Kiedy dziecko nie jest "za małe" ????

10.05.05, 16:07
W wątku "Po spotakniu z ojcem ..."
pojawił się taki oto komentarz jednej z uczestniczek:

> (1 rok i 9 miesięcy) to jeszcze małe dziecko!!!
> Ja nie daje mojemu ex 7-latka,tak żeby sam gdzies z nim przebywał
> bez mojej obecnosci (...) Podziwiam Cię za odwagę.


Osłupiałem. 7-latek !?!?!?!
Wyciągam to jako nowy wątek z prośbą o odpowiedź na tytułowe pytanie.
Kiedy dziecko nie jest "za małe" by być ze swoim tatą????

Pomijamy przypadki alkoholików, pedofili itp, pytam o normalnego tatę, który
może nawet nie umie gotować ale jest po prostu normalnym mężczyzną smile)))


P.S.
Tak się zastanawiam się czy wogóle jest jakaś dolna granica?
Nazwijmy to - naturalna granica. Bo zdaje się, że jest ona "jakby zależna od
okoliczności" i "widzi mi się". Jak mamie wygodnie to i kilkudniowe niemowlę
zostawi tacie by się opiekował. Jak chce dziecko izolować bo walczy z tatą to
zasłania się, że dziecko jest zbyt małe.

Sam jakoś przypominam sobie, że bywałem po kilka godzin sam z moim synem
niedługo po urodzeniu gdy żona potrzebowała coś załatwić. Gdy chodziła na
wykłady w weekendy - nie kto inny się opiekował i gotował. Gdy wyjeżdżała na
delegacje (z noclegiem) - nie było problemu. Potem "nagle" okazało się, że 4-
latek nie może nocować u taty, że nie może wyjechać na weekend itp. Bo
podobno za mały. A może się czepiam ???
    • megan58 Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 10.05.05, 16:24
      Granica jednoznaczna dla wszystkich dzieci nie istnieje . Wg. mnie taka granica
      istnieje dla każdego dziecka inna.
      Zależy to od szeregu zależności .
      1. wiek dziecka przy rozstaniu
      2. wieź pomiędzy dzieckiem a rodzicem w momencie rozstania
      3. Specyfika samego dziecka ( jeden dzieci sa "domatorami" inne , tzw. Dziecko
      cygana)
      i wielu wielu innych.

      Pamiętaj , ze każde dziecko w innym momencie dojrzewa , do pewnych sytuacji .
      Każde inaczej się rozwija i każde ma inne potrzeby.

      Uwzględnić trzeba jeszcze różnice jaka na pewno jest dla dziecka - gdy zostaje
      z rodzicem z którym żyje w jednym domu i który na codziennie sprawuje nad nim
      opiekę ( w małżeństwie) a pobyt z rodzicem z którym dziecko widuje się już
      rzadziej , opieka sprawowana jest rzadziej i nie odbywa się w domu dziecka( co
      nie jest bez znaczenia zwłaszcza dla małego dziecka )

      PS. Ja właśnie zrezygnowałam z wyjazdu służbowego - albo inaczej zamieniłam go
      na bardziej męczący z dojazdem do domu na noc , bo dziecko - duże prawie 5
      lat i nocowało by we własnym domu i z osobą która zajmuje się nim na co dzień
      ( Babcia) i tak żel znosi i jest bardzo dla niego stresujące jeśli nie układam
      go do snu i rano mnie nie ma jak się budzi.

      Każde dziecko jest INNE.

      Jak to ustalić . Obiektywnie i z miłością popatrzeć na dziecko i nie patrzeć co
      wytrzyma ( bo wytrzyma , czy zniesie wiele), ale patrzeć jaki to ma nie niego
      wpływ, czy potem nie potęguje stresu, frustracji itd..


      Zawsze możan poprosic o pomoc psychologa , przy ustalaniu nocowania.
    • megan58 Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 10.05.05, 16:27
      Zapomniałam dodać . Moje dziecko nigdy w czasie małżenstaw nie zosatwało z
      ojcem dłużej niż na 2 godziny. Było to zaledwie kilka raz i okupione duzym
      strsem zze strony dziecka ( zawsze było spłakane ) i moim.
      Ojciec dziecka w nocy i nad ranem wstawałdo dziecka zaledwie może 3 razy.
    • e_r_i_n Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 10.05.05, 16:38
      Jesli ojciec zajmuje sie dzieckiem regularnie (minimum 3 razy w tygodniu)
      i robi to od jego narodzin (tzn. i przewija, i usypia), to juz statystycznego
      trzylatka moze wziac na weekend do siebie do domu (oczywiscie odstepstwa sie
      zdarzaja).
    • burza4 Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 10.05.05, 19:16
      Myślę, że zależy to od stopnia "normalności" ojca i więzi między nim a
      dzieckiem. Rozstałam się z eksem kiedy córka miała mniej więcej 3-4 lata i od
      początku spędzała weekendy u niego. Tylko że oni byli ze sobą bardzo żżyci, i
      nie miałam większych zastrzeżeń co do jego opieki. Znaczy - wiedziałam że
      nakarmi, ubierze, przytuli, nie spuści lania czy nie będzie się wydzierał.
      Natomiast trudno ocenić czyjąś sytuację na odległość. Większość ojców uważa się
      za "normalnych" (większość matek również), ale odcieni tej normalności jest
      wiele, niektórzy robią dziecku wodę z mózgu i nie widzą w tym nic złego... bo
      przecież mają rację!
    • mala.24 Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 10.05.05, 20:46
      Uważasz ze dziecko które ma 1 rok i 9 miesięcy jest już duże?Zna różnicę
      między dobrem a złem? A w sytuacji niebezpiecznej dla niego potrafi
      odpowiednio zareagować?
      Pisząc o tym,że dziecko w tym wieku nie powinno same przebywać z ojcem miałam
      na myśli "NIEODPOWIEDZIALNEGO OJCA",a nie normalnego tatę.~
      Poza tym,widzę,że jesteś całą gębą na tym forum,więc jeśli tryskasz taką
      wiedzą i mądrością to otwórz fundację charytatywną,pomagaj i układaj życie
      dzieciom skrzywdzonym przez los zamiast kpić sobie z innych.
      Pozdrawiam.
      • ania_rosa Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 10.05.05, 21:33
        Róznicy między dobrem a złem dziecko nie spostrzega dośc długo. A nawet kiedy
        zacznie już ją spostrzegać, to i tak jest nieświadome niuansów dobra i zła, a
        także nie umie ocenić sytuacji potencjalnie niebezpiecznych. Gdyby za kryterium
        "dobrego wieku" przyjąć dojrzałość tego rodzaju, to obawiam się, że nawet dzieci
        25letnie nie zawsze powinny spędzać czas ze swoimi ojcami (z innymi ludźmi
        zresztą też). Innymi słowy mówiąc: argumenty znaleźć zawsze mozna, pytanie o cel.
        Poza tym jestem zasadniczo przeciwna traktowaniu spotkań z ojcem jako sztuki
        survivalu- szanse mają jedynie te jednostki, które umieją odpowiednio reagowac
        na niebezpieczeństwa, posługiwac się maczetą i odróżniać jadalne gatunki grzybów
        od niejadalnych. Trąci mi to na pewno nadopiekuńczością, o ile nie lekką paranoją.
        Dalej: jakie jest kryterium "nieodpowiedzialnego ojca"? Bo na mój skromny gust,
        to każdego "podpadniętego" partnerce ex męza można od biedy podciągnąc pod takie
        okreslenie. Co to znaczy "nieodpowiedzialny"? Facet, który umie usmażyć
        jajecznicę i zaparzyć herbatę (to jedyne jego umiejętności kulinarne) jest
        potencjalnie nieodpowiedzialny, bo nie zrobi pulpetów drobiowych w jarzynach,
        które spozywa nasze dziecko. Istotna uwaga: istnieją restauracje oraz możliwość
        przygotowania obiadu w słoikach. Kwestia chęci i priorytetów.
        Facet, który zabiera dwulatka na rower jest nieodpowiedzialny, czy tez ma pasję,
        którą dzieli razem z dzieckiem? Prawda jest taka, ze bardzo wiele matek WIE. One
        po prostu wiedzą a priori, klasyfikują a priori i jako jedyne mają monopol na
        słuszność. I trudno podejmować z nimi polemikę, bo każdy argument można zbić
        słowami "to jest MOJE dziecko i ja je znam lepiej; to jest MÓJ były mąż i ja
        WIEM LEPIEJ, co on jest w stanie zrobić, a czego nei jest w stanie zrobić".
        I nie piszę tu o byłych partnerkach alkoholików, narkomanów, ludzi karanych czy
        psychopatów. Pisze o dużej rzeszy normalnych ojców, których jedynym grzechem
        jest to, że po pierwsze nie są matkami, a po drugie wykręcili kiedyś numer swoim
        byłym partnerkom i są skazani na moralne dozywocie. Weryfikacji wyroku i
        amnestii nie będzie. Tacy mężczyźni mogą co najwyżej walić głowami w mur.

        Nieostrość definicji "dobrego taty" i "nieodpowiedzialnego taty" jest zmorą
        dzieciatych ex męzów i wybawieniem dzieciatych ex zon.
        A odpowiadając na pytanie wątku: moj syn zostawał ze swoim ojcem już w wieku
        dwóch miesięcy, w wieku 8 miesięcy był zabierany na weekendy ( w przejściowym
        okresie, gdy mieszkaliśmy oddzielnie), a w wieku 3 lat (gdy się rozwiedliśmy)
        spędzał z Eksem weekendy i dwie noce w tygodniu. Dwa dni temu własnie wrócił z
        tygodniowych wakacji z tatą. Obecnie ma cztery lata.
        Rosa
        • megan58 Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 11.05.05, 09:10
          Aniu . Wybacz , ale w dużej mierze spłaszczasz i dajesz absurdalne przykłady.
          Odniosę się do fragmentu:
          "Facet, który zabiera dwulatka na rower jest nieodpowiedzialny, czy tez ma
          pasję,
          którą dzieli razem z dzieckiem? "
          Rzadko która matka wpadnie w przerażenie jeśli ojciec zrobi cos takiego . Co
          najwyżej poprosi by założyć dziecku kask...
          Więc nie rób z reszty potworów.
          Ja mam kilka lepszych przykładów pasji Czemu nie przykład latania lotnia czy
          skoku na bundzi ( nie wiem jak się to pisze) - toż to też może być pasja.
          Pasją może być i wielu ojców ją ma przesiadywanie z kolegami przy kuflu piwa -
          i nie musi się być alkoholikiem . Czy siedzieć cały dzień ze słuchawkami i
          słuchać muzyki - czy dziecku też założymy takie słuchawki każemy mu cały dzień
          siedzieć a jak nie to niech robi co chce.. W końcu dwu latek jakoś sobie
          poradzi.....

          Widzisz wiem, ze przykłady skrajne , ale Ty też poszłaś w skrajność.
          Myślę , ze problem jest głębszy a skrajność nie służą jego rozwiązaniu.

          I jeszcze jedna uwaga. Przebywasz z szefem w biurze . Codziennie. Twój szef
          codziennie rano robi sobie kawę. Zaczyna od tego prace i jest bardzo zły jeśli
          ktoś przeszkodzi mu w tej czynność i taki interesant zazwyczaj nie dość , ze
          nie załatwia sprawy to na jakiś czas podpada.. Wiesz bo obserwowałaś to przez
          5 lat i nie raz sama odczulać.
          Po pięciu latach przychodzi nowy pracownik , zaprzyjaźniacie się szybko i po
          tygodniu jesteście przyjaciółmi.
          Ale tydzień to mało by poznać zwyczaje szefa i ten nowy któregoś dnia wyrywa
          się rano by iść do szefa niczym ten zaparzy sobie kawę... Nie doradzisz mu , ze
          może to nie najlepszy moment .. Jeśli nie doradzisz to i tak domyślasz się co
          się będzie działo.... A skąd?????

          Wiem , że napiszesz mi pięknego posta, pełnych wynurzeń psychologicznych,
          podeprzesz się literaturą., ale zastanów się przez moment. Może warto napisać
          coś prawdziwego ...

    • azk5 Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 10.05.05, 22:44
      Rzeczywiście wszystko zależy od sytuacji i od osobistej oceny matki, stety czy
      niestety. Dziecko na co dzien jest z matką i tu nie powinno dziwić że to ona
      zna je najlepiej. Nie, stanowcze nie dla sytuacji kiedy tata nie może pobyć z
      dzieckiem tylko ze względu na jakąś nauczkę czy rewanż. Ale zastanówmy się,
      będę tu analizowac swoją sytuację, wydawałoby się "normalnego taty":
      jeszcze będąc w ciąży matka słyszy że "normalny tata" nie chciał dziecka, które
      nie było przypadkiem a półroczną ciężką pracą (nie jest podobno chory
      psychicznie, ale w takim razie napewno wogóle niedojrzały lub mu odbiło)i w
      zasadzie to nie chce juz być mężem matki (nie liczy się z tym co może się stac
      z dzieckiem jeśli matka przezywa taki stres)
      zaraz po urodzeniu się dziecka (zaznaczę że chorego po niestety trudnej
      ciąży) "normalny tata" w ramach tworzenia więzi z maluchem wraca do domu
      najwcześniej o 22 wychodzi o 7 rano, po miesiącu sie wyprowadza i co dalej....
      chce być tatą ma prawo, chce zabierać malucha do siebie, nawet na weekend i już
      snuje plany jak to za rok zabierze go na wakacje.
      Teraz stań po stronie matki i popatrz jej oczami.
      Ile czasu dałbyś matce, aby po czymś takim, zaufała "normalnemu tacie", na tyle
      aby pozwolić mu być z dzieckiem bez jej obecności? Aby zaufała że dobrze
      zaopiekuje się dzieckiem które aż tak bardzo skrzywdził zanim się jeszcze
      urodziło.
      Ja napewno potrzebuję go bardzo dużo... w chwilii obecnej mam wrażenie ze to
      nigdy nie nastąpi.
    • magdmaz Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 11.05.05, 07:25
      Wiesz co, TatoMałolata? To naprawdę trudne. Jedna i druga strona - czyli mama i
      tata maja tu duże pole dla demagogii i manipulacji.
      Mój eks mąż bił zawsze tylko mnie, nigdy dzieci. Psychicznie znęcał się tylko
      nade mną. NIGDY nie zmienił brudnej pieluchy, bo się brzydził, nigdy też nie
      wstawał w nocy do płaczącego dziecka. Zresztą oboje zdecydowaliśmy, że dzieci
      urodzę w mieście i domu moich rodziców, to naturalnie nie było dobre dla naszej
      rodziny, ale ja byłam świadoma, że na jego pomoc nie mogę liczyć (a zdarzały mi
      się w czasie karmienia "odloty" i gorączka 39 st. od zapalenia piersi), on zaś
      miał pracę i karierę, w której nie mógł sobie pozwolić na nocne ryki itp.
      W czasie trwania naszego małżeństwa na palcach jednej ręki mogę policzyć dni,
      które spędził z dziećmi sam na sam - i to gdy miały przynajmniej po 1,5 - 2
      lata.
      Obecnie dzieci jeżdżą do niego kiedy chce (chyba, ze one nie chcą, a zdarza
      się) i na ile chce - ostatnio na trzy tygodnie, ale miał pretensje, że to mało.
      Mają 6 i 3,5. Mieszkamy 350 km od siebie, więc to nie jest proste. W czasie
      wakacji zaproponowałam jeden miesiąc, ale stwierdził, że to za mało - córka od
      września zaczyna obowiązek szkolny i skończą się nieograniczone wyjazdy. Dobra,
      zastanowię się, zapewne pojadą na dłużej. Dodam, że mąż po rozwodzie zmienił
      swój stosunek do dzieci, twierdzi, że je pokochał. Nie ufam mu, ale na miejscu
      są teściowie, więc mimo "jajecznicy i herbaty" dzieci maja opiekę wręcz
      wzorcową.
      I teraz oceń - ograniczam kontakty, czy nie? Bo mąż twierdzi, że tak. Bo
      sprawiedliwie (!!!) byłoby, gdyby dzieci mieszkały dwa miesiące z mamą, dwa z
      tatą - tak na zmianę. Dzieci mają inne zdanie, bo są bardziej ze mną związane -
      owocują pierwsze lata życia i trudno teraz to odkręcać, poza tym psychologowie
      jednoznacznie i negatywnie oceniają takie rozwiązania. Do sądu z tym nie
      poszliśmy, bo mąż jest świadomy, że miałby "jeszcze gorzej" - cztery tygodniowe
      wyjazdy w roku i dwa dni w tygodniu w moim mieście).
      To jak - ograniczam, czy nie?
      Pozdrawiam, Magda
      • ajmj Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 11.05.05, 08:25
        Mój syn ma 12 lat. Przeprowadziłam sie 300 km od mojego i eksa miejscowości.
        Eks jest dobrym ojcem, może nie potrafi gotować,wink ale gdy mój syn jedzie do
        niego wiem, że jest jednak pod dobra opieką. Sa tam też dwie babcie, które
        skaczą koło jednego i drugiego. Do wielu rzeczy mogłabym sie przyczepic i
        nieraz po wizytach u niego mam jakieś drobne zarzutywinkWożę syna na swój koszt.
        Jedzie do ojca jak jest każda dłuższa przerwa w nauce. Juz nie pamiętam kiedy z
        synem spędzałam święta. Ale mysle tez o tej drugiej stronie i wiem, że on
        bardzo kocha syna i bardzo za nim tęskni. Syn jest za ojcem, ale to tez musze
        przyznac w dużej mierze jest moją zasługą, ponieważ syn jest uczony przede
        wszystkim szacunku do NAS rodziców. Syn wie, że ma tylko i może mieć jedna
        matke i jednego ojca. Choc i ja jestem w drugim związku a eks ma "dziewczynę".
        Rano usłyszałam od synka, ze jest szczęsliwy bo ma taka wspaniałą rodzinę. Ma
        mnie i tatę.
        Eks na początku przezył szok jak sie wyprowadziliśmy. Nie wierzył mi, ze nie
        będę ograniczała kontaktów. Tym bardziej, ze nasze rozstanie nie
        przebiegało "kulturalnie". Teraz mija jednak już trzeci rok i jest jak
        obiecałam. Eks bardzo chce, aby syn z nim zamieszkał. A ja? Hm... Jeszcze kilka
        lat. Syn wybierze. Będę tęskniła... gdyby jednak. Ale uważam, że moje dziecko
        nie jest moja własnością. Zreszta najważniejsze, że z eksem mogę sie porozumieć
        i on rozumie,że do pewnego wieku matka jest niezbędna.

