie, lesie,
            samochodzie itp.), a oprócz tego zabiera ją do kina, na kolację, na wycieczki.
            A to wszystko dlatego, że miała ochotę się zakochać, bo jak wszyscy wiedzą z
            zakochaniem to jest tak: mam ochotę się zakochać, pstrykam palcami i już jestem
            zakochana w tym, który akurat przechodził obok - żonaty czy nie musi być mój wink
            A gdzie tu egoizm? Bo nie myśli o jego żonie i dzieciach, małżeństwie (które wg
            niego jest fikcją)? Ona ma myśleć - nie jego żona, nie on tylko ona?
            To właśnie Ty upraszaczasz sprawę. Jasne w każdym związku są kryzysy i bywają
            również takie, gdzie pojawia się ta trzecia. Zdaje się, że zdecydowana
            większość mężczyzn po romansie wraca z podkulonym ogonem do żony. Kwestia
            oczywiście żony... Do niektórych pewnie nie chce się wracać. A to co mówił
            kochance jest prawdą - dla niego małżeństwo od dawna było fikcją.
            • darcia73 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 19.04.05, 13:09
              eaw1 - brak Ci kregosłupa moralnego
              czlowiek jest istota wyższą i powinien panować nad swoją seksualnością
              przeraza mnie, ze po tym swiecie chodza osoby, mające poglady takie jak ty

              co do zakochania - kiedys zakochałam się w chłopaku, od pierwszego wejrzenia na
              zaboj i w ogole; ale pomimo, ze cierpałam nie odbiłam go mojej kolezance a
              miałam na to duze szanse. wtedy byłam młoda młoda a moja koleznka nie była
              jeszcze jego zona - ale mam głeboko wpojone, ze cudzy chłop to TABU, bez
              względu na uczucia. A sumienie mam spokojne i nie musze szukac zadnego
              tłumaczenia i ideologii niemoralnego postepowania
              • eaw1 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 19.04.05, 13:50
                Co prawda to uczono mnie, aby nie zniżać się do poziomu pewnych adwersarzy, tu
                jednak uczynię wyjątek smile
                Dzięki za zaszufladkowaniewink Gratuluję szybkości wydawania ocen. Pozwól jednak,
                ze nie zgodzę się z twoją opinią. Ciekawe, czy byłabyś taka lojalna, gdyby to
                nie była twoja koleżanka, albo gdybyś najpierw nie wiedziała o
                istnieniu "koleżanki", a potem dowiedziałbyś sie o niej różnych "złych rzeczy".
                Ale i tak by nic z tego nie wyszło, bo pewnie uznajesz seks wyłącznie po ślubie
                (to nic złego oczywiście, ale przyjmij do wiadomości, że inni ludzie mogą mieć
                inne niż ty poglądy i to też nic złego smile
                Pozdrawiam
                • leeya Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 19.04.05, 13:56
                  A ja odbijalam kolezankom chlopakow. Prawie kazdego, byl tylko jeden, ktory sie
                  oparl. Bez litosci i bez wyrzutow sumienia. A co, nie mozna?? Tylko, ze bylam
                  wtedy w podstawowce i latanie do lozka nie wchodzilo w rachube. Teraz juz
                  jestem dorosla. I nie odbijam chlopakow kolezankom, nie ruszam cudzych mezow.
                  To sie nazywa dojrzalosc. A co do slyszenia zlych rzeczy o tej drugiej... Warto
                  poznac tez opinie drugiej strony zanim sie wyda osad i podejmie pewne kroki czy
                  zobowiazania....

                  Leeya
                • agamagda Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 19.04.05, 14:20
                  Nie upraszczaj. Darcia wyraznie napisała że żonaty to dla niej tabu, zresztą
                  wbrew pozorom duża część kobiet też stosuje tą zasadę. Nie są one ani od ojca
                  Rydzyka, ani z LPR. Mają to sie nazwywa (jeśli nie wiesz o istnieniu czegoś
                  takiego) kręgosłup moralny i zasady.
                  Niżej napisałam, że to są dwie różne sprawy być: jedno to okłamywanym i
                  perfidnie wykorzystywanym w uczuciach, przez celowo działającego oszusta, a
                  zupełnie co innego wiedzieć o sytuacji matrymonialnej Partnera i akceptować
                  jego zdrady i brak lojalności wobec poprzedniczki. I nie ma tu znaczenia czy
                  znasz czy nie Tamtą. Co do seksu przed, w czasie czy po małżeństwie to sprawa
                  dwojga ludzi. Jedni muszą robić to już w tej chwili na biurku, inni w zupełnej
                  ciemności pod kołdrą - Kazdy sobie wybiera co mu odpowiada. Wg mnie nie masz
                  racji pisząc, że MIłość jest ślepa - jest ale tylko na tyle na ile TY z własnej
                  woli zaakceptujesz i właśnie na ile Ci pozwolą Twoje zasady.
                  • eaw1 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 19.04.05, 15:19
                    Nikogo nie oceniam, usprawiedliwiam, staram się jedynie zrozumieć motywy,
                    nigdzie nie napisałam, że popieram takie zachowanie, raczej też nie pójdę do
                    łóżka z żonatym (nigdy nie mówię nigdy), nie uważam jednak, że skoro ja wyznaję
                    takie zasady, to każdy kto ma inne zdanie nie ma kręgosłupa moralnego i zasad.
                    Zastanówcie się, czy nie robicie kolejnej burzy w szklance wody. Czuję się
                    atakowana. Popieracie Darcię (która zarzeka się, że żonaty to tabu), zamiast
                    skrytykować ją za wydawanie zbyt pochopnych ocen (ciekawe dlaczego - czy to
                    wasza dobra koleżanka i lojalność obowiązuje?)
                    Agamagda: Piszesz o dwóch różnych sprawach, ja akurat zajęłam się komentowaniem
                    jednej z nich. Druga nie jest dla mnie równie fascynująca - ot jak to nazwała
                    leeya, to zwykłe ku...o i nie ma o czym dyskutować.
                    A czy miłość jest ślepa wiedzą najlepiej te samotne mamy, które powychodziły za
                    mąż za różnych poparańców. Czym różnią się te miłości (ta do męża poparańca i
                    ta do czyjegoś męża)? I tu i tu nie zauważamy pewnych sygnałów, bagatelizujemy
                    je. Wg nie można na życzenie się zakochać i nie można na życzenie się odkochać.
                    Czynniki takie jak: silna wola, naiwność, dojrzałość zadecydują o tym, czy się
                    tą miłość "skonsumuje" czy nie (w pierwszym wypadku wyjdzie za mąż, w drugim
                    zwiąże się z żonatym - w obu wypadkach jest się najczęściej nieszczęśliwą)
                    Generalnie mam wrażenie, że uważacie kochankę za kogoś bardzo złego, a wg mnie
                    to zwykła dziewczyna, pewnie trochę zagubiona, wyznająca te same zasady co my
                    (do czasu, kiedy to tak feralnie się zakochała i pewnie idąc z nim do łóżka
                    przeżywa katusze moralne), a czasem mądrzejsza, ładniejsza, bardziej zaradna i
                    co tam jeszcze zechcesz, bo w końcu czasem to ją wybierają ci żonacismile
                    Leeya (hipotetycznie): uważasz, że zanim potencjalna kochanka pójdzie do łóżka
                    z żonatym facetem powinna przeprowadzać wywiad z jego żoną i wyrabiać sobie o
                    niej zdanie (oczywiście zakładając, że wie w ogóle o jej istnieniu)? A może
                    każdego świeżo poznanego faceta należy pod kątem ewentualnych zobowiązań? A co
                    kiedy np. on jest za granicą, a żona, dzieci w Polsce?
                    Ja w swej naiwności wszystkim wierzę dopóki nie przyłapię kogoś na kłamstwie -
                    wtedy już niestety w ogóle nie wierzę danej osobie. Wydaje mi się przegięciem z
                    góry zakładać, że każdy oszukuje, coś ukrywa - zakrawa to na jakąś manię
                    prześladowczą.
                    Darcia: Nigdy nie twierdziłam, że zaspokajanie chuci jest najważniejsze. Wręcz
                    przeciwnie - wydaje mi się, że dziewczyna idąc do łóżka z żonatym (obojętnie
                    czy świadoma, czy nie świadoma jego zobowiązań) rzadko się tą chucią kieruje.
                    Co innego facet, ale to osobna bajka i zdaje się, że nie o tym jest ta dyskusja.
                    • leeya Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 22.04.05, 10:36
                      eaw1 napisała:


                      > Leeya (hipotetycznie): uważasz, że zanim potencjalna kochanka pójdzie do
                      łóżka
                      > z żonatym facetem powinna przeprowadzać wywiad z jego żoną i wyrabiać sobie o
                      > niej zdanie (oczywiście zakładając, że wie w ogóle o jej istnieniu)? A może
                      > każdego świeżo poznanego faceta należy pod kątem ewentualnych zobowiązań? A
                      co
                      > kiedy np. on jest za granicą, a żona, dzieci w Polsce?
                      ----------------------
                      Coz, uwazam, ze dla wlasnego bezpieczenstwa, takze fizycznego, powinno sie
                      troche dowiedziec o facecie z ktorym idzie sie do lozka. Proste dla mnie jest
                      to jak drut. Nie wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej wskakuje do lozka facetem
                      po pierwszej randce. Taka jestem zasciankowa, ze balabym sie jakiegos
                      chorobska. I tylko nie piszcie mi o prezerwatywietongue_out
                      Moze i wredne, ale ja musze troche z facetem "pochodzic" zeby wskoczyc z nim do
                      lozka. Takie jakies moje zboczenie. Dla wlasnego bezpieczenstwa i komfortu.
                      Jezeli wyczuje przy facecie choc CIEN innej, odwracam sie na piecie i odchodze.
                      Dlaczego? Sama nie wiem, chyba nie lubie "cudzesow"smile
                      A swoja droga, to faceci sa zdolni do powiedzenia WSZYSTKIEGO, byleby sie do
                      majtek laski dobrac... Takie zycie. W pojeciu "wszyskto" miesci sie takze
                      nierozumiejaca zona do ktorej sie nic nie czuje, a ten sexik dzis w nocy z nia
                      juz zostal przemilczany. Echhhh... co tu duzo mowic.


                      > Ja w swej naiwności wszystkim wierzę dopóki nie przyłapię kogoś na kłamstwie -

                      > wtedy już niestety w ogóle nie wierzę danej osobie. Wydaje mi się przegięciem
                      z
                      >
                      > góry zakładać, że każdy oszukuje, coś ukrywa - zakrawa to na jakąś manię
                      > prześladowczą.
                      ------------------------
                      No to zdaje sie musze podziekowac mojemu exowi. Bo ja teraz na wstepie nie
                      wierze i nie ufam. I dopiero z czasem osoby moga zdobyc moje zaufanie.

                      Leeya
                • darcia73 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 19.04.05, 14:34
                  eaw1 napisała:

                  > Co prawda to uczono mnie, aby nie zniżać się do poziomu pewnych adwersarzy,
                  tu
                  > jednak uczynię wyjątek smile

                  eaw1 - jestem Ci niezmiernie wdzięczna, ze się zniżyłaś do mojego poziomu




                  > Dzięki za zaszufladkowaniewink Gratuluję szybkości wydawania ocen. Pozwól
                  jednak,
                  >
                  > ze nie zgodzę się z twoją opinią. Ciekawe, czy byłabyś taka lojalna, gdyby to
                  > nie była twoja koleżanka, albo gdybyś najpierw nie wiedziała o
                  > istnieniu "koleżanki", a potem dowiedziałbyś sie o niej różnych "złych
                  rzeczy".
                  >
                  > Ale i tak by nic z tego nie wyszło, bo pewnie uznajesz seks wyłącznie po
                  ślubie
                  >
                  > (to nic złego oczywiście, ale przyjmij do wiadomości, że inni ludzie mogą
                  mieć
                  > inne niż ty poglądy i to też nic złego smile
                  > Pozdrawiam

                  Inne poglądy to nic złego, jeżeli nie prowadzą do cudzej krzywdy.
                  Co do narzekania na swoja była partnerkę - nigdy tego nie lubiłam u swoich
                  chłopaków i zawsze wydawało mi się to nieszczere. Dojrzały facet nie użala się
                  nad sobą i swoim "strasznym" losem, który stał się jego udziałem przez
                  jakąś „straszną” eks. Dojrzały facet nawet przemilcza pewne sprawy a nie trąbi
                  jęzorem.
                  Co do seksualności - jest ona niezwykle ważną sferą ale jest tez cos takiego
                  jak przyjaźń i przywiązanie; są różne okoliczności w życiu dwojga ludzi
                  tworzących związek np. kobieta jest w trudnej ciąży, musi przez 9 m-cy leżeć
                  plackiem, przebywa non stop w szpitalu. Czy w takim przypadku facet jest
                  rozgrzeszony z romansu pozamałżeńskiego, bo jego niezaspokojona chuć jest
                  najważniejsza?
      • nnika5 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 18.04.05, 21:23
        zgadzam sie kochana z twymi slowy..smile a tak na powaznie. ja 3h temu znalazlam z jego telefonie smsa potwedzajacego ze mnie zdradza. swoja byla zone tez zdradzal. (nie, nie ze mna).powiedzial mi o tym, tez wytlumaczyl, tez uwierzylam. po urodzeniu malej przysiegal ze on teraz wiele rzeczy zrozumial, ze dorosl, ze juz nigdy...po jakims czasie okazalo sie ze wzial na stopa panienke z ktora sie umawial na kawe i masaz (!). znalazlam smsa. podobno do spotkania nie doszlo a ten sms to byl zart. uwierzylam. 2 dni temu slyszalam ze on nie chce mnie stracic i mnie kocha. dzis znalazlam smsa. powiedzial ze to nikt, ze to znajoma ktora POMAGA MU MNIE CZASEM WQRWIC!! i napisala tego smsa bo on WIEDZIAL ze ja przeczytam. (niewazne ze zawsze nosi telefon przy sobie, dzis nieopacznie zostawil na stole)potem w ogole doznal amnezji i nic nie pamietal. twierdzil ze nie zdradzil fizycznie. ale psychiczna zdrada to to smao dla mnie. a ja wierzylam glupia ze tak pozno biedak wraca z pracy....hahaha...
        wnioski:
        1. wykazalam sie kompletnym brakiem rozumu ze mu zaufalam ponownie
        2. obwiniam o ta sytuacje kazde po trochu z NASZEJ TROJKI
        3. nie wybacze mu NIGDY nawet nie tej zdrady, co obludy, falszu, braku szacunku i klamst prosto w oczy
        4. kocham go jeszcze, ale nie wyobrazam sobie zycia z nim, bo wiem ze po raz kolejny nie umialabym mu NIGDY zaufac
    • bsl Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 18.04.05, 09:59
      no i właśnie chodzi o to jak Ci nie pasuje kolego lub koleżanko związek to albo
      go ratuj jeżeli sie da , albo sie rozejdz , ma sie wtedy powiedzmy czystą kartę
      i sumienie do następnego związku , a nie szukają pocieszenia i w perfidny
      sposób zostawiają rodziny bo tam u innej /nego lepiej
      • agamagda Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 18.04.05, 10:57
        Leeya,
        Wydaje mi się że trzeba rozróżnić dwie sprawy.
        Po pierwsze - Wiele kobiet jest okłamywanych, wiele zamyka oczy, wiele nie
        potrafi skojarzyć pewnych faktów. Wielu facetów bezczelnie wykorzystuje
        łatwowierność, naiwność czy po prostu otwartość kobiet. Ale to jest zupełnie
        inny problem. Jeśli ktoś celowo działa żeby oszukać, trudno jest się naprawdę
        bronić, aczkolwiek, pewne fakty, typu brak dyspozycyjności, telefony tylko w
        określonych godzinach, wiecznie zajęte weekendy, brak mieszkania czy telefonu
        stacjonarnego powinno dać do myślenia.
        Po drugie - Zgadzam się, ze to chłop ma zobowiązania i to on zdradza, a nie
        panienka - która jest bez zobowiązań, w stosunku do JEGO rodziny.
        Ale mówimy tu o sytuacji gdy panienka dokładnie wie o sytuacji matrymonialnej
        faceta, akceptuje ją, rozbija rodzinę, dopomaga w oszustwie i wyłudzeniach
        finansowych (bo jak nazwać inaczej wyprowadzanie majątku rodziny) w imię
        miłości i budowania własnego szczęścia kosztem innych - dla mnie to
        niedopuszczalne.
        • leeya Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 18.04.05, 20:38
          W tym KONKRETNYM przypadku to zwykle ku..restwo!!

          Leeya
    • agamagda Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 19.04.05, 16:25
      Do eaw
      Piszę tu bo nie chce mi się szukać za każdym razem ostatniej wypowiedzi.
      a) Z Twoich poprzednich wypowiedzi można było wywnioskować, ze takie zachowanie
      jest wg Ciebie do przyjęcia, lub inaczej mówiąc akceptowalne społecznie.
      Zastanówmy się nad tym. Zdrada była od wiek wieków jednym z najcięższych
      przewinień - ale zdrada małżeńska jako szczególny przypadek, była zawsze
      traktowana nieco inaczej. Oczywiście, pod warunkiem ze zdradzającym był facet.
      Tu traktowane się to z przymrużeniem oka. A kobiety zamężne, które miały
      zdecydowanie mniej praw (o ile w ogóle jakieś miały), znalazły swoistą broń,
      piętnowały osobę, przy udziale której zdrada miała miejsce. Dlatego w naszej
      świadomości społecznej nadal będziemy piętnować te latawice, hetery czy inne
      kokoty. Osoba która broni ten typ zachowania jakoś pewnie podświadomie jest
      podciągana pod potencjalną latawicę.
      b) Piszesz że może robimy burzę w szklance wody - ja mam raczej wrażenie że ten
      wątek leniwie się rozwija bez zbyt dużych emocji.
      c) A czy miłość jest ślepa wiedzą najlepiej te samotne mamy, które powychodziły
      za mąż za różnych poparańców. Czym różnią się te miłości (ta do męża poparańca
      i ta do czyjegoś męża)?
      O wieloma sprawami - przede wszystkim tym, że nie rozbijasz komuś rodziny.
      D) Generalnie mam wrażenie, że uważacie kochankę za kogoś bardzo złego, a wg
      mnie
      to zwykła dziewczyna, pewnie trochę zagubiona, wyznająca te same zasady co my
      (do czasu, kiedy to tak feralnie się zakochała i pewnie idąc z nim do łóżka
      przeżywa katusze moralne), a czasem mądrzejsza, ładniejsza, bardziej zaradna i
      co tam jeszcze zechcesz, bo w końcu czasem to ją wybierają ci żonacismile
      Nie wiem czy kochanka jest kimś bardzo złym, wiem ze jej zachowanie moze
      powodować bardzo dużo zła, szczególnie gdy są dzieci. Feralnie się zakochać, to
      tak jak całe życie - kwestia dokonywania wyborów. Albo wiesz (z tego
      nieszczęsnego kręgosłupa) co jest dobre, a co nie, dokonujesz wyboru i ponosisz
      jego konsekwencje. Może i kochanka cierpi katusze, może i jest zagubiona, ale
      nie łudzmi sie działa egoistycznie, i samolubnie. I gdy tylko bedą wchodziły w
      grę JEJ dobro i interes - cynicznie bedzie dążyła po trupach do celu.
      • nnika5 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 19.04.05, 22:24
        nie do konca sie zgadzam z ta wizja kochanki-wrednej malpy. juz pisalam ze 2 dni temu dowiedzialam sie ze maz mnie zdradza. i nie jestem na nia wsciekla. wiecie dlaczego?
        jestem PRZEKONANA ze zonaty facet ktory chce cos dostac od milej, atrakcyjnej,usmiechnietej, niezmeczonej, zadbanej, chetnie sluchajacej, nie gadajacej o kupkach, zupkach etc kobiety, jest w stanie powiedziec to, co jest mu na reke. Przeciez nie powie prawdy, bo 90% kochanek nie byloby wtedy kochankami. Jestem pewna ze nasi ex mowili/mowia, ze z zona to juz od dawna nic go nie laczy (no przeciez ten wczorajszy sex sie nie liczy), malzenstwem sa tylko na papierze a nie rozwiodl sie z nia jeszcze dla dobra dziecka. ale tak naprawde to on od dawna marzyl o kims takim jak ona.
        Dziewczyny. Jestem pewna ze w wielu przypadkach kochankami zostaja NIEDOINFORMOWANE, slepo zakochane dziewczyny.Badzmy dla nich laskawsze.
        pozdrawiam
        mama_zuzki z rogami do sufitusmile
        • ann_mart Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 20.04.05, 08:38
          Po pierwsze nie każda, nazwijmy ją, kochanka zonatego nie wie w co się pakuje.
          Jedne są oszukiwane, inne, same łapią, a nawet "polują" na żonatych ustawionych
          facetów - znam kilka takich przypadków. I wchodzą z otwartymi oczami bez
          żadnych zapewnień, że strony faceta, że "żona go nie rozumie, wcale ze soba
          nie śpią". Po prostu "podoba mi się i musi byc mój", albo "pokażę tej żonie, że
          jestem od niej lepsza".
          Ta druga grupa dla mnie to samo dno - świadome działanie nastawione na
          eliminacje żony (partnerki) i dzieci.
          Tą pierwszą grupę jakoś tam można usprawiedliwiać, ale do czasu.
          Pozdrawiam
          Anka
    • agamagda Do eaw 19.04.05, 16:33

