screen
06.07.05, 21:26
Po tym jak mój ex bawi sie ze mna w "ciuciubabkę" postanowiłam zacząć ściągac
mu alimenty przez zakład pracy. Wczoraj była sprawa o podział majątku- nie
wstawił się, bo jemu "się nie śpieszy", alimenty płaci kiedy mu sie podoba (
obecnie zalega za IV,V,VI to niewiele- 750 zł! ale...)
Mimo tych wszystkich "niespodzianek" i upokorzeń z jego strony staram się jak
mogę aby kontakty między nim a synem były jak najlepsze.
Dzisiaj miałam iść z synkiem do kina ale on stwierdził, że woli z tata, więc
oddałam im bilety i poszli(tato jak zwykle nie ma pieniędzy)
Po powrocie z kina synek jakis smutny, pytam go dlaczego a on odpowiada, że
jak zabiorę tacie mieszkanie przez sąd to nie będzie miał gdzie go odwiedzać.
Jak on może robić takie świństwa?? Mieszać dziecko w te sprawy i robic z
siebie przed nim ofiarę.
My od trzech lat wynajmujemy mieszkania, żyjemy z mojej pracy i jakos dajemy
radę a ex mieszka w naszym mieszkaniu nie płaci kredytu, czynszu , wszystko
olewa, wpedza nas w długi i twierdzi że jest bezkarny i niesciągalny.
Poinformowałam go, że jutro bedzie mial ściagnięte alimenty przy wypłacie.
Najpierw cwaniakował, że nie moge tego zrobić,bo on nie ma wypłaty (opodobno
pracuje na umowę zlecenie) ale upierałam się, że już rozmawiałam z szefem i
kazał mi na jutro przynieść wyrok. Poszedł sobie... Za 3 minuty telefon i
roztrzesionym głosem krzyczy, że jak mu jutro wejde na wypłatę to już nigdy
nie dostanę od niego ani grosza, że dopiero 2 tygodnie temu dał mi alimenty
za 2 m-ce, ze ciągle mi mało itd. Cos mi tam jeszcze groził ale już nie
słuchałam. Synek w tym czasie stał przy mnie i zapytal co znowu chcę tacie
zrobic na złość

Dziewczyny nie mam już siły. Nie będę dziecka buntować tak
jak on ale boli mnie, że ono nigdy nie zrozumie, że tatuś nie jest taki
idealny jak jemu się wydaje.
Teraz sama juz nie wiem czy zanieśc jutro ten wyrok czy nie