        Magdmaz. To co napisałaś to świadczy bardzo dobrze o Tobie i w żadnej mierze
        nie powiedziałabym, że te kontakty sa ograniczane...
        • magdmaz Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 11.05.05, 10:18
          ajmj, chciałabym sobie z Tobą porozmawiać, bo Twoja sytuacja brzmi mi znajomo.
          Równocześnie widzę, u mnie (rok po rozstaniu) jest jeszcze mnóstwo emocji,
          niepoukładania, szarpaniny. Jeśli pozwolisz, napiszę na priv, może skorzystam z
          Twoich doświadczeń.
          pozdrawiam, Magda
    • ajmj Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 11.05.05, 08:35
      A Tobie Tata_Małolata w sumie nie odpowiedziałam. Dla mnie nie ma żadnego
      limitu wieku. Jesli w dalszym ciągu mówimy o "normalnym ojcu". Powiem więcej
      przydałabym mi nawet pomoc przy małym dziecku. czyli spokojnie
      kilkumiesięczniaka mógłby ojciec zabrac na spacer i do siebie do domu na
      chwilke, aby tam np: przebrac dziecko, dac pic itd, itp. Jesli chodzi o
      nocowanie, to ja np: obydwoje dzieci karmiłam prawie do roku piersią, więc noce
      odpadałybywinkA potem? Jesli dziecko samo chciałoby, to i owszem.
      • aglesnik Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 11.05.05, 13:03
        tak sobie czytam i pocieszam się, ze nie jestem nienormalna, jak twierdzą moi
        niektórzy znajomi. rozwiedliśmy się kiedy córka miala 4 latka , a syn 3
        miesiące. karmiłam , więc zabieranie dzieic odpadało. przyjeżdzał i był z nimi,
        kiedy dorosły zabiera na weekendy, wakacje i uwazam , ze to normalne, to są
        nasze dzieci i chyba obowiązki dotyczą nas oboje. co prawda jestem "opłacaną"
        opiekunką do jego dzieci i to nienajgorzej, ale jak każda osoba czasem musże
        odetchnąć. nic nie robić, spotkac sie, czy pójśc do kina.moze to egoistyczne,
        ale tak jest. ex bardzo dobrze opiekuje się dziecmi, jezdza bardzo chętnie i
        zawsze czekają, więc chyba jest fajnym tatą, ja też go tak odbieram.
        wszystko jest kwestią porozumienia i oto jest zawsze najtrudniej!!! dzieci beda
        takie jaką damy im szansę być!! pzdr.ag.
        • ania_rosa Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 11.05.05, 14:42
          Megan- czasem jest tak, że to co "prawdziwe" to własnie uprzedzenia i złość,
          które przenosimy na Eksa.
          Dla mnie spłaszczaniem jest pisanie o rzeczach poprawnych politycznie, tymczasem
          spójrzmy prawdzie w oczy- nie każde dziecko ma rodziców, którzy zajęliby
          pierwsze miejsce w konkursie na "Ojca i matkę roku", ale każde dziecko ma prawo
          do kontaktu z tymi rodzicami. Co do absurdalności zarzutów: nie, Megan. Odkąd
          jestem na tym forum zdązyłam już przeczytać o prawdziwie absurdalnych zarzutach.
          Na przykład "nie dam ojcu dziecka na weekend, bo ojciec nie umie ugotowac
          rosołu". O czym my więc mówimy? I co jest tutaj naciąganiem?
          Inne zarzuty? Proszę bardzo "ojciec dziecka puścił się z kurwą, to niech teraz
          ma za swoje- nie zobaczy dziecka". Inne? "chciałabym, żeby moje trzyletnie
          dziecko spotykało się z ojcem dwa razy w miesiącu po dwie godziny".
          A z drugiej strony mamy dziewczyny, które przeszły piekło alkoholizmu, przemocy
          domowej i paru innych nieciekawycyh rzeczy. Ich relacje i rzeczowe argumenty
          mieszają się z żalami własnie takich mamuś. Dla jednej te dwie godziny w
          miesiącu to dwie godziny spędzone w nerwach, czy ojciec nie da sobie w palnik
          przy dziecku, a dla drugiej te dwie godziny to ulewanie żółci nad faktem, że
          "ten łajdak" nie został dostatecznie ukarany. Kobiety są różne. I nie stawiajmy
          wszystkich eksów w jednym rzedzie.
          Pasje? Bardzo proszę: mój eks jest człowiekiem z tak zwanymi pasjami. Zabiera
          Młodego na ściankę wspinaczkową (pierwszy raz Młody miał 2 lata i tylko sie
          przyglądał), jeździ z nim po leśnych wertepach, zrealizował "genialny" pomysł
          jazdy na rowerze (trasa 25 km) z dzieckiem przy padającym deszczu. Cholera mnie
          wzięła, gdy odebrałam mokrego Młodego, ale spojrzałam w jego oczy: wielka duma z
          tatusia i porażająca radość. I złość mi przeszła. Uparcie próbuje nauczyć
          trzylatka nurkowania. Większość jego pomysłów nie przyszłaby mi do głowy, ale
          myslę, ze to bardzo dobrze.
          Inny Eks z mojej rodziny jest nieuleczalnym audiofilem (zresztą alkoholikiem w
          dodatku). Jego kontakty z córkami polegały na siadaniu z dziećmi w pokoju i
          puszczaniu im "epokowych, wiekopomnych utworów rocka lat 70tych". MOje siostry
          siedziały jak trusie ze słuchawkami na uszach i łykały historię muzyki
          amerykańskiej w pigułce. I co z tego? To był jego sposób na więź z dziećmi,
          innego nie znał. Obecnie dziewczyny są już dorosłe, muzycznie są oblatane jak
          pilot smigłowca II wojny światowej. Pogodziły się z tym, że to była jedyna
          rzecz, którą ojciec mógł im dać- i wzięły to, co było do wzięcia.
          "Ojciec idealny" w praktyce nie istnieje. Istnieją zwykli ludzie. Moim sposobem
          na kontakty z własnym dzieckiem jest ślęczenie nad encyklopediami i rysowanie
          map solarnych, bo oboje to lubimy. I mam gdzieś, że inne matki za normalniejsze
          uznałyby wyjście do parku na plac zabaw.
          Jeszcze inny zaprzyjaźniony Eks jest przewodnikiem wysokogórskim. Pierwsza
          wyprawa w słowackie Tatry odbyła się , gdy jego córka miała 4 lata. Dziecko szlo
          lub bylo noszone w nosidełku wraz ze zgrają trzydziestoletnich facetów. Normalny
          sposób na kontakty z córką? No nie sądzę- a jednak dzieciak aż piszczy na
          wiadomość o kolejnej eskapadzie w góry.
          Co jest więc prawdziwe?
          Prawdziwe jest to, że sa matki, których aktywność pochłaniają mysli "jak
          dopieprzyć eksowi". I dopieprzenie za pomocą limitowania kontaktów z dzieckiem
          jest świetną metodą, o ile eks kocha swoje dzieci.
          Prawdziwe jest to, że poza Eksami kochającymi swoje dzieci jest szereg drani,
          którzy zmyli się na wieść o ciązy i nie dali więcej znaku zycia.
          Prawdziwe jest istnienie matek, dla których problem "kontakty ojca z dziećmi"
          oznacza też lęk o krzywdę własnych dzieci, bo Eks jest człowiekiem chorym,
          nieodpowiedzialnym, egoistycznym i tak dalej.
          Pytaniem jednak było "jaki wiek dziecka jest odpowiedni do swobodnych kontaktów
          z ojcem". A moją odpowiedzią jest: nie ma takiego wieku. Dla wrednej matki i
          18latek nie jest jeszcze gotów na wyjście z domu bez jej kontroli. Wszystko
          zalezy od ludzi.
          Nie wiem więc, co uznałaś w moim poscie za naciągane.
          Rosa











