ann17
21.05.05, 21:39
Mam pytanie, teoretyczne póki co.
Ojciec mojego syna (a mój "były") ostatnio widział się z synem, gdy ten miał
niecałe 4 lata. Przy czym było to ostatnie z kilku spotkań wymuszanych przeze
mnie lub przez jego matkę (bo syn b. tęsknił za ojcem). Potem "były" po
prostu zniknął, założył nową rodzinę, od 5 lat mieszka w UK. Synem się nie
interesuje, alimenty w kwocie 300 zł płaci, gdy postraszony (do 2000 roku
robił to za niego FA). Przez te 13 lat 1 raz spytał się o syna, i 1 raz
zahaczył o spotkanie. poza tym null. w zeszłym roku został pozbawiony władzy
rodzicielskiej.
obecnie postanowiłam uregulować kwestię alimentów, tzn powalczyć o wyższe.
sprawa w toku. walka jest na całego, "były" walczy na całego, również
nieczysto, żeby tylko ochronić stan swojego konta. Przy okazji wychodzi
kwestia kontaktów. Z jednej strony - mam w domu zbuntowanego prawie 17-latka,
który świat widzi w kolorach czarno-białych, a o ojcu ma coraz gorsze zdanie.
Już jak był w czwartej klasie podstawówki to stwierdził, że nie chciałby się
z nim spotkać bo niby po co. jak ojciec miał go gdzieś, to vice versa. taka
postawa mu się ustaliła, i jest coraz silniejsza, i zapewniam, że nie jest to
kwestia mojego nastawiania syna przewciwko ojcu, co za pewne jego adwokat mi
zarzuci. z drugiej strony- zdaję sobie sprawę, że takie podejście do ojca,
może być dla psychiki młodego człowieka piekielnie destrukcyjne. z trzeciej
strony - wiem, że byłe jest nieźle popaprany, i to, ze jest starszy o
kilkanaście lat, nic nie zmienia. nie ma żadnych dowodów, ze zmienił się na
lepsze. póki co walczy jak lew o stan swojego konta.
gdybym mogła decydować o najbliższej przyszłości, to bym chciała, żeby były
powiedział - synu, wybacz! musimy się spotkać! powinieneś poznać swoich dwóch
przyrodnich braci ! i żeby te kontakty się ułożyły - żeby syn pojechał do
ojca i spędził z nim świetnie czas. ale życie nie jest takie proste,
niestety. może ktoś mądry poradzi, jak dobra matka powinna się zachować?
jakie macie doświadczenia z podobnymi sprawami?