samodzielna z wyboru, co wy na to?

19.05.05, 03:21
chciałabym miec dziecko, ale nie męża (rozwódka), mam dosyć małżeństwa, może
kiedys kiedy znajde tego. Ale boje się, że bedzie za ciężko. A po za tym jak
znalezc tate - invitro?
    • maja45 Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 19.05.05, 10:14
      Może lepiej kup sobie kanarka?
      Dziecko w równym stopniu potrzebuje mamy i taty.Świadome odbieranie mu tego to
      czysty egoizm.
      M.
      • leeya Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 19.05.05, 10:35
        Zaraz, zaraz... Dlaczego czysty egoizm? Nie uwazam taksmile Przypuscmy, ze kobieta
        ma 35 lat lub ponad (cyk cyk - zegar biologiczny daje o sobie znac).
        Partner/maz nie chcial miec dzieci. Teraz jest sama, po rozwodzie. To co, ma
        wskakiwac do lozka pierwszemu lepszemu facetowi i robic sobie dziecko??
        Bezsens. Nie popieram "robienia sobie" dziecka jako takiego, tez uwazam, ze
        dziecko powinno miec pelna rodzine, ale przeciez dziwne jest zycie i czasem tak
        ma pogmatwane sciezki, ze nie mozna nazywac egoista kogos, kto bardzo pragnie
        miec dziecko. Widzisz, perspektywa samotnego zycia na starosc jest straszna...
        My mamy szczescie majac dzieci. Ta dziewczyna nie ma tego szczescia....

        A co do Ciebie, Droga Autorko Watku (zapomnilam jaki masz nicksmile ) to... Moze
        poczekaj jeszcze troche? Moze niedlugo spotkasz tego jednego jedynego?? Nie ma
        co tak szybko podejmowac decyzjismile A jakby co, to polecam przechodnie "invicta"
        z placowkami w calym kraju. Tam dostaniesz info na ten temat, lacznie z
        aspektami prawnymi.

        Leeya
        • maja45 Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 19.05.05, 11:04
          Nie zmienia to jednak faktu,ze chce mieć dziecko myślac WYŁACZNiE o sobie i o
          swoich potrzebach, a nie o dziecku i jego potrzebach.
          Skoro autorka zraziła sie do małzeństwa, to moze żyć w związku nieformalnym.
          Skoro jednak zraziła się ogólnie do facetów, to ma jakiś problem i najpierw
          powinna go rozwiązac.Pózniej być może znajdzie kogoś, kto będzie chciał być
          dobrym partnerem dla niej i dobrym ojcem dla dzieciaczka.
          M.
          • czekolada72 Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 19.05.05, 11:54
            Maju45 a jezeli dziewczyna sie zrazila do facetow i boi sie, ze z kolejnym
            partnerem tez sie nie ulozy? Dziecko potrzebuje mamy i taty, fajnie, tylko w
            takim razie jakim cudem istnieje to forum? Chyba lepiej swiadomie zdecydowac
            sie na samotne macierzynstwo, majac mozliosc zapewnienia "zaplecza" rodzinnego,
            stabilizacji finansowej niz zwiazanie sie z facetem , bo dziecko musi miec mame
            i tate. Podobno zwiazek na sile utrzymywany dla dobra dziecka - nie jest dobry?
            A tatus, ktory ma prawa, ale zero obowiazkow, za to lubi mieszac - to taki
            swiertny uklad? A kto powiedzial, ze jak urodzi dziecko to za rok, dwa, trzy
            nie trafi na faceta, ktory bedzie w pelni kochal i akceptowal ja i dziecko i
            beda zyli dluuuugo i szczesliwie? Zdaje sie, ze ina tym forum sa takie
            dziewczyny?
            • okruszek100 Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 23.05.05, 23:27
              czekolada, popieram Cie w 100%smile
          • matulu Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 19.05.05, 16:32
            > ze chce mieć dziecko myślac WYŁACZNiE o sobie i o
            > swoich potrzebach, a nie o dziecku i jego potrzebach.

            halo halo. jako matka chce powiedziec ze - jesli kobieta ma potrzebe miec
            dziecko to znaczy ze calkiem egoistzcynie CHCE SOBIE kogos tulic karmic i
            piescic - i WIEM ze to sa wlasnie potrzeby dziecka- na poczatku- a on jest
            najwazniejszy!!!!

            > Skoro autorka zraziła sie do małzeństwa, to moze żyć w związku nieformalnym.
            > Skoro jednak zraziła się ogólnie do facetów, to ma jakiś problem i najpierw
            > powinna go rozwiązac.

            halo halo! czy uwazasz ze wszystkie kobiety i malzenstwa ktore maja dzieci nie
            maja problemow? nie masz pojecia kto i w jakich warunkach ma dzieci, jakos
            jeszcze nie bylo ograniczen prawa do rodzicielstwa chyba ze za Hitlera, wiec nie
            mow ze ktos MUSI sobie cos rozwiazac zeby mu wolno bylo miec dziecko! kazda
            kobieta sobie moze urodzic i to jest jej dziecko i jesli nie ma meza ani
            kandydata na ojca ktorego by ona chciala uznac to jest to tylko jej dziecko w
            swietle prawa w tym kraju a ze panstwo nasze kochane pozwoli jej potem zdechnac
            z tym dzieckiem z glodu to jest inna sprawa

            >Pózniej być może znajdzie kogoś, kto będzie chciał być
            > dobrym partnerem dla niej i dobrym ojcem dla dzieciaczka.

            ach bedzie chcial jak mu sie bedzie chcialo? a ja proponuje poszukac kogos kto
            po prostu bedzie dojrzalym, odpowiedzialnym i dobrym czlowiekiem. ale cos czuje
            ze AZ TYLE OD FACETA WYMAGAC NIE MOZNA wink))))))

            > M.
    • 18lipcowa Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 19.05.05, 12:03
      a po co od razu invitro ?
      Idź do pubu w odpowiednim dniu cyklu, wyrwij faceta który byłby dobrym dawcą
      genów, spędź z nim noc, zajdź w ciążę nie podawaj żadnych namarów i tyle.
      • mijaczek Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 21.05.05, 20:23
        18lipcowa napisała:

        > a po co od razu invitro ?
        > Idź do pubu w odpowiednim dniu cyklu, wyrwij faceta który byłby dobrym dawcą
        > genów, spędź z nim noc, zajdź w ciążę nie podawaj żadnych namarów i tyle.
        >
        >
        Ales dowalila rada lipiec... ty jak cos powiesz to nie wiadomo czy sie smiac czy
        plakac...
        No, ale to chyba twoje metody na dorazne zaspokojenie twojego poteznego
        potencjalu i popedu... haha...
        Ciekawa jestem ile razy sobie tak facetow na noc montowalas i ile syfow zlapalas...
        dobre...
    • lacrossa Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 19.05.05, 12:55
      Jestem mamusią sześciomiesięcznej dziewuszki. Po rozwodzie usilnie szukałam
      możliwości zajścia w ciążę bez wikłania się w jakąkolwiek relację z przyszłym
      Tatą. Szuakałam po polskich i angielskich klinikach bezpłodności przez kilka
      miesięcy i nieoczkiwanie po jednej małej imprezie okazało się że jestem w
      ciąży..... KTOŚ TAM NA GÓRZE NADE MNĄ NA PEWNO CZUWAŁ. Zachowałam się uczciwie
      i powiedziałam o ciąży ojcu mojej córeczki, nie nalegał i nie nalega na
      ojcostwo. A ja jestem najszczęśliwszą osobą na świecie , szczerze mówiąc myślę
      już o drugiej pocieszce i w dalszym ciągu nie myślę o związku. Z mojego punktu
      widzenia jeżeli masz ochotę na taki model życia to życzę ci wielu radości i
      szczęścia i oparcia w najbliższej rodzinie i wśród przyjaciół to ważne.
      Gosia & Tosia
    • matulu Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 19.05.05, 16:12
      no niestety tak to natura wymyslila ze zeby bylo to trzecie najpierw musi byc
      dwoje, mit w ktory ja ciagle chce wierzyc to wlasnie taki model, wiec moze
      zacznij od znalezienia faceta pod katen kandydata na ojca czyli dobry silny
      opiekunczy i delikatny co to i przewinie i rodzine utrzymawink czyli juz b
      dokladnie wiesz kogo szukasz. a czy takich typkow nie mia? moze sprawdz na eTatawink
      • czekolada72 Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 19.05.05, 18:34
        matulu napisała:

        > zacznij od znalezienia faceta pod katen kandydata na ojca czyli dobry silny
        > opiekunczy i delikatny co to i przewinie i rodzine utrzymawink

        taaa ja takiego znalazlam, teraz zas znalazlam to forum a tatus mojego dziecka
        utrzymuje nowa rodzine, i przewija nowe dziecko

        A najbardziej to wkurzaja mnie teksty poszukaj sobie , znajdz itp - znaczy co -
        wyjdz na ulice z transparentem??
        • matulu Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 22.05.05, 18:30
          > > zacznij od znalezienia faceta pod katen kandydata na ojca czyli dobry sil
          > ny
          > > opiekunczy i delikatny co to i przewinie i rodzine utrzymawink
          >
          > taaa ja takiego znalazlam, teraz zas znalazlam to forum a tatus mojego dziecka
          > utrzymuje nowa rodzine, i przewija nowe dziecko
          >
          no jest jeszcz 4. wymiar - czas, ludzie sie zmieniaja, na tym polega ich rozwoj
          oby chcieli na lepsze...

          > A najbardziej to wkurzaja mnie teksty poszukaj sobie , znajdz itp - znaczy co -
          >
          > wyjdz na ulice z transparentem??
          >
          napisalam to cynicznie, zartobliwiewink przeciez nie ma takichwink no ale "szukajcie
          a znajdziecie" wink moze jednak jakis transparent, jakies nastwienie, przeciez jak
          ktos jest sam to jakos odruchowo szuka, ale moze zawsze trafiac na wadliwy
          modelwink wiec moze warto patrzec bardziej krytycznie! tak, chyba o to mi
          chodzilo, no moze wyszla mi jakas figura tekstowawink sorry na prawde nie namaiwam
          kobiet do szukania facetow na sile.
    • aqua696 Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 20.05.05, 01:53
      A dziecko z domu dzecka czy nie mozesz go obdazyc miloscia??
      • kini_m Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 20.05.05, 03:25
        Matulu
        > kogos tulic karmic i
        > piescic - i WIEM ze to sa wlasnie potrzeby dziecka
        No nie! Dziecko już w wieku ok.3 lat szuka pierwszej niezależności i
        samodzielności. Więc ktoś kto chce miec przytulankę albo sie sam przejedzie
        albo zacznie krzywdzic dziecko.

