Boże, jestem po rozmowie...

06.07.05, 11:01
Powiedziałam jego mamie o dziecku (jestem w 6 misiącu ciąży)... takiej
reakcji się nie spodziewałam... Była tak kochana, chyba się juz domyślała smile
Moje dziecko będzie miało chociaż babcię smile smile smile Dziękuję wszystkim, którzy
mi odpisali wcześniej smile
    • ajmj Re: Boże, jestem po rozmowie... 06.07.05, 11:13
      cieszę sięsmileoby tak było dalejsmile
    • bsl Re: Boże, jestem po rozmowie... 06.07.05, 11:16
      cieszę sie razem z Tobą ,
      to naprawdę musi byc wspaniała kobieta smile
      a może wszystko sie jeszcze ułoży , faceci czasami potrzebują czasu zeby
      dorsnąć
      tak czy inaczej powodzenia z całego serca Ci życzę

      Beata
      • asca25 Re: Boże, jestem po rozmowie... 06.07.05, 13:16
        Na to, że się ułoży raczej nie liczę... on mnie znienawidzi, że powiedziałam...:
        (((

        Ale przynajmniej czuję ulgę, no i nie muszę już kłamać i ukrywać się z moim
        dzidziusiem smile))
    • scania81 cieszę się razem z tobą:) 06.07.05, 13:25
      czasem jednak bywa tak, że facet dopiero rozumie co to znaczy dziecko, jak je
      zobaczy, ty masz juz je pod sercem, więc ci jest łatwiej, a jego mama cie
      rozumiesmile
      powodzonka!
      • asca25 Re: cieszę się razem z tobą:) 06.07.05, 14:01
        W głębi duszy też mam taką nadzieję, ale wolę się nie oszukiwać już dłużej...

        Po drugie, jest już taki żal, a nawet lekka wrogość, że nie wiem, czy udałoby
        się nam wrócić do tego co było zanim... sad((
      • kotka.na.dachu Re: cieszę się razem z tobą:) 06.07.05, 14:26
        Tak, jak ujrzy dziecko, to na pewno coś się w nim zmieni.
        Ciekawe w którą stronę?
        Mój owszem, na swój sposób pokochał dziecko (bo podobne do niego jak bliźniaczy
        brat hihihi). Co do mnie stosunku nie zmienił.
        Co człowiek, to inan reakcja.

        Ważne, że babcia szczęśliwa.
        • asca25 Re: cieszę się razem z tobą:) 07.07.05, 11:24
          Szczęśliwa to moze za dużo powiedziane, ale nie lamentuje i mnie rozumie -
          jestem jej za to wdzięczna smile
      • woj-na Re: cieszę się razem z tobą:) 08.07.05, 08:52
        Ty chyba nie mówisz o facetach tylko jakichś durnowatych dresach albo innych
        ociężałych umysłowo.
        Nie wszyscy dorastają i nie ma co na to liczyć, trzeba liczyć na siebie.
        Jak się nie rozumie co znaczy dziecko to coś nie tak z głową.
        Mozna sie bac, wiadomo, rzadko jest tak że dziecko poczyna się wtedy kiedy
        rodzcie planuja (tylko nikt o tym nie mówi, nie jedno z nas by się zdziwiło
        gdyby mu rodzice powiedzieli). ALe żeby nie chcieć dziecka, nie kochać go, nie
        chcieć patrzeć jak się rozwija i dorasta i CZYNNIE w tym uczestniczyć.
        Przepraszam ale trzeba być niedojrzałym dupkiem i tyle.
        A z babciami to trzeba uważać. Rózne rzeczy ludziom chodzą po głowie. Ja np się
        rozwodze i zostej sam z dzieckiem, ale póki co mieszkam jeszcze u teściów. Mam
        z nimi dobry kontakt i chcą żebym nadal mieszkał, po tym jak żona nas
        zostawiała.
        Tylko wiem ze za tym kryje się coś więcej - samym trudno będzie im utrzymać
        dom, a i tak z nimi mieszkałem i nie jesytem konfliktowy więc mogą na tym
        skorzystać.
        Oczywiscie może byc tak że matka tego kolesia jest rzeczywiscie dobrą kobietą,
        czasami lepiej nam życzą obcy niz rodzina, a każde wsparcie sie przyda. Oby tak
        było.
        woj-
        • madziaa26 woj-na 08.07.05, 10:48
          woj-na napisał:


          > Nie wszyscy dorastają i nie ma co na to liczyć, trzeba liczyć na siebie.
          > Jak się nie rozumie co znaczy dziecko to coś nie tak z głową.
          > Mozna sie bac, wiadomo, rzadko jest tak że dziecko poczyna się wtedy kiedy
          > rodzcie planuja (tylko nikt o tym nie mówi, nie jedno z nas by się zdziwiło
          > gdyby mu rodzice powiedzieli). ALe żeby nie chcieć dziecka, nie kochać go,
          nie
          > chcieć patrzeć jak się rozwija i dorasta i CZYNNIE w tym uczestniczyć.


          Musze przyznac ze jestem pod wrazeniem tego co przeczytalam,dlatego,ze napisal
          to facet.Gdyby moj eks mial takie podejscie i myslenie to bylabym bardzo
          szczesliwa.Ale milo wiedziec,ze nie wszyscy sa skonczonymi draniami i
          egoistami.
          • woj-na Re: woj-na 08.07.05, 11:19
            Są tacy faceci, tylko oni najczęściej trafiaja na wredne egoistki.
            Niestety.... Wierz mi Madziu, tacy faceci mają bardzo ciężko.
            Chyba ze tarfią na fajną kobietkęsmile, chociaz ja osobiście takich znam bardzo
            mało, ale to nie daltego ze ich nie ma, tylko byłem tak zapatrzony w swoja
            żonę, że nie widziałem świata poza nią... póki nie wywinęła mi numeru i nie
            zostawiła mnie. Na szczęscie nie samego, teraz mam tylko jedna kobietkę - moja
            córeczkę, która jest dla mnie wszystkim Tylko boję się że tak jak żona zabrał
            mi siebie tak i ją mi kiedyś zabierze, kiedyś jak sie juz wyszaleje i ułoży
            sobie życie od nowa.
            woj-
            • madziaa26 Re: woj-na 08.07.05, 12:47
              Rozumiem Cie i podziwiam.Badz dobrej mysli,bo to jest bardzo wazne.Powodzenia!!!
              • woj-na Re: woj-na 08.07.05, 14:51
                Nie ma za co podziwiać, taki zwykły facet jak inni, tylko czasem musi być tatą
                i mamą.
                Dobrej myśli muszę być bo bez tego człowiek mógłby ześwirować
                • madziaa26 Re: woj-na 08.07.05, 15:03
                  Nie badz taki skromny,nie powiedzialabym,ze jstes taki zwykly jak inni,tym
                  bardziej,ze pod nosem mam przyklad swojego eks,ktory w swoim ponad
                  trzydziestoletnim zyciu nie zorientowal sie jeszcze co znaczy
                  odpowiedzialnosc.Poza tym jak czasami czytam te posty to az sie niedobrze robi
                  i mozna stracic resztki nadzieji,ze na tym swiecie sa normlani odpowiedzilani
                  faceci.A tak na marginesie to nie ppojmuje jak matka moze zostawic swoje
                  dziecko.Szok!
        • fikusia Re: cieszę się razem z tobą:) 08.07.05, 11:14
          >>>Ty chyba nie mówisz o facetach tylko jakichś durnowatych dresach albo innych
          ociężałych umysłowo.
          Nie wszyscy dorastają i nie ma co na to liczyć, trzeba liczyć na siebie.
          Jak się nie rozumie co znaczy dziecko to coś nie tak z głową.
          Mozna sie bac, wiadomo, rzadko jest tak że dziecko poczyna się wtedy kiedy
          rodzcie planuja (tylko nikt o tym nie mówi, nie jedno z nas by się zdziwiło
          gdyby mu rodzice powiedzieli). ALe żeby nie chcieć dziecka, nie kochać go, nie
          chcieć patrzeć jak się rozwija i dorasta i CZYNNIE w tym uczestniczyć.
          Przepraszam ale trzeba być niedojrzałym dupkiem i tyle.<<<<

          zgadzam się w 100%, zresztą w praktyce się sprawdza.
          Mimo, że na początku często człowiek żyje nadzieją.
          • asca25 Re: cieszę się razem z tobą:) 08.07.05, 12:34
            No właśnie... dlatego wolę się nie łudzić i nastawiać na samodzielne
            wychowywanie. Zresztą, teraz jego decyzja już nie będzie miała dla mnie takiej
            wartości... i tak już 6 miesięcy jestem ze wszystkim sama...