          Wiem , że napiszesz mi pięknego posta, pełnych wynurzeń psychologicznych,
          podeprzesz się literaturą., ale zastanów się przez moment. Może warto napisać
          coś prawdziwego ...
          • megan58 Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 11.05.05, 15:35
            Oj ustawiasz w jednym rzędzie. ...
            Aniu masz kłopoty z podaniem w skrajności , szybkością oceny .

            Każda matka przez Ciebie przedstawiona jest zła. Każda która ma problem z
            ustaleniem kontaktu.
            Zakładasz , ze to zawsze wina jej zły uczuć. Jej złych emocji.
            Jak nie zawistna bez podstanie, to kobieta po przejściach , ale tez pełna jak
            to nazwałaś. "żółci".
            Czyżbyś nie spotkała kobiet któr ma problem z tym tematem , a jest normalna,
            dobrą mama????

            Co do pasji...
            Dla Ciebie może być w porządku skok na spadochronie z roczniakiem . Czemu nie.
            Ale jeśli matka , inna niż ty , powie , że ona sie na to nie zgadza- to ma
            chyba do tego prawo ? I czy to oznacz acz , ze co utrudnia ojcu ? Czy może , ze
            jest nad opiekuńcza , czy zabrania ojcu kontaktu???
            Czy może , ze ma inne zasady wychowawcze i , ze jej zasady też powinny być
            brana pod uwagę?
            Ale to taka gadka szmatka ..
            Bo pisząc, o eks i o wizytach zapominasz o najważniejszym .
            Dla mnie najważniejsza jest moment w którym nie eks nie były ale dziecko jest
            na to gotowe.
            A nie zawsze jest tak jak u Ciebie. - o ile pamiętam dziecko zawsze miało super
            koniak z ojcem.