      Piszę tu bo nie chce mi się szukać za każdym razem ostatniej wypowiedzi.
      a) Z Twoich poprzednich wypowiedzi można było wywnioskować, ze takie zachowanie
      jest wg Ciebie do przyjęcia, lub inaczej mówiąc akceptowalne społecznie.
      Zastanówmy się nad tym. Zdrada była od wiek wieków jednym z najcięższych
      przewinień - ale zdrada małżeńska jako szczególny przypadek, była zawsze
      traktowana nieco inaczej. Oczywiście, pod warunkiem ze zdradzającym był facet.
      Tu traktowane się to z przymrużeniem oka. A kobiety zamężne, które miały
      zdecydowanie mniej praw (o ile w ogóle jakieś miały), znalazły swoistą broń,
      piętnowały osobę, przy udziale której zdrada miała miejsce. Dlatego w naszej
      świadomości społecznej nadal będziemy piętnować te latawice, hetery czy inne
      kokoty. Osoba która broni ten typ zachowania jakoś pewnie podświadomie jest
      podciągana pod potencjalną latawicę.
      b) Piszesz że może robimy burzę w szklance wody - ja mam raczej wrażenie że ten
      wątek leniwie się rozwija bez zbyt dużych emocji.
      c) A czy miłość jest ślepa wiedzą najlepiej te samotne mamy, które powychodziły
      za mąż za różnych poparańców. Czym różnią się te miłości (ta do męża poparańca
      i ta do czyjegoś męża)?
      O wieloma sprawami - przede wszystkim tym, że nie rozbijasz komuś rodziny.
      D) Generalnie mam wrażenie, że uważacie kochankę za kogoś bardzo złego, a wg
      mnie
      to zwykła dziewczyna, pewnie trochę zagubiona, wyznająca te same zasady co my
      (do czasu, kiedy to tak feralnie się zakochała i pewnie idąc z nim do łóżka
      przeżywa katusze moralne), a czasem mądrzejsza, ładniejsza, bardziej zaradna i
      co tam jeszcze zechcesz, bo w końcu czasem to ją wybierają ci żonacismile
      Nie wiem czy kochanka jest kimś bardzo złym, wiem ze jej zachowanie moze
      powodować bardzo dużo zła, szczególnie gdy są dzieci. Feralnie się zakochać, to
      tak jak całe życie - kwestia dokonywania wyborów. Albo wiesz (z tego
      nieszczęsnego kręgosłupa) co jest dobre, a co nie, dokonujesz wyboru i ponosisz
      jego konsekwencje. Może i kochanka cierpi katusze, może i jest zagubiona, ale
      nie łudzmi sie działa egoistycznie, i samolubnie. I gdy tylko bedą wchodziły w
      grę JEJ dobro i interes - cynicznie bedzie dążyła po trupach do celu.
      • eaw1 Re: Do agamagda 20.04.05, 09:05
        Mam wrażenie, że albo jesteś misiem o bardzo małym rozumku, albo czytasz to co
        chcesz przeczytać.
        Podświadomie (a może całkiem świadomie) to ty i Darcia podciągacie mnie pod
        potencjalną latawicę, choć niczego i nikogo nie bronię. Ale wy już wydałyście
        wyrok. Mam nadzieję, że nie robicie tego zawodowosmile
        • agamagda Re: Do agamagda 20.04.05, 09:48
          Moja droga,
          Naucz się znajdować argumenty albo wyrażać jaśniej twoje stanowisko.
          Odpowiedziałam na twoje wypowiedzi, w sposób grzeczny i przedstawiłam Ci moje
          argumenty. Gdy nie masz nic do powiedzenia albo brak Ci rzeczowych pro i
          kontra, nie mów nic. Ubliżanie komuś, nigdy nie było argumentem a twoja
          powyższa odpowiedz świadczy o twoim poziomie.
          Dyskutować też trzeba umieć, szczególnie na forach publicznych.
          • eaw1 Re: Do wszystkich :) 20.04.05, 09:56
            Nie zniżać się do poziomu! Kurcze, przez chwilkę się zapomniałam, (na swoje
            usprawiedliwienie mam tylko, to, że nie co dzień określają mnie na publicznym
            forum mianem latawicy) za co szanownych forumowiczów sedecznie przepraszam.
            • maminekb Re: Do wszystkich :) 20.04.05, 10:03
              Dzieczyny ... jest śliczne słońce - do pracy albo podziwiać pogodę a nie
              wzajemnie na siebie napadać smile
              Każdy ma prawo posiadać własne poglądy i ma prawo je wyrażać. Osoba o innych
              poglądach powinna zaprzestać na ich przeczytaniu i co najwyzej na niezgodzeniu
              się z nimi ale bez SŁOWOCZYNÓW!!!
            • agamagda Re: Do wszystkich :) 20.04.05, 10:29
              Eaw,
              Przeczytaj dokładnie (o co sama apelujesz) - nikt Cię nie nazwał latawicą.
              Przestań siać zamęt. Nie o to tu chodzi (mi w każdym razie)
              • rita.tita Re: Do wszystkich :) 20.04.05, 22:48
                agamagda napisała:

                > Eaw,
                > Przeczytaj dokładnie (o co sama apelujesz) - nikt Cię nie nazwał latawicą.
                > Przestań siać zamęt. Nie o to tu chodzi (mi w każdym razie)

                Posrednio została tak określona - jako potencjalna latawica
                • agamagda Re: Do wszystkich :) 21.04.05, 07:52
                  rita, nie nazwałam i nie obraziłam.
                  Na tym polega umiejętność posługiwania się polskim językiem.
    • agamagda Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 20.04.05, 15:18
      EAW, odpowiem Ci tu (bo mi poczta nie chodzi), aczkolwiek po twoim ostatnim
      poście, nie do końca jestem przekonana, czy warto.
      Mylisz się bardzo, właściwie na całej linii. Po pierwsze dla mnie dyskusja jest
      tylko i wyłącznie ciekawa, gdy osoby mają różne zdania, gdyż w przeciwnym razie
      nie jest to dyskusja, tylko wielotonowy monolog. Po drugie, nigdy nie byłam
      zdradzona przez żadnego z dwóch moich mężów (a przynajmniej o tym, nie wiem) -
      więc na pewno, mnie to nie boli.
      Po trzecie, wydrukowałam sobie cały wątek, żadna dziewczyna, Ci nie ubliżyła,
      ani nie zakwalifikowała jako miś w przeciwieństwie do Ciebie. Stwierdzenie że
      brak Ci kręgosłupa moralnego, po wypowiedzi, typu
      "A gdzie tu egoizm? Bo nie myśli o jego żonie i dzieciach, małżeństwie (które
      wg niego jest fikcją)? Ona ma myśleć - nie jego żona, nie on tylko ona?"
      "I bardzo prosze nie mieszać kochanek w rozpad małżeństwa." itp, itd,
      nie jest ubliżaniem, a stwierdzeniem, że w takiej postawie brak rozróżnienia -
      co jest dobre, a co złe.
      A dorabianie do tego teorii, że żony "zwalają winę za swoje grzeszki" jest nie
      na miejscu.
      Ann-Mart fajnie podzieliła kochanki. I ma racje że tylko część z nich mozna
      usprawiedliwiać, do czasu kiedy same są w pewien sposób ofiarami. I ma rację
      mówiąc "Tą pierwszą grupę jakoś tam można usprawiedliwiać, ale do czasu".
      Widzisz stanowisko, że kochanka, jest w sumie zagubioną istotą do mnie nie
      przemawia. Jest nieadekwatne do tego co się dzieje w realu.
      Jaka jest twoja teza w wypowiedziach, bo niestety, zarówno ja jak i inne
      dziewczyny odebrałyśmy je jako napastliwe?
      Wyłóż ją na spokojnie to pogadamy.
      • rita.tita Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 20.04.05, 22:54
        > Stwierdzenie że
        > brak Ci kręgosłupa moralnego, po wypowiedzi, typu
        > "A gdzie tu egoizm? Bo nie myśli o jego żonie i dzieciach, małżeństwie (które
        > wg niego jest fikcją)? Ona ma myśleć - nie jego żona, nie on tylko ona?"
        > "I bardzo prosze nie mieszać kochanek w rozpad małżeństwa." itp, itd,
        > nie jest ubliżaniem, a stwierdzeniem, że w takiej postawie brak rozróżnienia -
        > co jest dobre, a co złe.

        Uważam, że takie stwierdzenie po jednym poście - który zresztą nic podobnego nie
        sugeruje - tak radykalnych opinii jest nadwyrężeniem anonimowości w internecie.
        Powiedziałabyś tak np. obcej kobiecie, z którą wdałaś się np. na przystanku w
        pogawędkę o kochankach?
        Równie dobrze ja mogę napisać - co zresztą będzie zgodne z moją opinią - iż
        pewne forumowiczki w tym wątku pozwoliły sobie myśleć emocjami zamiast głową. A
        to prowadzi to przeróżnych niemiłych insynuacji, nieuczciwych socjotechnik oraz
        całej masy sofizmatów.
        Niemniej jednak pozdrawiam.
        • rita.tita Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 20.04.05, 22:56
          >Ann-Mart fajnie podzieliła kochanki. I ma racje że tylko część z nich mozna
          >usprawiedliwiać, do czasu kiedy same są w pewien sposób ofiarami. I ma rację
          >mówiąc "Tą pierwszą grupę jakoś tam można usprawiedliwiać, ale do czasu".
          >Widzisz stanowisko, że kochanka, jest w sumie zagubioną istotą do mnie nie
          >przemawia. Jest nieadekwatne do tego co się dzieje w realu.

          Generalnie JA jestem taką kochanką. Mieszkam z żonatym facetem, on jest w
          trakcie rozwodu. Poznałam go, zanim jeszcze złożył wniosek o rozwód. I jak mnie
          sklasyfiujecie?
          • iziula1 Re: Do Rity 20.04.05, 23:27
            moje gratulacje smile
            • agamagda Re: Do Rity 21.04.05, 07:55
              To jasne do której, nie zagubiona, znająca sytuacje...pośrednia przyczyna
              rozwodu.
              • rita.tita Re: Do Rity 21.04.05, 08:12
                agamagda napisała:

                > To jasne do której, nie zagubiona, znająca sytuacje...pośrednia przyczyna
                > rozwodu.

                Kontynuuj, proszę, co jeszcze wydedukowałaś.
                • agamagda Re: Do Rity 22.04.05, 17:16
                  Nic nie dedukuję, odpowiadam na twoje pytanie.
                  Tylko, jak Twoje pytanie się ma do tematu wątku?
                  • rita.tita Re: Do Rity 22.04.05, 22:33
                    Przeczytaj ponownie, może zauażysz powiązanie. Jaśniej: czy na podsawe
                    lakonicznych informacji wytworzyłaś sobie obraz i uważasz, że jest to święta prawda?
                    • agamagda Re: Do Rity 23.04.05, 00:35
                      Tematem jest czy miłość wszystko tłumaczy..
                      Twoje ostatnie wypowiedzi mają się nijak do niego.
                      zarówno eaw i ty, prowokujecie, sławiąc kontrowersyjne tezy, a potem dziwicie
                      się reakcji otoczenia.
                      Poza tym przeczytaj dokładnie. W żadnym miejscu nikomu nie ubliżyłam.
                      Nie moja wina, że jak walnę w stół szklanka się odezwiewink))

                      „Jaśniej: czy na podsawe lakonicznych informacji wytworzyłaś sobie obraz i
                      uważasz, że jest to święta prawda?”
                      Ja oceniam postawy, a nie ludzi. Dla mnie zachowanie kobiet będących w związku
                      z żonatym facetem – takim który przyrzekał innej kobiecie, mającego
                      zobowiązania w stosunku
                      do innej osoby, jest niemoralne. . Jest to budowanie własnego szczęścia
                      kosztem innych. Wystarczy odrobina empatii, żeby zrozumieć, jaką tragedią dla
                      wielu ludzi jest zdrada drugiej osoby. Nawet jeśli są to zobowiązania faceta, i
                      to nie kochanka zdradza żonę, jest osobą, która dopomaga w tej zdradzie i
                      jest tak samo obmierzła jak sam zdradzający. I nie mam zamiaru udawać ze cos
                      pachnie róża, gdy śmierdzi na odległość.
                      Chodzi o szanowanie pewnych zasad. O nie robieniu KOMUŚ, nawet nie znanemu
                      tego, co tobie niemiłe.
          • kammik Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 21.04.05, 08:09
            > Generalnie JA jestem taką kochanką. Mieszkam z żonatym facetem, on jest w
            > trakcie rozwodu. Poznałam go, zanim jeszcze złożył wniosek o rozwód. I jak
            mnie
            > sklasyfiujecie?

            Zasadnicza chyba rzecz w tym, jak ty sama sie "klasyfikujesz".
    • kini_m Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 20.04.05, 23:32
      darcia
      "Gdybysmy my kobiety były bardziej mądre i nie dawały się chłopom nabierac, nie
      mogliby nami tak manipulować"
      - A tak myślę że owijanie dookoła palca partnerów to jednak domena pań.

