c.a.p.r.i
25.05.05, 12:49
wczoraj w trakcie kłótni mój mąż usiłował nie dopuscic abym wyszła z domu -
szarpał mnie, wykrecał mi ręce, usłyszałam też że jak będe "skakać mu do
oczu " tzn. wychodzic kiedy on nie pozwala - 'przy....doli" mi. zdarza się to
nie po raz pierwszy (ostatnio kiedy byłam w ciązy) a pan mąż czuje się
całkowicie bezkarny (przecież nie mam świadków) i niewinny (przeciez to ja go
prowokuję). Dla dobra dziecka zalezy mi na małżenstwie ale nie wiem jak długo
jeszcze wytrzymam takie traktowanie - dodam, że poza opisywanymi wyczynami na
porządku dziennym jest lekceważenie mnie i straszenie, ze jak będę
mu "podskakiwac" - pożałuję. Nie wspomnę o wyzwiskach. Czy ktoś moze poradzic
mi co zrobić w tej sytuacji ? Sladow znęcania się nie ma, bo mąż jest na tyle
wyrachowany, aby nie uderzyc za mocno i nie robic tego przy swiadkach. sa
tylko siniaki i zrujnowana psychika - na razie tylko moja bo dziecko jest za
małe ale nie wiem co będzie dalej. Co robić ?