        > kazda kobieta sobie moze urodzic i to jest tylko jej dziecko
        Egoizm najczystszej postaci. "SOBIE, SWÓJ, SIEBIE" itd.
        W ten sposób podmiotowość dziecka staje sie tylko pustym frazesem.
        Mnie z tego wyleczył ginekolog, gdy pierwszy raz zobaczyłem malutkę na ekraniku:
        "Nie proszę pana, to nie jest pańskie. To jest samodzielny człowiek."
        (Matki dziecka niestety nie wyleczył i rozbiła rodzinę oraz odebrała dziecku
        ojca. Bo to JEJ dziecko.)

        > no niestety tak to natura wymyslila ze zeby bylo to trzecie najpierw musi byc
        > dwoje, mit w ktory ja ciagle chce wierzyc to wlasnie taki model
        Zgoda. Kto chce przerabiać naturę - zazwyczaj nie zdaje sobie sprawy z
        późniejszych skutków działań.

        Dom dziecka - chyba dobry pomysł. Jeśli są już sieroty, to po co rodzić kolejne
        półsieroty.

        Leeya
        > Przypuscmy, ze kobieta ma 35 lat lub ponad
        > cyk cyk - zegar biologiczny daje o sobie znac.
        No, w końcu zaczynasz usprawiedliwiać podstawy biologiczne jako główny czynnik
        postępowania.
        Cieszę(?), bo to czyni wszelkie skoki w bok mężczyzn usprawiedliwionymi.
        • pelaga Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 20.05.05, 07:53
          > Cieszę(?), bo to czyni wszelkie skoki w bok mężczyzn usprawiedliwionymi.

          Coz za zyciowa MUNDROSC. Jak masz wybujale libido, to nie oskarzaj zony, ze
          malzenstwo rozwalila. Swietne porownanie - instynktu macierzynskiego do
          pieprzenia na boku, typowo meskie.
          Rzygac sie chce czytajac twoje posty.
        • leeya Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 20.05.05, 08:02
          kini_m napisał:

          > Dom dziecka - chyba dobry pomysł. Jeśli są już sieroty, to po co rodzić
          kolejne
          >
          > półsieroty.
          ---------------------
          Chyba, ze jako wolantariusz sie tam zatrudni. Poznaj troche prawo Kini_m, jak
          napisalam wczesniej, w polskim prawie nie ma takiej opcji, aby samotna osoba
          mogla zaadoptowac dziecko.


          > Leeya
          > > Przypuscmy, ze kobieta ma 35 lat lub ponad
          > > cyk cyk - zegar biologiczny daje o sobie znac.
          > No, w końcu zaczynasz usprawiedliwiać podstawy biologiczne jako główny
          czynnik
          > postępowania.
          > Cieszę(?), bo to czyni wszelkie skoki w bok mężczyzn usprawiedliwionymi.
          ---------------------------------
          Taaaa.... Puknij sie w glowe choc to i tak nie pomoze (cytat jednej z
          sygnaturek)

          Leeya
          • maja45 Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 20.05.05, 16:49
            Oczywiście,ze jest taka opcja!!!
            Poczytaj sobie na forum Adopcje.
            M.
            • leeya Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 20.05.05, 17:57
              Alez z mila checia, chociaz te akurat sprawe znam od podszewki i jeszcze
              dokladniej. Sama staralam sie o adopcje dziecka.

              Leeya
          • kini_m Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 21.05.05, 00:06
            aaaa... Pelaga i Leeya
            Raz juz ten temat ruszałem. Dziś przypomnę go po imieniu - psychologia
            ewolucyjna.
            Troche to poruszyłem na wątku "Czy Miłość naprawde wszystko tłumaczy??".
            Ostatnio tez zahaczono o tą tematykę na portalu Gazeta.pl > eDziecko > Rodzice
            > Dylematy pod adresem kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,55003,2713147.html.
            Można się napawać jakie to macierzyństwo (i ojcostwo) to idealne stany, itp.
            A tak naprawdę oba te stany wyrastają z tego samego źródła:
            "najsilniejszym, choć niekoniecznie świadomym, pragnieniem człowieka jest
            przekazanie potomności własnych genów." (Proszę zajrzec pod przytoczone
            fragmenty i odpuścić pukanie w czoło, a zacząć czytać i być świadomym.)
            Tutaj te same pierwotne motywy człowieka pojawiły się w innym fragmencie:
            biologiczny zegar (pragnienie potomności).
            I dokładnie ta sama motywacja występuje w (i tu cytat z przytoczonej
            strony) "Dlatego [...] mężczyzna dążył do płodzenia jak największej liczby
            dzieci, choćby z różnymi partnerkami."
            Więc: pragnienie potomności kobiety i skok w bok mężczyzny - to dokładnie ten
            sam zbiór zachowań.
            Przepraszam że nie mówię językiem jak z Harlequinów (tak to się pisze?), troche
            brutalnym językiem - ale takie są w nas podstawy.
            Pozdrawaiam
            Kini_m
            • kini_m Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 21.05.05, 00:42
              może teraz poprawnie wejdzie ten adres
              kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,55003,2713147.html
              • griffon Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 21.05.05, 11:50
                Każde dziecko potrzebuje obojga rodziców, pozbawianie go prawa do ojca jeszcze przed narodzeniem jest delikatnie mówiąc chore. Faceci też mają uczucia nie jesteśmy tylko dostarczycielami nasienia.
                • leeya Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 21.05.05, 12:00
                  Bravo grifciu!!! Umiesz ty ze zrozumieniem czytac!!

