Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryzą?

30.04.05, 10:27
Chciałam się dowiedzieć jak to jest u Was, czy wasza sytuacja bardzo się
zmieniła odkąd same wychowujecie dziecko jeśli chodzi o przyjaźnie? Bo u mnie
to pod tym względem fatalnie ostatnio. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie,
że większość znajomych ode mnie po prostu uciekła. A może to ja uciekłam od
nich? A może samodzielna mama gryzie? Czy mama, która nie ma obrączki, która
nie ma nawet w planach zamążpójścia jest jakimś dziwadłem albo może
zagrożeniem dla mężatek? A mężczyźni chcą mieć jednak nadzieję, że coś z tego
będzie, potem znikają... Jakoś nie mogę uwierzyć w to, że kiedyś miałam tylu
znajomych, a w taki weekend jak ten nigdy nie byłam sama...

Jak jest u Was?
    • eq Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 30.04.05, 10:51
      wiesz, mi rece opadają...niedawno przeczytałam,że samotna matka to prostytutka
      z bękartem (!!!) i to na naszym gazetowym, duzym forum "KRAJ"...Takie myślenie
      niestety panuje ( mam nadzieje,ze w mniejszosci ) panuje w tym społeczenstwie.
      pzdr
    • iziula1 Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 30.04.05, 11:11
      Verona, może i jedno i drugie.
      Może i Ty zwiekszyłas dystans.
      Czasem miałam wrażenie,że ludzie którzy obok mnie byli bali sie ze nagle beda
      musieli mi pomagać.Lub wysłuchiwac niekończacych sie zalów jaka to samodzielna
      jest biedna.
      Możliwe ze własnie to wyobrazenie o samotnej matce powstrzymuje ludzi przed
      kontaktami.
      Może.
      A może własne obawy,ze mogłam byc na jej miejscu? Ze to mogło przytrafic sie i
      mnie?
      To dobry czas na sprawdzenie wartości przyjazni niektórych ludzi. Ja w tym
      okresie poznałam moje dwie przyjaciółki, sa ze mną do dzis.
      Pozdrawiam.
      Iza
      • paacynka Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 30.04.05, 14:48
        Nie wiem, ja mam na odwrót podziwiam samodzielne, za to że są same i dają sobie
        radę, że stawiają czoło. Może mam takie nastawienie, bo mam normalną rodzinę w
        której też się rozpadały małżeństwa, a nie byłam chowana pod jakimś kloszem i w
        idealizowanym świecie. Mam przyjaciółkę której świat się rozpad, nie straciła
        żadnych z wcześniejszych prawdziwych przyjaciół. A ci co odchodzą to tylko
        znajomi a nie prawdiwi przyjaciele.
        A już ta opinia z prostytutką sad koszmar, choć bywa że faktycznie prostytutki
        też sa matkami, ale to inne kobiety po prostu ale żeby na takie zwykłe uczciwe
        tak mówić...
        • szymon00 Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 30.04.05, 17:08
          nie gryziecie, tylko czasami zachowujecie się dość dziwnie, trudno jest czasami
          Was zrozumieć o co Wam tak naprawdę czasami chodzi

          pozdrawiam

          • verona26 Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 30.04.05, 22:56
            Tak Iziula, chyba w wiekszej mierze ja ucieklam... a moje marudzenie wynika z
            tego, ze szukam podonych sobie, a nie potrafie znalezc ich wsrod tych, ktore sa
            wolne i realizuja sie zawodowo (mimo, ze sama mam teraz wielka szanse pracy w
            zawodzie), oraz tych, co zakochane i szczesliwe (mimo, ze calkiem sama nie
            jestem), to nie marudze juz lepiej na tym forum. Samodzielne to jednak nie
            samotne, i dobrze.

            Szymonie, przypominasz mi sie pewnego pisarza, ktory pisal w co drugim zdaniu,
            ze "kobiety to sa takie dziwnie zachowujace sie istoty", a piszac tak nie
            wiadomo bylo o co mu wlasciwie chodzi w tym jego dziwnym pisaniu... Okazalo sie
            potem, ze chopina mial wade wymowy i zadna go nie chciala, nie potrafila go
            prostu go zrozumiec...
          • rita.tita Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 30.04.05, 23:12
            Mam koleżankę, która jest samotną matką. Nie wiem, czy jest reprezentatywna dla
            innych samo_mam, jednak ma miecz Damoklesa nad glowa i mniej skrupulow w sercu;
            kazdemu jest zdolna wbic noz w plecy, by sie na nich wspiac na bezpieczna skarpe.
          • pwrzes Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 01.05.05, 20:18
            Szymonie, ale Twoja wypowiedz tyczy sie ... wszystkich kobiet smile

            M.
            • kammik Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 01.05.05, 20:21
              Ach tak? smile
    • marjanna1952 Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 30.04.05, 23:29
      Moje drogie!
      Jak świat stary kobiety zawsze bały się konkurencji.No same powiedzcie,która
      zmęczona mężem mamuśka zaprosi do domu Was : piękne,pachnące, niezależne i bez
      męskich zobowiązań.Znudzony mąż dostaje na wasz widok małpiego rozumu i po
      przyjazni.I tu Verono racja jesteście zagrożeniem dla mężatek.A dlaczego
      uciekają mężczyzni bo nie ma w Was już tej samej naiwności,tej ślepej
      miłości.Któraś z dziewcząt tu pięknie napisała:Testujecie sytuacje A,B,C
      i większość z facetów odpada na starcie.Nowy musi też wziąć odpowiedziałność za
      dziecko,którego nie jest ojcem, a dla poważnego mężczyzny to trudna decyzja.
      Pozdrawiam
    • kini_m Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 01.05.05, 16:12
      Verona
      > większość znajomych ode mnie po prostu uciekła
      No jednak rozpad rodziny to porażka i statystycznie rzecz biorąc ponosisz 50%
      winy.
      No i te 50% daje się właśnie odczuwać w opini kręgu społecznego.

      > A mężczyźni chcą mieć jednak nadzieję, że coś z tego
      > będzie, potem znikają
      Raczej nie o to chodzi.
      Myślę że jednak chodzi o to, że dla faceta dodatkowe zobowiaznie już na starcie
      (dziecko).
      A zobowiązania przecież nie są w cenie. (Bo mniej seksu, fantazyjności,
      szleństwa, itp.)
      W końcu każdemu chce się wyszaleć.

      > Samodzielne to jednak nie samotne.
      Ty tak uważasz, ale inni to jednak utozsamiają.
      Jeśli zamiast:
      "Kogoś mi brakuje"
      wypowiesz do nowopoznanego faceta:
      "Jestem samodzielna"
      no to sama już ustawiasz jego myslenie na zwiększoną rezerwę.

      No i to racja co Izula pisze:
      > wysłuchiwac niekończacych sie zalów jaka to samodzielna
      > jest biedna
      Tylko że ja bym to raczej nieco inaczej ujał:
      Popatrzcie jak wiele dziewczyn pała tu awersją do exów.
      Tą awersję też się daje odczuć w realu.
      No a od awersyjnych osób ludzie się odsuwają. - To proste.

      Pacacynko, wyraziłaś właśnie to czego ludzie nie lubią.
      Jesli mówisz w towarzystwie:
      "ja podziwiam samodzielne" - to patrz dwa wersy wyżej
      "mam normalną rodzinę w której też się rozpadały małżeństwa" - Nie, rozpady nie
      są czymś normalnym (w gatunku monogamicznym o długotrwałych związkach i silnym
      czynniku obyczajowo-religijnym - to zawsze jest patologią - nawet jesli to
      zjawisko będzie sięgało 50% związków ) - i jak tak zagadasz do kogoś to on to
      odbierze właśnie patologicznie (pomimo Twojego podziwu dla rozwiedzionych).

      Marijoanna - smutną rację rzekłaś.
      Doświadczenie nie stoi tu na korzyść samomam.
      Tylko że ja myslę tak:
      jeśli się nie spróbujesz odciąć się od tego nieprzyjemnego "wiana" to sie nie
      dziw że Ci każdy start idzie 3 razy wolniej.
      (W życiu nie mozna kierowac tylko przyziemnym wyrachowaniem i bez końca
      uzasadniac awersję do exa.)

      Reasumując:
      taki facet - chce nadzieję a opornie u niego ze zobowiązniami,
      taka samomama - chce zobowiązń a z ostrą weryfikacją podchodzi do nadziei.
      I chyba w tym skrócie wszystko jasne. Na co postawisz? Wybieraj.

      (Pamietam podobny temat w starym wątku Maminka: "Rezygnacja ze związku w imię
      odpowiedzialności")
      • virtual_moth Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 01.05.05, 18:37
        kini_m napisał:

        > No jednak rozpad rodziny to porażka i statystycznie rzecz biorąc ponosisz 50%
        > winy.

        Według których statystyk?

        > No i te 50% daje się właśnie odczuwać w opini kręgu społecznego.

        - co to jest "opinia kręgu społecznego"? Cy to pojęcie z anatomii?wink

        > Myślę że jednak chodzi o to, że dla faceta dodatkowe zobowiaznie już na
        starcie (dziecko).

        Abstrahując od tego, że to zdanie formalnie jest błędne (a błędy będę wytykać,
        bo do szału doprowadza mnie używanie np. słów obcojęzycznych czy "kwiecistej"
        stylistyki przy nieznajomości elementarnych zasad składni), to dla mnie nie
        mówimy o facecie, tylko o palancie. Nikt nie chce się wiązać z palantem,
        więc "sito" pod postacią samotnego macierzyństwa pozwala na skuteczną i szybką
        ich eliminację.

        > A zobowiązania przecież nie są w cenie. (Bo mniej seksu, fantazyjności,
        > szleństwa, itp.)
        > W końcu każdemu chce się wyszaleć.

        Zgodzę się. Tyle że dwudziestolatek, któremu przeszkadza dziecko partnerki nie
        jest palantem, tylko niedojrzałym wyrostkiem, którego jeszcze "chęć wyszalenia
        się" może usprawiedliwiać. Trzydziestolatek w tej samej sytuacji to zwykły
        palant.

        > > Samodzielne to jednak nie samotne.
        > Ty tak uważasz, ale inni to jednak utozsamiają.
        > Jeśli zamiast:
        > "Kogoś mi brakuje"
        > wypowiesz do nowopoznanego faceta:
        > "Jestem samodzielna"
        > no to sama już ustawiasz jego myslenie na zwiększoną rezerwę.

        Ciekawe czy faceci mają jeszcze inne funkcje. Kini_m, wyjaśnij, który guziczek
        nacisnąć, aby faceta "ustawić" na tryb nieroszczeniowy?wink
        Co do formy: ciekawe co Mrożek na wyrażenie "ustawiać czyjeś wrażenie na
        zwiększoną rezerwę". Boszszszsz.

        > Popatrzcie jak wiele dziewczyn pała tu awersją do exów.
        > Tą awersję też się daje odczuć w realu.
        > No a od awersyjnych osób ludzie się odsuwają. - To proste.

        Co to są "awersyjne osoby"?
        OK, jakoś zrozumiałam o co ci chodzi - tyle że nie rzoumiem dlaczego
        przyjmujesz, że jeśli ktoś nie cierpi swojego exa to od razu jest "awersyjny".
        Poza tym, dlaczego uważasz, że jesli kobieta narzeka na exa na forum
        Samodzielna Mama, to robi to też w realu?

        > Pacacynko, wyraziłaś właśnie to czego ludzie nie lubią.

        Może ogłoszę jakiś konkursik na poprawną stylistycznie wersję tego zdania?wink))

        > "mam normalną rodzinę w której też się rozpadały małżeństwa" - Nie, rozpady
        > nie są czymś normalnym (w gatunku monogamicznym o długotrwałych związkach i
        > silnym czynniku obyczajowo-religijnym - to zawsze jest patologią - nawet
        > jesli to zjawisko będzie sięgało 50% związków ) - i jak tak zagadasz do kogoś
        > to on to odbierze właśnie patologicznie (pomimo Twojego podziwu dla
        > rozwiedzionych).

        Z tym czynnikiem obyczajowo-religijnym to nawet się zgodzę (w sensie, że ma
        wpływ na sposób życia społeczności), gatunek monogamiczny litościwie ominęwink
        Jednak czy każde odstępstwo od ogólnie przyjętych norm jest patologią? Czy mąż
        w kuchni, żona w pracy to patologia?
        Poza tym bądź łaskaw nie generalizowac - ja np. obracam się w takim środowisku
        (nota bene bardzo religijnym), który samotnego macierzyństwa ani nie
        deprecjonuje, ani nie stawia na piedestale.

        > Marijoanna - smutną rację rzekłaś.

        "Rzec rację?" Aaaaaaaaa!!! Kini, rację się MA lub NIE MA.

        > Doświadczenie nie stoi tu na korzyść samomam.

        "Stać na korzyść"???? Aaaaaaaaa!!!

        > Reasumując:
        > taki facet - chce nadzieję a opornie u niego ze zobowiązniami

        Znowu generalizacja. Myślę, ze sądzisz innych po sobiewink

        > taka samomama - chce zobowiązń a z ostrą weryfikacją podchodzi do nadziei.

        Z czym podchodzi i do czego?!

        > I chyba w tym skrócie wszystko jasne.

        Ekhem, ekhem. No chyba jednak niezbyt jasnewink

        > Na co postawisz? Wybieraj.

        Ja wybieram piękno i madrość. Ty chyba wybrałeś już trochę inaczejwink
        • semijo Re: Virtual... 03.05.05, 16:24
          Dlaczego uważasz że facet, który nie chciałby się wiązać z kobietą z dzieckiem
          jest palantem..bo naprawdę nie rozumiem?
          • virtual_moth Re: Virtual... 03.05.05, 16:50
            semijo napisała:

            > Dlaczego uważasz że facet, który nie chciałby się wiązać z kobietą z
            dzieckiem
            > jest palantem..bo naprawdę nie rozumiem?

            Palantem nie jest facet, który z założenia nie chce się wiązać z kobietą z
            dzieckiem tylko ten, który np. pokochał taką kobietę czy był z nią bardzo
            blisko, ale nie chce sie z nią poważnie związać ze względu na jej dziecko. No,
            chyba że luźny układ i facet niedzielny kobiecie odpowiada. Nie sądzę jednak,
            aby odpowiadałoby jej to, że jej dziecko mogłoby być przeszkodą w stworzeniu
            silniejszych więzi. IMO.

            Zresztą, ja osobiście takich, którym z założenia nie pasuje dziecko ewentualnej
            partnerki, również na wstępie skreślam. Nie wyobrażam sobie normalnego faceta,
            który robiłby sobie na wstępie takie kryteria przy zawieraniu
            intymnych/dających nadzieję na coś więcej znajomości.
            Tyle że ja większość osobników płci męskiej skreslamwink

            Teraz trochę OT.
            Dziś widziałam na dwójce fajny program o kobietach w Unii. Pokazano parę
            fajnych babek i ich sposób na życie. Większośc z nich to były samotne matki
            około 35-40 (+ ze dwie bezdzietne w związkach), nie wiem czy przypadkowowink
            Kurczę, powiem Wam, że chciałabym być taką samotną matką jak one. W zasadzie to
            już nie moge się doczekać, kiedy będę mieć 35, seksowne zmarszczki, fajną pracę
            dającą mi niezależność i w miarę podrośnięte dzieckosmile I powiem Wam, że jakoś
            nie widzę w tym moim przyszłym życiu faceta obok siebie. Qrde, to był chyba
            jakiś mocno propagandowo-feministyczny programwink Jednak od tych kobiet biła
            jakaś wielka mądrość, spokój, pewność siebie. Po stokroć wolę być samotna jak
            one niż leczyć kryzysy małżeńskiewink

            Pzdr
    • iziula1 Re: Verona, 01.05.05, 17:36
      to co mnie najbardziej ciekawi to kwestia innego odbioru świata przez kobiety.
      Zupełnie inaczej postepuje kobieta, która ma dziecko od tej która nie ma i nie
      planuje.
      To zderzenie dwóch odmiennych stanów świadomosci.
      Może i bywa to rażące szczególnie kiedy cały swój czas i uwage poświęcasz
      dziecku a przeciwieństwem jest kobieta mająca siebie tylko dla siebie.
      Porównuje siebie sprzed urodzeniem syna, to dwie różne osoby.
      Wszystko przychodzi z czasem i doświadczeniem.
      Przeczytałam ostatnio swoje pamietniki z okresu kiedy synek był malutki.
      Napisałam tam jedno fajne zdanie "dobrze,że nie mam męża, bo cały swój czas
      oddaje synkowi..."
      Ale faktem jest,że owszem wzbudzam zazdrość wielu mężatek. Jestem dorosłą,
      doświadczoną, świadoma swej siły kobieta. Moja niezależnośc i siła jaką
      zdobyłam podczas samodzielnego macierzyństwa pozwoliły docenić mi rzeczy wazne
      od błachych.
      A samotny weekend?
      Dzięki temu wkrótce docenisz wartość pojawiajacych sie wokół Ciebie ludzi.I
      wybierzesz tych najlepszych.I weekendów które okażą się zbyt krótkie smile
      Iza
      • verona26 Re: Verona, 02.05.05, 23:09
        Dzięki za odzew.

        Iziula, podoba mi się takie spostrzeganie tych kwestii, szczególnie
        sformułowanie "zderzenie dwóch odmiennych stanów świadomości". I rzeczywiście,
        weekend powoli się kończy a ja nie zdążyłam jeszcze się nacieszyć samotnością,
        nie mam ma to czasu!

        A propos czasu - Kini_m, z całym szacunkiem dla Ciebie, chciałabym mieć tyle
        wolnego czasu co Ty (bo z długości twoich wypowiedzi na tym forum wnioskuje, że
        masz go dość sporo. To dodam jeszcze, że twoje wnioski są ciekawe, dają do
        myślenia, tylko czy będę miała sposobność przekonać się o ich słuszności..?).
    • nimi Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 03.05.05, 00:01
      Hej,
      moi znajomi to się raczej wykruszyli po urodzeniu małej, część z nich
      odstraszył mój eks.

      Ale dzięki byciu mamą - i to samą - to nawiązałam wręcz pare nowych znajomości.
      A co do mężczyzn - to mnie to nawet bawi, jak jakiś próbuje - wtedy zwykle
      mówię, no tak, mogę pogadać, tylko córkę spać położę - i od razu znika.

      Moi znajomi poznikali też, kiedy sami zaczęli tworzyć rodziny, porozjeżdżali
      się, zrobili się zapracowani - to chyba dość naturalne. Jeszcze nie spotkałam
      się z odrzuceniem, kiedy mówię, że sama wychowuję małą, wręcz przeciwnie,
      okazuje się zwykle, że jest naprawdę dużo samotnych mam.
      • kini_m Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 03.05.05, 23:26
        Droga Nimi
        Widocznie miałaś mieć dwóch Exów
        Bo znając Twoją historię nie kojarzę faktów
        (Muj códovny tropicieló)
        • ann_mart Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 04.05.05, 14:59
          kini_m napisał:

          > Widocznie miałaś mieć dwóch Exów

          W jakim to języku jest? Bo już zaczynam mieć kłopoty ze zrozumieniem...
    • mamamata Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 06.05.05, 12:10
      to ja mam chyba cudownych znajomych i przyjaciol smile Fakt, wiekszosc z nich to
      kolezanki, jeszcze z czasow studenckich i licealnych, ktore nie maja rodzin,
      tylko sa same albo maja chlopakow. Ale mam tez znajome mezatki i pary. Nie
      tylko nikt sie nie odsuwa ode mnie w kryzysowej sytuacji ale przeciwnie -
      wyciagaja do mnie rece, wyciagaja (z malym) za miasto, na rozne wypady, do kina
      itp. na kawe, ploty i narzekania nad "emocjonalnym popapraniem" facetow. Az sie
      dziwie ale odkad jestem sama mam bardziej bogate zycie towarzyskie. Chyba musze
      im wszystkim podziekowac za to. Nie znam innych samotnych mam a przynajmniej
      nie blisko. Trzymaja kciuki za nasz zwiazek ale mowia, ze jesli sie nie uda -
      moge na nich liczyc. Nie pozwolili mi sie wycofac i uciec, zreszta nie dalam im
      szansy wink bo w kryzysie reaguje zwracaniem sie do innych osob i tworze
      sobie "siatke wsparcia" jak to nazywam, wyplakuje sie w mankiet i w sluchawke.
    • izabella_33 Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 06.05.05, 13:50
      Muszę przyznać, że mam ten sam problem co Ty. Jak tylko zostałam sama właściwie
      moi znajomi zniknęli... tzn. byli jeszcze przez jakiś miesiąc, a potem nagle
      zaległa głucha cisza. Samodzielna mama nie gryzie, według mnie ma trochę mniej
      wolnego czasu, co nie znaczy, że nie znalazłaby go dla znajomych, żeby z nimi
      porozmawiać, pośmiać się i wyjść od czasu do czasu. Ja próbowałam przez jakiś
      czas podtrzymać te moje znajomości, ale nic z tego nie wyszło więc poddałam
      się, bo skoro inni nie byli zainteresowani, to po co się wysilać... Także jak
      widzisz u niektórych z nas jest tak jak u Ciebie, ale z tego co widzę są i
      takie, które mają więcej szczęścia niż my... Pozdrawiam, Iza
      • nikita181 Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 08.05.05, 10:50
        Slyszalam, że bywa źle, ale nie u wszystkich. ja mam to szczęście, że zawsze
        mialam przyjaciół, pomogli mi w najgorszym okresie, rzadko zostawiali samą, tak
        jest zresztą do dzis. Nigdy nie spotkalam sie z niechęcią, odsuwaniem sie,
        obawą, że komuś ukradnę męża. Pewnie wiedzą, że nigdy bym nie zrobila czegos
        takiego. Nie sądzę , żebym sie jakos zmienila, jak zostalam sama, dla znajomych
        zawsze mam czas, chetnie pomagam. Myślę, że życzliwosc i szczerość w kontaktach
        to jest sposob na to, by nie być samej.
    • aggtt Re: Co z tymi przyjaźniami? Samodzielne mamy gryz 09.05.05, 17:53
      Ja nie mam zbyt wielu starych znajomych.. zbyt młodo urodziłam, by dotrzymali
      mi kroku w dorosłość - nie bawiły mnie paplaninki o dyskotekach, ciuchach i
      ploteczki...
      Ale mam wielu nowych. Problem tylko w tym, że teraz o wieeeele trudniej jest mi
      zaufać innym ludziom - każdego osądzam według tego co mówił a co potem zrobił
      eks... i jego rodzina (np. jego zaprzyjaźnione ze mną siostry...)
Pełna wersja