            Co do "Pytaniem jednak było "jaki wiek dziecka jest odpowiedni do swobodnych
            kontaktów
            > z ojcem". A moją odpowiedzią jest: nie ma takiego wieku. Dla wrednej matki i
            > 18latek nie jest jeszcze gotów na wyjście z domu bez jej kontroli. Wszystko
            > zalezy od ludzi.
            ". Widzisz i wtym sie óznimy i nigdy się nie zrozumienim. Bo ja nie widze tu
            eks , ani matyki , ani ojca- tylko dziecko.
            I dla mnie jest to wetdy gdy dziecko jest gotowe. U Ciebie jest ojciec , matka
            ustalenie miedzy nimi - nie ma dziecka....
            A i dziecko dla mnie ma prawo wyboru.Może podzielac moja pasje i nie musi... -
            to do pasji..
            I jeszcze na koniec odnośnie zdania:
            "jeździ z nim po leśnych wertepach, zrealizował "genialny" pomysł
            > jazdy na rowerze (trasa 25 km) z dzieckiem przy padającym deszczu. Cholera
            mnie
            > wzięła, gdy odebrałam mokrego Młodego, ale spojrzałam w jego oczy: wielka
            duma
            > z
            > tatusia i porażająca radość. I złość mi przeszła. "
            Pytanie , czy złość by Ci przeszła tak szybko gdyby dziecko bo tej wspaniałej
            mokrej wycieczce zachorowało , wybuch wysokiej gorączki w nocy, lekarze ,
            lekarstwa i ponieważ dziecko chorowite przeciągało się to do 3 miesięcy
            wielkiego chorowanie, w tle kupa kasy na lekarza, lekarstwa, dodatkowa opieka,
            już nie mówiąc o cenie jaka płaciło by dziecko - 1. chorując, 2 . tracąc
            kontakt ze rówieśnikami na 3 miesiące ( omijają go wyczekiwanie atrakcje:
            zabawa , wyjazd itd.). A ojciec- nie służby Ci pomocą a jedynie powiedział -
            trudno - nie mogłem przewidzieć... I dziecku też raczej nie stara się pomóc
            I nawet nie podwiezie by dziecka do lekarza , , nie zadzwoni od czasu do
            czasu, nie zapyta jak się czuje czy nie pomógł wykupić leków. A i dodajmy do
            tego, ze zwolnienia lekarskie i chore dziecko gorzej wpłyneło na Twoją prace i
            masz szefa na karku...



            Aniu spłaszczasz i łatwo uogólniasz. Moje pytanie były retoryczny , gdyż Twoje
            odpowiedzi znam . Popadasz w skrajności jak dla mnie są nieżyciowe.
            Dziekuje za wspólna wymianę zdań.

            I na koniec:
            do części "Jeszcze inny zaprzyjaźniony Eks jest przewodnikiem wysokogórskim. "
            _ akurat najbezpiecznieszja forma nauki dziecka wędrowania po górach - kto
            zrobi to lepiej????








            • ania_rosa Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 11.05.05, 18:02
              Podałam przykłady jak najbardziej zyciowe, bo prawdziwe.
              I nigdzie nie pisałam, że świat się dzieli na podłe matki i dobrych ojców- to
              gwoli zarzutów o spłaszczanie i uogólnianie. matki przeze mnie przedstawiane nie
              są złe- bo też i nie piszę o jakimś ogólnym typie matek, tylko o różnych
              okolicznościach i różnych podstawach. Czasem pełna żalu do eksa kobieta może być
              wspaniałą matką i jednocześnie nie pozwalać na kontakt między ojcem, a dzieckiem.
              O szarościach wiem naprawdę wiele i większość z moich wypowiedzi uwzględnia
              właśnie szarość, a nie czerń albo biel- dlatego zarzut formułowania sądów "na
              jedno jedynie słuszne kopyto" uważam za źle zaadresowany.
              I nie wiem, co jest nieżyciowe. Wychodze z założenia aby odróżniać prawdy
              nieżyciowe od prawd zwyczajnie niewygodnych. Zbyt często stawia się pomiędzy
              nimi znak równości.
              też pozdrawiamsmile
              Rosa
              • megan58 Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 12.05.05, 09:03
                Przykłady - moje tez zyciowe , z własnego pdwórka.

                Aniu - ty znasz tylko jedna prawde. Swoja.
                • ania_rosa Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 12.05.05, 11:01
                  Megan, czy byłabyś wobec tego uprzejma ubrać "moją prawdę" we własne słowa?
                  Bo ja- przyznam się szczerze- oprócz twierdzeń o różnych sytuacjach losowych,
                  róznych reakcjach ludzi, nierzadkiemu kierowaniu sie uprzedzeniami wobec byłych
                  partnerów- nic rewolucyjnego ani wywrotowego nie znalazłam. W dodatku to, co
                  znalazłam opatrzone było szeregegiem słow typu "czasem", "bardzo często",
                  "zapewne", "być może", zaś brakowało mi kwantyfikatorów w rodzaju: wszyscy,
                  zawsze, każdy.
                  Nie wiem więc, jaką to prawdę przedstawiam powyżej i w dodatku tak autorytarnie,
                  ze dyskusja jest bezcelowa?
                  Rosa
                  • megan58 Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 16.05.05, 11:30
                    Aniu - jak zaczniesz słuchać innych - może usłyszysz tez inne prawdy. Ale
                    słuchać a nie tylko słyszeć.
                    • vialle Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 20.05.05, 12:08
                      zastanawialas sie Megan dlaczego Twoje polemiki z AR sa takie emocjonalne i
                      personalne? Nie pisze tego ze zlosliwosci tylko zeby Ci zaproponowac refleksje,
                      ze moze nie widzisz / nie jestes swiadoma czegos w swojej postawie.
                      • megan58 Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 20.05.05, 12:18
                        BU HAHAHAHsmile)
                        • vialle Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 20.05.05, 16:01
                          no wlasnie.
                          • megan58 Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 20.05.05, 16:07
                            Tia....
                          • megan58 Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 20.05.05, 16:13
                            A teraz na poważnie.
                            Vialle- każdy z nas ma cos do przemyslenie - TY też.
                            Ale kazdy ma tez pewne zasady - nie musza one podobac sie wszystkim.
                            Więc dajmy siobie spokój.
                            Jak stwierdziłysmy rok temu po dyskusji na Twoim wątku o nowej rodzinie i
                            kontaktach ojceic dzicko- nowy partner mamy bardzo rózne poglądy i niech tak
                            zostanie.
                            • vialle Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 20.05.05, 16:25
                              a to niespodzianka - polemizowalysmy juz kiedys na jakis temat?
                              Roznice zdan moga skutkowac polemika albo napascia personalna. Jak widze ta
                              druga droga jest Ci znacznie blizsza.
                              • megan58 Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 20.05.05, 16:29
                                Vialle- ja nie zaczełam od obrażania Ciebie. W drugi poście też Cie nie
                                obrażąm , nie insynułowam.
                                Chcesz mnie poobrażać proponuje na priva.
                                • vialle Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 20.05.05, 16:50
                                  obrazanie kogokolwiek to niepotrzebna strata energii. Cos Ci tam napisalam na
                                  gazetowy, zeby nie bawic wszystkich zebranych nasza polemika.
    • leeya Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 11.05.05, 21:51
      Tato_malolata,

      "byc z Tata" w sensie:
      - zostawania na noc?
      A to nie wiem, czy Julka bedzie kiedykolwiek na to odpowiednio durza i
      doroslasmile Zartujesmile Chodzi tu o warunki mieszkaniowe exa. Teraz mieszka w
      hotelu asystenckim i ma jedno lozko. Nie wyobrazam sobie, zeby Julka mogla spac
      w jednym lozku z nim i next. Ale mysle, ze jezeli bedzie mogl zapewnic normalne
      warunki (a pewnie bedzie mogl, bo planuje zakup domu), to 4-5 lat bedzie
      wiekiem, w ktorym mala bedzie mogla zostawac u ojca na noc. Ale to tez jeszcze
      zobaczymy, bo nie wiem jaki bedzie ich kontakt do tego czasu i czy Julka bedzie
      chciala/lubila to. W kazdym razie, jezeli nic sie nie zmieni, to nie widze
      problemu...

      - a moze wybierania sie z Tata poza "wzrok" Mamy??
      Jezeli ex umie sie zajac maluszkiem, tzn przewinac, nakarmic, polozyc spac to
      nie widze problemu nawet teraz. I Tata zabiera Julke do dziadkow. Czasem nie ma
      ich po kilka godzin. Dziecko wraca wybawione, zmeczone i zadowolone.

      Martwi mnie tylko jedno. Czemu Julka wraca od dziadkow po kilkugodzinnej
      wizycie CZYSTA?? W sensie czystego ubranka, w domu potrafi sie umorusac w ciagu
      5 sekundsmile))))))))))))))))))))))))))) To jest ten typ dziecka, ktore
      umieszczamy w sterylnie czystym pomieszczeniu w sterylnie czystych ubrankach, a
      po godzinie mamy brudne dziecko i sprzatania na 3 godzinysmile))))))))))))))

      Leeya
      • leeya Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 11.05.05, 21:53
        leeya napisała:

        > A to nie wiem, czy Julka bedzie kiedykolwiek na to odpowiednio durza i
        > doroslasmile
        Boze, analfabetyzm wtornysad(((
        Pozinno byc "DUZA"

        Pozdr,
        Leeya
      • magdmaz Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 12.05.05, 09:22
        Leeya, a może dziadkowie mają dla Julki fartuszek? Albo raczej dyżurny dresik -
        po przejęciu pociechy szybko zdzierają ubranko, pakują w strój roboczy, a na
        koniec wizyty przepakowują? Bo jeśli nie, to co pozostaje? Parę godzin przed
        telewizorem???
        pozdrawiam, Magda (mama brudnej Minki i posiniaczonego Fipcia).
    • tata_malolata Re: Dziękuję za odpowiedzi 13.05.05, 12:52
      Dzieki za dyskusję.

      Ania_rosa napisała:
      > nie każde dziecko ma rodziców, którzy zajęliby
      > pierwsze miejsce w konkursie na "Ojca i matkę roku",
      > ale każde dziecko ma prawo do kontaktu z tymi rodzicami.
      ------------------------------

      Dużo w tym prawdy.
      Czyż nie jest paradoksem, że nie każdy może mieć prawo jazdy, licencję pilota,
      kartę motorowodną, być policjantem, prawnikiem (twu! smile czy też lekarzem. Są
      tysiące innych uprawnień, na które trzeba zdawć egzaminy i wykazywać się
      odpowiedzialnością, odpowiednimi zdolnosściami i cechami.

      Tymczasem jeden z NAJPOWAŻNIEJSZYCH obowiązków tzn. rodzicielstwo można pełnić
      będąć prostytutką, alkoholikiem, narkomanem lub półgłówkiem smile))

      Ale pomińmy te ekstremalne przypadki.
      Przeciętna matka lub ojciec nie zawsze - jak pisze ania_rosa - jest IDEALNA/Y.
      Czy dlatego, że nie jest idealny można dziecko pozbawiać kontaktu z nim ?

      Jak widzę w dużej części postów OGRANICZANIE KONTAKÓW i zasłanianie się przez
      panie hasłem "BO DZIECKO JEST ZA MAŁE" wynika z :

      a) niechęci matki do ojca a więc i niechęci do powierzania najukochańszej
      istoty istocie najbardziej znienawidzonej (psychologicznie zrozumiałe - co nie
      znaczy, że racjonalne)

      c) uznawaniu przez kobietę swej wyższości jako opiekuna dzieci (subiektywizm
      niby zrozumiały - co nie znaczy, że nawet jeśli tak jest to druga strona nic
      nie potrafi)

      c) przedkładanie wartości, które może dać dziecku kobieta a niezrozumienie
      (lub niedocenianie) tych, które moze dać mężczyzna (a dziecko potrzebuje
      zarówno ciepła matczynej opieki jak i przygód z tatą, ma prawo do tego
      by "wziąć" od każdego z rodziców to czego drugie nie potrafi dać)

      d) nie do końca dobrze pojętej opiekuńczości a więc "czepianiu się" o każdą
      niedoskonałość lub zaniedbanie, która tak samo może zdarzyć się matce, czy tez
      w "normalnej" rodzinie uchodziłaby za rzecz błahą


      Podsumowując - rzekłbym, że nie ma dolnej granicy jeśli:

      - tata chce i (lepiej czy gorzej) potrafi opiekować się dzieckiem
      - mama zrozumie problemy wymienione wyżej w punktach a-d i potrafi sobie
      wytłumaczyć, że TAK NAPRAWDĘ barierą nie jest to "że dziecko jest za małe" ...

      • magdmaz Re: Dziękuję za odpowiedzi 13.05.05, 16:05
        Jeszcze o jednym powodzie ograniczania lub utrudniania kontaktów zapomniałaeś -
        chyba istonym. Braku zaufania. Jeśli kobieta (bo o matkach tu mowa) zawiodła
        się na ojcu dziecka aż tak poważnie, że straciła przy nim poczucie
        bezpieczeństwa (i to nie musi być alkoholik, może być zwyczajny człowiek) to
        uważam za dość racjonalne i uzasadnione psychologicznie, że boi się powierzyć
        tej osobie dzieciaka. Możemy dawać szansę drugą, dziesiątą i siedemdziesiątą
        siódmą - ale eksperymentowanie czy ryzykowanie nie wchodzi w grę, gdy chodzi o
        bezpieczeństwo czy dobro dziecka. Pewnie, że to bardzo subiektywny punkt
        widzenia, ale spróbuj się postawić w sytuacji osoby, która czuje się
        odpowiedzialna za dzieciaka - ma uwierzyć, że wyrządzona jej krzywda nie
        powtórzy się w odniesieniu do kogoś innego. To wymaga zaufania, a tego właśnie
        przede wszystkim brak, gdy związek się rozpada. Widzisz racjonalne wyjście? Bo
        mi się wydaje, że w takim przypadku trudno się dziwić, że tatuś jest "na
        cenzurowanym", że musi - przez długi czas - niejako udowadniać, że jest tego
        zaufania godny, i że każda "wpadka" - na przykład nie przyjście na spotkanie,
        podczas gdy dziecko czeka - sprzyja coraz większej rezerwie i niewierze ze
        strony matki. Dlatego sądzę, że spory procent ojców jest sam sobie winien,
        jeśli chodzi o "ograniczanie kontaktów".
        • megan58 Re: Dziękuję za odpowiedzi 16.05.05, 09:31
          Jak zwykle tata_Małolata wziął tylko to co chciał z całej dyskusji - czyli
          nic .. Bo poglądy miał wcześniej...
          I jeszcze gdzie w tym wszystkim jest dziecko???
          Nie ma. Ono nie ma zdania , nie ma praw i nie ma uczuć...
          Smutne to bo chyba o nim rozmawialiśmy .
          Ale dla taty_małolata – nie ma dziecka w tym wszystkim – jest konflikt
          dorosłych. Szkoda.
          .
    • carlafehr Re: Kiedy dziecko nie jest "za małe" ???? 13.05.05, 21:08
      W moim przypadku zależy to od stopnia niefrasobliwości ojca. Ojcicec kocha syna
      i wzajemnie, tyle że jego brak wyobraźni i opieki nad dzieckiem przyprawia mnie
      o gęsią skórkę. Nie czepiam się metod wychowawczych, chociaż nie są dokładnie
      moimi, ani wzorów zachowań, ani tego, co dziecko je będąc pod opieką ojca ani
      wspólnego sposobu spędzania czasu. Uważam, że nawet jeżeli to wszystko nie jest
      takie super jakbym chciała, to mimo wszystko nie jest źle. Może mi o tyle
      łatwo, że nasze zapatrywania w tej kwestii nie różnią się diametralnie. Czepiam
      się natomiast, gdy moje dziecko będąc pod opieką ojca:
      1. i mając 8 mcy spada z łóżka
      2. mając 2 lata niesie w ogrodzie siekierę (jest przy tym w sandałkach i
      krótkich spodenkach, na szczęście nic złego się nie dzieje)
      3. mając 3 lata wchodzi na wysoką drabinę prawie na czubek drzewa, ojciec nawet
      o tym nie wie
      4. mając 4 lata śpi na plaży w trzydiestoparostopniowym upale bez picia (bo się
      skończyło, ale to żaden powód, żeby np zejść wcześniej z plaży) i wraca do domu
      z porażeniem słonecznym i prawie 40 stopniową gorączką a ojciec nawet tego nie
      zauważa
      5. lub gdy jego 8 letnia córka z poprzedniego związku ma pozwolenie na
      niestrzeżonej plaży przy wiejącej w oddali czerwonej fladze i dość znacznych
      falach wchodzić bez opieki do morza po pachy, podczas gdy ojciec smacznie śpi
      na piasku z kapeluszem na twarzy.

      No nie wiem, czy ja przewrażliwiona jestem, ale w moim przypadku trudno mi
      przewidzieć, kiedy moje dziecko nie będzie już "za małe". Na zwykłe wizyty może
      wtedy, gdy będę je już puszczać samego na podwórko (czyli pewnie wtedy, gdy
      zacznie chodzić do szkoły), czyli wtedy gdy uznam, że moje dziecko jest w
      stanie samo w miarę zadbać o swoje bezpieczeństwo. Na wyjazdy wakacyjne - nie
      mam pojęcia kiedy.
      Od incydentu z porażeniem słonecznym nie puszczam zatem (z wyjątkiem świąt)
      syna z wizytami do ojca. Natomiast ojciec może kiedy chce i ile chce odwiedzć
      syna u nas. Nie siedzę przy tym im na głowie, mieszkamy w domku z ogrodem, w
      niedzielę jada z nami nawet obiady, mogą wychodzić gdzie chcą. Różnica dla mnie
      między odwiedzinami ojca u syna a wizytami syna u ojca polega na tym, że u nas
      ojciec siuę synem zajmuje. U siebie ojciec zajmuje się najczęściej czym innym,
      a dziecko biega samopas.
Pełna wersja