            Powodzenia wszystkim kobitkom i również facetom, którzy wiedzą co w życiu
            najważniejsze smile))
            • kini_m Re: cieszę się razem z tobą:) 09.07.05, 01:04
              >W głębi duszy też mam taką nadzieję, ale wolę się nie oszukiwać już dłużej...
              >Po drugie, jest już taki żal, a nawet lekka wrogość, że nie wiem, czy udałoby
              >się nam wrócić do tego co było zanim... sad((
              To zalezy tylko od tego czy chcielibyście popracować, uczyć się wzajemnie
              odbioru drugiej osoby, a nie od ilości żalu. To zwłaszcza zależy od tej osoby
              która ma mniej cierpliwości.
              • kini_m Re: cieszę się razem z tobą:) 09.07.05, 01:10
                To wspaniale że ta rozmowa z babcią się tak dobrze potoczyła. Jeden sukces za
                Tobą. Teraz można sie postarać o kolejne.
                Aha, i jeszcze:
                > ... on mnie znienawidzi, że powiedziałam...sad((
                Z tego wynika że niestety rodzice nie nauczyli go podejmowania
                odpowiedzialności, stawania naprzeciw trudom życia, cieszenia się z tego co
                daje życie. Zawsze postrzegam to jako winę jego rodziców, a nie winę delikwenta.
                • asca25 Re: cieszę się razem z tobą:) 09.07.05, 19:52
                  Taaa... Jego ojciec też zostawił jego mamę... wychowywała go sama wraz z dwoma
                  siostrami - rozpieściły go bardzo. Boję się powtórzyć ten błąd, jeśli będę mieć
                  synka - bo moja cała rodzina to też same kobitki - ja, siostra i mama...

                  A co do woli popracowania nad związkiem, pewnie że chciałabym wszystko
                  naprawić, ale nie widzę takiej reakcji z jego strony... szczerze mówiąc chyba
                  nie interesuję go już ani ja, a nasze dziecko nigdy nie interesowało.
                  • fikusia Re: cieszę się razem z tobą:) 09.07.05, 23:10
                    a ja nawet gdyby On chciał cokolwiek naprawiać - nie chchałabym, jest już dla
                    mnie nikim, samotna ciąża i początki z maleństwem zrobiły swoje, tego się juz
                    nie da naprawić. Nie da się tego zapomnieć.
                    Dasz sobie radę sama! Na początku jest ciężko mnie zajęło ok 10 miesięcy
                    powracanie do równowagi i juz jest ok smile
                    3mam mocno kciuki za Was oboje!
                    • asca25 Re: cieszę się razem z tobą:) 10.07.05, 00:26
                      No już jest nieco lepiej niż na początku, że dam radę to wiem, ale
                      wolałabym... sad((
                    • kini_m Re: cieszę się razem z tobą:) 10.07.05, 02:53
                      > a ja nawet gdyby On chciał cokolwiek naprawiać - nie chchałabym, jest już dla
                      > mnie nikim, samotna ciąża i początki z maleństwem zrobiły swoje, tego się juz
                      > nie da naprawić. Nie da się tego zapomnieć.
                      Mam to samo odczucie, choć jestem z drugiej strony. Ale nie o zapomnienie mi
                      chodzi. Nikt nie wymarze pamięci - a mimo to można nadal pracować wspólnie.
                      Ale nie wiem ile jeszcze zniosę upokorzenia dla córki(odgradzania) i mnie
                      (ojcostwa). Nie wiem czy po uzyskaniu sądąwego odcięcia mnie od dziecka (tzw
                      ustalenie kontaktów) będę miał za kilka/kilkanaście dni jeszcze jakąkolwiek
                      chęć na jakiekolwiek porozumienie. Czy to już będzie ostateczność w upokarzaniu
                      człowieczeństwa?
                      Bo b. Pani władzę rodzicielską rozumie jako egzekwowanie przeciwko komuś w
                      sądzie, a nie dbanie wspólnie z kimś.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja