Jak zrozumieć? Długie

24.05.05, 14:47
Witam,
Od dawna czytam Wasze forum, nie piszę, bo nie jestem ani mamą, ani
samodzielna.
Ale czytam, bo wiem, że nie wiem co życie mi przyniesie - to juz sie uczę na
przyszłość smile

Od jakiegoś czasu chciałam Was zapytać o zdanie. Chyba tutaj najlepiej, nie
wiem.

Mam koleżankę, znamy się już naście lat, nie jest to wielka przyjaźń, ale
dobre koleżeństwo.
Ma męża, dwoje małych dzieci. Zawsze wydawało mi się, że są super małżeństwem.
Dwa lata temu szok - zdrada.
Zdradził ją z jej koleżanką, bo mu w małżeństwie seksu brakowało.
Ale pokajał się, poprawił, no i żyli sobie dalej. Ale już żyli w piekiełku,
bo koleżanka sobie z tą zdradą rady nie dawała (wcale się nie dziwię)
W grudniu zeszłego roku - szok numer dwa - on znowu zdradził, wyprowadził
się, bo nie kocha, bo tamto bo owamto.
Przez kilka miesięcy było piekło jakiego nikomu nie życzę (choć pewnie
niektóre z Was to znają z autopsji), nie przyjeżdżał do dzieci, wynosił z
domu rzeczy itd.
I nagle - wrócił (moja wersja jest taka, że po pierwsze dostał wysokie
alimenty, po drugie kochanica go wywaliła).
Koleżanka przyjęła go bez mrugnięcia okiem.
I teraz szczęśliwa rodzina jakby nigdy nic.
Mój problem - straciłam do niej szacunek.
Nie umiem zrozumieć, jak można pozwolić wrócić komuś, kto potraktował mnei
jak starą szmatę, zapomniał o dzieciach, wypiął się na wszystko, mowł, że nie
kocha.
Jak można z nim dalej żyć?
Ja tego nie rozumiem.
Nie odmawiam nikomu prawa do własnych wyborów, ale w tej sytuacji
stwierdziłam, że nasze postawy życiowe na tyle się różnią, że chyba nie ma
sensu kontynuować tej znajomości.
Czy mam rację?
Jak Wy to widzicie?

PS. Nie chcę nikogo oceniać, być może ja się mylę - jeśli tak, powiedzcie mi
to.

Pozdrawiam
    • paacynka Re: Jak zrozumieć? Długie 24.05.05, 15:58
      w trzech punktach:
      1. miłość Ci wszystko wybaczy
      2. Ty nie masz dzieci i nie wiesz jak trudno je utrzymać - czyli punkt drugi
      brzmi brak oparcia ogromna potrzeba posiadania go, więc daje szanse, bo sama nie
      chce żyć, bo jej ciężko
      3. samotność, wiąże się z punktem 2.

      takie jest życie, inaczej teoria a co innego niesie praktyka, potrafimy wiele
      zrobić gdy kochamy.
      • chloe30 Re: Jak zrozumieć? Długie 24.05.05, 16:12
        Pkt 1 Wiem, że miłość wszystko zniesie i z tym punktem nawet nie dyskutuję.
        Pkt 2: utrzymanie dzieci w sensie finansowym miała zapewnione (sąd ustanowił
        wysokie alimenty). W sensie oparcia psychicznego - ten człowiek ma taką pracę,
        że jest w domu tylko na weekend. To nie jest partner z którym codziennie
        wieczorem można siąść i pogadać, który w czymkolwiek pomoże.
        Pkt 3. Samotność jest wg mnie lepsza niż trwanie w tak chorym układzie.

        Dzięki za odpowiedź, bardzo chciałam poznać inny punkt widzenia.
        Moje zdanie jest z reguły b. radykalne i ja najchętniej obiłabym mu twarz (w
        zastępstwie za koleżankę)

        D
    • magdmaz Re: Jak zrozumieć? Długie 24.05.05, 17:05
      Ja też wolę sama niż w chorym układzie. Ale nie dla każdego "godność" i "honor"
      znaczy to samo, i całe szczęście, bo w imię godności i honou też można sporo
      krzywdy wyrządzić. Ale poczytaj sobie wątek "życie" - przy pytaniach dzieci o
      tatusia naprawdę problemy finansowe i samotności stają się takie malutkie...
      Moje dzieci mogą chodzić w ciuchach z second-handu i jadać na kolację chleb z
      margaryną. Ale nie mają prawa czuć się gorsze! Nie mają i już!
      Dlatego mimo że ja nie postąpiłabym tak, jak Twoja koleżanka, to jednak mogę
      zrozumieć. Ale to trzeba mieć dzieci i patrzeć na ich tęsknotę. Pozdrawiam,
      Magda
      • vialle Re: Jak zrozumieć? Długie 24.05.05, 17:50
        nie wiemy dlaczego Twoja kolezanka tak zdecydowala.
        Mysle sobie, ze jednym z najtrudniejszych zadan w zwiazku - zwlaszcza w
        kryzysie - jest okreslenie co mozna zniesc a co juz nie, czy naprawde nie mozna
        juz nic zrobic czy raczej warto pracowac nad soba, nad druga osoba, nad
        relacja. I w emocjach rownie latwo "wylac dziecko z kapiela" i skreslic
        zwiazek, ktory moznaby zmienic/naprawic, jak tez zupelnie latwo jest kierujac
        sie emocjami (strachem przed samotnoscia czy ubostwem, opinia spoleczna,
        poczuciem porazki zyciowej) wyprzec fakty i udawac ze zupelnie niezle sie zyje
        w zwiazku ktory jest na wskros chory i destrukcyjny.

        Konia z rzedem temu kto umie na chlodno ocenic czy sa szanse dla zwiazku czy
        nie, czy partner "dobrze rokuje" czy nie, czy lepiej sie rozstac i dac sobie
        szanse na zdrowa rodzine, czy trwac w imie tego by dzieci mialy biologicznego
        ojca. Im bardziej takie wybory dotycza naszego wlasnego zycia tym bardziej
        widzimy odcienie szarosci zamiast kategorycznej czerni i bieli. Dlatego
        staralabym sie nie oceniac Twojej kolezanki. Moze wie co robi dajac mu kolejna
        szanse? A moze jest bardzo, bardzo slaba i nie umie inaczej? Nie jestesmy w jej
        glowie.

        A co do mojej osobistej opinii - pewnie nie dalabym szansy. Ale nie wiem tego
        na 100% nawet o sobie smile
        • chloe30 Re: Jak zrozumieć? Długie 24.05.05, 17:59
          No cóż, nie wejdę do jej głowy, i nie wiem dlaczego tak zdecydowała.
          Ale znam ją trochę - wydaję mi się że to takie podejście "Niechby pił i bił
          byle był"
          I jeszcze takie, że samotna, rozwiedziona jest gorsza.
          Dlatego jakoś straciłam do niej szacunek - za motywy.
          • vialle Re: Jak zrozumieć? Długie 24.05.05, 18:17
            ja mialam kiedys podobny problem, strasznie mi sie nie podobal stosunek meza
            mojej kolezanki do niej - i strasznie mi sie nie chcialo brac udzialu w
            maskaradzie, ktora ona prowadzila zeby (mokm zdaniem) sobie poprawic
            samopoczucie, a polegalo to na tym, ze sztucznie wyluzowanym tonem opowiadala
            jak jej maz uczestniczy w wieczorach kawalerskich z dziwkami, usprawiedliwiala
            na rozne sposoby to ze w niczym nie pomaga, ze w ogole nie jest partnerem tylko
            panem i wladca prezesem zarabiaczem kup kasy a ona ma sie umizgiwac i wymyslac
            miliardy sposobow jak by tu na nim zrobic wrazenie, bo ciagle stawial jej
            wymagania ze kobieta musi byc dla niego wyzwaniem, musi go fascynowac. I ta
            definicja fascynowania i imponowania byla taka, ze ona nie miala prawa byc
            zmeczona, bez makijazu czy slaba i smutna.
            W moim odczuciu ona sie sama oklamywala, wydaje mi sie ze te jej opowiesci byly
            wlasnie tylko maskarada, proba znalezienia w oczach innych ludzi potwierdzenia
            ze nie jest wykorzystywana, nie ma powodu czuc sie zle, ze powinna byc
            nowoczesna i postepowa i traktowac na luzie wlasne malzenstwo i takie rzeczy
            jak wiernosc. Nie moglam sie oprzec wrazeniu ze jest gleboko nieszczesliwa i
            wciaga mnie - i inne osoby - w te gre po to aby znalezc potwierdzenie ze dobrze
            robi. I wiesz, mialam dylemat - mam ja uswiadamiac na sile czy co? Pokazywac ze
            jej maz jest nadetym dupkiem, ktory chodzi na dziwki i pomiata nia? Pokazywac
            jej i tlumaczyc ze mozna miec partnera, ktory jest przyjacielem i bratnia
            dusza? Bylam rozdarta bo z jednej strony czulam sie jak swinia ze nie buntujac
            jej - opuszczam ja. A z drugiej strony - jakim prawem i w imie czego mam sobie
            dac prawo do oceny ze lepiej od niej wiem czego jej trzeba? I jak nalezy zyc?
            Mysle ze ona go naprawde podziwia i kocha.

            Nasza znajomosc sie bardzo rozluznila - nie umialam sie w tym znalezc. Zawsze
            na mysl o niej czuje niepokoj, troche zazenowanie i wspolczucie. To bardzo
            dobrze wyksztalcona i inteligentna dziewczyna. Ciezko jest czlowieka traktowac
            jak "calosc" - inteligencja przeciez nie gwarantuje emocjonalnie zdrowych
            wyborow sad
    • milcha1 Re: Jak zrozumieć? Długie 25.05.05, 19:56
      Za motywy nie przestaniesz się chyba przyjaźnić z koleżanką?
      • chalsia Re: Jak zrozumieć? Długie 25.05.05, 23:03
        A z powodu różnic w światopoglądzie można Milcho?
        Bo ja uważam, ze tak.
        Chalsia
        • kini_m Re: Jak zrozumieć? Długie 26.05.05, 04:23
          A tak z drugiej (męskiej) strony:
          - może koleżanka wie też że w czymś ona nie była w porządku, że słabo rozumiała
          potrzeby partnera, że rozumie że tez się współprzyczyniła do tej sytuacji.
          (Jako dobrej koleżance to trudno to zawsze dostrzec.)
          Tak nawiasem mówiąc - to w życiu widzę że faceci umieją w rozmowach w trudnych
          sytuacjach sobie przygadać, powytykać. Natomiast kobiety chyba tylko wspierać
          (czyt:bezkrytycznie) lub milczeć.

          Vialle - eh.... tylko westchnę (jak exia skreśliła nasz związek, córeczce życie
          odcięła od ojca)
          • vialle Re: Jak zrozumieć? Długie 27.05.05, 11:09
            kini to znaczy co - exia Twojego faceta zabronila mu kontaktow z corka? I co z
            tym robicie?
            • milcha1 Re: Jak zrozumieć? Długie 27.05.05, 12:09
              Pewnie, że można. Ale co to za przyjaźn.
              • ania_rosa Re: Jak zrozumieć? Długie 27.05.05, 15:06
                Powiem szczerze, że nie umiałabym się przyjaźnić z człowiekiem, z którym mamy
                rozjazd priorytetów. Przyjaźń zakłada obopólny szacunek i dlatego nie przyjaźnię
                się z facetami, którzy np. zdradzają swoje żony. Inaczej byłaby to kpina, a nie
                przyjaźń, skoro z gruntu kimś takim pogardzam.
                A z przykładów życiowych: moja przyjaciółka odbiła naszej dalekiej koleżance
                męza. To był koniec mojej przyjaźni z nią. I to nie dlatego, bo czułam lojalnośc
                wobec dalekiej koleżanki, ale dlatego, że nie nagnę swoich priorytetów, żeby
                komuś zrobić dobrze i powiedzieć "świetna baba z ciebie, trzymaj tak dalej".
                Tak więc autorce wątku się wcale nie dziwię.
                Rosa
            • kini_m Re: Jak zrozumieć? Długie 29.05.05, 19:43
              Vialle
              ja to ex (nie exia).
              Jak chcesz skrótowo - to ostatnio trochę opisałem mojej sytuacji na "etata-
              Dlaczego u nas dziecko to koniec miłości?".
              Jesteśmy z córką odcięci od 4 mies (odejście pani 10 mies temu). Przez
              poprzednie miesiące byłem systematycznie coraz bardziej wycinany (w ciągu tych
              10 mies było tylko 1,5 mies względnego spokoju jej postawy co do córki i mnie).
              Stabilność czynionych ustaleń była znikoma. Teraz wcale nie możemy się zobaczyć
              z córką.
              Pani wniosła sprawę do sądu, odrzucając na pierwszym posiedzeniu możliwość
              mediacji (choć 3 dni prędzej jeszcze potwierdzała mi gotowość do tego).
              Najchętniej chciałaby udowodnienia mi choroby psychicznej (co próbowała też
              robić na forum).
              Co dziwne, gdy w czasie pierwszego posiedzenia w sądzie zezwalała córce
              spotykać się ze mną 2 dni w tyg (córka pełne dwa dni u mnie) - to równocześnie
              w sądzie wnioskowała o 4 x mniej (2 x mies).
              Czy ona na posiedzeniach kieruje się czymś do naszego dziecka poza tzw taktyką?
              Obecnie odzew od niej polega na spychologi winy, nawet nie podając konkretnych
              zarzutów uzasadniających taką restrykcję wobec córki.
              Czy coś się da więcej zrobić?
              Sama oceń przypatrując się atakom mojej pani i moim prostowaniom na wątkach
              (kiedy kolejne?):
              "Dla kandydatek na samodzielną mamę (i kandydatów)"
              "mój głosik, moja historia"
              "do Nimi apel"
              Ona przeżywa obecnie tak poważny kryzys psychiczny że nie jest w stanie
              przeprowadzić żadnej konstruktywnej dyskusji: czy w cztery oczy, czy
              telefonicznie, czy mejlowo.
              (Ale wiem że o ile zostało to sprowokowane naszymi konfliktami to prawdziwa
              przyczyna tkwi w brakach tkwiących w wychowaniu w domu alkoholowym mojej pani.)
              Nie wiem co sie da zaplanować i zrealizować z osobą która upadla mnie jako ojca
              (poprzednio stale nad głową córki). Nie wiem...