                  Autorka rozpatruje sprawe zaplodnienia in vitro. W tym przypadku, jakbys nie
                  wiedzial, mamy do czynienia ze sperma a nie z facetem. Bo facet jakistam juz
                  SPRZEDAL sperme i dalsze jej losy go nie obchodza.

                  Leeya

                  PS. z zasady nie czytam wypocin kini_m bo sa dla mnie za dlugie i szkoda mi
                  czasu i cierpliwosci, wiec nie wiem, co on tam napisal. Jeseli odnosisz sie do
                  jego literek to inna bajka. Jednak autorka watku nie rozpatruje przypadkowego
                  sexu prokreacyjnego a jedynie sztuczne zaplodnienie.
                  • griffon Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 21.05.05, 14:40
                    Nie zmienia to faktu że dziecko bedzię pół sierotą.
                • kropla113 Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 29.05.05, 18:07
                  "Faceci też mają uczucia nie jesteśmy tylko dostarczycielami nasienia."

                  a jednak pozwole się z Tobą nie zgodzić.
                  Jak pokazuje życie i to forum również - bardzo często jesteście li tylko
                  dawcami spermy.
        • matulu Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 22.05.05, 18:21
          kini_m napisał:

          > Matulu
          > > kogos tulic karmic i
          > > piescic - i WIEM ze to sa wlasnie potrzeby dziecka
          > No nie! Dziecko już w wieku ok.3 lat szuka pierwszej niezależności i
          > samodzielności.

          no mialam na mysli okres zycia dziecka przed 3 rokiem czyli tak raczej zaraz po
          urodzeniuwink

          >Więc ktoś kto chce miec przytulankę albo sie sam przejedzie
          > albo zacznie krzywdzic dziecko.
          >
          a czy Ty w ogole jestes mama? czy jestes taka mama co to zostawaia w lozeczku
          zeby sie wyplakalo i NIE PRZYTULA zeby nie skrzywdzic- no to niestety
          krzywdzisz....

          > > kazda kobieta sobie moze urodzic i to jest tylko jej dziecko
          > Egoizm najczystszej postaci. "SOBIE, SWÓJ, SIEBIE" itd.
          > W ten sposób podmiotowość dziecka staje sie tylko pustym frazesem.

          przedmiotowosc dziecka???? czyli dziecko jest przedmiotem? cos Ci sie juz
          zupelnie....

          > Mnie z tego wyleczył ginekolog,

          o to musiala byc powazna chorobawink

          >gdy pierwszy raz zobaczyłem malutkę na ekraniku
          > :
          > "Nie proszę pana, to nie jest pańskie. To jest samodzielny człowiek."
          > (Matki dziecka niestety nie wyleczył i rozbiła rodzinę oraz odebrała dziecku
          > ojca. Bo to JEJ dziecko.)
          >
          a sorry juz wiem ze nie jestes matkawink no coz przykro mi z powodu Twojej
          rodziny, taka jest prawda matka jest matka i dziecko jest jej, niestety nie
          jestem facetem ani ojcem wiec nie zrozumiem, moge powiedziec jedno- ojciec
          mojego dziecka zostawil mnie kiedy bylam w ciazy w dosc paskudny spsob. Bolalo!
          Chialam usunac - zyczyl mi powodzenia i nawet chcial pozyczyc pieniadze, potem
          jednak stwierdzil ze nie mawink Ale postanowilam byc ponad to i wybaczyc mu
          wlasnie ze wzgledu na to jak pozniej cierpialby wiedzac ze gdzies jest jego
          dziecko ktore moze go nawet nie zna. Teraz probujemy byc razem ale nie jestem
          pewna czy nie jest za pozno... I wcale nie jestem pewna czy osbno nie byloby nam
          lepiej.

          > > no niestety tak to natura wymyslila ze zeby bylo to trzecie najpierw musi
          > byc
          > > dwoje, mit w ktory ja ciagle chce wierzyc to wlasnie taki model
          > Zgoda. Kto chce przerabiać naturę - zazwyczaj nie zdaje sobie sprawy z
          > późniejszych skutków działań.
          >
          > Dom dziecka - chyba dobry pomysł. Jeśli są już sieroty, to po co rodzić kolejne
          >
          > półsieroty.
          >
          w pozornie pelnych rodzinach tez moga byc polsieroty, kiedy ojciec sie nie
          sprawdza.

          > Leeya
          > > Przypuscmy, ze kobieta ma 35 lat lub ponad
          > > cyk cyk - zegar biologiczny daje o sobie znac.
          > No, w końcu zaczynasz usprawiedliwiać podstawy biologiczne jako główny czynnik
          > postępowania.
          > Cieszę(?), bo to czyni wszelkie skoki w bok mężczyzn usprawiedliwionymi.
          czyli czujesz sie osobiscie usprawiedliwiony? No to kto wie ile w ogole masz
          dzieciwink
          • kini_m Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 23.05.05, 20:40
            matulu napisała:
            > a czy Ty w ogole jestes mama? czy jestes taka mama co to zostawaia w lozeczku
            > zeby sie wyplakalo i NIE PRZYTULA zeby nie skrzywdzic- no to niestety
            > krzywdzisz....
            Zawsze byłem na każde żądanie przy dziecku, każde oczakiwanie zaabsorbowania
            uwagi przez córkę - nawet jeśli przynosiłem pracę do domu, to przerywałem gdy
            córka chciała aby na nia zwrócić uwagę. A matka na odwrót - była nieraz głucha
            gdy córka wołała, a gdy była zmęczona to jeszcze uważała że ma np prawo dziecko
            zepchnąć z kanapy. Gdy matka miała swoja pracę w domu - strałem się jak mogłem
            zaabsorbować córkę wspólna zabawą aby jej matka mogła spokojnei popracować.

            > taka jest prawda matka jest matka i dziecko jest jej,
            Potraktuję to jako spojrzenie przez pryzmat osobistych doświadczeń.
            Bo oczywiscie za szkodliwe uważam taka postawę. Szkodliwą ostatecznie dla
            dziecka. (Postawa uzurpatorsko-monopolistyczna, co prowadzi do despotyzmu
            rodzinnego. Przerabiam to właśnie obecnie z matką mojej córki.)

            > Teraz probujemy byc razem ale nie jestem
            > pewna czy nie jest za pozno... I wcale nie jestem pewna czy osbno nie byloby
            > nam lepiej.
            Podziwiam. Gratuluję podjętej próby.
            Za późno jest dopiero w jednym momencie - gdy jednego nie ma juz na śweicie.
            Do tego momentu warto próbować (czyli zawsze).
            Dziecku (i nikomu) nieba się nie uczyni na ziemi. Jakąś ilość konfliktów wręcz
            musi podejrzeć aby "ugryźć" ten problem.
            Więc czy nie byłoby lepiej osobno? - Uważam że we wielu sytuacjach możnaby
            znacznie więcej (dłużej) próbować niz to się czyni.
            Pozdrawiam
            Kini_m
      • leeya Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 20.05.05, 08:00
        Aqua,

        Mozna i owszem, ale polskie prawo dyskwalifikuje samotne osoby przy procesie
        adopcji. Co dla mnie jest glupota totalna.

        Leeya
    • butik6 Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 20.05.05, 15:09
      Dzieki za odpowiedzi te za i przeciw. To są trudne tematy, zycie jest trudne i
      zawiłe. Odpowiedzi nie są proste. Adopcja tez pomysł (nie mieszkam w Polsce).
      Pozdrawiam.
      • matulu Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 22.05.05, 18:39
        butik6 napisała:

        > Dzieki za odpowiedzi te za i przeciw. To są trudne tematy, zycie jest trudne i
        > zawiłe. Odpowiedzi nie są proste. Adopcja tez pomysł (nie mieszkam w Polsce).
        to mozw tak od razuwink to roche zmienia postac wink jesli nie mieszkasz w polsce to
        jako samotna matka nie bedziesz przymierac glodem, to od razu lepiejwink koncze bo
        maly mi sde dobiera do klawiszywink
        > Pozdrawiam.
        tez
    • okruszek100 Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 23.05.05, 23:44
      moim zdaniem to nie jest tak,ze " liczy sie sztuka" czyli mama i tata,
      obojetnie jacy, byle tylko byli..Oczywiście wiadomo,ze najlepiej jak dziecko ma
      KOCHAJACYCH OBOJE RODZICÓW.Ale jak ma mieć oboje tylko,zeby mieć to
      dzięki.Jeśli ktoś się świadomie decyduje na samotne macierzyństwo to, jak
      wierzę- wie na jaki trud się porywa.A zatem- musi CHYBAsmile kochać to dziecko,bo
      inaczej by się nie porywał, po prostu.Czyli powinno być ok bo taka osoba ma
      świadomość, jak sądzę, żeby stworzyc dziecku warunki do obcowania z jakimś
      NORMALNYM wzorem faceta- fajny wujek, kuzyn albo brat na pewno moga sie tu
      przyczynić.Jasne, że nic nie zastąpi ojca ale..bywają też ojcowie,po których
      trzeba lat pracy terapeutycznej.Wobec czego podsumowujac uważam,że jak ktoś się
      decyduje świadomie to w podtekście chciałby zrobić wszystko,żeby dziecku nieba
      przychylić...Tak jak jasmile
      • butik6 Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 24.05.05, 00:32
        dokładnie okruszek, tak myslę. Jestem swiadoma egoizmu i trudnosci jakie to
        niesie. Ja sama byłam wychowana w rodzinie, gdzie nie było super miłosci.
        Jestem bardziej swiadoma problemów. Jeszcze nie teraz, ale może jedengo dnia
        jesli nic sie nie zmieni, może wezme pod uwagę taka mozliwosć. Jednak mam na
        uwadze, że dziecko potrzebuje obu rodziców.
        • kini_m Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 26.05.05, 04:43
          Okruszku niby to szczytne co piszesz, ale wg mnie nierealne bo:
          - ojca nikt nie zastapi (wujek, starszy brat, dziadek, itp) bo postać ojca jest
          postacią trwałą w społeczeństwie i dziecko będzię sie do niej odwoływało,
          porównywało swoja sytuację z kolegami, koleżankami.
          - Przykłady problematyki zastąpienia ojca przez kogoś innego mamy tu na forum,
          chocby ostatnie wątki: "Wiecie co? Doła mam" oraz "Życie sad(".
          Z tego względu osobiscie uważam że nieraz nawet ojciec łajdak jest lepszy niz
          żaden, bo to co dla żony-partnerki jest łajdactwem - to dla dziecka jest
          drugorzędne.
          - Dużą częścią rozpadu rodzin są okoliczności psychiczne wyniesione z domów:
          nieumiejętność podejmowania problemów, a nie wcale aktualny stan związków.
          (Problemy są jak wszędzie, tylko że często się ucieka od ich rozwiązywania i to
          dopiero nakręca rozpad rodzin. Tak było w moim związku, gdzie exia niemal w
          ogóle nie umiała rozmawiać o problemach, to co trudne musiałem nader często
          czytać z jej milczenia, natomiast agresywne zachowanie wychodziło jej bez
          zahamowań.)

          > jak ktoś się decyduje świadomie to w podtekście chciałby zrobić
          > wszystko,żeby dziecku nieba przychylić...Tak jak jasmile
          Pytanie: czyjego nieba?
          Czy to co dla Ciebie (mnie, i każdego z osobna) jest niebem - czy to samo jest
          niebem dla dziecka?
          Z tego względu czynienie nieba na ziemi przez jednych często kończy sie piekłem
          dla drugich.
          To jest oczywistość, najłatwiej widoczna w relacjach: rodzic - dorastające
          dziecko. W każdym konflikcie, każda ze stron chce czynić to co słuszne, czynić
          niebo.

          > Jeśli ktoś się świadomie decyduje na samotne macierzyństwo to, jak
          > wierzę- wie na jaki trud się porywa.A zatem- musi CHYBAsmile kochać to
          > dziecko,bo inaczej by się nie porywał
          Jeśli nie ma dziecka (osoby), to nie może być miłości (do niego). Więc co to
          jest? To jest: potrzeba (a nie uczucie) pierwotna posiadania potomstwa, którą
          ma każdy normalny człowiek. Czemu to zauważam? Bo po urodzeniu dziecka ta
          potrzeba musi mądrze ewoluować. Jeśli sie tych kwesti nie zrozumie to mozna
          stanąć w jednym miejscu z rozwojem i mozna kogos skrzywdzić. Podobnie: jeśli w
          związku początkowe zakochanie, zauroczenie nie będzie ewoluowało w te prawdziwą
          miłość to związek się rozpadnie.

          Rodzinę niepełną traktowałbym w kategori: mniejszego zła (a nie: dobra).
          To mniejsze zło od rodziny w której życie jest piekłem (tylko że często ludzie
          piekłem nazywają dość powszechne problemy, lub sami zwalają przez siebie
          czynione problemy na drugich - co było moją sytuacją.)
          To także mniejsze zło od braku rodziny - więc tu jak najbardziej słuszna jest
          adopcja.
          (Ale -z powodów o których na początku- rozumiem też dyskryminację singli w
          stosunku do par rodziców, o ile sytuacje są wybory w pojedynczej sytuacji i nie
          przeciąga to zbyt długo dla dziecka tego procesu.)
          Pozdrawiam, Kini_m
          • okruszek100 Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 27.05.05, 02:06
            nadal uwazam,że ważniejsza od sztuki jest jakość.Mój tata był i co z tego skoro
            musialam go nieraz zbierać zalanego spod bloku,żeby trafił do domu.I uwierz mi-
            problemy mozna miec także posiadając oboje rodziców o czym swiadczą choćby
            takie miejsca jak DDA ( dorosle dzieci alkoholików) Mnóstwo tam dorosłych
            ludzi, którzy chodzą na terapię właśnie dlatego,ze mieli oboje rodziców...
            Wiem,że to są skrajne pzypadki.Ale nadal twierdzę,ze nie upierałabym się przy
            obojgu ZA WSZELKĄ CENĘ.Poza tym zawodowo mam tez do czynienia z ofiarami
            przemocy w rodzinie więc mam zdanie w tej sprawie.Nadal twierdzę, że liczy
            sie jakość kontaktu a nie kurczowe trzymanie sie czegokolwiek.
            Zgadzam sie natomiast co do tego,że niebo znaczy dla każdego co
            innego.Zweryfikuję to na pewno,zeby rozbieżność między tym co sama za niebo
            uważam a tym co za to będzie uważać moje dziecko była jak najmniejszasmile
            PS: Tak, fajnie jest miec oboje rodziców. NORMALNYCH...Bo jak dzieciaki
            uciekaja po nocy na boso z domu to nie wiem,czy aż tak super fajnie.
            Natomiast co do roli wujkow , kuzynów i innych takich uważam,że ich rola jest
            ważna.Choćby po to, by pokazac dziecku męski świat.Może jakies wyprawy na
            dziko, może noc w lesie, moze ryby, grzyby itd...Rozumiesz- po prostu kawał
            męskiego kinasmile Fajnie jak dziecko ma to z kim przerobić i tyle.I nie chodzi tu
            o zastępowanie ojca, raczej o cześciowe przejęcie jego zadań - pokazanie świata
            z innej perspektywy.Męskiej.
            • kini_m Re: eh, znowu tasiemiec... 29.05.05, 17:45
              Nie jestem spacjalistą. Ale po rozpadzie mojej rodziny z panią, która wyszła
              właśnie z domu alkoholowego też posiadam jakieś własne wnioski, zwłaszcza pod
              kątem dziecka. Bo skutki tego odczuliśmy wszyscy z bliska (córeczka, ja, pani).
              Wiem że niektóre z poniżych ujęć już sie spotkały z dezaprobatą, ale myślę że:
              1. Wiekszym problemem jest to czego się w domu alkoholowym nie dostanie
              (wsparcia, akceptacji, zaspokojenia emocjonalnego - bo rodzic był zbyt często
              pijany aby tym obdarzyć dziecko). Niezaspokojenie tych braków w młodości jest
              bardzo dużym czynnikiem kształtującym później nieprawidłowość relacji. A
              właściwie pożądanie zaspokojenia tych braków.
              Dotarło to do mnie dopiero po rozstaniu, że miłość jakiej potrzebowała exia to
              miłość ojcowska (której nie dostała wystarczającej ilości) a nie miłość
              partnerska. Chyba w ta partnerska relacja nie miała szansy się prawidłowo
              rozwinąć.
              Spostrzegłem to gdy zestawiłem z naszych różnych problematycznych sytuacji te
              którym towarzyszyła agresja exi i te którym nie towarzyszyła agresja exi.
              Wyszło mianowicie, że jej agresji nie wywoływały problemy w których
              zachowywałem sie identycznie jak jej ojciec: niewymagając dyskusji, nie
              stawiając oczekiwań, akceptując wszystko bez większego zaangażowania
              emocjonalnego, nie oczekując wzajemności.
              Natomiast myślę że drugorzędną rolę ma to, co dziecko zbyt wiele negatywnego
              zobaczy (zataczający się rodzic, wnoszenie go po schodach).
              Widzę to zwłaszcza po przeczytaniu wątku: "Wiecie co? Doła mam." Widać tam
              słabość "oferty" samotnego rodzica (nawet najlepszego rodzica).
              W tym aspekcie zaspokojenia emocjonalnego myślę że samotny rodzic niestety nie
              daje lepszej oferty dziecku (z zastrz. pkt 3,4 poniżej).
              Więc niezaspokojenie psychiczne uważam za znacznie silniejszą siłę psychiczną
              niż samo obcowanie ze zjawiskami patologicznymi.
              2. Gdy widzę dzieci uczestniczek boleśnie przeżywające brak ojców z wątków
              (ostatnie 4 przykłady):
              "moje dziecko juz placi za swoich rodzicow...sad"
              "co mówić dziecku? jak tłumaczyć?"
              "moje dziecko chce do taty"
              "Ojciec nie widział dziecka od 1,5 roku sad ...Ojciec nie widział dziecka od 1,5
              roku sad ..."
              To osobiście wątpię (choć sam nie znam) czy trudność dziecka alkoholowego jest
              wieksza od bólu tych dzieci tutaj.
              Taką samą sytuację przeżywa obecnie moja córka (exia jest na to głucha).
              Jeśli miałbym wybór to zgodziłbym się na życie z alkoholikiem, żeby oszczędzić
              własnemu dziecku takiego bólu jak tych dzieci tu opisanych. Takiego wyboru bym
              dokonał z powodu o czym w kolejnym punkcie (+ zastrz. pkt 4).
              3. Związek dopóki trwa doputy można go naprawiać, gdy się go zakończy odcina
              się wszelkie możliwe drogi naprawy związku. (Chodzi np. o
              wspieranie/współudział w terapi.)
              Swoje w związku się starałem: od podejmowania rozmów nt wspólnych różnic co nam
              nie wychodzi i planowanie ich pokonywania, poprzez poprawianie własnych wad i
              tych codziennych i tych okazjonalnych, aż do korzystania z pomocy psychologa
              (nie udało nam sie od razu trafić na terapię małżeńską). W wielu związkach
              nawet tego pierwszego się nie robi, tylko obie strony ratują sytuację każde po
              swojemu, rozmijając się w skuteczności działań.
              Niestety ja pominąłem właśnie czynnik wychowania w domu alkoholowym (nie znałem
              wtedy tego) - i te strania nie trafiały w sedno problemu. Dziś wiem że było
              potrzebne inne moje ustawienie (zwł. uwzględnianie rodziców exi - bo tamte
              relacje się "nie dopełniły").
              W dzisiejszych czasach starania o naprawę związku z alkoholizmem mają przecież
              coraz większe szanse. Skuteczność terapi dla alkoholików sięga 30% (20 lat temu
              leczenie miało skutecność niecale 10%). Więc jeśli jest szansa to szkoda z niej
              nie skorzystać.
              4. To co wymieniłem powyżej (nierozbijanie dziecku rodziny, naprawianie
              związku) wg mnie można realizować przy alkoholizmie "nieagresywnym." Gdy
              alkoholik nie zagraża bezpośrednio bezpieczeństwu rodziny w sposób "ostry"
              (często alkoholicy to dość bierni ludzie, o ucieczkowej naturze, ja trafiłem na
              takiego teścia). W przypadku gdy alkoholik jest agresywną osobą - to faktycznie
              nie ma co czekać. Zgadzam się że w sytuacji gdy dzieci są zmuszone uciekać po
              nocy boso z domu - potrzeba zdecydowanych działań zardaczych, i to bardziej dla
              bezpieczeństwa psychicznego niż fizycznego. (Psychika tu zawsze cierpi bardziej
              trwalej niż strona fizyczna.)
              5. Nie zawsze też rozwiązanie problemu alkoholowego jest rozwiązaniem problemów
              rodziny. U mojej exi mimo iż teść (bierna osobowość alkoholowa) od dawna już
              nie pije, to teściowa nadal niszczy psychicznie rodzinę (despotyczna osoba,
              przemocowiec) i walnie przyczyniła się do rozbicia mojej rodziny, np za moimi
              plecami atakowała moją osobę w rozmowach z exią (sama teściowa to wygadała).
              Teściowa miała awersję do mnie od początku znajomości - bo "odbierałem" jej
              wpływ na córkę (dla niej to bylo nienormalne). Więc o ile moja exia jest DDA,
              to ta część jej (i jej rodziny) współwiny za rozpad naszej rodziny nie da się
              wyłącznie zgonić na skutki problemu alkoholowego.
              6. Problematyka DDA to zespół zachowań nie tylko dotyczący osób z domów
              alkoholowych. W wielu innych domach bez alkoholu zachodzi to zjawisko. Ja sam
              mógłbym wpaść w ten problem, gdybym w młodości swoich potrzeb emocjonalnych nie
              dopełniał poza własną rodziną (miałem szczęście mieć "drugiego" tatę, mamę
              którzy pouzupełniali mi braki z domu). Mojej siostrze (a dom mamy
              niealkoholowy) się to nie udało - jest osobą z podobnymi problemami
              emocjonalymi jak moja exia, DDA.
              I na odwrót - znam rodziny alkoholowe z których mam przyjaciół, po których
              życiu i związkach nie widać tego negatywnych skutków.
              Więc wnioskuję że problem nie zależy wyłącznie tylko od picia samego alkoholu.
              Oraz że wyrwać się z niego można.
              (Usłyszałem nawet dane że 80% osób ma syndrom DDA.) Czy to znaczy że te 80%
              rodzin powinno się rozwieść bo nie spełniają pożądanej jakości?
              7. Po osobistych doświadczeniach i stycznościach z problemem DDA, 3 przykłady z
              mojego podwórka:
              :exia z ujawnionym problemem - teść alkoholik
              :własna siostra z podobnie wyglądającym problemem - ojciec niepijący, ale nie
              dający jej wsparcia emocjonalnego
              :przyjaciel bez widocznego takiego problemu - choć ojciec alkoholik.
              Jestem skłonny wnioskować że czynnikiem determinującym ujawnienie problemu DDA
              jest sytuacja gdy brak wsparcia emocjonalnego (nie tylko alkoholizm) w procesie
              wychowawczym zaistniał na lini międzypłciowej tzn: tatusiowa-córeczka, mami-
              synek. (Tzn też że problem ma szanse nie zaistnieć w alkoholizmie/braku
              wsparcaia emocjonalnego u tej samej płci: u syna - gdy pije ojciec, u córki -
              gdy pije matka.)
              8. Też się zgadzam że nie można za wszelką cenę trzymać oboje rodziców (patrz
              pkt 4). Ale uważam że TRWAŁOŚĆ jest nie mniej ważna niż JAKOŚĆ. Gdy wartością
              pozostanie tylko jakość - to w każdym związku przecież kiedyś kończy sie
              nektar. I co wtedy? Skaczemy z kwiatka na kwiatek? Wtedy aby zacząć pracować
              nad związkiem trzeba właśnie jako wartość przyjąć trwałość. To jest ważne z
              tego względu że w dzisiejszym łatwym świecie gdzie pomija sie wartość
              trwałości: panie nazbyt często rozbijają rodziny które wcale nie są poważnie
              zagrożone, jak również panowie korzystają z przygodnej jakości kontaktów (i on,
              i ona często nie podejmują pracy wybierając ucieczkę).

              PS: >zeby rozbieżność między tym co sama za niebo
              > uważam a tym co za to będzie uważać moje dziecko była jak najmniejsza
              No nie tak całkiem. Raczej nie zawsze powinniście mieć to samo niebo (jak
              najmniej rozbieżne). Przykład: dla Ciebie przyjemnością jest przytulić swoje
              dziecko, a dla dziecka przyjemnością jest szukanie samodzielności też fizycznej
              (już 1,5 roczne dziecko umie odtrącać przytulenie gdy akurat ma ochotę na coś
              samodzielnego). Nie da się tu mieć zbieżnego nieba. Każde dąży do realizacji
              swojej przyjemności, innej nawet nieraz we wza
              • kini_m Re: eh, znowu tasiemiec...cd 29.05.05, 17:46
                Każde dąży do realizacji swojej przyjemności, innej nawet nieraz we wzajemnych
                stosunkach. (Po prostu podmiotowość dziecka - to co wyjasnił mi ginekolog, o
                czym w poście 20.05.2005 03:25 powyżej.)
                Pzdr, Kini_m
    • aggtt Re: samodzielna z wyboru, co wy na to? 27.05.05, 02:03
      Butiku6,
      przeleciałam odpowiedzi innych, odpowiem tylko co ja myślę -
      jasne! In vitro jest o wiele uczciwsze niż "wyrywanie" faceta - ktoś się już na
      to zgodził, sprzedał nasienie, wiedział po co, itd.
      Myślę, że Twoje podejście to duża odwaga i odpowiedzialność właśnie. Jeśli
      wiesz na pewno czym jest samotne, świadome macierzyństwo, jakie to trudne
      wyzwanie i wiesz, że miłość do dziecka pozwoli Ci to wszystko pokonać, że
      macierzyństwo nie będzie tylko sposobem na zapomnienie o nieudanym małżeństwie
      (szczerze się zastanów - jeśli tak, to daaaaj spokój, bo będzie Ci b. ciężko, a
      wiesz przecież, że dziecko to nie zabawka), to idź i załatwiaj co potrzeba.
      Macierzyństwo jest najwpanialszą rzeczą, jaka może spotkać kobietę. Jasne, że
      drugą rzeczą jest cudowny, ciepły związek z mądrym facetem, ale jeśli nie można
      mieć wszystkiego...
Pełna wersja