      "kobieta jest w ciąży, musi przez 9 m-cy leżeć plackiem, przebywa non stop w
      szpitalu. Czy w takim przypadku facet jest
      rozgrzeszony z romansu pozamałżeńskiego, bo jego niezaspokojona chuć jest
      najważniejsza?"
      - No ale od kiedy to przez 9 mies ciąży nie ma sexu. (Tam okres karencji jest
      chyba znacznie krótszy).
      A jak się małej nie śpieszyło na świat to położna mi powiedziała żeby ją
      popędzić właśnie sexem.

      nnika
      "zawsze nosi telefon przy sobie, dzis nieopacznie zostawil na stole"
      - A ja wiem że wzajemne (za wiedzą) zaglądanie sobie do telefonów to wyraz
      zaufania a nie inwigilacji (choć może i nieco budowany zazdrością). Jeśli druga
      strona będzie to odbierała jako inwigilację to spadam z takiego związku.
      Życia nie chcę budować na kontrolowaniu, ale wiem też że jeśli mi ktoś nie da
      kluczy do siebie - to po co związek bez otwarcia się.

      eaw
      W pełni zgadzam że: "Wg nie można na życzenie się zakochać i nie można na
      życzenie się odkochać."
      - I wtedy kręgosłupy moralne kruszą się, mimo że się je posiada.

      - Tak samo jak zgadzam, co Agamagda :"kochankę wg mnie to zwykła dziewczyna,
      pewnie trochę zagubiona, wyznająca te same zasady co my (do czasu, kiedy to tak
      feralnie się zakochała"

      "I bardzo prosze nie mieszać kochanek w rozpad małżeństwa"
      - Oczywiście że posiadanie kochanki/-ka jest skutkiem problemu a nie przyczyną
      (co najwyżej pośrednią przyczyną).
      Przyczyna jest po obu stronach:
      jedna - bo skoczyła w bok, starciła kregosłup
      druga - bo pewnie juz od dawna nie widziała że coś trzeba rozwijać w związku
      żeby był realny, a nie być tylko sobie zakochanym.
      (Chyba że schorzenia u któregoś są ciężkie - co się zazwyczaj tylko wydaje,
      patrząc na drzazgę u drugiego.)

      - Ale proszę Eaw uznać mężczyzn za ten sam gatunek, a nie za małpy zamiast:
      "wydaje mi się, że dziewczyna idąc do łóżka z żonatym (obojętnie czy świadoma,
      czy nie świadoma jego zobowiązań) rzadko się tą chucią kieruje. Co innego
      facet,"

      Właściwie dla mnie cała dyskusja zamyka się krótkim postem Olika:
      "Wybrać... tak sobie myślę ile tak naprawdę w tym jest naszego wyboru?" (z
      wątku Najważniejsze to dobrze wybrać)
      • ulkad Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 22.04.05, 16:02
        Ja jestem nie z tej bajki, wiec odniose sie tylko do tego co ponizej:

        > "kobieta jest w ciąży, musi przez 9 m-cy leżeć plackiem, przebywa non stop w
        > szpitalu. Czy w takim przypadku facet jest
        > rozgrzeszony z romansu pozamałżeńskiego, bo jego niezaspokojona chuć jest
        > najważniejsza?"
        > - No ale od kiedy to przez 9 mies ciąży nie ma sexu. (Tam okres karencji jest
        > chyba znacznie krótszy).
        > A jak się małej nie śpieszyło na świat to położna mi powiedziała żeby ją
        > popędzić właśnie sexem.

        Powiedzmy, ze dziewczyna zachodzi w ciaze.
        Na poczatku - problemy pierwszego trymestru - mozliwe, ze mdlosci i wymioty od
        rana do wieczora, sennosc itp - seks ograniczony. Potem - skurcze, na które
        bierze leki - seks wykluczony, nawet mniej zaawansowane sprawy moga wywolac
        skurcze. Nie daj boze idzie do szpitala, zwykle po takim pobycie jest
        kategoryczny zakaz wspólzycia od lekarza. Potem niby przed samym porodem mozna,
        ale juz po porodzie 6 tyg. pologu, potem np. problemy z laktacja, strach przed
        zajsciem w kolejna ciaze, zmeczenie noworodkiem - i spokojnie robi sie rok i
        wiecej moze nie calkowitej absencji, ale bardzo ograniczonego wspólżycia.

        Pozdraiwma - Ula

        • ania_rosa Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 23.04.05, 01:01
          No i w porządku. Jest jednak coś takiego, jak przysięga małżeńska, w której nie
          ma ani słowa o tym "będę ci służyć moją dolną połową ciała w każdym miejscu i
          czasie, które uznasz za stosowne".
          A jak nie ma przysięgi, bo ludzie zyja w konkubinacie, to jest jeszcze parę
          innych wartości w zyciu człowieka niż przereklamowany seks- na przykład
          uczciwość, wierność i miłość.
          Kwestia tego, do czego sprowadza się człowieka: do umysłu, duszy czy waginy
          (penisa).
          Ktoś, dla kogo rok ograniczonego współżycia jest nastawaniem na jego święte
          prawo seksualne powinien kupić sobie dmuchana lalkę lub wibrator, a nie wchodzic
          w dorosłe związki.
          Rosa
          • ulkad Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 23.04.05, 12:47
            > No i w porządku. Jest jednak coś takiego, jak przysięga małżeńska, w której
            nie
            > ma ani słowa o tym "będę ci służyć moją dolną połową ciała w każdym miejscu i
            > czasie, które uznasz za stosowne".
            > A jak nie ma przysięgi, bo ludzie zyja w konkubinacie, to jest jeszcze parę
            > innych wartości w zyciu człowieka niż przereklamowany seks- na przykład
            > uczciwość, wierność i miłość.

            Mi to tłumaczysz, czy tez podsumowujesz ogólnie?
            Ja napisalam tylko , ze moze byc tak jak napisalam, i ogolne zalecenie , ile
            czasu nalezy sie powstrzymywac od wspólzycia moga nie miec zastosowania.

            Pozdraiwma - Ula
    • maminekb Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 23.04.05, 22:50
      Zastanawiam się nad tym co napisałaś od dłuższego czasu.
      Nie - jeżeli mężczyzna ma dzieci i żonę to nawet jeżeli się go kocha to nie
      wolno rozbijać rodziny. Z drugiej strony jeżeli kobieta kocha, jest słaba a
      mężczyzna nalega, otacza i nie daje za wygraną... Zawsze mi się wydaje, że to
      jednak ta strona która jest w związku małżeńskim jest bardziej winna.
      Tak czy siak można tylko współczuć osobie, która jest naprawdę zaangażowana.
      Miłośc taka ma dwie drogi :
      1. nie rozbić rodziny - tęsknić i cierpieć. No i ryzyko, że zakochany w
      trzeciej osobie małżonek i tak znienawidzi współmałżonka...
      2. rozbić rodzinę - i do końca życia z tym żyć - jeżeli osoba jest wrażliwa nie
      będzie to miłe życie a jeżeli jest bardzo wrażliwa to będzie to udręka.

      Rzeczywistość : najczęściej odchodzą mężczyźni do kobitek, które nie mają z tym
      problemu. Lub mają problem na zasadzie jak zmniejszyć alimenty i odciągnąc
      ukochanego od dzieci z pierwszego małżeństwa. Na szczęście nie jest tak zawsze
      a każdy przypadek jest inny. Dlatego taka odpowiedź jak usłyszałaś może się
      zdarzyć ale nie jest regułą. Czasem decyzja o rozbiciu rodziny jest bardzo
      trudna i bolesna.

      Czasem historie są bardziej skomplikowane.
      Np. Jest kobieta, którą ukochany zostawił z dzieckiem. Ukochany dziecka
      praktycznie nie zna. I ta kobieta systematycznie ulega byłemu w sprawach
      łóżkowych i mimo wszystko go kocha.
      Samą siebie tłumaczy: bo go kocham, to po raz ostatni, poczuć go jeszcze raz.
      W zasadzie nie byłoby problemu gdyby obydwoje byli sami. Ale problemy są.
      No i był ktoś kto pokochał tą kobietę. Chciał z nią żyć i założyć rodzinę. Czy
      skoro ona wciąż kocha byłego i na dokładkę wciąż z nim sypia nie krzywdzi tego
      mężczyzny? W imię czego - miłości, obsesji, namiętności ? Czy w takim przypadku
      ponownie nie pojawia się pytanie : kobieto kim ty jesteś?
      Kobieta odeszła więc od mężczyzny który ją kochał. I postanowiła, że tak długo
      jak długo nie zdobędzie pewności, że były jest już wspomnieniem tak długo
      będzie sama.
      Ciekawe kiedy tego nie wytrzyma i będzie kolejny przypadek "nieszczęśliwego
      wypadku"...
      A były opowiada jej o wszystkich romansach, kocha ją szczerze jak chce seksu i
      tyle - On nie widzi problemu.

      I myślę, iż odpowiedź tkwi właśnie w tym - że oczywiście miłość nie wszystko
      tłumaczy ale to jest odpowiedź wlaściwa jedynie dla osób spełniających przyjęte
      kryteria moralne i zachowania społeczne. Odpowiedź inna będzie właściwa dla
      osób pozbawionych tych cech.

      Jaki jest morał? Najlepiej żyje się ludziom bez moralności, wrażliwości etc. sad

      Ale jednocześnie nie rzucać kamieniem ....



      • darcia73 Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 24.04.05, 08:41

        twoj post maminku przeczytałam wczoraj wieczorem i przespalam się z myślami nad
        odpowiedzią. w pierszym momencie wydawało mi się, ze powinnam przyznac Ci 100 %
        rację ale...

        maminekb napisała:

        > Tak czy siak można tylko współczuć osobie, która jest naprawdę zaangażowana.
        > Miłośc taka ma dwie drogi :
        > 1. nie rozbić rodziny - tęsknić i cierpieć. No i ryzyko, że zakochany w
        > trzeciej osobie małżonek i tak znienawidzi współmałżonka...
        > 2. rozbić rodzinę - i do końca życia z tym żyć - jeżeli osoba jest wrażliwa
        nie
        >
        > będzie to miłe życie a jeżeli jest bardzo wrażliwa to będzie to udręka.

        To nie jest tak do końca. Początek związku i wielkie zauroczenie to tez ogromne
        emocje. Może się wydawać, ze bez kogoś nie można żyć, ze tylko TEN/TA. Ale
        wyłącznie od nas samych zależy czy poddamy się zwodniczemu uczuciu, czy nie. A
        nawet, jeśli jest to rzeczywiście TA JEDYNA osoba, na która czekaliśmy całe
        życie, to są w stadzie ludzkim (albo powinny być) pewne zasady.
        Nie pisze tego lekką ręką, bo sama różnych rzeczy doświadczyłam.
        Kiedy mój eks mnie zostawił byłam w czwartym tygodniu ciąży. Ból straszny,
        stres przeogromny. Zresztą dziewczynom, które to przeszły nie muszę opisywać.
        Nie robiłam mu żadnych wymówek, do sprawy podeszłam honorowo. Nie da się być z
        kimś na siłę. Ale zanim miałam jasna sytuację był okres niepewności, kłamstwa i
        oszukiwania, ze tamten związek jest już przeszłością. Ale żeby mieć pewność, na
        czym stoję w końcu powiedziałam do mojego eksa – jeżeli wybierzesz tamta nie
        wyrzucę cię z mojego mieszkania. Nie miał wtedy pracy i nie miał gdzie pójść,
        stad lawirował między mną a tamtą. Z matka się pokłócił, bo ona nie mogła
        zaakceptować wyboru syna. Tamta to była gó..ara z IV klasy ogólniaka, która
        mieszkała z rodzicami. Był z nią już wtedy ok. roku. Zresztą dziewczyna
        niezrównoważona, ale to nie w temacie.
        Więc eks oficjalnie mi oznajmił, ze wybrał tamtą a ja dałam mu słowo, z e go
        nie wyrzucę. Dla mnie to był horror, mieszkać i żywic (bo lodówki nie mogłam
        zamknąć na klucz) pasożyta. Jego zachowanie było skandaliczne, narobił mi
        ogromnych długów i wiele przeszłam. Ale dałam słowo i nie mogłam postąpić
        inaczej. Dla mnie obietnice mają wartość.
        W tym czasie się zakochałam. Ale znowu moje wartości nie pozwoliły mi być w tym
        czasie z moim ukochanym. Dopóki byłam formalnie żoną, nie mogłam się z nim
        spotykać jako nazwijmy to „narzeczona”. Powiedziałam mojemu M – musisz na mnie
        poczekać. Ale jesteś wolny, jeżeli w tym czasie spotkasz kogoś tj. inną
        kobietę, z która się zwiążesz – nie mam prawa mieć do Ciebie pretensji. I
        czekał do wyroku sadowego i wyprowadzki eksa. Nie było łatwo i dla mnie i dla
        niego. Było wręcz tragicznie trudno. To były dwa długie lata. Ale jestem z
        siebie dumna i wiem, z e mój obecny partner to człowiek cierpliwy, wytrwały,
        nie kierujący się w życiu jedynie popędem seksualnym. Zawsze mogę na niego
        liczyć.
        Oczywiście przez różnego rodzaju zagrania dyplomatyczne doprowadziłam do
        wyprowadzki eksa – przede wszystkim pomogłam znaleźć mu pracę. Tak więc nie
        przyjęłam roli cierpiętnicy tylko przez określone działania starałam się
        rozwiązać problem. W międzyczasie eks zmienił panienkę na bardziej stateczna,
        co ułatwiło mi zadanie.
        Ale to nauczyło mnie jednego – nie można wszystkiego wytłumaczyć miłością. Mamy
        jeszcze rozum a powinniśmy mieć i zasady.
        Gdyby wszystkie kobiety i mężczyźni na świecie nie wiązali się z cudzymi
        mężami/żonami, tylko mieli zasady, wiele spraw byłoby łatwiejszych. Gdybyśmy
        wszyscy, bez względu na płeć nie oszukiwali swoich partnerów w tak ważnych
        uczuciowych kwestiach – nie byłoby tyle cierpienia, bólu i łez.
      • virtual_moth Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 24.04.05, 10:40
        maminekb napisała:

        > Jaki jest morał? Najlepiej żyje się ludziom bez moralności, wrażliwości etc.

        Nie zgodzę się. Owszem, ludzie bez zasad moralnych łatwiej podejmują decyzję
        np. o zdradzie. Nie certolą się. Jednak moim zdaniem takie działania lubią się
        mścić, bo pójście na łatwiznę i minimalizm zawsze się mści - prędzej czy
        później. Łatwiej żonatemu uciec w ramiona kochanki niż naprawić problem w
        małżeństwie. No i ok - nawet jeśli dojdzie do rozwodu i ułoży sobie życie z
        kochanką, to jeśli znowu pojawi się problem, znowu będzie reagował ucieczką i
        tak w kółkowink To chyba nie prowadzi do niczego dobrego. Gdyby potrafił
        wykształcić w sobie mechanizm stawiania czoło problemom, to może nie doszłoby
        do rozwodu, a każdy następny kryzys małżenski byłby łagodniejszy, a może w
        ogóle by go nie było.


        Pzdr
        • kini_m Re: Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy?? 26.04.05, 02:33
          Darcia - Ty Twojego byłego partnera kochałaś miłością rozumianą jako
          współczucie i miłosierdzie. To też miłość.

          Gdzie indziej widzimy miłość widzimy jako "chuć".
          Więc przecież miłość niejedno ma imię.
          A dwa podstawowe to: biologiczna i psychiczna (może ktoś nazwie lepiej).
          I żadna z nich nie jest gorsza - dla tego który wyznaje preferencję którejś z
          nich.
          Np Rosa preferuję tę drugą i uważ że na czas ciąży i połogu mężczyzna
          został "mnichem" (bo wartości, bo zasady...). (Swoją drogą ciekawe jak to jest
          u mnichów, proszki jakieś biorą, czy co?)

          Problem w tym że rozbieżność pomiędzy tymi dwoma podstawowymi rodzajami miłości
          nie może się zbytnio rozjechać.
          Praca nad tym należy do obu stron.
          Najbardziej przeszkadza tu (przełamywać trzeba):
          A) nieśmiałość, zakompleksienie w wyrażaniu potrzeb
          B) "zastępcze" wyrażanie potrzeb (wyrażanie jakiejś potrzeby, nieraz żądania,
          choć tak naprawdę chodzi o coś całkiem innego)
          C) oczekiwanie że ta druga strona przecież powinna się domysleć o co chodzi (a
          jak się nie domyśli to rozpoczyna się konflikt - początkowo wewnętrzny).

          Inaczej kochanka, i inne niepoożądane sytuacje, to już tylko kwestia czasu.
          (O innym rodzaju rozjechania sie potrzeb i umiejetności pisałem na "CO
          DALEJ???")
          (Przyznam że mnie chyba w związku dotyczył problem A. Moją panią B i C.)

          Właśnie mam przed sobą książkę "Myśleć jak psycholog" wyd.GWP.
          Rozdz: Psychologia ewolucyjna przewiduje poligamię? (nieco skróciłem tytuł
          rozdz.)
          "[...] Zastanówmy się nad rozmnażaniem ludzi. Ludzkie samice, podobnie jak
          samice wielu gatunków, inwestują bardzo dużo czasu, by urodzić jedego potomka.
          Kobieta może mieć co najwyżej jedno dziecko rocznie, nie licząc porodów
          mnogich. Mężczyzna może mieć dużo więcej dzieci, co ograniczone jest przede
          wszystkim dostępem do płodnych kobiet. Kiedy kobieta zachodzi w ciążę, staje
          się niedostępna jako źródło reprodukcji dla mężczyzny (tzn jako środek
          produkcji potomstwa). Dla mężczyzn płodne kobiety są rzadkim bogactwem; w
          przeciwieństwie do płodnych mężczyzn, którzy występują w dużym wyborze.

          Z takiego rozumowania wynika, że selekcja naturalna powinna wytworzyć
          przystosowania, które sprawiłyby, że kobiety staną się bardziej wybredne niż
          mężczyźni w wyborze partnerów seksualnych. Oczekuje się, że jako mniej
          wybredni, mężczyźni będą bardziej skłonni do przypadkowych stosunków płciowych
          (promiskuityzm) i uznają że kobiety są warte tego, by o nie walczyć. Te
          przewidywania w dużym stopniu się potwierdzają ..."

          Drogie Panie - i czy nie jest to prawda?
          Czy nie jesteście bardziej wybredne niż mężczyźni?
          Ale medal (tej samej biologi) ma też drugą stronę - co wykazuje podana
          publikacja.
          Ale tą drugą stronę już trudno zaakceptować, chciałoby się ją zmieniać.
          (Panie chciałyby żeby panowie się nie oglądali za innymi,)
          (Panowie chcieliby aby panie nie były tak wybredne.)
          Podlegamy jednej i tej samej biologi.
          W cytowanej pozycji widać że:
          Wybredność w wyborach u pań, co i poligamia u panów mają niestety tę samą
          biologiczną podstawę.

          Może to trochę brutalna prawda - ale cytowałem jednak książkę psychologiczną.
          Więc "chuć" (jak i wybredność) jest wpisana w człowieka i nie ma co z nią
          walczyć.
          Zaprzeczanie biologi kończy się katastrofą (np kochanką) - przyczyna wg mnie
          leży po obu stronach.
          (Ja nie latałem za innymi w czasie ciąży i połogu, ale jakoś haseł celibatu też
          na ustach nie noszę.)

          Trzeba szukać drogi spójnej drogi pomiędzy biologią i psychiką.
          Realizować własne potrzeby i odczytywać potrzeby partnera.
          Ja myślę, że niestety często wskutek własnego zakochania nie dostrzegamy
          potrzeb partnera/-ki.
          I jest to po obu stronach zapewne niemal równomiernie.

          Dobry na to przykład (choć kobieta i mężczyzna inaczej go odczytają):
          "Re: Scenka tramwajowa, Mandra 21.04.2005 13:11
          wczoraj na przystanku
          stoi ona i on
          on opartu o sciane
          trzyma rece w kieszeniach
          ona o niego (wlasciwie pollezy na nim)
          obejmuje go
          caluje go non stop (glosno, brrr)
          on jakos nie odwzajemnia pocalunkow
          wrecz po pietnastym z rzedu skrzywil sie
          ona na chwile udaje naburmuszona, a potem od nowa
          no odessac sie dziewczyna nie mogla, a on najwyrazniej mial juz dosc
          notorycznie widze takie parki, gdzie on nonszalancko spoziera ponad jej glowa,
          a ona spoziera gleboko w jego oczy, i chyba czytac nie umie (w tych oczach"

          Zeszłem nieco z tematu... Ale wg mnie dla rozważań z tego wątku wpierw trzeba
          uzmysłowić te bardziej podstawowe prawidła. Nie jesteśmy tylko zwierzętami. Ale
          jesteśmy .... też zwierzętami.
Pełna wersja