              PS: do tematu wątku
              W życiu na jedną osobę z kręgu towarzyskiego (kolegę) spuściłem zasłonę
              zapomnienia. Właśnie też z przyczyny że "kręcił" na dwie strony. Poszkodowaną
              była notabene przyjaciółka mojej exi (exi to nie ruszało za bardzo, a mnie kuło
              w moim systemie wartości). Taki człowiek wprowadzał też ferment w organizację w
              której współpracowaliśmy. Po takim fermencie też stamtąd się wypisałem.
              Ale dziś się zastanawiam: A jeśliby to "coś" dotyczyło także najbliższego
              przyjaciela/ółki? A jeśliby to dotyczyło większej liczby ludzi wokół mnie?
              Jak wtedy bym zareagował?
    • nilka13 Re: Jak zrozumieć? Długie 27.05.05, 22:02
      a może są rzeczy o których po prostu nie wiesz? bo ta historia jest do bólu
      uproszczona, a najbardziej groteskowe jest to, że "ona" to ten czarny
      charakter. Może z powodów niekiedy zwanych wyższymi postanowiła z nim być?
      zgadujmy: cierpienie dzieci, nieuleczalna choroba, zbyt wielki ciężar samotnego
      wychowywania dzieci, przebaczenie, religia, nie ma białe/czarne itd. Może to
      błąd, ale jej błąd, nie twój.
      chloe- jeśli to twoja przyjaciółka, to mało o niej wiesz. My wiemy jeszcze
      mniej i nas pytasz, czy podtrzymywać tę znajomość? Chloe, jesli jesteś dorosła,
      sama podejmij tę decyzję.
      Nilka
    • virtual_moth Re: Jak zrozumieć? Długie 27.05.05, 22:21
      Wiesz, ja np. mam bliską koleżankę, która zdradza swojego męża. Jak ogólnie
      zdradą gardzę, tak w jej przypadku mam odczucia co najmniej ambliwalentnewink

      Myśle po prostu, że ją mało znasz. Mało wiesz o jej sytuacji. Gdybyś np.
      wiedziała, że ma trudną sytuację materialną - zrozumiałabyś. Gdybyś wiedziała,
      że jest po prostu głupia życiowo - zrozumiałabyś. Gdybyś wiedziała...
      A tak naprawdę chyba niewiele o niej wiesz, skoro dziwią Cię jej decyzje
      dotyczące najważniejszych spraw życiowych. Może ona nie jest i nie była Twoją
      przyjaciółką?

      Pzdr
      • chloe30 Re: Jak zrozumieć? Długie 30.05.05, 09:41
        virtual_moth napisała:
        , Może ona nie jest i nie była Twoją
        > przyjaciółką?
        >

        Napisałam wyraźnie - nie jest to przyjaźń, a długie koleżeństwo.
        Dziewczyna za powierniczkę ma w dodatku moją mamę (są sąsiadkami, i ufa mamy
        doświadczeniu - tyle, że rad nie słucha)
        Więc w sytuacji materialnej, ewentualnych chorób i inyych orientuję się dośc
        dobrze.
        Jeśli chodzi o radę, to po prostu chciałam wiedzieć jak Wy to widzicie, bo nie
        chciałam swoim radykalnym podejściem kogoś skrzywdzić.
        Ale tak jak napisała Ania_rosa - priorytety się rozjeżdżają i wtedy nie ma co
        udawać.

        Dzięki za wszystkie komentarze.

        Pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja